Mam odhaczonego na liscie kolejnego lekarza, tym razem okuliste. Podczaspoprzedniej wizyty ostrzegl mnie, ze mam bukbron nie przyjezdzac autem w roli kierowcy, bo bedzie mi zakraplal atropine. Po badaniu stwierdzilam, ze wlasciwie moglam spokojnie prowadzic auto, bo nie mialam zadnych zaklocen widzenia, no ale ja jestem posluszna, co zreszta na dobre mi wyszlo, bo po badaniu, ktore wykrylo poczatki zacmy w prawym oku i koniecznosc okularow na dal (tych do czytania uzywam juz ok. 30 lat, z roku na rok oczywiscie coraz mocniejszych) i to beda moje pierwsze w zyciu, do tej pory na dal widzialam dobrze, ale jakos w ostatnim roku zaczelo sie psuc, jak caly czlowiek, wszystko wysiada, wzrok, sluch, stawy i wewnetrzne watpia, a czlowiek wysiaduje krzesla w poczekalniach u kolejnych specjalistow. Innych juz od tych, do ktorych chodzilo sie wczesniej, bo wiekszosc z nich poprzechodzila na emeryture, a ich miejsce zajal mlodszy narybek, czesto potomek. Tak bylo z naszymi pediatrami, ja z dziecmi chodzilam do ojca, najmlodsza z chocholami jest w tym samym gabinecie, ale u jego syna. Podobnie maja z dentysta, po ktorego smierci syn objal praktyke. Okulista tez mi odmlodnial, ale ma inne nazwisko od tego pierwszego.
Skoro juz bylam w miescie, a zagladam tam naprawde rzadko, to przeszlam sie po starowce, wciagnelam dwie kulki przepysznych lodow u ulubionego Wlocha, pogapilam na wystawy, skonstatowalam, ze chuscianych bab jest znacznie wiecej niz kiedy bylam tam ostatnim razem, i powedrowalam do Fielmanna zamawiac okulary. Sporo czasu zmitrezylam u optyka, bo bylo tam okrutnie duzo klientow. Zamowilam okulary na dal i nowe do czytania i jak zwykle nic nie zaplacilam, bo mam tam zalozone ubezpieczenie (dycha na rok, a wiec jak za darmo) i co dwa lata przysluguja mi nowe okulary. Oprawki mam do wyboru, sa darmowe, sa z doplata i sa wyjarkowo drogie, ale ja biore te darmowe, bo mam w dupie, jak oprawki wygladaja, one maja trzymac szkla, a ja mam móc przez nie widziec, nie wybieram sie w nich na Fashion Week do Paryza, zeby mnie jakies pancie mialy brac na jezory, ze mam oprawki nie z ostatniego sezonu od Diora. Nie jestem i nigdy nie bylam prozna, za to praktyczna i nienawidzaca przymierzania, wybierania i marudzenia. Ta widoczna za zdjeciu dziewczyna juz siedziala i wybierala z optyczka okulary, kiedy weszlam do sklepu. Przez ten czas mialam dosc dlugie czekanie, badanie wzroku, dalsze czekanie, wybranie oprawek, zalozenie ubezpieczenia na okulary na dal, podpisanie tego wszystkiego (czas: godzina albo dluzej), a ona jeszcze nie wybrala odpowiadajacych jej oprawek, przymierzala, pindrzyla sie przed lustrem, wybrzydzala, marudzila. Ja zdazylam wyjsc ze sklepu, ta jeszcze przymierzala. Dzieki takim eksponatom czas oczekiwania u optyka przedluza sie w nieskonczonosc, pinda zachowuje sie, jakby byla jedyna na swiecie.
Do powrotnego autobusu mialam jeszcze 40 minut, wiec poszlam do pobliskiej galerii handlowej i znalazlam sporo fajnych rzeczy, ktore beda sie nadawaly na prezenty gwiazdkowe, wiec kiedy bede odbierala okulary, zrobie tam przy okazji zakupy, wezme ze soba jakas torbe czy tam plecak, bo znow pojade autobusem, tak jest znacznie wygodniej i taniej niz placenie za parkowanie 5€ za godzine.











