Translate

01 lutego 2026

Pod znakiem chocholów

    Koniec stycznia, ale glownie poczatek lutego bedzie stal pod znakiem opieki nad chocholami. Ktore to chocholy jakos zdolaly sie znow przekonac do bapci, bedacej przez jakis czas w nielaskach. Dobrze nam szedl pobyt ze soba, kiedy ich mama byla w delegacji we Francji, ale kiedy wrocila, bapcia stala sie uosobieniem braku mamy i wszystkich plag egipskich, wiec Junior dosadnie dawal bapci do zrozumienia, ze ma sie trzymac z daleka. Ani buzi dac, ani sie przytulic, ani zabaw paluszkowych, ktore tak bardzo lubil. No calkiem NIC, a ja zachodzilam w glowe, czym zawinilam i o co w ogole chodzi. Zoska, wpatrzona w brata jak w swiety obrazek, natychmiast tez przejela jego zachowania i ani sie dawala dotknac. Raz corka je przywiozla do nas, bo miala cos waznego do zalatwienia, to Junior zaparl sie na klatce schodowej i nie chcial wejsc do nas do mieszkania, nie pomagaly tlumaczenia i prosby, wiec go po prostu wepchnela i poszla, bo sie spieszyla, a ja na wszelki wypadek zamknelam drzwi na klucz, gdyby mu przyszlo do glowy urwac sie w pogoni za mama.
   Nie to nie, bapcia tez sie sfochala i udawala, ze chocholow nie widzi. Same zatesknily. Najpierw podczas rozmow telefonicznych z ich mama nagle zachcialo im sie rozmawiac z bapcia, potem zaczely sie domagac wizyty, ale tylko razem z mama. Chodzilismy na spacery, na sanki i jakos zapomnialy o wczesniejszych animozjach, zwlaszcza ze ja ich nie zaczepialam i trzymalam sie na dystans, nie znikalam ich mamy, wiec w koncu poczuly sie bezpiecznie i nasze relacje sie naprostowaly. Znow chcialy bywac, nawet bez mamy i rozczarowane byly, kiedy musialy wracac do domu. Ufff...
   Pierwszy odbior z przedszkola byl w dniu urodzin Hexy, bo corka musiala pojsc do lekarza. Zoska to nawet przyleciala do mnie z dziubkiem do pocalowania. Co za odmiana po wielotygodniowych fochach. Potem plan przewidywal niedziele, ale juz w piatek zadzwonila do mnie z pracy corka, czy nie odebralabym Zoski z przedszkola, bo sie zle czuje. No to ruszylam do odgruzowania auta, ktore spalo po calonocnej sniezycy okryte sniezna pierzyna. Junior chcial zostac jeszcze w przedszkolu, wiec zabralam do domu tylko jego mala siostre.
   Drugie spotkanie bez mamy bedzie dzisiaj, corka przywiezie je do nas na przechowanie, a sama bedzie pomagac przy urodzinach Hexy dla jej kolezanek, wyprawianych na basenie, bo jedna dorosla osoba na grupe dzieci, byloby za malo. A chocholy nie sa w tej grupie wiekowej, zeby mogly uczestniczyc, do nich potrzebna bylaby trzecia opiekunka, wiec ten czas spedza u mnie. 
   W poniedzialek 2 lutego czeka mnie ich odbior z przedszkola i niedluga opieka u nich w domu, bo corka ma delegacje, wprawdzie niedaleko, jakies 30 km, ale nie wie, jak dlugo jej to zajmie. Nie bede nawet ich brala do siebie, poczekamy na mame w ich domu.
   No i dwa dni pozniej, 4 lutego ich mama ma w pracy team event, cokolwiek to znaczy, ale w czym chce wziac udzial i wiadomo, ze to moze potrwac. Mam wiec odebrac towarzystwo z placowki i tego dnia wezme je do siebie, a odbierze mama wracajac z eventu. 
   To na razie tyle, ale sprawa jest rozwojowa i do konca miesiaca, krotkiego wprawdzie, jest jeszcze daleko i po drodze cos moze sie urodzic. Cale szczescie, ze chocholy juz nie boja sie i nie wzdragaja przed pobytem u bapci.



Pod znakiem chocholów

     Koniec stycznia, ale glownie poczatek lutego bedzie stal pod znakiem opieki nad chocholami. Ktore to chocholy jakos zdolaly sie znow pr...