Translate

29 listopada 2025

Takie tam rozmyslania

    I pomyslec, ze byl taki czas, kiedy czlowiek (wtedy jeszcze maly) wygladal rankami przez okno, z utesknieniem oczekujac pierwszego sniegu. Czy ja bylam taka glupia, czy moze po prostu madrzeje sie z wiekiem? Teraz wygladam i kamien spada mi z serca, kiedy sniegu nie ma, a jeszcze lepiej, kiedy nie ma mrozu i nie trzeba robic szybnych skrobanek. Wprawdzie na przednia i tylna szybe zakladam ochraniacze, ale juz boczne szyby zamarzaja, wiec pryskam odmrazaczem i sciagam guma te mrozowe wzorki, oczywiscie nielegalnie na wlaczonym silniku. 
   Rzewnie mi sie na duszy robi, kiedy widze, ze coraz wiecej okien jarzy sie roznymi
swiatelkami, za pomoca ktorych ludzie przygotowuja sie do swiat. W Niemczech adwent jest chyba rownie wazny co same swieta, moze teraz w Polsce to sie zmienilo, ale kiedys tak nie bylo, zadnych swiatecznych jarmarkow, swiatelek, tylko meldunki, jak daleko sa pomarancze plynace z Kuby. Na poczatku pobytu tutaj te jarmarki bozonarodzeniowe byly dla nas nowoscia, wielka atrakcja, z czasem troche spowszednialy, ale co roku chociaz raz bywam, mimo ze stale jest tam to samo, drozyzna i tlumy ludzi, ale fajnie jest wypic grzane wino czy poncz lub chociaz gorace kakao, na stojaco, przy dzwiekach stale krecacej sie karuzeli. Teraz chodzi sie na jarmarki wlasciwie juz tylko dla dzieci, sama nie ruszalabym sie z domu, kiedy dodatkowo nie wiadomo czego spodziewac sie po nieproszonych gosciach, ktorym przeszkadza nawet nazwa jarmarku i wiele miast nazywa te imprezy jarmarkiem zimowym (Wintermarkt) czy tez jarmarkiem przyjemnosci (Genussmarkt), byle tylko nie nawiazac do tego chrzescijanskiego swieta. Jestem wprawdzie niewierzaca, ale czy mialabym prawo wymagac od innych, zeby uzywali innych nazw dla imprez scisle zwiazanych z tradycjami swiat Bozego Narodzenia? A muzulmanie wymagaja, bo im sie to nie podoba, za to nam musza sie podobac ich ramadany, a nawet powinnismy wraz z nimi poscic, zeby nie wodzic na pokuszenie jedzeniem w ich obecnosci. Tego muzulmanskie dzieci wymagaja od wspoluczniow w szkolach, a opor czesto skutkuje pobiciem. 
   Wiele pomniejszych jarmarkow swiatecznych zostalo odwolanych, malych miejscowosci nie stac na dosc drogie srodki bezpieczenstwa, wielu sprzedawcow nie stac na wynajcie placu i oplacenie pradu, odwiedzajacych jest coraz mniej, bo ludzie sie boja. Tradycja upada, a politycy niewiele robia, zeby zlikwidowac przyczyny tego stanu. 
   Tak mnie jakos w tym roku wzielo na wspominki o przeszlych swietach, kiedy jeszcze swiat byl normalny, kiedy zyla moja rodzina, w zimie bylo bialo, a przygotowania do swiat wymagaly ogromnego nakladu pracy. Karpie plywaly w wannie, trzeba je bylo zabic, ciasta przygotowywalo sie w dziezy, recznie ukrecalo lub wyrabialo, sledzie moczylo w mleku i patroszylo, ze nie wspomne o domowych porzadkach, praniu wszystkiego, jesli juz w SHL-ce to nowoczesnie, ale nierzadko w rekach. Teraz mamy wygodne polprodukty, miksery, Thermomixy, bajery, samobiezne odkurzacze i madre pralki. Ja nie szaleje ze swiatecznymi porzadkami, okna myje pojedynczo, jak mi sie zachce albo jak jest okazja, np. z oknem w sypialni, kiedy zepsula sie roleta. Zamowilam przy okazji lampki na okno, bo po wielu latach zachcialo mi sie nagle poswiecic, wiec i w salonie okno przelece przed ich powieszeniem. Zbyt jestem zmeczona dniem codziennym, a i zdrowie nie to, zeby brac sie za jakies generalne porzadki. Mysle, ze ani Dzieciatko, ani swiety Mikolaj nie beda mi zagladali do katow, zeby sprawdzic stan wysprzatania. 
   A w Niemczech nie ustaja lokalne wojenki i male batalie o poprawnosc polityczna.
Aktualnie trwa nawolywanie do bojkotu drogerii Rossmann, ktora to siec wystapila ze stowarzyszenia rodzinnych przedsiebiorcow, bo owo stowarzyszenie zdecydowalo sie otworzyc na dialog z AfD, zapraszajac swoich czlonkow na to wydarzenie. Rossmann oznajmil, ze nie wspiera takiej polityki i wymowil czlonkostwo razem z Vorwerkiem, tym od odkurzaczy i Thermomixow. A teraz najlepsze, w oficjalnym komunikacie firma oswiadczyla, ze opowiada sie za wartosciami demokratycznymi. Czyli niewazne, ze kilkanascie milionow demokratycznie wybralo opozycje, u niektorych demokracja jest tylko wtedy, kiedy wszyscy wybieraja tych, ktorzy o tej demokracji glosno krzycza, ale za nic nigdy nie zaakceptuja innych wyborow elektoratu. Bo wydaje im sie, ze maja monopol na rzadzenie i demokracje, choc w gruncie rzeczy zmierzaja prosta droga do dyktatury. Ale to "dobra" dyktatura, bo ich i oni wiedza lepiej, co dla glupiego wyborcy jest korzystne, choc w gruncie rzeczy chodzi wylacznie o zachowanie stolkow pod d*pami. 
   No coz, bez wzgledu na moje polityczne sympatie uwazam, ze wcinanie sie handlu do polityki i proby wymuszania politycznych sympatii do niczego dobrego nie prowadza. Juz kiedys pisalam o sieci EDEKA, ktora zaczela kozaczyc z niebieskim kolorem, sama majac niebieskie logo i jak szybko podala tyly, kiedy doslownie z dnia na dzien dochody tak spadly, ze szybciutko powrocili do klasycznej reklamy, a wielu dyrektorow filii tej sieci oficjalnie oglaszalo, ze ich filie nie maja z tym idiotyzmem nic wspolnego. Wiele osob, ktore nie sa nawet sympatykami prawicy, poinformowalo, ze rowniez przestana kupowac w Rossmannie, bo malo kto lubi, kiedy sie wywiera na nim tak nachalna presje i otwarcie lekcewazy wielomilionowy elektorat, nie zauwazajac niewlasciwej i szkodliwej polityki partii lewicowych.

27 listopada 2025

Podsumowanie

    Na koniec tej mojej przygody jeszcze male podsumowanie. Nie powiem, bylo to niemale wyzwanie logistyczne. Do tego jeszcze ta zimnica i ubieranie dzieciakow do wyjscia. Jesu, zanim dalam rade przygotowac oboje, sama splywalam potem. Juz chyba zapomnialam, jak to wyglada w zimie. Czapki, szaliki, rekawiczki, gdzie paluszki nie chcialy trafiac na swoje miejsca i kiedy myslalam, ze wszystkie juz siedza w swoich kieszonkach, okazywalo sie, ze w jednym sa dwa, a w innym wcale, co wprawialo Zoske w nastroj miauczenia. Wiec od poczatku, a pot lal sie bapci po plecach. 
   No wlasnie, to Zoski miauczenie. Kiedy Zoska jest w normalnym nastroju, mowi tez normalnie, ale kiedy prosi o cos, z czym zachodzi ryzyko, ze bapcia sie nie zgodzi albo odmowi, Zoska zaczyna miauczec, a bapcia przestaje cokolwiek rozumiec. Zoska zrobila sobie cos w palec, zero sladu krwi, zadrapania czy nawet lekkiego zaczerwienienia. Przychodzi do mnie i miauczy, a ja kompletnie nie nadazam, a im bardziej dopytuje, tym ona silniej miauczy. Wolam tlumacza, Junior bardziej kuma znaczenie miauczenia, Zoska chce plasterek na te rany wojenne. Aha, bapcia zakleila, Zoska nie miauczy. Trudne to.
   Gdyby nie zaraza w zlobku, ktora pokotem polozyla personel wychowawczy, byloby naprawde lzej. Na szczescie w naszym przypadku nie znaczylo to, ze musialabym albo odmowic prace, albo zabrac do niej chocholy, moglam je spokojnie zostawic pod opieka prababci i slubnego, ale oczywiscie to burzylo nie tylko ich swiety spokoj, ale zmuszalo do kombinowania z obiadami, bo chocholy wybredne i malo co im podchodzi. Mama musiala tez odmowic opiekunce, bo akurat smazyla na sniadanie pankeksy dla dzieci, wiec nie mogla przerwac, zeby pojsc z nia do lazienki a slubny byl w tym czasie z Toya, ja w robocie. 
   Ja nie wiem, co corka daje im do jedzenia w te dni, kiedy nie jedza w przedszkolu. Okazuje sie, ze najbezpieczniejsze sa suche kluski, bez sosu, wszystko jest fuj. Ale czasem zdarza sie cud i Junior sprobuje cos innego, co mu zasmakuje. Tak bylo z twarozkiem, prababcia spytala, czy chce gryza, chcial i potem nawet zazyczyl sobie wlasna kanapke z twarozkiem. Corka nie mogla wyjsc z podziwu, bo do tej pory twarozek byl fuj. Zoska oczywiscie nasladuje go pilnie, wiec zaraz tez chciala jesc twarozek. Podobnie bylo z zupa grzybowa, ktora byla fuj, ale potem Junior chcial jej troche na te swoje suche kluski i... bylo mniammm.
   Praktycznie przez ten tydzien, kiedy spalam u corki, chodzilam spac z kurami chocholami, bo po pierwsze primo co mialam robic, skoro w jej sypialni nie ma lampki do czytania, a przy gornym swietle gowno widzialam, a po drugie primo bylam kazdego dnia tak sponiewierana, ze ino czekalam na zasniecie dzieci, zeby moc pojsc pod prysznic, bez ryzyka, ze cos zmajstruja, i na lozku z honorem lec. Dziennie wychodzilo mi minimum 10 tysiecy krokow lub wiecej, nawet nie wiem, kiedy udawalo mi sie tyle przedreptac przy obsludze dwojga malych dzieci.
   Co wieczor chocholy mialy wideokonferencje z mama i o ile Junior przez pierwsze dni plakal, tak Zoska wydawala sie zadowolona z bapcinej obslugi. Oczywiscie przesylala mamie calusy i zapewniala o wielkiej milosci, a nawet na paluszkach pokazywala codziennie, ile jeszcze razy spac do powrotu mamy, ale byla na luzie. Maminsynek jednak bardzo tesknil i dopiero przy trzech paluszkach pogodzil sie z nieobecnoscia mamy, bo juz niewiele zostalo do ponownego spotkania. Bapcia oczywiscie zacalowywala chocholy i tez kochala, ale to nie to samo co mama.
   Ostatniego dnia, kiedy mama wciaz przysylala powiadomienia, ze juz jest na lotnisku, ze jest po odprawie, ze wyladowala we Frankfurcie, czeka na bagaz, spoznila sie na pociag, jedzie taksowka do domu, ja bylam tak wymeczona i czulam sie znow zle, wlaczylam im bajki na Netflixie, zeby miec chwile spokoju. Wlasciwie wszyscy juz bylismy srodze zmeczeni. I kiedy corka chciala odpalic samochod, zeby ich od nas odebrac, okazalo sie, ze pojazd jest tak zamrozony, ze trwaloby za dlugo i czy moge je przywiezc. Jak kocham to towarzystwo, tak z wielka ulga oddalam je w rece mamy, potem sie wykapalam i juz ok. 20.00 spalam jak zabita.

25 listopada 2025

Koscielna Pantera

    I co? Zaciekawil Was tytul? Czyzby antychrystka sie nawrócila??? No nie, tak dobrze to nie ma. Ale, jak wiecie, trzeba bylo wymyslic jakies zajecia dla chocholow na "po przedszkolu", bo bapcia przysiegla sobie, ze telewizora nie wlaczy przez caly czas opieki nad wnukami, choc oczywiscie Zoska juz troche jest uzalezniona i wciaz lasi sie, zeby jej wlaczyc bajki. Najczesciej bapcia wtedy wyciaga ksiazeczke i zaczyna opowiesci dziwnej tresci, co zaciekawia dzieci na tyle, ze zapominaja o telewizji. Ale ich mama przed wyjazdem dala nam typ, co mozna ewentualnie robic, gdyby padal deszcz i nie mozna bylo pojsc na plac zabaw. Otoz w nowym kosciele baptystow, bo o starym, ktory zostal przeksztalcony w kino pisalam TUTAJ, przez trzy dni w tygodniu organizowany jest wewnetrzny plac zabaw dla maluchow. Wnetrze kosciola wyglada tak:

Zrodlo

Jak kazdy kosciol protestancki i ten jest rowniez skromny i surowy. Oltarz jest tam gdzie krzyz, organy po lewej jego stronie. Te wszystkie krzesla zabierane sa gdzies na trzy dni, kiedy to kosciol we wladanie przejmuja dzieci i ich rodzice (albo bapcie). Nadmuchiwana jest platforma do skakania, wyciagane konie, traktory, baggi, wozki dla lalek, zjezdzalnia montowana na schodkach przed oltarzem, dywan dla dzieci raczkujacych, dwie "piaskownice" wypelnione kolorowymi pileczkami, stoly do rysowania, papier i kredki oraz wielkie "klocki" z pianki. Zdjecia robilam z przyczajki, jako ze nie kazdy rodzic sobie zyczy, zeby jego pociecha byla fotografowana przez obcych.

To te wielkie klocki

Junior cwiczy kowboja

To poczatek, pozniej dzieci bylo piec razy tyle.

   Caly ten kram jest calkiem za darmo, podczas gdy w innym tzw. indoor placu zabaw trzeba niezle bulic za wejscie. Matki albo spaceruja wokolo pilnujac swoje pociechy, albo jak ja, siedza na lawce i przegladaja telefony. Te od raczkujacych siedzialy z nimi na dywanie. Zabawa przewidziana jest na dwie godziny, ale ja juz po kwadransie mialam ochote stamtad sie ewakuowac. Wrzask, chaos, apokalipsa! Ale dzielnie wytrzymalam, a nawet poszlam tam drugi raz, taka jestem pobozna. 
   Ktos musi pózniej zbierac porozrzucane setki pileczek i innych drobnych zabawek, stawiac te koniki w rzedzie, wozki, autka, rowerki, bo nastepnego dnia wszystko jest jak nowe. A w piatek trzeba caly ten kram gdzies powynosic, przyniesc z powrotem krzesla i przygotowac kosciol do jego wlasciwych wyzwan. A w kolejny wtorek znow dzialac odwrotnie. Naprawde podziwiam ofiarnosc tych ludzi, ktorym sie to chce robic. Podejrzewam, ze gdyby byl to kosciol katolicki, to po pierwsze nie "sprofanowalby" swiatyni rozwrzeszczanymi dzieciakami, a gdyby nawet takie szalenstwo i swietokradztwo wzial pod uwage, to pewnie kasowalby za wejscie. No i na dzieci trzeba byloby uwazac ze zdwojona sila, zeby przewielebny kogos do zakrystii na chwilke nie wyprowadzil.
   Ogolnie dzieciaki tak sie wyhasaly, ze ledwie przylozyly glowki do poduszki, juz spaly. I nie znaczylo to wcale, ze nagle bapcia miala wolny wieczor. Bapcia odczekala, az chocholy zasna, wslizgnela sie pod prysznic i juz przed 21.00 legla i spala jak zabita do 6.00, kiedy to budzik zadzwonil.
   Kiedy bylam drugi raz, zajelam strategicznie lepsze miejsce na mientkiej kanapie, bo poprzednio gniotlam tylek na twardej lawce. Mialam lepszy widok na calosc i moglam porobic wiecej zdjec, zebyscie mieli lepszy oglad na wnetrze, znaczy na tego indoora przez dwa O.

W tle lawka, na ktorej dostalam nagniotkow na tylku

Za tym zielonym plotkiem jest teren dla "raczków"

Kacik rysowniczy

Klimaty indianskie

Moja mala czytelniczka u bapci na kanapie

Pozniej juz bylo dosc tloczno



23 listopada 2025

Zywcem do nieba

    Ja pojde tym zywcem do nieba po tygodniu z chocholami. Nie byloby dramy, gdyby nie poranny telefon w srode, ze personel zlobka wzial sie i pochorowal, co skutkuje zamknietym zlobkiem, ale starszy chochol moze oczywiscie przyjsc do przedszkola. Ale Junior nie chcial, kiedy uslyszal, ze w tym czasie Zoska bedzie u prababci i dziadka. Ja tego dnia mialam na 10.00, wiec teoretycznie jeszcze troche czasu do wyjscia, ale zaraz po 8.00 zadzwonil dziadek, ze jest gotowy z badaniami lekarskimi i czy bym go nie odebrala po drodze z gabinetu. Zostawilam zatem chocholy pod opieka i pomknelam do roboty, zgarniajac po drodze dziadka spod gabinetu. Popoludnie spedzilismy na placach zabaw, bo akurat przestalo padac. Niestety wszedzie byly pozostalosci w postaci kaluz po deszczowych dniach i Junior oczywiscie nie mial nic innego do roboty jak centralnie spoczac w kaluzy. Znow zdjecia wgraly sie w odwrotnej kolejnosci, pierwsze zdjecie jest wlasciwie ostatnim.






   
   Jako ze w moim domu nie mialam dla nich nic na przebranie, zapakowalam tego zmoklego kurczaka do auta i pognalismy do ich domku, zeby jak najszybciej zdjac z niego te przemoczone ciuchy. 
   W czwartek czulam sie tak tragicznie, ze postanowilam od razu jechac do rodzinnej. Smartwatch straszyl mnie migotaniem przedsionkow, a ja mialam wrazenie, ze za chwile sie rozsypie. W drzwiach tylko podalam prababci i dziadkowi dzieci i od razu pojechalam po pomoc dla siebie. Rodzinna na miejscu dala mi jakies tabletki i przepisala nowe. No i to by bylo na tyle, jesli chodzi o moj rozrusznik. Jest zle, a nawet gorzej niz bylo bez niego. Bo ja przeciez jestem specjalnym egzemplarzem. Inni majac wrzody czy helicobakterie, po pierwszej kuracji antybiotykiem sa zdrowi, mnie przez trzy lata i niezliczone gastroskopie lekarz nie zdolal wyleczyc, wiec zrezygnowalam juz z wizyt u niego, bo to nie ma sensu. U jednych wyciecie woreczka to trzy dni w szpitalu, u mnie tydzien i wypis z cisnieniem ok. 200. Jedni maja normalne zycie z rozrusznikiem, u mnie nie tylko nie ma poprawy, ale mam wrazenie, ze jest gorzej niz bylo. A poza tym ja na nic nie mam czasu lub mozliwosci, nawet na glupie sanatorium po operacji. Jestem naprawde tym wszystkim przemeczona. Nawet rodzinna bardzo mi wspolczuje i podobnie jak ja twierdzi, ze to na tle wielkiego stresu. Ja nawet bedac u niej, zapomnialam powiedziec o tych nocnych bolach calego czlowieka, bo to migotanie bylo chwilowo wazniejsze. W czwartek tez zadzwonila pani ze zlobka, ze juz w piatek mozna Zoske przyprowadzac, ale my mielismy w planie wazniejsze rzeczy, mianowicie pieczenie ciastek na powitanie mamy w sobote, wiec podziekowalam i odmeldowalam dzieci do konca tygodnia. 

W bapci za duzych fartuszkach


   Ale ze tez akurat na czas mojej opieki wychowawczynie zlobkowe musialy sie wszystkie naraz rozchorowac. Pech, jak to zwykle u mnie w kazdej dziedzinie mojego gownianego zycia. Gdyby dzieciaki przez te wszystkie dni byly, jak zaplanowane, w placowce, mialabym o wiele mniej stresu, a razem ze mna moi domownicy, ktorzy sami wymagaja opieki.
   Niestety u mnie w domu musialam odstapic od zelaznej zasady nie uzywania telewizora, bo bylo sporo do zrobienia, a chocholy ino plataly sie pod nogoma. Bulka zepsula mianowicie rolete w sypialni, skaczac na parapet i zeskakujac z niego razem z roleta, wiec zesmy ze slubnym kombinowali, czy juz rolete wyrzucac i szukac nowej, czy ewentualnie da sie cos z nia zrobic. Jakos dalismy (no ja dalam, on pomagal) rade posklejac wszystko klejem na goraco i dziala. A skoro juz mialam odsuniete od okna wszystkie te kwietniki, przy okazji je umylam.


   Ale jak tylko wszystko zostalo zrobione, telewizor zostal wylaczony. Za to u chocholow w domu tylko to:


A u mnie w domu w normalnych okolicznosciach chocholy okupuja glownie pokoj prababci, z jej rolatora robia sobie plac zabaw, kaza sie prababci wozic na nim po domu, w sumie maja z nia fajne relacje.





Kiedy im sie juz uda byc grzecznym i zjesc wszystko z talerzyka, to u bapci czekaja zawsze nagrody. Zakupilam bowiem w polskim sklepie internetowym kilkaset lizakow, bo tu w sklepach takich nie ma, za to sa lody na patyku.



   Ogolnie rzecz biorac, kocham to towarzystwo, chetnie z nimi spedzam czas i gdybym tylko ich miala na glowie, pewnie bym nie narzekala, no ale jeszcze praca, moi domowi podopieczni, zakupy, robota w obu domach i zamkniety na dwa dni zlobek, wiec troche bylo mi za kolorowo i meczaco.


21 listopada 2025

Human hunting

    Wychodzi na to, ze mimo moich wyzwan dodatkowych, bedziecie mieli co czytac podczas moich nieobecnosci, bo taka mnie wena przesladuje, ze musze pisac, zwlaszcza ze u chocholow zaczynam dopiero jutro (jest sobota 15.11.). Wstrzasnela mna bowiem wiadomosc o prowadzonym we Wloszech sledztwie w sprawie platnych wypraw mysliwskich, tyle tylko, ze "zwierzyna lowna" byli ludzie.
   Polowania na ludzi w Sarajewie to jedna z bardziej brutalnych praktyk podczas oblezenia Sarajewa w latach 1992-1996 podczas wojny w Bosni. Wojska Serbow Bosniackich rozlokowaly sie na otaczajacych miasto wzgorzach, skad snajperzy celowo strzelali do ludnosci cywilnej, do zwyklych ludzi poruszajacych sie po ulicach, biegnacych po wode, jedzenie, do pracy, szkoly czy szpitala. Zginely setki tysiecy cywilow, w tym wiele dzieci. Snajperzy z nudow wyznaczali sobie cele, np. dzieci jednego dnia albo osoby niosace zakupy innego. 
   Wojna to cos strasznego, uwalnia w wielu ludziach uspione cechy psychopatyczne, u innych powoduje traumy, ktorych nie sposob przerobic do konca zycia, innym pozwala bogacic sie, wiec w ich interesie lezy przeciaganie dzialan wojennych w nieskonczonosc. Polowania sa tez niezwykle naganne, zwierze nie ma najmniejszej szansy z mysliwym, wiec jest to zimna rzez, a nie czynienie pozytku, jak probuja to przedstawiac mysliwi, wsrod ktorych wiekszosc to psychopaci, ktorzy nie powinni dostawac broni do reki. Pocieszajace jest to, ze od czasu do czasu wybijaja sie wzajemnie mylac czlowieka z dzikiem.
   Kiedy jednak cwaniacy zarabiajacy na wojnie chca polaczyc "przyjemne z pozytecznym" i zaczac trzepac naprawde gruba kase, wpadaja im do glowy iscie szatanskie pomysly polowania na najgrubszego zwierza w ekosystemie - na czlowieka. Calkiem bezkarnie, bo przeciez jest wojna i nikt nikomu niczego nie udowodni. Tak wiec prokuratorzy w Mediolanie wszczeli dochodzenie w sprawie wloskich obywateli, ktorzy mieli placic zolnierzom armii bosniackiej za mozliwosc strzelania do ludzi dla rozrywki. Zarzut "zabojstwa dobrowolnego ze szczegolnym okrucienstwem i podstepnymi motywami". Cennik to 80 do 100 tysiecy euro za "wizyte sniper-weekend" i osobno za "trofea" mysliwskie, dzieci byly drozsze od doroslych, a najtansi ludzie starzy, chyba dlatego, ze nie mogli szybko uciekac. Ci ostatni czasem mogli byc zabijani calkiem bez oplat. Trasa psychopatycznych "mysliwych" wiodla z Triestu do Belgradu samolotem, pozniej towarzystwo bylo dowozone na pozycje snajperskie na wzgorzach nad Sarajewem. Zrodla, ktore doprowadzily do wszczecia dochodzenia, to swiadectwa zawarte w filmie dokumentalnym Zupanica z 2022 roku "Sarajevo Safari", w ktorym zolnierze Serbow bosniackich mowia, ze umozliwiano obcym snajperom strzelanie do mieszkancow Sarajewa. Ale rowniez sygnaly od bylych czlonkow wywiadu bosniackiego i innych swiadkow kazaly wymiarowi sprawiedliwosci zajac sie na powaznie sledztwem.
   Na dzien dzisiejszy trwaja weryfikacje zeznan i ustalanie nazwisk tych "milosnikow broni" i "cywilow-pasjonatow" pragnacych przezyc cos ekstremalnego. Nikomu na razie nie postawiono zarzutow, ale prace trwaja. Od tamtych wydarzen minelo trzydziesci lat, wielu uczestnikow z pewnoscia juz nie zyje, i to zarowno swiadkow jak i "mysliwych". Jesli te zarzuty zostana udowodnione, bylby to dramatyczny przyklad "turystyki wojennej" na skrajnie mrocznym poziomie. 
   Teraz dzialania wojenne maja nieco inne oblicze, ale jestem pewna, ze nie brak chetnych na bezkarne zabijanie, tyle ze nie wszedzie jest sie tak bezpiecznym jak na wzgorzach otaczajacych Sarajewo, w realnych dzialaniach wojennych mozna samemu oberwac kule. Nie maleje jednak zapotrzebowanie na niebezpieczne zabawy z bronia, byle doprowadzac sie do wytryskow adrenaliny.
   Czesto wstyd mi, ze jestem czlowiekiem i nachodzi mnie refleksja, ze ten gatunek powinien wyginac bezpowrotnie.

19 listopada 2025

Polityka absurdów

    Jest piatek 14 listopada, ale mam tyle pomyslow na nowe posty, ze pisze, potem je zaprogramuje i ukaza sie w czasie, kiedy bede zajeta chocholami. Bedziecie mieli wiec co czytac, kiedy ja bede sie bawic w przedszkolanke. Tym razem opisze Wam troche politycznych absurdow, czesciowo z Niemiec, a czesciowo unijnych.
   Niedawno przeczytalam taka glupote, ze normalnemu czlowiekowi nie zmiescilaby sie w glowie. Otoz politycy maja pretensje do pokolenia tzw. baby boomer (1946-1964), a wiec i do mnie, choc mnie to na szczescie nie dotyczy. Chodzi o to, ze ci ludzie zajmuja duze mieszkania lub domy (chodzi o wlasnosciowe nieruchomosci), zamiast je sprzedac i oddac mlodym majacym duze rodziny. Mnie to od razu zgrzytnelo, bo mlodzi Niemcy nie maja duzych rodzin, wiec raczej nie o nich chodzi. No i w ogole ci bezczelni boomerzy nie tylko zyja zamiast zdychac, nie tylko doja kasy rentowe, to jeszcze smia zajmowac duze domy, ktore sami kupili lub wybudowali ciezka praca, zeby miec je na starosc dla siebie i dla wlasnych dzieci.
   Unia wymyslila nowy bat na ludzi, oczywiscie pod pozorem dbania o srodowisko, redukcje emisji CO2 i inne farmazony. W zimie nie bedzie Wam wolno miec w mieszkaniach cieplej niz 19°C, a w przeciwnym razie groza wysokie grzywny albo nawet do trzech lat odsiadki KLIK. Ciekawa jestem dwoch rzeczy, czy ta skorumpowana ci*a z KE tez bedzie marzla w swoim domu, a po drugie JAK wladze, sluzby czy inne kontrole beda sprawdzaly po domach, w jakich temperaturach przebywaja ludzie we wlasnych czterech scianach. Pewnie wymysla jakis zdalny termometr, ktorego instalacja w mieszkaniu bedzie przymusowa. To samo zreszta dotyczy klimatyzacji latem, nie bedzie wolno schodzic ponizej 25°C.
  W Düsseldorfie stala sobie lawka, pomalowana byla w kolorach teczy, ze niby miasto takie roznorodne, choc ogolnie wiadomo, ze nieproszeni przybysze to najwieksi wrogowie (jak kazdy bezmózgi fanatyk religijny, bez wzgledu na wyznanie) elgiebetów i innych takich, zdeklarowani antysemici i w ogole gatunek niezadowolony z zycia na zachodzie. Ale lawka stala i cieszyla oczy. Nie wszystkich. Ktorejs nocy ktos przemalowal ja na kolory niemieckiej flagi:


Mainstream sie zapowietrzyl i zachlysnal: DEWASTACJA, WANDALIZM i w ogole niedopuszczalnosc. Staatsschutz wdrozyl natychmiastowe i zakrojone na szeroka skale sledztwo, podkreslam, nie policja tylko sluzby bezpieczenstwa narodowego. JPRDL !!! Zieloni i lewica popadli w histerie, podobnie zreszta jak na widok rozwieszanych po nocach flag i choragiewek w kolorach czarny-czerwony-zloty. A akcje z wywieszaniem niemieckich flag nie ustaja.
   Wczoraj, 13 listopada, prawdziwi wandale naduzyli goscinnosci Niemcow i na Bramie Brandenburskiej w Berlinie wywiesili transparent, flagi palestynskie i odpalili race. Tyle ze te flagi jakos bezpieczenstwu wewnetrznemu nie przeszkadzaly.


Widok jak z maja 1945 roku, kiedy na Bramie Brandenburskiej zawisly obce flagi, symbol zwyciestwa obcych sil nad Niemcami, ale o ile wtedy mialo to mocne podstawy, tak teraz jest jedynie zalosnym dowodem slabosci panstwa. Tacy wojowniczy? Tacy odwazni? To niech wypier***ja do siebie walczyc o wolnosc swojego panstwa i nie robia tutaj przedstawien. Mozna jednak inaczej, jak podczas festiwalu swiatel w Berlinie w roku 2023, jako wyraz solidarnosci z napadnietym przez Hamas narodem zydowskim.


Tyle tylko, ze to byla inicjatywa panstwa niemieckiego, a nie ukrywajacych sie tu na azylu terrorystow palestynskich. Jednak w obu tych przypadkach to moim zdaniem wielkie naduzycie symbolu Berlina.
   I tak sobie czas uplywa, unia wymysla coraz glupsze i bardziej restrykcyjne przepisy, wzmaga inwigilacje i kontrole, migranci sa coraz bardziej niebezpieczni, a politycy niemieccy coraz glupsi, co tylko napedza poparcie dla AfD. 

17 listopada 2025

Niespodzianka!

    Dzieje sie u mnie, ale jeszcze przed rozpoczeciem obowiazkow bapciowych mam wolna chwile na napisanie nowego posta, z tym, ze nie wiem, czy bede miala czas pozniej odpowiadac na komentarze, o ile jakies beda, ale jak Was znam, Drodzy Czytacze, to cos tam skrobniecie. 
   Jak pisalam wczesniej, chcialam wziac chocholy do siebie juz w sobote, zeby ich mama miala czas posprzatac i sie spakowac. Tymczasem srednia corka wziela dzieci do siebie na caly weekend, a ja odbiore je w niedziele, bedac u Gucia na urodzinach, bo srednia i P. mieszkaja na tym samym osiedlu. Dopiero wiec z Guciowych urodzin pojade z nimi do ich domu nocowac.
   Slubny znow wqrwil mnie do bialosci, bo zostawil Bulke na cala noc na balkonie, a noce nie sa najcieplejsze. On chodzi palic na balkon, a Bulka uwielbia tez tam bywac, wiec za kazdym razem, kiedy slubny tylko otworzy drzwi balkonowe, ona natychmiast przemyka miedzy nogami i zajmuje strategicznie z gory upatrzone pozycje, zeby móc sie pogapic na swiat zewnetrzny. Bo wprawdzie na parapecie ma swoje legowisko, ale to nie to samo. Mnie nawet wieczorem zdziwilo, ze nie przyszla na cowieczorne pieszczoty, ale az tak mocno nie zawracalam sobie tym glowy. Ale kiedy rano nie pojawila sie po kocie cukiereczki, to sie zaniepokoilam i zaczelam jej szukac. Krulova rano i wieczorem dostaje swoje kropelki na tarczyce, a po nich w nagrode Dreamsy, wiec i Bulce skapnie, zeby nie bylo jej smutno. Kiedy wiec znalazlam te bide przemarznieta na balkonie, niewiele brakowalo mi do mezobójstwa.
   Kupilam nowa klape do sedesu, bo w starej juz dosc dawno zepsulo sie to automatyczne zamykanie, a to taka wygoda, a poza tym przesuwala sie na boki. Ja co prawda dokrecalam z tylu na dole te motylki, ale chyba juz zerwal sie gwint, bo nic to nie dawalo. Zreszta te poprzednia klape kupilismy przy wprowadzce do tego mieszkania, a to bedzie niedlugo juz 17 lat, wiec pomyslalam, ze pora na nowa, skoro przy siadaniu deska ucieka mi spod tylka na boki.  Problem zaczal sie, kiedy chcielismy usunac te mocowania, a sruby okazaly sie imbusowe, motylki na dole tak zapieczone, ze nie szlo ich ruszyc, no i klops na wiankach. Slubny oczywiscie wpadl na genialny pomysl, zeby nowa deske wsadzic na te stare mocowania, ale to wlasnie one byly zepsute i nowa deska tak samo zjezdzalaby an boki, wiec na co mi to. Wpadlam jednak na genialny pomysl i kiedy do spoldzielni, ktorej parking jest, jak pamietacie, po stronie kuchni, zaczeli zjezdzac po poludniu wszyscy rzemieslnicy, poslalam slubnego, zeby jednego z nich poprosil o przyjscie i pomoc. Facet popatrzyl i oznajmil:
- Ale mnie nie wolno, bo ta deska jest panstwa wlasnoscia, a nie spoldzielni.
Na co ja:
- Wiemy i dlatego prosimy prywatnie o pomoc. 
Facet sie spieszyl, bo mial termin u dentysty, wiec poprosilam tylko o zlikwidowanie tych starych mocowan, a nowa deske zrobilabym juz sama, bo to zadna sztuka. W piec minut zarobil dwie dychy euro, ale nie zal mi, bo sami nie dalibysmy sobie z tym rady. Slubny, bo u niego z mysleniem coraz trudniej, a ja mam zaawansowana artroze w kciuku lewej reki, wiec boli i niewiele moge ta reka robic, przy czym dostep do tych motylkow z tylu jest bardzo ograniczony, bo lazienka ciasna, a imbusowe glowki srub od gory uniemozliwialy ich odkrecenie, nie mielismy takiego dynksa, no tego klucza do imbusow. Swoja droga nie wiem, jak wtedy zalozylismy te deske, pewnie byl klucz w komplecie, ale po tylu latach szukaj wiatru w polu. No w kazdym razie jest nowa piekna deska, ktora zamyka sie automatycznie, nie lata na boki i ma do mocowania calkiem normalne sruby, do obslugi normalnym srubokretem.
 
   

Takie tam rozmyslania

     I pomyslec, ze byl taki czas, kiedy czlowiek (wtedy jeszcze maly) wygladal rankami przez okno, z utesknieniem oczekujac pierwszego snie...