Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjemnosci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjemnosci. Pokaż wszystkie posty

15 grudnia 2025

Chyba juz go nie lubie

    Mam tu na mysli sklep IKEA, przestaje go lubic, bo po pierwsze primo juz nie jest wcale taki tani, jak mial byc w zamysle i jaki byl na poczatku dzialalnosci, zeby zwabic klientele, a kiedy juz uzaleznil spoleczenstwo od zakupow i jedzenia potraw o dziwnych nazwach, to hop! podwyzszyl ceny i dalej wabil, co skutkuje za kazdym razem stanem przedzawalowym portfela. A po drugie primo... noszszsz... poustawial wylacznie samoobslugowe kasy. I nawet to nie byloby takie straszne, gdyby nie koniecznosc wykorzystania bonow prezentowych. Ale do ad remu.
   Ja w grudniu rzadko daje sie namowic na jakies zakupy, a juz zwlaszcza w sobote, kiedy to pol powiatu wpada na genialny pomysl robienia w IKEA zakupow przedswiatecznych. Ale z drugiej strony jestem zalezna od kierowcy, czyli mamy chocholow, bo sama nie pojade. No i moje dziecko, po sprzedaniu na weekend wlasnych dzieci swojej siostrze (one tak sie wymieniaja tymi dziecmi i maja co drugi weekend wolny, za to w inny co drugi musza troszczyc sie o cala czworke), oglosilo wyjazd do Kassel. Glowna przyczyna byla potluczona przez Zoske plexi-szyba w szafie i nie dalo sie jej niestety wymienic, trzeba bylo kupic cale nowe drzwi (65€), a sa one bardzo wysokie, wiec laczylo sie to z rozkladaniem tylnych siedzen, a i tak w drodze powrotnej sie nie widzialysmy, bo te drzwi nas dzielily, a ja musialam jej caly czas mowic, czy prawa wolna, bo nie widziala prawego lusterka, no szalenstwo! No i ledwie mogla zmieniac biegi, musialam ten ciezar podtrzymywac do gory, zeby ona mogla tam zmiescic reke. Ale tez chciala dla Zoski kupic kallaxy, bo te pozyczone od sredniej musiala jej oddac. Moje dziecko jest nieslychanie zdolne i nie postawi tych regalow ot tak sobie, a cos bedzie z nimi kombinowac, naogladala sie bowiem tych IKEA hacks i bedzie konstruowala cuda-wianki. Jak zrobi i pozwoli sfocic, to pokaze. 
   Ale sami wiecie, jak to jest w tym wlasnie sklepie, mialysmy przygotowana sciage z numerami, od poczatku bylo wiadomo, po co tam jedziemy, ale trudno nie ulegac tam pokusom, a to to, a to tamto-sramto, a to przydaloby sie, a to wezme, bo przy zamawianiu online koszty przesylki sa za wysokie, a to "skoro juz tu jestesmy...", a to jak fajnie swieczka pachnie, a kwiatek... - i za chwile juz pchalysmy dwa pelne wozki. Potem oczywiscie szukanie na tych gigantycznych regalach przed kasami, tu tez zmitrezylysmy sporo czasu, bo koloru nie bylo, trzeba bylo latac i szukac czlowieka do pomocy, no wreszcie jakims cudem moje dziecko oglosilo odmarsz do kas, kiedy ja juz bylam na ostatnich nogach, bo ten francowaty sklep zmusza czlowieka do przebycia pelnej drogi po tych kilometrowych labiryntach, do wielokrotnego cofania sie, bo cos lezy gdzies tam, a my w ferworze ominelysmy to, nie zauwazajac i trzeba bylo wracac... ojesu!!! Kiedy bylysmy tam ostatni raz, byly juz kasy samoobslugowe, ale byly tez normalne z czlowiekiem w srodku. Teraz niestety tylko i wylacznie samoobsluga, a ja mialam nazbieranych sporo payback punktow i za te punkty kupilam dla Zoski na urodziny bony prezentowe do IKEA. Moje dziecko zaczelo skanowac kody kreskowe, a ja przez ten czas usilowalam wydobyc z czelusci smartfona te bony. Niestety nie bylo tam porzadnego zasiegu, wiec telefon nie chcial wspolpracowac, a ja nie moglam tych bonow stamtad wydobyc. Przyleciala jakas pomagierka i kazala sie podlaczyc do ichniego wifi, a ja juz z tych nerf, z szalenstwem w oczach i spocona jak kobyla po wielkiej pardubickiej, nie umialam sobie tego wifi ustawic. Kobita z cierpliwoscia godna psychiatry podczas badania czubka, prowadzila mnie za reke i juz prawie te bony mialam, kiedy ona spytala mnie, czy jestem w IKEA Family, no jestem, wiec wylazlam z bonow, zeby odszukac apke IKEA, tam byly jakies znizki, ale potem znow stracilam zasieg i nie moglam wrocic do bonow. A kolejka za nami roooslaaa...JPRDL!!! Moje dziecko dostrzeglo, ze jednak nie podlaczylam sie pod wifi, wiec oddalam jej swoj telefon, a sama mialam zamiar albo zapasc sie ze wstydu pod ziemie, albo uciec ze sklepu. Wreszcie jakims cudem dostalam sie do bonu i gdybym wczesniej wiedziala, ze trzeba spisac z niego numer i pin, to zrobilabym sobie z tych dwoch bonow screeny i nie byloby takiego blamazu w sklepie. Ale ja w swojej naiwnosci myslalam, ze kasjerka mi to jakos czytnikiem zeskanuje i stad cala ta kolomyja. Reszty dokonala moja corka swoja karta platnicza, a kolejka za nami z ulga odetchnela, bosmy blokowaly przejscie naprawde dlugo. Qrde, te dygitalne cuda nie dla mnie, te kasy samoobslugowe, platnosci karta, telefonami, blikami i ch.g.w czym jeszcze. Co to ma w ogole byc, zebym ja nie mogla wydac wlasnych uczciwie zarobionych pieniedzy. Wroc! Przy bodaj dwoch kasach samoobslugowych byl szyld, ze mozna placic gotowka, ale pewnie juz niedlugo, bo wszystko zmierza ku temu, zeby nas do konca upodlic i kontrolowac, gdzie, ile i na co wydajemy.
   Nie jestem pewna, czy mam ochote jeszcze chocby raz w zyciu robic tam zakupy.
   W drodze powrotnej poprosilam corke, zeby mnie wyrzucila obok mojego auta, to podjade do niej pomagac nosic te pudla, a szczegolnie drzwi do szafy, bo jak jest silna (chodzi regularnie na silownie), tak sama nie dalaby rady. A kiedy juz bedzie po wszystkim, nie bedzie mnie musiala odwozic do domu, tylko pojade sobie sama. Te wszystkie psychiczne atrakcje i wysilek fizyczny sprawily, ze wczesnie padlam do lozka, spalam 9 godzin, a zegarek nagrodzil mnie i moj sen ocena 90. Czyli odkad odstawilam wieczorny betabloker, to zaczelam spac normalnie.

07 grudnia 2025

Poszedl Marek na jarmarek

    No dobra, my poszlysmy z chocholami, ale tylko Marek sie tak ladnie rymowal, wiec  wpuscilam go do tytulu posta. Poszlysmy troche wczesniej, jeszcze za dnia, bo o 16.00 miala przyjsc do Zoski pewna ciocia z gromadka swoich dzieci, bo w dniu urodzin cos jej stalo na przeszkodzie i nie mogla pojawic sie punktualnie. 
   Posnulysmy sie miedzy budkami, w ktorych jak co roku krolowaly fajne, ale drogie przyjemnostki. Chocholy wciagnely frytki i bratwurst, potem jakies slodycze, a na deser przejechaly sie kilka razy na karuzeli, od swietego Mikolaja dostaly cukierki. No  klasyka, nic nowego, nic atrakcyjnego, ceny wyzsze niz w ubieglym roku, betonowe barykady dokola, a co najgorsze - zaczal kropic deszcz. 







   Przeszlysmy sie troche po sklepach, troche nakupilysmy roznych rzeczy, m.in. zimowy kombinezon dla Juniora i w zasadzie tak nudno moglby sie ten dzien zakonczyc, gdyby nie brawurowa akcja policji wobec jakiegos czarnoskorego gostka, ktory chyba sie czegos nazarl lub napalil, cos podobno ukradl, rozbil butelke o asfalt i z takim "tulipanem" latal po ulicy. Nadjechal jeden radiowoz, wyleciala z niego para policjantow, policjant-mezczyzna tak wrzeszczal, ze glowa mala, ale Murzyn ani myslal sie uspokoic. Nadjechal na sygnale nastepny radiowoz, potem trzeci, a na koncu karetka. No pelna sensacja! My chcialysmy stamtad oddalic sie jak najszybciej, bo po co ryzykowac, ale Juniora bardzo zainteresowal ten ruch w interesie, syreny, wrzaski, za to Zoska sie wystraszyla. Corka musiala chocholy zaganiac, bo Junior, gdyby tylko mogl, polecialby na miejsce zdarzenia. Ledwiesmy go odciagnely. Tak wiec wypad do miasta byl bogaty w niechciane atrakcje.


   Nie wiem, jak to wszystko sie skonczylo, bo zwabilysmy chocholy do sklepu i jakos zapomnialy o czarnoskorym przestepcy. Dostaly od bapci na pocieszenie mikolajkowe czapeczki.

11 listopada 2025

Getynska noc swiatel

    No coz, moj nowy heimat postanowil pojsc za przykladem mojego bylego miasta urodzenia i zorganizowal Göttinger Lichter Nacht, wzorem Lódzkiego Festiwalu Swiatel, o ktorym pisalam jeszcze na starym blogu w 2019 roku KLIK. Ale po pierwsze nie ma co porownywac, bo wielkosc miast jest bardzo rozna (Getynga 120 tys. a Lodz... z miasta 850-tysiecznego, jakie opuszczalam w styczniu roku 1989, stala sie dopiero czwartym co do wielkosci miastem w Polsce z 650 tys. mieszkancow. Az trudno uwierzyc, ze odeszlo stamtad wiecej osob niz mieszka do kupy w moim obecnym miescie), a po drugie Lodz na festiwalach swiatla zjadla zeby, z roku na rok jest lepiej i wiecej, zjezdza sie tam pol Polski, bo jest na co popatrzec. W Getyndze zorganizowano cos takiego po raz pierwszy, podczas gdy w Lodzi w tym roku byla juz 15-ta edycja. 
   No ale czlowiek nie tylko ciekaw, ale i spragnion atrakcji, a przy okazji spotkan z wszystkimi czterema dzieciorami, bo akurat przypadal weekend, kiedy najmlodsza brala do siebie dzieci sredniej. Oni podjechali do miasta autem, ja musialam autobusem, bo do ich auta z pewnoscia bym sie nie zmiescila jako szosta osoba, a swoim nie chcialam, bo oplaty parkingowe sa wieksze od ceny bitetow, a poza tym moglabym nie znalezc miejsca, bo byly tlumy, nawet spoza Getyngi, bo ktos nas pytal pozniej o droge do jakiejs atrakcji.
   Pozniej stwierdzilam, ze ciemnosc, tlumy i znikajace w nich co chwile chocholy to nie na moje nerwy. A poza tym rozgladalam sie jeszcze, czy jakis islamski czubek nie jedzie, bo o ile na jarmark swiateczny postawia betonowe bloki dokola starowki, tak tego dnia nie bylo zadnej ochrony, a ludzi tlumy. Do czego ci sqrwysynscy politycy doprowadzili, ze czlowiek zaczyna bac sie wlasnego cienia, zamiast dobrze bawic i w spokoju ogladac te marniutkie projekcje na starym ratuszu, a potem na Audytorium. No coz, porownania z Lodzia nie ma.







   Powyzej byly zdjecia sprzed starego ratusza i sprzed budki z frytkami, bo wiadomo, ze mlodziez od razu glodna. Podreptalismy dalej deptakiem, spotkalismy misia-giganta, ktorego Zoska bardzo sie przestraszyla i nie chciala z nim zapozowac. Zaraz potem ukazaly sie nam swiecace postacie na szczudlach, jedna z nich chciala przybic piatke z Juniorem, ale tym razem to on skrewil.






   Na sam koniec powedrowalismy pod Audytorium (budynek pierwotnie przeznaczony do wykladow na Uniwersytecie Georga Augusta w Getyndze, teraz oddany kulturze, tam odbywaja sie wystawy, odczyty itp.). Tam dzialo sie wiecej, co zdazylam zauwazyc przejezdzajac obok autobusem.






   Tam stwierdzilysmy z corka, ze nie ma co dalej sie snuc, dzieci zmeczone, my zestresowane, trza isc do domu. Dobrnelismy jeszcze spacerem do dworca kolejowego, gdzie ja mialam przystanek autobusowy, a ona niedaleko parking. Niestety moj autobus przyjezdzal dopiero za pol godziny, wiec siedzialam tam jak ta sierota i marzlam. Ogladalam sobie na lawce zdjecia, ktore porobilam, wrzucilam je na story na WA, przelecialam po fejzbuku i jakos czas mi szybciej zlecial.

30 września 2025

Turniejowo

    Corka, mama chocholow, zaproponowala mi sobotni wyjazd do zamku Berlepsch, gdzie mial sie odbywac turniej rycerski. Tu u nas w okolicy, nawet w samej Getyndze jest sporo takich imprez, ale ani ona, ani ja nie widzialysmy tego z bliska, wiec czemu nie, ja tam zawsze jestem chetna na wypady rodzinne. 
   Kilka slow o samym zamku, ktory jest w posiadaniu rodziny Berlepsch, a jego obecny wlasciciel jest znajomym naszego P. Jako ze nielatwo finansowo utrzymac taki "domek" jak na zdjeciu ponizej...


   ... przeto hrabia B. kombinuje jak kon pod gorke i poleca rozne platne uslugi, zeby jakos wystarczalo na remonty i ogrzewanie tego molocha. Organizuje w zamku sluby i wesela z hotelem dla gosci i mlodych, jest restauracja, wycieczki z przewodnikiem, turnieje rycerskie, slowem facet orze jak moze. My bylismy tam kiedys ze slubnym, krotko po adopcji Toyki w 2017 roku. Dla ciekawych: KLIK, KLIK i KLIK
   Tym razem jednak wybralysmy sie z corka i chocholami ogladac rycerzy i ich zmagania. Jak sie pozniej zorientowalysmy, towarzystwo bylo nie tylko niemieckie, tam byli tez NASI i rzucali zlekka lacina. Za mozliwosc wjechania na pastwisko chcieli 2 euro, za wejscie na teren kramow i areny zmagan rycerskich po 14€ od twarzy, na szczescie dzieci jeszcze zalapaly sie na gratisa.








   Uczestnicy byli odpowiednio poprzebierani, nie tylko rycerze, ale i osoby im towarzyszace, panie w sredniowiecznych szatach, nawet male dzieci byly ubrane odpowiednio do okolicznosci i to bardzo mi sie podobalo. Z calego turnieju obejrzalam jedna walke, bo po pierwsze mnie to niespecjalnie interesuje, a po drugie dzieci sie nudzily, bo takie imprezy to nie ich grupa wiekowa.



   Troche posnulysmy sie po terenie, a byl ci on blotnisty ze ojesusmaria, bo poprzednie dni byly deszczowe. Poogladalysmy rozniaste rekodziela, ale niczego nie kupilysmy, bo ceny byly dla nas nieakceptowalne. Bardzo podobaly mi sie wyroby z drewna i futra, znaczy skory owcze owiec ras przeroznych z dluzszym lub krotszym wlosem, byly tez dywany ze skory krowiej, bardzo fajne, ale drogie. Chocholy byly nastawione glownie na jedzenie i zabawy, jakos widok rycerzy ich nie ruszal.





   Jedno stoisko niby dla dzieci omijalysmy szerokim lukiem. Tam trzeba bylo rzucac szczurami (pluszowymi, ale jednak) w sciane usiana pulapkami na myszy (foto nizej) i jak kto trafil, mogl wygrac luk i szczaly. Nie dosc, ze to uczenie znecania sie nad zwierzetami, to jeszcze wygrana moglaby zrobic krzywde. Byly jeszcze stoiska "poszukiwaczy zlota", ale tam mozna bylo sie zdrowo pochlapac, wiec tez obchodzilysmy z daleka. Najwiecej frajdy mialy chocholy na starodawnej karuzeli napedzanej korbka przez przebranego mezczyzne.





   Bylo tez mini zoo.








   I kosciotrup.


   Na koniec posililismy sie wprawdzie niezdrowo, ale dzieci tak lubia, wiec i bapcia pozarla frytki, a niedobra kielbase oddalam psu siedzacemu przy sasiednim stoliku, ktory chciwie o nia zebral, oczywiscie najpierw spytawszy jego opiekunow.


   Po czym z ulga udalismy sie na pastwiskowy parking i pojechalismy do domu lzejsi o kilkadziesiat euro. Wrazenia ogolne: zbyt blotniscie, zbyt glosno i stanowczo za drogo. Nigdy wiecej!

23 grudnia 2024

Pozyczam Wam

 Bawcie sie w te wolne dni, jak Wam fantazja podpowie, odpoczywajcie, tankujcie energie na nowe wyzwania, objadajcie sie pysznosciami, spacerujcie, zeby spalic nastepstwa lakomstwa. 
Spedzajcie czas na samych przyjemnosciach.

święta 
 
 
Wesołych Świąt - napis z literek - termo :: Naszywki24.pl - sklep  internetowy
 
 

19 grudnia 2024

Nerwopsuje

  

  Rokrocznie od lat wielu wszyscy zaczynaja narzekac na Last Christmas, White Christmas, Kevina i glupawe swiateczne filmiki o tresci przewidywalnej od pierwszego kadru i wiadomym happy endzie. A jednak co roku nucimy, ogladamy teledyski, wzruszamy sie przy filmowych romansidlach, cieszymy z pomyslnego konca, smiejemy i podziwiamy fantazje Kevina. Ta powtarzalnosc budzi zarowno narzekanie jak i nostalgie, a ta pozorna sprzecznosc ma swoje korzenie w wielu psychologicznych i kulturowych mechanizmach. Jak bardzo nie lubilibysmy swiat, tak w tym okresie stajemy sie nieco bardziej melancholijni wspominamy dziecinstwo, tamte gwiazdki, jakiekolwiek by byly, zawsze bylo to cos bajkowego, choinka, swiatelka, specjalne potrawy, prezenty, "swiatecznosc" w zachowaniu czlonkow rodziny. Bylo inaczej, prawdziwiej. Teraz i czasy niesprzyjajace, i obawy o przyszlosc, powszechna komercjalizacja zycia, jakies przymusy, bo tradycja, bo tak byc musi. W okresie swiatecznym poszukujemy stabilnosci i tradycji, a te powtarzajace sie piosenki i filmy staly sie czescia rytualu, ktory daje poczucie bezpieczenstwa, czegos znajomego i zaufanego. Dobrze sie kojarza, choc moga wydawac sie irytujace. A im czesciej jestesmy wystawiani na jakis bodziec (piosenki, filmy, sytuacje), tym bardziej go akceptujemy. Po poczatkowym "znowu to samo?", wciagamy sie w znajome dzwieki lub fabule i czerpiemy z nich radosc, jakby wbrew sobie. Te swiateczne filmy czy piosenki maja swoj specyficzny urok, tam swiat jest jeszcze normalny, nie ma w nich strachu przed wojna, nie ma klimatycznych zawirowan, nie ma glupich politykow, jest milosc, zrozumienie, tolerancja. Bo nie tylko dzieci potrzebuja swoich bajek, dorosli tez chetnie separuja sie, chocby na te póltorej godziny, od realnego swiata, tez chcieliby kochac i byc tak kochani jak na filmíe, mieszkac w takich slicznych domkach otulonych sniegiem, przy kominkach obwieszonych swierczyna i skarpetami. 
 
 Ist möglicherweise ein Bild von 5 Personen und Text
 
 W sumie czekamy na te swieta, choc do dobrego tonu nalezy ponarzekac. Bo to narzekanie to rytual sam w sobie, tez jest powtarzalny, a chóralne marudzenie na Kevina tworzy poczucie wspolnoty. Swieta sa czasem "niskiej poprzeczki", oczekujemy prostoty i przyjemnych bodzcow, rzeczy, ktore nie wymagaja duzego zaangazowania, sa przewidywalne. Dosc mamy w zyciu wyzwan umyslowych i emocjonalnych, wiec pod koniec roku te glupie cieple historyjki sa jak balsam dla duszy. 
 I tak z narzekania robi sie zart, a ostatecznie wszyscy czerpia jakas przyjemnosc z tego, co znane i lubiane. Reasumujac, te piosenki czy filmy to mieszanka nostalgii, tradycji i przyjemnosci plynacej z prostoty, to czesc rytualu, w ktorym wlasciwie chetnie uczestniczymy. 




17 grudnia 2024

Grudniowe noce i poranki

 W styczniu minie 15 lat, odkad wprowadzilismy sie do obecnego mieszkania, to niby dlugo, ale czlowiek nie przestaje go dopieszczac. Kiedy zorientowalam sie, ze koty nie obgryzaja roslin, wciaz dokupuje nowe. Kiedy opuszczalismy stare mieszkanie, w ktorym moglam puszczac wodze fantazji ogrodniczej, bo bylo gdzie stawiac, parapety mielismy szerokie, cztery pokoje do dyspozycji i dwa balkony, wtedy zredukowalam liczbe roslin doniczkowych do minimum, bo niestety tylko w salonie i goscinnym parapety nadawaly sie, zeby w ogole cos na nich postawic, w sypialni i lazience sa bardzo waskie, a w kuchni zastawione czyms innym. Moj apetyt na zazielenianie mieszkania rosl, stawialam wiec rosliny gdzie sie dalo, na skrzyni, na podlodze, na kwietniku, na polkach. Niedawno kupilam do sypialni takie cos, nie wiem jak to nazwac, gdzie na gornej polce mam miejsce na kwiatki, na dolnej na inne graty i szpargaly. Chce przez to powiedziec, ze po urzadzeniu mieszkania, jego dopieszczanie chyba nigdy sie nie konczy i nie chodzi wylacznie o kwiatki. 
 Uporalam sie w koncu z sypialniana biblioteczka, kupilam nowa zimowa posciel, zmienilam firanki, ale mam jeszcze w planie kupic takie tapicerowane elementy i zainstalowac na scianie jako zaglowek, szukam tylko odpowiedniego koloru, bo jeszcze sie nie zdecydowalam, jaki chce miec kolor. Ale juz sypialnia stala sie dla mnie przytulnym azylem, dokad z przyjemnoscia udaje sie wieczorem, zeby zakopac sie w miekkiej flanelowej poscieli. Zaczelam nawet od nowa czytac przed snem, czego nie robilam od dluzszego czasu, bo gonitwa mysli nie pozwalala mi sie skupic na tresci, w kolko czytalam te sama strone i dalej nie wiedzialam, o czym bylo. Teraz jeszcze czytanie nie przebiega calkiem bez zaklocen, ale juz jest lepiej. Spimy uparcie przy uchylonym oknie i calkowicie zakreconym grzejniku, bo lubimy spac w chlodzie, tak sie przyzwyczailismy. Sypialnia jest jedynym pomieszczeniem, w ktorym NIGDY nie wlaczylismy kaloryfera, za to latem przez cala noc kreci sie wentylator, bo jest za goraco.
 Najgorzej jest rano wstawac. Budze sie wczesnie, patrze na godzine, ktora wyswietla sie na suficie i tak leze, probujac sie zmobilizowac do wstania. Chyba jednak nie mam sily przekonywania, nawet samej siebie, bo czasem tak leze nawet pol godziny i jedynym mocnym argumentem, ktory jest w stanie wygonic mnie z cieplego przytulnego lozka, jest moj pecherz. Gdyby nie on, czarno widzialabym szanse na powstanie. Bo ciemno, bo zimno, bo niechciej, bo jeszcze 5 minut, ktore przeradza sie w kwadranse i gdyby nie zagrozenie zmoczenia materaca, lezalabym tak do smierci. Bo nie ma nic gorszego jak przymus opuszczenia lozka w grudniowy ciemny, zimny i nieprzyjazny poranek. Latem nie mam takich obiekcji, bo juz najczesciej slonce swieci i zaprasza do aktywnosci, ale w grudniu to horror. W dni wolne lubie po tym przymusowym wstawaniu snuc sie po domu w cieplym szlafroku, nie lubie przymusu natychmiastowego ubierania sie, ale tak moge tylko dwa dni w tygodniu, w pozostale przychodzi ta opiekunka do mamy, wiec nie wypada wystepowac w takim dezabilu.
 Ogolnie nie przepadam za grudniem, za listopadem zreszta tez, styczen zaczyna budzic nadzieje na nowe, dnia pomalenku przybywa i coraz blizej wiosny, choc luty czasem potrafi dowalic mrozem. Chyba dopiero w marcu zaczne wstawac z lozka chetniej.

Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...