Translate

23 lutego 2026

Znienacka wiosna!

    Nagle i znienacka uprzedwiosnilo sie i nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie to, ze wszystko dzieje sie zbyt nagle, nie dano nam okresu przejsciowego, tylko z glebokiej snieznej i mroznej zimy zrobila sie dwucyfrowa temperatura. Cisnienie atmosferyczne skacze jak wsciekla pchla, leci najpierw do piwnicy, przebija stropy i laduje na wartosci 720mm/hg (bo ja mam taki starodawny barometr, co to sie nie zna na tych nowoczesnych hektopascalach, co jest mi na reke, bo w szkole uczyli mnie innych jednostek), po czym, jakby je ktos tam na dole w tylek szpilka potraktowal, w ciagu jednego dnia startuje wzorem rakiety miedzyplanetarnej na 770. No kto to wytrzyma? Znaczy ja wytrzymuje, bo szczesliwie, kiedy bozia rozdawala meteopatie, nie bylo mnie na zbiorce. Mnie tam nic nie przeszkadza, zadne pelnie ksiezyca czy inne cuda, ale w tym przypadku i ja odczuwalam pewne niedogodnosci, inni umierali. 
   Teraz znow mamy dolek meteo, temperatura bardzo urosla, za to raczy nas deszczem, ma padac przez kilka dni i niby to dobre dla srodowiska, bo nie narzeka ono na nadmiar wody, ale swiat wyglada nieszczegolnie. Chodniki zasypane zwirkiem, ktorego jeszcze nie wolno odmiesc, bo prawdopodobienstwo sniegu w marcu jest wysokie, musi wiec lezec do prawdziwej wiosny. Pogoda z wygladu iscie listopadowa, nagie drzewa, ale w trawie juz duzo sie dzieje, ruszyly ranniki i przebisniegi, szykuja sie krokusy, a kiedy przyjrzec sie tym nagim galazkom drzew z bliska, widac, ze juz dobrze puchna i szykuja sie do wielkiej eksplozji. I to oczywiscie bardzo cieszy, bo poza tym, ze zima poszla sobie w cholere, nie ma za duzo powodow do radosci.



   Sytuacja polityczna jest coraz bardziej napieta na Bliskim Wschodzie, ale i w Europie wrze coraz mocniej. Tak sobie niedawno gadalysmy na mailach z Teresa, ze muzulmanie wymagaja akceptacji dla wlasnej religii i tradycji, podczas gdy sami wzamian oferuja otwarta pogarde dla wszystkiego co chrzescijanskie i zachodnie. Ani mysla asymilowac sie, dostosowywac do panujacych w swiecie zachodnim praw, sa roszczeniowi, brudni, a wiekszosc z nich to przestepcy. Dostaja dach nad glowa, zasilki, kursy, sa traktowani lagodnie w przypadku lamania prawa. Przyklad? A prosze bardzo.
Bezprawiem i niesprawiedliwoscia Niemcy moga konkurowac z PiSem.
Kosmopolityczny system sprawiedliwości!
Po gw*łcie na 12-letniej Mii i uniewinnieniu sprawcy Ahmada:
„Często zdarza się, że ludzie (ludzie? 12-letnie dziecko) początkowo mówią „nie”, a potem dają się przekonać czułością”. – (Sędzia Martina Hahn)
https://x.com/TimKoffiziell/status/1876893452119461983?s=20

Co tu komentowac? Moze gdyby te sedzie, albo jeszcze lepiej jej corke spotkal podobny los, jakos wlasciwiej by zareagowala. Jesli dla takiej suczy gwalt jest jakakolwiek czuloscia, to czym bedzie morderstwo? dekapitacja? (niedawno niedaleko Florencji znaleziono bezglowe cialo Niemki zamordowanej i pocietej na kawalki przez Erytrejczyka). Balam sie Arabow, ale Afrykanie bija ich na glowe w brutalnosci i bezwzglednosci, a przybywa ich coraz wiecej. Hiszpanie wlasnie szykuja naturalizacje okolo pol miliona nielegalnych migrantow, ktorzy niekoniecznie zechca zostac tam i przemieszcza sie, bo kazdy czlonek (nomen omen) unii moze sobie zyc, gdzie mu sie zachce. W Polsce tez i nawet Tusk nie bedzie mogl sie temu sprzeciwic. Dla mnie to juz nie jest zagadka, dlaczego rzady panstw unijnych celowo dewastuja wlasne panstwa i spoleczenstwa, przyjmujac i naturalizujac kolorowych przestepcow wyznajacych agresywna i ekspansywna religie, majacych gdzies prawa panstw, ktore ich przyjely. 
   Chodza sluchy, ze Polska szykuje sie do zaminowania wschodniej granicy, moze wreszcie skoncza sie te nielegalne pielgrzymki z Bialorusi, jak jeden z drugim poleci w strzepach do allaha. No ale to kropla w morzu, zaminowac powinni cale Morze Srodziemne, bo stamtad przybywa ta zaraza i jesli myslicie, ze niedlugo sie skonczy, to chce Was wyprowadzic z naiwnosci bledu, tam na okazje przeprawy przez morze czeka kilkadziesiat milionow amatorow europejskich zasilkow. Biznes szmuglowania ludzie lodziami kwitnie, cale Morze Srodziemne zastawione jest "statkami ratunkowymi" finansowanymi przez sorosow, a "uchodzcy" maja w telefonach ich pozycje, wystarczy sie polaczyc i nazwac wlasny pozycje, przyplyna i odwioza bezposrednio do Europy.
   I trudno sie dziwic temu procesowi, skoro nawet politycy, w tym przypadku kanclerz Niemiec, ale wiem, ze inni zachodni politycy rowniez, sklada muzulmanom zyczenia wesolego ramadanu (w ich jezyku), pomijajac zupelnie poczatek wielkiego postu i srode popielcowa, ktora przypadala tego samego dnia. Przypominam, ze ten zalosny facet jest z partii CDU (Christlich Demokratische Union). Rzygac sie chce na taka podleglosc. I zeby byla jasnosc, nie jestem ani religijna, ani pobozna, ale skoro juz politycy mieszaja do polityki religie, to niech sprawiedliwie wspomna o kazdej, a nie o tej najgorszej, ktora ma na celu zniszczenie calego swiata zachodniego.


21 lutego 2026

Przerasta

    Dzwoni do mnie znajoma, czy bym jej nie pomogla. Ona z tych, co to dba o srodowisko, co z tego, ze troche wybiórczo, ale nie uzywa, a nawet nie ma samochodu, choc prawo jazdy ma, a na samochod spokojnie byloby ja stac. Ale nie, porusza sie na rowerze. A dlaczego dba wybiórczo? Ano kupila sobie takie cos do robienia kawy, w co wklada sie porcje kawy zaspawana w plastikowym naboju, to chyba nazywa sie Nespresso, no niewazne. W kazdym razie produkuje zwaly plastikowych smieci, za to nie emituje spalin. A ja mam z niej beke.
   Cos tam pozamawiala, co jej nie przypasowalo i trzeba bylo odeslac wszystko z powrotem, a bylo tego trzy spore pudla, lekkie wprawdzie, ale gabarytowo nie zmiesciloby sie w kupie na ten jej ekologiczny rower, wiec potrzebny byl moj nieekologiczny emiter spalin. Zaladowalysmy i pomknelysmy do najblizszego punktu DHL. Owa znajoma nie ma drukarki, zeby sobie wydrukowac formularz zwrotu i nakleic go na przesylke, ale ma smartfon i tam przygotowala sobie dla kazdej paczki ten kod QR, ktory mial zostac zeskanowany przez pracownika, a ze sklepowej maszynki powinien wyjsc papierek do przyklejenia na paczce. No WOW, technika majaca ulatwic ludziom zycie i oszczedzac papier w drukarkach. Tyle tylko, ze...
   Owa znajoma jest troche starsza ode mnie i zna sie na tej zaawansowanej technice smartfonowej mniej wiecej jak ja, czyli slabo. Zaczela szukac w telefonie tych kodow QR. Do tego nie wziela z domu okularow, wiec szukanie szlo jeszcze wolniej. Doszedl do tego czynnik stresujacy, bosmy staly w tym sklepie dokladnie blokujac dostep do lady, ten facet odbierajacy tez niespecjalnie kumaty, wiec napiecie roslo. Wciaz powtarzala, ze w domu przeciez miala te kody, a teraz nie moze ich odnalezc. Na mnie liczyc nie mogla, bo ja akurat mam drukarke i przyklejam na paczke do zwrotu ten wydrukowany formularz. Ta nowoczesnosc smartfonowa z lekka mnie przerasta, zaraz przypomnialy mi sie perturbacje w IKEA, kiedy to nie moglam znalezc w telefonie numerow tych bonow za punkty payback. A za nami rosla kolejka poirytowanych klientow, bo blokowalysmy kase bardzo dlugo. Teraz juz wiem, ze wystarczylo zrobic screen tego bonu, wlasciwie jego numeru i sprawa bylaby blyskawicznie zalatwiona.
   Stalysmy tam dobre pol godziny, ona probowala dostac sie w smartfonie do tego kodu QR, no nie dala rady. Spakowalysmy wiec wszystkie kartony, a ja jej obiecalam, ze wydrukuje jej te kartki do naklejania. Idziemy w strone wyjscia, a ja zaczynam udzielac jej pouczen z wlasnych doswiadczen:
   - Annekatrin, dobra rada na przyszlosc, zrobic sobie zrzut i miec go na podoredziu, bo ja kiedys w IKEA...
   - Jesusmaria! - przerwala mi gwaltownie - przeciez ja zrobilam screeny wszystkich trzech, ale nie wiem, czy on tym swoim czytnikiem da rade je zeskanowac. 
   - No jak nie da rady, to przeciez tylko rysunek, wiec czy to scan, czy kopia, musi pyknac skanowanie.
   Wrocilysmy z powrotem do sklepu, a facet na nasz widok o malo nie dostal apopleksji. Annekatrin podetknela mu pod nos zdjecia kodow, raz-raz wydrukowaly sie kody kreskowe, ktore facet przykleil na kartony, a my moglysmy wrocic do domu bez balastu. 
   No nie ma jak stare baby biora sie za korzystanie z zaawansowanej techniki. Ona nas naprawde przerasta.
   

19 lutego 2026

Stan przedzawalowy

    Nasza wieczorna rutyna wyglada tak, ze slubny, ktory w dzien nachodzi sie do wypeku, bo lubi spacerowac, najchetniej sam, choc Toye tez wyprowadza, a wiec slubny idzie do lozka wczesniej, ja ogladam jeszcze telewizje. Ale i ja jestem wieczorem mocno sponiewierana, wiec najczesciej juz przed 22.00 leze w lozku i czytam sobie do zasniecia. Kiedy siedzimy w salonie, Toya siedzi z kims z nas na sofie, bo jej poslanie zwykle zajmuje Krulova, taki maly czarny pypec na sporym psim poslaniu, ale nasz pitbull-killer-pies-morderca ani smie blizej podejsc, ze nie wspomne o probie przegnania intruza. Wystarczy, ze Miecka spojrzy, a kiedy to nie przyniosloby oczekiwanago respektu, prychnie glosno i wtedy klekajta narody, wszyscy sie bojo, my tez. Zreszta dla Toyki wazniejsza jest bliskosc kogos z nas, no i z kanapy lepiej widac swiat niz z psiego koszyka wcisnietego w kat.
   Kiedy slubny idzie sie polozyc, za jakis czas Toya podaza jego sladem i roznie sie kladzie, czasem od razu na mojej polowie, bo noce spedza u mnie, ale czasem wlazi pod koldre do slubnego. W sypialni nie tylko w ogole nie grzejemy, ale nawet w zimie spimy przy uchylonym oknie, oboje lubimy spanie w zimnie, wiec Toyka tez marznie. 
   Ktoregos wieczoru poszla jak zwykle za slubnym do sypialni, ale byla bardzo niespokojna, nie chciala sie polozyc, latala w te i wewte, zeskakiwala z lozka, wracala, nie wiadomo bylo, co sie z nia dzieje. Odgadlam, ze cos ja gniecie w pelnym tego slowa znaczeniu i chce wyjsc na dwor. Jeszcze dla pewnosci ja spytalam "chcesz siusiu, na spacerek", na co podleciala do drzwi. No ok, to idziemy. Bylam juz jednak w koszuli nocnej i niespecjalnie chcialo mi sie ubierac i z nia wychodzic na smyczy, wiec wpadlam na genialny pomysl, ze wypuszcze ja przez piwnice na tyly domu na trawnik, niech tam sie zalatwi, a ja postoje w drzwiach w szlafroku, nie bede musiala sie ubierac. I wszystko poszloby jak z platka, ale Toya poleciala mi dalej w ciemnosc i nie reagowala na wolanie. Rada nie rada, poczlapalam w tym szlafroku i kapciach za psem, wzdluz domu, ktory widze z okna kuchni, w strone glownej ulicy. Bylo juz wprawdzie pozno i ruch mniejszy, ale jednak wlosy stanely mi na sztorc ze strachu, ze wleci na jezdnie i zginie pod samochodem. Przy czym nie moglam zrozumiec, dlaczego nie reaguje na moje gwizdanie i przywolywanie, to do niej zupelnie niepodobne, zwykle jest posluszna. 


   Za zywoplotem i ceglanym barakiem, wzdluz budynku z balkonami, jest przejscie do glownej ulicy i tam mi Toya zniknela. Wybieglam na ulice, ale nigdzie jej nie widzialam, zreszta jakie czlowiek ma szanse z psem, szczegolnie czlowiek z kulawym kolanem, w szlafroku na koszuli nocnej i w klapkach domowych. Ale zamiast wrocic tam, skad wyszlam, przeszlam ulica po drugiej stronie budynku z balkonami, do wejscia glownego do naszej klatki schodowej i tam czekala na mnie Toya. Mialam ochote jednoczesnie ja usciskac i zamordowac. Idac do domu, juz planowalam, ze oboje ubierzemy sie i bedziemy po nocy szukac psa na gigancie. Naprawde nie wiem, co jej do glowy wpadlo robic takie kolo, zeby wrocic do domu glownym wejsciem i dlaczego w ogole nie reagowala na moje przywolywania. Mam nauczke na przyszlosc, ze jesli Toya bedzie chciala wyjsc jeszcze na krotko wieczorem czy w nocy, to trzeba zalozyc jej obroze i trzymac na smyczy, bo drugi raz takiego stresu moje chore serduszko nie wytrzyma.


17 lutego 2026

Dodatkowe

    Jakbym miala ich za malo. Obowiazkow. To doszly mi dodatkowe, ktore jeszcze do niedawna dawal rade wykonywac slubny. Latwe przeciez byly, nie trzeba bylo miec studiow, zeby zmieniac zwirek w kocich kuwetach. Kto ma koty, ten wie, ze nawet niewielka zmiana w codziennej rutynie, moze prowadzic do innych zachowan, ktore sa wyrazem buntu przeciw owej zmianie. Tak wlasnie bylo po ktorejs wymianie zwirku, Bulka zaczela nagle sadzic dwojke na podloge w lazience. Kocia dwojka jest na ogol twarda i latwo ja zebrac, ale... no wlasnie. Wszyscy troje bywamy w nocy w toalecie i nikt wtedy nie zapala swiatla, zeby nie przeszkadzac i nie budzic innych, wszystko odbywa sie cichcem po ciemku. Mam mowic dalej? Nie wiem, kto to byl, ale kocia dwojka zostala rozdeptana, wdeptana w dywanik. Raz mozecie zgadywac, komu przypadla robota usuwania szkod. A poniewaz zalatwianie sie na podlodze trwalo, wlaczylam tryb detektywistyczny, bo stalo sie to nagle i natychmiast po wymianie zwirku przez slubnego. Uzywamy mieszanki zwirku tzw. higienicznego posypanego po wierzchu silikatem. Tego ostatniego nie bylo! Za to zwirku higienicznego po brzegi, choc stale zwracalam mu uwage, ze kiedy jest go za duzo, koty wygrzebuja go na pol mieszkania. Ale jemu mozna mowic, i tak wie lepiej i za kazdym razem kuwety sa pelne zwirku po brzegi, zamiast miec tylko zakryte dno. Abstrahujac od wykopywania zwirku na podloge, to nie jest to najtanszy produkt, wiec kiedy bierze sie go za kazdym razem dwa razy tyle, niz sie powinno brac, to predko znika, a wraz z nim pieniadze z portfela. No i teraz bede ja musiala przejac jego obowiazki kuwetowe, bo uwagi nie docieraja, zapomina o nich natychmiast i zuzywa tony drogiego zwirku. Po mojej wymianie kot natychmiast powrocil z kupami do kociej toalety. Takie to delikatne i wybredne.
   Jest zima, a wiec na zewnatrz bloto, snieg albo deszcz, ale tak trudno schylic sie i wytrzec lapy psu po powrocie ze spaceru, a pies, jak to pies, od razu robi skok na kanape okryta jasna narzuta, przeciez sluzba wypierze. Jemu nie chce sie nawet butow zdjac, "bo za chwile wychodzi", a ta chwila czasem trwa. Sluzba umyje podloge. Kupil sobie jakas obrzydliwa kielbase, nie smakowala mu, wiec usilowal dawac ja psu, pelna byla soli, saletry i innego konserwanckiego gowna. Oczywiscie zabronilam, ale nastepnego dnia, kiedy myslal, ze nie widze, probowal znow ten szajs podtykac zwierzetom. Ale kiedy zachoruja, to sluzba zawiezie do weta i bedzie podawala lekarstwa. I tak ze wszystkim, nie mam juz sily na te zlosliwosci. Nie tylko prawie juz w niczym nie pomaga, to zupelnie nie szanuje mojej pracy.
   Ostatnio slubny wymyslil, ze okradlam go ze zlotych pierscionkow, ktore mial, a teraz nie ma. No nie mial, nie wiem, skad sobie te pierscionki wynalazl, nigdy ich nie bylo, ale nazywa sie, ze ja go okradlam. Jestem juz teraz bardzo zmeczona tymi ekscesami, a przeciez to dopiero poczatek, wszystko jeszcze przede mna. Ale przynajmniej mam pelna kontrole nad kontem, juz nie ciagnie z niego co chwile, jego karte dobrze schowalam, zreszta i tak zapomnial pinu. 
   Jeszcze daje rade wychodzic z psem, ale nie wiem, jak dlugo to potrwa, bo ja ograniczam chodzenie do minimum, jako ze kolano puchnie mi jak banka, kiedy chodze za duzo. No i z tym sapaniem tez niespecjalnie dobrze wyglada. Ale kolejny lekarz, tym razem pulmonolog, stwierdzil, ze nic mi nie dolega. No i fajnie, jestem zdrowa jak ryba, a to ze mam problemy z oddychaniem, to z pewnoscia moj wymysl i hipochondria. Ament.
   Co drugi dzien musze dosypywac moim zaprzyjaznionym grubelkom, bo to one glownie przylatuja do stolówki, sikory gdzies przepadly, mieszanki ziarnowe okraszone suszonymi robalami, ktore to kupuje im za ciezkie pieniadze, no ale co bede temu fruwajacemu bydelku zalowac. W walentynki zatem znow poszlam im dosypac do karmnika, kiedy nagle patrzam, a tu wiosna!



   Przebisniegi pokazaly sie z dwutygodniowym opoznieniem. Codziennie bowiem przegladam sobie przypominajki na fejsbuku i tam juz w niektorych latach te kwiatki pokazywaly sie w polowie stycznia, jesli zima byla lagodna. Ranniczki wychylily sie w tym roku troche wczesniej.
   I to jest pocieszajace w tym calym moim zasranym zyciu podczas przedluzajacej sie mroznej zimy. 

EDYTKA: w poniedzialek o 4.00 zbudzily mnie odglosy usuwania sniegu na parkingu spoldzielni mieszkaniowej. Juz wiedzialam, ze tydzien zaczal mi sie arcy xujowo, nie tylko sie nie wyspalam, ale piekna niedzielna pogode i wiosne ogolnie trafil szlag. Sama sobie sarkastycznie nawtykalam: a taka byla piekna, amerykanska... Byla i sie zmyla. Wyszlam wczesniej, zeby odgruzowac te ok. 20 cm sniegu z auta (bez rekawiczek, wiec palce mi prawie odpadly) i potem wolno pojechac, bo ulice byly nie ruszone. Ino na fb widzialam komunikaty komunikacji miejskiej, ze linie na gorkach nie beda obslugiwane. I tak milo z ich strony, ze informuja. Wszyscy na szczescie jechali powoli, bylo tak slisko, ze strach, wiec nikt sie mnie nie czepial, ze jade za wolno. 




15 lutego 2026

Post zimowy

  

 
   Tegoroczna zima bezlitosnie obnazyla totalna niemoc panstwa wobec pogodowych przeciwnosci. Niestety tzw. unia, napedzana przez niedouczonych idiotow wyznajacych klimatyczny fanatyzm, wyszykowala przez ostatnie lata, kiedy to zimy byly lagodne, takie nakazy i zakazy, ze podczas obecnej porzadnej zimy panstwo nie bylo w stanie zapewnic spoleczenstwu godnych warunkow przetrwania.
   Poczawszy od miejskiej komunikacji, szczegolnie w miejscach pagorkowatych, jak moje miasto. Nie wiem, czy tabor przestal zmieniac opony na zimowe, w kazdym razie juz niewiele sniegu powoduje, ze niektore linie przestaja byc obslugiwane. A nie wszyscy tam mieszkajacy maja wlasne pojazdy. Kiedys tego nie bylo. Poza tym te elektryczne autobusy podczas mrozow wyladowuja sie w takim tempie, ze kierowcy nie nadazaja z ich doladowywaniem. W Hamburgu doszlo do tego, ze powrocono do diesli, ktore na szczescie nie zostaly zezlomowane i staly sobie ponad dwa lata w zajezdni. Zapalily od razu i wozily pasazerow bezusterkowo.
   Pompy ciepla, w nowych budynkach obowiazkowe, zrace prad jak glodny krokodyl. Nie kazdy dumny posiadacz wie, ze w razie braku pradu, trzeba wypompowac z nich wode. Podczas niedawnej awarii pradu w Berlinie, gdzie na skutek aktu sabotazu ekstremalnie lewicowej organizacji 50 tysiecy gospodarstw domowych bylo pozbawione pradu przez ok. tydzien, wiele pomp uleglo uszkodzeniu i albo trzeba je wymieniac na nowe, albo placic niemalo za reperacje. Obfite opady sniegu pozatykaly pompy, ktore zamontowane zostaly na zewnatrz, a reperacje sa dosc kosztowne.
   Samochody elektryczne tez niespecjalnie sobie radzily podczas tych ekstremalnych mrozow, panele fotowoltaiczne zastrajkowaly zasypane sniegiem, nie wspomne juz o zbyt malych zapasach gazu, w tej kwestii panstwo dalo ciala na calej linii. Niemcy mialy wiele elektrowni atomowych, czyli tak propagowana przez klimatycznych debili czysta energie, ale nie, dla nich tylko wiatraczki i farmy paneli i w koncu zostali z reka w nocniku, bo te cuda odnawialne nie pokrywaly zapotrzebowania na energie. Zaczeli kupowac energie z elektrowni atomowych za granica, bo niemieckie wygaszone, ale nadajace sie do ponownego uruchomienia w razie potrzeby elektrownie atomowe ci skretyniali obroncy srodowiska kazali zrownac z ziemia. Teraz kupuja te sama energie, ale wielokrotnie drozsza. Podobnie z gazem, ostatnio Rosja jest fuj, wiec nie wolno od niej brac taniej gazu, tam gaz kupuja Chiny, skraplaja go, laduja na tankowce, takie wielkie, ze nie przecisna sie przez Kanal Sueski, wiec popylaja dokola Afryki i w Hamburgu sprzedaja Niemcom rosyjski gaz w cenie wielokrotnie wyzszej. Te genialne dzialania majace na celu pozorna ochrone srodowiska, spowodowaly taki skok cen energii, ze firmy, zaklady, fabryki bankrutuja masowo, bo ich nie stac na tak drogi prad. Moim zdaniem sprawcy tej sytuacji powinni stanac przed trybunalem za zdrade stanu.
   Wystarczylo kilka dni porzadnej normalnej zimy, takiej jak to kiedys bywala co roku, zeby dosadnie pokazac glupote i bezsens polityki zielonych, ich fanatyzm generuje niewyobrazalne koszty, zarowno dla gospodarki, jak i prywatnych odbiorcow energii elektrycznej i cieplnej. 
   A w Polsce, jak slyszalam, jest jeszcze gorzej, ludzie zamarzaja w mieszkaniach, no ale najwazniejsze sa dostawy generatorow pradu i miliardow na Ukraine, skoro unia tak zadecydowala.

13 lutego 2026

Najtrudniejsza chyba milosc

    Tak calkiem przy okazji i nie na temat, ale data taka, ze mi sie przypomnialo, moj ojciec skonczylby dzisiaj 94 lata, gdyby 10 lat temu nie pokonal go w niecale pol roku nowotwor pluc. Ta milosc tez byla trudna i do dzisiaj nie mam pewnosci, czy bylam rzeczywiscie kochana, czy w ogole...
   A zalosnym nastepstwem tego braku milosci w dziecinstwie jest dzisiaj niemoznosc wydukania do swojego odbicia w lustrze KOCHAM CIE. To dla mnie niewykonalne!
   Od dluzszego czasu w telewizji leci kampania, ktora zapoczatkowal Rossmann, siec drogerii, bo na dzisiaj przypada Miedzynarodowy Dzien Kochania Siebie, jutro zas bedziemy kochac wszystkich innych, caly swiat, zapominajac o sobie. Sa przeciez Walentynki! W tejze kampanii zaproszono do studia przypadkowych ludzi, postawiono przed lustrami i poproszono o wyznanie sobie milosci. Reakcje byly rozne, wymuszone usmieszki, zazenowanie, bo to w koncu dosc dziwne tak mowic o milosci do siebie, to bardzo trudne, a to "kocham cie" nie chce przejsc przez gardlo. Dlaczego tak trudno powiedziec "kocham cie" patrzac sobie w oczy w lustrze? Czlowiek ma gdzies z tylu glowy urzadzenie do wyszukiwania w sobie wad, moze pisac z tego doktoraty. Mnie uczono, ze chwalenie samej siebie to prosta droga do zarozumialosci, przy czym rodzice tez nigdy mnie nie chwalili. W lustrze duzo latwiej dostrzec to, co nadawaloby sie do poprawki, niz to, co jest piekne czy wartosciowe. To odrzucenie w dziecinstwie, wieczna krytyka, wymagania przekraczajace mozliwosci - wszystko to wyrylo w mozgu, ze bliskosc, nawet do siebie, to niebezpieczenstwo. Patrzac na siebie, mam wrazenie, ze "nie zasluzylam" na milosc, powinnam najpierw schudnac, byc milsza, cos osiagnac, bardziej sie poswiecic, mniej narzekac...
   Wiekszosc z nas traktuje siebie jak wymagajacego szefa, a nie jak osobe, ktora naprawde kochamy, jestesmy dla siebie zbyt surowi, zbyt niewyrozumiali, bezduszni i bezkompromisowi. A dzien milosci do siebie nie ma byc alternatywa dla Walentynek, ale logicznym do nich wstepem. Podobno na nauke nigdy nie jest za pozno i podobno milosci do siebie mozna sie nauczyc poprzez pozytywne o sobie myslenie, zauwazanie dobrych cech czy ladnych czesci ciala, sprawianie sobie drobnych przyjemnosci, objecie sie rekami. Bo podobno milosci do innych czlowiek uczy sie zaczynajac od siebie.
   Kampania Rossmanna niczego nie narzuca, do niczego nie zmusza, tylko w delikatny sposob zacheca do zwolnienia, zatrzymania sie, spojrzenia sobie gleboko w oczy i wypowiedzenia slow, ktore sa niemalym wyzwaniem.


   Zatem powiedzcie sobie dzisiaj, ze sie kochacie, ja poczekam z tym do jutra, zeby Wam powiedziec, jak bardzo Was kocham, bo siebie jakos pokochac nie umiem. Nie chcecie wiedziec, jakie slowa mam ochote wypowiadac na swoj widok w lustrze.
   Dla Was na jutro:




11 lutego 2026

Stara lokomotywownia

    Kiedy zamieszkalismy w Getyndze, ten zbudowany jeszcze w XIX wieku i rozbudowany podczas pierwszej wojny swiatowej budynek bylej lokomotywowni niszczal sobie radosnie i sluzyl bezdomnym za mieszkanie. Niedlugo potem ruszyly plany zagospodarowania tego zabytku. W jednej jego czesci powstaly kina multiplexowe, druga sluzyla okolicznosciowym targom, wystepom estradowym, bywaly zimy, kiedy organizowane bylo tam sztuczne lodowisko, ale tej zimy go nie ma, wiec nie wiem, czy calkiem ten pomysl zarzucili, czy tylko teraz i jaki byl powod. Zeby Wam przyblizyc, jak to mniej wiecej wyglada, ponizej wklejam zdjecia z internetu, mozna je powiekszyc kliknieciem.



   Wewnatrz mozna poustawiac krzesla jak w teatrze albo dokola sceny znajdujacej sie na srodku jak w cyrku, mozna tez organizowac targi, a wiec budowac stoiska, lodowiska albo co sie tylko zamarzy. Srednia corka oglosila, ze w sobote Hexa bedzie wystepowac i tancowac razem ze swoimi kumpelami ze szkoly tanca. A wszystko to z okazji targow LOKOLINO (niestety tylko po niemiecku, ale jest zdjecie wnetrza hali zaadaptowanej na te targi), juz po raz 12 w Lokhalle. Normalnie nigdy bym tam nie polazla, ale nie wypadalo, wiec najmlodsza po mnie wpadla i razem z chocholami pomknelysmy na targi wszystkiego dla dzieci, poczawszy od ciazy, poprzez wczesniaki, niemowlaki, przedszkolaki i uczniow. A przy okazji w jednej czesci sali byly rozne atrakcje jak przejazdzka pociagiem, tor wyscigowy dla takich autek, na ktorych siedzi sie okrakiem i odpycha dolnymi konczynami, napompowane cos do skakania, cos do wspinania, mrugajaca swiatlami karetka pogotowia (Junior oszalal z radosci), scena z wystepami i wiele innych. 
   Juz na samym wstepie rozdawane byly dzieciom opaski na raczke, na ktorych mamy wpisywaly numer swojej komorki - genialny pomysl na zgubione w tym tumulcie maluchy, a z drugiej strony w panujacym halasie ja nie tylko nie moglam rozmawiac przez telefon, ale nawet nie slyszalam, kiedy dzwonil. Wpuszczali panowie z jakiejs firmy, w garniturach i pod krawatem, sprawdzali zawartosc wnoszonych toreb i plecakow. Mojej malej torebeczki nie sprawdzili, a przeciez spokojnie zmiescilabym w niej kilka nozy, szczegolnie tych skladanych.
   Wszedzie dokola rozdawali balony i jakies reklamowe gadzeciki, co dzieci wprawialo w zachwyt, corka miala pelny plecak tych skarbow.

Zoska z opaska z numerem telefonu

Junior tez ma opaske, tu cwiczy rownowage

Hexa pod sufitem, zero leku wysokosci

Gapcio cwiczy golfa

Junior daje na tamtamie

Zoska wygrywa w kole fortuny

   Oczywiscie wszedzie kusily jakies gofry, frytki, lody, wiec bapcia ino sie za portfel trzymala. Wystepy roznych grup ze szkoly tanca to glownie hiphop, ale byl i break dance, na filmiku jego fragmenty, a potem wystep Hexy, jest we frontowej trojce w srodku. Ciekawostka byl "wystep" mam z niemowlakami, bo i to oferuje szkola tanca, maluchy zdawaly sie byc zachwycone.



   I to by bylo na tyle. Wymeczona bylam ta koncentracja uwagi, zeby nie pogubic maluchow, halasem i tlumami oraz cenami, wszystko tak drogie, ze strach. Glupi raniec szkolny do pierwszej klasy kosztowal tam 300 euro, a gdzie zawartosc, pewnie do kupy byloby z 500. Ciekawostka bylo stoisko dla wczesniakow, wszystkie ubranka, smoczki i pampersiki jak w normalnej wyprawce, ale mniejsze niz dla lalki. Trudno uwierzyc, ze noworodki moga byc az tak malenkie. Rowniez ubezpieczalnie oferowaly programy zabezpieczen dziecka na dorosle zycie, fotografowie na miejscu proponowali sesje, bylo mnostwo roznorakiego rekodziela, wszedzie rozsiane miejsca do zabaw dla dzieci calkiem malych i troche wiekszych, wszystko dzwonilo, mrugalo i wabilo "do mnie, wez mnie, skorzystaj!". Zabawy i loterie byly gratis, jedzenie przesadnie drogie, wstep do wytrzymania, ale parking 12,50 za te trzy godziny, kiedy nas nie bylo. Zlodziejstwo w bialy dzien na prostej drodze! Ale warto bylo, dzieciaki zadowolone, nikt sie nie zgubil, Junior polewa od lodow zafarbowal sobie otwor gebowy i jezor, a potem wszystkich straszyl. Na koniec wszystkie lataly z pomalowanymi buziami, bo i taka usluga tam byla.

Znienacka wiosna!

     Nagle i znienacka uprzedwiosnilo sie i nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie to, ze wszystko dzieje sie zbyt nagle, nie dano nam okresu...