Translate

20 stycznia 2026

Znow moge sie wyzyc

    Co ja poradze, kiedy lubie sie wyzywac w urzadzaniu, organizowaniu i zakupach, szczegolnie jesli nie musze az tak bardzo liczyc kasy, a jeszcze lepiej, gdy nie jest to moja kasa. Wprawdzie wtedy, te kilkanascie lat temu, kiedy P. rozstal sie z ta swoja paskuda i adwokat poradzil mu, zeby jak najwiecej wydal na urzadzanie mieszkania, nowy samochod i inne niekoniecznie potrzebne do zycia przyjemnosci, bo o tyle mniej bedzie do podzialu z ta wiarolomna baba, mialysmy z corkami wiecej do dyspozycji i ciezko zaszalalysmy, urzadzajac mu mieszkanie. Teraz juz troche bardziej uwazalam na ceny, za to moglam poszalec sama, bo moje corki sa zbyt zajete, wiec nikt mi nie marudzil. Wybieralam to, co mnie sie podobalo, ale i tak kazdy artykul wysylalam P. albo Guciowi do akceptacji i do wyboru sposrod kilku wybranych przeze mnie. 
   W sobote byl TEN dzien, P. zalatwil kumpla z transporterem, przyjechali i zabrali wszystkie te pudla i paczki z mojej piwnicy. Pojechalam z nimi, zeby pomagac w rozpakowywaniu, ukladaniu, instalowaniu, organizowaniu i pelnej orientacji, czy wszystko doszlo. Oni tymczasem pojechali do starego mieszkania zwozic reszte tego, co tam zostalo w schowku i piwnicy. Tymczasem my z corka P. zajelysmy sie rozpakowywaniem i ukladaniem tam, gdzie zamowione rzeczy mialy trafic. Przy okazji zrobilam P. i Guciowi porzadek w szafach, poukladalam jak trzeba, z sensem i wedlug logiki, a nie po mesku, jak mieli wczesniej. Ciekawe, na jak dlugo im wystarczy. Troche porzadkow zrobilam w kuchni, ale tam musimy dokupic jeszcze dwie szafki wiszace, a po to trzeba podjechac do IKEA, bo kuchnia, ktora zostawila im lokatorka jest wlasnie stamtad, ale na gorze miala otwarte regaly, ktore sa okropne i stojace na nich rzeczy tylko sie kurza. Zamowilibysmy, ale IKEA ma tak sakramencko wysokie koszty wysylki, ze bardziej oplaca sie pojechac osobiscie.
   Po tej calej robocie z przyjemnoscia zrobilam sobie w domu spa, polezalam w pachnacych solach leczniczych, odpoczelam jak trzeba, majac to mile poczucie dobrze wypelnionej misji, ktora choc mnie zmeczyla, to byla satysfakcjonujaca.
    Myslicie, ze to koniec mojej dzialalnosci na niwie? Otusz nic bardziej mylnego, bo okazalo sie, ze brakuje im biurka dla Gucia, konsolki w przedpokoju na router i klucze i paru innych drobiazgow. Mozecie raz zgadywac, kto zajal sie poszukiwaniem i zamawianiem owych rzeczy. Piwnica opustoszala, wiec mam gdzie chowac nowe zamowienia. Jak ja to lubie! 

18 stycznia 2026

Qrde, wojna?

    W srode poznym popoludniem zawyly syreny, trzy serie po trzy sygnaly, co poderwalo mnie na rowne nogi i kazalo myslec o najgorszym. Niedaleko nas, na dachu budynku znajduje sie syrena alarmowa przewidziana glownie do zwolywania czlonkow ochotniczej dzielnicowej strazy pozarnej, co wlasciwie chyba juz nie jest potrzebne, bo kazdy strazak ma smartfon, no ale jest i dziala. Skad to wiem? Ano w kazda pierwsza sobote miesiaca punktualnie o godzinie 12.00 rozlega sie jej trzykrotny lament. Kiedys nawet, odpoczywajac z Toyka na balkonie, nagralam taki probny alarm i moge go Wam zaprezentowac (ogladajcie z glosem)


   Przyzwyczailismy sie do tych comiesiecznych testow w bialy dzien, gdzie wiadomo, ze nic sie nie dzieje, a tylko sprawdza sie skutecznosc alarmu, gdyby niedajbuk cos sie przydarzylo. Raz jeden, odkad tu mieszkamy, a wlasnie minelo 17 lat, syrena odezwala sie, kiedy piorun trzepnal w jakas stacje przekaznikowa  czy tam inne wazne urzadzenie zaopatrujace czesc dzielnicy w prad. Byly to trzy zawycia, jak na filmie. Byly jeszcze dwa dodatkowe alarmy probne, ale wtedy wylo cale miasto, wyly smartfony i wszystko inne do wycia i alarmowania przewidziane. 
   Tym razem jednak zawylo jakos po 17.00 i to w inny sposob niz normalnie, bo w sumie dziewiec razy. Wylecialam na balkon patrzec, a raczej weszyc, czy gdzies w poblizu sie nie pali. Nic, powietrze czyste. Mnie tam zwykle daleko od paniki, ale tym razem zwatpilam i pomyslalam, ze Wolodia jednak zwariowal, choc wczesniej uwazalam go za na tyle zrownowazonego, ze nie porwalby sie sam przeciw wszystkim panstwom NATO. Zreszta ten nasz kanclerzyna na razie tylko obiecuje wyslanie na Ukraine obslugi Taurusow i to wbrew zapowiedzi Putina, ze taki krok uzna on za przylaczenie sie do wojny przeciw Rosji i nie pozostanie bez konsekwencji militarnych. A ze Merz znany jest z nagminnego klamania, cos prawie jak Matolusz, to pomyslalam, ze juz wyslal i zaczal sie atak. Tyle tylko, ze nie bardzo rozumialam, dlaczego padlo na niewazna strategicznie Getynge, sa naprawde ciekawsze miejsca do bombardowania. 
   Rzucilam sie do lokalne strony na fb, ale tam tylko pytania i dywagacje, ze to ewentualnie zwolywanie strazakow, zadnych wyjasnien, ale rowniez zaniepokojenie tym niespotykanym akustycznie alarmem. Przy czym nic wiecej sie nie dzialo. Wreszcie po jakims czasie na stronie naszej lokalnej gazety straz pozarna dala glos, ze nie wiedza dlaczego syreny zaczely wyc, bo nic sie nie stalo, ani pozaru, ani wypadku na pobliskiej A7, ani wycieku jakichs trujacych substancji, ani alarmu bombowego - NIC. Ale badaja i kiedy zbadaja, to poinformuja.
   A mnie przypomnialo sie, ze w poprzednia sobote w Halle zawyly w trybie alarmowym wszystkie syreny, czemu towarzyszyl komunikat w jezyku angielskim, ostrzegajacy o aktywnym strzelcu i wzywajacy do natychmiastowego zamkniecia miasta. Wedlug policji i wladz miejskich przyczyna jest badana, ale wiele wskazuje na cyberatak. Bylo tez kilka prob atakow na tracho-stacje w roznych miastach, zeby powtorzyc sytuacje z Berlina, na szczescie nieudanych. Tak sobie pomyslalam, ze moze i u nas znalazl sie jakis pajac z lewackich bojowek i pobawil sie syrenami.
   Nastepnego dnia o godzinie 9.00 znow rozlegly sie syreny, ale tylko trzy razy, jak w przypadku zwyklej proby, potem byla dluzsza przerwa i znow trzy razy. Musialam juz pojsc do pracy, ale mama mi pozniej mowila, ze wylo jeszcze dwa razy po trzy. Jesli myslicie, ze to koniec, to jestescie w bledzie, bo kiedy pchana ciekawoscia weszlam na nasza lokalna strone na fb, tam juz sie kotlowalo, ludzie wystraszeni pytali, o co chodzi, to jeden zameldowal, ze w okolicznych wioskach tez wyja syreny. Pozniej nastepnego dnia w pracy dowiedzialam sie, ze w innych dzielnicach tez bylo alarmujaco halasliwie. Niby media podaja, ze to sprawa defektu, ale awaria nie moze obejmowac wielu urzadzen i to dosc daleko od siebie rozrzuconych. 
   Ja mysle, ze to kolejny akt sabotazu tych lewackich kretynow z jakiejs grupy wulkanicznej czy innego ostatniego pokolenia, zeby nie wspomniec o antifie, ale mainstream nie chce za glosno publikowac, ze oplacane przez nich pupilki to banda skretynialych przestepcow i terrorystow.

16 stycznia 2026

Sie toczy

    To zycie mianowicie sie toczy, a mnie nielatwo zadowolic. Bo tak, jak lezal snieg i lodowacial, i bylo slisko, a ja w panice odwolywalam wszystkie terminy, bo jakos nie mialam ochoty na stluczki, to bylo zle. W koncu jednak lody zeszly, snieg zaczal topniec, zrobilo sie bezpieczniej na jezdniach, to znow narzekam na wszechobecny zwirek, ktory wnosi sie na butach do chalupy. Mozna nie wiem jak intensywnie wycierac podeszwy, zawsze jakis kamyczek trafi do mieszkania i zgrzyta pod kapciami, a ja mopa z reki nie wypuszczam, usuwam, zamiatam, a one wylaza jak spod podlogi. 
   Pamietacie, jak nam ktoregos dnia zabralo ciepla wode, zadzwonilam do spoldzielni, natychmiast kogos przyslali, a byl to piatek, wiec uratowali nas przed calym weekendem z zimna woda. Wprawdzie zrobili to jakos tak prowizorycznie, widocznie nie bylo jakies czesci, ale zostawili informacje przyklejona na drzwiach suszarni i pomieszczenia dla rowerow, zeby uwazac na przeszkody. Meldujac o braku cieplej wody, przy okazji poprosilam o zreperowanie kaloryfera w lazience, bo mimo odpowietrzania nie grzal w ogole. Przemily hydraulik ze spoldzielni, nawiasem mowiac ten sam, ktory nam prywatnie pomagal przy wymianie deski kibelkowej, bo sruby sie zaparzyly od rdzy i nie sposob bylo je odkrecic, umowil sie telefonicznie, przyszedl, wymienil to pokretlo z cyferkami, bo tam cos sie wylamalo, i kaloryfer grzal od nowa. Tyle tylko, ze my na co dzien nie potrzebujemy ciepla w lazience, grzalismy tylko biorac prysznic, a tymczasem po wylaczeniu tego nowego pokretla na zero, kaloryfer nie przestawal byc tak goracy, ze w lazience zrobilo sie jak w saunie. Nastepnego dnia przed praca zadzwonilam do spoldzielni, zeby ponownie nam tego milego pana przyslali, bo tak skutecznie zreperowal dzien wczesniej, ze mamy za goraco 😯 Pojawil sie, kiedy jeszcze bylam w pracy, wiec kiedy wrocilam, kaloryfer juz stygl. Ufff...
   We wtorek i w srode ino paczki dla P. odbieralam, juz od razu kurierom wskazywalam piwnice, zeby po proznicy nie nosili mi do mieszkania. Szczegolnie ciezka byla szafka techniczna, wysokosci 180, kurier postawil ja na moja prosbe obok drzwi do piwnicy, pozniej zawolalam slubnego i z najwieksza ledwoscia we dwojke przenieslismy ja 3 metry dalej do wnetrza piwnicy. Juz uprzedzilam P. ze ma przywiezc kogos silnego, bo my nawet we trojke tego nie wyniesiemy. A kurier niosl ten ciezar calkiem sam.
   Do tego wszystkiego lapek zaczal mi tak wolno pracowac, ze wielokrotnie chcialam go wywalic przez okno. Najpierw probowalam klasycznych sposobow z restartem routera i lapka, kasowaniem ciasteczek, chwile bylo prawie normalnie, pozniej znow zwalnial, podjelam wiec wspolprace z aplikacja Telekomu, gdzie meldowalam te powolnosc. Aplikacja kazala mi restartowac router i w sumie guzik to wszystko pomoglo. Ale przynajmniej wiedzialam od guru, ktory wpadl po moich jekach i wolaniu o pomoc, ze problem lezy nie w lapku, a  w routerze. I tak byla poprawa, ze mnie nie wyrzucalo calkiem z sieci, jak to mialo miejsce na samym poczatku tych zaklocen. No to postanowilam zadzwonic i porozmawiac z czlowiekiem, nawet dosc szybko mnie polaczylo i trafilam na bardzo fajna niewiaste. Prowadzila mnie zdalnie za raczke, rozne rzeczy robilysmy, dalam jej dostep do routera, stwierdzila, ze szybkosc internetu sie zgadza, na co ja, ze tu nie o szybkosc chodzi, a o jakosc i moc sygnalu, co mi sie gdzies od czasu do czasu pokazuje jako komunikat. Ogladanie np. Netflixa polegalo na czatowaniu na sygnal i wielu przerwach, a moje podcasty, ktorych tylko slucham przez sluchawki, byly jednym wielkim "szczekiem" (takie przerywane mowienie). No tak nie dalo sie zyc, co nie? Pani Telekomowa restartowala moj router jakos od siebie, ja mialam z ponownym wlaczeniem czekac co najmniej kwadrans, po wlaczeniu... cut, mjut - dziala bez zarzutu!!! Kwadrans, a potem znow zwolnil. Pani obiecala zadzwonic nastepnego dnia z pytaniem, czy jej interwencja pomogla. No nie pomogla, wiec obiecala przyslac nowy router, choc ten przeciez tez jest wlasciwie calkiem nowy, dostalam go nie tak dawno po 14 latach uzywania poprzedniego, ktory pewnego dnia postanowil umrzec. I ten nowy do swiat pracowal bez zarzutu, ja nawet myslalam, ze swieta, wiec wiecej osob wisi na komputerach i internety sa przeladowane, ale guru wyprowadzil mnie z bledu, ze to nie ma zadnego znaczenia.
   Mialam tylko dodatkowa robote z podlaczaniem wszystkich smartfonow, lapkow i telewizorow, a to laczy sie z wbijaniem 20-cyfrowego kodu nowego WLANu do wszystkich urzadzen. No niby teraz lata jak nowka sztuka niesmigana, ale moje obawy budza marne dwie kreski mocy sygnalu (powinny byc cztery), czyli podobnie jak w poprzednim jest slaby sygnal. Niemcy, XXI wiek, a cyfryzacja jak w Afryce w latach 90-tych. No bo teraz Afryka jest o dekade w przodzie w stosunku do Niemiec, my mamy wazniejsze wydatki, Ukraina, socjal dla paru milionow pasozytow, pomoc rozwojowa dla calego swiata i najwyzsze skladki w unii, wiec nie zostaje juz nic na poprawe warunkow tutaj i unowoczesnianie internetow. 

14 stycznia 2026

Siewcy paniki

    W ubiegly piatek, zaczeto nas bombardowac alertami, ostrzezeniami, alarmami i wieszczeniem najwiekszej apokalipsy od wiekow. Pozamykano szkoly, apelowano o pozostawanie w domach, jesli ktos nie musi wychodzic, bo nadchodzi pogodowy front-morderca, bedzie bardzo slisko i niebezpiecznie z racji zamarzajacego deszczu. Deszczu nie bylo, jedynie troche sniegu, zadnej slizgawki, przezylismy. Sobota i niedziela byly mrozne, szczegolnie w nocy, kiedy temperatura spadala do dwucyfrowych minusow, ale pogodne i sloneczne, takie dla spacerow. 
   W niedziele po poludniu zaczelo sie od nowa, moja aplikacja KATWARN (skrot od Katastrophen Warnung - ostrzezenie o katastrofie) brzeczala i piszczala, internet zaroil sie na wszystkich platformach od powaznych ostrzezen i informacji o zamknieciu szkol w poniedzialek, bo teraz to juz na pewno drugi front-morderca z marznacym deszczem zbliza sie do nas wielkimi krokami. Miejska komunikacja na biezaco nadaje aktualizacje, na jakich trasach odpadaja pewne linie autobusowe, glownie tam, gdzie sa gorki lub ostre zakrety. To u nas powszechne, miasto lezy w takiej niecce, ma dokola gorki i tam miejskie autobusy moze by i wjechaly, ale czarno widze ich zjazd z tych gorek i to mimo posypywania i solenia ich tras, ale jesli snieg pada bez przerwy albo zdarzy sie gololedz, nie da sie tego szybko ogarnac.
   Tymczasem w poniedzialek rano byla wprawdzie niewielka sniezyca, ale szczesliwie nie spadl zaden marznacy deszcz i tylko dzieciaki w szkolach mialy radoche z dwoch wolnych dni. Ja juz w niedziele zameldowalam w robocie, ze nie mam zamiaru umierac w poslizgach i ze zostaje w domu. Jeszcze bardzo rano panowal mroz -4°C i moglo byc rzeczywiscie slisko na zamarznietym sniegu, ale z uplywem czasu temperatura rosla dosc szybko i o 10.00 bylo juz +1,5°C, a potem jeszcze wiecej. Odczekalam az ociepli sie jeszcze bardziej i pojechalam do drogerii, gdzie mialam sporo do kupienia i nie chcialam laczyc zakupow drogeryjnych z normalnymi we wtorek. Byl spory problem z wyjazdem z miejsca parkingowego, bo kilka dni stal samochod i obok niego utworzyla sie mulda ze sniegu, ktora zlodowaciala, a ja wyjezdzajac, zawislam na tej muldzie i ani w przod, ani w tyl. Kola buksowaly, ja przeklinalam jak szewc, juz mialam leciec po slubnego, zeby mnie stamtad wypchnal, ale jakims cudem zdolalam pokonac przeszkode. Kiedy wrocilam i probowalam wjechac tam z powrotem, to nie dalam rady, musialam szukac mniej wymagajacej luki parkingowej.
   W niedziele mialam w zasadzie odpoczywac, ale zadzwonil P. czy moze po mnie przyjechac, zabrac do nowego mieszkania, zebym sie rozejrzala kobiecym okiem, czego im z Guciem do szczescia brakuje i potem to zamowila. Oni obaj pracuja, wiec wygodniej jest, kiedy zamowione artykuly przyjda na nasz adres, skoro zawsze ktos jest w domu, a oni potem wszystko sobie hurtem odbiora. Juz wczesniej pozamawialam im lampy, wszystkie byly juz zainstalowane przed przeprowadzka, zeby pomagierzy i monterzy mebli mieli jasno przy pracy. Pozapisywalam sobie wszystko i pomierzylam co trzeba, po czym odwiezli mnie do domu, a sami pojechali po kolejne drobiazgi na stare mieszkanie, bo najwazniejsze byly duze i ciezkie meble z ich demontazem i montazem w nowym miejscu, a maly kram mozna juz sobie wozic wlasnym autem, zeby nie naduzywac czasu i wysilku pomocnikow. 
   Akurat swietnie sie zlozylo, bo dokladnie do niedzieli, czyli tego dnia, kiedy bylam u nich, a potem zamawialam, trwala akcja na Payback, ze punkty za zamowione rzeczy (1 punkt za 2 euro) beda liczone 7-krotnie, czyli za to wszystko, co tego dnia dla nich zamowilam, wpadlo mi naraz 3,5 tysiaca punktow, a dodatkowo w drogerii zebralam do kupy ponad 2,2 tysiaca, czyli praktycznie w jeden dzien zarobiona jestem 57 euro, moze to nieduzo, ale cieszy mimo wszystko. Nie dosc, ze wyzylam sie kreatywnie, to jeszcze na tym zarobilam na boku. Ale cos za cos. Praktycznie przez caly poniedzialek mialam zajecie wymagajace wielkiego skupienia. Kiedys w tym OTTO, bez wzgledu na to, ile rzeczy sie zamowilo, dostawalo sie jeden rachunek, teraz OTTO jest jak Amazon, tylko posredniczy i od kazdego producenta masz osobny rachunek, nie da sie nawet zebrac tego wszystkiego na jeden przelew, bo kazdy rachunek ma wlasna sygnature. No i kiedy nadchodza te rachunki, to kazdy musze zeskanowac i wyslac P. z adnotacja, za co on jest, bo na rachunku tego nie ma, a ja na kazdy artykul dostaje dwa maile, jeden, ze artykul xyz jest przygotowany do wysylki, a drugi to goly rachunek bez podania za co, wiec wysylajac do P. podpisuje kazdy, zeby on wiedzial, za co placi. Skomplikowane to wszystko i denerwujace, ale obejsc sie nie da. Zrobilam sobie jeszcze liste na papierze i tam odhaczalam, za co te rachunki juz przyszly, zeby sie nie pogubic w tych mailach. Zostal mi otwarty jeszcze jeden za dywaniki lazienkowe, a bylo ich razem 18. Rachunkow, nie dywanikow. 😆

12 stycznia 2026

Bronbuk nie mowic!

    Do napisania tego posta sklonily mnie niedawne wydarzenia w Bergkamen, gdzie  pewien mezczyzna zaatakowal nozem i ciezko poranil 26-letnia kobiete i jej czworo dzieci w wieku 3 - 8 lat. I od razu podano rysopis sprawcy, ktorego policja zaczela szukac: blondyn o bialej karnacji, a zaraz potem, ze to 20-letni Florian jakistam (pierwsza litera nazwiska). Czaicie, o czym pisze? Gdyby tylko chodzilo o sprawce o korzeniach migranckich, zaczelaby sie policyjna ciuciubabka, najpierw nie podano by rysopisu, gdyby niedajbuk mogl wskazywac na pochodzenie bliskowschodnie czy afrykanskie, a gdyby nie dalo sie inaczej, probowano by przemilczec imie. Czesto bowiem sprawca jest Niemcem o dzwiecznym imieniu Ali, Mohamed, Hakan, Mgbada, Bambo czy jakos podobnie. Ale za to statystyki ukladaja sie zgrabniej, bo ci sprawcy uchodza za Niemcow i nikt nie docieka, jakie maja korzenie. 
   Temat ukrywania narodowosci sprawcow przestepstw w Niemczech jest od lat przedmiotem ostrej debaty publicznej, szczegolnie w kontekscie wydarzen jak sylwester 2015/16 w Kolonii i wielu innych miastach, ataki nozownikow, akty terroryzmu. Krytycy oskarzaja policje i media glownego nurtu o celowe pomijanie informacji o pochodzeniu sprawcow, aby "nie podsycac ksenofobii", tyle tylko, ze te media osiagaja calkiem odwrotny skutek. Mozna oczywiscie siegnac do innych zrodel, bo Bundeskriminalamt (Federalny Urzad Policji Kryminalnej) i Landeskriminalamt (ten sam urzad na poszczegolne Landy) publikuja szczegolowe dane w corocznym raporcie statystycznym. Te dane sa jawne, wystarczy poszukac na stronie policji, ale wiekszosc jest na to albo zbyt leniwa, albo slepo wierzy propagandowej tubie mediow mainsteamowych i nie widzi potrzeby porownan z innymi zrodlami. A wytyczne niemieckiej Rady Prasowej sa takie, zeby mozliwie nie podawac narodowosci "by uniknac dyskryminacji", z tym, ze to ja czuje sie dyskryminowana przez wlasne panstwo, skoro dobro cudzoziemskich przestepcow stawiane jest ponad moje dobro.
   Zyje w Niemczech 37 lat, od 30 mam prawo glosowac, a ze zawsze interesowala mnie polityka, to z uwaga przypatruje sie programom wyborczym poszczegolnych partii. Zasypywani jestesmy tonami ulotek w skrzynkach pocztowych, w kazdy weekend przed wyborami na starowce partie stawiaja swoje budy, mozna porozmawiac z przedstawicielami, dostac gadzecik, wiadomo. Od tychze 30 lat slysze od starych partii wzniosle hasla "Kriminelle Ausländer raus!" (co w wolnym tlumaczeniu znaczy "przestepczy cudzoziemcy wypad!"). Kazde, doslownie kazde wybory stoja pod haslem ochrony panstwa przed obcymi przestepcami, jakby wlasnych bylo za malo. Bo i w Niemczech, jak wszedzie na swiecie, jest przestepczosc i policja razem z wymiarem sprawiedliwosci maja pelne rece roboty. Ale widac tego bylo za malo, bo przez ostatnie 10 lat nasprowadzali jeszcze wiecej, a do tego zaczeli ich traktowac z duzym przymruzeniem oka, pod pretekstem, ze sa straumatyzowani wojna. No nie sa, za to coraz wiecej straumatyzowanych za ich sprawa Niemcow, a szczegolnie Niemek. Nagle te  tzw. stare partie zamilkly w sprawie deportacji przestepcow, a jedyna, ktora o tym glosno mowi to AfD, ktora dzieki temu dorobila sie latki faszystow. A im bardziej stare partie probuja obrzydzac wyborcom sympatyzowanie z nimi, tym wiecej osob wstepuje ich szeregi. Ludziom wreszcie zaczynaja sie otwierac oczy, ze zlo nie tkwi tam, gdzie wskazuja rzadowe strzalki, a wlasnie w rzadzie, ktory nie tylko holubi kryminalistow, ale pcha Europe do mieszania sie w nie swoja wojne.

10 stycznia 2026

Biega, krzyczy pan Hilary...

    To mogloby byc nawet smieszne, gdyby nie bylo tak tragiczne, jednak cala ta sytuacja budzi we mnie ogromny strach, co bedzie dalej, co mnie jeszcze czeka. Przyszlosc jawi sie w czarnych kolorach, a ja, choc lubie czern, w tym przypadku naprawde mam ochote umrzec, bo nie wyobrazam sobie, jak to bedzie pozniej, skoro juz teraz dzieja sie takie cyrki.
   Zdazylam juz zabrac karte bankowa slubnego, ktory zreszta i tak nie pamietal swojego pinu, wprawdzie dostal drugi, ale ten tez od razu dobrze schowalam. Jesli potrzebuje pieniadze, dostaje je ode mnie po uprzednim wywiadzie, na co sa mu te pieniadze potrzebne. Skad takie srodki zapobiegawcze? Kiedy dostalam w rece wyciagi z konta, o malo nie zeszlam na zawal, facet pojechal po calosci i bez trzymanki, w jednym miesiacu wyciagnal z konta ponad 1000 euro, byly tygodnie, ze bral codziennie po 30 euro, raz capnal 500, raz 200, byly tez dni, ze bral z konta po dwa razy. Oczywiscie on nie wie, dlaczego tyle bral, nie wie, na co bral i nie wie, gdzie sa pieniadze. Mialam ochote go od razu zamordowac, ale udalo mi sie przekonac go do oddania mi jego karty bankowej. Teraz przynajmniej mam kontrole nad kontem, jeden klopot z glowy.
   O zgubieniu kluczy w wigilie juz pisalam, wszystko skonczylo sie szczesliwie, ale nie musialo, bo w najgorszym przypadku moglibysmy byc zmuszeni do wymiany zamkow.
   Ale to, co on zrobil ostatnio, podkrecilo moje obawy o przyszlosc na znacznie wyzszy poziom. We wtorki robie zawsze zakupy, przed wyjsciem z domu siedzialam jeszcze troche przy lapku, pozniej go zamknelam, na wierzchu polozylam podkladke pod mysz, mysz i okulary. Nie bylo mnie moze godzine. Wracam, wypakowuje zakupy, siegam po okulary - nie ma ich w tym miejscu, gdzie byly. No ok. czasem Bulka grzeje chudy tylek na zamknietym lapku, wiec pomyslalam, ze moze je stracila (stroncila, nie stracila). Obszukalam wszystko dokola, zapytalam mame, czy nie widziala, potem pytam slubnego. Wrzask, ze taaak, on na pewno mi ukradl te okulary, co ja sobie mysle. On mi zawsze pomaga wnosic zakupy i kiedy otwieralam drzwi od mieszkania, zauwazylam obok drzwi lezaca pompke rowerowa, wiec pytam, skad sie wziela, na co on ze nie wie i ze zaniesie ja do piwnicy. 
   Tego dnia wszyscy szukalismy tych moich okularow, poratowalam sie zapasowymi, ale nie dawalo mi spokoju, co moglo sie stac z moimi. Prawie juz pogodzilam sie z ich strata, bo na 100% wiedzialam, ze jedynie slubny mogl cos z nimi zrobic, ale ten szedl w zaparte i jeszcze na mnie wrzeszczal. W srode poszlam do pracy, po drodze wstapilam do takiej naszej lokalnej galerii handlowej, gdzie w
Ptasia jadlodajnia
sklepie nie dla idiotow kupilam duzy powerbank, zeby nie zostac z nienaladowanym telefonem w razie kryzysu, potem wpadlam do OBI, gdzie kupilam taki metalowy stelaz do kulek dla ptakow, ktore to kulki wczesniej zawieszalam w siateczkach i wprawdzie pilnowalam, ale z tylu glowy mialam, ze czasem te ptaszki sie w siateczki zaplatuja i umieraja. Teraz juz nie bedzie takiej opcji. Do tego kupilam cale wielkie pudlo nowych kulek, w mieszkaniu zostawilam torebke, odcielam metke z cena ze stelaza i pognalam instalowac wszystko na krzaku pod balkonem. Przy drzwiach wejsciowych jest na klatce schodowej kaloryfer. Ja patrze... a na tym kaloryferze lezy pompka do roweru i... moje okulary. Jednoczesnie bardzo sie ucieszylym i wqrwilam do czerwonosci, polecialam do domu, zawolalam slubnego i zapytalam najgrzeczniej jak umialam, co to ma byc, choc rece zwiniete w piesci swedzily mnie, zeby mu zasadzic miedzy oczy i spuscic ze schodow. Byl szczerze zdziwiony, nie wiedzial, nie pamietal, dziura w czasoprzestrzeni mozgowej. Powiedzialabym nawet, ze byl tym wszystkim przerazony, ja zreszta tez. 
   Teraz kuje zelazo poki gorace i namawiam go, zeby wybral sie do rodzinnej, bo sa jakies leki, ktore co prawda nie wylecza, ale moga spowolnic rozwoj choroby. Do niczego nie moge go zmusic, on sam musi dojrzec do tego, ze jest chory i potrzebuje pomocy medycznej. Zeby uprzedzic ewentualne pytania, droga do umieszczenia go w placowce zamknietej jest kreta i daleka, musi sie jeszcze wiele wydarzyc, nie chce sie tu wdawac w szczegoly, ale znam sprawe w przypadku mamy P., jak dlugo trwalo i do jakich cyrkow dochodzilo, zanim jego mama trafila do domu opieki, a jeszcze pozniej, jakie sadowe korowody musial przechodzic, zanim zdolal ja czesciowo ubezwlasnowolnic. I ile lat wszystko trwalo. Tu nie ma tak, ze czlonek rodziny chce, to dom opieki juz czeka z otwartymi ramionami i przyjmuje delikwenta. Na razie wiec wywieram jedynie lekka presje, zeby udal sie do rodzinnej po pomoc, ale zmusic do niczego nie moge. Pozostaje mi tylko modlic sie, zeby nie gubil kluczy i nie chowal w chwilach otumanienia moich rzeczy. Szczegolnie, ze teoretycznie mogl z tymi okularami zrobic wszystko, np. wyrzucic do smieci gdzies daleko od domu, wiec szukaj wiatru w polu. A jak zachce mu sie pobawic moim portfelem ze wszystkimi dokumentami, kartami bankowymi i pieniedzmi? Gdzie mam to przed nim chowac? Pozostaje nadzieja, ale wiadomo, ze to matka glupich.

08 stycznia 2026

Mimowolne ostrzezenie

    Na pewno nie bylo zamiarem lewackich terrorystow, ktorzy w sobote 3 stycznia o 6.00 podpalili kabel jakiegos waznego wezla elektrowni zasilajacej kilka dzielnic w Berlinie, pokazywanie spoleczenstwu, co je czeka, kiedy nadejdzie jakies nieszczescie w postaci ataku terrorystycznego, dzialan wojennych czy innych dopustow. Awaria pradu w ponad 50 tysiacach gospodarstw domowych stolecznego miasta  pokazala absolutna bezsilnosc panstwa w obliczu kryzysu. Siadlo wszystko, ogrzewanie za sprawa pomp ciepla napedzanych pradem, telefonia, internet, zasiegi, przygotowywanie posilkow i mobilnosc tych, ktorzy postawili na auta elektryczne, bo te na mrozie szybko sie rozladowaly. Skrajnie lewicowa "Grupa Wulkaniczna", ktora przyznala sie do podpalenia mostu linowego, opisala ten akt sabotazu jako samoobrone miedzynarodowej solidarnosci ze wszystkimi, ktorzy chronia Ziemie i zycie. No nie debile? Jak wszyscy z tych podkarmianych przez rzadzacych organizacji NGO, tych antif, ktorych czlonkowie probuja mlotkami zabijac ludzi wygladajacych na zwolennikow prawicy, jak to mialo miejsce na Wegrzech, gdzie w wiezieniu siedzi ten odmieniec z Niemiec, facet o imieniu Maja.
   Tym razem awaria okazala sie byc na tyle powazna, ze zakonczenie prac nad przywroceniem pradu zapowiedziano dopiero na czwartek 8 stycznia. To do kupy 6 dni i o ile latem mozna by jakos sprobowac ratowac sie grillem w ogrodku, dni sa dlugie, jest cieplo, mozna korzystac z rowerow, tak w zimie wszystko wyglada znacznie gorzej. Zamknieto wszystkie placowki oswiatowe, szkoly, przedszkola, swietlice i nagle okazalo sie, ze trzeba pilnie ewakuowac szpitale i domy opieki. Powiecie, ze przeciez tego typu placowki dysponuja agregatami pradotworczymi. No coz, teoretycznie powinny dysponowac, tyle tylko, ze wladze Berlina (CDU + SPD) w beztroskim przeswiadczeniu, ze takie rupiecie nie sa koniecznie potrzebne, a nawet calkiem zbedne, wyslaly je w liczbie 470 na Ukraine, pozostawiajac placowki opiekunczo-medyczne z reka w nocniku w kryzysie. Poprzewozono ludzi ciezko chorych, niepelnosprawnych, starych do jakichs hal sportowych, zeby te kilka dni mogli spedzic w cieple, kiedy w tym samym czasie w Hotelu Dormero na Ku´Damm luksusowe pokoje zajmowali azylanci. Inni mieszkancy, nie wymagajacy z racji chorob czy wieku obcej pomocy, zdani byli wylacznie na siebie, mogli sobie wynajac hotel za wlasne pieniadze, bo panstwo gwarantowalo im talon na 70 euro i to tylko  wtedy, jesli ich dochody byly odpowiednio male. Wygrali ci, ktorzy mieli rodzine lub znajomych w innych dzielnicach Berlina i mogli spedzic te kilka dni u nich, majac swiadomosc, ze w tym czasie ich mieszkanie moze zostac spladrowane i ograbione przez kolorowych lowcow okazji do wzbogacenia sie. Policja bowiem nie moze byc wszedzie. Dlatego wiele osob pozostalo we wlasnych mieszkaniach, zeby uchronic je przed zlodziejami. Pewna prywatna firma ochroniarska zaoferowala pro bono swoje uslugi w transporcie czy pilnowaniu pozostawionych domow, wladze sie nie zgodzily, widocznie w trosce o swoich pupilkow, zeby w spokoju mogli pladrowac cudze domy. A jedynym zmartwieniem kanclerza byl kryzys energetyczny na Ukrainie, nie pofatygowal sie na miejsce berlinskiego kryzysu.
   A swoja droga, to typowe, ze jesli gdziekolwiek na swiecie cos sie dzieje, jakis zywiol nawiedza okolice, rozpetuja sie zamieszki, podpalenia, na filmach z placu boju widac glownie czarnych wynoszacych ze sklepow wypasione telewizory czy inne kosztowne dobra. W Berlinie podobno kilka sklepow, glownie spozywczych, zostalo wyczyszczone do zera. 
   A ci unijni geniusze chca uwalic ludzi w zakaz gotowki, juz widze jak w czasie awarii bedzie mozna placic kartami czy telefonami. No tylko pogratulowac przygotowania do jakiegokolwiek kryzysu tym przymusem narzuconym przez zielone lady poslugiwania sie wylacznie jakimis energiami odnawialnymi napedzanymi pradem. Juz sie ciesze.
   A partie, ktore swoja glupia polityka doprowadzily do destrukcji przemyslu, rolnictwa i pelnej destabilizacji panstwa za sprawa niekontrolowanej migracji i braku konsekwencji w deportacjach, pewnie niedlugo zorganizuja protesty Babc przeciw Prawicy czy innych populistycznych akcji, ze to niby AfD wszystkiemu winna. Calkiem jak Tusk winien sniezycy. A Putin wszystkich innych niedogodnosci.
   Wladzunia i mainstreamy juz dopisuja swoja wersje, ze niby Rosja ma do czynienia z tym aktem sabotazu na wielka skale, a eksperci do spraw bezpieczenstwa wieszcza, ze na Berlinie sie nie skonczy, inne duze miasta tez beda atakowane. Ale sami zobaczcie, ta grupa ekstremalnej lewicy przyznala sie do podpalenia niby w walce z kapitalizmem, ale po dupie dostali nie kapitalisci, a najzwyklejsi obywatele. Bo lewacy i zieloni to osobniki niespecjalnie oczytane, za to zawziete i fanatyczne. Przykleic dupy do asfaltu, zniszczyc jakis zabytek czy dzielo sztuki, odebrac zwyklym ludziom prad albo doprowadzic do obowiazku nakretek do butelek na sznurku. I paczta ludziska, od razu klimat sie ochlodzil - to dziala!!! CUT!
   Kupilam na wszelki wypadek taki wiekszy powerbank i duzy zapas zarcia dla futer, a auto mam stale zatankowane do pelna. Zapas baterii w piwnicy, radio na korbke i sporo swiec, poza tym kilka litrow wody mineralnej bez babelkow. 
   Ale co mi po tym, jak panstwo nie inwestuje w bezpieczenstwo energetyczne z powodu wysokich kosztow i rownie wysokich wydatkow na przestepczych darmozjadow nazywanych dla zmylki azylantami, a wiele placowek pozbawia sie generatorow pradu, bo niby potrzebne sa na Ukrainie. Jak zawsze dobro calego swiata przed dobrem wlasnego kraju i obywateli.


Znow moge sie wyzyc

     Co ja poradze, kiedy lubie sie wyzywac w urzadzaniu, organizowaniu i zakupach, szczegolnie jesli nie musze az tak bardzo liczyc kasy, a...