Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą internet. Pokaż wszystkie posty

06 lipca 2025

Narowiste urzadzenie, sekscesy i Maja

 Cos mi ostatnio internet szaleje i stawia sie w poprzek oraz czyni mi wbrew, a nawet w brew i w oko. Co chce wkleic jakies zdjecie, obojetnie czy na blog, czy na fejsbunia, to to zdjecie za chwile znika, a na jego miejscu ukazuje sie niewiele mowiacy napis hoppla. No i jak ja mam to rozumiec? Moglaby mi ta sila wyzsza cos blizej napisac, to nie, a samo hoppla naprawde nic mi nie mowi. Kiedys moglam tylko skopiowac grafike i wkleic, teraz nawet  zapisanie na lapkowym dysku nie pomaga. Ale ja jestem sprytniejsza od tych sztucznych inteligencji i roznymi sposobami oraz pokretnymi drogami bardzo naokolo zamiescilam zdjecia, ktore chcialam zamiescic w poscie. Dotyczylo to zarowno zdjec cudzych, jak i moich wlasnych, konkretnie chodzi o poprzedni post. Nie wiem, co temu lapku albo temu internetu odjaniepawlilo, czy im sie styki przegrzaly, bo dosc upalnie bylo, czy przyczyna byla inna, w kazdym razie ze mna nie wygral.
  Nie ma dnia, zeby media, ale glownie te opozycyjne, nie meldowaly o nieprzyjemnych zdarzeniach na plywalniach. Zaczynaja sie wakacje, jest upalnie, wiec mlodzi ludzie tlumnie ciagna do miejsc, gdzie jest woda i gdzie mozna sie nie tylko ochlodzic, ale przyjemnie spedzic czas w gronie rowiesnikow. Tyle tylko, ze tzw. uchodzcy zwietrzyli okazje do nieobyczajnych praktyk, krotko mowiac, do obmacywania kobiet i dzieci pod woda, a jak nadarzy sie okazja, do gwaltow. Ostatnio glosna byla sprawa kilku Syryjczykow, ktorzy atakowali seksualnie dziewczynki, najmlodsza miala 11 lat. Meldowanie tych ekscesow ratownikom niewiele daje, czasem wzywana jest policja, ale na litosc, juz teraz nawet na basenach bedzie jakies security, bo azylanci atakuja nieobyczajnie dzieci? Nie obylo sie bez skandalu, kiedy to pewna platforma "skleila" nie to pytanie z odpowiedzia burmistrza tego miasteczka i wyszlo, ze burmistrz probowal usprawiedliwiac tych macantów, ze kiedy jest tak goraco, to gnoje nie wiedza, co czynia, a my mamy to rozumiec, ze jaja im sie zagotowaly i nie panuja nad zwierzecymi chuciami. Taka niewielka manipulacja, ale stawiajaca urzednika panstwowego w bardzo niekorzystnym swietle. Oczywiscie jego wypowiedz poszla w swiat, wszyscy sie zbulwersowali, a burmistrz w efekcie musial zwrocic sie o pomoc prawna do kancelarii adwokackiej i pogrozic konsekwencjami wszystkim, ktorzy opublikowali jego wypowiedz w taki sposob, ze bagatelizuje ciezar tego przestepstwa.  Nie musze chyba dodawac, bo to juz rutyna, ze czterej aresztowani Syryjczycy juz sa na wolnosci, beda odpowiadac z wolnej stopy. Tyle, ze maja zakaz wstepu na plywalnie. Dzien pozniej jakis Rumun w innym miasteczku w Hesji obmacywal dzieci, on jednak pozostal w areszcie. Ale takich ekscesow jest wszedzie pelno, strach puszczac dzieci same na basen, choc z drugiej strony grzechem jest trzymac dzieci w wakacja w domach. Rodzice pracuja, starsze dzieciaki moglyby grupa pojsc na basen czy gdziekolwiek indziej, ale strach, ze te pasozyty moglyby im cos zrobic, kaze dzieci zamykac w domach, kiedy rodzice musza pracowac. Po internecie krazy taki dowcip: kiedys wyzwaniem bylo skoczyc z 10-metrowej wiezy do basenu, dzisiaj wyzwaniem jest pojsc na basen. A gnoje, w poczuciu absolutnej bezkarnosci, beda dalej obmacywac i gwalcic, bo lagodny sad w Niemczech nie skaze ich na zadna kare. Wiezienia sa przepelnione, grzywny nie zaplaci, bo nie ma z czego, a co podotyka to jego. Ja sie tak zastanawiam, dlaczego te entuzjastki przyjmowania nienaleznych azylantow, bo nie mam tu na mysli prawdziwych uchodzcow, dlaczego wiec te niewiasty nie zglosza sie do nich na ochotnika, zeby pomoc, kiedy im jaja nabrzmieja. To dokladnie jak w przypadku, ktory opisywalam, gdzie socjeta optujaca za przyjmowaniem, nagle gremialnie protestowala, kiedy chciano wybudowac dom azylancki w ich okolicy. Na odleglosc, duza odleglosc, a nawet bardzo duza, to oni sa tacy humanitarni, a kiedy ta holota mialaby zyc blizej, to juz humanitaryzmu nie stalo. Niech wiec te humanitarne ciotki pomagaja biednym azylantom w czynie spolecznym, zeby nie musieli podmacywac dzieci na basenach. 
 

 Nie ustaja apele "uwolnienia" i sprowadzenia do Niemiec niejakiej Maji czyli faceta, ktory podaje sie za kobiete, a ktory siedzi w wegierskim wiezieniu, bo bral czynny udzial w napasci na jakiegos Wegra, razem z tzw. banda z mlotkiem, co mniej wiecej daje jasnosc, jak brutalny i niebezpieczny dla ofiary byl to napad. Znajac stosunek Orbana do roznych dziwactw puciowych, ma on generalnie w dupie, kim czuje sie Maja, jemu wystarczy, ze ma penisa w spodniach, reszta to fanaberie. To, ze za uwolnieniem Maji optuje jego ojciec, moge zrozumiec, bo to rodzina, a rodzice kochaja swoje dzieci mimo wszystko, nie moge jednak pojac, ze w akcje uwolnienia i przeniesienia do Niemiec tego dziwolaga-przestepcy wlaczyli sie rowniez politycy. Czyli udowadniaja nieprzerwanie swoja hipokryzje i lagodnosc wobec wlasnych zbrodniarzy, Wegry zas stoja twardo na stanowisku, ze Maja bedzie sadzony i bedzie musial odsiedziec swoje. Maja strzelil focha i przestal zrec w wyrazie protestu, co na Wegrach nie zrobilo najmniejszego wrazenia, nie chce, niech nie je.
 
To jest Maja

To jest Mai ofiara

A to zdjecia z napadu zarejestrowane przez monitoring

 
 
 

22 stycznia 2025

No nareszcie!

 Wreszcie mam nie tylko porzadek w nowym laptoku, ale i drukarka przestala sie fochac. Odkad bowiem nastal w domu nowy router, drukarka pokazala mi srodkowy palec i ani myslala wspolpracowac. Robilam, co i jak umialam, ale nie udalo mi sie jej przywrocic do zycia, wiec z kazdym belegównem musialam latac kopiowac do corki. Cale szczescie, ze nie prowadze jakiegos biura i koniecznosc kopiowania czegokolwiek bywala sporadyczna. No ale to denerwuje, czlowiek ma sprzet w domu, i to relatywnie nowy, a nie moze z niego korzystac. Ta drukarka przestala dzialac jeszcze przy starym lapku, od momentu wymiany zepsutego routera, i caly czas nosilam sie z zamiarem poproszenia guru o pomoc, ale tak schodzilo, schodzilo, az stary lapek zaczal sie biesic z klawiatura, a ja tu przeciez potrzebuje sprawnej klawiatury jak powietrza, bo kto za mnie bedzie pisal posty co drugi dzien? Sie pytam? A ze smartfona to ja nie umiem i nie chce sie nawet uczyc. Szybko wiec kupilam nowy sprzet, o czym pisalam 10 stycznia, a ze guru pechowo zlapal jakas infekcje, wiec procesy przesylowe i ustawianie nowego bardzo by sie w czasie wydluzylo, dlatego ustawilam sobie, co umialam, zeby moc uzywac, a na jego pomoc moglam juz spokojnie poczekac. 
 Guru wyzdrowial, choc jeszcze chrypial, wpadl i w dwie godziny zainstalowal, wzglednie zdeinstalowal to, co chcialam/nie chcialam miec na lapku, w koncu doszlismy do drukarki, ktora byla ostatnia na mojej liscie "to do". Siedzielismy w kuchni, gdzie na stole miescily sie oba laptoki, a drukarka stoi w salonie na regale, wiec guru polecial tylko sfotografowac jej nazwe i typ, zeby w kuchni zdalnie ja podlaczyc. Niestety wszystkie proby spelzaly na niczym, glowil sie, wzdychal, wyrzucalo go drzwiami, to wchodzil z innej strony oknem, ale drukarka pozostawala martwa w swoim uporze. Zabral wiec nowego laptoka i przeprowadzil sie do pokoju. Widzialam jego zniecierpliwienie, bo i tam nie byl w stanie niczego zdzialac. Polaczyl nawet lapka z drukarka kablem i tak probowal cos osiagnac, niby cos wydrukowala, ale po usunieciu kabelka dalej trwala w stuporze. Tak sobie pomyslalam, ze skoro on nie moze, to ja z pewnoscia nigdy bym nie dala rady tego dokonac. Juz nawet zaproponowalam mu, ze kupie inna drukarke, ale on sie uparl, no jakos mu ta moja oglupiala drukarka na ambicje wjechala. 
 Tu musze wetknac mala dygresje. Kiedy bowiem stary router wyzional ducha, mila pani w telefonie proponowala mi jakis super-hiper szybki i nowoczesny, ale niestety o dyche miesiecznie drozszy router. A po co mi taki, skoro na moje potrzeby wystarczal ten, ktory mialam, wiec poprosilam o taki sam. Tyle tylko, ze juz takiego samego nie mieli, a ten nowszy model tanszego routera okazal sie w jakis sposob slabszy i gorszy od swojego poprzednika. Sprzecik stoi sobie w przedpokoju, bo tam jest gniazdko telefoniczne. Dotad stal po prawej stronie wieszaka na garderobe, czyli w wiekszym oddaleniu od salonu, Guru przestawil go na lewa strone, blizej drzwi do salonu i drukarka zaskoczyla od razu (roznica pol metra). Jestem zla i rozczarowana Telekomem, ze chcac zmusic klientow do brania drozszych routerow, te tansze robi znacznie gorszej jakosci, zeby ludzie nie mogli z nich swobodnie korzystac i zeby sie na tyle wkurzali, by brac te drozsze.
 No w kazdym razie na te drukarke guru zuzyl dwie godziny, zanim przywrocil ja do zycia, razem do kupy zmarnowal na mnie cztery godziny. On nigdy nie chce pieniedzy, wiec tym razem dostal butelke mojego ajerkoniaku i kalendarz z widoczkami Lodzi. Zloty chlopak, znam go jeszcze z jego nastoletnich czasow, a teraz dobiega 50-tki. Mieszkalismy w jednym domu, on sie stamtad wyprowadzil wczesniej, pozniej jego rodzice sie rozeszli, a jego mama przeprowadzila na obecne osiedle, pomagalismy jej przy przeprowadzce, a trzy lata pozniej i my sie tu sprowadzilismy. Wprawdzie juz nie mieszkamy w jednym domu, ale znow blisko. Guru po rozstaniu ze swoja partnerka, teraz tez mieszka w naszym poblizu, wiec jestesmy w trojke sasiadami.

10 stycznia 2025

Chwale sie

 Krazy takie powiedzenie, ze biednego nie stac na tanie rzeczy i choc wydaje sie to paradoksalne, jest prawdziwe. Podstawa tego powiedzenia jest teza, ze osoby dysponujace mniejszymi zasobami finansowymi, powinny kupowac rzeczy wyzszej jakosci, ktore sa zazwyczaj drozsze, poniewaz wystarczaja na dluzej i w rzeczywistosci ograniczaja wydatki. Tak jest ze wszystkim, od odziezy po urzadzenia gospodarstwa domowego. Kupisz tania pralke, telewizor, lodowke, zaraz po zakonczeniu okresu gwarancyjnego sprzet sie psuje, a czasy oplacalnosci reperowania tez juz dawno sie skonczyly. Kupisz u Chinczyka tania bluzke, ktora na zdjeciu wyglada fantastycznie, dostajesz jakas szmate, ktorej nie oplaca sie nawet odeslac z powrotem, bo koszty wysylki przekraczaja wartosc szmaty. I tak jest ze wszystkim, ale czlowiekowi wciaz sie wydaje, ze kupujac taniej, zaoszczedzi kase.
 Tak bylo z moim ostatnim laptokiem. Zaczynalam swoja zabawe w internety otrzymanym w spadku po niedoszlym zieciu laptokiem ACER, a kiedy juz jako tako nauczylam sie go obslugiwac, nadszedl czas na kupno wlasnego. Mozecie sie smiac, ale dla mnie rowniez znaczenie mial wyglad i nazwa, z tego powodu nie podobal mi sie Lenovo, jakos za blisko byl mi Lenina. Stanelo ponownie na ACERze i pewnie uzywalabym go do dzisiaj, gdyby nie zlamal mi sie "zawias". Niby moglam sprobowac oddac go do naprawy, ale chcialam miec natychmiast nowy, tamten wyladowal w szafie i czeka na lepsze czasy, moze kiedys oddam go do naprawy i bedzie takim zastepczym. Ale w tym czasie ACERy poszly cenowo sporo w gore, wiec zdecydowalam sie na ASUSa i od pierwszego dnia zalowalam tego zakupu. Chocby z powodu niemoznosci uzywania lapka bez kabla. Dlaczego? Bo nie podlaczony do pradu sciemnial obraz i zadna sila ani regulacje nie dawaly rady obrazu rozjasnic, a to bardzo przeszkadzalo mi w uzytkowaniu, dosc slepa jestem, zeby dodatkowo nadwerezac oczy zbyt ciemnym ekranem. Przenosilam wiec sprzet z pokoju do pokoju, ale razem z kablem, wciaz musialam byc podlaczona. Ostatnio zaczela mi szwankowac klawiatura, trzy litery W, S, Y od czasu do czasu nie reagowaly mi na nacisk, a to juz zaczynalo byc mocno wkurzajace. Jeszcze przez jakis czas zaskakiwaly te litery, czasem same, czasem po klepnieciu klawiatury, a koncu przestaly w ogole reagowac. Komentarze dawalam rade pisac z telefonu, choc oczywiscie bardzo mnie to zloscilo, bo nie lubie, ale utworzyc nowy post to bylby juz problem. Zdecydowalam wiec kupic nowy laptop, tamten ASUS mial juz 5 lat.
 Zamowilam, przyslali, teraz trzeba bylo zmotywowac guru, zeby wpadl i przeniosl wszystko z jednego na drugi. Ale jak mnie dopadlo na swieta, tak guru rozlozyl sie po swietach, musialam wiec uzbroic sie w cierpliwosc. Niestety w tym czasie padla do reszty klawiatura w starym ASUSie, wiec ruszylam sama na podboj nowego i co umialam, to sobie sama ustawilam. Wszystko bylo o tyle latwiejsze, ze wystarczylo zalogowac sie na konto Gugla i wiele rzeczy same wskoczyly na swoje miejsce. Guru bedzie mial o tyle mniej roboty, a ja nie musze sie denerwowac nie dzialajaca klawiatura i moge spokojnie czekac na jego wyzdrowienie, prowadzac swoje internetowe dzialalnosci.
 No ale czlowiek choc stary, czasem zachowuje sie jak male dziecko po dostaniu nowej zabawki. Tak i ja ktoregos poranka bawilam sie w dopieszczanie i ukladanie sobie wszystkiego jak mialam w starym i przestalam zwracac uwage na swiat zewnetrzny, w tym rowniez na czas. Kiedy spojrzalam na zegarek, z przerazeniem odkrylam, ze dawno minal czas wychodzenia z domu do fabryki, zerwalam sie jak oparzona, polecialam do auta, bedac pewna, ze choc czasu niewiele, to jeszcze zdaze, ale niestety nie wzielam pod uwage tego, ze w nocy nastapilo ochlodzenie i szyby byly cale oblodzone, bo nie zalozylam na noc plachty. Dobre 10 minut skrobalam (na wlaczonym silniku, co jest surowo zabronione i drastycznie karane), a to przekreslilo szanse na punktualne dotarcie do roboty. Musialam dzwonic po drodze i zapowiedziec, ze juz jade, ale bede pozniej.
 A oto i on we wlasnej swojej pieknej postaci:


Odkrylam mozliwosc tlumaczenia calych obrazkow

 
Bo na lapku jest taka naklejka. No jestem zachwycona!

 Nawet nie pytajcie o cene, nie byl tani. Oczywiscie nie dorownuje cenowo i jakosciowo Jabluszku, ale na tamte urzadzenia mnie nie stac.

21 października 2024

Jak bez reki

  Nachalnosc  i pospiech sa wskazane przy lapaniu pchel, tak mi zawsze powtarzal tato, a ja powinnam go sluchac, ale wiadomo, jajo zawsze madrzejsze od... no dobra, od koguta tym razem. W czwartek przylecialam z roboty i zamiast odpoczywac, zaczelam kombinowac, ze jesli wezme sie do roboty tego dnia, to bede miala cale trzy dni do wlasnej dyspozycji i zadne sprzatanie nie bedzie mi juz glowy zaprzatac, no i rzucilam sie jak szczerbaty na suchary czy tam lysy na grzebien. Energia mnie rozsadzala do tego stopnia, ze nawet umylam okno w kuchni, ale tylko tam, bo mamy jesien, a przesadzanie to praca wiosenna, a ja az tak nie zglupialam, zeby sie katowac wlasnymi rencami, to robota dla masochistow. Z kuchni przeszlam do przedpokoju i tam narozrabialam, bo zachcialo mi sie odwiedzac wszystkie zakamarki, miedzy innymi ten, gdzie stal sobie spokojnie moj router. Ruszylam go, a on sie zbiesil, pogasly mu wszystkie swiatelka z wyjatkiem POWERu i internet poszedl sie bujac na szczaw. Wszelkie proby reanimacji, ktore podejmowalam, okazaly sie daremne, wylaczanie z sieci, resetowanie, masaz serca i sztuczne oddychanie usta-usta nie wniosly NIC! Umarl na smierc. Przerwalam zatem sprzatanie i zasiadlam do telefonowania po ratunek. Kiedys juz taki "telefon do przyjaciela" pomogl mi w klopotach, oni tam jakos zdalnie posprawdzali i poprowadzili mnie tak za raczke, ze problem sie rozwiazal. Tym razem jednak mila pani przy telefonie potwierdzila ostateczny zgon urzadzenia, ktore i tak dosc dlugo mi sluzylo, bo ponad 14 lat. Router mam wypozyczony, wiec nalezy sie nowy i wprawdzie pani obiecala, ze wysle mi ten nowy zaraz-natentychmiast, wiec teoretycznie powinien dojsc w sobote, ale nie bylo to na 100%, istnialo niewielkie prawdopodobienstwo, ze dojdzie dopiero w poniedzialek. I tak zaczela sie moja gehenna ze smartfonem. Przez caly czas slepienia w ten malutki ekranik i stukania jednym palcem w malutka klawiaturke, gdzie i tak wciaz trafialam w klawisz gdzies obok, zastanawialam sie, jak w ogole mozna prowadzic internetowe zycie tylko ze smartfona, no ja bym nie umiala, za bardzo mnie wkurzaly te mikroskopijne okolicznosci dzialan. Oraz prawie poszlam do kosciola dac na msze w intencji dostania nowego routera juz w sobote. Modly zanoszone do wszystkich bóstw swiata pomogly, urzadzenie dotarlo i uchronilo mnie przed psychiatrykiem.
 Energicznie zabralam sie do roboty przy instalowaniu nowego urzadzenia, choc przedtem wypadalo zdeinstalowac stare i zrobic zdjecie cyfrowego klucza w nowym, co ulatwialo konfigurowanie z nim wszystkich domowych urzadzen. Oczywiscie musialam demontowac listwe przypodlogawa, pod ktora pochowane byly wszelkie kable, polaczyc prawidlowo wszystkie kabelki i czekac az router zechce zastartowac, a potem skonfigurowac go od nowa ze wszystkimi urzadzeniami, komorkami, telewizorami i lapkiem. Wszystko gralo i buczalo, ale telefon stacjonarny nie dzialal, szukal wciaz bazy i zadna sila nie dawal sie przekonac, ze baza jest na swoim miejscu, ino wystarczy chciec sie z nia polaczyc. Nie chcial. Zadzwonilam zatem znow do operatora, byla kolejka, ale nie musialam czekac, wybralam opcje, ze oni zadzwonia do mnie. Ale w miedzyczasie zaczelam grzebac w tej glupiej sluchawce, ktora nie chciala sie polaczyc z baza. I co powiecie, znalazlam rozwiazanie problemu, wiec kiedy operator zadzwonil, moglam mu sie pochwalic, ze rozwiazanie znalazlam sama i zyczyc dobrego weekendu. Bardzo jestem z siebie dumna, wszystko ogarnelam samodzielnie. A najwazniejsze, mam wreszcie swoj duzy ekran i normalna klawiature. 

16 sierpnia 2024

Technika, ktora (mnie) zachwyca

 Wiele lat temu Opel w jednej ze swoich reklam uzyl sloganu "Technik die begeistert" (technika, ktora inspiruje, ekscytuje) i, jak to czasem bywa, slogan przyjal sie w mowie powszechnej. Teraz, kiedy chcialam uzyc tego sloganu w poscie, musialam poszukac w internetach, kto wlasciwie, jaka firma uzyla tego sformulowania w swojej reklamie, bo to mi wylecialo z glowy, choc bardziej stawialam na branze zwiazana z komputerami i internetami, a tu okazalo sie, ze chodzilo o ulepszenia w samochodach Opla. Jest naprawde wiele sloganow reklamowych, ktore przeszly do potocznego jezyka, choc dzis juz niewielu pamieta, skad sie wziely. 
 Ja tam specjalnie bystra w technikach nie jestem, troche nauczylam sie sama, ale w pewnych dziedzinach nikt mnie do nowoczesnosci nie przekona, np. slynny juz moj upór w placeniu za zakupy gotowka. Moge, umiem, ale nie chce i nie bede uzywac karty platniczej. Tak mam i nic mnie nie przekona, zebym zlamala swoje zelazne zasady. Nie naleze do pokolenia, ktore za mlodu mialo do czynienia z nowoczesna technika, zreszta podczas mojego zycia ta technika zrobila tak ogromne postepy, ze i tak jestem z siebie dumna, ze za nia nadazam, nie wszyscy bowiem z moich rocznikow sa w te klocki tak biegli jak ja, a przeciez tak wiele mi brakuje do umiejetnosci mlodych. 
 Nie jestem tez jakas gadzeciara, moje sprzety maja byc wygodne i odpowiadac moim potrzebom. Nigdy nie kupilabym sobie grata komputera, laptop jest dla mnie bardziej odpowiedni. Pewnie jeszcze dluzej zylabym bez niego, gdyby nie byly "prawie-ziec", ktory zmienial swoj laptop i podarowal mi ten stary do nauki. Komorke sprawilam sobie tez dosc pozno, czekalam az stanieja, ale szybko docenilam jej walory i stala osiagalnosc, zwlaszcza ze roznie bywalo z przekazywaniem mi przez slubnego, kto i po co dzwonil na nasz stacjonarny. Z nabyciem smartfonu tez dlugo czekalam, najpierw przygladalam sie testom konsumenckim, zanim wybralam cos dla siebie. Kiedy juz nabralam wprawy, zmienilam go na inny, bardziej odpowiadajacy moim potrzebom. Mam go do tej pory i bedzie mi tak dlugo sluzyl, az sam uzna, ze pora mu na zasluzona emeryture. W miedzyczasie przestalam uzywac telefon stacjonarny, bo nie bylo sensu, skoro nie moglam sie od slubnego dowiedziec, kto i po co dzwonil, kazde z nas mialo wlasna komorke, wiec kiedy ktos chcial rozmawiac z nim, nie zawracal mnie glowy, a telefony wazne zawsze trafialy do mnie. Ten domowy telefon wyciagnelam z szuflady dopiero, kiedy mama z nami zamieszkala, bo jej niektore psiapsie nie mialy smartfonow z WhatsAppem. Stoi wiec u niej w pokoju, a mama odbiera tylko wtedy, kiedy pokazuja sie nazwiska jej znajomych, inne telefony ma ignorowac, bo wazne trafiaja na moja komorke, a mend reklamowych czy innych akwizytorow nie potrzebujemy. Tyle tylko, ze moj pomyslowy slubny podal numer domowego telefonu w przychodni, gdzie mieli mu reperowac stope, bo tylko ten pamietal. On nie umie zajrzec do wlasnej komorki i tam zobaczyc, jaki jest jej numer, nie nosi tez karteczki w portfelu, nie, on podaje numer domowy, mimo ze wie, ze z niego korzysta jedynie jego tesciowa i obcych numerow nie odbiera. Tak tez, kiedy pojechalismy na umowiony zabieg, dowiedzielismy sie, ze lekarz zachorowal i ze dzwoniono do nas wielokrotnie, by o tym powiadomic, ale nikt nie odbieral. No cos podobnego, a kto niby mial odbierac. Przejechalismy sie na darmo, a ten  w pip zadowolony, ze pamietal i podal numer domowy.
 Smartwatcha sama bym sobie nie kupila, ale dostalam od dzieci na gwiazdke, wiec mam, a jego walory docenilam podczas uzywania. Najpierw liczyl mi kroki, a z czasem odkrywalam inne jego funkcje. Teraz czesto mierze sobie cisnienie, robie ekg, kiedy gorzej sie poczuje, ale jakos nie siedze w nim i nie grzebie, co by tu jeszcze. A szkoda, bo calkiem niedawno odkrylam bardzo przydatna funkcje. Ale w miedzyczasie kupilam sobie sluchawki do sluchania ksiazek i podcastow, mialy byc ladne i z palakiem zakladanych za ucho, zeby nie wypadaly, ale niespecjalnie interesowalym sie, co one jeszcze umieja. Przypadkiem ktos do mnie zadzwonil na spacerze, a ja odkrylam, ze nawet nie musze wyjmowac smartfona z kieszeni, zeby odebrac polaczenie, a slyszalnosc jest calkiem w porzadku, mimo ze mikrofonik jest w sluchawce. No bardzo mi sie spodobalo, bo to oznaczalo, ze moge rozmawiac nawet prowadzac samochod. Szczegolnie w ostatnim czasie mialam cala mase telefonow, a to ze szpitala, a to od dzialu socjalnego, a to kiedy mama byla juz w domu, od opiekunek czy fizjoterapeutow, bo to ja jestem kontaktem we wszystkich sprawach mamy. Telefonowano do mnie w najroznieszych porach, rowniez kiedy wlasnie jechalam autem, wiec ta mozliwosc szczerze mnie zachwycila i zwolnila od oddzwaniania w pozniejszym terminie, bylam ze wszystkim na biezaco. Tyle tylko, ze wychodzac z domu od razu montuje sluchawke do ucha i latam tak przez caly dzien, zeby czegos nie przegapic. Problem byl tylko, kiedy ja chcialam gdzies zadzwonic, musialam wyjmowac telefon z kieszeni czy torebki, wybrac numer, potem juz moglam rozmawiac przez sluchawke. No ale znow cos przypadkiem odkrylam, w zegarku sie to ukrywalo i nazywalo Bixby. Zainteresowalo mnie, spytalam gugla, a ten mnie oswiecil, ze to moj asystent. No i okazuje sie, ze ja mu moge wydawac glosowe polecenia, ale tylko po niemiecku, bo po polsku jeszcze nie nie nauczyl i on grzecznie odpowiada, ze tak jest, milosciwa pani, juz zapier***lam wypelniac twoje rozkazy. Na razie korzystalam proszac o polaczenie telefoniczne z konkretna osoba, np. "Ruf Julia an" (zadzwon do Julii), na co on, ze juz laczy mnie z Julia, a w sluchawce cichnie ksiazka i rozlega sie sygnal wywolujacy. No oszalalam z zachwytu, bo moge dzwonic tez w czasie jazdy, a nie musze ruszac telefonu. Malo tego, bo kiedy odwiozlam najstarsza corke na te wioche, to poprosilam Bixby´ego o pokazanie drogi do domu, nie zebym nie wiedziala, ale chcialam sprawdzic, co ten moj asystent jeszcze umie. No i pokazal, znaczy chyba pokazal, bo telefon byl schowany, natomiast w sluchawce zaczelo mnie prowadzic i mowic, gdzie mam skrecac. No jeszcze bardziej mi sie spodobalo.  Bixby poinformuje mnie o pogodzie, bedzie zawiadywal moim terminarzem, budzil na zyczenie, poinformuje o wyniku meczu ulubionej druzyny, no takie tam male czynnosci pomocnicze. Ale paczajta, jaka ja sie zrobilam nowoczesna w ostatnim czasie, a przy tym nie lamie przepisow zabraniajacych uzywania telefonu podczas jazdy. Ha!

 

10 maja 2024

Just for fun

 Kiedys pisalam na blogu o bezinteresownym hejcie i ze niedobrze mi sie robi, kiedy czytam wynurzenia jakichs ohydnych i bezwartosciowych babiszonow, ktore usiluja dowartosciowywac sie poprzez opluwanie i wylewanie zawartosci wlasnych nocnikow na bogu ducha winne osoby, wcale niekoniecznie celebrytki, ale kogokolwiek, kto wlasna praca, pomyslem, ambicja zaszedl dalej od owej frustratki. A juz niedajbuk, jesli dana osoba staje sie slawna i coraz wiecej sponsorow czy reklamodawcow stoi do niej w kolejce, co przeklada sie na jej status majatkowy. Jeszcze gorzej, kiedy cel ich ostrzalow ma ladna buzie i figure, to jest niewybaczalne, zaraz zmije pluja jadem, ze ozempic i operacje plastyczne. Flaki mi sie wywracaja, kiedy czasem rzuce okiem na komentarze pod wpisami o takiej Lewandowskiej, no ludzie... dziewczyna nie tylko ladna, nie tylko ciezko bogata, ale ambitna, majaca jakies inne cele oprocz zycia u boku i na koszt meza, jej dostaje sie chyba najwiecej, bo frustratki maja jej najwiecej do zazdroszczenia. No ale taka dola celebrytow, szafiarek, jutuberek, instagramerek, aktorek, piosenkarek i innych znanych, pieknych i zamoznych. Niemniej ta grupa ludzi musi miec naprawde ogromna odpornosc na hejt, albo wiec nie czyta zadnych komentarzy, albo czyta, wdaje sie z hejterami w pyskowki, a zaraz potem zapomina, albo ma ludzi do kontaktow z fanami i antyfanami, dalej robi swoje i nie przejmuje sie niczym. W pewnych zawodach trzeba miec bowiem gruba skore.
 Ale sa jeszcze inne aspekty hejtu, nie wiem, czy w tych przypadkach napedzanego zazdroscia, bo moim zdaniem nie ma czego szczegolnie zazdroscic. Bo nie chodzi tu o jakies lansowanie siebie czy kosmiczne zarobki. Tego hejtu to ja akurat zupelnie nie rozumiem, no nie widze chocby najmniejszego punktu zaczepienia, zeby zaczac sie znecac. To chyba juz tylko totalnie sqrwialy charakter prowadzi do hejtowania osob, ktore ani troche na to nie zasluguja. Przyklad pierwszy z brzegu to Goska, od ktorej mam Bulke i Toye. Kobieta robi naprawde pozyteczne rzeczy, prowadzi dom tymczasowy dla zwierzat, ale komus zaczela byc sola w oku, doniosl i dzieki tej kanalii stracila konto na fb, bo rzekomo postepowala wbrew ichnim standardom. Naprawde trudno mi zrozumiec, czym tak ciezko zgrzeszyla przeciw tym qrna swietym fejsbukowym standardom, ze musieli az zlikwidowac jej konto. Odwolania nic nie wniosly, Goska probowala roznych drog, zalozyla w koncu nowe konto, ktore tez zostalo przez administracje fb usuniete. Nosz qrwa, przeciez ta kanalia, ktora na Goske donosila, najwieksza krzywde zrobila zwierzetom, bo Gosia potracila wiele kontaktow, na ktore pracowala latami.
 Kilka dni temu dowiedzialam sie o nastepnej internetowej znajomej, ktora... no ja nie wiem, czym sie narazila tym zlosliwym framugom, moze tym, ze kupila z Wojtkiem chalupe do remontu, ze zasadzila dokola las, ze ma internetowy sklepik, gdzie wystawia swoje prace, czy ze postanowila zaopiekowac sie mama Wojtka i uchylic subskrybentom rabka tajemnicy o nielatwej i dla chorego, i dla opiekunow chorobie, na ktora mama cierpi. Zaplanowala nawet pewien program, chciala przyblizyc sluchaczom to zagadnienie, bo ludzie zyja coraz dluzej, inne schorzenia jakos latwiej wziac pod kontrole, jednak nie demencje. Graszka chciala nam nie tylko opowiedziec o swoich problemach zwiazanych z opieka nad osoba chora, ale rozszerzyc o wywiady z osobami zajmujacymi sie pomoca. Nikt z nas przeciez nie wie, czy nasi bliscy nie zachoruja na demencje, dobrze byloby w takich przypadkach cos na temat tej wyniszczajacej choroby wiedziec, jak rowniez, gdzie zwracac sie po pomoc i jak ta pomoc moglaby wygladac. Sama niedawno bylam na odczycie dotyczacym demencji, a zorganizowanym przez nasza spoldzielnie mieszkaniowa, naprawde sporo sie dowiedzialam. Uwazam wiec, ze im wiecej informacji, tym lepiej. Ale... znow jakiejs sfrustrowanej framudze i to zaczelo przeszkadzac, zarzucila Graszce, ze robi to dla kasy. Heee??? To nie Niemcy, zeby osobie opiekujacej sie chorym czy niepelnosprawnym czlonkiem rodziny kasa chorych placila za te opieke. Mam sasiadke, nota bene tez z Polski, ktora od 20 lat ma pod opieka mame z demencja, najpierw bylo klasycznie, zapominanie, oskarzanie, ucieczki itp, pozniej mama coraz mniej mogla, wreszcie musiala byc nawet karmiona sztucznie i w takim stanie wegetatywnym trwala od kilku lat. Wczoraj niestety widzielismy, jak pojazd firmy pogrzebowej odbieral mame sasiadki z mieszkania, po tylu latach cierpienia jednej i drugiej, z tym, ze mama od dluzszego czasu w ogole nie miala swiadomosci. Ja nie wiedzialam, ze ta choroba moze tak dlugo trwac i tak sie skonczyc, ze demencja odbiera chorym nie tylko pamiec, ale po kolei wszystkie inne czynnosci zyciowe, umiejetnosc chodzenia, nawet polykania, wszystko. Dlatego uwazam, ze nigdy dosyc informowania, bo spotkac to moze kazdego. Ale nie, komus wyjatkowo przeszkadzalo, ze Graszka chciala sie tym zajac. Na wymioty mi sie zebralo, kiedy Graszka z placzem informowala, ze rezygnuje z projektu, bedzie teraz opowiadala tylko o sielskim zyciu na wsi, ktore pewnie tez komus sie nie spodoba. Jak mozna byc takim niegodziwcem, jak mozna doprowadzic tak pozytywna osobe do placzu, czego tu zazdroscic. Nigdy nie zrozumiem ludzi, ktorzy rania innych just for fun, bo innego powodu nie widze, przy najlepszych checiach zrozumienia powodow tego hejtu.

24 marca 2023

Matematyka...

 "Matematyka nie jest potrzebna, historia na nic sie nie przyda, geografia zbedna, na ksiazki szkoda czasu, a myslenie meczy i frustruje. Coraz wieksza czesc spoleczenstwa nie rozumie swiata, w ktorym zyje. I dlatego wlasnie pozwala, aby rzadzili nimi cyniczni cwaniacy, oszusci i zlodzieje."      James Woods
 
Pomijajac, ze  sami uczniowie niespecjalnie chca sie przemeczac wbijaniem do glow rzeczy, ktore nigdy sie do niczego nie przydadza w ich przyszlym zyciu, bo nie czarujmy sie, kto z Was po ukonczeniu szkoly choc raz wykorzystal jakiegos cosinusa czy calke (no moze oprocz matematykow), to programy szkolne z roku na rok ca coraz bardziej zenujace, a ich poziom wola o pomste do nieba. Zreszta kogo uczyc, tych wszystkich leni z atestami dys-? Karierowiczow, ktorzy udawana poboznoscia docieraja do koryta? Sami znacie poziom wiedzy caryc Suskich, Jakich rabladorow i brudnych pal Obajtkow. Jednak nie tylko w Polsce takie cuda, ze lekcji (qrna, jakich lekcji?) religii jest w programie wiecej niz edukacji seksualnej i rzetelnej wiedzy politycznej, ze nie wspomne o takich fanaberiach jak matematyka czy nudna fizyka.
 W Niemczech i chyba wszedzie indziej nie jest lepiej. Podam przyklad.
 Jestem tutaj juz ponad 30 lat i odkad pamietam, wciaz slysze, ze brakuje fachowcow. I nie, nie chodzi o niewykszlatconych robotnikow fizycznych, jak w latach 60-tych, kiedy to sprowadzano tzw. gastarbeiterow, glownie z Turcji, ale tez z Wloch, Jugoslawii czy Grecji. Nie, teraz brakuje fachowcow z branzy IT, informatykow, programistow. Do dzisiaj slychac, ze ich brakuje. To ja sie pytam, co, do panienki nedzy, zrobiono w niemieckim szkolnictwie przez te ponad 30 lat??? Zamiast zainwestowac we wlasna mlodziez, w dzieciaki, ktore i tak rosna z telefonem w reku, a sprzed komputera nielatwo je wygonic na dwor, w niemieckim szkolnictwie nie drgnelo nic od dziesiecioleci. Moj komputerowy guru byl niedawno w Warszawie na koncercie Ramstein i bardzo chwalil technike telefoniczna w Polsce, ktora jest o niebo lepsza niz u nas. Czaicie? Najbogatsze panstwo w unii, jedno z bogatszych na swiecie, a technika stoi w miejscu i nie brak "czarnych dziur", gdzie nie ma zasiegu, nawet w miastach.
 Zreszta kiedy tak spytac te dzieciaki, kim chcialyby w przyszlosci zostac, wiekszosc z nich odpowie: youtuberami, tiktokerami, influencerami i czyms w tym stylu. No bo skoro widza taka np. Ekipe, gdzie jej czlonkowie taplaja sie w luksusach i willach za miliony, nie muszac znac nawet tabliczki mnozenia, ale majac jedynie pomysl na sprzedanie sie, to zadaja sobie pytanie, po co w ogole szkola i te wszystkie bzdety, ktore w zyciu nigdy sie nie przydadza. Kilka pokolen do tylu wszyscy chcieli byc aktorami czy piosenkarzami, modelkami, bo te zawody tez wydawaly sie lekkie, latwe i przyjemne, a jedyna inwestycja mial byc talent i wyglad. Spiewac kazdy moze... taaa... mamy teraz wysyp tych "talentow" okupujacych seriale, gdzie nie sposob zrozumiec, co oni gadaja, a kiedy piosenkarzom wylaczyc ich technike wspomagajaca, nie slychac ich juz w trzecim rzedzie widowni. Z domoroslymi talentami internetowymi jest jeszcze latwiej, bo ilez to roboty, zeby nagrac film telefonem i puscic w eter. Kazdy ma nadzieje na zostanie gwiazda, na wybicie sie, ale zaden nie mysli o tym, ile milionow konkurentow aspisuje do tego samego. 
 Nie ma kto butow podzelowac, przerobic kiecki, zreperowac odkurzacza, wszystko sie nie oplaca, do pieniedzy ma sie dochodzic tygodniami, nie latami jak kiedys. Kazdy szuka tylko sponsora, zaklada jakies patronajty, malo komu chce sie w ogole pracowac. Niedawno uslyszalam z ust mlodej dziewczyny, wprawdzie juz pelnoletniej, ale mlodej, ze rozwaza sprzedawanie swoich uzywanych majtek, bo jest na to wielki popyt. Boszszsz... mysmy tez nie byli swieci w jej wieku, ale cos takiego? 
 Przy takim nastawieniu i braku podstawowej moralnosci pracowniczej, mamy najgorsze kolejnictwo w Europie, a wyslanie paczki do Polski to hardkorowa loteria.

03 listopada 2022

Jak za sprawa niedouczonego gbura...

 ... zostac zbanowanym na pewnej grupie fejzbukowej.

 Nie zebym sie uskarzala, bo sama od siebie wole sie trzymac od chamow z daleka, ale przytocze tu nasza radosna korespondencje, bo wierzyc mi sie nie chce, jaka wscieklosc moze w kims wywolac niewinne zwrocenie uwagi.
Grupa zostala zalozona nie tak dawno i, jak dotychczas, byla dosc interesujaca, no i przede wszystkim prowadzona bez bledow ortograficznych. Nagle ktoregos dnia:


Wprawdzie jeszcze raz mu odpowiedzialam, w dalszym ciagu grzecznie, ale juz wiedzialam, ze nie ma co rozwijac dyskusji, bo co sie bede kopac z koniem i wdawac w dyskusje z gburowatym niedoukiem, raczej zawsze schodze takim osobnikom z drogi, bo po co mialabym zostac rykoszetem ochlapana jakimis nieczystosciami. Niestety milosc wlasna chama zostala mocno nadszarpnieta i to on dalej drazyl. Wkleil mianowicie tabelke z deklinacja NAGONKI, czym prawdopodobnie chcial mi dowiesc, ze slowo nagonką istnieje i on uzyl go slusznie. No coz...


Na to tez nie zareagowalam z powodow jak wyzej, ale jemu bylo malo, rzucil we mnie jeszcze jednym komentarzem i na ten mu odpowiedzialam, bo co sobie bede zalowac. Ale pewnie gbur nie zrozumial, bo bylo dla niego za grzecznie sformulowane. Gdybym rzucila jakas qrwa, zrozumialby szybciej, bo to ten poziom. Na wszelki wypadek wiec wyrzucil mnie z grupy.
 

Calosc poskutkowala banem i najprawdopodobniej wykasowaniem moich komentarzy, z ktorych jeden zdazyl zostac polubiony. Gbur okazal sie byc typowym przedstawicielem gatunku piso-katolickiego, choc oczywiscie grupa byla dla gatunku przeciwpoloznego, przeciez nie znizylabym sie do czlonkostwa w podobnym bagnie, prawda? Ale okazuje sie, ze wsrod antyklerykalow, antypisow i ludzi myslacych tak jak ja, nie brakuje takich, ktorzy zachowuja sie tak jak oni.
No i takie znalezisko internetowe, zeby nie bylo za powaznie:
 

 


02 września 2022

Bezinteresowny hejt

 Przeraza mnie rozmiar i zajadlosc hejtu, z jakim ma sie do czynienia w sieci, poczawszy od komentatorow na blogach, z czym mamy do czynie nia na codzien. Niech no tylko osoba prowadzaca blog, zamiast slodko-pierdzacych postow o kotkach, robotkach recznych czy urzadzaniu mieszkan, napisze o polityce lub, niedajbuk pochwali sie, a to podrozami zagranicznymi do atrakcyjnych miejsc, czy jakimkolwiek wlasnym sukcesem, juz zaczyna sie zmasowany atak.
Najgorzej maja osoby znane, urodziwe, bogate, ktore odniosly jakis sukces. I niewazne, ze ich sukcesem jest tylko milion followersow, bo to akurat przeklada sie na zarobki. Sfrustrowane madki czy inne stare mohery, ktorym w zyciu nie wyszlo, juz ostrza sobie pazury, zeby dowalic, bo nie znaja innego sposobu, zeby sie dowartosciowac.
Czasem, po przeczytaniu jakiegos artykulu w necie, zachce mi sie przeczytac komentarze pod nim, jednak robie to coraz rzadziej, bo niedobrze mi sie robi od nadmiaru pomyj, ktorymi obrzucani sa bohaterowie tychze artykulow. Najbardziej podobaja mi sie czeste "a kto to w ogole jest ten/ta Xinska?" Siedzi w necie, przeczytal artykul, nazwisko jest tak znane, ze nawet Toya wie, o kim mowa, ale frustrat musi dowalic, ze niby nie wie, kto zacz. Dostaje sie bardzo np. Rozenkowej, celebrytce od perfekcyjnego domu, dobrych manier i innych telewizyjnych projektow. Pomijajac obrzydliwe ataki na sposob, w jaki dorobila sie trojki dzieci, zarzuca jej sie wszystko co najgorsze. Dla mnie jest to bardzo ambitna, ale ciepla osoba i podoba mi sie jej stosunek do eks meza, zadnego prania brudow, przeciwnie, pomagaja sobie i wspieraja sie na kazdym kroku. Dziewczyna jest pracowita, katorzniczymi cwiczeniami doprowadzila sie do perfekcyjnego wygladu po ostatniej poznej ciazy, jest zdyscyplinowana i nie spoczywa na laurach, wciaz probuje czegos nowego. I widocznie jest na nia popyt, skoro nie idzie na dno i w zapomnienie.
Kilka dni temu Sharon Stone pokazala sie w bikini, polskie frustratki, najprawdopodobniej z tlustymi dupskami, brzydkie i zdziwaczale, dalej wywnetrzac sie, ze w tym wieku... itd. Jestem pewna, ze one nigdy nie wygladaly, ani nie beda wygladaly w jej wieku tak jak ona. Ale strzyknie taka jadem i juz lepiej sie poczuje, ze dowalila takiej Stone czy Rozenek, jakby ktorakolwiek z nich znizala sie do czytania ich wypierdow.
Bardzo duzo dostaje sie Dorocie Wellman, bo gruba i Koroniewskiej, bo za chuda. Zadnych innych kryteriow, jedynie te, ktore mozna skrytykowac, dowalic, zeby samemu lepiej sie poczuc.
No i oczywiscie wszyscy pisza jako anonimy, bo tylko to zludne poczucie bezkarnosci pozwala popuscic cugli tworczosci hejterskiej.
 

Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...