Moja przygoda miala miejsce 24 sierpnia, nawet na fejsuniu dalam tego dnia wklejke o sesji zdjeciowej z przygodami, ale nikomu by do glowy nie przyszlo, jakiez to przygody mnie spotkaly.
Jakos po powrocie z Polski bylam z Toyka na spacerze, jak zwykle po terenie centrum logistycznego. Tam plynie taki cienki strumyczek, jak niteczka, choc po deszczach potrafi przybrac. Za tymze strumyczkiem wypatrzylam pole slonecznikow, no dobra, nie pole, ale szeroki lan (uan). Chcialam pojsc tam nastepnego dnia z aparatem, ale przez dwa dni troche padalo, wiec wybralam sie dopiero wlasnie 24 sierpnia. Od strony centrum dojsc tam sie nie da, musialysmy z Toyka isc naokolo, zeby ominac ten strumyk. Dawno tam nie bylam i nie wiedzialam, ze i tam cos chyba zaczynaja budowac, bo pole przed slonecznikami bylo rozkopane i dosc blotniste, czego natychmiast doswiadczylam, kiedy noga w sandalku zapadla sie w bloto po kostki. Ale skoro juz tam bylam i skoro juz sobie stope zablocilam, to brnelam dalej.
Sam obszar, na ktorym rosly te sloneczniki, porosniety byl czyms gestym i chodzenie tamtedy sprawialo mi spora trudnosc, ale dzielnie przedzieralam sie przez te gestwine, traw, chwastow, badyli, ostow, ktore ranily mi lydki, w ubloconych po kostki sandalkach i focilam rozne kwiatki, grubodupce oraz inne pszczolki czy motylki.
Toyka co rusz znikala mi w tej dzungli, wciaz musialam ja przywolywac, zeby nie poleciala za jakims krolikiem czy inna wiewiorka.
Wreszcie mialam dosyc i postanowilam wracac do domu, ale jakos nie chcialo mi sie brnac ponownie przez to budowlane bloto, wiec wpadlam na genialny pomysl przejscia przez strumyk na skroty. I wlasciwie nie byl to zly pomysl, ale dla mnie troche niewykonalny, bo po stronie, na ktorej sie znajdowalam, brzeg byl lagodny, ale tam, gdzie chcialam wskoczyc, juz byl dosc wysoki. Przy czym radosna Toyka wciaz latala po strumyku i wskakiwala na gore, przez co miejsce zrobilo sie bardzo sliskie. Pomna tego, co narobilam w listopadzie 2015 roku na spacerze z Kira, skaczac z gracja przez cieniutki ciek wodny i czym to sie dla mnie skonczylo, tym razem chcialam byc ostrozniejsza. Mialam wlasciwie zamiar zdjac te ublocone sandalki i nie skakac, a przejsc na druga strone, tyle tylko, ze pewnie nie wlazlabym na ten stromy sliski brzeg. W pewnej chwili poslizgnelam sie na swoim lagodnym brzegu i z glosnym pluskiem i rozbryzgiem siadlam tylkiem w bloto. Dupsko brudne, rece ublocone, ze nie wspomne o stopach i zadnej nadziei. Ale nagle zobaczylam na gorze dwoch rowerzystow, wiec krzyknelam o pomoc. Chcialam rzucic im smycz Toyi, zeby mnie na te gorke wciagneli. Najpierw troche bali sie Toyi, ale zapewnilam, ze nic im nie zrobi, a bedzie tak samo wdzieczna jak ja, kiedy pomoga mi przedostac sie na druga strone. Oni jednak nie skorzystali ze smyczy, jeden z nich stanal okrakiem nad strumykiem i pchal, drugi wciagal mnie na gore. Jakos dali rade, a ja dostalam ataku smiechu, rechotalam jak nawiedzona. Toya byla zachwycona, bo ona lubi takie szalone akcje, rowerzysci tez mieli ze mnie beke, a ja nie moglam dosc sie ich nachwalic i nadziekowac, ze uratowali mi zycie, bo honor niestety nieco ucierpial.
Droga do domu bardzo mi sie dluzyla, torebka zaslonilam wstydliwe ublocone miejsce z odwrotnej strony, ale wlasciwie bylo mi wszystko jedno, kto zobaczy moja sromote i co sobie pomysli. W chalupie doszorowalam buty, ciuchy wrzucilam do pralki, a sama wskoczylam pod prysznic. I bylam jak nowa.
Na ktoryms z kolejnych spacerow specjalnie sfocilam to miejsce, te "przeprawe" przez strumyk, ale od tej bezpiecznej drugiej strony, bo na tamta nie mam juz zamiaru sie dostawac. Nie wyglada to tak stromo i wysoko, jak jest w rzeczywistosci, no i zniknal tez konar, ktory sobie tam przywleklam w charakterze kladki.
Ach, i jeszcze jedno! Dzisiaj mijaja trzy lata, odkad rzucilam palenie.
Dzis tez kolejna, 82-ga rocznica chwilowego tryumfu faszyzmu nad rozumem, to tak ku pamieci Blaszczaka, WOTów, armii maryji i podobnych im bojowek weszpolskich. Pamietajcie, brunatne formacje, czym sie konczy prezenie muskulow i zamawianie pieciu piw.
No i dzieciaczki znow ida do szkol, ciekawe, na jak dlugo. Tym razem rowniez w moim landzie jest poczatek roku szkolnego, choc kazdego roku przypada kiedy indziej, bo ferie w poszczegolnych landach zaczynaja sie co roku w innych terminach. Raz jest to nawet czerwiec, innym razem polowa sierpnia, i trwaja 6 tygodni, wiec tez rozpoczecie roku szkolnego przypada czasem juz 1 sierpnia. A ferie sa ruchome dlatego, zeby zaden land nie byl poszkodowany, ze np. zawsze w sierpniu dzieciaki musza wracac do szkol. Jest to tak zorganizowane, zeby uniknca tloku na drogach, dlatego kazdy land ma inny termin rozpoczecia z zakonczenia ferii.

