Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to mi sie podoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to mi sie podoba. Pokaż wszystkie posty

16 stycznia 2025

Dom wielopokoleniowy

 Natknelam sie, co prawda z wieloletnim opoznieniem, na wzmianke o powstalym w Lodzi tzw. domu wielopokoleniowym, podobno pierwszym w Polsce, choc biorac pod uwage, ze oddany zostal pod koniec 2018 roku, moze znalazl juz nasladowcow w innych miastach. O takich domach czytalam, ze powstalo ich wiele w Niemczech, Holandii i innych panstwach. Pomysl uwazam za przedni, ale...
 Chyba wiekszosc z nas wychowywala sie w takich domach, choc wtedy nie nazywaly sie one domami wielopokoleniowymi, to byly zwykle kamienice z klasycznym podworkiem, z sasiadami, u ktorych drzwi zawsze byly otwarte, mozna bylo wchodzic bez pukania, kiedy czlowiek czegos potrzebowal. Dziecmi, ktore w tych kamienicach mieszkaly, opiekowal sie kazdy. Kiedy rodzicow akurat nie bylo w domu, mozna bylo znalezc azyl u sasiadki, przechowala, nakarmila, zaopiekowala sie. Starszym lokatorom pomagali mlodsi, przynosili wegiel z piwnicy, nie oczekujac niczego wzamian, ciezsze zakupy pomagali nosic z ryneczku czy ze sklepu. Wiedzieli jednak, ze w razie potrzeby te starsze osoby popilnuja dzieciaka, nakarmia koty i podleja kwiatki podczas urlopu, doradza, podziela sie doswiadczeniem, uszyja cos czy wydziergaja jakis oryginalny sweterek dla malucha, bo byly to czasy, kiedy w sklepach polki nie uginaly sie od fajnych artykulow. Podworko sluzylo wszystkim, posadzilismy tam drzewa, co roku na klombie sadzono nowe kwiatki, tam lokatorzy spotykali sie latem, siadali i snuli rozmowy do ciemnej nocy. To wszystko bylo takie naturalne, nie trzeba bylo tworzyc domow wielopokoleniowych, one byly wszedzie, zreszta wtedy w mieszkaniach tez zylo po kilka pokolen, rodzice mogli pracowac, bo dziecmi zajmowaly sie babcie i poki mogly, prowadzily dom, gotowaly i sprzataly, to byla normalna kolej rzeczy. A kiedy juz nie mogly dluzej pomagac, dostawaly od bliskich opieke do konca swoich dni, niewiele bowiem bylo domow opieki.
 Wszystko skonczylo sie, kiedy rodzice dostali mieszkanie w bloku, tam sasiedzi przestali sie znac, ledwie mowili sobie na schodach dzien dobry, ale juz nie spotykali sie, nie bylo zadnych wspolnych dzialan, pomagania sobie nawzajem, czesto nie zali nawet swoich nazwisk, odkad weszlo rodo. Pamietam, jak zawitalam do Orki, a tam na dzwonkach ani jednego nazwiska, a ja nie znalam numeru mieszkania. Nie mialam wtedy jej numeru telefonu na komorce, wiec zadzwonilam do slubnego do Niemiec, zeby on z kolei ze stacjonarnego powiadomil Orke, ze stoje pod jej drzwiami. Takie idiotyzmy tylko w Polsce, przeciez np taki kurier nie dostarczy przesylki, jesli nie ma na niej numeru mieszkania, a tylko nazwisko. U nas tez jest ochrona danych, ale w kazdym, doslownie w kazdym domu na dzwonkach i skrzynkach pocztowych widnieja wszystkie nazwiska lokatorow. W Polsce to jakas tajemnica panstwowa, ludzie nie zgadzaja sie, zeby ich nazwisko tkwilo na liscie lokatorow. Ale wracajmy do sasiedzkich wspolnot, ktore skonczyly sie na osiedlach i blokowiskach. Nawet jesli starsze sasiadki wylegaja na lawki, nawet gdyby chcialy zainteresowac sie cudzym dzieckiem, ktore psoci albo cos niszczy, predzej odebralyby opierdol od obrazonych rodzicow niz wyrazy wdziecznosci.  Dla mlodszych obywateli taka inicjatywa domow wielopokoleniowych jest genialnym pomyslem, dla nas to nic nowego.

16 sierpnia 2024

Technika, ktora (mnie) zachwyca

 Wiele lat temu Opel w jednej ze swoich reklam uzyl sloganu "Technik die begeistert" (technika, ktora inspiruje, ekscytuje) i, jak to czasem bywa, slogan przyjal sie w mowie powszechnej. Teraz, kiedy chcialam uzyc tego sloganu w poscie, musialam poszukac w internetach, kto wlasciwie, jaka firma uzyla tego sformulowania w swojej reklamie, bo to mi wylecialo z glowy, choc bardziej stawialam na branze zwiazana z komputerami i internetami, a tu okazalo sie, ze chodzilo o ulepszenia w samochodach Opla. Jest naprawde wiele sloganow reklamowych, ktore przeszly do potocznego jezyka, choc dzis juz niewielu pamieta, skad sie wziely. 
 Ja tam specjalnie bystra w technikach nie jestem, troche nauczylam sie sama, ale w pewnych dziedzinach nikt mnie do nowoczesnosci nie przekona, np. slynny juz moj upór w placeniu za zakupy gotowka. Moge, umiem, ale nie chce i nie bede uzywac karty platniczej. Tak mam i nic mnie nie przekona, zebym zlamala swoje zelazne zasady. Nie naleze do pokolenia, ktore za mlodu mialo do czynienia z nowoczesna technika, zreszta podczas mojego zycia ta technika zrobila tak ogromne postepy, ze i tak jestem z siebie dumna, ze za nia nadazam, nie wszyscy bowiem z moich rocznikow sa w te klocki tak biegli jak ja, a przeciez tak wiele mi brakuje do umiejetnosci mlodych. 
 Nie jestem tez jakas gadzeciara, moje sprzety maja byc wygodne i odpowiadac moim potrzebom. Nigdy nie kupilabym sobie grata komputera, laptop jest dla mnie bardziej odpowiedni. Pewnie jeszcze dluzej zylabym bez niego, gdyby nie byly "prawie-ziec", ktory zmienial swoj laptop i podarowal mi ten stary do nauki. Komorke sprawilam sobie tez dosc pozno, czekalam az stanieja, ale szybko docenilam jej walory i stala osiagalnosc, zwlaszcza ze roznie bywalo z przekazywaniem mi przez slubnego, kto i po co dzwonil na nasz stacjonarny. Z nabyciem smartfonu tez dlugo czekalam, najpierw przygladalam sie testom konsumenckim, zanim wybralam cos dla siebie. Kiedy juz nabralam wprawy, zmienilam go na inny, bardziej odpowiadajacy moim potrzebom. Mam go do tej pory i bedzie mi tak dlugo sluzyl, az sam uzna, ze pora mu na zasluzona emeryture. W miedzyczasie przestalam uzywac telefon stacjonarny, bo nie bylo sensu, skoro nie moglam sie od slubnego dowiedziec, kto i po co dzwonil, kazde z nas mialo wlasna komorke, wiec kiedy ktos chcial rozmawiac z nim, nie zawracal mnie glowy, a telefony wazne zawsze trafialy do mnie. Ten domowy telefon wyciagnelam z szuflady dopiero, kiedy mama z nami zamieszkala, bo jej niektore psiapsie nie mialy smartfonow z WhatsAppem. Stoi wiec u niej w pokoju, a mama odbiera tylko wtedy, kiedy pokazuja sie nazwiska jej znajomych, inne telefony ma ignorowac, bo wazne trafiaja na moja komorke, a mend reklamowych czy innych akwizytorow nie potrzebujemy. Tyle tylko, ze moj pomyslowy slubny podal numer domowego telefonu w przychodni, gdzie mieli mu reperowac stope, bo tylko ten pamietal. On nie umie zajrzec do wlasnej komorki i tam zobaczyc, jaki jest jej numer, nie nosi tez karteczki w portfelu, nie, on podaje numer domowy, mimo ze wie, ze z niego korzysta jedynie jego tesciowa i obcych numerow nie odbiera. Tak tez, kiedy pojechalismy na umowiony zabieg, dowiedzielismy sie, ze lekarz zachorowal i ze dzwoniono do nas wielokrotnie, by o tym powiadomic, ale nikt nie odbieral. No cos podobnego, a kto niby mial odbierac. Przejechalismy sie na darmo, a ten  w pip zadowolony, ze pamietal i podal numer domowy.
 Smartwatcha sama bym sobie nie kupila, ale dostalam od dzieci na gwiazdke, wiec mam, a jego walory docenilam podczas uzywania. Najpierw liczyl mi kroki, a z czasem odkrywalam inne jego funkcje. Teraz czesto mierze sobie cisnienie, robie ekg, kiedy gorzej sie poczuje, ale jakos nie siedze w nim i nie grzebie, co by tu jeszcze. A szkoda, bo calkiem niedawno odkrylam bardzo przydatna funkcje. Ale w miedzyczasie kupilam sobie sluchawki do sluchania ksiazek i podcastow, mialy byc ladne i z palakiem zakladanych za ucho, zeby nie wypadaly, ale niespecjalnie interesowalym sie, co one jeszcze umieja. Przypadkiem ktos do mnie zadzwonil na spacerze, a ja odkrylam, ze nawet nie musze wyjmowac smartfona z kieszeni, zeby odebrac polaczenie, a slyszalnosc jest calkiem w porzadku, mimo ze mikrofonik jest w sluchawce. No bardzo mi sie spodobalo, bo to oznaczalo, ze moge rozmawiac nawet prowadzac samochod. Szczegolnie w ostatnim czasie mialam cala mase telefonow, a to ze szpitala, a to od dzialu socjalnego, a to kiedy mama byla juz w domu, od opiekunek czy fizjoterapeutow, bo to ja jestem kontaktem we wszystkich sprawach mamy. Telefonowano do mnie w najroznieszych porach, rowniez kiedy wlasnie jechalam autem, wiec ta mozliwosc szczerze mnie zachwycila i zwolnila od oddzwaniania w pozniejszym terminie, bylam ze wszystkim na biezaco. Tyle tylko, ze wychodzac z domu od razu montuje sluchawke do ucha i latam tak przez caly dzien, zeby czegos nie przegapic. Problem byl tylko, kiedy ja chcialam gdzies zadzwonic, musialam wyjmowac telefon z kieszeni czy torebki, wybrac numer, potem juz moglam rozmawiac przez sluchawke. No ale znow cos przypadkiem odkrylam, w zegarku sie to ukrywalo i nazywalo Bixby. Zainteresowalo mnie, spytalam gugla, a ten mnie oswiecil, ze to moj asystent. No i okazuje sie, ze ja mu moge wydawac glosowe polecenia, ale tylko po niemiecku, bo po polsku jeszcze nie nie nauczyl i on grzecznie odpowiada, ze tak jest, milosciwa pani, juz zapier***lam wypelniac twoje rozkazy. Na razie korzystalam proszac o polaczenie telefoniczne z konkretna osoba, np. "Ruf Julia an" (zadzwon do Julii), na co on, ze juz laczy mnie z Julia, a w sluchawce cichnie ksiazka i rozlega sie sygnal wywolujacy. No oszalalam z zachwytu, bo moge dzwonic tez w czasie jazdy, a nie musze ruszac telefonu. Malo tego, bo kiedy odwiozlam najstarsza corke na te wioche, to poprosilam Bixby´ego o pokazanie drogi do domu, nie zebym nie wiedziala, ale chcialam sprawdzic, co ten moj asystent jeszcze umie. No i pokazal, znaczy chyba pokazal, bo telefon byl schowany, natomiast w sluchawce zaczelo mnie prowadzic i mowic, gdzie mam skrecac. No jeszcze bardziej mi sie spodobalo.  Bixby poinformuje mnie o pogodzie, bedzie zawiadywal moim terminarzem, budzil na zyczenie, poinformuje o wyniku meczu ulubionej druzyny, no takie tam male czynnosci pomocnicze. Ale paczajta, jaka ja sie zrobilam nowoczesna w ostatnim czasie, a przy tym nie lamie przepisow zabraniajacych uzywania telefonu podczas jazdy. Ha!

 

15 lutego 2024

Woonerfy

 
 
Dzisiaj jedna z nas ma swoje swieto, z tej wiec okazji zycze Drogiej Jubilatce nieustajacego zdrowia, spokoju i rownowagi i zeby w lokalnej bibliotece nigdy nie zabraklo materialu do czytania. Najlepszego!

Sto lat, Serpentyno!
 
Specjalnie szukalam kartek z serpentynami i udalo sie 😁 Mikre takie, ale sa!
 
 A teraz do rzeczy, czyli tematu wlasciwego, ktory zostal juz zasygnalizowany w tytule tego posta. WOONERF - nazwa pochodzi z jezyka holenderskiego i oznacza "ulice do mieszkania". Pierwsze inwestycje tego typu powstawaly w latach 70-tych XX wieku w Holandii. Woonerf polega na takim przeksztalceniu ulicy, by zachowala ona ograniczona funkcje komunikacyjna, ale gdzie pierwszenstwo maja piesi i rowerzysci. 
 Na przykladzie Lodzi, gdzie w ostatnim czasie powstalo bardzo duzo woonerfow, powiem, ze mnie ten rodzaj przeksztalcania ulic w przestrzen pelna zieleni, lawek, miejsc do zabawy czy gier towarzyskich, bardzo przypadla do gustu. Zobaczcie, jak pieknie moze byc na do niedawna brudnych i pelnych miejsc parkingowych uliczkach srodmiescia mojego miasta.




 To trzy przyklady z wielu, a w projekcie sa nastepne. Bedac ostatnio w Lodz z Hexa, zachwycalam sie calkiem swiezym woonerfem na Moniuszki ...

 
... i ulica Wlokiennicza, niegdys miejscem ruder, melin i najtanszych prostytutek, a teraz perla w samym srodku miasta.
 
 
 No ale byloby zbyt pieknie, gdyby nie rozczarowani przegrana entuzjasci kaczystow, ktorym sola w oku sa zmiany na lepsze przeprowadzane przez prezydenta Lodzi, Hanne Zdanowska z przeciwnej frakcji:
 "I zniknęły miejsca parkingowe. Realizacja europejskiego planu (czytaj niemieckiego) wyludniania i usuwania polskiego handlu i usług z centrum miast do głównie niemieckich molochów. Ciekawe ile płacą pachołkom miejskim?"
 Na co ktos dowcipnie odpowiedzial: 
 "Tak, to straszne, że nie można sobie w ścisłym centrum jeździć autem od sklepu do sklepu i parkować tuż przed wejściem. NIEMIECKI PLAN niestety z powodzeniem wprowadzony w większości dużych miast europejskich. Wybrali turystów i pieszych, zamiast pana Zdziśka podjeżdżającego suvem po majtki czy śrubkę."
 Zawziety pisior nie oszczedzil sobie i nam blyskotliwej repliki:
 "Turystów pieszych, moze jak kiedys czystoniemnieckich." (pisownia oryginalna)
 Napadniety interlokutor odbil pileczke:
 "Spokojnie. To tylko pisowska propaganda, która namieszała Panu w głowie. Niemcy, jeśli już, chcą robić interesy, podobnie jak Portugalczycy, Francuzi, Anglicy czy Amerykanie, a nie najeżdżać naszą ojczyznę."
 Czyli zawsze znajdzie sie ktos, komu bedzie przeszkadzac swiatowy trend oprozniania centrow miast z zanieczyszczajacych je samochodow i oddawania we wladanie ludziom, w tym rowniez turystom, ze nie wspomne o mieszkancach.  Ja w rozmowach z mieszkancami Lodzi zawsze bardzo chwalilam Zdanowska, bo to pierwsza prezydent, ktora tak wiele dla miasta juz zrobila i robi. Co slysze wzamian? Aaa, bo wszedzie rozkopy, aaa, bo nie ma gdzie zaparkowac, aaa, bo remonty ulic tak sie ciagna... Czy im wszystkim sie wydaje, ze w takich np. Niemczech remonty ulic realizowane sa w tydzien? Tez sie ciagna, tez sa poslizgi i niedotrzymywanie terminow, no ludzie, wszedzie tak jest. No moze tylko w Japonii inaczej, ale to nie narod, to stan umyslu, a my nigdy ta druga Japonia byc nie zdolamy.
 

30 stycznia 2024

O jeden dzien dluzej

 Mamy za soba kolejny final Orkiestry Owsiaka, to juz 32. Czy uwierzycie, ze nigdy, w zadnym nie bralam udzialu na zywo? Bo kiedy orkiestra zagrala po raz pierwszy, ja juz bylam tutaj, pozniej tez nie trafialam na to swieto, bo nigdy nie odwiedzalam rodzicow w styczniu, a kiedy raz jedyny zdarzylo mi sie przypadkiem byc u mamy, kiedy zlamala noge, to ze wzgledu na panujacy covid balam sie pojsc w ten tlum, zeby nie przywlec mamie czegos do domu. I tak pozniej zarazilam sie tym szajsem zalatwiajac liczne formalnosci przeprowadzkowe, ZUSy, NFZety, tlumaczenia, zakupy, ale to juz pozniej, w lutym. Boguska zalatwila mi serduszko i mam je do dzisiaj, przyklejone na szafce w kuchni. Ograniczalam sie jedynie do wplacania przelewem na rzecz Orkiestry, ale ogladalam w telewizji to wielkie swieto i szczerze zazdroscilam tym, ktorzy mogli byc tam na zywo. 
 Patrze na tych wszystkich wolontariuszy, na male dzieci z puszkami, na troche starsze, doroslych i starszych ludzi, wszyscy zbieraja z takim entuzjazmem, tak bardzo sie angazuja, a mnie sciska za gardlo, bo to jest takie wzruszajace. Wielu z nich zyje lub odzyskalo zdrowie za sprawa sprzetow, o ktore postaral sie Owsiak, wlasnie za pieniadze zebrane podczas kolejnego finalu. Ci ludzie zostaja z wdziecznosci wolontariuszami, zeby pomagac innym. Ludzie o otwartych sercach chetnie pomagaja jak tylko moga, daja grosiki ze skarbonki albo po 100 tysiecy naraz, wystawiaja wlasne prace na licytacje albo sami licytuja, a wszyscy sie przednio bawia. To fenomen nieznany nigdzie indziej na swiecie, ale swiat zna Orkiestre, swiat organizuje finaly u siebie, swiat zbiera razem z Polska, bo wszyscy maja swiadomosc, jak pozyteczna jest to akcja. Wszyscy? No niestety nie.
 Pierwszym najwiekszym wrogiem WOSP jest kosciol, bo to wylom w kleszym monopolu na swieto, a to swieto jest absolutnie laickie i to ich upija. Rok rocznie slychac ryk nienawisci rzymskiego najmity, ale i tam zdarzaja sie wyjatki i cala "taca" idzie do puszki WOSP, zas wolontariusze sa pod kosciolami mile widziani. Drugim wrogiem sa pozornie pobozne przykoscielne przydupasy, w tym pisiory. Przez swoja kadencje robili wszystko, zeby obrzydzac, zeby przeszkadzac, nawet wymyslili ostatnio 20-procentowy podatek od zbiorek, na szczescie szlag ich trafil, zanim go wprowadzili. I pomyslec, ze corocznie dawali na propagande tyle, ile orkiestra uzbierala przez 30 lat, 2 miliardy zlotych, a dodatkowo kosciolowi 10 razy tyle. Na rok! I jeszcze ich upijalo, ze Owsiak w jeden dzien zbieral setki milionow na sprzet, ktorego panstwo szpitalom nie gwarantowalo. 
 Na szczescie im bardziej oni przeszkadzali, zabraniali i obrzydzali, tym ludzie byli hojniejsi, za rzadow pisu padaly rekordy zbiorek. Jakim trzeba byc malostkowym scierwem, zeby wymazywac z obrazu serduszka, a Owsiaka oczerniac, ze zgarnia dla siebie wiekszosc zebranych pieniedzy. Ten czlowiek co roku rozlicza sie co do grosza, jego ludzie w wiekszosci pracuja z nim dobrowolnie i w ramach wolontariatu. Czyzby pis, znajac "rozliczanie" Caritasu, mierzyl innych ta sama miarka? Raz jeden prawie udalo sie tym koscielno-pisowskim kanaliom wytracic Owsiaka z WOSP, zrezygnowal z dzialalnosci po dramatycznej smierci Adamowicza podczas jednego z finalow. Tego bylo Owsiakowi za duzo, nie chcial juz wiecej ciagnac swojej dzialalnosci, co w tym ludzkim odpadzie, tej ewolucyjnej pomylce, wzbudzilo zywy entuzjazm. Na szczescie pozwolil sie przekonac, zeby nie przestawac i dalej czyni dobro. Do konca swiata i o jeden dzien dluzej. A ja pozwole sobie przypomniec wierszydlo, ktore kiedys dawno popelnilam na czesc i okolicznosc.

Swiatelko do nieba.

Dzisiaj sa juz dorosli, wlasne dzieci maja,
przezyli, bo w czas przy nich zjawila sie wrozka
w czerwonych okularach, na nic nie czekajac,
sprawila, ze nie zmarli, a powstali z lozka.

Byla glosna, chrypiala, wszystkich zagrzewajac,
by w czarach pomagali, dzielac sie groszami
i w styczniowe niedziele,  wraz z orkiestra grajac,
sluzbe zdrowia wspierali drobnymi datkami.

Wrozka Jurek porywa coraz wieksze tlumy,
szpitale wyposaza w coraz lepsze sprzety,
lud portfele otwiera, plynie ofiar strumyk,
wszyscy przednio sie bawia, wzruszaja momenty,

gdy wiekszy datek wpadnie lub gdy ktos, kto nie ma,
wlasna praca pomaga lub na licytacje
wystawi swoja tworczosc. Jurek wrzeszczy SIEMA!
i prosi dobrych ludzi o wieksze dotacje.

Z roku na rok Orkiestra zbiera coraz wiecej,
dzieki niej wielu dzieciom przezyc bylo dane,
Orkiestry szczytne cele sa warte poswiecen,
a jej organizacje coraz bardziej zgrane.

Niech swiatlo bije w niebo kolejne stulecia,
niech nikt sie nie zniecheca innych intrygami,
oni w koncu zalegna na  historii smieciach, 
a my ratujmy dzieci swoimi czynami.

Robmy swoje w to swieto, na pohybel draniom!
Radujmy sie, spiewajmy, pomagajmy z pasja,
niech swiat sie zaczerwieni od serduszek znamion,
 dbajmy o to, by nigdy swiatelko nie zgaslo. 
 
 

31 maja 2023

Niedawno...

 ... rozmawialysmy sobie ze znajoma, ktora jest mniej wiecej w moim wieku, na tematy przerozne, ale jak to w zyciu bywa, wiekszosc rozmow predzej czy pozniej schodzi na temat wiadomy. W koncu swiat kreci sie wokol tylka. Nie kazdy tylek tylkowi rowny, bo np. swiat pisu wiruje wokol tylka nadprezesa-genialnego-stratega-jarozbawcy. Ten to musi miec szerokie wejscie, skoro dzien w dzien stoi kolejka, zeby mu sie wslizgnac, a nie kazdy uzywa zelu lubrykacyjnego czy innego towotu. Swiatek przykoscielny bryluje hierarchicznie, wierni u proboszcza, proboszcz u biskupa, ten u kardynala, a ten ostatni w samym Watykanie, wokol Franka. I tak jest wszedzie, w kazdej branzy.
 My jednak pozostalysmy klasycznie, w poblizu calkiem zwyczajnej du*y. Znajoma opowiadala o programie telewizyjnym, ktory krotko przedtem ogladala i w ktorym wypowiadaly sie osoby, glownie kobiety, zarabiajace na roznego rodzaju uslugach cielesnych, ale nie tylko. O swojej pracy opowiadaly zwykle prostytutki, dominy, sado-maso i inne wcielajace sie w rozne role, osoby dogadzajace roznym fetyszystom, kobiety wykonujace swoje uslugi "zdalnie" czyli przed kamerkami lub... parajace sie wysylaniem  zbokom wszelkiego autoramentu roznych rzeczy, ktorych oni potrzebuja do zycia i swego zbokowego funkcjonowania. Najwiekszym wzieciem ciesza sie uzywane majtki. Mozna tez przez kamerke pokazywac rozne swoje czesci ciala, bynajmniej nie TE najwazniejsze, ale np. stopy dla feetfetishist. Najbardziej interesujace w tym wszystkim jest to, ile i jak duzo mozna w tej branzy zarobic, a w koncu zadna z nas nie moze narzekac na nadmiar emerytury, co nie?
 I tu zakielkowal w nas pomysl, nie zgadniecie jaki. Aaa, zgadliscie? No wlasnie!  Zainwestowac trzeba jedynie w kilkaset par majtek, a potem juz tylko je nosic, wysylac, kasowac gruba forse i rozgladac sie, pod jakimi palmami spedzic kolejny urlop oraz gdzie wybudowac wille, na ktora nagle bedzie nas stac. Albo wypedikiurowac stópki i pokazywac je sliniacym sie zwyrolom. Praca bezpieczna, bez kontaktow osobistych, bez ryzyka zlapania intymnej choroby albo trafienia na psychopate-kanibala i wszystko w czasie, kiedy maz jest w pracy, dzieci w szkole, a tesciowa wlasnie udala sie na majowe. Mozna miesiecznie wyciagnac do kilkuset tysiecy i to bez podatku, bo za uslugi seksualne panstwo na ogol nie kasuje, bowiem czerpanie zyskow z nierzadu ma swoja wlasna nazwe i jest karalne. No moze w Polsce beda brac od kazdego po 20%, bo skoro kradna od zbiorek na umierajace dzieci, to pewnie tym bardziej przypadnie im do gustu funkcja panstwowego (moze lepiej zabrzmi z ulubionym przymiotnikiem NARODOWEGO) alfonsa. 
 
 Zeby nie bylo niedomowien, wszystko powyzej jest dezinformacja i konfabulacja oraz plonem naszej absolutnej glupawki podczas wesolej rozmowy dwoch starzejacych sie niewiast, ktore na swoj sposob troche zaluja, ze za czasow ich mlodosci nie bylo internetow i tych wszystkich dzisiejszych udogodnien.

No i jeszcze sie pochwale tym, ktorzy nie maja fejzbuczka, jak aktywnie spedzalysmy z Toyka weekend zielonoswiatkowy.


Przeszlysmy do kupy 31,79 kilometra, moje kroki policzyly sie i wyszlo 43.929, no i spalilam 1778 kCal. Obiesmy sa zmeczone, ja dodatkowo dorobilam sie babli na kopytkach oraz kolanko znow mnie boli. Ale za to jaka satysfakcja!

18 marca 2023

Moja muzyka

 W moim zyciu muzyka nie odgrywa jakiejs szczegolnej roli, wprawdzie lubie kiedy gdzies w tle cos tam bzyczy, ale glownie slucham jej w drodze do i z pracy, ogolnie w samochodzie. Bo juz np. przez sluchawki, z psem na spacerze czy podczas prac domowych, sprzatania czy prasowania, wole sluchac podcastow albo audiobookow. Jako nastolatka tez lubilam cicha muzyke i nigdy specjalnie nie nadazalam za trendami, bo bardzo podoba mi sie muzyka z laz 50-tych, wczesny rock, boogie-woogie, a z moich czasow, ktore przypadly na lata 70-te, podobaly mi sie tylko niektore. Od poczatku zachwycilo mnie jedynie kilku wykonawcow, The Carpenters, Simon & Garfunkel, Elvis - mozecie wiec mniej wiecej sobie wyobrazic, jaka muzyke lubie. Sa jednak pojedyncze utwory, ktore na mojej playliscie zajmuja czolowe miejsca i jest to np. The whiter Shade of Pale i, o dziwo! The Sounds of Silence, ale w wykonaniu Distrubed. To chyba jedyna piosenka, ktora moim zdaniem jest lepsza od oryginalu, a ja bardzo nie lubie przerobek, zwlaszcza tych udziwnionych. W tym jednak przypadku musze oddac wyzszosc wykonania komus innemu od mojego ulubionego duetu. 
 Dlugo by wymieniac te pojedyncze piosenki, ktore powoduja u mnie albo gesia skorke, albo tak szarpia wnetrze, ze plakac mi sie chce. Lubie tez utwory instrumentalne, niektore jazzowe, ale te tradycyjne, zadnej penderecczyzny czy innych wydziwian sesjowych. Niedawno odkrylam pewna mloda, sliczna i utalentowana pianistke specjalizujaca sie w boogie-woogie, moglabym jej sluchac bez przerwy, ale i patrzec, bo jest przeurocza.
 

 

 Bardzo lubie placzliwe dzwieki bluesa, tego czarnego, niewolniczego jeszcze, ojca wszystkich bluesowych potomkow. Ja w ogole lubie raczej utwory smutne i spokojne, a zawodzenie hawajskiej gitary przenosi mnie na wyzsze poziomy emocji. 
 

  A przy tym to calkiem odplywam
 

 Nie sposob wymienic wszystkiego, miejsca na blogu by zabraklo, ale trzeba wspomniec rowniez o muzyce klasycznej. Nie bede sie snobowala na fanke Haendla i Bacha, wole lzejsze utwory, ale ogolnie lubie czasem posluchac czegos powazniejszego od muzyki pop. Wspolczesna muzyka jakos mnie nie porywa, ale to nic dziwnego, jestem juz w zaawansowanym wieku i nie musze rozumiec nowych trendow, ani tego, ze malo kto w ogole umie spiewac, zna nuty czy ma szkolony glos. Wszystko za nich wykonuja technologicznie zaawansowane czarodziejskie maszyny, a oni tylko ruszaja ustami, a i to nie zawsze zgodnie z tekstem. Na koniec jeszcze 
 

 A jak tam u Was, jaka muzyke lubicie? I gdyby Was zeslano na bezludna wyspe i pozwolono wziac ze soba tylko jeden utwor, ktorego mielibyscie sluchac juz do konca zycia, to co by to bylo? Trudna decyzja, ale ja zdecydowalabym sie na Bohemian Rapsody.
 

21 stycznia 2023

Wymarzone miejsce

 ... w ktorym chcielibyscie zamieszkac i zyc, gdyby kompletnie nic Was nie ograniczalo? I dlaczego.

Takie cos znalazlam na fejsuniu i zamiast przescrollowac dalej, zatrzymalam sie i popadlam w zadume. Gdzie chcialabym  zyc, skoro, jak glosi powiedzonko, wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma. Ale powiedzmy, ze nie mam zadnych ograniczen, a glownie chodzi o finanse, znajomosc jezykow, opieke medyczna (co w moim wieku odgrywa niemala role), mentalnosc tubylcow, najczesciej zwiazana z wiekszoscia religijna, klimat, przestepczosc, no sporo warunkow do spelnienia. 
Ja na pewno nie chcialabym zyc dalej w Europie, unia narzuca za duzo absurdalnych przepisow i ograniczen, z poprawnoscia polityczna na czele, a poza tym klimat niespecjalnie mi odpowiada i w ogole zrobilo sie tu za ciasno. A wiec na pewno zamieszkalabym gdzies nad duzym zbiornikiem wodnym, najlepiej morzem czy zgola oceanem, ktory lagodzilby letnie upaly, woda to jest w ogole moj zywiol i zycie w jej poblizu stanowczo by mnie uszczesliwilo. 
Lubie rosliny i kwiaty, wiec ogrod z drzewami bananowca czy mango, pomaranczy i mandarynek bylby mile widziany. Wyobrazcie sobie, wstaje rano, wychodze na balkon sypialni, a tam hibiskusy, orchidee, kamelie i inne cudownosci, a miedzy nimi papugi, malpy i kolibry. Nie od rzeczy bylby niewielki wodospadzik, szemrzacy do snu i kojacy stresy. 
Moje najstarsze dziecko przebywa wlasnie na urlopie w Indonezji i codziennie czestuje nas idyllicznymi zdjeciami, ale... no coz, zagrozeniem byloby dla mnie tamtejsze wyznanie i jezyk. Nie wiem, czy chcialoby mi sie na starosc uczyc.
Australia, a nawet bardziej Nowa Zelandia, jezyk znany, szybko bym sobie przypomniala, opieka lekarska na poziomie, ale... no nie pojechalabym po lewej stronie, przez pol wieku jezdze po prawej i nie bede sie przestawiac na starosc.
Ameryka Lacinska, Karaiby, no coz za duzo tam katolicyzmu, hiszpanszczyzny i portugalszczyzny - nie. No a poza tym huragany. 
Moim najwiekszym marzeniem sa Hawaje, w koncu to dosc cywilizowany kraj te Stany Zjednoczone, ale na tyle daleko od stalego ladu, ze jest spokojniej. Jezyk znany, ruch prawostronny, opieka lekarska na poziomie, klimat znakomity, widoki przednie, roslinnosc dostatecznie egzotyczna i zadnego religijnego terroru - no zyc i nie umierac. A jak juz wulkanowi sie zachce wybuchnac pod moim tylkiem, to bylaby to piekna smierc, a co najmniej w pieknym miejscu.
A jak tam u Was? Gdzie najchetniej chcielibyscie zakotwiczyc i zyc?

12 grudnia 2022

Niedawno odkrylam...

 ... profesora Zbigniewa Mikołejko, polskiego intelektualiste. A stalo sie to za sprawa jednego z jego cytatow znalezionych w internecie. Przytaczam:

Pis jest przeciez konglomeratem roznych sil: poboznych starszych pan, malorolnych z Podkarpacia i Chicago, kiboli, drobnomieszczan z bylejaka edukacja, ludzi przegranych na rozne sposoby (...) Mamy do czynienia z rozkielznanym anarchicznym tlumem, ktory sadzi, ze wszystko jest dozwolone (...)  Z racji wieku, braku edukacji, atawistycznego trwania przy kulturze "ziemi i krwi" oni sa troche jak talibowie - zyja w istocie poza cywilizacja (...) Elektorat PiS sklada sie z nieudacznikow, ktorzy uwazaja, ze nalezy im sie lepsze miejsce w spoleczenstwie.

Dawno nie czytalam trafniejszej diagnozy sprawcow calego tego burdelu i gremialnego okradania gospodarki i platnikow podatkow, jakie zapanowaly w Polsce po wstapieniu na tron tych od "teraz, qrwa, MY!" Rzucaja od czasu do czasu jakis ochlap, zeby zatkac geby buntownikom, sami przy tym kradnac na niespotykana dotad skale i jednoczesnie odbierajac gminowi to, co wczesniej dali, poprzez podwyzki cen i nowe podatki. Gospodarka lezy, zadluzenie jest tak gigantyczne, ze kilka nastepnych pokolen nie bedzie w stanie tego dlugu splacic, za to pociotki i kochanki pourzadzani sa na panstwowych stanowiskach, skad rownie pracowicie kradna. Wydawac by sie moglo, ze nawet najwiekszy idiota wreszcie doda dwa do dwoch i zauwazy zaleznosci, ale daremna nadzieja, ciemny lud kupuje wszystko, co mu zapodaje hojnie finansowana kurwizja (tak, wiem, ze ten od nazwy wylecial), ale czemu sie dziwic, skoro jej publike stanowia w przewadze ludzie z wyksztalceniem podstawowym, ktorych udzial w ogladaniu tych bzdur rosnie, spada natomiast ogladalnosc u ludzi z nieco wyzszym wyksztalceniem. Bo kto tylko ma nieco wieksze IQ od ameby, ten musial zauwazyc zlo panujace w Polsce od 7 lat, a nachalna propaganda przestaje byc skuteczna.

Na koniec jeszcze jeden cytat Mikolejki:

 Polska religijność jest rytualna, obrzędowa, ogołocona wewnętrznie. Powiedziałem kiedyś i powtórzę, że pustym kościołom zachodniej Europy odpowiadają puste formy religijne w Polsce. Ta płytkość, obojętność religijna wynika z braku głębszych przeżyć i filozoficznej, teologicznej refleksji.(...) Atawizmy biologiczne i rytuały, pogańskość. W Polakach nie ma żarliwości wiary ani niewiary. Żarliwości buntu, zmagania się z Bogiem. 

Madry i odwazny czlowiek. 


 

 

25 listopada 2022

Japonia to stan umyslu

Po raz kolejny wszystkie telewizje i prasa pokazuja zachowanie japonskich kibicow po imprezie sportowej, w tym przypadku po wygranym na mundialu meczu z Niemcami. Wszystkie przekazy sa w formie sensacji, a przeciez takie zachowanie powinno byc norma. Przeciez nikt nie kaze sprzatac po obcych ludziach, oni po prostu sprzataja po sobie. To takie proste, ze az niewykonalne w innych panstwach i kulturach. A o ile ulatwiloby zycie, sobie, innym ludziom i srodowisku.
Kiedys widzialam zdjecia z multiplexu, gdzie personel zwijal sie jak w ukropie w przerwie miedzy seansami, zeby uprzatnac nie tylko gory opakowan po tonach zarcia, jakie widzowie biora ze soba do kina, ale rowniez porozsypywany wszedzie popkorn. Nie wiem, czy tak trudno trafic lapa do paszczy, zeby nie pogubic polowy tego szajsu. Poza tym, czy w ogole w  kinie koniecznie trzeba zrec? Szelescic? Mlaskac i siorbac, przeszkadzajac innym ogladajacym i robiac taki balagan? Po czym podniesc zadek i wyjsc, bo przyjdzie sluzba i posprzata za jasniepanstwem.
Wiekszosc jest tak uczona od dziecka, zapracowane matki sprzataja po maluchach, nastolatkach i doroslych dzieciach, kiedy jeszcze mieszkaja w domu. Nie zastanowi sie jedna z druga, ze wychowuje leniwego roszczeniowca, ktory kiedys bedzie chcial sie ozenic (lub wyjsc za maz) i, jak szybko wejdzie w zwiazek, tak jeszcze szybciej zostanie z niego pognany na szczaw, bo nie sposob zyc z kims takim pod jednym dachem. Podobnie w szkolach, od sprzatania jest wozna i zaden dzieciak nie znizy sie do ogarniecia swojego miejsca nauki. 
W Japonii jest inaczej, tam szkoly nie zatrudniaja woznych czy sprzataczek, dzieci uczone sa od malenkiego sprzatania po sobie, czego efekty widac dzisiaj m.in. na stadionach. A czy wyobrazacie sobie jazgot, jaki podniesliby nadopiekunczy rodzice, gdyby taki obowiazek chciano wprowadzic do polskich albo niemieckich szkol? Ci sami rodzice w Polsce jednak ofiarnie pucuja koscioly, bo pleban kaze i trzymaja pyski, zeby nie zostac wyczytanym z ambony. Mozna wiec? Mozna! Zalezy tylko, kto zleca.
 Po raz kolejny przekonuje sie, ze bycie Japonczykiem to stan umyslu, powod do dumy. A bycie Polakiem? Nie probujcie mi wciskac, ze tez, skoro widze panujacy wokol balagan i brud podlane bogoojczyznianym belkotem. Ament.
 szatnia reprezentacji Japonii po meczu z Niemcami
 
Tak zas wygladala szatnia Japonczykow po rozegranym z Niemcami meczu. Szkoda, ze nie pokazali dla porownania szatni Niemcow. Zrodlo zdjecia


14 września 2022

Na starych smieciach

 Rzadko bywam na starych smieciach, to jest na osiedlu, gdzie dawniej mieszkalismy, choc na samym osiedlu to bywam, bo tam mieszka srednia corka ze swoimi szkrabami, ale lata cale nie bylam nad pobliskimi rzekami, gdzie regularnie spacerowalam z Fuslem, jeszcze przed przeprowadzka. Niedawno spotkalam znajoma i ona z zachwytem opowiadala o zmianach, jakie zaszly w okolicach ujscia Grone do Leine, wiec chcialam to zobaczyc.
Zmiany zostaly przeprowadzone prawdopodobnie celem ponownego "zadziczenia" koryta rzeki Leine. Byl czas, kiedy nieswiadomi nastepstw ludzie "regulowali" po swojemu rzeki, bo im przeszkadzalo, ze sie wija i zajmuja tereny, ktore mozna by wykorzystac w inny sposob, np. budujac tam osiedla. Rzeka stawala sie kanalem i wystarczylo wieksze oberwanie chmury, zeby woda wylewala na te nowo zbudowane osiedla. W latach 60-tych Getynge nawiedzila tak wielka powodz, ze cala starowka byla pod woda, pozniej wiec poglebiono Leine, podniesiono waly i wprawdzie woda juz do srodmiescia nie dotarla, ale pamietam w latach 90-tych stojace pod woda jezdnie, a psiapsia, ktora teraz mieszka nad morzem, miala Leine w swojej piwnicy. Teren, po ktorym tego dnia spacerowalam z Toya, caly byl wtedy zalany, a prad rzeki, ktora nagle zrobila sie 10 razy szersza, zabieral ze soba drzewa. Bo natura tak ma, pozwala czlowiekowi skakac sobie po nosie, "regulowac sie", betonowac, az w koncu ma dosc i pokazuje, kto tu rzadzi. Wreszcie wiec zaczeto naprawiac bledy.
Zaparkowalam przy schronisku dla zwierzat i udalysmy sie w strone naszego bylego lokum, mijajac po drodze pasace sie tym razem tutaj nasze lowiecki. Miedzy Leine i Grone wykopano krety (krenty) drugi kanal dla Leine, miedzy tym starym a nowym powstalo cos w rodzaju wysepek, calkiem fajnie to wyglada.

Przeszlysmy pod autostrada

Lowiecki wygolone

Chodz szybciej, mame!

Zobacz, gdzie weszlam!

Doszlysmy wreszcie do miejsca, gdzie Leine sie rozwidla. W starym korycie usypano w kilku miejscach "przeszkody" z kamieni, zeby woda nie plynela prosto.

Ta lodka chyba dla ozdoby, bo nie da sie tam plywac, na drugim planie przeszkoda z kamieni

Toyka w swoim zywiole, woda dosc plytka, wiec hulaj dusza


Tu widac wyraznie, jaki ten nowy kanal jest krety (krenty)

Na pierwszym planie nowy kanal, a tam gdzie drzewa - stara Leine



Dotarlysmy do miejsca, gdzie dalej nie dalo sie przejsc, na przedostatnim zdjeciu, jak je sobie powiekszycie, widac zwalone drzewa, przeszlysmy wiec przez mostek nad Grone do miejsca, gdzie jest latwy dostep do rzeki. Tam nawet Fusel wchodzil na swoich krociutkich jamniczych lapkach. I sie zaczelo!


W pewnym momencie trace Toyke sprzed obiektywu, bo wpadla w glebsza wode i krotko plynela, a jak wiecie, ona panicznie boi sie plywania, wiec zaczelam kombinowac, czy juz mam po nia skakac i ratowac, gdyby zaczela sie topic, czy jeszcze poczekac. Ale jakos sama dala sobie rade, a nawet wylowila patyczek, ktory rzucilam jej do wody.
Pozniej doszlysmy do miejsca, gdzie Grone konczy swoj bieg wpadajac do Leine. Na fejsbuku pokazywalam filmik, gdzie Toya brzechta sie w Grone, ale blizej jej zrodel, to niedaleko nas, tam jest tez ujecie wody pitnej dla miasta. A po drugiej stronie Getyngi Grone sie konczy, na zdjeciu widac jej ujscie, na pierwszym planie , bo na drugim jest juz Leine, a dzieli je tylko widoczny cypelek.


Dalej, jak widac, tez sa poustawiane te kamienne przeszkody

Znow przechodzimy pod autostrada, ale tym razem z drugiej strony Grone

Nie zrobilysmy tym razem jakiegos dlugiego dystansu, ale Toyka nabiegala sie po wodzie, za patykiem albo i bez celu, widac bylo, ze sucz ma wielka radoche przy tej ilosci nadajacej sie do biegania wody. Trzeba korzystac z ladnej pogody, bo choc ranki i wieczory sa chlodne, to w dzien jest przyjemnie cieplo.
Nasza Leine to rzeka, ktora zaczyna swoj bieg w Turyngii, liczy sobie 280 km, plynie m.in. przez Getynge, Hannover i wpada do rzeki Aller.

23 maja 2022

Obudzic sie... kiedy?

 Pamietacie film Godzina pasowej rozy? A Wehikul czasu? A Powrot do przyszlosci? Czy Was tez fascynowala mozliwosc podrozowania w czasie? Przenoszenia sie dowolnie w przeszlosc lub przyszlosc, nie kusilo pomajstrowanie w historii, by zapobiec wielkim nieszczesciom, ludobojstwu, pogromom,  albo narodzinom swiatowych sadystow jak Hitler czy Stalin, zreszta bylo tych zwyrodnialcow wiecej. Pokusa jest silna, choc znajomosc literatury na temat podrozy w czasie powinna wzniecic dzwonki alarmowe, bo skoro mozna zmienic wlasciwie wszystko za sprawa efektu motyla, to co byloby, gdyby nasza ingerencja w przeszlosc doprowadzila do jeszcze gorszych zmian? Do powstania innej rownoleglej rzeczywistosci, w ktorej nie ma gwarancji, ze bedziemy soba. Ze w ogole bedziemy.
Czasem mi sie marzy zyc w innych czasach, moze tych sprzed zelaza i pary, kiedy to powstal drapiezny kapitalizm, a czlowiek nie znaczyl nic, byl jedynie tania sila robocza, miesem armatnim, srodkiem do celu burzuja, co zreszta trwa do dzisiaj. No wiec marze ja sobie, widze sie w tych pieknych komnatach zamkow, w powloczystych szatach, ze sluzba rozpalajaca w kominkach, zebym mogla wstawac z lozka do cieplego pokoju, ale... zaraz... kto powiedzial, ze kiedy przeniose sie w czasie, bede wlasnie ta bogata, a nie ta, ktora dla niej rozpala w kominkach? To jeszcze pol biedy, bo przynajmniej mialabym robote i mieszkala w godziwych warunkach gdzies na poddaszu posiadlosci. Ale co, gdybym tak urodzila sie w rodzinie bezrolnego parobka albo innej postaci z dalekiego marginesu spolecznego?  Tu przychodzi mi na mysl jedna z pierwszych scen filmu Pachnidlo, gdzie naszego antybohatera rodzi gdzies w blocie tania dziwka i w tym blocie go zostawia w nadziei, ze dzieciak umrze. 
No ale zalozmy, ze az tak ekstremalnie zle nie bedzie, ze trafie gdzies do klasy sredniej. Jesu, jak ja bym dala sobie rade bez pralki, lodowki, zmywarki, telefonu i wszystkich tych urzadzen, bez ktorych dzisiaj trudno sobie zycie wyobrazic. Jak wytrzymalabym latem zakryta po szyje, z rusztowaniem z tylu majacym imitowac wypieta dupe, w gorsecie(!!!) i kapeluszu. Jesuuu...!!! Jesli nawet stac by mnie bylo na wyjazd do wód, to i tak z tych wód nie moglabym korzystac, bo jak tu plywac w krynolinach i pantalonach. Oraz kapeluszu.
Fajnie sie oglada lub czyta o podrozach w czasie, ale ja bym sie bala, nie ma we mnie tego pierwiastka ryzyka, dlatego miedzy innymi nie ciagnie mnie hazard. 
A teraz tak czysto teoretycznie, gdybyscie mogli dowolnie podrozowac w czasie, jaka epoke byscie wybrali? Ja optuje za Ameryka lat 40-tych i 50-tych, boogie-woggie, Elvis, rockandroll i jako taki porzadek na swiecie podzielonym zelazna kurtyna, a przy tym fajna moda.

19 grudnia 2021

Nie jestem...

 ... zadnym krytykiem, ani literackim, ani w innej dziedzinie sztuki, mnie albo cos sie podoba, albo nie i tyle. Nie dzielilam wlosa na czworo, nie szukalam w sztuce drugiego dna ani nie dociekalam specjalnie, co autor mial na mysli stawiajac klocka na zielonej kartce papieru i podpisujac Apokalipsa albo tytulujac w jeszcze inny, nierzadko mocno udziwniony, sposob. I zeby byla jasnosc, ja tzw. sztuki nowoczesnej w zasadzie nie lubie, bo moim zdaniem ci tzw. artysci niewiele maja swiatu do przekazania, choc udaja cos wrecz przeciwnego, wiec stawiaja przyslowiowego klocka i kaza podziwiac jako sztuke. Po czym przychodzi tlum znaffcow i zaczyna madrze kiwac glowami oraz rozprawiac nad ta kupa, jakie to przeslanie przyswiecalo artyscie. Kazdy z nich widzi kupe, kazdy ledwie wytrzymuje jej odor, ale nikt nie chce zostac posadzony o brak empatii tworczej, wiec dopisuja do kupy jakas filozofie.
Podobnie mam ze wspolczesna poezja, o ile to w ogole podpada pod jakakolwiek poezje, bo dla mnie poezja to jakies rymy i rytmy, a nie zbiorowisko przypadkowych slow, bez wielkich liter i znakow przestankowych. Zas gromada znaffcow pieje o glebokim egzystencjalnym drugim dnie. 
No i tu okazuje sie, ze to oni mieli racje, a ja sie nie znam. I nie musze, moge pozostac przy swoim "podoba mi sie albo nie", takie moje zbojeckie prawo. Bo otoz dostaly sie w moje rece dwa tomiki wierszy(?), czy jak to nazwac, skoro nie odpowiadaja moim definicjom poezji. Powiedzmy zatem utworow, o! Autorka jest Kasia Kadyjewska, nieznana mi osobiscie, ale wirtualnie znacznie blizej, bo wpuscila mnie nieco do swojego zycia. Znalazlysmy wiele wspolnych punktow i chyba sie lubimy. I nagle dotarly do mnie poczta dwa tomiki, taki cieply prezent na swieta, oba z dedykacja i autografem. Juz sam ich wyglad zachwyca, twarda okladka, piekna grafika i kredowy papier. Niewiele maja wspolnego z moim wyobrazeniem debiutanckiego tomiku, sa... takie profesjonalne i bogate.
Zaczelam od pierwszego "Katalog cnót niemodnych" i tak wsiaklam, ze nie zauwazylam braku interpunkcji, rytmu i rymow. Nie wiem, na czym polega magia Kaskowych utworow, ale skupia uwage na tresci i przeslaniu do tego stopnia, ze czlowiek nie zauwaza nic innego. Pierwszy raz mnie cos podobnego spotkalo. Ale bylam wtedy jeszcze przed lektura "36 wariatek", bo kiedy w koncu siegnelam po nie, wywrocilo mnie na nice. Plakalam przy prawie kazdym utworze, w kazdym widzialam siebie i to nadzwyczaj wyraznie, wywracalo mi wnetrze, kroilo w cienkie paski i posypywalo sola, a potem rozpylalo kwas siarkowy. Bolalo nie do wytrzymania. Wuj tam z rymami i rytmami! 
Kaska, jestes naprawde utalentowana i wielka!

17 grudnia 2021

Hej, kolynda, kooolyndaaa...!

 Material do tego wpisu zebralam, czytajac fejsbukowa przypominajke sprzed dwoch lat, dostarczyly go w komentarzach Ewa Szapiel, Krysia Thompson, Anais Stern, Teresa Orka i Eva Dec. Zdjecia wydobylam z czeslusci internetowych. A zaczelo sie od tego:


Wymię ojca i syna!!! Jaki śrut? O, jeżu malusieńki!!!
A potem wspomnienia poszly lawina.  Wymię  powtarzala uparcie znacznie mlodsza siostra Ewy Sz., kiedy ta co wieczor musiala przypilnowac jej paciorka i krztusila sie ze smiechu, co straszliwie obrazalo malolate. Zaczynala wiec paciorek od poczatku. I potem znowu, a Ewa od kolki malo nie zeszla.
 
Od Orki:
Maryja Panna, Maryja Panna dzieciatko piaskuje, i Józef Stalin i Józef Stalin, on ją pielęgnuje.
Czytam to juz po raz ktorys i za kazdym razem nie moge przestac rechotac. Chyba kazdy z nas ma takie wlasne wspomnienia, kiedy jako dziecko przekrecal slowa i czasem dopiero w poznej doroslosci obcinal sie, ze to jednak bylo inaczej.
 

 Pisze Eva:
Jezus ma na nazwisko Ipanienko, skoro spiewaja "pojdzmy wszyscy do stajenki do Jezusa Ipanienki" ale kolega mi objasnil, ze Anaszpan bo na pogrzebie spiewali "dobry Jezu Anaszpanie"
 

 Mamy tez pierwiastek zagraniczny, zeby nie bylo, ze tylko polskie dzieci przekrecaja slowa koled. Pisze Krysia:
"Rozmawialam wlasnie ze slubnym o piaskowaniu i Jozefie Stalinie Orki i slubny mi przypomnial, ze jedna koleda angielska, gdzie jest while the shepherds watch their flocks, czyli kiedy pasterze pilnuja swoich trzod, to dzieci spiewaja while shepherds wash their socks, czyli kiedy pasterze piora swoje skarpetki..."
 

 
Anais Stern:
I kolęda o cielątku 'małe mu, małe mu' , autentyk, dziecko tak stwierdziło.
- To o malej krowce.
- I o rece Wicka!
- Nie znam...
Oj maluski, maluski nicym reka Wicka...
- Aaa znam, ino mnie ten Wicek troche z pantalyku zbil!
 
 
Ewa GD
Pasuje do tej co w bikini kolędy śpiewa wymachując łańcuchem czy co to tam ma. Pejcz? Całkiem jakby z rury zlazła, u niej to "śrut".
 
Ehhh, Ewa, jak mi Ciebie brakuje, niedlugo minie rok, odkad odeszlas do lepszego swiata.
 

Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...