A ja przejrzalam liste swoich znajomych na fb i ze zgroza stwierdzilam, ze tak wielu z nich opuscilo juz ten padól i to mimo, ze wcale nie byli w wieku, kiedy sie umiera, niektorzy byli mlodsi ode mnie i wielu z nich zmarlo calkiem nagle i nieoczekiwanie, jak Ewa. I tez stanowczo za wczesnie.
Jurek Older, lodzianin z urodzenia, z wyboru nad morzem. Poznalismy sie na forum tygodnika NIE, on tez zawsze fajnie komentowal, szczegolnie w czasie, kiedy wklejalam te oldtimery, najczesciej krzyczal BIERE! Tez lubil stare samochody z dusza, a poza tym myslal podobnie. Nie ulozylo mu sie zycie, pewnie troche z jego wlasnej winy, ale byl ogolnie dobrym czlowiekiem.
Lucjan (niewazne nazwisko), ciezko chory na serce, znacznie mlodszy ode mnie, duzo prywatnie pisalismy, kiedy bylam w szpitalu. Jego smierc bardzo zabolala, choc mozna bylo sie jej spodziewac, bo ostatnie tygodnie czy nawet miesiace spedzil w szpitalu. Jego konto zlikwidowala corka, szkoda.
Stas Kozlowski, ozeniony z Rosjanka i tamze zyjacy od dziesiecioleci, zawsze stojacy po stronie Putina, przez co stracil wielu znajomych na fb po wybuchu tej wojny. On tez zawsze tak pozytywnie reagowal na moje wpisy, moze dlatego, ze ja nie dalam poniesc sie fali antyputinizmu, co nie znaczy, ze pochwalam te wojne, ale po czesci rozumiem, dlaczego wybuchla, choc nie usprawiedliwiam.
Lubek Lubomir, jeszcze dzieciak, nie dozyl 40-tki, pracowalismy razem. Zabil sie wlasna reka, pijac w nadmiarze napoje energetyczne, serce odmowilo ktoregos dnia wspolpracy. Przeciez ten szajs zawiera ogromne ilosci kofeiny, to jakby czlowiek wypijal kilkadziesiat mocnych kaw dziennie. Szkoda chlopaka, byl dobrym czlowiekiem i bardzo go lubilam.
Ania Bezowa, za wczesnie i niepotrzebnie, nie dbala o siebie. Tez mi byla bliska, uczestniczyla w moim zyciu zarowno na fejsbuku, jak i na blogu. Tez mnie cisnie za gardlo, kiedy o niej pomysle. Ukladala takie fajne wierszyki, zwolujac dziewczyny z naszej fejsbukowej grupy.
Ewa G-D, ona tez byla mi bliska, zarowno na blogu, jak i na fb. Obiecywalysmy sobie, ze kiedy w koncu wybiore sie do Krakowa, ona bedzie moim bedekerem. No coz, nie bedzie, a ja pewnie tez juz nigdy nigdzie nie pojade.
Andrzej Kuropatkin przegral z nalogiem.
Basia Batkiewicz, nawet nie wiedzialam, dopiero kiedy skladalam jej zyczenia w dniu kolejnych urodzin, ktos mnie poinformowal, ze Basi juz nie ma. Ona bardzo angazowala sie w pomoc zwierzetom.
Mirek Gluchowski z forum NIE, jeden z nielicznych, ktorych poznalam osobiscie na zlocie. Smutna postac, ale dobry czlowiek.
Connie Jordan, moja rowiesniczka, mama kumpeli mojej najstarszej corki. Pokonala ja wznowa raka. Nie znalam bardziej optymistycznie nastawionego i otwartego czlowieka.
Ze wszystkimi bylam dosc blisko, choc z wiekszoscia jedynie wirtualnie i czasem mysle sobie, ze moze jest cos we mnie takiego, ze ludzie w moim otoczeniu przedwczesnie odchodza? Chyba jestem jakas pechowa, a wlasciwie przynoszaca pecha. Moze wiec ten specyficzny Apel Poleglych pozwoli mi odzyskac spokoj?
A ja myślałam że dzisiaj nie ma nowego postu, dopiero teraz zajrzałam, ale lepiej byłoby mi nie zaglądać tutaj, a że już jednak jestem to piszę to co akurat pojawiło się w moim myśleniu po przeczytaniu. Po pierwsze dopisz mnie do tej listy już dzisiaj, bo ja nie chcę żebyś tak płakała i pisała jak naprawdę umrę, zlecą się przecież blogerki i przelecą się po mnie. Poza tym w tym tygodniu, we wtorek miałam ‘wizytę lekarska’ na Zoom z moja neurolog i ustalałyśmy moje umieranie, jeżeli zechce to mam miejsce w jej szpitalu, pokój jedno-osobowy, dzięki mojej chorobie mam taki bilet specjalny u nich na umieranie, tak mi powiedziala, a ja kazałam jej wpisać pewne moje żądania, takie jak nie przyjmuje wizyt, wywieszka na drzwiach ‘no visitors’.
OdpowiedzUsuńZazdroszcze Ci tej mozliwosci, tych komfortowych warunkow umierania, u nas bywa roznie, szczesciarze moga spedzac ostatnie dni w hospicjum, gdzie podobno warunki sa bardzo komfortowe i spelnia sie wszystkie zyczenia pacjentow, choc wiekszosc z nich juz nie ma zyczen. Ale ilosc miejsc jest ograniczona i zdarza sie, ze pacjent nie zdazy dotrzec do tej stacji przesiadkowej miedzy realem a zaswiatami i umiera na wieloosobowej sali w szpitalu.
UsuńZebym tylko miala sile odebrac sobie zycie, zanim stane sie zalezna od innych, bo na razie jeszcze w Niemczech nie ma eutanazji na zyczenie, a moze mnie nie byc stac na podroz do Szwajcarii.
A no wlasnie ja mam jeszcze ten luksusu ze moge zazyczyc sobie eutanazji, kiedys juz o tym rozmawialam z nia, ale musze jeszcze jej to przypomniec, no i nie ma trzymania mnie na sile przy zyciu, tylko duzo leku przeciwbolowego chce.
UsuńNa szczescie tutaj nie zaluja opiatow, kiedy umierajacy sie ich domaga. Nie wiem, jak jest teraz w Polsce, ale kiedys wydzielali, zeby "ludzie sie nie uzaleznili". No rzeczywiscie mogliby sie na te pare tygodni, jakie im pozostaly, ciezko uzaleznic i pewnie w zaswiatach musieliby pojsc na odwyk.
Usuńnieee nooo nie zgadzam sie, nie jesteś pechowa. ludzie odchodzą. Za niektórymi tęsknimy bardziej. A swoją drogą prowadzisz i prowadziłaś bujne życie fejsbukowo, blogowo, forumowe .
OdpowiedzUsuńNawet nie przypuszczalam, ze mozna tak bardzo przywiazac sie do czlowieka, ktorego sie nigdy nie poznalo osobiscie, ale ktory zdazyl nabrac znaczenia w zyciu. Zreszta jakie ja mam zycie, gdyby nie ten internet, to byloby nie do wytrzymynia.
UsuńNie , nie przynosisz pecha, po prostu ludzie umieraja. Odejscie kazdego jednego jest przykre i bolesne jednak nie patrze na to jako koniec swiata tylko kolej rzeczy. Troche inaczej jest gdy smierc nastepuje niespodziewanie na skutek wypadku albo gdy umiera bardzo mloda osoba.
OdpowiedzUsuńBedac tydzien od 78 urodzin przyjmuje ten fakt pragmatycznie, podobnie jak Teresa zaplanowalam, udokumentowalam i spokojnie czekam.
Wspolczuje Ci tych smutnych i ciezkich dni.
Ja tez w sumie nie boje sie smierci, a jedynie zaleznosci i bolu, ale cos za duzo tych przedwczesnych zgonow w moim bliskim otoczeniu, poodchodzili ludzie tak mlodzi, ze czlowiek sie zastanawia, czy nie emituje jakichs zlych fluidow.
UsuńNie opowiadaj, że przynosisz pecha; z każdego niemal opisu łatwo wywnioskować, że śmierć tych osób miała konkretne przyczyny. W moim życiu też tak jest, że wciąż ktoś odchodzi, czasem są to osoby młodsze ode mnie i to sporo, jednak jestem bardzo daleka od myśli, że mogłabym przynosić pecha.
OdpowiedzUsuńMyślę, że przemawia przez ciebie skłonność do depresyjnych nastrojów, a wręcz sama depresja, na którą, jak sama wielokrotnie wspominałaś, cierpisz.
Nie martw się tym ♥♥♥
Jak tu sie nie martwic, kiedy to wszystko jest takie smutne, a wiekszosc z tych, ktorzy odeszli, zrobila to tak nieoczekiwanie, tak bardzo nie zdazyla nas do tego przygotowac, ze teraz nielatwo zatkac proznie, ktora po nich zostala.
UsuńChodzi mi o to, żebyś się nie martwiła, że przynosisz pecha, bo przecież nie przynosisz.
UsuńAle na wszelki wypadek chyba lepiej trzymac sie ode mnie z daleka, bo strzezonego...
UsuńW takich momentach zawsze myślę o tym wierszu:
OdpowiedzUsuńCoraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?
Wiary dziś życzę Tobie, że zostanie
Bo na tej ziemi jesteś po to właśnie
By z ognia zgliszcza
Mógł powstać dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie
Czy wiesz, że jesteś po to właśnie!
Połóż rękę na sercu
Otwórz oczy szeroko i skacz!
Powiedz: Teraz lub nigdy
Zamiast: Będzie co ma być
I nie czekaj aż głód spełni
Twoje cierpienie! Tak!
Ewy strasznie mi brakuje, bo też mam przez lata jej codzienne wpisy pod postami na FB. I też jej nie znałam. Cóż, bywa.
Uczylam sie tego wiersza, ale wiekszosc zapomnialam, jest piekny i miesza w trzewiach.
UsuńCoraz mniej ludzi reaguje na to, co zamieszczam na fb i coraz mniej komentuje na blogu, a zycie ma coraz mniej sensu.
Nie, nie myśl tak nawet. Życie ma sens do ostatniej sekundy. Jeszcze trochę i będzie więcej słońca, świat się powoli zazieleni i znów będzie łatwiej żyć. Cóż, blogosfera się wypala, teraz rządzą TikTok i X - sama zresztą tam bywasz, Instagram. Ja pamiętam (i tęsknię za tym) codzienne spotkania czatowe, GG, rozmowy z GG mam zapisane na mailach... Panta rhei... Ja bloga piszę dla siebie, to taki pamiętnik o w sumie nie spodziewam się komentarzy. U mnie wiele osób się wykruszyło, bo moje wpisy są za długie - a teraz wszystko ma się zawierać w kilku minutach. Cóż, życie pędzi coraz prędzej, FB też powoli umiera, tak jak umarła Nasza Klasa :) Ja tam będę żyła tyle, ile mi dane jest, choć czasem łapię się na tym, że wokół coraz mniej życzliwych ludzi jest - każdy zajęty swoimi sprawami, a i czasy są niełatwe. Ale cóż, jak się nie ma po co żyć, to się żyje na złość i na przekór :)
UsuńNajgorsza jest ta swiadomosc, ze lepiej juz bylo, teraz juz tylko rownia pochyla prosto do piekla. Komu ja mam zyc na przekor? Kogo w ogole interesuje, ze przydatne wyposazenie domu zyje, ale gdyby zdechlo, ooo, to juz gorzej, bo przestanie sie wszystko samo robic, a zdechniecie wywolaloby jedynie irytacje, bo z pewnoscia nie smutek. Czy jakas tesknote.
UsuńNie, Aniu, nie przynosisz pecha. Ludzie po prostu umierają, w różnym wieku i z różnych przyczyn. Tak wygląda życie. Ilu osób młodszych ode mnie sporo już nie żyje, to były moje koleżanki, mimo to nie oskarżam siebie o przynoszenie pecha. Po prostu jesteśmy poddani ruletce, nigdy nie wiadomo, komu pierwszemu z brzegu.
OdpowiedzUsuńOdeszli niestety akurat ci tak pozytywnie do mnie nastawieni. Dlaczego nie ci, ktorzy mnie nie lubia? Dlatego ta strata jest tak bolesna i budzi refleksje, ze cos ze mna nie tak, ze wlasnie przynosze pecha tym, ktorzy mnie lubia. Moze wlasnie nie powinno sie darzyc mnie sympatia?
UsuńNo, no, zaczynam się bać!
Usuń🤣
A ja nie widze w tym nic smiesznego.
UsuńTo strasznie trudne uczucie i bardzo Ci współczuję. Ta lista brzmi jak ciężar, którego jedna osoba nie powinna dźwigać, ale to nie Ty jesteś jego przyczyną. Ludzie potrafią być naprawdę blisko nawet wtedy, gdy znamy się tylko przez słowa i codzienne znaki obecności – dlatego ta pustka tak boli. To nie pech, tylko wrażliwość i pamięć, których nie każdy ma w sobie tyle, co Ty. Ten „apel” jest raczej dowodem na to, jak bardzo potrafiłaś być dla innych ważna i jak oni byli ważni dla Ciebie. Jeśli coś może przynieść spokój, to chyba właśnie to, że oni wciąż w Tobie są – w myślach, wspomnieniach, w tych drobnych rzeczach, które nagle wracają.
OdpowiedzUsuńTa smierc Ewy dobila mnie kompletnie, byla tak nieoczekiwana, ze bardziej nie mozna, zreszta nie tylko mnie tak bardzo jej brakuje, byla takim promykiem slonca, wiec teraz zapadly dla nas ciemnosci i trzeba bedzie na dlugo uzbroic sie w cierpliwosc, zanim czlowiek sie do tego przyzwyczai, choc z pewnoscia bedzie trudno sie pogodzic.
UsuńOd małego byłam trenowana że: "jeśli się żyje to się i umiera i to jest tak samo naturalne jak wszystkie czynności fizjologiczne". Ale pomimo tego "treningu" dopiero w tym roku jakoś się pozbierałam psychicznie po śmierci męża (a zmarł w 2019r)- widać 55 lat razem przeżytych nie udało się upchnąć w "zwykłe czynności fizjologiczne". Odkąd bloguję to już kilka osób musiałam pożegnać i zawsze odejście każdego z blogujących boleśnie odczułam, choć nie znałam ich w realu. Śmierć, nawet tych, o których wiemy,że są śmiertelnie chorzy lub szalenie zaawansowani wiekiem zawsze jest dla nas traumą.
OdpowiedzUsuńTyle, ze do takiej smierci czlowiek jakos sie duchowo przygotowuje, ktos ciezko choruje lub jest w bardzo zaawansowanym wieku i chocbysmy odpychali od siebie te mysli, to jednak zdajemy sobie sprawe, ze nieszczescie moze nastapic w kazdej chwili. Ale kiedy nagle dowiadujesz sie, ze odoba zdrowa, energiczna, wysportowana, optymistyczna znienacka umiera, to nie sposob sie z tym pogodzic.
UsuńAniu, nikomu nie przynosisz pecha... Tylko, co ja mam powiedzieć? W jednym roku, straciłam dwie przyjaciółki i męża, rok temu Mamę. Pożegnałam też wielu znajomych, nie tylko internetowych. To boli, ale to taki nasz los, ludzi, którzy pozostają. 😘
OdpowiedzUsuńNie o to chodzi, bo ja wiem i zdaje sobie sprawe z przemijania. Ale w tych przypadkach poodchodzili ludzie, ktorzy byli dla mnie serdeczni, reagowali na wpisy, komentowali na blogu, rozumieli.
UsuńNie, no absolutnie nie możesz tak myśleć! Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Po prostu czas ich ziemskiej wędrówki się skończył. Taka smutna kolej rzeczy i znajomość z Tobą wirtualna czy w realu nie ma tu nic do rzeczy.
OdpowiedzUsuńJednak ledwie zdaze sie z kims zzyc, bo okreslenie zaprzyjaznic byloby tu chyba na wyrost, to ten ktos odchodzi, w naprawde wielu przypadkach stanowczo zbyt wczesnie.
Usuń