Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prace reczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prace reczne. Pokaż wszystkie posty

13 grudnia 2024

Dzisiaj 13-go grudnia i piatek


  Ja tam przesadna (przesondna) nie jestem, gusla i zabobony nie dla mnie, ale no nawarstwilo sie. Z tym, ze ja akurat jestem realistka, bo kiedy pesymista lamentuje o pechu 13-go w piatek, to optymista skacze do gory i oczekuje czegos szczegolnie dobrego, a ja... ciesze sie, ze wreszcie nadszedl weekend! 
 A dokladnie tydzien temu wzielam sie w koncu za to, do czego przymierzalam sie od dluzszego czasu, a mianowicie porzadek w ksiazkach. Zaczelo mi bowiem brakowac miejsca od nadmiaru tego dobra. Do mojej kolekcji, ktora sobie przywozilam sukcesywnie z Polski, za kazdym pobytem zabierajac kolejne kilogramy tego ciezkiego towaru. Bo ja nie moge sobie wyobrazic domu bez ksiazek, jestem starej daty i wiem, ze teraz mozna miec kazda ksiazke, jak nie w wersji papierowej, to w elektronicznej do czytania w Kindlu, albo do posluchania, ale nie wyobrazalam sobie rozstac sie z moim ksiegozbiorem, czesciowo odziedziczonym, czesciowo zalatwianym po duzych znajomosciach spod lady albo wypatrzonym w jakims antykwariacie, otrzymanym w prezencie, zbieranym przez cale zycie. Takie byly wtedy czasy, inwestowalo sie w ksiazki, a duza biblioteka swiadczyla o statusie gospodarza domu. 
 Tak sobie zbieralam te ksiazki, bedac juz tutaj dostawalam nowe, kupowalam, a na regalach zaczynalo brakowac miejsca. Dlugo jednak zwlekalam z porzadkami, bo jakos nie miescilo mi sie w glowie wyrzucac ksiazki na makulature, mentalnie pod tym wzgledem zostalam w glebokiej komunie. W koncu jednak dojrzalam do decyzji rozstania sie z ksiazkami typu encyklopedia z lat 60-tych, niemieckie slowniki ortograficzne sprzed reformy pisowni, zdublowane slowniki innojezyczne, ksiazki malo wartosciowe, do ktorych z pewnoscia juz nigdy wiecej nie wroce, jakies cegly, ktorych nigdy nawet nie zaczelam czytac. Kazda ksiazke musialam przekartkowac, bo czasem mam w zwyczaju uzywac w roli zakladki zdjecia, jakies stare listy albo... o czym zupelnie zapomnialam... pieniadze. Tak, znalazlam dawno zadolowane i calkiem zapomniane 50 euro. Mamy w domu taki pojemnik na makulature, szlismy cztery razy, niosac go we dwojke, w padajacym deszczu, na rog ulicy, gdzie stoja pojemniki na papier. Nasz domowy pojemnik byl tak ciezki, ze jedna osoba nie dalaby rady zaniesc tak daleko. Ksiazki sa okrutnie ciezkie. Ogarnelam jedynie regal w sypialni i jeden z regalow w salonie, drugi zostawilam na kiedy indziej, bo juz nie mialam sily, bolala mnie kazda kosteczka, a ze ksiazki byly nieco zakurzone, brudna bylam jak nie przymierzajac gornik na przodku. I wiecie co? Rozstalam sie z tymi ksiazkami bez zalu, myslalam, ze bedzie gorzej.
 Czekam zatem na kolejny zryw i natchnienie, to wezme sie za ten drugi regal.

06 marca 2024

O dupie maryni

 Internety to bylby taki genialny wynalazek, gdyby nie mendy komentatorskie, nie tylko na blogowni, ale ogolnie wszedzie. To ten gatunek, ktorego w realu nikt nie lubi, wiec kiedy czasem zainteresuje sie nia (bo to glownie baby) arabski ksiaze, amerykanski biznesmen, czy inna umierajaca bezdzietna miliarderka szukajaca jakiejs "siostry w chrystusie", zeby uczynic ja swoja jedyna spadkobierczynia, typiara robi pod siebie i natychmiast wierzy, ze to wlasnie ja, pobozna katoliczke ze Sromowcow Dolnych ci ludzie wybrali za jej nieprzejednanie w stosunku do lewackich feministek majacych na celu unicestwianie nienarodzonych. Ma troche grosza uciulanego dla wnukow, ale poswieca swoje cale oszczednosci w nadziei na ich cudowne rozmnozenie, przeciez modli sie o to codziennie gorliwie do najswietszy panienki, czas wiec zbierac plony. Koniec jest znany i najczesciej zalosny, bo pobozna w garsonce cos tam wprawdzie slyszala o oszustach, ale przeciez jej to nie moglo sie przydarzyc, nie po to sie modlila. A kiedy juz ostatecznie okaze sie, ze wnuki moga obejsc sie smakiem, po wyplakaniu hektolitrow lez i spowiedzi, babsko rusza ze zdwojona sila mscic sie na wszystkim, co spotka na swojej na drodze. 
 Jak wiecie, czasem z nudow zdarzy mi sie zajrzec na Pudelka, obecnie zagladam nie po newsy celebryckie, ale glownie zeby poczytac komentarze. Im obiektowi newsa lepiej sie wiedzie, tym te komentarze silniej skapuja zawistnym jadem. Czlowiek ma wrazenie, ze powstal nowy gatunek uzytkownikow internetu nastawiony wylacznie na zlosliwa krytyke. Siedzi taka podstarzala paskuda przed ekranem i ino czyha, zeby moc splunac jadem i wylac zawartosc wlasnego nocnika na kogos, kto sie akurat nawinie. Czesc ludzi idzie rano pobiegac, zeby upuscic z siebie nagromadzona energie, a czesc upuszcza jad i pierdy. A potem udaje sie na nabozenstwo. Ze co? Ze znow czepiam sie katolikow?
 Ostatnio glosno bylo o jednym, ktory ostentacyjnie nosil krzyzyk na lancuszku, a potem znalazl sobie ofiare, nawiasem migrantke z Bialorusi, zgwalcil i praktycznie zabil, bo ofiara gwaltu zmarla kilka dni po napadzie, ktory mial miejsce w Warszawie, praktycznie w bialy dzien i na ktory przechodnie nie reagowali, pewnie spieszyli sie do kosciola. Podobnie postepuja inni fanatycy religijni, wyznawcy innego boga, ale ja zadnej roznicy nie widze, za to widze, ze kazda religia jest szkodliwa dla wyznawcow. Inny polski czubek wjechal sobie w Szczecinie w tlum ludzi, o jego wyznaniu nic nie wiadomo, ale bredzil cos, ze byl goniony, wiec uciekal. Czyli choroba psychiczna, a wielu psychiatrow uznaje nadmierna wiare za chorobe, bo uciekanie w swiat fantazji zazebia sie z chorobami umyslu.
 1 marca odeszla kolejna wielka legenda, Iris Apfel, miala 102 lata. Piekny wiek, piekna dusza tej kobiety. Wymiera pokolenie, ktore mimo, a moze wlasnie z powodu wojennego dziecinstwa, mialo szanse na bardzo dlugie zycie. My juz tyle nie pozyjemy, choc mamy do dyspozycji zaawansowana technologicznie medycyne i nowoczesna farmacje, ktora, mam wrazenie, bardziej szkodzi niz pomaga. Dobrych lekarzy tez coraz mniej, szkoli sie ich na operatorow nowoczesnych maszyn diagnostycznych i jesli maszyna nic nie wskaze, to oni nie wiedza co dalej. Zaden nie spojrzy w oczy, nie wezmie za reke, nie wypyta o sama chorobe i okolicznosci, w jakich sie pojawila, a jesli juz nic wiecej nie da sie dowiedziec z rozmowy z pacjentem, diagnoza jest jedna: stres. Moze to i nie takie glupie, bo wspolczesnie stres towarzyszy kazdemu, wojny i zagrozenie wojnami, inflacje, pogon za zarobkami, brak czasu dla rodziny, ogolne zdenerwowanie - tych stresorow jest coraz wiecej, coraz wiecej tez "odstresowywaczy", na wyciagniecie reki, na klikniecie telefonem, cowieczorny drinus, gandzia na uspokojenie, koka na przyplyw energii i coraz trudniej uwolnic sie z tego kieratu. 
 Do czego moze doprowadzic permanentny stres, doswiadczylam niedawno na sobie, organizm odmawia wspolpracy i nie ma takiej sily, ktora zmusilaby go do normalnego funkcjonowania. Jeszcze jeden powod do stresu.
 Pochwale sie niefejsbukowym Czytelnikom. Takie oto wypchane literki popelnilam dla dzieci na drzwi do ich pokojow.





21 kwietnia 2022

Czas naglil

 Pamietacie zapewne, a jak nie pamietacie, to sobie przypomnijcie TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ o moich nieprzyjemnych przygodach z kurierem-idiota, ktory chcial sobie oszczedzic czasu i chodzenia, wiec zdewastowal mi kocia siatke. Mialam zamiar pociagnac sprawe dalej, wlacznie z oddaniem jej w rece adwokata, bo nie o koszty tu chodzilo, a o totalne zlanie mojej skargi przez firme DHL, o zupelny brak reakcji, choc mnie wystarczyloby przepraszam na pismie i jakis symboliczny talonik. Siatka to naprawde niewielki wydatek, choc roboty przy tym co niemiara.
Ale, jak pamietacie, wyskoczyl mi wyjazd do Polski, tam siedzialam dwa miesiace, po powrocie nie mialam czasu kichnac, a kiedy wszystko sie nieco uspokoilo, doszlam do wniosku, ze sprawa jest juz wlasciwie przedawniona, wiec machnelam reka.
Gdzies tam z tylu glowy, jak niemy wyrzut sumienia, tluklo mi sie, ze robi sie coraz cieplej, ze koty beda coraz czesciej przesiadywaly na balkonie, a stara siatka jest ino prowizorycznie polatana zylka wedkarska, wiec o wypadek nietrudno. Wprawdzie nic by sie kotu nie stalo gdyby spadl, bo mieszkam na parterze, ale moglby w szoku pojsc w dluga i nie wrocic. I tylko Miecka by sie cieszyla, ze pozbyla sie smroda z domu, my mniej. 
U mnie tak jest, ze jak juz sie do czegos zabiore, to robie szybko i dokladnie, ale ZANIM sie zabiore, czasem mija duzo czasu, bo czekam na natchnienie. Trzeba bylo zmierzyc balkon, bo nie pamietalam jego rozmiarow z czasow, kiedy zakladalam stara siatke, ale jakos nie bylo mi tam po drodze. W koncu sie zmobilizowalam, zmierzylam, rzucilam na lapka zamawiac w Zooplusie..., a tu ZONK! Siatka w tym rozmiarze "wyszla", ale co najmniej byla opcja zapisania sie na liste oczekujacych, ktorzy zostana mailowo powiadomieni, kiedy siatka nazad przyjdzie. I rzeczywiscie, kilka dni przed wielkanoca dostalam maila, zamowilam, ale nie mialam wielkiej nadziei, ze zdazy dojsc jeszcze przed swietami. Tymczasem nieslawny DHL zamailowal, ze siateczke dostarczy w sobote, w wielka sobote.
Zeby uniknac krecacych sie pod nogami kotow, zamknelam je na klucz w sypailni, nie zapomniawszy o kuwecie i miskach z jedzeniem. Najgorsza w tym wszystkim byla koniecznosc calkowitego demontazu anteny wraz z masztem. Jak juz mialam wszedzie dostep, to przy okazji wyszorowalam wszystkie te elementy, rurki, prety i scianki dzialowe na balkonie, pozniej przez godzine rozplatywalam stara siatke, bo musialam ponownie uzyc linek, na ktorych byla rozpieta. Wyslalam wczesniej slubnego po nowe linki (to sa takie na pranie, w srodku drut, na zewnatrz plastik), to podobno nie bylo, a ja nie mialam juz czasu sprawdzac, zeby mu udowodnic, ze sa wszedzie. Trzeba bylo wiec uzyc linek starych, co wiazalo sie z rozwiazywaniem wszystkich supelkow. No robota glupiego.
Dlugo i mozolnie szlo nam to rozpinanie nowej siatki, w sumie kilka godzin robilam za makaka na tej drabinie albo latalam wokol balkonu na dole. Ale efekty sa zadowalajace, ba w moich oczach zgola zachwycajace.




Tamta gowniana nylonowa siatka wytrzymala jakies siedem lat i pomijajac juz szkody, jakich dokonal DHL, to zaczela sie przecierac i pekac w miejscach styku z rusztowaniem balkonu, wiec tak czy inaczej musialabym ja wymienic, szczegolnie po serii orkanow, jakie natura zafundowala nam w ostatnim czasie. Teraz zdecydowalam sie na siatke mocniejsza, choc nieco bardziej widoczna.
Jestem z siebie bardzo dumna.

08 września 2021

Kocie drzewo

 Wszystko zaczelo sie kilka miesiecy temu, w lutym chyba, kiedy zauwazylam, ze Miecce coraz trudniej wskakiwac i wspinac sie na kocie drzewo, gdzie na jednej z gornych platform stoi miska z kocim jedzeniem, a stoi tam dlatego, ze gdyby stala na podlodze albo w innym miejscu dostepnym dla niedobrego Burka (np. blat kuchenny), to zarcie z niej jakos czarodziejsko znikalo i koty chodzily glodne. Szczesliwie Burek jeszcze nie nauczyl sie wspinaczki, wiec jedzenie bylo bezpieczne. 
Przy okazji ten wspinaczkowy przyrzad zaczal kluc mnie w oczy, gdyz-poniewaz koty go do cna zniszczyly. Nawet poszukalam sobie, kiedy to drzewo kupilismy i zainstalowalismy, bo wydawalo mi sie, ze cos szybko uleglo dewastacji. Znalazlam na starym blogu TEN WPIS, drzewo kupilismy niecale trzy lata temu za niemale pieniadze, wiec dosc szybko sie z nim rozprawily. Zobaczcie ten obraz nedzy i rozpaczy:


 
Poprzednie drapaki sluzyly nam, a wlasciwie kotom znacznie dluzej, byly tez zdecydowanie tansze. Postanowilismy wiec zrobic nowy drapak sami, bez ozdobnikow typu buda albo bocianie gniazdo, z ktorych koty nigdy nie korzystaly, za to odleglosci miedzy polkami mialy ulatwic coraz starszej i mniej sprawnej Miecce dostep do korytka.
Zaczelismy od kupna laminowanej plyty wiorowej i w OBI poprosilismy, zeby ja nam pocieto na 6 rownych polek, nabylismy tez specjalna tasme do zabezpieczenia bokow polek.
 

 Teraz trzeba bylo okleic gore czyms antyposlizgowym, na czym koty moglyby przy okazji ostrzyc pazury. Mialam w piwnicy resztki wykladziny, ale okazala sie za gruba, a ponadto musialabym opalac miejsce przeciecia, zeby sie nie strzepila, a to za duzo roboty i smrodu spalenizny. Kupilam wiec trzy tanie cienkie wycieraczki, na pol przeciete pasowaly jak znalazl. Bulka w miedzyczasie bardzo aktywnie pomagala nam w pracy, probowala miekkosc wykladziny, pozniej robila odbiory techniczne na kazdym etapie prac. Miecka raz zajrzala, Toyka tez z ciekawosci, pozniej chwile pilnowala wszystkiego.
 










 Na tym skonczyla sie moja rola i nastapila pora prac meskich, czyli przysrubowania do polek takich dynksow (zabijcie mnie, nie wiem, jak to sie nazywa), ktorych jedno ramie mocuje sie do polki, a drugie do sciany. Bo to drzewo mialo miec inna konstrukcje. Znajac slubnego i jego podejscie do prac zaplanowanych przeze mnie (jak powiedzialem, ze zrobie, to zrobie i nie musisz mi o tym co pol roku przypominac), mialam obawy, kiedy roboty zostana zakonczone, choc w duchu mialam nadzieje, ze moze jednak bedzie chcial mnie zaskoczyc i zrobi cos podczas gdy bede w pracy. O ja naiwna! Probowal starych sztuczek po moim powrocie, zebym mu cos przytrzymywala,  a glownie chodzi o to, zebym sie przygladala i podziwiala. Powiedzialam, ze nie mam czasu, bo musze pojsc z Toyka na spacer, ona to uslyszala, a ze rozumie lepiej niz sie komukolwiek wydaje, zaczela piszczec podekscytowana, wiec musialam z nia wyjsc, bo by nie dala spokoju. Szczerze mowiac, oczekiwalam, ze przez ten czas slubny da rade zrobic ze dwie polki, a tymczasem po powrocie zastalam zrobiony komplet.
 


 No wzial i mnie pozytywnie zaskoczyl.  Teraz pozostalo rozebrac stare drzewo, bo akurat w drodze z pracy zauwazylam niedaleko wystawke, wiec dolozymy tam swoj kram, kiedy sie sciemni i nie bedzie trzeba jezdzic specjalnie do recyklingu. Rowniez przy tej robocie Bulczyk bardzo nam pomagal, a i Miecka wpadla na chwile na inspekcje.
 





 Tego dnia zaznaczylam jeszcze tasma malarska wysokosci, na ktorych zostana zamontowane polki i przenioslam chwilowo kocia miske na parapet. Niestety Bulka chyba nie zauwazyla, ze miski na starym miejscu nie ma i wciaz tam jej szukala. Zreszta parapet okupowala Miecka i Bulczyk o malo nie skonal z glodu, wiec zdjelam miche i pilnujac przed lakomstwem Toyi, pozwolilam sie Bulce najesc na glosniku.




 
Nastepnego dnia pozaznaczalismy razem miejsca nawiercen, ja poszlam do pracy, a slubny borowal. Kiedy wrocilam, pomagalam, trzymalam odkurzacz, zeby sie nie pylilo, mozolnie wieszalismy polke za polka.




Biedna Toya musiala wysluchiwac warkotu wiertarki i szumu odkurzacza. A my utknelismy z robota na jednaj polce, bo podczas wiercenia slubny trafil na jakis kamien, dziursko wydlubal wielkie, ze nie wiem, a wiertlo wciaz zsuwalo sie na boki. Postanowilismy zostawic te polke na nastepny dzien, a tego dnia zalatalam dziursko gipsem, mialo schnac. Najpierw na wizytacje i odbior techniczny kolejnego odcinka robot wpadla Bulka.



Podrapala w dywaniki, zadowolona zeskoczyla i tyle ja widzieli. Pozniej dostojnym krokiem podeszla na wizytacje Krulova Miecka. Wchodzila na kolejne poziomy, zbladzila na regal z ksiazkami, a potem wlazla na sama gore i... 
...
...
...
... polka sie zwalila razem z tlusta Miecka, wyrywajac sie ze sciany razem z dyblami. Mnie opadli rece z cyckami, kiedy pomyslalam sobie, ze trzeba wszystko zaczac od nowa, rozwiercac wszystkie otwory, instalowac wieksze dyble i dluzsze sruby. Nie wiem, kto bardziej sie przestraszyl, lecaca na podloge lotem koszacym Miecka, wyrwana z blogiego snu Toyka (Bulka ani drgnela spiac w lupince), czy wreszcie ja. Odechcialo mi sie wszystkiego...
 


 
Z tego zniechecenia wstrzymalismy prace. Najpierw nazywalo sie, ze te spadnieta polke umocujemy raz jeszcze na wiekszych dyblach, ale kolejnej nocy ktorys z kotow wyrwal ze sciany nastepna polke  z hukiem i lomotem, stawiajac nas na rowne nogi. Niestety, trzeba wszystko zaczac od poczatku, wymyslic inne zamocowania, bo te metalowe dynksy okazaly sie byc za male i niestabilne. Nowe koszty i perspektywa robienia wszystkiego od zera bardzo nas zniechecaja. Trzeba wyciagac dyble ze sciany, a to nie takie latwe, chyba zrobimy to metoda kocia, wylamujac razem z polka. Potem trzeba bedzie nie tylko wymysli, ale kupic nowe zamocowania, widzielismy w OBI, sztuka kosztuje ponad 5 euro, a my potrzebujemy 12. Koszty, koszty i robota. Wszystkiego sie odechciewa.
Tak bardzo nam sie odechcialo, ze z dalszym ciagiem roboty czekalismy prawie do konca sierpnia. W miedzyczasie byly moje dwa wyjazdy, rozne niespodziewane wydatki, jak przeglad techniczny samochodu i wiele innych, wiec robota czekala. Tymczasem koty przyzwyczaily sie jadac na parapecie, ja przyzwyczailam sie do balaganu w pokoju goscinnym, bo "nie oplacalo sie odnosic wszystkiego do piwnicy", wiec stalo i straszylo. I coraz mniej nam sie chcialo kontynuowac robote, ktora szla nam jak krew z nosa. Wreszcie ktoregos dnia... kiedy na scianie zostaly tylko dwie polki, w tym jedna prawie wyrwana ze sciany, a druga trzymajaca sie dzieki podporce z kolumny glosnikowej, na ktorej stal koszyk z kocimi zabawkami...
 


Kupilismy w OBI wielkie i stabilne podpory do polek, a wraz z nimi wieksze dyble i solidne sruby. Pytanie, jak szybko slubny dostanie weny do umocowania podpor najpierw pod polkami, a pozniej do sciany. Ciag dalszy nastapi... 

Nawet nie musialam specjalnie dlugo czekac, tylko jakies trzy tygodnie. Slubny sprowadzil sobie jakiegos kumpla i razem wiercili nowe glebsze dziury, zatykali je wiekszymi dyblami i dluzszymi srubami. Prace trwaly dwa dni, w czasie, kiedy bylam poza domem, wiec mnie nie denerwowali. No i mamy kocie drzewo wlasnej roboty po dlugich 8 miesiacach grzebania sie z problemem, po zwatpieniach i zniecheceniach, brakach pomyslow i kasy, po szantazach, ze jak nie potrzymam odkurzacza, to on nie zrobi i takich tam innych drobniejszych perturbacjach. Ale jest! Przedstawiam Panstwu nasze dzielo, podziwiajcie:





Jestem tylko bardzo ciekawa, czy obecna konstrukcja wytrzyma. O Bulke jestem spokojna, bo lekkie to jak piorko i skoczne jak pchla, ale z Miecka moze byc roznie, bo z niej nieco ograniczona ruchowo baryla. Gdyby jeszcze chciala schodzic normalnie po kolejnych stopniach, ale ona zeskakuje z gory, mocno sie od polki odbijajac. No zobaczymy.

 

17 kwietnia 2021

Prace reczne

 Wysprzatanie piwnicy mialo wiecej korzysci niz tylko rozdanie czy wywalenie niepotrzebnych rzeczy, jako taki porzadek i wiecej miejsca (pewnie na dalsze zagracanie). Znalazlam bowiem kilka zadolowanych przedmiotow, ktore mialy sie przydac, a o ktorych calkiem zapomnialam. 
Dawno, dawno temu, jeszcze na starym mieszkaniu, przywleklam z wystawki kwietnik. Ktos musial go zrobic wlasnym sumptem, to widac po prostu po niedorobkach czy widocznych srubach. Ale byl fajny, wiec go wzielam z mysla, ze go odpicuje i odmaluje. Taaa... ja zawsze duzo myslalam, ale z realizacja bywalo gorzej. Jak go przynioslam, tak postawilam, na nim kwiatka i stal sobie, a nawet przeprowadzi sie z nami na nowe mieszkanie. On byl pewnie kiedys bialy, ale biala farba ma to do siebie, ze z czasem zolknie, wiec i kwietnik stal tak sobie zazolcony, ale energii mi nie wystarczalo, zeby to zmienic. W tzw. miedzyczasie z jakiejs innej wystawki przynioslam blat od (chyba) niewielkiego stolika, bo zobaczywszy go pomyslalam, ze swietnie by sie nadal na blat do kwietnika. Jak powiekszycie zdjecie, bedzie lepiej widac, ze proporcje tego przedmiotu sa niejako zaburzone, blacik jest niewielki i cienki. Oczywiscie trofiejny blacik wrzucilam do piwnicy w oczekiwaniu na natchnienie i nabycie jakiejs farby, bo blacik byl koloru drewnianego. Znalazlam go, poniewierajacego sie w jakims kaciku i kiedy tylko otworzono OBI, natychmiast, razem ze stokrotkami i prymulkami, nabylam bialy matowy lakier w sprayu.  No co Wam bede mowic, zobaczcie sami:
 

Teraz zgadza mi sie nie tylko kolor, ale znacznie poprawily sie jego proporcje.

Kiedys dawno, jeszcze w tamtym zyciu sprzed pandemii, kupilam za grosze w klamociarni filcowe jajo dla kotow. Widzialam wprawdzie w nim dwa otwory, ale nie zastanawialam sie i myslalam, ze tak ma byc. Koty najpierw oszalaly, jak zawsze na widok czegos nowego, wlazily tam, nawet sypialy, ale pozniej znudzilo im sie, a mnie zaczela zastanawiac ta dziura z tylu. Kiedy sie przyjrzalam, doszlam do wniosku, ze ktos ja tam wycial. Tylko dlaczego, po co? I wydawalo mi sie, ze kotom tez to przeszkadza, bo musza miec wrazenie niekompletnego bezpieczenstwa od zadka strony, no tyly nie byly chronione i juz. Filcowe jajo wyladowalo w piwnicy i nawet nie wiem, dlaczego go podczas porzadkow nie wyrzucilam. Popatrzylam, pomedytowalam i zdecydowalam zakupic troche filcu i dziure zakleic. 
W sklepie najpierw musialam wypisac caly swoj zyciorys, bo jedynie pod tym warunkiem (+maska) mozna bylo wejsc. Zaplanowalam sobie grafitowy filc, swietnie pasowalby do szarego, ale nie bylo! W ogole na polkach lezal filc w tak glupich kolorach, ze nie moglam sie w ogole zdecydowac, byl rozowy, fuksjowy, zolty, neonowo zielony, buraczkowy i pomaranczowy. I czerwony, ktory uznalam za najladniejszy. Moglam oczywiscie poczekac na nowa dostawe, ale mialam akurat natchnienie  do tej roboty, a gdybym poczekala, to pewnie by mi przeszlo, wiec bralam, co bylo. Nielatwo sie te filce kleilo klejem na goraco, bo jajo jest jajowate i kiedy z jednej strony sie trzymalo, z drugiej odlazilo, musialam kleic odcinkami. Potem stwierdzilam, ze ta jedna czerwona lata od zadka wyglada debilnie, wiec przybilam jeszcze kilka dla ozdoby. Oto efekt:


Zobaczymy, jak dlugo jajo bedzie sie cieszylo wzieciem u kotow, na razie Bulka je okupuje swoim chudym tylkiem, a Miecka groznie powarkuje, bo tez by chciala.

To tyle prac recznych na dzisiaj, mam jeszcze inne w planie i bede na biezaco sprawozdawac.
                                                                                                                                                                                     

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...