Nigdy wiecej takiego bohaterstwa, jakim zaswiecilam od poniedzialku. Zamiast spokojnie pojsc sobie na zwolnienie i miec w nosie zawodowa nadgorliwosc, ktora, jak wiadomo, bywa gorsza od faszyzmu, to ja postanowilam sie poswiecic dla idei. Pewnie w poczuciu wlasnej wyjatkowosci i niezastapionosci, postanowilam udowodnic sobie i swiatu, ze wbrew i na przekor wszystkim i wszystkiemu, czyli warunkom pogodowym, pojde w poniedzialek do roboty. Dobrze czytacie "pojde", a nie "pojade", bo na pojechanie wlasnym pojazdem to jednak bylo zbyt niebezpiecznie, a pojazdy miejskie zrobily to, czego ja nie zrobilam, poszly na szczaw i mirabelki, czyli nie opuscily zajezdni. Juz w niedziele przez caly dzien nic nie jezdzilo i to doslownie NIC, nawet piaskarki i solarki przestaly, bo pewnie doszly do wniosku, ze to bez sensu, bo i tak za chwile znow napada. A jeszcze w sobote wszystkie sluzby prezyly muskuly i opowiadaly, jak to wszystko maja pod kontrola, ale zeby raczej nie wyjezdzac i zostac w domu. Po czym utracily kontrole na nastepne dwa dni, a moze dluzej. To sie okaze dzisiaj, czy autobusy w ogole wyjada na miasto.
Tak wiec postanowilam udac sie do fabryki pieszo. Wzulam kalesony pod spodnie, co by mi tylek nie zamarzl, torebusie wepchnelam do plecaka, kaptur na leb, kijki nordicwalkingowe w dlonie i... hajda! Po pierwszym kilometrze mialam dosyc, grzezlam bowiem po kostki w nieuprzatnietym z chodnikow sniegu lub do pol lydki w zaspach, ktore musialam pokonywac. Klelam ja, kleli mijajacy mnie przechodnie, kleli czekajacy na przystankach na autobusy, ktore tego dnia mialy nie przyjechac, kleli kierowcy slizgajacy sie na nieuprzytnietym sniegu, pod ktorym juz utworzyla sie warstwa lodu, klal kierowca BMW, ktory nie wyrobil zakretu i przydzwonil w latarnie, kleli kierowcy, z ktorych jeden wjechal w bagaznik drugiemu i tylko lokalne MPK bylo zadowolone z siebie i sytuacji.
W drodze przemoczylam buty, spodnie na dole, plecak, do ktorego nawpadal sypiacy bez przerwy snieg i mialam wszystkiego dosyc. Po czym udalam sie do rodzinnej i na zwolnienie. Czy ja komu ojca i matke zamordowalam, zeby sie tak poswiecac? Niech pracuja inni nadgorliwcy. Jak w ogole do roboty dojada, bo dzisiaj np. wielu tzw. pendlerow czyli mieszkajacych na wioskach w powiecie, a pracujacych w Getyndze, nie mialo najmniejszej szansy nie tylko dojechac, ale odnalezc zasypanej szosy.
Porobilam troche zdjec po tej drodze przez meke, nie powiem, fajnie wszystko wygladalo, ale fajne nie bylo.










