Translate

19 lutego 2026

Stan przedzawalowy

    Nasza wieczorna rutyna wyglada tak, ze slubny, ktory w dzien nachodzi sie do wypeku, bo lubi spacerowac, najchetniej sam, choc Toye tez wyprowadza, a wiec slubny idzie do lozka wczesniej, ja ogladam jeszcze telewizje. Ale i ja jestem wieczorem mocno sponiewierana, wiec najczesciej juz przed 22.00 leze w lozku i czytam sobie do zasniecia. Kiedy siedzimy w salonie, Toya siedzi z kims z nas na sofie, bo jej poslanie zwykle zajmuje Krulova, taki maly czarny pypec na sporym psim poslaniu, ale nasz pitbull-killer-pies-morderca ani smie blizej podejsc, ze nie wspomne o probie przegnania intruza. Wystarczy, ze Miecka spojrzy, a kiedy to nie przyniosloby oczekiwanago respektu, prychnie glosno i wtedy klekajta narody, wszyscy sie bojo, my tez. Zreszta dla Toyki wazniejsza jest bliskosc kogos z nas, no i z kanapy lepiej widac swiat niz z psiego koszyka wcisnietego w kat.
   Kiedy slubny idzie sie polozyc, za jakis czas Toya podaza jego sladem i roznie sie kladzie, czasem od razu na mojej polowie, bo noce spedza u mnie, ale czasem wlazi pod koldre do slubnego. W sypialni nie tylko w ogole nie grzejemy, ale nawet w zimie spimy przy uchylonym oknie, oboje lubimy spanie w zimnie, wiec Toyka tez marznie. 
   Ktoregos wieczoru poszla jak zwykle za slubnym do sypialni, ale byla bardzo niespokojna, nie chciala sie polozyc, latala w te i wewte, zeskakiwala z lozka, wracala, nie wiadomo bylo, co sie z nia dzieje. Odgadlam, ze cos ja gniecie w pelnym tego slowa znaczeniu i chce wyjsc na dwor. Jeszcze dla pewnosci ja spytalam "chcesz siusiu, na spacerek", na co podleciala do drzwi. No ok, to idziemy. Bylam juz jednak w koszuli nocnej i niespecjalnie chcialo mi sie ubierac i z nia wychodzic na smyczy, wiec wpadlam na genialny pomysl, ze wypuszcze ja przez piwnice na tyly domu na trawnik, niech tam sie zalatwi, a ja postoje w drzwiach w szlafroku, nie bede musiala sie ubierac. I wszystko poszloby jak z platka, ale Toya poleciala mi dalej w ciemnosc i nie reagowala na wolanie. Rada nie rada, poczlapalam w tym szlafroku i kapciach za psem, wzdluz domu, ktory widze z okna kuchni, w strone glownej ulicy. Bylo juz wprawdzie pozno i ruch mniejszy, ale jednak wlosy stanely mi na sztorc ze strachu, ze wleci na jezdnie i zginie pod samochodem. Przy czym nie moglam zrozumiec, dlaczego nie reaguje na moje gwizdanie i przywolywanie, to do niej zupelnie niepodobne, zwykle jest posluszna. 


   Za zywoplotem i ceglanym barakiem, wzdluz budynku z balkonami, jest przejscie do glownej ulicy i tam mi Toya zniknela. Wybieglam na ulice, ale nigdzie jej nie widzialam, zreszta jakie czlowiek ma szanse z psem, szczegolnie czlowiek z kulawym kolanem, w szlafroku na koszuli nocnej i w klapkach domowych. Ale zamiast wrocic tam, skad wyszlam, przeszlam ulica po drugiej stronie budynku z balkonami, do wejscia glownego do naszej klatki schodowej i tam czekala na mnie Toya. Mialam ochote jednoczesnie ja usciskac i zamordowac. Idac do domu, juz planowalam, ze oboje ubierzemy sie i bedziemy po nocy szukac psa na gigancie. Naprawde nie wiem, co jej do glowy wpadlo robic takie kolo, zeby wrocic do domu glownym wejsciem i dlaczego w ogole nie reagowala na moje przywolywania. Mam nauczke na przyszlosc, ze jesli Toya bedzie chciala wyjsc jeszcze na krotko wieczorem czy w nocy, to trzeba zalozyc jej obroze i trzymac na smyczy, bo drugi raz takiego stresu moje chore serduszko nie wytrzyma.


17 lutego 2026

Dodatkowe

    Jakbym miala ich za malo. Obowiazkow. To doszly mi dodatkowe, ktore jeszcze do niedawna dawal rade wykonywac slubny. Latwe przeciez byly, nie trzeba bylo miec studiow, zeby zmieniac zwirek w kocich kuwetach. Kto ma koty, ten wie, ze nawet niewielka zmiana w codziennej rutynie, moze prowadzic do innych zachowan, ktore sa wyrazem buntu przeciw owej zmianie. Tak wlasnie bylo po ktorejs wymianie zwirku, Bulka zaczela nagle sadzic dwojke na podloge w lazience. Kocia dwojka jest na ogol twarda i latwo ja zebrac, ale... no wlasnie. Wszyscy troje bywamy w nocy w toalecie i nikt wtedy nie zapala swiatla, zeby nie przeszkadzac i nie budzic innych, wszystko odbywa sie cichcem po ciemku. Mam mowic dalej? Nie wiem, kto to byl, ale kocia dwojka zostala rozdeptana, wdeptana w dywanik. Raz mozecie zgadywac, komu przypadla robota usuwania szkod. A poniewaz zalatwianie sie na podlodze trwalo, wlaczylam tryb detektywistyczny, bo stalo sie to nagle i natychmiast po wymianie zwirku przez slubnego. Uzywamy mieszanki zwirku tzw. higienicznego posypanego po wierzchu silikatem. Tego ostatniego nie bylo! Za to zwirku higienicznego po brzegi, choc stale zwracalam mu uwage, ze kiedy jest go za duzo, koty wygrzebuja go na pol mieszkania. Ale jemu mozna mowic, i tak wie lepiej i za kazdym razem kuwety sa pelne zwirku po brzegi, zamiast miec tylko zakryte dno. Abstrahujac od wykopywania zwirku na podloge, to nie jest to najtanszy produkt, wiec kiedy bierze sie go za kazdym razem dwa razy tyle, niz sie powinno brac, to predko znika, a wraz z nim pieniadze z portfela. No i teraz bede ja musiala przejac jego obowiazki kuwetowe, bo uwagi nie docieraja, zapomina o nich natychmiast i zuzywa tony drogiego zwirku. Po mojej wymianie kot natychmiast powrocil z kupami do kociej toalety. Takie to delikatne i wybredne.
   Jest zima, a wiec na zewnatrz bloto, snieg albo deszcz, ale tak trudno schylic sie i wytrzec lapy psu po powrocie ze spaceru, a pies, jak to pies, od razu robi skok na kanape okryta jasna narzuta, przeciez sluzba wypierze. Jemu nie chce sie nawet butow zdjac, "bo za chwile wychodzi", a ta chwila czasem trwa. Sluzba umyje podloge. Kupil sobie jakas obrzydliwa kielbase, nie smakowala mu, wiec usilowal dawac ja psu, pelna byla soli, saletry i innego konserwanckiego gowna. Oczywiscie zabronilam, ale nastepnego dnia, kiedy myslal, ze nie widze, probowal znow ten szajs podtykac zwierzetom. Ale kiedy zachoruja, to sluzba zawiezie do weta i bedzie podawala lekarstwa. I tak ze wszystkim, nie mam juz sily na te zlosliwosci. Nie tylko prawie juz w niczym nie pomaga, to zupelnie nie szanuje mojej pracy.
   Ostatnio slubny wymyslil, ze okradlam go ze zlotych pierscionkow, ktore mial, a teraz nie ma. No nie mial, nie wiem, skad sobie te pierscionki wynalazl, nigdy ich nie bylo, ale nazywa sie, ze ja go okradlam. Jestem juz teraz bardzo zmeczona tymi ekscesami, a przeciez to dopiero poczatek, wszystko jeszcze przede mna. Ale przynajmniej mam pelna kontrole nad kontem, juz nie ciagnie z niego co chwile, jego karte dobrze schowalam, zreszta i tak zapomnial pinu. 
   Jeszcze daje rade wychodzic z psem, ale nie wiem, jak dlugo to potrwa, bo ja ograniczam chodzenie do minimum, jako ze kolano puchnie mi jak banka, kiedy chodze za duzo. No i z tym sapaniem tez niespecjalnie dobrze wyglada. Ale kolejny lekarz, tym razem pulmonolog, stwierdzil, ze nic mi nie dolega. No i fajnie, jestem zdrowa jak ryba, a to ze mam problemy z oddychaniem, to z pewnoscia moj wymysl i hipochondria. Ament.
   Co drugi dzien musze dosypywac moim zaprzyjaznionym grubelkom, bo to one glownie przylatuja do stolówki, sikory gdzies przepadly, mieszanki ziarnowe okraszone suszonymi robalami, ktore to kupuje im za ciezkie pieniadze, no ale co bede temu fruwajacemu bydelku zalowac. W walentynki zatem znow poszlam im dosypac do karmnika, kiedy nagle patrzam, a tu wiosna!



   Przebisniegi pokazaly sie z dwutygodniowym opoznieniem. Codziennie bowiem przegladam sobie przypominajki na fejsbuku i tam juz w niektorych latach te kwiatki pokazywaly sie w polowie stycznia, jesli zima byla lagodna. Ranniczki wychylily sie w tym roku troche wczesniej.
   I to jest pocieszajace w tym calym moim zasranym zyciu podczas przedluzajacej sie mroznej zimy. 

EDYTKA: w poniedzialek o 4.00 zbudzily mnie odglosy usuwania sniegu na parkingu spoldzielni mieszkaniowej. Juz wiedzialam, ze tydzien zaczal mi sie arcy xujowo, nie tylko sie nie wyspalam, ale piekna niedzielna pogode i wiosne ogolnie trafil szlag. Sama sobie sarkastycznie nawtykalam: a taka byla piekna, amerykanska... Byla i sie zmyla. Wyszlam wczesniej, zeby odgruzowac te ok. 20 cm sniegu z auta (bez rekawiczek, wiec palce mi prawie odpadly) i potem wolno pojechac, bo ulice byly nie ruszone. Ino na fb widzialam komunikaty komunikacji miejskiej, ze linie na gorkach nie beda obslugiwane. I tak milo z ich strony, ze informuja. Wszyscy na szczescie jechali powoli, bylo tak slisko, ze strach, wiec nikt sie mnie nie czepial, ze jade za wolno. 




15 lutego 2026

Post zimowy

  

 
   Tegoroczna zima bezlitosnie obnazyla totalna niemoc panstwa wobec pogodowych przeciwnosci. Niestety tzw. unia, napedzana przez niedouczonych idiotow wyznajacych klimatyczny fanatyzm, wyszykowala przez ostatnie lata, kiedy to zimy byly lagodne, takie nakazy i zakazy, ze podczas obecnej porzadnej zimy panstwo nie bylo w stanie zapewnic spoleczenstwu godnych warunkow przetrwania.
   Poczawszy od miejskiej komunikacji, szczegolnie w miejscach pagorkowatych, jak moje miasto. Nie wiem, czy tabor przestal zmieniac opony na zimowe, w kazdym razie juz niewiele sniegu powoduje, ze niektore linie przestaja byc obslugiwane. A nie wszyscy tam mieszkajacy maja wlasne pojazdy. Kiedys tego nie bylo. Poza tym te elektryczne autobusy podczas mrozow wyladowuja sie w takim tempie, ze kierowcy nie nadazaja z ich doladowywaniem. W Hamburgu doszlo do tego, ze powrocono do diesli, ktore na szczescie nie zostaly zezlomowane i staly sobie ponad dwa lata w zajezdni. Zapalily od razu i wozily pasazerow bezusterkowo.
   Pompy ciepla, w nowych budynkach obowiazkowe, zrace prad jak glodny krokodyl. Nie kazdy dumny posiadacz wie, ze w razie braku pradu, trzeba wypompowac z nich wode. Podczas niedawnej awarii pradu w Berlinie, gdzie na skutek aktu sabotazu ekstremalnie lewicowej organizacji 50 tysiecy gospodarstw domowych bylo pozbawione pradu przez ok. tydzien, wiele pomp uleglo uszkodzeniu i albo trzeba je wymieniac na nowe, albo placic niemalo za reperacje. Obfite opady sniegu pozatykaly pompy, ktore zamontowane zostaly na zewnatrz, a reperacje sa dosc kosztowne.
   Samochody elektryczne tez niespecjalnie sobie radzily podczas tych ekstremalnych mrozow, panele fotowoltaiczne zastrajkowaly zasypane sniegiem, nie wspomne juz o zbyt malych zapasach gazu, w tej kwestii panstwo dalo ciala na calej linii. Niemcy mialy wiele elektrowni atomowych, czyli tak propagowana przez klimatycznych debili czysta energie, ale nie, dla nich tylko wiatraczki i farmy paneli i w koncu zostali z reka w nocniku, bo te cuda odnawialne nie pokrywaly zapotrzebowania na energie. Zaczeli kupowac energie z elektrowni atomowych za granica, bo niemieckie wygaszone, ale nadajace sie do ponownego uruchomienia w razie potrzeby elektrownie atomowe ci skretyniali obroncy srodowiska kazali zrownac z ziemia. Teraz kupuja te sama energie, ale wielokrotnie drozsza. Podobnie z gazem, ostatnio Rosja jest fuj, wiec nie wolno od niej brac taniej gazu, tam gaz kupuja Chiny, skraplaja go, laduja na tankowce, takie wielkie, ze nie przecisna sie przez Kanal Sueski, wiec popylaja dokola Afryki i w Hamburgu sprzedaja Niemcom rosyjski gaz w cenie wielokrotnie wyzszej. Te genialne dzialania majace na celu pozorna ochrone srodowiska, spowodowaly taki skok cen energii, ze firmy, zaklady, fabryki bankrutuja masowo, bo ich nie stac na tak drogi prad. Moim zdaniem sprawcy tej sytuacji powinni stanac przed trybunalem za zdrade stanu.
   Wystarczylo kilka dni porzadnej normalnej zimy, takiej jak to kiedys bywala co roku, zeby dosadnie pokazac glupote i bezsens polityki zielonych, ich fanatyzm generuje niewyobrazalne koszty, zarowno dla gospodarki, jak i prywatnych odbiorcow energii elektrycznej i cieplnej. 
   A w Polsce, jak slyszalam, jest jeszcze gorzej, ludzie zamarzaja w mieszkaniach, no ale najwazniejsze sa dostawy generatorow pradu i miliardow na Ukraine, skoro unia tak zadecydowala.

13 lutego 2026

Najtrudniejsza chyba milosc

    Tak calkiem przy okazji i nie na temat, ale data taka, ze mi sie przypomnialo, moj ojciec skonczylby dzisiaj 94 lata, gdyby 10 lat temu nie pokonal go w niecale pol roku nowotwor pluc. Ta milosc tez byla trudna i do dzisiaj nie mam pewnosci, czy bylam rzeczywiscie kochana, czy w ogole...
   A zalosnym nastepstwem tego braku milosci w dziecinstwie jest dzisiaj niemoznosc wydukania do swojego odbicia w lustrze KOCHAM CIE. To dla mnie niewykonalne!
   Od dluzszego czasu w telewizji leci kampania, ktora zapoczatkowal Rossmann, siec drogerii, bo na dzisiaj przypada Miedzynarodowy Dzien Kochania Siebie, jutro zas bedziemy kochac wszystkich innych, caly swiat, zapominajac o sobie. Sa przeciez Walentynki! W tejze kampanii zaproszono do studia przypadkowych ludzi, postawiono przed lustrami i poproszono o wyznanie sobie milosci. Reakcje byly rozne, wymuszone usmieszki, zazenowanie, bo to w koncu dosc dziwne tak mowic o milosci do siebie, to bardzo trudne, a to "kocham cie" nie chce przejsc przez gardlo. Dlaczego tak trudno powiedziec "kocham cie" patrzac sobie w oczy w lustrze? Czlowiek ma gdzies z tylu glowy urzadzenie do wyszukiwania w sobie wad, moze pisac z tego doktoraty. Mnie uczono, ze chwalenie samej siebie to prosta droga do zarozumialosci, przy czym rodzice tez nigdy mnie nie chwalili. W lustrze duzo latwiej dostrzec to, co nadawaloby sie do poprawki, niz to, co jest piekne czy wartosciowe. To odrzucenie w dziecinstwie, wieczna krytyka, wymagania przekraczajace mozliwosci - wszystko to wyrylo w mozgu, ze bliskosc, nawet do siebie, to niebezpieczenstwo. Patrzac na siebie, mam wrazenie, ze "nie zasluzylam" na milosc, powinnam najpierw schudnac, byc milsza, cos osiagnac, bardziej sie poswiecic, mniej narzekac...
   Wiekszosc z nas traktuje siebie jak wymagajacego szefa, a nie jak osobe, ktora naprawde kochamy, jestesmy dla siebie zbyt surowi, zbyt niewyrozumiali, bezduszni i bezkompromisowi. A dzien milosci do siebie nie ma byc alternatywa dla Walentynek, ale logicznym do nich wstepem. Podobno na nauke nigdy nie jest za pozno i podobno milosci do siebie mozna sie nauczyc poprzez pozytywne o sobie myslenie, zauwazanie dobrych cech czy ladnych czesci ciala, sprawianie sobie drobnych przyjemnosci, objecie sie rekami. Bo podobno milosci do innych czlowiek uczy sie zaczynajac od siebie.
   Kampania Rossmanna niczego nie narzuca, do niczego nie zmusza, tylko w delikatny sposob zacheca do zwolnienia, zatrzymania sie, spojrzenia sobie gleboko w oczy i wypowiedzenia slow, ktore sa niemalym wyzwaniem.


   Zatem powiedzcie sobie dzisiaj, ze sie kochacie, ja poczekam z tym do jutra, zeby Wam powiedziec, jak bardzo Was kocham, bo siebie jakos pokochac nie umiem. Nie chcecie wiedziec, jakie slowa mam ochote wypowiadac na swoj widok w lustrze.
   Dla Was na jutro:




11 lutego 2026

Stara lokomotywownia

    Kiedy zamieszkalismy w Getyndze, ten zbudowany jeszcze w XIX wieku i rozbudowany podczas pierwszej wojny swiatowej budynek bylej lokomotywowni niszczal sobie radosnie i sluzyl bezdomnym za mieszkanie. Niedlugo potem ruszyly plany zagospodarowania tego zabytku. W jednej jego czesci powstaly kina multiplexowe, druga sluzyla okolicznosciowym targom, wystepom estradowym, bywaly zimy, kiedy organizowane bylo tam sztuczne lodowisko, ale tej zimy go nie ma, wiec nie wiem, czy calkiem ten pomysl zarzucili, czy tylko teraz i jaki byl powod. Zeby Wam przyblizyc, jak to mniej wiecej wyglada, ponizej wklejam zdjecia z internetu, mozna je powiekszyc kliknieciem.



   Wewnatrz mozna poustawiac krzesla jak w teatrze albo dokola sceny znajdujacej sie na srodku jak w cyrku, mozna tez organizowac targi, a wiec budowac stoiska, lodowiska albo co sie tylko zamarzy. Srednia corka oglosila, ze w sobote Hexa bedzie wystepowac i tancowac razem ze swoimi kumpelami ze szkoly tanca. A wszystko to z okazji targow LOKOLINO (niestety tylko po niemiecku, ale jest zdjecie wnetrza hali zaadaptowanej na te targi), juz po raz 12 w Lokhalle. Normalnie nigdy bym tam nie polazla, ale nie wypadalo, wiec najmlodsza po mnie wpadla i razem z chocholami pomknelysmy na targi wszystkiego dla dzieci, poczawszy od ciazy, poprzez wczesniaki, niemowlaki, przedszkolaki i uczniow. A przy okazji w jednej czesci sali byly rozne atrakcje jak przejazdzka pociagiem, tor wyscigowy dla takich autek, na ktorych siedzi sie okrakiem i odpycha dolnymi konczynami, napompowane cos do skakania, cos do wspinania, mrugajaca swiatlami karetka pogotowia (Junior oszalal z radosci), scena z wystepami i wiele innych. 
   Juz na samym wstepie rozdawane byly dzieciom opaski na raczke, na ktorych mamy wpisywaly numer swojej komorki - genialny pomysl na zgubione w tym tumulcie maluchy, a z drugiej strony w panujacym halasie ja nie tylko nie moglam rozmawiac przez telefon, ale nawet nie slyszalam, kiedy dzwonil. Wpuszczali panowie z jakiejs firmy, w garniturach i pod krawatem, sprawdzali zawartosc wnoszonych toreb i plecakow. Mojej malej torebeczki nie sprawdzili, a przeciez spokojnie zmiescilabym w niej kilka nozy, szczegolnie tych skladanych.
   Wszedzie dokola rozdawali balony i jakies reklamowe gadzeciki, co dzieci wprawialo w zachwyt, corka miala pelny plecak tych skarbow.

Zoska z opaska z numerem telefonu

Junior tez ma opaske, tu cwiczy rownowage

Hexa pod sufitem, zero leku wysokosci

Gapcio cwiczy golfa

Junior daje na tamtamie

Zoska wygrywa w kole fortuny

   Oczywiscie wszedzie kusily jakies gofry, frytki, lody, wiec bapcia ino sie za portfel trzymala. Wystepy roznych grup ze szkoly tanca to glownie hiphop, ale byl i break dance, na filmiku jego fragmenty, a potem wystep Hexy, jest we frontowej trojce w srodku. Ciekawostka byl "wystep" mam z niemowlakami, bo i to oferuje szkola tanca, maluchy zdawaly sie byc zachwycone.



   I to by bylo na tyle. Wymeczona bylam ta koncentracja uwagi, zeby nie pogubic maluchow, halasem i tlumami oraz cenami, wszystko tak drogie, ze strach. Glupi raniec szkolny do pierwszej klasy kosztowal tam 300 euro, a gdzie zawartosc, pewnie do kupy byloby z 500. Ciekawostka bylo stoisko dla wczesniakow, wszystkie ubranka, smoczki i pampersiki jak w normalnej wyprawce, ale mniejsze niz dla lalki. Trudno uwierzyc, ze noworodki moga byc az tak malenkie. Rowniez ubezpieczalnie oferowaly programy zabezpieczen dziecka na dorosle zycie, fotografowie na miejscu proponowali sesje, bylo mnostwo roznorakiego rekodziela, wszedzie rozsiane miejsca do zabaw dla dzieci calkiem malych i troche wiekszych, wszystko dzwonilo, mrugalo i wabilo "do mnie, wez mnie, skorzystaj!". Zabawy i loterie byly gratis, jedzenie przesadnie drogie, wstep do wytrzymania, ale parking 12,50 za te trzy godziny, kiedy nas nie bylo. Zlodziejstwo w bialy dzien na prostej drodze! Ale warto bylo, dzieciaki zadowolone, nikt sie nie zgubil, Junior polewa od lodow zafarbowal sobie otwor gebowy i jezor, a potem wszystkich straszyl. Na koniec wszystkie lataly z pomalowanymi buziami, bo i taka usluga tam byla.

09 lutego 2026

Tapeta jednak zaszkodzila

    Wszystkie przekaziory zyja ostatnio upublicznieniem maili, fotek i filmow towarzysza Epsteina, ktore wywolalo lekkie trzesienie ziemi na swiecie, szczegolnie w kregach ludzi bardzo bogatych, siedzacych na szczytach wladzy, politykow, biznesmenow, arystokracji, royalsów i im podobnych. Teorii spiskowych krazy wiele po internecie, jak rowniez sporych sum miedzy bankami, ktore to sumy budza nadzieje, ze jakies nazwisko nie wyplynie albo osoby pokrzywdzone zastanowia sie, czy zeznawac. Kupilam sobie zapas popcornu i przygladam sie calej tej sytuacji. Pogadalam sobie przy okazji ze sztuczna inteligencja, pytalam m.in. jak wiarygodne sa te wszystkie dowody, ktore nagle wyplynely, choc przeciez Epstein juz dawno zostal oskarzony i pewnie z tego wstydu wzial i popelnil samobojstwo w 2019 roku.
   Pogadalismy o tych straszliwych teoriach spiskowych, ktorych coraz wiecej w sieci, o mozliwosciach technicznych sfabrykowania jakichs sensacyjnych zdjec lub dokumentow, ktore moglyby pograzyc kogos nielubianego, o swiadkach i ofiarach, o pieniadzach za milczenie.
   Doszlismy wspolnie do pewnych wnioskow, ze na pewno Epstein i jego wspolpracownicy dopuszczali sie wykorzystywania seksualnego nieletnich, na co istnieja twarde dowody w postaci zeznan ofiar pod przysiega, dokumentow sadowych, umów pozasadowych i wyrokow. Te przestepstwa mialy miejsce m.in. w jego prywatnych posiadlosciach, w tym na wyspie Little St. James. To fakty, ktorych nikt nie kwestionuje. Natomiast akty kanibalizmu, rytualne mordy czy masowe zabijanie dzieci w ramach kultu nie sa w zaden sposob udowodnione, nie ma sladow, nie ma cial, nie ma swiadkow. Tyle, ze brak dowodow na kanibalizm nie oznacza, ze ciezar przestepstw krzywdzacych dzieci byl mniejszy. Ale nie trzeba go doprawiac makabrycznymi szczegolami, na ktore nie ma zadnych dowodów. 
   To wszystko ma dwie strony i dwie prawdy. Jest mozliwosc, ze "ofiary" chca jedynie wyrwac kase od pewnych bogatych panow, wiec opowiadaja niestworzone historie, ktore wszakze sa gotowe wycofac, kiedy ich konto znacznie przytyje. Z drugiej strony mamy tak zblazowanych swoim bogactwem ludzi, ktorzy moga kupic sobie, co tylko im sie zamarzy, wiec z nudow chca poznac cos zakazanego, niedostepnego dla tych, ktorzy dla nich pracuja. Sa wiec w stanie kupic sobie np. noworodka i go zjesc, bo im sie wolowina sprzykrzyla. Nie wolno tez zapominac, ze polityczne rozgrywki uzywaja kazdej broni, zeby dowalic przeciwnikowi.
   Bylabym wiec ostrozna z rzucaniem oskarzen na kogokolwiek, jesli podejrzenia nie sa w stu procentach udowodnione. Oraz oczywiscie swietnie rozumiem wode na mlyn przeciwnikow Trumpa, bo taka gratka z uwiklaniem w wykorzystywanie dzieci trafia sie naprawde rzadko. Dopoki wiec nie ma prawomocnego wyroku, wszyscy, ktorych nazwiska znalazly sie w tych dokumentach lub ktorzy widnieja na zdjeciach z Epsteinem, sa niewinni, poki niezawisly sad im tej winy nie udowodni. Zwlaszcza, ze sama znajomosc, udzial w przyjeciach czy nawet wspolne zdjecia jeszcze o niczym nie swiadcza. Zdjec jest w internecie cala masa, nawet taki laik jak ja jest w stanie poprosic Groka, zeby zwizualizowal np. wyglad pokoju z innym kolorem scian, wiec jestem pewna, ze specjaliscie nie zajmie duzo czasu stworzenie zdjecia pana X z 10-letnia dziewczynka na kolanach i z lubiezna mina na dodatek, zeby bardziej przekonac widza. Wszyscy lowcy fejkow ostrzegaja na kazdej platformie, zeby nie sugerowac sie zdjeciami masowo zamieszczanymi w sieci, bo wiekszosc z nich, jesli nie wszystkie, sa wykreowane przez AI. Zapraszani byli rozni ludzie, demokraci i lewicowi aktywisci, ludzie, ktorych niewinnosc nie podlega dyskusji.
   A skad taki tytul?  Ano wsrod znajomych czy gosci Epsteina znalazla sie norweska ksiezna Mette-Marit, ktora w jakims mailu pytala go o zdanie, czy tapeta z nagimi kobietami jest odpowiednia dla jej wtedy 15-letniego syna Mariusa. Okazalo sie, ze raczej niespecjalnie, bo dziecie owe, dzisiaj juz 29-letnie wlasnie staje przed sadem, oskarzone o 38 przestepstw, w tym przemoc seksualna, nekanie i narkotyki. Coz, nawet wiec z pozoru komus tak niewinnemu jak ksiezna, znajomosc z Epsteinem tez mocno zaszkodzila, nie tylko jesli chodzi o tapety dla syna, ale ostatnie sondaze pokazuja, ze Norwegowie nie chca krolowej z takimi znajomosciami.
   A na sam koniec, trafil swoj na swego.


Patron pedofilow blogoslawi Epsteina i Maxwell.
   Ogolnie robi mi sie slabo na sama mysl o tym, do czego moga byc zdolni ludzie majacy juz wszystko i szukajacy w swoim zblazowanym zyciu nowych bodzcow, a co gorsze, zyjacy w blogim przekonaniu, ze wolno im wiecej, bo sa w stanie kupic sobie bezkarnosc.

   Juz po napisaniu tego posta znalazlam na niemieckiej stronie fb o nazwie Mimikama, zajmujacej sie glownie weryfikowaniem roznych fejkow, dezinformacji, oszustw w internecie i ogolnie ochrona uzytkownikow. Na tejze stronie przeczytalam artykul studzacy goraczke i pogon za sensacja. Przytocze te wypowiedz w calosci, oczywiscie przetlumaczona przez guglowego tlumacza na jezyk polski.

   Jak dokumenty Epsteina wywierają presję czasu na dziennikarstwo i zmieniają sposób, w jaki przetwarzamy informacje
Albo: Jak nagle każdy stał się śledczym
Od grudnia miliony dokumentów Epsteina są publicznie dostępne. Dla każdego. Dostępne bezpłatnie, bez sortowania, częściowo ocenzurowane, często bez kontekstu.
I od tego czasu nagle wiele osób zostało dziennikarzami śledczymi.
Wpisujesz nazwisko, znajdujesz wzmiankę, robisz zrzut ekranu i publikujesz go z pytaniem: „Dlaczego nikt o tym nie mówi?”. I masz – „objawienie”.
Tak to teraz działa.
Jednak akta śledcze to nie gotowy raport ze skandalu. To materiał roboczy. Zawierają prawdę obok fałszu, zweryfikowane obok niepotwierdzonych, pogłoski obok spekulacji. Bez kontekstu poszczególne ustalenia często mówią wprost: nic.
Mimo to trwa wyścig.
Kto jest szybszy?
Kto pierwszy znajdzie celebrytę?
Kto ma większy zasięg?
I tak, nawet główne media biorą w tym udział.
„XY pojawia się w aktach Epsteina”.
Co to znaczy? Często: prawie nic. Zdawkowa wzmianka, cytat, wypowiedź kogoś innego. Nic więcej.
A potem obowiązkowe zastrzeżenie: „To nie jest dowód”.
Formalnie poprawne. Praktycznie nieistotne. Podejrzenie pozostaje.
My w Mimikama doświadczamy tego codziennie. Zrzuty ekranu, fragmenty, pliki PDF, zawsze z oczekiwaniem: „Potwierdzcie to”.
Jeśli powiemy, że dokument nie potwierdza tego twierdzenia, usłyszymy: Bagatelizujesz to. Jeśli nic nie opublikujemy, usłyszymy: Ukrywasz to. Och!
Dokument NIE jest dowodem.
Wzmianka NIE jest powiązaniem.
Akt NIE jest werdyktem.
Zwłaszcza w przypadku prawdziwych ofiar to rozróżnienie jest kluczowe. Im więcej bezpodstawnych oskarżeń krąży, tym łatwiej później zbagatelizować prawdziwe oskarżenia jako „tylko plotki”. To nikomu nie pomaga. Z wyjątkiem tych, którzy nigdy nie chcą się mylić.
Oczywiście, system jest częścią problemu. Presja klikania, konkurencja, logika platformy. Szybkość bierze górę nad dokładnością. Ale odpowiedzialność nie znika.
Dziennikarstwo nie polega na KOPIOWANIU surowych danych. Dziennikarstwo polega na WERYFIKACJI, KATEGORYZACJI i OCENIE.
Dlatego NIE ZMIENIMY każdego zrzutu ekranu w historię, każdego nazwiska w nagłówek, ani każdego pliku w sensację.
Nie dlatego, że coś chronimy.
Ale dlatego, że oświecenie wymaga czegoś więcej niż Ctrl+F.
Tom

Czyli mniej wiecej to samo, co ja napisalam powyzej. Sledztwa, rozprawy sadowe beda sie ciagnely latami, uplynie duzo czasu, zanim zapadna wyroki, od ktorych bedzie mozna skladac apelacje. Jak mozna juz teraz z cala stanowczoscia pisac o winie tego czy tamtego czlowieka? Podobne stwierdzenia moga byc przyczynkiem do oskarzenia o oszczerstwo i pozwu sadowego.

07 lutego 2026

Czy ja przynosze pecha?

   Nie moge dojsc do siebie po naglej i bardzo niespodziewanej smierci Ewy Krahl, ktora choc nieznana mi osobiscie, miala szczegolne miejsce w moim zyciu wirtualnym, byla ze mna codziennie, miala podobne spojrzenie na wiele zagadnien. Teraz, kiedy co rano ogladam sobie fejsbukowe przypominajki, widze jej komentarze pod kazdym moim wpisem i szarpie mna taka zalosc, ze trudno sobie wyobrazic. Jak to jest, ze calkiem obca osoba, ktora nawet nie wiem, jak wygladala i ktorej prawdziwe nazwisko poznalam na krotko przed jej smiercia, mogla pozostawic po sobie taka pustke? Juz nigdy nie zostawi swojej kuria mac jako komentarza, nie zaspiewa stolarz, niech zyje nam, nic juz nigdy nie skomentuje. Nie pojedzie rowerem nad jezioro poplywac, co kazdego lata bylo jej ulubiona czynnoscia. 
   A ja przejrzalam liste swoich znajomych na fb i ze zgroza stwierdzilam, ze tak wielu z nich opuscilo juz ten padól i to mimo, ze wcale nie byli w wieku, kiedy sie umiera, niektorzy byli mlodsi ode mnie i wielu z nich zmarlo calkiem nagle i nieoczekiwanie, jak Ewa. I tez stanowczo za wczesnie.
   Jurek Older, lodzianin z urodzenia, z wyboru nad morzem. Poznalismy sie na forum tygodnika NIE, on tez zawsze fajnie komentowal, szczegolnie w czasie, kiedy wklejalam te oldtimery, najczesciej krzyczal BIERE! Tez lubil stare samochody z dusza, a poza tym myslal podobnie. Nie ulozylo mu sie zycie, pewnie troche z jego wlasnej winy, ale byl ogolnie dobrym czlowiekiem. 
   Lucjan (niewazne nazwisko), ciezko chory na serce, znacznie mlodszy ode mnie, duzo prywatnie pisalismy, kiedy bylam w szpitalu. Jego smierc bardzo zabolala, choc mozna bylo sie jej spodziewac, bo ostatnie tygodnie czy nawet miesiace spedzil w szpitalu. Jego konto zlikwidowala corka, szkoda. 
   Stas Kozlowski, ozeniony z Rosjanka i tamze zyjacy od dziesiecioleci, zawsze stojacy po stronie Putina, przez co stracil wielu znajomych na fb po wybuchu tej wojny. On tez zawsze tak pozytywnie reagowal na moje wpisy, moze dlatego, ze ja nie dalam poniesc sie fali antyputinizmu, co nie znaczy, ze pochwalam te wojne, ale po czesci rozumiem, dlaczego wybuchla, choc nie usprawiedliwiam.  
   Lubek Lubomir, jeszcze dzieciak, nie dozyl 40-tki, pracowalismy razem. Zabil sie wlasna reka, pijac w nadmiarze napoje energetyczne, serce odmowilo ktoregos dnia wspolpracy. Przeciez ten szajs zawiera ogromne ilosci kofeiny, to jakby czlowiek wypijal kilkadziesiat mocnych kaw dziennie. Szkoda chlopaka, byl dobrym czlowiekiem i bardzo go lubilam.
   Ania Bezowa, za wczesnie i niepotrzebnie, nie dbala o siebie. Tez mi byla bliska, uczestniczyla w moim zyciu zarowno na fejsbuku, jak i na blogu. Tez mnie cisnie za gardlo, kiedy o niej pomysle. Ukladala takie fajne wierszyki, zwolujac dziewczyny z naszej fejsbukowej grupy. 
   Ewa G-D, ona tez byla mi bliska, zarowno na blogu, jak i na fb. Obiecywalysmy sobie, ze kiedy w koncu wybiore sie do Krakowa, ona bedzie moim bedekerem. No coz, nie bedzie, a ja pewnie tez juz nigdy nigdzie nie pojade.
   Andrzej Kuropatkin przegral z nalogiem.
   Basia Batkiewicz, nawet nie wiedzialam, dopiero kiedy skladalam jej zyczenia w dniu kolejnych urodzin, ktos mnie poinformowal, ze Basi juz nie ma. Ona bardzo angazowala sie w pomoc zwierzetom. 
   Mirek Gluchowski z forum NIE, jeden z nielicznych, ktorych poznalam osobiscie na zlocie. Smutna postac, ale dobry czlowiek.
   Connie Jordan, moja rowiesniczka, mama kumpeli mojej najstarszej corki. Pokonala ja wznowa raka. Nie znalam bardziej optymistycznie nastawionego i otwartego czlowieka. 
   Ze wszystkimi bylam dosc blisko, choc z wiekszoscia jedynie wirtualnie i czasem mysle sobie, ze moze jest cos we mnie takiego, ze ludzie w moim otoczeniu przedwczesnie odchodza? Chyba jestem jakas pechowa, a wlasciwie przynoszaca pecha. Moze wiec ten specyficzny Apel Poleglych pozwoli mi odzyskac spokoj?

Stan przedzawalowy

     Nasza wieczorna rutyna wyglada tak, ze slubny, ktory w dzien nachodzi sie do wypeku, bo lubi spacerowac, najchetniej sam, choc Toye tez...