Translate

01 września 2021

Jak mnie obcy ludzie z tarapatow ratowali

 Moja przygoda miala miejsce 24 sierpnia, nawet na fejsuniu dalam tego dnia wklejke o sesji zdjeciowej z przygodami, ale nikomu by do glowy nie przyszlo, jakiez to przygody mnie spotkaly. 
Jakos po powrocie z Polski bylam z Toyka na spacerze, jak zwykle po terenie centrum logistycznego. Tam plynie taki cienki strumyczek, jak niteczka, choc po deszczach potrafi przybrac. Za tymze strumyczkiem wypatrzylam pole slonecznikow, no dobra, nie pole, ale szeroki lan (uan). Chcialam pojsc tam nastepnego dnia z aparatem, ale przez dwa dni troche padalo, wiec wybralam sie dopiero wlasnie 24 sierpnia. Od strony centrum dojsc tam sie nie da, musialysmy z Toyka isc naokolo, zeby ominac ten strumyk. Dawno tam nie bylam i nie wiedzialam, ze i tam cos chyba zaczynaja budowac, bo pole przed slonecznikami bylo rozkopane i dosc blotniste, czego natychmiast doswiadczylam, kiedy noga w sandalku zapadla sie w bloto po kostki. Ale skoro juz tam bylam i skoro juz sobie stope zablocilam, to brnelam dalej. 






Sam obszar, na ktorym rosly te sloneczniki, porosniety byl czyms gestym i chodzenie tamtedy sprawialo mi spora trudnosc, ale dzielnie przedzieralam sie przez te gestwine, traw, chwastow, badyli, ostow, ktore ranily mi lydki, w ubloconych po kostki sandalkach i focilam rozne kwiatki, grubodupce oraz inne pszczolki czy motylki.






Toyka co rusz znikala mi w tej dzungli, wciaz musialam ja przywolywac, zeby nie poleciala za jakims krolikiem czy inna wiewiorka.















Wreszcie mialam dosyc i postanowilam wracac do domu, ale jakos nie chcialo mi sie brnac ponownie przez to budowlane bloto, wiec wpadlam na genialny pomysl przejscia przez strumyk na skroty. I wlasciwie nie byl to zly pomysl, ale dla mnie troche niewykonalny, bo po stronie, na ktorej sie znajdowalam, brzeg byl lagodny, ale tam, gdzie chcialam wskoczyc, juz byl dosc wysoki. Przy czym radosna Toyka wciaz latala po strumyku i wskakiwala na gore, przez co miejsce zrobilo sie bardzo sliskie. Pomna tego, co narobilam w listopadzie 2015 roku na spacerze z Kira, skaczac z gracja przez cieniutki ciek wodny i czym to sie dla mnie skonczylo, tym razem chcialam byc ostrozniejsza. Mialam wlasciwie zamiar zdjac te ublocone sandalki i nie skakac, a przejsc na druga strone, tyle tylko, ze pewnie nie wlazlabym na ten stromy sliski brzeg. W pewnej chwili poslizgnelam sie na swoim lagodnym brzegu i z glosnym pluskiem i rozbryzgiem siadlam tylkiem w bloto. Dupsko brudne, rece ublocone, ze nie wspomne o stopach i zadnej nadziei. Ale nagle zobaczylam na gorze dwoch rowerzystow, wiec krzyknelam o pomoc. Chcialam rzucic im smycz Toyi, zeby mnie na te gorke wciagneli. Najpierw troche bali sie Toyi, ale zapewnilam, ze nic im nie zrobi, a bedzie tak samo wdzieczna jak ja, kiedy pomoga mi przedostac sie na druga strone. Oni jednak nie skorzystali ze smyczy, jeden z nich stanal okrakiem nad strumykiem i pchal, drugi wciagal mnie na gore. Jakos dali rade, a ja dostalam ataku smiechu, rechotalam jak nawiedzona. Toya byla zachwycona, bo ona lubi takie szalone akcje, rowerzysci tez mieli ze mnie beke, a ja nie moglam dosc sie ich nachwalic i nadziekowac, ze uratowali mi zycie, bo honor niestety nieco ucierpial.






Droga do domu bardzo mi sie dluzyla, torebka zaslonilam wstydliwe ublocone miejsce z odwrotnej strony, ale wlasciwie bylo mi wszystko jedno, kto zobaczy moja sromote i co sobie pomysli. W chalupie doszorowalam buty, ciuchy wrzucilam do pralki, a sama wskoczylam pod prysznic. I bylam jak nowa.
Na ktoryms z kolejnych spacerow specjalnie sfocilam to miejsce, te "przeprawe" przez strumyk, ale od tej bezpiecznej drugiej strony, bo na tamta nie mam juz zamiaru sie dostawac. Nie wyglada to tak stromo i wysoko, jak jest w rzeczywistosci, no i zniknal tez konar, ktory sobie tam przywleklam w charakterze kladki. 



Ach, i jeszcze jedno!    Dzisiaj mijaja trzy lata, odkad rzucilam palenie.
Dzis tez kolejna, 82-ga rocznica chwilowego tryumfu faszyzmu nad rozumem, to tak ku pamieci Blaszczaka, WOTów, armii maryji i podobnych im bojowek weszpolskich. Pamietajcie, brunatne formacje, czym  sie konczy prezenie muskulow i zamawianie pieciu piw.
No i dzieciaczki znow ida do szkol, ciekawe, na jak dlugo. Tym razem rowniez w moim landzie jest poczatek roku szkolnego, choc kazdego roku przypada kiedy indziej, bo ferie w poszczegolnych landach zaczynaja sie co roku w innych terminach. Raz jest to nawet czerwiec, innym razem polowa sierpnia, i trwaja 6 tygodni, wiec tez rozpoczecie roku szkolnego przypada czasem juz 1 sierpnia. A ferie sa ruchome dlatego, zeby zaden land nie byl poszkodowany, ze np. zawsze w sierpniu dzieciaki musza wracac do szkol. Jest to tak zorganizowane, zeby uniknca tloku na drogach, dlatego kazdy land ma inny termin rozpoczecia z zakonczenia ferii.
 

30 sierpnia 2021

Tyle sie wydarzylo...

 ... w czasie, kiedy zajeta bylam opisywaniem na blogu mojego urlopowego zwiedzania. Jednak celowo nie komentowalam, robili to inni na swoich blogach albo profilach fejsbukowych. Sierpien byl bogaty w wydarzenia, internety wrzaly z oburzenia, kazdy za punkt honoru wyznaczyl sobie pisac o tym samym. 
Ze czwarta fala, ze plaskoziemcy i foliarze albo na przeciwnym biegunie kroliki doswiadczalne pozwalajace sie szczepic niesprawdzona szczepionka, ze to swiatowy spisek majacy na celu depopulacje. Jestem juz tym zmeczona. Ta zacietoscia kazdej ze stron, fanatyzmem wrecz, upodlaniem przeciwnika, ostentacyjnym odrzucaniem srodkow ostroznosci.
Ze na granicy bialorusko-polskiej rozgrywa sie dramat, na ktory tzw. polscy katolicy z klechami razem pozostaja obojetni, a granic pilnuja nie zolnierze SG, zajeci chwilowo stawianiem parkanów i zasiekow, a zielone ludziki WOTów.
Ze Szpak w biustonoszu i na szpilkach, a miss czegostam w drobiu z korona. 
Ze z odejsciem Hosera swiat stracil wartosciowego czlowieka, podczas gdy Hoser byl kanalia. 
Ze Majdany uprawialy seksualne akrobacje w kamperze.
Ze Kaczynski rozpoczal dwie nowe wojenki, z USA i Izraelem, a  nie skonczyl jeszcze z unia.
Ze TVN i wolne media. A w ogole to TVN bedzie dalej nadawac, wiec na nic sie przydalo machanie szabelka i straszenie. Ale w miedzyczasie ponoc wuc rozkazal budyniowi od ostrego ciania mgly, zeby zawetowal, bo jednak przestraszyl sie jankesow.
Ze Kukiz sie sprostytuowal... nie, on zawsze byl, choc glosno mowil cos przeciwnego.
Ze dzien wojska kaczystowskiego i obchody tegoz przez katofaszystow.
Ze malopolskie wstalo z kolan przed elgiebetami, a ze przy okazji niezwykle bolesnie i kosztownie przypier***lo sie w leb, to juz margines.
Ze... ach... jeszcze byla olimpiada i zlozone z opoznieniem gratulacje za medal dla homoseksualnej zawodniczki.
A wszystko przeplatane cnotami niewiescimi, lista lektur obowiazkowych Czarnka i nauka biografii otwartego faszysty tysiaclecia, chwalacego publicznie Hitlera.
A poza tym w najjasniejszej nic sie nie dzieje... i tak apropopo przypomniala mi sie piosenka Krafftowny:



Taaak... sierpien byl bardzo bogaty w wydarzenia...

28 sierpnia 2021

Palac Herbsta i jego ogrody

 Jak pamietacie, przed dwoma laty nie udalo mi sie dostac ani do Palacu Herbsta, ani zwiedzic ogrodu, bo kasjerka nie miala wydac ze stowy i nie pomogly prosby, ze mieszkam za granica i moge dlugo nie miec okazji do ponownego przyjazdu. Jakbym wykrakala, bo niedlugo wybuchla pandemia i dwa lata przeszly, zanim znow moglam odwiedzic Lodz. Najpierw postanowilam sie na smierc obrazic na to muzeum, ale mi przeszlo, ciekawosc zwyciezyla i skoro w drodze powrotnej z Monopolis mialam tenze palacyk po drodze, to postanowilam sprobowac raz jeszcze. Wyobrazcie sobie, ze tym razem trafilam na dzien otwarty i wstep byl za darmo. No jakies tam zadoscuczynienie za poprzednie potraktowanie. 
Weszlam i... przepadlam! Zrobilam miliard zdjec, mojemu zachwytowi nie bylo konca. Co ja poradze, ze takie wille bardzo mi sie podobaja. Nie zeby zaraz wszystko bezkrytycznie mnie zachwycalo, baroki, blichtry i przerosty formy nad trescia - to nie, ale ogolnie moglabym tam pomieszkiwac. Szczegolnie urzekly mnie sypialnie pani i pana domu, polaczone w amfiladzie, niby osobne, a na przyjemnosci nie trzeba bylo wychodzic na korytarz 😉, za to w nocy nie budzilo chrapanie. Zostawie Wam link do opisu ekspozycji, wiec jesli kogos zainteresuje, moze poczytac wiecej o poszczegolnych pomieszczeniach TUTAJ - KLIK - to plik pdf, mozecie otwierac bez obawy, ciekawa zawartosc.




To mala zajawka z okolic wejscia do palacu, przygotujcie sie na naprawde strrraaasznie duzo ogladania. Z gory przepraszam i ostrzegam.
Po przekroczeniu progu pierwsze WOW, westybul. Rycerze trzymajacy lampy, witraz w wielkim oknie i zyrandol, na widok ktorego prawie zemdlalam z zachwytu. Nie musze chyba juz Was namawiac na powiekszanie sobie ogladanych zdjec.







Tuz obok pomieszczenia ze starymi fotografiami i tablicami opowiadajacymi historie Herbstow. Ona to corka Scheiblera, chyba najwiekszego fabrykanta w Lodzi, ktory podarowal ow palac corce i zieciowi z okazji slubu. Zebyscie sobie nie mysleli, ze jasniepanstwo tylko pachnialo i baki zbijalo, to dopowiem, ze Lodz ma im tez troche do zawdzieczenia, ufundowali szpital dla biednych dzieci, ktory funkcjonuje do dzisiaj jako Szpital Pediatryczny im. Korczaka, wtedy jednak nazywal sie Szpitalem dla Dzieci im.... hmmm... taaa... Anny Marii, a co! 


To na pamiatke jakiejs fuzjii fabryki wlokienniczej z kopalniami

A to podarek od wdziecznego narodu dla Matyldy Herbst zd. Scheibler za ufundowanie szpitala

Sala balowa z widocznym balkonikiem dla orkiestry, zachwycila mnie dekoracja okien, pieknie udrapowanymi kotarami, parkiet i sufity tez niczego sobie.






Jadalnia - gdyby nie barierka uniemozliwiajaca wejscie, czlowiek by myslal, ze to dla niego te nakrycia i moze siadlby przy stole w oczekiwaniu na poczestunek. Zwroccie uwage na kunsztowne kominki i piece w pokojach.





Salonik zwany srodkowym - no tutaj bylo mi wszystkiego za zbyt






Salonik mysliwski, pelniacy role palarni i karciarni. Na scianach dziela Kossakow. Taki wystroj lubie, jest przytulnie.





Salon lustrzany, lojesu! Barokko-rokokko w przesadzie. I nawet piec ze zlota.






Salonik orientalny, gdzie jasniepanstwo eksponowalo trofea z podrozy po swiecie. Szczegolnie mnie oczarowal ten mebel z lustrem, nawet nie umiem go nazwac.







Gabinet, nad ktorym czuwa popiersie Karola Scheiblera, ojca Matyldy. Biblioteczka cymesik! Cudenko!




I to wszystko jesli chodzi o parter palacu, przepieknymi schodami udajemy sie na pietro, gdzie zaraz po lewej stronie zaczyna sie amfilada. Poczatkuje ja garderoba, za ktora znajduje sie... calkiem wspolczesnie wyposazona lazienka, rzadkosc w tamtych czasach. Dalej w prawo jest sypialnia pani domu, Matyldy. Wyposazona w stylowe lampy, przepiekne parawany i porcelanowe bibeloty.








Miedzy sypialnia Matyldy i jej meza znajdowal sie jej buduar z kolejnym stylowym piecem.




Wreszcie amfilade konczyla sypialnia pana domu. Ta nawet bardziej mi sie podobala od damskiej.





Miedzy sypialnia pana domu a biblioteka znajduje sie tzw. pokoj rodzinny, tym razem skromniejszy i latwiejszy dla mnie do strawienia. Tu sie przesiadywalo, muzykowalo, gralo, bawilo.




Teraz zapowiedziana wczesniej  biblioteka.





Za biblioteka byla sypialnia starszej pani, chyba matki pana domu, a tuz obok sypialnia panienki, typowy pokoj dzieciecy z tamtej epoki.






Dalej byl juz tylko pokoj goscinny, gdzie przyjemnie byloby bawic w goscinie, ja bym sie stamtad nie ruszala. Zwroccie uwage na kufer podrozny, taki ciezar musialo nosic chyba z dwoch umyslnych. Moja walizka to ulamek tamtego, a ledwie ja ciagnelam na tych koleczkach.





 
Praktycznie kazdy z pokoi byl odgrodzony barierka uniemozliwiajaca wejscie do niego, dlatego zdjecia mam tylko z perspektywy "od wejscia".
Przez sale balowa przechodzi sie do oranzerii, w ktorej zorganizowano niewielki lokalik gastronomiczny, ktory latem rozszerza sie na przestrzen w ogrodzie.



Sam ogrod to dzielo sztuki ogrodniczej, a ogarnia go jedna osoba z kilkoma pomocnikami. Mialam okazje chwile porozmawiac z ogrodnikiem, przy okazji bardzo go pochwalilam. Blizej palacu stoi stajnia, gdzie urzadzono galerie sztuki, ale nie wchodzilam, bo czas naglil, wolalam pospacerowac na zewnatrz.































Zebym ja Wam mogla przeslac dodatkowo zapach tych róz... Klasyczny niegdysiejszy zapach starych dobrych gatunkow, dzis juz takich nie ma.

I to juz koniec zwiedzania Lodzi, mam nadzieje, ze i Was zachwyca moja Uc, piekniejaca z roku na rok, organizujaca mieszkancom i gosciom coraz to nowe atrakcje, rozwijajaca sie preznie, choc zatracila juz status miasta przemyslowego, stajac sie powoli osrodkiem kultury.

Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...