Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostatnich dniach, a nawet tygodniach byla bardzo zajeta, obciazona obowiazkami budzenia ze snu zimowego przedwiosennych kwiatkow, tych zólciutkich rannikow, bialych przebisniegow, wreszcie roznobarwnych krokusow, ktore niechetnie chcialy kwitnac, choc w poprzednich latach o tej porze juz przekwitaly. Dluga i mrozna zima wszystkim dala sie we znaki, nawet kwiatkom, wiec kiedy troche sie ocieplilo, a ludzie z utesknieniem szukali na uwolnionych wreszcie od snieznej pierzyny trawnikach przejawow przedwiosnia, wrozka musiala szybko zmotywowac leniwe kwiatki.
Rozejrzala sie po okolicy, westchnela na znak dobrze i rzetelnie wykonanej pracy, ale nagle jej uwage przykuly ciche odglosy, brzmiace jak gluchawe niewyrazne chrapanie. Popatrzyla dokola, ale te dzwieki dochodzily wyraznie z wnetrza domu. Jako ze dla wrozek mury nie stanowia zadnej przeszkody, wteknela glowe najpierw do mieszkania na pierwszym pietrze, ale tam chrapal dosc glosno jakis mezczyzna, wiec skierowala sie nizej i... BINGO! To te cichutkie chrapanka, ktorych dzwiek slyszala siedzac na dachu. Popatrzyla na trzy istoty spiace gleboko, zachichotala i zajrzala do ich glowek, zeby dowiedziec sie, o czym snia.
Krulova Miecka wlasnie pozwalala sie obslugiwac w najdrozszej restauracji w Nowym Jorku w Waldorf-Astoria czy tez w paryskim Ritzu, wrozka nie mogla rozpoznac, zreszta w snach mogly to byc jakies restauracje ze swiata fantazji. Wrozke zdziwilo tylko menu, jakie Krulova miala na talerzu, bylo to spaghetti bolognese. Wrozka sie gleboko zamyslila, kot i makaron z sosem pomidorowym i listkiem bazylii? I wino?!? No ale niezbadane sa kocie sciezki w kocich snach.
Wrozka zajrzala tymczasem do glowki mniejszego kota, pelno tam bylo pochowanych w zwojach jej niewielkiego mozgu psot i figli. A ona... no gdziezby indziej, tylko plac zabaw! Bo chociaz jej koci wiek odpowiadal ludzkiemu "po 60-tce", to w jej malym serduszku trwal wieczny maj, jak u starszych panow. Hustala sie zapamietale, z dzika radoscia slizgala sie w dol po zjezdzalni, wspinala sie, fikala koziolki, wskakiwala i emitowala tak wielka radosc, ze i wrozce poprawil sie humor.
Trzecia glowa byla nieco wieksza od dwoch pierwszych, grozniejsza przy tym, ale tylko z wygladu, bo kiedy wrozka zajrzala glebiej, do psiej duszy, znalazla tam samo dobro i lagodnosc. Wrozka nieco sie zdumiala, kiedy rozpoznala miejsce, do ktorego we snie udala sie Toya, byl to gabinet odnowy biologicznej, a sucz byla wlasnie obslugiwana przez dwie osoby, jedna masowala jej napiete miesnie, druga zajmowala sie manikiurowaniem pazurkow, na grzbiecie stygly wlasnie kamienie, pachnace swiece wprawialy w dobry nastrój, a saczaca sie z glosnikow cicha muzyka byla przyslowiowa kropeczka nad i.
Wrozka bezglosnie wycofala sie z powrotem na dach, zeby nie zaklocac tym trzem istotom tak pieknych marzen sennych, poderwala sie do lotu, bo na dluzszy odpoczynek nie bylo czasu i zniknela w oddali, baczac po drodze, czy wszystkie przedwiosenne kwiatki sa gotowe na powitanie jej siostry, wrozki Wiosny.
W generowaniu zdjec pomagal mi GrokAI i ChatGPT. Zwierzeta sa prawdziwe. 😆
.jpg)
.jpg)

Bardzo ladna historyjka. Najbardziej podoba mi sie Toya, to zdjecie jest doskonale, az trudno uwierzyc ze nieprawdziwe, a moze prawdziwe, Toya nic by nie miala przeciwko takim pieszczotom.
OdpowiedzUsuńoch z radością przeczytałam :-)
OdpowiedzUsuńmoja mała istota Ciri śni o wiecznych pogoniach za swoimi kotami, tego jestem pewna.
A krulova Miecka rozczarowala mnie, ze w tak ekskluzywnej restauracji zamawia jakis makaron a nie slimaki albo zabie udko.
OdpowiedzUsuń