Jak juz pisalam, pomagam P. o tyle w urzadzaniu nowego mieszkania, ze zamawiam potrzebne rzeczy na nasz adres, bo tu zawsze ktos jest w domu, szczegolnie ze kurierzy mailowo zapowiadaja, kiedy bedzie dostawa, wiec nawet jesli mnie w domu nie ma, to mowie slubnemu, ze ma siedziec i czekac na dostawe, a jak ma przyjsc cos malego, to nawet mama moze odebrac. Pozniej P. przyjezdza i sobie hurtem odbiera zamowione rzeczy. A oni obaj z Guciem pracuja, wiec tam u nich nigdy nikogo nie ma w chalupie, a meble sie do paczkomatu nie zmieszcza.
Ta pierwsza partia zamowien byla problematyczna, bo bylo tego tak duzo, a co za tym idzie, tak duzo rachunkow (kazdy artyklul dostaje osobny rachunek), ze mozna bylo sie pogubic. Kiedy juz z tym sie uporalismy, zamowilam nastepne cztery artykuly, w tym biurko dla Gucia. Gucio bowiem pobiera nauki w tejze ubezpieczalni, gdzie od ponad 30 lat pracuje jego ojciec i w przyszlosci, kiedy P. przejdzie na emeryture, przejmie sobie jego klientele, a jest tego sporo. O tyle wiec bedzie mial ulatwiony start w zycie zawodowe, ze nie bedzie musial tych klientow sobie wypracowywac. A ze nawet tacy praktykanci jak on moga czasem pracowac w trybie home office, Gucio dostal z roboty cale oprzyrzadowanie, jakies laptopy i inne cuda-wianki, a to tego, jak wiadomo, potrzeba biurka, wiec je zamowilismy. Bardzo proste, jedynie blat na bialo lakierowany i chromowane podpory, bo trudno to nazwac nogami. Naprawde ladne i bardzo eleganckie.
Niestety zdarzylo sie to, czego organicznie nie znosze, mianowicie blat biurka byl uszkodzony i to moim zdaniem tak, ze nie dalo sie negocjowac obnizki ceny i np. zamalowac, bo uszkodzenie bylo na zewnetrznej gornej stronie blatu. Zareklamowalam, dostalam propozycje obnizki ceny o... 25 euro, wiec pomyslalam sobie, ze chyba sie z glupim na lby pozamieniali i zazyczylam sobie wymiany. Wymiana polega na tym, ze wadliwy towar musi zostac zapakowany jak byl fabrycznie, ja mam zamowic nowy produkt, ten odeslac i wtedy dostane pieniadze z powrotem na konto, zas za to nowe biurko mam zaplacic, bo ono ma inny numer. Wrrr... nie lubie, bo moim zdaniem mogliby mi przyslac nowy blat, a ten odebrac i byloby po klopocie.
Do tego wszystkiego madry inaczej Gucio wystawil karton na taras, wiec juz tego kartonu nie da sie uzyc do zapakowania,albowiem-poniewaz zamokl od sniegu i sie tak zdefasonowal, ze nawet po wysuszeniu bylby do niczego. Wydalam dyspozycje, ze ma zatem uzyc kartonu od nowego biurka, zeby zapakowac w niego to uszkodzone. Druga sprawa, w tym pismie reklamacyjnym stalo, ze moge zlecic odbior tego, bylo nie bylo dosc ciezkiego pakietu z domu, przyjedzie kurier i zabierze. Przeszukalam pol internetu, pozniej corka szukala i nie znalazlysmy takiej opcji, wiec zeby juz nie mieszac, powiedzialam P. ze bedzie musial odwiezc ten zwrot do punktu kurierskiego, gdzie go oddamy w dobre rece i niech oni dalej sie martwia. No ale po co mi w zyciu takie dodatkowe atrakcje i nerwy na Gucia, ktory ma problemy z logicznym mysleniem. Chlop ma 20 lat, a tryb myslenia czasami przedszkolaka.
W ubigla sobote Gucio i P. przywiezli mi do domu wadliwy blat i wzieli ten dobry, przeciez nie bylo sensu wozic calego biurka, skoro to ten sam model. Wszystko zapakowalismy w karton, w ktorym przybylo drugie biurko i jestesmy z P. umowieni na dzisiaj na odwozenie kloca do punktu kurierskiego. A tymczasem Bulka wije sobie na stojacym w sypialni zapakowanym biurku - kocie gniazdko.







