Translate

31 grudnia 2025

Sylwestrowo

    No i niestety nadciagnal ten najgorszy dla Toyi i wielu innych zwierzat dzien w roku, choc kanonady trwaja juz od jakiegos czasu. W Niemczech sprzedaz petard i fajerwerkow zaczyna sie wprawdzie dopiero 29 grudnia, ale wiele osob przywozi sobie tansze i mniej bezpieczne z Europy wschodniej. W ostatnich dniach duzo sie slyszalo o przejeciu na granicy nielegalnych transportow materialow pirotechnicznych i nie sa to jakies pojedyncze przypadki, ale te zarekwirowane rzeczy mierzy sie w tonach. Cale szczescie, ze teraz na granicach jest wiecej kontroli i sa one dokladniejsze, z bagaznikami wlacznie, wiec sporo kontrabandy udalo sie przejac. Od lat trwaja dyskusje na temat zakazu uzywania petard hukowych i ogolnie wszystkiego, co zagraza ekosystemowi i zyjacym w nim zwierzetom. Bo przeciez nie chodzi jedynie o zwierzaki domowe, psy czy koty, ale w okresie sylwestrowym ginie mnostwo zwierzat dzikich i ptakow, ale kretynom, szczegolnie tym kolorowym pomiotom najezdzcow jest wszystko jedno. Im przeszkadza wszystko, co wiaze sie z kultura zachodu, jego zwyczajami, religia, a politycy poddanczo zmieniaja nazwy np. jakrmarkow bozonarodzeniowych na zimowe, zeby ich czasem nie urazic. A dla nich, im wiecej zwierzat zginie (psom rzucaja pod lapki specjalnie petardy), im wiecej pozarow spowoduja rakietami, im wiecej choinek zniszcza, zdewastuja szopek, kosciolow, swietych figur, tym sa szczesliwsi, bo maja plusy u swojego boga za niszczenie wszystkiego, co nie jest halal. 
   Ja zdaje sobie sprawe, ze dla mnie ten nadchodzacy rok bedzie wielkim wyzwaniem, zarowno pod wzgledem zdrowotnym, relacjami rodzinnymi, ale glownie politycznie - bedzie zle i jeszcze gorzej. Takie szykany, jakie na nas szykuja, zeby moc przyjmowac jeszcze wiecej pasozytow dojacych system socjalny Niemiec, nie mieszcza sie normalnemu czlowiekowi w glowie. Wiek emerytalny ma byc podniesiony do 70 lat, wiele podatkow i akcyz drastycznie podwyzszonych, wlacznie z wywlaszczaniem wlascicieli nieruchomosci, jesli panstwo uzna, ze na jedna osobe przypada zbyt duza przestrzen mieszkalna. Tak, w Polsce powojennej juz tak wlasnie robiono, moj pradziadek zostal wyrzucony z domu, ktory sam budowal, bez prawa zamieszkania. Tylko ze jemu wpuscili do budynku Polakow, nie muzulmanow, ale to jedno licho, ktos przejal bezprawnie jego krwawice. Podobnie dzieje sie z cenzura, zupelnie jak za Stalina i Bieruta, naduzywany jest paragraf 188 dotyczacy znieslawienia osob publicznych czyli "obrazy majestatu" pana/pani dyktator. Wiele osob doswiadczylo porannej wizyty strozow prawa i odebrania roznych nosnikow. Za to cenzura hula po fejzbukach, a X obciaza sie wielomilionowymi karami za to, ze nie chce poddac sie unijnej cenzurze.
   Bardzo kibicuje europejskim rolnikom, ktorych chca udupic unijni bonzowie, ktorzy byc moze wzieli troche na ksiazeczke SKO, zeby podpisac ten krzywdzacy rolnikow i rolnictwo Merkosur. Przemysl juz zdolali zniszczyc, energetyke jadrowa wysadzili w powietrze, doslownie, ale nie brzydza sie brac energii jadrowej od Francji, choc placic musza znacznie wiecej. Niech mi kto powie, ze to nie jest sabotaz. 
   Niemcy gremialnie emigruja i nie sa to niedouczeni analfabeci, ktorych dostajemy wzamian na ich miejsce, a ktorzy potrafia sie jedynie parzyc jak karaluchy i powolywac na swiat jednakowo niedouczonych, za to religijnie fanatycznych islamistow. Wyjezdzaja ludzie wyksztalceni, ktorzy nie chca byc okradani we wlasnym panstwie przez migrantow i rzad, nie chca ryzykowac zycia i zdrowia wlasnej rodziny i pracowac do smierci.
   No coz, Wam jednak zycze lepszego nowego roku, w Polsce zrobilo sie stabilnie, bezpiecznie, rzad chwilowo nie wyraza zgody na przyjmowanie muzulmanskich terrorystow, a ci, ktorzy juz tam sa, nie maja specjalnych praw jak tutaj. Niech Wam sie darzy!





29 grudnia 2025

Nikt nie rodzi sie morderca

   Nie moge przestac myslec o morderstwie z Jeleniej Gory, gdzie dziecko zabilo drugie dziecko, do tego dziewczynka dziewczynke. A przeciez to chlopcy sa na ogol bardziej wyrywni do bójek, szybciej  reaguja, niz pomysla. Nie daje mi spokoju mysl, ze za tzw. moich czasow takie przypadki nie mialy miejsca. A moze mialy, tylko internetu nie bylo i nie moglismy sie o tym dowiadywac? Teraz dosc czesto czyta sie o przypadkach, przy ktorych wlosy staja na glowie na sztorc. 
   Nie chce uogolniac, ze dzisiejsza mlodziez to... a my to niby bylismy aniolkami, jednak mimo roznych urwipolci i lobuziakow w klasie, nawet bojki nie byly niebezpieczne, rzadko konczyly sie krwawo, no chyba ze jeden z uczestnikow trafil drugiego w nos. Dzisiaj, kiedy wokol bijacych sie dzieciakow stoja w kóleczku inne dzieciaki z telefonami i kreca filmy, mam wrazenie, ze uczestnicy bojek chca wykazac sie jak najlepsza "skutecznoscia", popisac umiejetnosciami sztuk walki i pokazac wlasna brutalnosc. To jest szczegolnie zauwazalne wsrod dzieci migrantow, ktore w domach wciaz slysza pogardliwe wypowiedzi na temat swiata zachodniego, religii, kultury, systemu szkolnictwa, prawa, ktorego nie musza przestrzegac, bo sa w wieku, kiedy nie mozna ich za nic skazac, wiec czuja sie absolutnie bezkarni. Pozniej czytamy, ze dwoch 10-latkow zgwalcilo 11-latka na wycieczce szkolnej, ze znow dziecko znecalo sie nad innym dzieckiem, torturowalo je albo zabilo. Mimo rosnacej zlosci, rosnie bezsilnosc, bo w Niemczech granica wiekowa podlegania wymiarowi sprawiedliwosci jest 14 lat, dlatego m.in. wielu "uchodzcow", z wygladu 40-latkow, podawalo date urodzenia, zeby miec tych lat 13. Nie wspomne juz, ze okreslenie wieku czlowieka jest dosc proste na podstawie chocby uzebienia, moze nie co do roku, ale potrafiloby odroznic 40-latka od nastolatka, ale politycy wymyslili, ze to bedzie niehumanitarne i trzeba tym bandytom wierzyc na slowo, kiedy podaja date urodzenia. Az mnie skreca od srodka na mysl, z jaka pogarda ci przestepcy musieli myslec o idiotach z niemieckich urzedow.
   Nie chce tu niczego uogolniac i twierdzic, ze dzisiejsze dzieci sa gorsze od nas w ich wieku, nie. One sa inne, na pewno madrzejsze, bardziej uswiadomione, wiedzace znacznie wiecej, a czesc z nich niestety ma dostep do tresci dla dzieci nie przeznaczonych. Przykladem niech beda tiktokowe czelendze, pól biedy, jesli polegaja na zjedzeniu lyzeczki cynamonu, choc mozna sie tym zadlawic na smierc, ale slyszalam o takich, ktorych wykonanie jest niebezpieczne dla zdrowia i zycia, albo o grupowym zmuszaniu do autodestrukcji, z odbieraniem sobie zycia wlacznie. 
   Dzisiejszy swiat wyglada inaczej niz ten, w ktorym zylismy bedac dziecmi. Wtedy domy wielopokoleniowe nie byly rzadkoscia i najczesciej wystarczalo, kiedy pracowal wylacznie ojciec, a matka zajmowala sie domem i dziecmi. Dzisiaj oboje rodzice musza pracowac, zeby wystarczalo na zycie, a bardzo czesto matki wychowuja dzieci samotnie. Nie ma wiec czasu na dlugie rozmowy i przekazywanie dziecku wartosci, ktorymi powinno sie kierowac w zyciu. Nie wspomne juz o roszczeniowych "madkach", ktore ucza dzieci przede wszystkim cwaniactwa, a nie ciezkiej uczciwej pracy. Widze po moich corkach, jak walcza o utrzymanie sie na powierzchni, w drodze z pracy szybkie zakupy, odbior dzieci ze szkoly czy przedszkola, w domu krzatanina z gotowaniem, praniem, sprzataniem i juz jest wieczor, pora dla dzieci do lozek. A i tak corki zarywaja noce, bo wiele moga robic, kiedy dzieci juz spia. Gdzie tu czas na bycie razem i rozmowy? Ja ich nie usprawiedliwiam, bo mimo przeciwienstw musza byc dla tych dzieci osiagalne w kazdej chwili, ale rozumiem ze sa przeciazone obowiazkami, dlatego czesto pomagam, biore dzieci, zeby mogly choc pobyc same i zebrac mysli. Dzieci nie sa zaniedbane, ale na pewno wymagalyby wiecej czasu z matkami. Zoska na przyklad miewa ataki zlosci, ktore na razie objawiaja sie placzem, na ktory ja akurat zupelnie nie reaguje, jak sie wyplacze, to moge z nia od nowa gadac. Ale nie jest do dobry objaw, dziecko nie umie inaczej wyrazic niezadowolenia, oby sie to nie przeistoczylo w agresje w pozniejszym wieku. Chwilowo staramy sie chronic dzieci od mediow, ale na dluzsza mete jest to niewykonalne. Zdarza sie czasem, ze potrzebujemy cos zrobic, a dzieci przeszkadzaja, rozwiazaniem jest wlaczenie im bajek w telewizji, nie naduzywamy tego, ale zdarza sie. Powoli dzieci oswajaja sie z technika, umieja same sobie wlaczac filmy, korzystaja ze smartfonow kolegow w szkole, ogladaja to, czego ogladac nie powinny. Niby Australia zakazala mediow spolecznosciowych do 16 roku zycia, ale zastanawia mnie, jak zweryfikuja wiek korzystajacych z tych mediow dzieci. Rozumiem, ze taki berbec nie zalozy juz sobie konta na fejzbuku czy tiktoku, ale obejrzy wszystko, co chce z cudzego. 
   No i jeszcze znaczaca role odgrywaja czynniki spoleczne i ekonomiczne, w jakich wychowuje sie dzieci. W spolecznosciach z wysoka przestepczoscia i ubóstwem, ryzyko wzrasta. W Niemczech przestepstwa zwiazane z migrantami, w tym maloletnimi, podkreslaja problemy ich integracji, choc nie usprawiedliwiaja zla. 
   Badania naukowe wykazuja, ze u dzieci do 14 roku zycia ich mózg nie jest w pelni rozwiniety i impulsywnosc przewaza nad empatia, wiec glosy optujace za obnizeniem wieku odpowiedzialnosci karnej dla dzieci do lat 12, niespecjalnie wniosa jakakolwiek poprawe, choc z drugiej strony pelna bezkarnosc 14-latka po chocby najbrutalniejszym przestepstwie tez nie poprawi sytuacji. 
   A poniewaz jest jak jest i nie zanosi sie, ze bedzie lepiej, moze szkoly powinny zatrudniac na etatach psychologow, moze na lekcjach wychowawczych wiecej powinno sie poruszac pewne tematy i nie pytac debilnych rodzicow, czy chca, zeby dziecie uczestniczylo w edukacji zdrowotnej, tylko ja po prostu wprowadzic, zas religie wyrzucic do salek katechetycznych, zeby dzieciom niepotrzebnie zasmiecala umysly i nie udawala, ze nalezy do edukacji.

27 grudnia 2025

Placzliwie

    Dzien wigilii jakos od rana dzialal na mnie dolujaco, bez zadnego powodu, o tak, obudzilam sie z oczami w bardzo mokrym miejscu. Jak zwykle rano zrobilam makijaz, ktory po jakims czasie musialam zmyc, bo sie rozmazal. Najpierw rozczulil mnie mail od Tereski Australijskiej, ale tresci nie moge i nie chce przytaczac, potem przeczytalam cos na jakims blogu, wiec jeszcze bardziej mi sie rzewnie porobilo, a potem dostalam wiadomosc od corki, u ktorej miala sie odbywac wigilia, ze w nocy Junior paskudnie zachorowal, dostal takich torsji, ze prac trzeba bylo nie tylko poszewki, ale i poduszke, i koldre i wstawiac pod prysznic calego Juniora, bo orzygany byl po wlosy. Corka pol nocy spedzila na pilnowaniu prania, zeby od razu moc wstawic wszystko do suszarki, a przez caly czas modlila sie zarliwie, zeby Junior nie polecial na jej lozko z trescia zoladkowa. Byla niewyspana, zla i pelna obaw, ze kiedy przyjda dzieci sredniej, to podlapia te jelitowke, zreszta gdzie goscie przy tak chorym dziecku. Kiedy wiec srednia zadzwonila z glupim pytaniem, co teraz (dlaczego wlasnie do mnie? dlaczego znow ja musze o wszystkim decydowac?), juz nie moglam sie powstrzymac i dostalam spazmow. Bo wyobrazilam sobie, ze bede musiala przewozic znow wszystkie te prezenty do sredniej, ona przeciez nie ma auta, a najmlodsza nie bedzie mogla, bo dziecko chore. Najstarsza odsypiala noc w pracy, a przed nia byl kolejny nocny dyzur w szpitalu, wiec tez odpadla. Srednia wystraszyla sie, ze opoka okazala sie mientka jak niepowiemco i zaczela mnie pocieszac. A wlasnie mialam jechac do najmlodszej z jedzeniem, bo pozniej majac do obsluzenia mame i noszenia po schodach jej rolatora, nie dalabym rady tachac jeszcze toreb z jedzeniem. Zadajecie sobie pewnie pytanie, czy slubny by nie mogl. No nie, na niego nie mam co juz liczyc, on nawet wlasnych kapci z samochodu zapomnial i poszedl, a ja latalam w kolko, wyciagalam rolator z bagaznika, mame z auta, pilnowalam, asekurowalam, zamykalam samochod i nioslam jego kapcie.  Corka zdziwiona niepomiernie zaczela mi tlumaczyc, ze tata jest przeciez chory, a mnie pekla tama i tylko spytalam, czy jej sie wydaje, ze ja jestem zdrowa. I naprawde bylam o krok przed wyjsciem z domu, wsiasciem w auto i pojechaniem w pizdu. Szlochalam przy tym tak, ze mowic nie moglam. Corka obiecala, ze zadzwoni pozniej, zebym wziela sobie kapiel i sie uspokoila. 
   Za jakis czas zadzwonila najmlodsza z informacja, ze Juniorowi jest lepiej i ze swietujemy wedlug planu u niej. No to kamien spadl mi z serca, umalowalam sie od nowa, ale niestety do wieczora szczypaly mnie oczy i mialam je tak podkrazone, jakby mi kto przywalil. Zawiozlam jej jedzenie i wrocilam do domu sie przebrac.
   Sama wigilia przebiegla w dosc przyjemnej atmosferze, Junior spal, kiedy przyszlismy i ten sen go postawil na nogi. W koncu przyszedl czas powrotu, poprosilam Gucia, zeby zajal sie naszymi torbami z prezentami i popakowanym jedzeniem, ja zajelam sie mama i jej rolatorem, slubny z trudem opanowal Toye, ktora oczywiscie byla tam z nami. Zajezdzamy w nasza uliczke, a tam wszystkie miejsca zajete, mowie wiec, ze tu ich wysadze i pojade szukac miejsca do zaparkowania, bo moze byc daleko, wiec zeby nie musieli taki kawal chodzic, zwlaszcza mama. Slubny otworzyl drzwi od klatki schodowej, wzial torby z jedzeniem, potem zajal sie asekurowaniem mamy po tych kilku stopniach. Ja pojechalam i rzeczywiscie dosc daleko znalazlam miejsce do zaparkowania. Dochodze do domu, a tam oboje stoja pod drzwiami od mieszkania, bo slubny nagle nie ma kluczy i nie ma czym otworzyc. Latamy, szukamy, mama ledwie stoi, nigdzie tych kluczy nie ma. Ten geniusz wymyslil, ze na pewno zostaly w samochodzie i gdzie ja stoje, to on pojdzie sprawdzic. Tlumacze, ze nie mogly zostac w samochodzie, bo otworzyl nimi drzwi od klatki schodowej, podczas gdy moje tkwily w stacyjce, a motor pracowal, wiec nie mogly w tym czasie otwierac niczego innego. On juz jednak lecial szukac, nie majac kluczy, w tym kluczyka od auta, a ja mu swoich nie dalam, wiec nie wiem, jak chcial je otworzyc. I po co, skoro mu wytlumaczylam, ze w aucie ich nie mogl zostawic. Zaczelam wypakowywac jedzenie, zeby je wsadzic do lodowki, a ten gdzies polazl. Bez kluczy. Nic nie przemawialo, ze to bez sensu. Nagle znalazlam te jego klucze w torbie z jedzeniem, musial je tam wrzucic, kiedy pomagal mamie wchodzic.
   Ja naprawde nie wyobrazam sobie, jak bedzie dalej, skoro juz teraz odbywaja sie takie cyrki. U corki wciaz szukal papierosow i zapalniczki, wszystko gdzies zostawia i nie pamieta. Strach sie bac. 

25 grudnia 2025

Przedswiateczny armagiedon

    Swieta sobie radosnie trwaja, mam nadzieje, ze wigilia przebiegla u wszystkich bezproblemowo, gastrycznie i politycznie, rodzinnie i prezentowo, a przed kolejna orgia obzarstwa znajdziecie czas na poczytanie mojego traumatycznego wspomnienia sprzed kilku dni, kiedy to dokonywalam zakupow.
   W normalnym cyklu kupuje we wtorki na caly tydzien i tak mialam zrobic i tym razem, ale corka obudzila mnie z letargu, ze we wtorek bedzie jeszcze gorzej niz w poniedzialek, wiec po pracy wpadlam do domu po liste zakupow, a potem chcialam byc sprytna i ominac kolejke na skret w lewo do sklepowego parkingu i podjechac do niego od tylu, tam kiedys byl przejazd taka mala uliczka. Juz bylam w ogrodku... kiedy mi przed maska auta wyrosly slupki w poprzek tejze uliczki. Musialam zawrocic i stac na tym lewoskrecie przez trzy swiatla. W koncu wjechalam na parking, a tam nie tylko wszystkie miejsca zajete, to jeszcze mnogo kierowcow jezdzacych w kolko i polujacych na zwalniajace sie luki parkingowe. Wiec i ja do nich dolaczylam i jak ten rekin ze Szczek wyszczerzylam zeby i strzalalam oczami w poszukiwaniu ofiary miejsca, nucac pod nosem motyw przewodni atakujacego rekina.


   I nagle...!!! Ktos wyjezdza, a ja katem oka widze innego kandydata na to miejsce, wiec spinam poslady, szczerze zeby, zeby go wystraszyc... na szczescie ten wyjezdzajacy wykrecil w jego strone, czym go na chwile zablokowal... ja myk !!! i juz jestem na miejscu, tamtem zlorzeczy i trabi klaksonem, mnie trzesa sie nogi z emocji, ale zakotwiczylam!!! I nawet wolny wozek dopadlam.
   W srodku tlum i kotlowisko. Nie wiem, czy wszyscy nagle wzieli sobie do serca te idiotyczna propagande, ktorej pelno w polskiej telewizji o wzorcowych zachowaniach w razie alarmu wojennego, a u nas gdzies tam czasem o tym wspomna, ze warto miec zapas wody i radio na korbke (mam), czy przyczyna lezy w wyscigu o wykupienie calego asortymentu, bo przez dwa dni sklepy beda zamkniete, ale tu zawsze tak jest. Balansuje wiec wozkiem, co wcale nie jest latwe, zwazywszy obecnosc miliona innych wozkow i biliona oszalalych ich napelniaczy, ale jakos daje rade. Nagle... nie ma wloszczyzny! Pytam zatem pania rozpakowujaca z wozka i uzupelniajaca na stoisku jakies inne warzywa, a ona, ze zaraz mi przyniesie z zaplecza. Naprawde bylo mi jej szkoda, bo poruszala sie biegiem. Pozniej zauwazylam wielu innych takich pomagierow donoszacych z zaplecza wykupione na stoiskach artykuly. 
   Dotarlam do miesa. Czesc poporcjowanych miesiw jest w gablotach chlodniczych, ale nie wszystkie, wiec specjalne zyczenia zalatwiane sa przez ekspedientow. Zeby byl porzadek, ciagnie sie numerki, ktore potem wyswietlaja sie na ekranach, a klient podchodzi do lady. Lada jest dlugasna, ekspedientow kilkunastu i gdyby nie te numerki, bylby balagan i kilka kolejek, a tak jest jedna. Ciagne numerek - 66. Patrze na ekran - 37. Polazlam wiec pakowac do wózka inne zakupy, bo czasu mam sporo, zalatwilam wszystko z listy. Oblecialam nabial, kupilam ser na sernik, gotowe surowe ciasto drozdzowe na makowiec, mleko i inne drobiazgi, ziarna dla ptakow, bo dokarmiam, slodycze i wszystko inne z listy zakupow. Wracam na mieso - 57 jest obslugiwany, wiec czekam, ale dwoje klientow wypadlo, wiec poszlo szybko. Prosze o schab, o duzy kawalek, wprawdzie w gablocie przy kontuarze byly kawalki, ale cienkie, prosze o grubszy, wiec facet leci na zaplecze i przynosi mi takiego giganta blisko 5-kilogramowego. Poprosilam o polowe, mam na sznycle na dwa obiady, a reszte nadzialam sliwkami suszonymi i upieklam. Boszszsz... jaki pyszny wyszedl!
   Kiedy jeszcze bylam w sklepie, dopadla mnie telefonicznie najmlodsza, z prosba, zebym kupila dla Zoski pieluchy, skoro jestem w poblizu drogerii, wiec najpierw odstalam pol godziny w kolejce do kasy w supermarkecie, a potem drugi raz, ale juz krocej, w drogerii. W trzeciej kolejce do wyjazdu z parkingu, odkiblowalam juz siedzac w aucie. 
   A po obiedzie upieklam ciasto dla P. zeby mial w domu na swieta. Wigilie spedzi z nami, dostanie jak kazdy jedzenie na droge w pudelku po lodach (zbieralam te pudelka przez cale lato, zeby miec w co dawac po wigilii). 
   Ten dzien kosztowal mnie pol zdrowia, jednak cale szczescie, ze poszlam za rada dziecka i zrobilam zakupy dzien wczesniej, bo zakupów we wtorek raczej bym nie przezyla w ogole. Mialam we wtorek za to wiecej czasu po pracy na pieczenie dwoch ciast, siekanie industrialnych ilosci salatki warzywnej w misce od noguf, przygotowanie ryby po grecku i sledzi. 
   Wigilia o malo nie doszla do skutku, bo Junior sie pochorowal, dostal w nocy jelitowki, wymiotowal tak intensywnie, ze corka musiala wstawiac w nocy prania i suszenia, ale tez kapac samego Juniora. Na szczescie do kolacji wigilijnej poczul sie lepiej, a kiedy przyszedl czas prezentowy, prawie calkiem wyzdrowial.



   Jutro zas zaprosila mnie corka dziadka, a pozniej mamy zarezerwowana restauracje, jak w kazde swieta, zeby znow spedzic czas razem, a nie musiec gotowac i sprzatac po gosciach. A jak tam u Was?

23 grudnia 2025

Dlaczego

    Podczas scrollowania fejzbuka czesto natykam sie na stare swiateczne zdjecia i westchnienia za czasem minionym, ze kiedys to bylo moze biedniej, ale inaczej, lepiej niz dzisiaj. Ze choinka nie miala tak wypasionego wygladu jak dzisiejsze drzewka, okna nie jarzyly sie swiatecznymi dekoracjami, ulice raczej pograzone byly w ciemnosci, zadnych swiatecznych dekoracji czy neonów, a na wystawach sklepowych pojedyncze bombki, a i to dopiero od polowy grudnia. Wystawanie w kolejkach po wszystko, niczego sie nie kupowalo, wiekszosc "zalatwialo", a kiedy juz czlowiekowi udalo sie cos upolowac, bylo chowane, zeby dotrwalo do swiat, czyniac je bardziej uroczystymi przy czekoladzie zamiast wyrobie czekoladopodobnym. Prezenty dostawalismy jako dzieci raczej praktyczne, nie zasypywano nas zabawkami, bo ich wybor byl w sklepach raczej niewielki, a rodzice nie mieli zwyczaju zastawiac sie i brac pozyczek na wyprawienie swiat. 
   A mimo to wszyscy czekalismy na te swieta jak na gwiazdke z nieba. Panie domu mialy roboty po kokarde, najpierw musialy wystac w kolejkach, pozniej odstac przy kuchni z przygotowywaniem pracochlonnych potraw, przestawiac meble i organizowac miejsce dla wszystkich czlonkow rodziny, nierzadko pozyczac krzesla od sasiadow. Ale bylo jeszcze cos, swiateczny program w telewizji, swietne bajki dla dzieciakow od rana, rzadkie (bo drogie) dobre filmy dla starszych, na tych dwoch dostepnych programach serwowano nam na co dzien propagandowa sieczke i pouczajace filmy naszych braci zza wschodniej granicy, wiec swieta jawily nam sie jak wycieczka do Hollywood z wizyta w Disneylandzie jednoczesnie. 
   Byla atmosfera, bylo inaczej. Moze te wspomnienia sa takie cieple, bo bylismy mlodzi i zdrowsi, a moze wtedy wszyscy ludzie byli inni, lepsi, a swiat mimo zimnej wojny jakis bezpieczniejszy.  Swieta mialy tez inne znaczenie, byly bardziej duchowe niz komercyjne, dlugo siedzialo sie przy stole, spiewalo razem koledy, na choince plonely swieczki, obok na wszelki wypadek stalo wiadro z woda. Dzisiaj gora prezentow jest wyzsza od samej choinki, juz nie przygotowuje sie wylacznie tych 12 potraw wigilijnych, bo czesc z uczestnikow nie lubi, wiec po co, do menu weszly jakies nowe wynalazki, koledy leca w radiu, rzadko spiewa sie je przy stole, a dzieci nastawione sa glownie na prezenty i maja gdzies, ze sie Jezusek narodzil, bo chowane sa z daleka od kosciola. 
   Przypomne jeszcze wiersz, ktory kiedys popelnilam z okazji swiat KLIK TUTAJ. Nic nie stracil na aktualnosci do dzisiaj.

No dobra, pomoglam naturze, zeby Was nie straszyc.


   A ja zycze Wam wszystkim, Waszym rodzinom i zwierzakom spokojnych swiat i zelaznego zdrowia w nowym roku, bo z wlasnego doswiadczenia wiem, co znaczy powoli je tracic, poddawac sie ograniczeniom i nie moc zyc jak wczesniej.

   No i nieodmiennie:


Chyba wszyscy wiom, co jest grane, ale dla ulatwienia dodam, ze nie jest to ilustracja "Jezus Pan".


21 grudnia 2025

Prace reczne

    Tak to sie nazywalo za moich czasow w szkole, pozniej przechrzcili to na zajecia praktyczno-techniczne, ale jak zwal, mnie niejednokrotnie w zyciu pomogly umiejetnosci nabyte podczas tych wlasnie lekcji. Nawet nie tak dawno zepsul mi sie wlacznik do lampki biurkowej, a ze sama lampka mocno mi pasowala i dzialala bez zarzutu, szkoda bylo ja wywalic. Kupilam wiec te zepsuta czesc i calkiem sama zainstalowalam na kabelku. Musialam wprawdzie dwa razy poprawiac, czyli rozkrecac od nowa i umieszczac glebiej pozbawione plastikowej oslonki druciki kabla, bo mi to gole wystawalo poza wlacznik, ale w koncu osiagnelam, co chcialam i nie doszlo do zwarcia. Kiedy po remoncie w kuchni i zmianie koloru scian, zmienialam rowniez lampe sufitowa, slubny oznajmil mi, ze nie da sie jej podlaczyc, bo costam. Wylaczylam wiec bezpieczniki, wlazlam na drabine i podlaczylam lampe sufitowa do kostki sama. Bo to zadna filozofia, a pewne zasady bezpieczenstwa mialam w glowie wlasnie jeszcze ze szkoly. Uczono nas roznych bardzo przydatnych rzeczy, oprawialismy ksiazki, robilismy dekoracyjne pudelka z zamykanymi wieczkami, karmniki dla ptakow, szylismy jakies latwe rzeczy (np. worki na kapcie), ktore pozniej haftowalismy naszymi monogramami czy tam innymi obrazkami, dziergalismy szaliki na drutach czy berety szydelkiem, cerowalismy welniane skarpety, rzezbilismy w drewnie figury szachowe i wlasnie wykonywalismy proste prace elektryczne. Przenigdy w zyciu nie udalo mi sie skorzystac z wiedzy matematycznej, tych sinusow i tangensow, calek i pitagorasow, ale wielokrotnie korzystalam z umiejetnosci nabytych na lekcjach prac recznych. 
   No a przed swietami tworzylismy rozne cudenka, a przy okazji, kiedy szukalam
odpowiedniego zdjecia, dopiero teraz dowiedzialam sie, ze gwiazdki, ktore produkowalam tasmowo z paskow papieru, nazywaja sie gwiazdkami Froebla. Szukalam wiec informacji o tym Froeblu, bo gdzies z tylu glowy latala mi freblówka. I tenze Froebel wymyslal dla przedszkolakow rozne zajecia, m.in. robienie gwiazdek z papieru, takich, jakie dobrze znamy, ale o ktorych nie wiedzielismy, ze sa gwiazdkami Froebla. 
Kleilismy tez kilometry lancuchow choinkowych z kolorowego papieru, zmudna to byla robota, ale lancuchy wygladaly na choince naprawde imponujaco. Produkowalismy tez rozne ozdoby choinkowe z... makaronu o roznych ksztaltach, a po pomalowaniu aniolka czy innego wisiorka na zloto, nikt by sie nie domyslil, ze to zwykle prozaiczne kluchy. Te robione
przez nas ozdóbki na choinki byly dosc ulotne, gniotly sie i deformowaly podczas przechowywania, a makaronowe aniolki lamaly, wiec wlasciwie co roku potrzebne byly nowe. Byla to praca sezonowa w pelnym tego slowa znaczeniu 😏 Lubilam te zajecia, to bylo cos jak darcie pierza na wsiach, wykonywalo sie ze czynnosci automatycznie, gadalo przy tym i zartowalo, czas uplywal szybciej. Z jaka duma pozniej przynosilo sie te nasze wytwory, wieszalo sie na choince, a one nierzadko bardziej ja szpecily niz zdobily, ale nikt z rodziny nie smial krytykowac. Czy teraz jeszcze klei sie takie lancuchy? Czy wiesza sie na choince cukierki, pomalowane orzechy i jablka w lukrze? Czy juz tylko chinski plastikowy badziew? Bo wyglada lepiej od krzywo sklejonego lancucha wytworzonego malymi dzieciecymi lapkami?

Zdjecia wylapane z czelusci internetow, ale takie same ozdóbki robilismy w szkole.

19 grudnia 2025

Lecz kiedy jej ni ma, samotnys jak pies...

    Jestem, jak to mowia w jezyku kraju, w ktorym osiadlam, Fels in der Brandung, co w doslownym tlumaczeniu znaczy "skala w przybrzeznych falach", jest to niemiecki idiom oznaczajacy osobe (albo rzecz), ktora ofiaruje stabilnosc, wsparcie i niezawodnosc w trudnych czasach, jest niezastapiona i emanuje staloscia - innymi slowy ktos, kto jest niezachwiany, niezawodny i stanowi mocne oparcie, ktorego mozna sie uchwycic. Pewnie duzo w tym mojej wlasnej winy, bo ja lubie pomagac, ale  czasem mam wrazenie, ze jestem naduzywana. Na cale swoje wlasne szczescie cwicze pilnie asertywnosc i nauczylam sie odmawiac, ostatnio podczas przeprowadzki dziadka i opieki nad nim po operacji, w koncu sa tu specjalne sluzby zajmujace sie tym zawodowo, wiec calkiem bez opieki nie zostal.
   Trudno jednak odmawiac wlasnej rodzinie, zwlaszcza kiedy wszystko sie wali osobie proszacej, wiec mimo, ze nie masz czasu ani ochoty, to jedziesz. Tak bylo kilka dni temu, kiedy mama chocholow przymusowo siedziala w domu, bo Junior okrutnie zachorowal dzien wczesniej i musiala go pilnie odbierac z przedszkola. Nigdy wczesniej nie widzialam go w takim stanie, lezal i ani sie ruszyl, nie jadl, nie chcial pic, wstawac nie mogl. A corka jest takim typem, ze nie usiedzi, wiec skoro i tak musiala siedziec w chalupie, to wziela sie za skladanie kupionych ze mna w IKEA regalow, regalikow i innych cudow-wiankow. Tyle tylko, ze musiala sie pozbyc pozyczonych od siostry kallaxów, kazdy czteroelementowy, z tym ze jeden skrecony w pionie 4:1, a drugi 2:2. Ja bylam potrzebna, zeby razem z corka spakowac te regaly do dwoch samochodow i odwiezc do sredniej. No ale... Junior chory byl w domu, a Zoska jeszcze w przedszkolu, wiec jedna z nas musiala zostac z dziecmi. 
   Najpierw probowalysmy zaladowac ten 4:1 do mojego auta, gdzie wprawdzie zlozylam tylne siedzenia, ale moje auto jest 4-drzwiowe, a regal byl za szeroki, nie dalo sie go wsunac przez bagaznik. Auto corki jest 5-drzwiowe, wiec tam regal pasowal. Zamiana rol, ja pojechalam po Zoske i zostalam z dziecmi w domu, corka pojechala do siostry z tym jednym regalem, bo drugi juz sie nie zmiescil. Kiedy ona wrocila, zapakowalysmy ten regal w kwadracie do mojego auta, wprawdzie bagaznik nie chcial sie zamknac, ale unieruchomilam go takimi gumami z haczykami na koncu. Troche bujal sie na nierownosciach, ale sie nie otworzyl. Kiedy dotarlam do sredniej, poprosila mnie, zebym pojechala z nia do paczkomatu, bo ma awizo. Co mialam robic, pojechalysmy, ale jak sie okazalo - na darmo, bo paczki nie bylo, mimo ze miala tam byc juz od 10.00, a byla 16.00. No to odwiozlam dziecko i w koncu moglam pojechac do domu.
   Z planowanej góra godzinki na przewoz tych regalow, zrobilo sie kilka godzin prob wpakowania tych niby malych regalow do aut, odbierania Zoski z przedszkola, pilnowania padlego od goraczki Juniora, wymontowania z auta corki fotelikow dla dzieci, zeby zrobic miejsce na mebel, wynoszenia ich do domu, a potem z powrotem instalowanie w aucie, kombinowanie z ta guma, zebym ja nie musiala jechac z otwartym bagaznikiem, ten paczkomat - wszystko trwalo w nieskonczonosc. Okrutnie mnie to wykonczylo, cale popoludnie w dupie, a mialam inne plany. 
   Cale szczescie, ze zdazylam juz popakowac wszystkie prezenty i corka chwilowo zadolowala karton z nimi u siebie w piwnicy, przyniesie go cichcem pod choinke, kiedy dzieci beda spaly. Telewizor, ktory kupilam starszym wnukom zawiozlam juz do sredniej corki, a oni pod choinka znajda jego zdjecie w kopercie. Zeby corka nie musiala jezdzic z tym telewizorem w te i nazad. I tak bede miala w wigilie uzywanie, bo trzeba bedzie zabrac pojemniki z jedzeniem, ktore ja mam przygotowac, zadbac o mame z rolatorem, bo na slubnego to ja nie mam co liczyc. Gdybym ja nie byla tak dobrze zorganizowana, to nie wiem, jak by to wszystko wygladalo.

Sylwestrowo

     No i niestety nadciagnal ten najgorszy dla Toyi i wielu innych zwierzat dzien w roku, choc kanonady trwaja juz od jakiegos czasu. W Nie...