Translate

17 lutego 2026

Dodatkowe

    Jakbym miala ich za malo. Obowiazkow. To doszly mi dodatkowe, ktore jeszcze do niedawna dawal rade wykonywac slubny. Latwe przeciez byly, nie trzeba bylo miec studiow, zeby zmieniac zwirek w kocich kuwetach. Kto ma koty, ten wie, ze nawet niewielka zmiana w codziennej rutynie, moze prowadzic do innych zachowan, ktore sa wyrazem buntu przeciw owej zmianie. Tak wlasnie bylo po ktorejs wymianie zwirku, Bulka zaczela nagle sadzic dwojke na podloge w lazience. Kocia dwojka jest na ogol twarda i latwo ja zebrac, ale... no wlasnie. Wszyscy troje bywamy w nocy w toalecie i nikt wtedy nie zapala swiatla, zeby nie przeszkadzac i nie budzic innych, wszystko odbywa sie cichcem po ciemku. Mam mowic dalej? Nie wiem, kto to byl, ale kocia dwojka zostala rozdeptana, wdeptana w dywanik. Raz mozecie zgadywac, komu przypadla robota usuwania szkod. A poniewaz zalatwianie sie na podlodze trwalo, wlaczylam tryb detektywistyczny, bo stalo sie to nagle i natychmiast po wymianie zwirku przez slubnego. Uzywamy mieszanki zwirku tzw. higienicznego posypanego po wierzchu silikatem. Tego ostatniego nie bylo! Za to zwirku higienicznego po brzegi, choc stale zwracalam mu uwage, ze kiedy jest go za duzo, koty wygrzebuja go na pol mieszkania. Ale jemu mozna mowic, i tak wie lepiej i za kazdym razem kuwety sa pelne zwirku po brzegi, zamiast miec tylko zakryte dno. Abstrahujac od wykopywania zwirku na podloge, to nie jest to najtanszy produkt, wiec kiedy bierze sie go za kazdym razem dwa razy tyle, niz sie powinno brac, to predko znika, a wraz z nim pieniadze z portfela. No i teraz bede ja musiala przejac jego obowiazki kuwetowe, bo uwagi nie docieraja, zapomina o nich natychmiast i zuzywa tony drogiego zwirku. Po mojej wymianie kot natychmiast powrocil z kupami do kociej toalety. Takie to delikatne i wybredne.
   Jest zima, a wiec na zewnatrz bloto, snieg albo deszcz, ale tak trudno schylic sie i wytrzec lapy psu po powrocie ze spaceru, a pies, jak to pies, od razu robi skok na kanape okryta jasna narzuta, przeciez sluzba wypierze. Jemu nie chce sie nawet butow zdjac, "bo za chwile wychodzi", a ta chwila czasem trwa. Sluzba umyje podloge. Kupil sobie jakas obrzydliwa kielbase, nie smakowala mu, wiec usilowal dawac ja psu, pelna byla soli, saletry i innego konserwanckiego gowna. Oczywiscie zabronilam, ale nastepnego dnia, kiedy myslal, ze nie widze, probowal znow ten szajs podtykac zwierzetom. Ale kiedy zachoruja, to sluzba zawiezie do weta i bedzie podawala lekarstwa. I tak ze wszystkim, nie mam juz sily na te zlosliwosci. Nie tylko prawie juz w niczym nie pomaga, to zupelnie nie szanuje mojej pracy.
   Ostatnio slubny wymyslil, ze okradlam go ze zlotych pierscionkow, ktore mial, a teraz nie ma. No nie mial, nie wiem, skad sobie te pierscionki wynalazl, nigdy ich nie bylo, ale nazywa sie, ze ja go okradlam. Jestem juz teraz bardzo zmeczona tymi ekscesami, a przeciez to dopiero poczatek, wszystko jeszcze przede mna. Ale przynajmniej mam pelna kontrole nad kontem, juz nie ciagnie z niego co chwile, jego karte dobrze schowalam, zreszta i tak zapomnial pinu. 
   Jeszcze daje rade wychodzic z psem, ale nie wiem, jak dlugo to potrwa, bo ja ograniczam chodzenie do minimum, jako ze kolano puchnie mi jak banka, kiedy chodze za duzo. No i z tym sapaniem tez niespecjalnie dobrze wyglada. Ale kolejny lekarz, tym razem pulmonolog, stwierdzil, ze nic mi nie dolega. No i fajnie, jestem zdrowa jak ryba, a to ze mam problemy z oddychaniem, to z pewnoscia moj wymysl i hipochondria. Ament.
   Co drugi dzien musze dosypywac moim zaprzyjaznionym grubelkom, bo to one glownie przylatuja do stolówki, sikory gdzies przepadly, mieszanki ziarnowe okraszone suszonymi robalami, ktore to kupuje im za ciezkie pieniadze, no ale co bede temu fruwajacemu bydelku zalowac. W walentynki zatem znow poszlam im dosypac do karmnika, kiedy nagle patrzam, a tu wiosna!



   Przebisniegi pokazaly sie z dwutygodniowym opoznieniem. Codziennie bowiem przegladam sobie przypominajki na fejsbuku i tam juz w niektorych latach te kwiatki pokazywaly sie w polowie stycznia, jesli zima byla lagodna. Ranniczki wychylily sie w tym roku troche wczesniej.
   I to jest pocieszajace w tym calym moim zasranym zyciu podczas przedluzajacej sie mroznej zimy. 

EDYTKA: w poniedzialek o 4.00 zbudzily mnie odglosy usuwania sniegu na parkingu spoldzielni mieszkaniowej. Juz wiedzialam, ze tydzien zaczal mi sie arcy xujowo, nie tylko sie nie wyspalam, ale piekna niedzielna pogode i wiosne ogolnie trafil szlag. Sama sobie sarkastycznie nawtykalam: a taka byla piekna, amerykanska... Byla i sie zmyla. Wyszlam wczesniej, zeby odgruzowac te ok. 20 cm sniegu z auta (bez rekawiczek, wiec palce mi prawie odpadly) i potem wolno pojechac, bo ulice byly nie ruszone. Ino na fb widzialam komunikaty komunikacji miejskiej, ze linie na gorkach nie beda obslugiwane. I tak milo z ich strony, ze informuja. Wszyscy na szczescie jechali powoli, bylo tak slisko, ze strach, wiec nikt sie mnie nie czepial, ze jade za wolno. 




20 komentarzy:

  1. Smutny ten post, tylko te pierwsze wiosenne kwiatuszki raduja, szczegolnie przebisniegi, to taki cud natury, ktorego mi tutaj brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano smutny, jak cale moje obecne zasrane zycie, ktorego jakosc bedzie sie tylko pogarszala. Juz nawet na spacery nie chodze, bo abstrahujac od bolu i puchniecia kolana, zaczelam sie po prostu bac. Napasci jest coraz wiecej, zdarzaja sie wszedzie i bez powodu, w bialy dzien.

      Usuń
  2. i ja też hejtuje snoł 🤮🤮🤮🤮noż nie mam już siły. zamarzamy znów. lód, lodowisko, zalodzenie i cały czas wypadki...
    Współczuje nieustająco. dziada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byl czas, kiedy byl normalny, pomocny, opiekunczy, ratujacy z opresji. Teraz sam jego widok mnie wqrwia i wiem, wiem, to choroba, a nie jego zla wola, ale ja juz nie mam sily.
      Dzisiaj wszystko z wczoraj stopnialo, mamy plusy, ale do konca tygodnia beda opady, jak nie sniegu, to deszczu naprzemian, a w nocy beda minusy. I tez mnie to oslabia.

      Usuń
  3. Ajajaj, jeżeli to Cię pocieszy to ja mam podobnie, męczyżni chyba tak mają , kobiety jakby późnie, ja muszę jeszcze z moim chodzić do lekarza, bo on się nie dogaduje a potem bywają duże problemy, wczoraj u endokrynolożki opowiadał o sercu i nie można mu było wytlumaczyć ,że ma być o tarczycy, lekarka go wysłuchiwała cierpliwie i w końcu go zbyła, ze ma przyjśc na kontrolę za 6 miesięcy.
    Też do niego nie dociera wiele uwag, kiedy zwracam mu uwagę na coś to zapomina nartychmiast więc już nie zwracam , machnełam ręką. Idę sobie w las i odreagowuję, albo wyjeżdżam w Polskę z Artenką.
    A teraz mieszkanie nad moim rozwalają i to dopiero jest fun....ide do lasu...uścisk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany fajne te kwiatuszki...lubię śnieg ale wiosna też zachęcająca

      Usuń
    2. Kiedys jeszcze moglam sobie wyjechac, a to do mamy do Polski, a to nad morze, ale teraz juz nie da sie domu zostawic, mialam przyklad, kiedy bylam w szpitalu tydzien. Chodzi o zwierzeta, podawanie lekow, pilnowanie misek, on juz tego nie ogarnia. Zakupow tez nie zrobi, bo nie jezdzi juz autem, a gdyby mamie sie cos stalo, to nawet nie przetlumaczy lekarzowi. Skonczyly sie dla mnie wyjazdy, ja nawet boje sie pojsc do szpitala, a powinnam z tym kolanem.

      Usuń
    3. Podejrzewam, że miałybyśmy sobie wiele do opowiedzenia...:D

      Usuń
    4. Ty jeszcze się dołujesz polityką , ja udaję, że jej nie ma.

      Usuń
    5. Zyjesz we w miare bezpiecznej Polsce, wiec mozesz udawac, ze polityki nie ma, bo nie ma islamistow zgajacych nozami na oslep, albo wciagajacych ludzi na tory przed nadjezdzajace pociagi, albo gwalcacy (wiek kobiety nie odgrywa roli, gwalcone i zabijane byly 80-90-letnie emerytki). Mam trzy corki i czworo wnuczat, ja naprawde bardzo sie boje.

      Usuń
    6. Poprzez calkowita bezkarnosc, jaka obdarowuja sprawcow politycy i wymiar sprawiedliwosci, stali sie oni bardziej bezczelni i brutalni. Zreszta przestepstwo i odsiadka gwarantuja im dluzszy pobyt w Europie. Niemala role odgrywa ich religia, ekspansywna i agresywna, brutalna i bezlitosna, ale kazaca zabijac niewiernych. Oczywiscie z mediow glownego nurtu nie dowiesz sie tego wszystkiego.

      Usuń
  4. Ktory to kot ma tak delikatny numer dwa ze musi go umieszczac w odpowiednim zwirku?
    Rzeczywiscie zle sie stalo ze przybylo Ci zajecie zajmowania sie kuweta. Mam podobnie z Bella, tez nie tylko przesiewam i dosypuje ale co pare dni musze nieswiezy wyrzucac i kuwete szorowac a podlogi wciaz sprawdzac czy nie ma na nich zwirku. Od poczatku ja sie tym zajmowalam, tyle ze wczesniej moglam robic na ogrodzie korzystajac z weza, teraz myje w ....... zlewie kuchennym no bo gdzie? I jeszcze sieje i hoduje trawe dla dwoch kotow. Jednak nie moge narzekac bo nie mam tylu obowiazkow co Ty, moge to robic a co mnie cieszy to ze nie mam psa bo nie dalabym rady wychodzic z nim na zewnatrz kilka razy dziennie po tych moich schodach.
    Zwierze w domu to wielka przyjemnosc ale i robota i odpowiedzialnosc. Szkoda ze nawet tego juz nie mozesz powierzyc mezowi.
    Bardzo piekne masz pierwsze oznaki wiosny i tuz pod balkonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bulka ma ten chudy zadek taki delikatny. My kuwety myjemy w wannie, sa za duze na zlew czy nawet umywalke w lazience. Ja kupuje gotowa trawe w doniczce, ale musi to byc wylacznie trawa cypryjska (Zyperngras), bo tej tzw. "kociej", ktora Ty hodujesz, nawet nie powachaja, a po cypryjskiej fajnie rzygaja. ;)
      Rzeczywiscie, zwierzak w domu to absolutna i bezkompromisowa milosc i przywiazanie, my mielismy warunki, prawie zawsze ktos jest w domu, a ja uwielbialam duzo chodzic i Toya miala ze mna fajne zycie i bardzo duzo wybiegania. No ale sie popsulam i nie moge dlugo chodzic, a i tak boli.

      Usuń
  5. Aniu, czy jesteś pewna, że ze strony Twojego małża to są złośliwości? Bo może to choroba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzialabym, na ile go znam, ze to i choroba, i zlosliwosci.

      Usuń
  6. Naprawdę sporo wszystkiego naraz – koty, pies, obowiązki domowe, konflikty i jeszcze te niespodzianki pogodowe… ciężko się dziwić, że czujesz się wyczerpana.

    Bulka i kuweta to niemal mini-detektywistyczna sprawa sama w sobie, a Twój opis pokazuje, ile cierpliwości trzeba włożyć, żeby wszystko działało choć w miarę płynnie. A do tego pies, który robi, co chce, i człowiek, który nie docenia Twojej pracy… no masakra 😅. Do tego dochodzą jeszcze te domowe dramaty i wkurzające sytuacje typu pierscionki – naprawdę dużo do zniesienia dla jednej osoby.

    Ale to, co napisałaś na końcu – przebisniegi i wiosna w karmniku – pokazuje, że mimo wszystko znajdujesz te małe momenty, które dają oddech i radość 🌱. Może warto właśnie trzymać się tych drobiazgów, bo one czasem ratują nas przed tym, żeby wszystko nas przytłoczyło.

    Naprawdę trzymaj się – widać, że robisz kawał dobrej roboty, choć nikt tego czasem nie docenia. I oby wiosna przyniosła Ci trochę spokoju i światła w tym całym chaosie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze do niedawna wyzywalam sie bardzo dlugimi spacerami z psem, robilysmy z Toya po 10 km, ona sie wyszalala, ja wyciszalam sluchajac podcastow albo audioksiazek, no ale czlowiek sie zuzywa, kolanko sie popsulo i wola o nowy tytanowy staw, bol nie pozwala na dalekie wycieczki, wlasciwie w ogole przestalam chodzic na spacery. I tak to sie ciagnie, u slubnego choroba robi postepy, ale jeszcze nie na tyle, by wymagal osrodka zamknietego. Jest trudno.

      Usuń

Zostaw slad, bedzie mi milo.

Dodatkowe

     Jakbym miala ich za malo. Obowiazkow. To doszly mi dodatkowe, ktore jeszcze do niedawna dawal rade wykonywac slubny. Latwe przeciez byl...