Translate

13 maja 2021

Wbrew Franciszkowi

 Ponad stu katolickich duchownych w Niemczech otwarcie sprzeciwilo sie woli papieza i w ostatnich dniach poblogoslawilo malzenstwa tej samej plci. SENSACJA! Rewolucja? Czas bylby najwyzszy, zwlaszcza ze niektorzy homoseksualisci sa osobami gleboko wierzacymi i bardzo bolalo ich odrzucenie przez kosciol. 
Nie wszyscy bowiem sa mna i maja generalnie w du...szy te swietobliwe ceremonie. Moglam, ale nie chcialam brac slubu koscielnego, juz wtedy mialam to gdzies, ale sa osoby, ktorym bardzo zalezy na zwiazku z kosciolem, a ze ich orientacja nie odpowiada koscielnym oczekiwaniom, to musieli obchodzic sie smakiem, kosciol ich wykluczal. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest, ze Watykanem trzesie slynna lawendowa mafia, wysoko postawieni homoseksualisci nie zalujacy sobie orgietek, jak nie z gwardzistami szwajcarskimi, to z wynajetymi rzymskimi meskimi prostytutkami. Za murami Watykanu rozegral sie niejeden dramat, niejedna scena zazdrosci, zdrady i porzucenia. I tacy ludzie rozstrzygaja o losie wierzacych maluczkich, odmawiaja im  nie tylko blogoslawienstwa przed oltarzem, ale rowniez nie ma dla nich opcji rozgrzeszenia, bowiem swym homoseksualizmem popelniaja grzech najciezszy. No czy widzieliscie kiedys wieksza hipokryzje?
„Kiedy dziś błogosławimy kochające się pary tej samej płci, uznajemy tym samym ich związek”. - powiedzial ojciec Burkhard Hose.
W polowie marca tzw. straznicy czystej doktryny sformulowali wyrazne odrzucenie blogoslawienstw dla partnerskich zwiazkow osob tej samej plci, ze niby jest to wbrew naturze. Rozumiem, ze gwalcenie dzieci przez katolickich ksiezy jest zgodne z natura i straznikom czystosci nie przeszkadza? Oczywiscie ten nowoczesny i denerwujacy polska konserwe koscielna papiez Franciszek szybko zaparafowal wypierdy straznikow z Kongregacji Nauki Wiary. A to nie spodobalo sie niemieckim ksiezom i zrobili Frankowi wbrew (albo w brew, jak kto woli). Porozwieszali sobie wszedzie teczowe flagi i zaprosili homoseksualistow wraz z ich partnerami do kosciolow pod hasztagiem #Liebegewinnt (milosc zwyciezy). 
W Niemczech lekko sie zagotowalo, bo ani wszyscy ksieza, ani wszyscy wierni  nie sa gotowi na podobna rewolucje. Ze nie wspomne o zaklamanych homosiach w Watykanie, ktorym zaraz sie przypomnial Martin Luther, Niemiec zreszta, ktory odebral im  spora grupe wiernych i zwiazane z tym wplywy finansowe. Takich potwarzy sie nie zapomina, Niemcy sa w Watykanie na cenzurowanym i nawet niemiecki papiez niewiele pomogl. Padly nawet oskarzenia wobec niemieckiego kosciola o apostazje i schizme. Ja, rozparta wygodnie w fotelu, pozeram popcorn i czekam na ciag dalszy tej gownoburzy. W kazdym razie kosciol katolicki zaczyna powaznie chwiac sie w posadach, minely juz czasy bezwarunkowej wiary, ludzie sa coraz lepiej poinformowani i krytyczni wobec swoich pasterzy. Nie wystarczy rzucac grozby, straszyc pieklem, strzelac fochow, trzeba reform i to szybko.
Tymczasem juz dwie pastorki kosciola protestanckiego w Niemczech i jednoczesnie lesbijki zyjace w parze, wytyczaja nowe drogi nowoczesnego kosciola, z ktorego mlodziez tak chetnie nie odchodzi jak z zeskorupialego i woniejacego trupem kosciola katolickiego, zwlaszcza w Polsce. Maja wlasny profil na youtube, gdzie m.in. opowiedzialy o swoich staraniach o dziecko, o pozytywnym tescie ciazowym i ich dalszym zyciu. Tytul "Anders Amen Vlog", mozecie zajrzec, tyle, ze wszystko jest po niemiecku.


11 maja 2021

Zolte szalenstwo

 Nareszcie! Nareszcie pogoda sie poprawila, nareszcie sie ocieplilo, nareszcie pojawily sie liscie na drzewach i krzewach (a dlaczego to takie wazne, o tym ponizej), nareszcie pola i laki zazolcily sie na bogato. To taki dzien, ktory chcialoby sie zatrzymac, zeby trwal wiecznie. 
W Niemczech dzien matki przypada zawsze na druga niedziele maja i na ogol jest wtedy w przewadze piekna pogoda. Jak w tym roku. W niedziele poszlismy z najmlodsza latorosla i Toyka nasycic oczy i powonienie kwitnacym rzepakiem, a ze przy okazji calkiem niespodzianie natknelismy sie na cale polacie energetycznych mniszkow, nasze szczescie bylo pelne. Czytelnicy starego bloga na pewno rozpoznaja okolice, a Boguska to juz musi, bo tam byla. 
Popelnilismy jeden wielki blad, nie wzielismy nic do picia, ani dla siebie, ani dla Toyki, co poskutkowalo u nas skolowacialymi jezorami, bylo bowiem cieplej niz przypuszczalismy, a u Toyki polozeniem sie w blotnistym i smierdzacym szlamem bajorze, celem ochlodzenia brzusia. Po moim ciezkim zapaleniu pecherza sprzed tygodnia mam niestety czestomocz i musze dosc czesto przykucac w miejscach najmniej do tego przeznaczonych. Cale szczescie wiec, ze coraz wiecej lisci i mozna ten swoj wypiety goly tylek jakos schowac przed wzrokiem osob niepowolanych. I nie to, zem taka wstydliwa, ale co maja mlodzi ludzie ogladac stara dupe, jeszcze traumy dostana...
Jak zwykle polecam kliknac w zdjecie i ogladac w wiekszej rozdzielczosci.

Tu normalnie zawsze pasa sie kunie, moze nie wolno im jesc mniszkow, ktorymi jak dywanem, pokryta jest cala laka


Widac juz z daleka cel naszej wyprawy

Miasto zostaje za nami

Jablon(?) kwitnie

Kolejna wielka laka pokryta mniszkami. Jak ja kocham te kwiatki! Szkoda, ze kwitna tak krotko.

Niestety, wciaz na smyczy, do polowy lipca

Cel jeszcze sie przyblizyl

Psisko zadowolone

Piekne te zolte szachownice, rzepak kwitnie wszedzie

Tu tez cos kwitnie

Czekaja na mnie, bo musialam znow w krzaki

Teraz juz na pewno wiecie, jestesmy przy Diemardener Warte

Jakies leluje blizej mi nieznane, ale pelno ich wszedzie

Troche jak flaga Ukrainy

A w dole za rzepakiem Diemarden

No coz, znow na mnie czekaja

Jak to na wsi, czasem kun sie trafi


Serdecznie witamy w Diemarden! To stary wojskowy i handlowy szlak z Getyngi do Heiligenstadt

Ja omglewam na takie widoki, a im starsza jestem, tym bardziej omglewam


Tu juz dosadnie widac, ze Toyka ma wielkie pragnienie

Wracamy, Diemarden zostaje z tylu


Bye, bye, Diemarden!

Wystarczyla chwila nieuwagi i Burek juz lezal z luboscia w chlodnym blocie


Pelna winy (ale i satysfakcji) twarz zloczyncy

Jakie bylo psie dupsko po tej kapieli, kazden moze obejrzec ten corpus delikates

Dobrze, ze mamy w aucie te psia plandeke, bo w przeciwnym razie Burek popylalby na piechote za samochodem. Wytytlala obroze, smycz, plandeke, wanne, bo trzeba bylo smierdziela wykapac, no i pol chalupy, bo smierdziel zwial z wanny i rzesiscie sie wytrzepal na wszystko. Wrrr... Ale co tam, najwazniejsze, ze pies zadowolony. My tez, to byl naprawde przyjemny dzien.
Dostalam od dzieci taki bukiet





09 maja 2021

Elfy

 Jedno musze przyznac, sluzba zdrowia w Niemczech chyba nie ma sobie rownej, pod tym wzgledem bardzo dobrze trafilam. Naprawde ciezko bym zgrzeszyla, gdybym na nia probowala narzekac. Zdarzaja sie lekarze, ktorzy bez wszystkich tych cudow diagnostyki nie umieliby zbadac pacjenta i okreslic choc w przyblizeniu, co mu dolega, ale to raczej ogolny trend, nie tylko w Niemczech.
Ze zdumieniem dowiedzialam sie w ubieglym roku na poczatku pandemii, ze polscy lekarze rodzinni przestali przyjmowac pacjentow, szpitale poprzeksztalcaly sie w covidowe, a wszyscy chorzy na cokolwiek innego zepchnieci zostali gdzies na koniec kolejki i mieli czekac. Co z tego, ze niektorym braklo czasu na to czekanie, bo np. byli chorzy na nowotwor, a jemu byla na reke bezczynnosc lekarzy. To skandal, ale jak podejrzewam, spowodowany brakiem srodkow na sluzbe zdrowia, covid byl wazniejszy, bo niebezpieczny i smiertelny, z rakiem czy inna dusznica bolesna pacjenci mogli sobie poczekac, przynajmniej nie zarazali innych.
U nas ani przez chwile lekarze rodzinni nie przestali pracowac, zabezpieczali sie, od pacjentow tez wymagano wiecej ostroznosci, ale nikt nie zostal bez pomocy. 
Podobnie szpitale, wprawdzie nie wolno do dzisiaj odwiedzac chorych, ale praca wszystkich oddzialow odbywa sie bez zarzutu. Sama nie tak dawno musialam skorzystac ze swiatecznej pomocy lekarskiej, ktora zostala mi polecona wlasnie przez tytulowe elfy. Od kilku lat funkcjonuje w calych Niemczech telefoniczna poradnia medyczna o numerze telefonu 116 117, a ze 11 to po niemiecku elf, telefon brzmi elf sechs - elf sieben, latwo zapamietac. Na ich stronie internetowej 116117.de (zajrzyjcie!) witaja dwie ciotki ze skrzydelkami elfa - calkiem dowcipnie. Juz kiedys korzystala u nich z porady moja corka, kiedy wnuczka zachorowala, poradzono jej podawac leki (bez recepty) i odradzono chwilowo lekarza, miala ewentualnie pojsc do pediatry, gdyby sie nie poprawilo. Na szczescie nie musiala.
Kiedy wiec w niedziele po poludniu zaczelam sikac krwia, a kazde oddawanie moczu o malo mnie z bolu nie rozrywalo, pomyslalam, ze moja nerkowa herbatka nie da temu rady, potrzebuje antybiotyku i to najlepiej na juz, w przeciwnym razie musialabym czekac na rodzinna do poniedzialku. Zadzwonilam.
No fakt, troche mi zajelo wcisnij to czy tamto, czekaj, sluchaj muzyczki, ale w koncu dostalam do telefonu zywego czlowieka. Przesluchala mnie i polecila wlasnie udac sie do swiatecznej pomocy lekarskiej. To nie jest SOR, choc gabinet znajduje sie w duzej klinice uniwersyteckiej. I to wlasnie jest genialne, bo na SORze czekalabym kilka godzin, a ja wlasciwie mialam juz gotowa diagnoze i potrzebowalam jedynie recepty na antybiotyk. Nikogo nie bylo, szybciutko dalam mocz do analizy i w piec minut wychodzilam stamtad z recepta. 
Gdyby lekarstwo nie bylo na recepte,  bo tej elfy nie moga wystawiac, wszystko trwaloby jeszcze szybciej, wykupilabym w dyzurnej aptece polecone przez nich lekarstwo albo wziela je z wlasnej apteczki, nie musialabym isc do lekarza. Elfy poinformowaly mnie rowniez, gdzie znajduje sie gabinet swiatecznej pomocy, bo od kiedy go przeniesli z naszej ulicy, nie wiedzialam, gdzie zakotwiczyl.
Teraz, w dobie pandemii,  jeszcze u elfow mozna zrobic termin na szczepienie przeciw covidowi, w razie podejrzenia corony przysla kogos do domu na wymaz. O ile w 2019 roku z ich uslug skorzystalo 10 mln pacjentow, w 2020 18 mln, to w 2021 juz 53 mln, a nie mamy nawet polrocza. 
Reasumujac, elfy sa niezwykle pozyteczna usluga medyczna, sa do dyspozycji 24/7/12/365 o kazdej porze dnia i nocy, rzeczywiscie pomagaja, wlacznie np. z przyslaniem lekarza do domu, jesli pacjent nie moglby sam udac sie do lekarza swiatecznej pomocy. Jestem naprawde zachwycona.

07 maja 2021

Seks geriatryczny

 Pamietam, jak nasza nastoletnia wtedy corka rozmawiala ze mna na tematy damsko-meskie. Gadka-szmatka i tralala, juz nawet nie wiem, jakie zdanie padlo wtedy z moich ust, ale mam przed oczami, jakby to bylo wczoraj, szeroko otwarte oczy i paszcze mojego dziecka oraz pytanie:
- To wy TO jeszcze robicie?
A bylam wtedy ok. 40-tki, co dla mojej latorosli bylo pewnie wiekiem ekstremalnie podeszlym, w ktorym nie godzi sie seksowac, pewnie i tak wszystko zdazylo zarosnac chaszczami i wypasc z obiegu, no a tacie pewnie juz dawno odpadlo. Ale to jeszcze nic, bo ja sama kiedys zlapalam rodzicow in flagranti, a w szafie natknelam sie na prezerwatywy. A wtedy bylo to dla mnie nie lada szokiem, bo sama juz cos kumalam, ale nie rozmawialo sie z rodzicami na TE tematy.
No bo pomyslcie sami, slyszac slowo SEKS, macie przed oczami mlodych ludzi, najczesciej szczuplych, preznych, pieknych, a nie np. wlasnych rodzicow, oboje powiedzmy po 70-tce. Seks jakos nie idzie nam w parze z siwymi wlosami, obwisla skora i piersiami, nierzadko sztuczna szczeka i, nie czarujmy sie, niezbyt pociagajacym wygladem i niekoniecznie dobrym zdrowiem. A przeciez i w tym wieku seks istnieje, choc malo sie o tym mowi, sami zainteresowani nieco sie krepuja, no bo tu wnuki, a im figle w glowach. Zreszta komu maja sie chwalic? 
Brytyjska organizacja spoleczna Relate, przy czynnym wspoludziale fotografa Johna Rankina Waddela, stworzyli kampanie majaca na celu pokazanie tego, co w mniemaniu wiekszosci spoleczenstwa nie istnieje. Akcja polegala na fotografiach mocno starszych ludzi w jednoznacznych sytuacjach, bardzo erotycznych, ale nie obscenicznych, na wywiadach i filmach. Jej tytul:
"Let's Talk The Joy of Later Life Sex" 
 No ale to sa Brytyjczycy, zachodnia kultura i wyznanie niekoniecznie katolickie, ktore to zabrania uprawiania sexu dla przyjemnosci, a taka kobieta daleko po menopauzie niespecjalnie moglaby sie prokreowac. Zamiast wiec nosic rente Rydzykowi, zachciewa sie starowinie baraszkowania. Apage, Satanas!!! Jeszcze gorzej, kiedy owdowieje, a chec nie przechodzi. No ale Brytyjczycy nie sa az tak pruderyjni, choc, jak widac, trzeba kampanii, zeby zaczac mowic o potrzebach i seksie w zaawansowanym wieku. W kampanii wzielo udzial 5 par nie tylko heteroseksualnych, i jedna samotna kobieta. Opowiadali o dawnych i obecnych doswiadczeniach seksualnych. Zdjecia z kampanii pojawia sie w charakterze bilbordow w wielu miastach Wielkiej Brytanii. Akcja ma na celu poskromienie wstydu u osob starszych i mlodych, przelamanie tabu na temat zycia erotycznego osob w bardzo zaawansowanym wieku.
Wiecej TUTAJ, takze zdjecia z kampanii.
Wedlug mnie takie kampanie maja sens. Duzo bym dala, zebym mogla poznac Wasze pierwsze mysli po przeczytaniu mojego wpisu, te prawdziwe, nie na uzytek innych, ze "ja juz w tym wieku, ze nie", "nie mysle o tym", "nie mam takich potrzeb" itp. To co, odwazycie sie napisac cos bez wstydu?

05 maja 2021

Przeludnienie?

 Niedawno przeczytalam w internetach gorzkie zale Marylki, naszej narodowej (modne ostatnio slowo) piesniarki, chwilowo bezrobotnej i zamknietej z powodu pandemii w swojej luksusowej willi pod Warszawa i od wielu miesiecy bezskutecznie rozwodzacej sie z mezem, ze w takich okolicznosciach to ona nie ma jak i gdzie poznac kogokolwiek, zeby ulozyc sobie zycie na nowo. A przypominam, ze Marylce stuknelo juz 75 lat. Maja ludzie zdrowie i wigor, no szacun!
Marylce bardzo doskwiera samotnosc, dzieci juz dawno wyprowadzily sie z domu, maz tez znalazl sobie mlodsza, wiec chociaz wnuki moglyby zapelnic Marylkowa pustke w zyciu, a tymczasem dzieci kategorycznie odmowily jakiejkolwiek prokreacji, nie beda miec zadnego potomstwa i juz. Zreszta najstarszy syn jest juz po 40-tce, corka wlasnie jej dobiega, najmlodszy zas w polowie lat 30-tych, wiec niby jest szansa, ale brak checi. Podobno jeden z synow oznajmil, ze ziemia zmaga sie z przeludnieniem i dramatyczna sytuacja klimatyczna, wiec posiadanie dzieci jest aktem egoizmu. 
A jeszcze 10 lat temu Marylka zarzekala sie, ze nie ma czasu na wnuki. Jak to jedna pandemia zmienia ludziom swiatopoglad. Moze nie w Polsce, ale w wielu krajach schroniska dla zwierzat swieca pustkami, bo siedzacy w domach od ponad roku ludzie adoptuja sobie przyjaciela, zeby nie powariowac w domach z tej samotnosci.
Wracajac jednak do przeludnienia, przeczytawszy argumenty dzieci Marylki, popadlam w zadume.
Populacja Europy wyniosla w 2020 roku 743 595 000 osob, Ameryki Polnocnej 370 329 000, Poludniowej 662 995 000, Australii 25 376 000, Afryki 1 345 471 000, co daje razem 2 937 766 000, populacja samej tylko Azji wynosi 4 569 517 000. Dla uproszczenia: w Azji mamy 4,5 miliarda, w tym dwa panstwa o populacji daleko powyzej miliarda, reszta swiata to prawie 3. I co to da, ze paru Europejczykow swiadomie zrezygnuje z dzieci, nie chcac narazac ich na zycie na przeludnionej planecie, w niesprzyjajacym zanieczyszczonym klimacie, kiedy w najbardziej przeludnionych rejonach kuli ziemskiej ludnosc parzy sie jak kroliki i rozmnaza w postepie geometrycznym, zasmiecajac z biedy srodowisko  i poglebiajac biede. To tam jest potrzebna akcja uswiadamiajaca i szeroko pojeta antykoncepcja. Co najzabawniejsze, te panstwa stac na wyjatkowo kosztowna bron nuklearna, a nie stac na zahamowanie populacji. Do czego ma to doprowadzic? 
Zadnym rozwiazaniem nie jest rowniez migracja do Europy, bo ci ludzie beda i tutaj dalej rozmnazac sie bez opamietania, spychajac autochtonow na margines polegajacy wylacznie na ich utrzymywaniu. W krotkim czasie zrobia z Europy taki sam chlew, jaki maja u siebie, bo nie sa niczego innego nauczeni. Wystarczy przejsc przez osiedla, gdzie zamieszkuja migranci, trudno sobie wyobrazic, co to za syf. Smieci walaja sie wszedzie, dzieci tyle, ze glowa mala, brud i halas. 
Pomagac tak, ale tam u nich, bo sprowadzanie do Europy polowy Afryki czy Azji poludniowo czy blisko-wschodniej jedynie zniszczy Europe, a im ani troche nie pomoze.

03 maja 2021

Wyszukane imiona

 W poprzednim poscie wspominkowym bylo o mojej babci, nie pisnelam jednak ani slowem, jak miala na imie. Jej mama miala nadane na chrzcie Tekla i przez dlugi czas to imie bardzo mi sie podobalo, bo chyba tak jest, znamy kogos o danym imieniu i jesli jest to osoba dobra i ciepla, imie dobrze sie kojarzy. Ale w miedzyczasie nastala Pszczolka Maja i pojawila sie wstretna Pajeczyca Tekla. No i wuj bombki strzelil, imie zaczelo sie zle kojarzyc, a prawie mialam zamiar dac tak mojej pierworodnej. Nie dalam jednak. 
W ogole nadawanie dzieciom imion to strasznie trudna sprawa, jest tak ogromny wybor, ale jak sie blizej przyjrzec, to pewne imiona sa zbyt popularne (z ostatnich lat to istny wysyp Zuziek, Zosiek), inne zbyt pretensjonalne, bo albo "zagraniczne" albo jakies na sile staropolskie. Sa tez imiona-tabu, ktorych nie dostanie zadne dziecko, np. Alojzy czy Alfons, Adolf, choc to przeciez imiona jak kazde inne, ale no zle sie kojarza i kwita. Ale ja wlasciwie nie o tym.
Wracam do mojej babci, ktora rodzice ochrzcili Leokadia. Wlasciwie niby niebrzydkie, ale niemodne, tracace myszka i naftalina. Chociaz... jedna z moich corek nie wyklucza nazwania tak corki, gdyby miala sie urodzic, bo jej sie podoba i mialaby gwarancje, ze zadne inne dziecko z rocznika tak by sie nie nazywalo. Przy tym imieniu nie moge byc obiektywna, nie mam nawet do niego zadnego stosunku, tak bywa z imionami bliskiej rodziny, one po prostu sa i nie musza sie podobac czy nie, one byly zawsze, sa czyms tak normalnym, ze niewartym rozpatrywania. 
Ale Leokadia to jeszcze nic w obliczu imion, jakie wystepowaly w mojej rodzinie. Trzy ciotki mojego ojca mialy imiona Kunegunda, Petronela i Honorata. Z nimi wiaze sie smieszna historia ze mna w roli glownej. Mieszkalismy wtedy jeszcze w domu, ktory zbudowal pradziadek Marcin, my na pierwszy pietrze, a Czeslaw z rodzina na parterze. Owe trzy ciotki ze swietego miasta Czestochowa najpierw zakotwiczyly u niego, bo bylo po drodze, pozniej chcialy odwiedzic nas. Zadzwonily do drzwi, a ja polecialam otworzyc, mialam wtedy jakies 7-9 lat, nie pamietam dokladnie, w kazdym razie wiedzialam, ze od drzwi do drzwi tulaja sie jakies jehowe, wiec kiedy po otworzeniu drzwi zobaczylam trzy, z wygladu mocno przykoscielne niewiasty, powiedzialam "dziekujemy" i zatrzasnelam im drzwi na nosie. Zadzwonily powtornie, wtedy juz otworzyl ojciec. Smiali sie ze mnie potem przez kilka nastepnych lat, ze ciotki katoliczki uznalam za innowiercow.
Jeszcze lepsze natchnienie miala babcia mojej mamy ze strony jej ojca. Trzeba Wam wiedziec, ze moj dziadek mial niezwykle oryginalne imie - Kwiryn. Jego bracia nazywali sie Benon, Roman i Anatol, siostra Regina, zas zmarly w dziecinstwie braciszek nazywal sie Konstantyn. 
A teraz co? Brajany, Dzesiki, Keviny i Zosie. Ehhh, zaginela fantazja w narodzie...

01 maja 2021

Niech sie swięci!

 Pierwszy maja, swieto pracy, kiedys hucznie obchodzone w Polsce, dzisiaj darzone obrzydzeniem i utozsamiane z komuna, no ale tak moga myslec wylacznie katofaszysci, niech im bedzie na zdrowie. Ciekawe, kiedy usuna to swieto z kalendarza w ogole, choc akurat w tym roku przypada na sobote, ale chyba w Polsce jest tak, ze jesli swieto przypada na dzien wolny, to mozna je sobie "odebrac" innego dnia. Czy sie myle?
Dla mnie ten dzien ma jednak rowniez inne znaczenie, to dzien urodzin mojej babci, w tym roku obchodzilaby 110-ta rocznice. Przyszla na swiat jako drugie dziecko z czworga Marcina i Tekli 1 maja 1911 roku. Starsza byla Celina, po niej doszedl Czeslaw i Henryka. Ojciec babci, moj pradziadek, ktorego mialam szczescie jeszcze poznac, postawil w Lodzi kamienice, w podworku zas funkcjonowala piekarnia, jako ze byl piekarzem z zawodu. Interes szedl nienajgorzej, stac go bylo na wyksztalcenie wszystkich swoich dzieci, wprawdzie wszyscy poprzestali na maturze, ale przed wojna to bylo cos, bo malo kogo stac bylo na dosc wysokie czesne. 
Najlepiej za maz wyszla Celina, bo za adwokata, babcia wybrala sobie oficera (pisalam o jego ekscesach na poprzednim blogu), Czeslaw ozenil sie z kobieta, o ktorej wiem niewiele, bo wstydliwa rodzinna tajemnica byl ich rozwod, pozniej poslubil Jadwige. Henryka nigdy nie wyszla za maz, chodzily legendy, ze podobal jej sie dziadek, ale babcia jej go sprzatnela sprzed nosa albo ze miala jakies inne zawody milosne.
Babcia wlasciwie nigdy nie pracowala, z wyjatkiem okresu, kiedy dziadka aresztowal UB i nie wiadomo bylo, czy w ogole wroci, a tu trzeba bylo utrzymac rodzine, w tym rodzicow czyli moich pradziadkow, ktorzy po wojnie zostali wywlaszczeni bez prawa do emerytury i pozostawali na utrzymaniu wlasnych dzieci, to jest glownie moich dziadkow, bo Celina owdowiala i sama musiala wychowywac i utrzymywac syna, Henryka tez groszem nie smierdziala, a z synowa Jadwiga nie mieli najlepszych relacji. 
Pisalam juz kiedys, ze babcia nie miala latwego zycia, dziadek byl nie tylko bawidamkiem, ale mial zapedy socjopatyczne. Ta jej pelna finansowa zaleznosc tez nie pomagala, z ulga wiec przyjela jego smierc. Wtedy sama odzyla, nareszcie.
Zmarla w 1991 roku przezywszy 80 lat, zabil ja wylew. Moja najstarsza corka troche ja jeszcze pamieta, srednia nie, a najmlodsza zostala prababci przedstawiona w 1990 roku jako 3-miesieczne niemowle, pozniej juz sie nie widzialy.
Babcia jako ostatnia w rodzinie nie ruszala sie z domu bez kapelusza i rekawiczek, latem byl to kapelusz ze slomki albo usztywnianej koronki, rekawiczki skladaly sie z samych otworkow, ale byly.
Bardzo za nia tesknie, choc minelo juz 30 lat od jej smierci.

Cztery pokolenia, po prawej prababcia Tekla, po lewej babcia, z tylu mama, posrodku ja

Babcia zawsze wydawala mi sie stara, a przeciez kiedy sie urodzilam, miala tylko 45 lat, ja w jej wieku mialam jeszcze male dzieci i bylam taka mloda przeciez. Mojej mamie sprezentowalam pierwsza wnuczke, kiedy miala 50 lat. Ja sama zostalam babcia po 60-tce, a i wtedy nie czulam sie ani troche staro.

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...