Translate

21 sierpnia 2026

Przerwa czy koniec?

    Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej listy czy nie. Czy to tylko przerwa czy juz koniec?" Odpowiem tutaj: usun. Powoli nadchodzi czas likwidowania pewnych zaszlosci, wygumkowania malo waznych i bezwartosciowych osob i rzeczy z listy i z pamieci. Ja juz nie mam nic wiecej do powiedzenia. Jaka jest polityka, kazdy widzi, a bajkopisarka zostac nie mam checi. Poza tym nie mam o czym pisac, nie wyjezdzam nigdzie, zebym mogla chwalic sie pozniej zdjeciami, nie mam kochajacego meza, by móc z duma o tym napisac, juz nawet nie czytam ksiazek, bo nie moge sie skupic. O chorobach, z ktorymi sie zmagam, moge porozmawiac najwyzej z lekarzami. Ja nawet nie bardzo mam z kim pogadac wieczorem po robocie o niczym tak, jak to mialo miejsce kiedys, kiedy jeszcze zylam. 
   Pisanie o zyciu w gownianym kraju i miescie, w gownianym mieszkaniu wielkosci schowka na miotly, bez klimatyzacji i mozliwosci zakupow w niedziele, bez umyslnego, ktory pakuje zakupy w torby, zostawiajac auto na parkingu, na ktorym czasem brakuje miejsc, gdzie przy okazji mozna oberwac od czarnego inzyniera cios nozem - po jakiego grzyba psuc nastroj osobom zachwyconym migracja i nie zauwazajacym zadnych zwiazanych z nia zagrozen. Takim, ktorzy nazywaja osoby protestujace przeciw obcym kryminalistom i krzywdzacej polityce migracyjnej, banda pijakow, kiboli i nazistow.
   Moje zycie dobieglo konca, w perspektywie mam kilka lat wykanczajacej opieki nad czlonkami rodziny, zanim ewentualnie najwiekszy problem nada sie do leczenia zamknietego i znajdzie sie w kolejce do wolnego miejsca, a od tego punktu moga minac lata. Moze uda mi sie dozyc, a moze on mnie albo nerwowo wykonczy, albo w koncu zabije, bo jego agresja rosnie coraz bardziej. 
   Robin Williams, ktory jak wiecie, odebral sobie zycie, powiedzial kiedys: "Zawsze myslalem, ze najgorsze w zyciu to samotnosc. Ale nie, jeszcze gorzej jest zyc z ludzmi, wsrod ktorych czlowiek czuje sie samotny." Wielu z Was wielokrotnie oferowalo mi wlasne rekawy do wysmarkania sie i wszystkie mozliwe komunikatory do rozmawiania/pisania. Dziekuje, ale nie pociaga mnie wirtualne wyplakiwanie sie, przy czym nie ma mowy o jakichkolwiek rozmowach telefonicznych, bo podsluch czuwa. Moze jestem zlym czlowiekiem, ale juz nie umiem wykrzesac w sobie wspolczucia i litosci dla niego, choc wiem, ze to choroba zawladnela jego umyslem. Nienawidze tego czlowieka jak nikogo w zyciu. O tym tez nie mam ochoty ani pisac, ani rozmawiac. Rodziny sie nie wybiera, a z wielu powodow przerwanie tego status quo jest niewykonalne.
   I zeby byla jasnosc, ja Was tylko informuje, nie oczekuje zadnych dobrych rad i nie mam zamiaru sie z niczego tlumaczyc, ani niczego wyjasniac, dlaczego musze w tym tkwic jeszcze przez lata, choc juz teraz bardzo mnie meczy to organizowanie, koordynowanie, zalatwianie, przejmowanie wszystkiego, co do tej pory lezalo w jego gestii, a czego robic nie umiem. Nawet nie mam kogo poprosic o pomoc, bo moje corki postanowily zyc bez kawalka faceta obok siebie.
   Boli mnie tylko, ze niektorzy bagatelizuja cala te sytuacje, piszac ze wzielam sobie urlop od internetu. Ja powoli biore sobie urlop od zycia, ale co to kogo obchodzi. Gdyby nie zwierzeta, za ktore jestem odpowiedzialna, a ktore nie dostana odpowiedniej opieki od innych, gdyby mnie zabraklo, to naprawde nie wiem, jak potoczyloby sie moje zycie. Moze juz bylabym w lepszym swiecie. 
   Znalazlam w internecie trafny opis tego, co sama w tej chwili przezywam, zacytuje, bo wiele osob nie zdaje sobie sprawy, jak wyglada zycie w ciezkiej depresji:
   "Depresja to nie jest ciagly placz i uzalanie sie nad soba. Nie jest to tez chodzenie ze zwieszona glowa i nosem na kwinte. Ona ma postac spokoju, straszliwego spokoju, kiedy czlowiek dotkniety nia na nic juz nie liczy. Nosi usmiech i rozmownosc. W trakcie snucia planow mowi >>zobaczymy<<. Mowi, ze wszystko jest ok i nic nie dolega, a wewnatrz siebie odlicza dni do konca. Nie ma w glebi siebie zadnych planow na przyszlosc. Na glos mowi, ze zyje, w myslach prosi o smierc. Nie widzi sensu w niczym, a istnieje, bo musi. Depresji nigdy nie zobaczysz wprost, bo ona jest mistrzynia w zakladaniu masek, czasami na sile."
   Czy ja za duzo oczekuje, chcac jedynie normalnosci i bezpieczenstwa? A to wlasnie zostalo mi brutalnie odebrane przez jakies przeklete fatum. A moze przez skorumpowanych politykow, wykorzystujacych swoja wladze do kontroli, inwigilacji i najwyzszej pogardy dla spoleczenstwa, od ktorego biora w koncu niemale wynagrodzenia i kosztem ktorego przydzielaja sobie nienalezne przywileje.
   No coz, bylam Wam winna wyjasnienie, choc pewnie wiekszosci z Was to nie obchodzi. Nie wylaczam komentarzy, ale nie wiem, czy bede gotowa na nie odpowiadac.

   

01 marca 2026

Marcowa magia

    Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostatnich dniach, a nawet tygodniach byla bardzo zajeta, obciazona obowiazkami budzenia ze snu zimowego przedwiosennych kwiatkow, tych zólciutkich rannikow, bialych przebisniegow, wreszcie roznobarwnych krokusow, ktore niechetnie chcialy kwitnac, choc w poprzednich latach o tej porze juz przekwitaly. Dluga i mrozna zima wszystkim dala sie we znaki, nawet kwiatkom, wiec kiedy troche sie ocieplilo, a ludzie z utesknieniem szukali na uwolnionych wreszcie od snieznej pierzyny trawnikach przejawow przedwiosnia, wrozka musiala szybko zmotywowac leniwe kwiatki.
   Rozejrzala sie po okolicy, westchnela na znak dobrze i rzetelnie wykonanej pracy, ale nagle jej uwage przykuly ciche odglosy, brzmiace jak gluchawe niewyrazne chrapanie. Popatrzyla dokola, ale te dzwieki dochodzily wyraznie z wnetrza domu. Jako ze dla wrozek mury nie stanowia zadnej przeszkody, wteknela glowe najpierw do mieszkania na pierwszym pietrze, ale tam chrapal dosc glosno jakis mezczyzna, wiec skierowala sie nizej i... BINGO! To te cichutkie chrapanka, ktorych dzwiek slyszala siedzac na dachu. Popatrzyla na trzy istoty spiace gleboko, zachichotala i zajrzala do ich glowek, zeby dowiedziec sie, o czym snia.
   Krulova Miecka wlasnie pozwalala sie obslugiwac w najdrozszej restauracji w Nowym Jorku w Waldorf-Astoria czy tez w paryskim Ritzu, wrozka nie mogla rozpoznac, zreszta w snach mogly to byc jakies restauracje ze swiata fantazji. Wrozke zdziwilo tylko menu, jakie Krulova miala na talerzu, bylo to spaghetti bolognese. Wrozka sie gleboko zamyslila, kot i makaron z sosem pomidorowym i listkiem bazylii? I wino?!? No ale niezbadane sa kocie sciezki w kocich snach.


   Wrozka zajrzala tymczasem do glowki mniejszego kota, pelno tam bylo pochowanych w zwojach jej niewielkiego mozgu psot i figli. A ona... no gdziezby indziej, tylko plac zabaw! Bo chociaz jej koci wiek odpowiadal ludzkiemu "po 60-tce", to w jej malym serduszku trwal wieczny maj, jak u starszych panow. Hustala sie zapamietale, z dzika radoscia slizgala sie w dol po zjezdzalni, wspinala sie, fikala koziolki, wskakiwala i emitowala tak wielka radosc, ze i wrozce poprawil sie humor.


   Trzecia glowa byla nieco wieksza od dwoch pierwszych, grozniejsza przy tym, ale tylko z wygladu, bo kiedy wrozka zajrzala glebiej, do psiej duszy, znalazla tam samo dobro i lagodnosc. Wrozka nieco sie zdumiala, kiedy rozpoznala miejsce, do ktorego we snie udala sie Toya, byl to gabinet odnowy biologicznej, a sucz byla wlasnie obslugiwana przez dwie osoby, jedna masowala jej napiete miesnie, druga zajmowala sie manikiurowaniem pazurkow, na grzbiecie stygly wlasnie kamienie, pachnace swiece wprawialy w dobry nastrój, a saczaca sie z glosnikow cicha muzyka byla przyslowiowa kropeczka nad i.


   Wrozka bezglosnie wycofala sie z powrotem na dach, zeby nie zaklocac tym trzem istotom tak pieknych marzen sennych, poderwala sie do lotu, bo na dluzszy odpoczynek nie bylo czasu i zniknela w oddali, baczac po drodze, czy wszystkie przedwiosenne kwiatki sa gotowe na powitanie jej siostry, wrozki Wiosny.

W generowaniu zdjec pomagal mi GrokAI i ChatGPT. Zwierzeta sa prawdziwe. 😆

27 lutego 2026

Ale blamaz!

    We wtorki zawsze robie zakupy, wiec i w ten pojechalam do sklepu. Akurat skonczyla sie nam woda mineralna, wiec zapakowalam kiste pelna pustych butelek na sklepowy wozek i zamiast skierowac sie do stanowisk, gdzie oddaje sie butelki, zamyslilam sie i wlazlam z ta kista przez samootwierajaca sie bramke na teren sklepu. Bramka byla samootwierajaca sie, ale z tamtej strony, bo kiedy chcialam sie cofnac i wyjsc, to juz sie otwierac nie chciala. No ale nie bedzie mi taka bramka stac na przeszkodzie, wiec poprosilam kogos z tamtej strony, zeby mi te bramke otworzyl. No i se przeszlam z powrotem, ale sklepowe zabezpieczenia przeciw zlodziejom zadzialaly bez pudla, rozlegly sie dzwonki, wycie i swiatelka tez mrugaly. A ja chcialam zapasc sie pod ziemie ze wstydu. Od razu przyleciala jakas ekspedientka patrzec, co wywoze nielegalnie ze sklepu, wiec zaczelam sie tlumaczyc, ze zamyslilam sie i wlazlam z pustymi butelkami, wiec chcialam sie ich tylko pozbyc. Machnela reka, ale co ja sie wstydu najadlam, to moje.
   Tego samego dnia po poludniu wywabila mnie z domu sloneczna pogoda, postanowilam zaryzykowac i wzielam Toyke na spacer. Przy okazji udalo mi sie zrobic jej smieszne zdjecie, bo zeby ladnie patrzyla w obiektyw, trzymalam w reku jej patyczek. A ona, zamiast stac spokojnie, to skakala i w skoku ja kliknelam, co poskutkowalo stojacymi uszkami, jak u ratlerka.


   No sami powiedzcie, gdybyscie nie wiedzieli, ze to Toya, to chyba nigdy byscie nie zgadli. Tego dnia sucz zainaugurowala sezon kapielowy, zanim zdazylam zareagowac, juz siedziala w wodzie. Sluzby miejskie wygolily brzegi tego cieku wodnego do golej ziemi, udroznili, bo wiadomo bylo, ze te duze ilosci sniegu zaczna topniec i beda musialy gdzies splynac. Przez kilka lat cieki zdazyly dosc gesto zarosnac. Pod siekiere poszly tez niektore drzewa rosnace przy tych strumykach.


   Normalnie nie bylo w ogole widac tego strumyczka, byl zarosniety przez trawy i jakies nadwodne krzaki, trzciny, te takie palki, irysy i podobne chabazie. Balam sie, ze mi sie pies przeziebi, w koncu to jeszcze luty, choc slonce juz odczuwalnie przygrzewalo. W ogole tego dnia Toyka nastawila sie na robienie roznych smiesznych minek.


   No a po powrocie myslalam, ze mi kolano z bolu odpadnie, spuchlo sobie znowu i to mimo tej opaski uciskowej, ktora zalozylam na spacer.
   Za to w srode nie zapomnialam sekatorka i nacielam sobie bazi, zeby miec odrobine wiosny w mieszkaniu.  Aska, zobacz, jaki sliczny bukiet z baziuff 😉, calkiem legalny i do tego w gratisie.



25 lutego 2026

Jesli klamac, to z glowa

    W Niemczech przymusowe finansowanie telewizji panstwowej zamyka sie w kwocie 55,08 € (nie pytajcie o te 08!) na kwartal. Placic musza wszyscy, nawet moja mama placi, chociaz i tak tego propagandowego gowna nie oglada, bo nie rozumie, ale nie dalo rady zwolnic jej z tych oplat. Chyba tylko wiadomokto nie ma obowiazku, bo i tak przeciez by nie placili, wiec z gory zostali z tych oplat zwolnieni. Do panstwowej telewizji zalicza sie jej program pierwszy ARD, drugi ZDF i trzecie lokalne, MDR, BR, WDR i SWR. Zajmiemy sie dzisiaj programem drugim, ktory juz niejednokrotnie dal dupy ciala ze swoja nachalna i klamliwa propaganda, poczawszy od radosnej informacji w nowy rok 2016, ze sylwester w calych Niemczech przebiegal w niezwykle przyjaznej atmosferze. A tymczasem swiezo przybyli muzulmanscy najezdzcy skrzykneli sie we wszystkich wiekszych miastach, rabowali, podmacywali, gwalcili i nekali niemieckie kobiety. Bylo kilka tysiecy skarg zlozonych na policji, zreszta i policja dala sie zaskoczyc, nie byli przygotowani na rozmiar tej przemocy. Po czterech dniach, kiedy juz nie dalo sie sprawy zamiesc pod dywan, ZDF wydalo komunikat, ze jednak ten sylwester taki spokojny i przyjazny nie byl, ale tez nie powiedziano, ze sprawcami byli ci tzw. "uchodzcy", co konsekwentnie utrzymywano pozniej i utrzymuje sie do dzisiaj.
   To jednak, co owa telewizja nawyprawiala ostatnio, nie zmiesciloby sie normalnemu czlowiekowi w glowie. Tu podobnie jak w Polsce TVP1, ten panstwowy program uchodzi wsrod starszych osob za bezwzglednie prawdomowna krynice wiedzy, bo tak bylo przez dziesieciolecia i ci ludzie wierza ich kazdemu slowu. Twarza tej tuby propagandowej jest niejaka Dunja Hayali, ktorej rodzice pochodza z Iraku, i jak to u wszelkiej masci neofitow i przechrztow bywa, probuje byc swietsza od papieza w kwestii migracyjnej. Jest homoseksualna, co byloby dla jej pupilkow niewybaczalne, ale chwilowo karkolomnie broni ich i polityki rujnujacej Niemcy. 
   Ta paniusia nienawidzi Trumpa, jego polityki i wszystkiego, co jemu sprzyja. Pisalam kiedys, jak na wizji ucieszyla sie z zastrzelenia Charliego Kirka. Oczywiscie to jej swiete i niezbywalne prawo nie lubic prezydenta innego kraju czy kogokolwiek innego, aleee... jako dziennikarka powinna na wizji pozostac neutralna, a swoje przekonania, sympatie i antypatie zostawic dla siebie. No ale kobita z profesjonalizmem daleko sie minela i od czasu do czasu puszczaja jej hamulce. Ostatnio chciala na sile udowodnic, jakimi to oprawcami sa urzednicy ICE i teraz nie wiem, czy ona sama wybrala ten filmik, czy tylko go propagowala i ostro komentowala, ale pokazywal on, jak ICE sila wyciagaja dzieci z budynkow, a potem jak prowadza kobiete-latynoske z uczepionymi jej spodnicy malymi dziecmi. Wszystko zostalo okraszone pelnym oburzenia komentarzem. Pewnie ci wszyscy wierni starsi widzowie przyjeli caly ten komunikat za prawde, bo przeciez taka panstwowa stacja nie nadawalaby nieprawdy. Trafili sie jednak tacy, ktorzy nie do konca uwierzyli i poszukali prawdy w internecie, w ktorym, jak wiadomo, nic nigdy nie ginie. No i sie okazalo, ze te dzieci wyszarpywane z domow przez policje (nie ICE, ale z daleka nie bylo widac) to byli uczniowie szkoly, w ktorej w 2022 roku doszlo do strzelaniny i policja rzeczywiscie wyciagala ich z budynkow, zeby ewakuowac. Zas matka-latynoska wykreowana zostala przez AI, czego dowodem byl znaczek, ktorego przez nieuwage propagandysci nie usuneli z ekranu.

Widac date, zdjecie mozna powiekszyc

Matka-latynoska wygenerowana przez AI (Dunja z przejeciem opowiada o brutalnosci ICE)

   Kiedy juz zupa sie wylala, szybko wykasowano dzielo AI i dopiero duzo pozniej skasowano reszte filmu, kiedy szperacze dowiedli, ze jest sprzed czterech lat. Wtedy dopiero odezwala sie szefowa stacji z przeprosinami za robienie z ludzi idiotow i za nachalna propagande.


   Internet mial beke, wszedzie az huczalo o braku profesjonalizmu i to za pieniadze obywateli Niemiec (i nie tylko). Za pieniadze nachalnie ludziom z gardel wyrywane, bez wzgledu na to, czy w ogole ogladaja ten sciek.
   Czy ktos zostal za to ukarany? No nie. Przeciez usuneli material i przeprosili, wiec czego jeszcze bic te piane po proznicy. Tworzenie falszywych wiadomosci w dobrej ich zdaniem sprawie to norma dla niektorych, szczegolnie tych politycznie poprawnych, bioracych czynny udzial w niszczeniu narodu i panstwa.


23 lutego 2026

Znienacka wiosna!

    Nagle i znienacka uprzedwiosnilo sie i nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie to, ze wszystko dzieje sie zbyt nagle, nie dano nam okresu przejsciowego, tylko z glebokiej snieznej i mroznej zimy zrobila sie dwucyfrowa temperatura. Cisnienie atmosferyczne skacze jak wsciekla pchla, leci najpierw do piwnicy, przebija stropy i laduje na wartosci 720mm/hg (bo ja mam taki starodawny barometr, co to sie nie zna na tych nowoczesnych hektopascalach, co jest mi na reke, bo w szkole uczyli mnie innych jednostek), po czym, jakby je ktos tam na dole w tylek szpilka potraktowal, w ciagu jednego dnia startuje wzorem rakiety miedzyplanetarnej na 770. No kto to wytrzyma? Znaczy ja wytrzymuje, bo szczesliwie, kiedy bozia rozdawala meteopatie, nie bylo mnie na zbiorce. Mnie tam nic nie przeszkadza, zadne pelnie ksiezyca czy inne cuda, ale w tym przypadku i ja odczuwalam pewne niedogodnosci, inni umierali. 
   Teraz znow mamy dolek meteo, temperatura bardzo urosla, za to raczy nas deszczem, ma padac przez kilka dni i niby to dobre dla srodowiska, bo nie narzeka ono na nadmiar wody, ale swiat wyglada nieszczegolnie. Chodniki zasypane zwirkiem, ktorego jeszcze nie wolno odmiesc, bo prawdopodobienstwo sniegu w marcu jest wysokie, musi wiec lezec do prawdziwej wiosny. Pogoda z wygladu iscie listopadowa, nagie drzewa, ale w trawie juz duzo sie dzieje, ruszyly ranniki i przebisniegi, szykuja sie krokusy, a kiedy przyjrzec sie tym nagim galazkom drzew z bliska, widac, ze juz dobrze puchna i szykuja sie do wielkiej eksplozji. I to oczywiscie bardzo cieszy, bo poza tym, ze zima poszla sobie w cholere, nie ma za duzo powodow do radosci.



   Sytuacja polityczna jest coraz bardziej napieta na Bliskim Wschodzie, ale i w Europie wrze coraz mocniej. Tak sobie niedawno gadalysmy na mailach z Teresa, ze muzulmanie wymagaja akceptacji dla wlasnej religii i tradycji, podczas gdy sami wzamian oferuja otwarta pogarde dla wszystkiego co chrzescijanskie i zachodnie. Ani mysla asymilowac sie, dostosowywac do panujacych w swiecie zachodnim praw, sa roszczeniowi, brudni, a wiekszosc z nich to przestepcy. Dostaja dach nad glowa, zasilki, kursy, sa traktowani lagodnie w przypadku lamania prawa. Przyklad? A prosze bardzo.
Bezprawiem i niesprawiedliwoscia Niemcy moga konkurowac z PiSem.
Kosmopolityczny system sprawiedliwości!
Po gw*łcie na 12-letniej Mii i uniewinnieniu sprawcy Ahmada:
„Często zdarza się, że ludzie (ludzie? 12-letnie dziecko) początkowo mówią „nie”, a potem dają się przekonać czułością”. – (Sędzia Martina Hahn)
https://x.com/TimKoffiziell/status/1876893452119461983?s=20

Co tu komentowac? Moze gdyby te sedzie, albo jeszcze lepiej jej corke spotkal podobny los, jakos wlasciwiej by zareagowala. Jesli dla takiej suczy gwalt jest jakakolwiek czuloscia, to czym bedzie morderstwo? dekapitacja? (niedawno niedaleko Florencji znaleziono bezglowe cialo Niemki zamordowanej i pocietej na kawalki przez Erytrejczyka). Balam sie Arabow, ale Afrykanie bija ich na glowe w brutalnosci i bezwzglednosci, a przybywa ich coraz wiecej. Hiszpanie wlasnie szykuja naturalizacje okolo pol miliona nielegalnych migrantow, ktorzy niekoniecznie zechca zostac tam i przemieszcza sie, bo kazdy czlonek (nomen omen) unii moze sobie zyc, gdzie mu sie zachce. W Polsce tez i nawet Tusk nie bedzie mogl sie temu sprzeciwic. Dla mnie to juz nie jest zagadka, dlaczego rzady panstw unijnych celowo dewastuja wlasne panstwa i spoleczenstwa, przyjmujac i naturalizujac kolorowych przestepcow wyznajacych agresywna i ekspansywna religie, majacych gdzies prawa panstw, ktore ich przyjely. 
   Chodza sluchy, ze Polska szykuje sie do zaminowania wschodniej granicy, moze wreszcie skoncza sie te nielegalne pielgrzymki z Bialorusi, jak jeden z drugim poleci w strzepach do allaha. No ale to kropla w morzu, zaminowac powinni cale Morze Srodziemne, bo stamtad przybywa ta zaraza i jesli myslicie, ze niedlugo sie skonczy, to chce Was wyprowadzic z naiwnosci bledu, tam na okazje przeprawy przez morze czeka kilkadziesiat milionow amatorow europejskich zasilkow. Biznes szmuglowania ludzie lodziami kwitnie, cale Morze Srodziemne zastawione jest "statkami ratunkowymi" finansowanymi przez sorosow, a "uchodzcy" maja w telefonach ich pozycje, wystarczy sie polaczyc i nazwac wlasny pozycje, przyplyna i odwioza bezposrednio do Europy.
   I trudno sie dziwic temu procesowi, skoro nawet politycy, w tym przypadku kanclerz Niemiec, ale wiem, ze inni zachodni politycy rowniez, sklada muzulmanom zyczenia wesolego ramadanu (w ich jezyku), pomijajac zupelnie poczatek wielkiego postu i srode popielcowa, ktora przypadala tego samego dnia. Przypominam, ze ten zalosny facet jest z partii CDU (Christlich Demokratische Union). Rzygac sie chce na taka podleglosc. I zeby byla jasnosc, nie jestem ani religijna, ani pobozna, ale skoro juz politycy mieszaja do polityki religie, to niech sprawiedliwie wspomna o kazdej, a nie o tej najgorszej, ktora ma na celu zniszczenie calego swiata zachodniego.


21 lutego 2026

Przerasta

    Dzwoni do mnie znajoma, czy bym jej nie pomogla. Ona z tych, co to dba o srodowisko, co z tego, ze troche wybiórczo, ale nie uzywa, a nawet nie ma samochodu, choc prawo jazdy ma, a na samochod spokojnie byloby ja stac. Ale nie, porusza sie na rowerze. A dlaczego dba wybiórczo? Ano kupila sobie takie cos do robienia kawy, w co wklada sie porcje kawy zaspawana w plastikowym naboju, to chyba nazywa sie Nespresso, no niewazne. W kazdym razie produkuje zwaly plastikowych smieci, za to nie emituje spalin. A ja mam z niej beke.
   Cos tam pozamawiala, co jej nie przypasowalo i trzeba bylo odeslac wszystko z powrotem, a bylo tego trzy spore pudla, lekkie wprawdzie, ale gabarytowo nie zmiesciloby sie w kupie na ten jej ekologiczny rower, wiec potrzebny byl moj nieekologiczny emiter spalin. Zaladowalysmy i pomknelysmy do najblizszego punktu DHL. Owa znajoma nie ma drukarki, zeby sobie wydrukowac formularz zwrotu i nakleic go na przesylke, ale ma smartfon i tam przygotowala sobie dla kazdej paczki ten kod QR, ktory mial zostac zeskanowany przez pracownika, a ze sklepowej maszynki powinien wyjsc papierek do przyklejenia na paczce. No WOW, technika majaca ulatwic ludziom zycie i oszczedzac papier w drukarkach. Tyle tylko, ze...
   Owa znajoma jest troche starsza ode mnie i zna sie na tej zaawansowanej technice smartfonowej mniej wiecej jak ja, czyli slabo. Zaczela szukac w telefonie tych kodow QR. Do tego nie wziela z domu okularow, wiec szukanie szlo jeszcze wolniej. Doszedl do tego czynnik stresujacy, bosmy staly w tym sklepie dokladnie blokujac dostep do lady, ten facet odbierajacy tez niespecjalnie kumaty, wiec napiecie roslo. Wciaz powtarzala, ze w domu przeciez miala te kody, a teraz nie moze ich odnalezc. Na mnie liczyc nie mogla, bo ja akurat mam drukarke i przyklejam na paczke do zwrotu ten wydrukowany formularz. Ta nowoczesnosc smartfonowa z lekka mnie przerasta, zaraz przypomnialy mi sie perturbacje w IKEA, kiedy to nie moglam znalezc w telefonie numerow tych bonow za punkty payback. A za nami rosla kolejka poirytowanych klientow, bo blokowalysmy kase bardzo dlugo. Teraz juz wiem, ze wystarczylo zrobic screen tego bonu, wlasciwie jego numeru i sprawa bylaby blyskawicznie zalatwiona.
   Stalysmy tam dobre pol godziny, ona probowala dostac sie w smartfonie do tego kodu QR, no nie dala rady. Spakowalysmy wiec wszystkie kartony, a ja jej obiecalam, ze wydrukuje jej te kartki do naklejania. Idziemy w strone wyjscia, a ja zaczynam udzielac jej pouczen z wlasnych doswiadczen:
   - Annekatrin, dobra rada na przyszlosc, zrobic sobie zrzut i miec go na podoredziu, bo ja kiedys w IKEA...
   - Jesusmaria! - przerwala mi gwaltownie - przeciez ja zrobilam screeny wszystkich trzech, ale nie wiem, czy on tym swoim czytnikiem da rade je zeskanowac. 
   - No jak nie da rady, to przeciez tylko rysunek, wiec czy to scan, czy kopia, musi pyknac skanowanie.
   Wrocilysmy z powrotem do sklepu, a facet na nasz widok o malo nie dostal apopleksji. Annekatrin podetknela mu pod nos zdjecia kodow, raz-raz wydrukowaly sie kody kreskowe, ktore facet przykleil na kartony, a my moglysmy wrocic do domu bez balastu. 
   No nie ma jak stare baby biora sie za korzystanie z zaawansowanej techniki. Ona nas naprawde przerasta.
   

19 lutego 2026

Stan przedzawalowy

    Nasza wieczorna rutyna wyglada tak, ze slubny, ktory w dzien nachodzi sie do wypeku, bo lubi spacerowac, najchetniej sam, choc Toye tez wyprowadza, a wiec slubny idzie do lozka wczesniej, ja ogladam jeszcze telewizje. Ale i ja jestem wieczorem mocno sponiewierana, wiec najczesciej juz przed 22.00 leze w lozku i czytam sobie do zasniecia. Kiedy siedzimy w salonie, Toya siedzi z kims z nas na sofie, bo jej poslanie zwykle zajmuje Krulova, taki maly czarny pypec na sporym psim poslaniu, ale nasz pitbull-killer-pies-morderca ani smie blizej podejsc, ze nie wspomne o probie przegnania intruza. Wystarczy, ze Miecka spojrzy, a kiedy to nie przyniosloby oczekiwanago respektu, prychnie glosno i wtedy klekajta narody, wszyscy sie bojo, my tez. Zreszta dla Toyki wazniejsza jest bliskosc kogos z nas, no i z kanapy lepiej widac swiat niz z psiego koszyka wcisnietego w kat.
   Kiedy slubny idzie sie polozyc, za jakis czas Toya podaza jego sladem i roznie sie kladzie, czasem od razu na mojej polowie, bo noce spedza u mnie, ale czasem wlazi pod koldre do slubnego. W sypialni nie tylko w ogole nie grzejemy, ale nawet w zimie spimy przy uchylonym oknie, oboje lubimy spanie w zimnie, wiec Toyka tez marznie. 
   Ktoregos wieczoru poszla jak zwykle za slubnym do sypialni, ale byla bardzo niespokojna, nie chciala sie polozyc, latala w te i wewte, zeskakiwala z lozka, wracala, nie wiadomo bylo, co sie z nia dzieje. Odgadlam, ze cos ja gniecie w pelnym tego slowa znaczeniu i chce wyjsc na dwor. Jeszcze dla pewnosci ja spytalam "chcesz siusiu, na spacerek", na co podleciala do drzwi. No ok, to idziemy. Bylam juz jednak w koszuli nocnej i niespecjalnie chcialo mi sie ubierac i z nia wychodzic na smyczy, wiec wpadlam na genialny pomysl, ze wypuszcze ja przez piwnice na tyly domu na trawnik, niech tam sie zalatwi, a ja postoje w drzwiach w szlafroku, nie bede musiala sie ubierac. I wszystko poszloby jak z platka, ale Toya poleciala mi dalej w ciemnosc i nie reagowala na wolanie. Rada nie rada, poczlapalam w tym szlafroku i kapciach za psem, wzdluz domu, ktory widze z okna kuchni, w strone glownej ulicy. Bylo juz wprawdzie pozno i ruch mniejszy, ale jednak wlosy stanely mi na sztorc ze strachu, ze wleci na jezdnie i zginie pod samochodem. Przy czym nie moglam zrozumiec, dlaczego nie reaguje na moje gwizdanie i przywolywanie, to do niej zupelnie niepodobne, zwykle jest posluszna. 


   Za zywoplotem i ceglanym barakiem, wzdluz budynku z balkonami, jest przejscie do glownej ulicy i tam mi Toya zniknela. Wybieglam na ulice, ale nigdzie jej nie widzialam, zreszta jakie czlowiek ma szanse z psem, szczegolnie czlowiek z kulawym kolanem, w szlafroku na koszuli nocnej i w klapkach domowych. Ale zamiast wrocic tam, skad wyszlam, przeszlam ulica po drugiej stronie budynku z balkonami, do wejscia glownego do naszej klatki schodowej i tam czekala na mnie Toya. Mialam ochote jednoczesnie ja usciskac i zamordowac. Idac do domu, juz planowalam, ze oboje ubierzemy sie i bedziemy po nocy szukac psa na gigancie. Naprawde nie wiem, co jej do glowy wpadlo robic takie kolo, zeby wrocic do domu glownym wejsciem i dlaczego w ogole nie reagowala na moje przywolywania. Mam nauczke na przyszlosc, ze jesli Toya bedzie chciala wyjsc jeszcze na krotko wieczorem czy w nocy, to trzeba zalozyc jej obroze i trzymac na smyczy, bo drugi raz takiego stresu moje chore serduszko nie wytrzyma.


Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...