Translate

29 listopada 2021

7.30

 To godzina, o ktorej trzy dni w tygodniu wychodze z domu i jest wtedy jeszcze ciemnawo. Nie oponujcie, bo ja wiem, ze u Was jest juz widno, ale nie zapominajcie, ze czas mamy wprawdzie ten sam, ale miedzy np. Lodzia a moim miastem roznica we wschodzie i zachodzie slonca wynosi ok. 40 minut, a liczac od Bezowej jeszcze wiecej, ok. godziny. Tak wiec, kiedy wychodze z domu, niebo na wschodzie zaczyna sie dopiero lekko przejasniac, ale ogolnie jest jeszcze ciemno. 
Jakos tak tydzien temu wyszlam jak zwykle, wsiadlam do auta i jade. Ujechalam spory kawalek drogi, kiedy dopadly mnie czerwone swiatla, wiec grzecznie zatrzymalam sie na koncu kolejki samochodow. Nagle widze, ze obok mnie gestykuluje i kiwa do mnie jakis motocyklista. No nie znam goscia, ale nawet gdybym znala, to bym nie rozpoznala, bo mial kask z szyba na twarzy, ale tak po sylwetce to powinien byc zgrabny i pewnie przystojny. Przybralam przyjazny wyraz twarzy, poprawilam sie na siedzeniu, wyprostowalam plecy, piers podalam do przodu i opuscilam szybe, zeby sie dowiedziec, o co cho i ewentualnie umowic jakos na te randke. No bo po coz by mnie zaczepial obcy facet, jak nie bedac pod wrazeniem mojej niewatpliwej urody, co nie? Z rogalem od ucha do ucha na paszczy spojrzalam spod rzes, a facet do mnie:
- SWIATLA !!!
Zarzucilam okiem na tablice, a tam rzeczywiscie kontrolka swiatel ciemna jak zawartosc zoladka Afrykanczyka po czarnej kawie. Qrna no! Zdazylam jeszcze gosciowi poslac tonem Marylin Monroe, kiedy spiewala Kennedy´emu happy birthday, mr president, czule DZIEKUJE, a ten zniknal mi z pola widzenia, ze ino spaliny od motoru zdazylam powachac. Oczyma wyobrazni widzialam ten grymas politowania na jego twarzy za szybka kasku.
Po czym zapalilam te nieszczesne swiatla i pojechalam dalej mocno zawstydzona w ciemna dal porannego miasta, zastanawiajac sie, jak moglam nie zauwazyc.

27 listopada 2021

Codzienniki

 Z wiekiem coraz bardziej boje sie wysokosci i coraz niepewniej wchodze na cos, a to
w kuchni na stolek, zeby siegnac cos z gornych polek, a to na drabine, zeby zawiesic ptaszkom jedzenie na zime. Pewnie, ze moglabym zawieszac kulki czy karmniki na nizszych galeziach, ale nie mam sumienia pozbawiac kotow ich kociej telewizji. No bo kiedy wyleguja sie na zapiecku parapecie, zeby ogrzac futerka, pewnie nudziloby im sie bez ptasiego ruchu za oknem. A tak maja zajecie i az cwierkaja z podniecenia, ze od potencjalnego obiektu polowan dzieli je szyba, dlugosc balkonu i kocia siatka. Ptaki niczym sie nie przejmuja i tak szybko spozywaja, ze musialam juz dosypywac fistaszki do karmnika i wymienic kuleczki w siatkach. A do tego niestety potrzebuje drabiny, bo z ziemi tak wysoko nie siegam. No i za kazdym razem zastanawiam sie, kiedy zlece, zwlaszcza, ze drabina stoi na trawniku i nierownym terenie, wiec nie jest szczegolnie stabilna.
Ehhh... te moje koty! Nie chca sie cholerniki zaprzyjaznic, to chociaz moglyby sie bardziej tolerowac. Zra z jednej miski, a Bulka dodatkowo dostaje mokre jedzenie w
drugiej, ktora stawiam obok tamtej na samodzielnie przez nas zrobionym kocim drzewie. Nie mam jakichs stalych godzin dawania kotom pokarmu, miska stoi pelna do dyspozycji przez caly czas, na wyzszej polce stoi doniczka z kocia trawa. Dbam o to, zeby miska zawsze byla pelna, a koty juz sie same obsluguja. Ale mylilby sie ten, kto by myslal, ze kiedy chwytam miske w reke, koty nie reaguja, nie! One zachowuja sie, jakby od tygodnia nie zarly, a wszystko ma taki mniej wiecej przebieg:
Bulka spi gleboko w lupince albo na parapecie, podczas gdy Miecka leci za mna na zlamanie karku do kuchni i wskakuje na plyte grzewcza kuchenki, bo w szafce powyzej miesci sie magazyn kocich i psich artykulow spozywczych, smaczkow i innych ciekawych rzeczy. I nie to, ze w ich misce swieci dno, tam zawsze cos zostaje na gorsze czasy, ale zdaniem Miecki to juz nie nadaje sie do jedzenia, wiec trzeba to wyrzucic i dac nowe. Zmieniam miseczke na czysta, sypie, no troche to trwa, a Miecka siedzi
na kuchence i przebiera nogami. Biore miseczke i niose ja na kocie drzewo, a tam... juz wyczekuje Bulka i teraz umierajaca z glodu Miecka czasem z rozpedu wskoczy na nizsze polki, ale musi wlaczyc hamulec, bo na polce z zarciem siedzi wrog i juz pluje w jej miske. Schodzi wiec z fochem gigantem i zapowiedzia strajku glodowego idzie obrazac sie pod lozko w sypialni. No gdybym przewidziala, ze tak to sie skonczy, dalabym jej juz w kuchni, ale wtedy Bulka daremnie grzalaby chudym tylkiem polke na drzewie i nie dostala jedzenia. Ktoregos jednak razu bylo odwrotnie, Miecka siedziala na gorze i posilala sie niespiesznie, a ja akurat donioslam miske z mokra karma Bulki, bo nie wiedziec czemu Miecka mokrego w ogole nie jada, probowalam wszystkiego, w koncu poleglam i juz jej nie daje. Chcialam wrocic z ta miska Bulki do kuchni, zeby tam jej podac, ale ona juz wskoczyla i oczekiwala na drapaku, wiec postawilam pietro nizej i zdazylam sfocic rzadka scene, kiedy obie jadly jednoczesnie.
I jeszcze krotko o Toyce, zeby nie bylo jej przykro, ze pisze tylko o kotach. Ktoregos
dnia wybralismy sie na dosc dlugi spacer, a wiadomo, ze kiedy my zrobimy 10 km, to Toya spokojnie pokonuje dystans kilkukrotnie wiekszy, bo stale wybiega przed nas albo zostaje w tyle, zajmuje sie znalezionymi patykami i zacheca nas do ich rzucania albo cos ja zainteresuje w polu, wiec odbiega gdzies w bok, albo dostrzeze czarnowrony, wiec uznaje, ze trzeba im pogonic kota, albo jakas mysz przemknie w trawie, wiec w Toyce budzi sie traper-morderca i w jednym przypadku na 100 uda jej sie gryzonia zlapac, trzeba wyciagac sila z paszczy. Latem ma jeszcze jaszczurki do polowan, ale z nimi wlasciwie nie ma szans, sa za szybkie. Tak wiec lata ta nasza Toyka i wydawaloby sie, ze ma w tylku zainstalowane perpetuum mobile, mechanizm samonapedzajacy, bo nie widac po niej zadnego zmeczenia, ale po przyjsciu do domu pada. A ze chce odpoczywac w ciszy i spokoju, zakrada sie do sypialni i tam w ciemnosci i ciszy oddaje sie relaksowi. Kiedys ja na tym nakrylam.


I to juz wszystkie ostatnie ciekawostki z naszej codziennosci.

25 listopada 2021

Pozytywnie

 No coz, pandemia rozwija sie radosnie, rzady, ministerstwa zdrowia i urzedy sanitarne przestaja nad nia panowac, a ludzie sa coraz bardziej niedoinformowani i niepewni, w co maja wierzyc. Antyszczepionkowcy rosna w sile, a z drugiej strony maja coraz wiecej ograniczen i zakazow, przynajmniej w Niemczech i to na tyle, ze zdegustowani ida sie szczepic, bo nie sa w stanie normalnie funkcjonowac.  
W sobote rozmawialam z naszym przyjacielem P. i troche mu nawtykalam, ze przez podobnych jemu trepow ta pandemia nigdy sie nie skonczy, a ten dalej uparcie trwal w przekonaniu, ze sie nie zaszczepi, bo nie, bo nie pozwoli na sobie eksperymentowac, a tym bardziej na wlasnym synu. Chcial zreszta przyjsc na moje urodziny razem z nim, ale poprosilam, ze jesli juz musi, to sam, bo jego dzieciak stanowi dla mnie za duze ryzyko. Wciaz slyszy sie o kolejnych klasach wysylanych na kwarantanne, bo trafil sie jakis przypadek covida w grupie. 
Jednak juz we wtorek P. zameldowal nam, ze poszedl sie zaszczepic. Skad ta nagla zmiana w przeciagu trzech dni? Ano mial umowiony termin do szkoly na rozmowe z nauczycielami i poszedl, ale go nie wpuszczono, bo nie mial aktualnego testu, musial wiec pojechac do punktu testowego, odczekac na wynik i dopiero mogl wrocic. Ponad godzina straconwgo czasu. Jego szef oznajmil mu, ze od teraz bedzie pracowal zdalnie  w domu, a  on nie chce i do tej pory chodzil regularnie do pracy, choc wiekszosc wspolpracownikow od dawna pracuje w domach. Od srody obowiazuje we wszystkich srodkach komunikacji 3G (czyli albo pokazujesz dokument zaszczepienia, ozdrowienia albo test covidowy, nie starszy niz 24 godziny albo nie masz prawa pojechac). Zeby wiec codziennie jezdzic, nieszczepieni musieliby codziennie robic testy i nie jest to wydatek, bo testy znow sa dostepne za darmo, ale upierdliwosc. Praktycznie wszedzie wymagane sa te 3G i ja nie mam z tym problemu, bo QRCode nosze w telefonie, ozdrowiency maja przez pol roku odpornosc, a foliarze musza sie stale testowac. P. bylo to za wiele, ale nie wiem, czy jego syn tez bedzie szczepiony, czy poprzestanie na testach.
Niestety w rodzinie tez mam plaskoziemca, moja wlasna corka nie zaszczepi sie i koniec, zadne argumenty do niej nie przemawiaja, wiec po prostu sie nie spotykamy. Trzy dni temu oznajmila mi, ze jest z synem na kwarantannie, bo  w przedszkolu w jego grupie byl przypadek, chora jest wychowawczyni (szczepiona), ale juz wnuczka moglaby teoretycznie dalej chodzic do przedszkola, bo w jej grupie jest ok. Corka wyslala ja do drugich dziadkow, zeby nie musiala siedziec w domu, skoro jej kwarantanna nie obejmuje, a ona z wnuczkiem juz koncza i we wtorek ida do lekarza na test. Nie pojmuje tej polityki zdrowotnej, bo lekarz zrobil test tylko wnukowi, a corce nie chcial, bo to nie ona byla na kwarantannie, a tylko sprawowala opieke, wiec jej sie nie nalezy. Corka jednak naciskala, bo w koncu jakby za sprawa kontaktu bezposredniego z wnukiem mogla sie zarazic. I co powiecie? Oboje sa pozytywni, ale wnuczka nie! Kwarantanna od nowa. 
O podobnych idiotyzmach slyszalam, ze odbywaja sie w Polsce, testuja tylko jedna osoba, choc wiecej ich mieszka pod jednym dachem i mozliwosc zarazenia jest bardzo duza, ale testuja tylko kogos, kto ma objawy, reszta nie podlega nawet kwarantannie i spokojnie moze roznosic zaraze dalej. Ale ze w Niemczech tez tak jest, to cos nowego. Urzad sanitarny juz dawno przestal ogarniac sledzenie kontaktow, juz nawet nie dzwonia z zaleceniami kwarantanny, a urzad porzadkowy i policja nie sprawdzaja, czy siedzi sie w domach. Corke i wnuka na kwarantanne wyslalo przedszkole, teraz maja takie uprawnienia, bo urzad sanitarny dostal zapasci i nie wyrabiaja z niczym. 
Teraz sami powiedzcie, moja corka dostosowala sie, siedziala w domu, nie kontaktowala sie z nikim, ale przy takim braku kontroli, ilu chorych bedzie sie stosowalo do zalecen izolacyjnych, jesli przebieg choroby bedzie lekki? Nawet tutaj system zdrowotny stoi krok przed pelnym zalamaniem, a spiskowcy, bezmaseczkowcy, antyszczepionkowcy i inne kanalie beda robic wszystko, zeby pandemia nigdy sie nie skonczyla.
 

23 listopada 2021

Dzien za dniem

 Dopiero co bylo wszystkich swietych, a juz listopad zbliza sie ku koncowi. To brzydki i goopi miesiac, ni pies, ni wydra. Pogoda w przewadze wujowa, jak nie pizdzi, to siapi kapusniak, dni coraz krotsze, a czlowiekowi robi sie coraz bardziej depresyjnie. Kiedys przynajmniej ten stan ladniej sie nazywal: MELANCHOLIA, a teraz DEPRECHA, brzydko i nie poetycko, powiedzialabym nawet, ze jeszcze bardziej dolujaco. Jak gwozdz do trumny...
Za chwile zaczna sie jarmarki adwentowe, w oknach domow juz pojawily sie swiatelka, kiedys tez tak dekorowalam okna, kiedy dzieci byly jeszcze w domu, teraz mi sie nie chce, te swiatelka dalam im, niech je rozwieszaja dla swoich dzieci. Ja za to pokupowalam sobie nowe kwiatki doniczkowe, zeby poprawic sobie nastroj, poustawialam w sypialni i mam ladnie, a przed snem nie moge sie dosc napatrzec.




Przynajmniej to cieszy oko, bo poza tym swiat zdominowala czwarta fala, slupki rosna, do punktow szczepien sa kolejki jak za komuny po schab, bo obostrzenia dla niezaszczepionych przekroczyly prog ich wytrzymalosci, wiec zeby moc zyc w miare normalnie, szczepia sie, choc oczywiscie w dalszym ciagu nazywa sie, ze szczepienia sa dobrowolne he he he.  
Nie we wszystkich miastach odbeda sie jarmarki, to zalezy od decyzji wladz lokalnych, a ta z kolei od okolicznosci i liczby zachorowan w danym rejonie. Wszyscy kieruja sie magicznym Inzidenzwert (wartosc zapadalnosci, liczba nowo wystepujacych chorób w grupie osób o okreslonej wielkosci w okreslonym czasie), u nas w miescie wynosi on ok. 100, jest to wartosc dosc wysoka, ale nie ma dramatu, w przeciwienstwie do jakiegos powiatu na Bawarii, gdzie IW wynosi 1300. Tak wiec u nas jarmark sie odbedzie, ale warunki musza zostac dopelnione, a sa to 2G (geimpft - zaszczepiony, genesen - ozdrowieniec), a ten plus znaczy, ze trzeba sie przed wizyta na jarmarku dodatkowo przetestowac. Bändchen zas to tasiemka, ktora gosc dostanie po przedlozeniu wymaganych dowodow na szczepienie/ozdrowienie i negatywnego wyniku testu.
 
 
 Ale nie ide, nie chce mi sie, juz od dawna nie jest to dla mnie zadna atrakcja. Zreszta nie przepadam za przepychaniem sie w tlumie, piciem grzanca na stojaco i ogladaniem wciaz tych samych stoisk, gdzie sprzedaja za drogie rzeczy.

21 listopada 2021

Starzejemy sie

 Do napisania tego postu sklonila mnie notka o kreceniu dalszego ciagu Seksu w wielkim miescie. Bohaterki tego serialowego hitu posunely sie w latach, ale, jak to aktorki, bardzo sie staraja, zeby tego posuniecia nie bylo az tak widac. Farbuja siwiejace wlosy, stac je na korzystanie z uslug salonow kosmetycznych i chirurgii estetycznej, ich swiete prawo. Inaczej Sarah Jessica Parker, ona odwaznie stanela przed kamera z siwiejacymi wlosami, co spowodowalo lawine krytyki fanow serialu. Czy im sie wydaje, ze aktorzy nie maja prawa sie starzec? Albo jesli takie prawo maja, to powinni za wszelka cene, do granicy przesady i smiesznosci zatrzymywac uplywajacy czas i nastepstwa grawitacji? Sarah bardzo dzielnie odparowala zarzuty:
     Wiem, jak wyglądam. Nie mam wyboru. Co mam z tym zrobić? Przestać się starzeć? Zniknąć?
Uwielbiam  ja za odwage, za brak oderwania od rzeczywistoisci, za plyniecie pod prad i za prawdziwosc. I za to, ze nie robi z siebie bezmimicznej mumii. Jest piekna i naturalna, dba o figure, pewnie wylewa litry potu na silowni i wyglada pieknie na swoje 56 lat, a ze ma na glowie siwe wlosy? One tez sa piekne i zadbane. Co z tego, ze siwe, taka jest kolej rzeczy. Jak jej sie znudza, to sobie ufarbuje, ale nie musi tego robic pod naciskiem zdegustowanych fanow.
Zauwazylam, ze ostatnio trendem jest starzenie sie z godnosciom osobistom i chcialam Wam niesmialo przypomniec, ze  ja wlasnie przyjelam taki modus operandi, nie farbuje wlosow, bo i tak na moim blondzie siwizna jest malo widoczna, a na reszte poprawek mnie po prostu nie stac, bo gdyby mnie bylo stac, te pewnie bym te godnosc odsunela z pola widzenia i deczko sobie to i owo poprawila. 
Jestem po prostu zachwycona wygladem Andie Mc Dowell, Sharon Stone i naszej Beaty Tyszkiewicz. One sa tak piekne i tak malo zwracaja uwage na opinie innych, robia swoje, a i tak malo kto im dorowna w urodzie. Wole kazda zmarszczke na ich twarzach od gladkosci Nocole Kidman czy upiornosci Meg Ryan. 
Zobaczcie sami:
 




 Chcialabym moc tak pieknie sie zestarzec jak one.
 

19 listopada 2021

Z plotkarskiego podworka

 Zawsze wiedzialam, ze artysci musza byc nieco zbzikowani, no po prostu nie moga byc normalni, a juz szczegolnie, kiedy chca zaistniec jako skandalisci. Jeden ponoc na koncercie odgryzl glowe zywemu nietoperzowi, inny demolowal wlasne gitary. Nawet jeden z naszych polskich byl laskaw pokazac publicznosci wlasny goly tylek, co skutecznie wyautowalo jego i jego zespol z muzycznego geszeftu na kilka lat. 
Ale to, co niedawno zrobila niejaka Sophia Urista z zespolu Brass Against, przechodzi wszelkie wyobrazenie i przestaje sie miescic w granicach mojej tolerancji wyrazu artystycznego. Panienka otarla sie o publicznie prezentowana pornografie, w postaci tzw. zlotego deszczu. Dla ciekawych wideo z tego wyjatkowo odrazajacego wystepu TUTAJ. Czesc publicznosci byla na rowni ze mna zniesmaczona i wkurzona, zwlaszcza ze na widowni byly osoby nieletnie, wezwano wiec policje.  Zgodnie z prawem Florydy podobne ekscesy uchodza za wykroczenie, za ktore grozi kara do roku wiezienia lub grzywna w wysokosci 1000 dolarow. 

Zbydlecenie niektorych grup w Polsce osiagnelo kolejny wymiar. Jakies patrydioty spod znaku zolnierzy maryji czy innego oeneru postanowily surowo ukarac Macieja Stuhra za angazowanie sie w pomoc migrantom na bialoruskiej granicy, bo ich zdaniem powinno sie do nich strzelac, a nie dostarczac ciepla odziez czy powerbanki do ladowania ich wypasionych ajfonow. Za kare zdewastowano grob rodzinny Stuhrow na jednym z krakowskich cmentarzy, pomazano go sprayem i napisami, ze Stuhr jest morderca. No brawo, przyszlosci polskiego narodu, nie bedzie facet o niemieckim nazwisku robil wbrew tym, ktorzy strzega granic najjasniejszej katolickiej przed ciapata nawala.

Zmarl Kamil Durczok. No i co z tego, ze nie przez wszystkich byl lubiany, co z tego, ze byl alkoholikiem, co z tego, ze na bance spowodowal wypadek? Teraz nie zyje i nietaktem jest wywlekac jego grzeszki, byl czlowiek, nie ma go i niech mu ziemia... Ale nie, qrwizja MUSIALA napluc na jego jeszcze cieple zwloki. Dlaczego nie plula na gulbinowiczow i innych pedofilow, z ich patronem Wojtyla wlacznie, ich grzechy byly znacznie ciezszego kalibru, ale wtedy qrwizja szlochala o zaslugach i martwila sie, ze nie znajda godnych nastepcow. Tfu!
 
Ekoterrorystom za malo  bylo mieszac w glowach ludziom i wymyslili weganska karme dla psow i kotow.  Nie przyjmuja do wiadomosci, bo i od tego weganskiego zarcia chyba im szare komorki wyparowaly z mozgow, ze psy i koty, a szczegolnie te ostatnie, to miesozercy i taki wlasnie maja uklad trawienny. Czubki gotowe sa ryzykowac zdrowiem zwierzecia domowego, bo sami nie zra miesa, wiec uwazaja, ze ich pupil tez nie powinien.  Narazaja zwierze na nieodwracalne szkody na zdrowiu, ale kto przekona ekofanatyka?
 
Foliarze przechodza juz samych siebie. Myslalam, ze sa jakies granice kretynizmu i fanatyzmu, ale, jak pokazuje przyklad idiotow karmiacych kota trawa, nie istnieje. Antyszczepionkowcy zarzucaja mianowicie chorym na covid, ze udaja, ze wynajeto ich dla propagandy szkodliwych szczepien, a oni w gruncie rzeczy maja tylko odmiane grypy, wiec co tu sie sadzic ze zdjeciami w maskach tlenowych, skoro sa one zbedne. Ostatnio trafil do szpitala Piotr Gasowski, osobiscie nie przepadam za nim, ale nie odwazylabym sie wyrazac glosno opinii, ze "sprzedal sie" i na sile promuje szczepienia przeciwcovidowe. Malo tego, facet dostaje w prywatnych wiadomosciach grozby smierci i zyczenia, zeby zdechl w szpitalu. Niektorzy zarzucaja mu, ze zabiera miejsce tym bardziej chorym i do szpitala trafil po zanjomosci, podczas gdy oni musieli sobie sami w domu zbijac goraczke. 
Co sie z tymi ludzmi dzieje? Gasowskiemu zycza zdechniecia, do migrantow kaza strzelac, jezdza po trupie Durczoka. A potem ida do spowiedzi, przyjmuja wafelek i udaja bogobojnych katolikow. Z pewnoscia w wigilie postawia na stole pusty talerz, ale gdyby przed drzwiami pojawil sie zziebniety, glodny i brudny migrant, poszczuliby go psami. Gdyby pojawil sie sam ten ich Jezus, Zyd w koncu stojacy nienajlepiej finansowo, tez by go pognali, moze przedtem pozbawiwszy "wypasionego" ajfona. Bóg sie rodzi...

17 listopada 2021

"Wspomnienie jest forma spotkania"

 To cytat Khalila Gibrana, libanskiego pisarza, poety i malarza.
 
Duzo w tym racji, bo kiedy wracamy pamiecia do dawno juz minionych dni i wydarzen, to jakbysmy ponownie spotykali  osoby czy miejsca, ktore zaistnialy w naszym zyciu, byly dla nas mniej lub bardziej wazne, ale z jakichs powodow wryly sie w pamiec.  A ona jest taka zawodna... I nie chodzi mi teraz o epizodziki typu jak nazywal sie ten aktor, no z tego serialu o tym tam, no... no wiesz, taki maly, gruby i lysy... ale o rzeczy o wiele wazniejsze, ktore powinny byc latwiejsze w przywolywaniu z zakamarkow pamieci. Niedawno guglalam sobie pewna ulice w Lodzi, zeszlam na nia w opcji street view i nie moglam sie na niej odnalezc. Pomijajac juz zmiany, jakie zaszly od czasu, kiedy bywalam na niej regularnie, ale nagle wydala mi sie dluzsza i zupelnie nie pamietalam, ze bedac na niej, przechodzilam obok cmentarza, ktory juz tam wtedy byl. Musialam przechodzic obok tego muru cmentarnego i bram wejsciowych, bo nie ma innej mozliwosci dotrzec do konca tej slepej uliczki. A ona wydawala mi  sie nie tylko o wiele krotsza, ale tez normalnie zabudowana domami mieszkalnymi w miejscu, gdzie stoi dlugi mur ogrodzenia cmentarza.
Czasami mialabym ochote znalezc sie jeszcze raz w domach, gdzie zdarzalo mi sie mieszkac w dziecinstwie, zeby moc zobaczyc je teraz i skonfrontowac z tym, co zachowala moja pamiec. Podobnie np. z miejscami pochowku na cmentarzach, gdzie regularnie bywalam jako dziecko na wszystkich swietych, a teraz pewnie bym do nich nie trafila. Wspomnialam w poscie pierwszolistopadowym, ze chetnie odwiedzilabym grob dziadkow na Powazkach, a pozniej zastanowilam sie, czy ja bym w ogole trafila do miejsca, w ktorym zostali pochowani. Nie wspomne juz o pradziadkach na jednym z cmentarzy w Lodzi, gdzie co roku bywalam z babcia i trafialam jak po sznurku. 
Wszystko, co uwazalam za mocno siedzace w mojej pamieci, zamazuje sie i rozplywa, czlowiek bardziej bazuje na tym, co jego umysl uznal za prawdziwe niz na rzeczywistosci. Chyba zaczynam sie starzec, zanikaja szare komorki, a styki sie przegrzewaja, probujac sprostac zyciu.

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...