Koniec stycznia, ale glownie poczatek lutego bedzie stal pod znakiem opieki nad chocholami. Ktore to chocholy jakos zdolaly sie znow przekonac do bapci, bedacej przez jakis czas w nielaskach. Dobrze nam szedl pobyt ze soba, kiedy ich mama byla w delegacji we Francji, ale kiedy wrocila, bapcia stala sie uosobieniem braku mamy i wszystkich plag egipskich, wiec Junior dosadnie dawal bapci do zrozumienia, ze ma sie trzymac z daleka. Ani buzi dac, ani sie przytulic, ani zabaw paluszkowych, ktore tak bardzo lubil. No calkiem NIC, a ja zachodzilam w glowe, czym zawinilam i o co w ogole chodzi. Zoska, wpatrzona w brata jak w swiety obrazek, natychmiast tez przejela jego zachowania i ani sie dawala dotknac. Raz corka je przywiozla do nas, bo miala cos waznego do zalatwienia, to Junior zaparl sie na klatce schodowej i nie chcial wejsc do nas do mieszkania, nie pomagaly tlumaczenia i prosby, wiec go po prostu wepchnela i poszla, bo sie spieszyla, a ja na wszelki wypadek zamknelam drzwi na klucz, gdyby mu przyszlo do glowy urwac sie w pogoni za mama.
Nie to nie, bapcia tez sie sfochala i udawala, ze chocholow nie widzi. Same zatesknily. Najpierw podczas rozmow telefonicznych z ich mama nagle zachcialo im sie rozmawiac z bapcia, potem zaczely sie domagac wizyty, ale tylko razem z mama. Chodzilismy na spacery, na sanki i jakos zapomnialy o wczesniejszych animozjach, zwlaszcza ze ja ich nie zaczepialam i trzymalam sie na dystans, nie znikalam ich mamy, wiec w koncu poczuly sie bezpiecznie i nasze relacje sie naprostowaly. Znow chcialy bywac, nawet bez mamy i rozczarowane byly, kiedy musialy wracac do domu. Ufff...
Pierwszy odbior z przedszkola byl w dniu urodzin Hexy, bo corka musiala pojsc do lekarza. Zoska to nawet przyleciala do mnie z dziubkiem do pocalowania. Co za odmiana po wielotygodniowych fochach. Potem plan przewidywal niedziele, ale juz w piatek zadzwonila do mnie z pracy corka, czy nie odebralabym Zoski z przedszkola, bo sie zle czuje. No to ruszylam do odgruzowania auta, ktore spalo po calonocnej sniezycy okryte sniezna pierzyna. Junior chcial zostac jeszcze w przedszkolu, wiec zabralam do domu tylko jego mala siostre.
Drugie spotkanie bez mamy bedzie dzisiaj, corka przywiezie je do nas na przechowanie, a sama bedzie pomagac przy urodzinach Hexy dla jej kolezanek, wyprawianych na basenie, bo jedna dorosla osoba na grupe dzieci, byloby za malo. A chocholy nie sa w tej grupie wiekowej, zeby mogly uczestniczyc, do nich potrzebna bylaby trzecia opiekunka, wiec ten czas spedza u mnie.
W poniedzialek 2 lutego czeka mnie ich odbior z przedszkola i niedluga opieka u nich w domu, bo corka ma delegacje, wprawdzie niedaleko, jakies 30 km, ale nie wie, jak dlugo jej to zajmie. Nie bede nawet ich brala do siebie, poczekamy na mame w ich domu.
No i dwa dni pozniej, 4 lutego ich mama ma w pracy team event, cokolwiek to znaczy, ale w czym chce wziac udzial i wiadomo, ze to moze potrwac. Mam wiec odebrac towarzystwo z placowki i tego dnia wezme je do siebie, a odbierze mama wracajac z eventu.
To na razie tyle, ale sprawa jest rozwojowa i do konca miesiaca, krotkiego wprawdzie, jest jeszcze daleko i po drodze cos moze sie urodzic. Cale szczescie, ze chocholy juz nie boja sie i nie wzdragaja przed pobytem u bapci.

A to ciekawe, takie powiazanie dluzszego bycia z Toba ze zniknieciem mamy na dlugo. Cos w tym jest i wcale nie potrzebuje psychologa zeby to sobie przemyslec.
OdpowiedzUsuńDobrze ze minal ten czas i znowu jestes bapcia, z ktora mozna byc bez mamy i miec fajny czas.
Przyczyna moze byc inna, ale ja to sobie tak wlasnie tlumacze, bo takie zachowanie zbieglo sie w czasie z corki delegacja. Nie naciskalam, nie zmuszalam, za wyjatkiem tego jednego razu, ale w tym przypadku zmuszaka mama nie ja. Teraz same chca przychodzic.
UsuńKazdy czlowiek ma napady fochow, nawet koty tez to dlaczego by nie mialy chocholy zwlaszcza ze jak mowisz pobyt u Ciebie i Twa opieke skojarzyly z najgorszym - nieobecnoscia mamy.
OdpowiedzUsuńWazne ze sie szybko odfochowaly i znowu jest dobrze.
Tyle, ze ich fochy spadly na mnie tak nagle i zabolaly dosc dotkliwie. Najpierw zupelnie zglupialam, bo to stalo sie praktycznie z dnia na dzien, a potem dlugo musialam sie z tym godzic, bo przeciez nic na sile, wtedy bym je jeszcze bardziej do siebie zniechecila.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBloger fixowal z komentarzami najpierw nie ukazujc wogole a pozniej oba wiec jeden zlikwidowalam
OdpowiedzUsuńBiedna bapcia :) Dobrze, że stosunki uległy poprawie. Miałam tak tylko z jednym egzemplarzem - Kalafiorkówną. I zastosowałam tę samą metodę, co Ty. Nawet nie tuliłam na powitanie, tylko oficjalnie: cześć Kalafiorkówna. Na pożegnanie rodzice zawsze nakazywali jej całowanie, to nadstawiałam policzek i nawet jej nie dotykałam. Przeszło jej, gdy Alienek zawsze chichotał, że teraz nie będę mogła myć buzi, bo mnie solidnie wycałował - pozazdrościła, trochę na złość - żeby babcia chodziła z brudną buzią. A teraz mamy stosunki już całkiem inne - nie jest moją zagorzałą fanką, ale okazuje love. Podziwiam - cały miesiąc opieki. Ja mam w sobotę nocowankę. Bo u mnie lepsza niż u dziadka. Będę musiała się trochę zepsuć :)
OdpowiedzUsuńNie no, nie caly miesiac, ale w poczatkowych dniach lutego dosc czesto. Nocowanek u mnie praktycznie nie ma, bo nie mam ich gdzie polozyc. Raz nocowali u mnie we dwoch, Gapcio i Junior, kiedy szlismy na te pokazy kaskaderskie. Junior spal miedzy nami w lozku, a Gapcio na waskiej sofie, bo nasze sie nie rozkladaja.
UsuńBywa tak, niestety, mnie się nie zdarzyło ale drugiej babci , tej portugalskiej tak, moja córka musiała z Sofi porozmawiać i teraz zachowuje się poprawnie ale nic poza tym. Mnie wnuczki widzą mało, teraz mają już telefony więc przypominam im o sobie co pewien czas przesyłając jakies zdjęcia, które wiem, że mogą im się spodobać. Sofi jest niesamowita przylepka pozostałe dwie mniej. Ale juz są duże i relacje z nimi są zupełnie inne.
OdpowiedzUsuńMyslę. że te fochy zwiazane były z lączeniem Ciebie z nieobecnością córki, i tyle...a teraz wrócą do normy, dobrze zrobiłaś, bo nic na siłę.... czekam na dalsze relacje o przygodach z Chochołami.
No tak, ja mam swoje bez mala na co dzien, w kazdej chwili moge je odbierac z przedszkola czy brac do siebie, kiedy sa poprzeziebiane i nie nadaja sie do placowki, zeby nie zarazac innych. To jest zupelnie inna relacja, Ty jestes babcia "swiateczna". Ale dzieci miewaja jakies takie epizody nielubienia pewnych osob, ale ze mna bylo to tym bardziej dziwne, ze przez ten tydzien, kiedy je pilnowalam, mielismy bardzo fajne relacje i nagle BUM! Nie chca mnie prawie znac. Mam nadzieje, ze bylo to jednorazowe.
UsuńA to z Ciebie taka Alte Hexe, że dzieci się Ciebie boją?
OdpowiedzUsuńJa bym to wykorzystała 😄
Oj tam, przy nich odgrywam dobra gruszke, ale pewnie poznaly sie na mnie i dzieciaca intuicja odkryly moje karty. Tyle, ze chyba im sie nie oplacalo na mnie dlugo gniewac.
UsuńZabiłaś mnie dobrą gruszką 🍐. 😅😂🤣🤣🤣
UsuńTak mowila moja srednia corka i zostalo w rodzinie do dzisiaj.
UsuńCudne!
UsuńOna miala wiecej takich fajnych powiedzonek, a w ogole gadala w dwoch jezykach naraz.
UsuńPodejrzewam, że zaczęły kojarzyć Ciebie z dłuuugą nieobecnością Mamy iz tym, że miały inną dyscyplinę, stosowaną przez Ciebie. Małe dzieci, bardzo długo potrafią pamiętać. Dobrze, że już jesteś kochaną Bapcią. 😘
OdpowiedzUsuńJa tez tak podejrzewam, chociaz pewnosci nie mam, bo za takim szkrabem jak Junior nie trafisz. A Zoska go tylko nasladowala.
Usuńmam taką obserwacje, że jesteś winna w ich mniemaniu, zniknięciom mamy. wyjazdy mamy skojarzyły z konkretnymi sytuacjami jasne, jak słońce. Ciri ma tak samo. smuta wielka od kilku dni, gdy wyjeżdzamy na dłużej.
OdpowiedzUsuńpoza tym słodziaki :-**
Tez mi sie tak wydaje, bo ta zmiana w zachowaniu wydarzyla sie tak nagle z chwila powrotu ich mamy z delegacji, dzieci przestaly chciec miec ze mna do czynienia. Ale juz jest ok.
UsuńHrehrehre, nie mam wnuków, choć tak do końca nie wiem, czy mam się z tego bardzo cieszyć. Z jednej strony fajnie by było widzieć dzieci moich dzieci, z drugiej sama myśl, że miałabym się nimi opiekować dłużej, sprawia, że mam dreszcze. Chociaż zawsze, kiedy zajmowałam się jakimiś "rodzinnymi", a nawet czasem obcymi dziećmi było ok :)
OdpowiedzUsuńOj, ja tez dlugo czekalam na wnuki, moja babcia miala 45 lat, kiedy ja sie urodzilam, moja mama 50, kiedy przyszla na swiat moje najstarsza corka, a ja czekalam 62 lata na Hexe. Jestem wiec stara babcia, ze nie wspomne o slubnym, ktory jest ode mnie 13 lat starszy, ale tez sie doczekal. Natomiast P. mial 45 lat, kiedy zostal ojcem po raz pierwszy.
UsuńNo i sama zobaczysz, jak zmieni Ci sie swiatopoglad, kiedy zostaniesz babcia. :)))
Widoki na to są marne, żeby nie powiedzieć żadne;) Córka nie chce, za chwilę nie będzie miała możliwości, to samo z synem i jego partnerką, chyba że coś się zmieni w medycynie. Siostrzenica już odpuściła całkiem.
UsuńOj, to klops, moze faktycznie nie bedzie Ci dane. Ale moze mlodzi maja wlasnie racje, ze nie chca powolywac na swiat dzieci. Jakie mialyby zycie posrod tych islamskich pasozytow.
UsuńPomijając przyczyny fochów dobrze, że im minęły:-) I dobrze, że nie naciskałaś, tylko dałaś im czas na pokochanie babci na nowo;-), bo przecież bez babci nie ma życia:-)
OdpowiedzUsuńCała trójka na zdjęciu to 100% cukru w cukrze:-)
Zwlaszcza, ze jestem dla nich praktycznie jedyna babcia, bo mama ich ojca mieszka daleko i jest znacznie ode mnie starsza i chora, wiec praktycznie nie maja w ogole kontaktu. Te drugie wnuki maja druga babcie tu na miejscu.
UsuńMnie te wszystkie problemy ominęły, bo pomiędzy dzieciakami gdy były małe a ich obu babciami było po kilka setek kilometrów odległości.
OdpowiedzUsuńSzkoda, ale chociaz teraz jestes blizej wnukow, choc oni sa w wieku, kiedy babcia juz nie jest taka wazna. Ja tam sie bardzo ciesze, ze corka wrocila z nimi do domu, bo jak pamietasz, wczesniej mieszkala na wsi kolo Limburga.
Usuń