Translate

29 listopada 2025

Takie tam rozmyslania

    I pomyslec, ze byl taki czas, kiedy czlowiek (wtedy jeszcze maly) wygladal rankami przez okno, z utesknieniem oczekujac pierwszego sniegu. Czy ja bylam taka glupia, czy moze po prostu madrzeje sie z wiekiem? Teraz wygladam i kamien spada mi z serca, kiedy sniegu nie ma, a jeszcze lepiej, kiedy nie ma mrozu i nie trzeba robic szybnych skrobanek. Wprawdzie na przednia i tylna szybe zakladam ochraniacze, ale juz boczne szyby zamarzaja, wiec pryskam odmrazaczem i sciagam guma te mrozowe wzorki, oczywiscie nielegalnie na wlaczonym silniku. 
   Rzewnie mi sie na duszy robi, kiedy widze, ze coraz wiecej okien jarzy sie roznymi
swiatelkami, za pomoca ktorych ludzie przygotowuja sie do swiat. W Niemczech adwent jest chyba rownie wazny co same swieta, moze teraz w Polsce to sie zmienilo, ale kiedys tak nie bylo, zadnych swiatecznych jarmarkow, swiatelek, tylko meldunki, jak daleko sa pomarancze plynace z Kuby. Na poczatku pobytu tutaj te jarmarki bozonarodzeniowe byly dla nas nowoscia, wielka atrakcja, z czasem troche spowszednialy, ale co roku chociaz raz bywam, mimo ze stale jest tam to samo, drozyzna i tlumy ludzi, ale fajnie jest wypic grzane wino czy poncz lub chociaz gorace kakao, na stojaco, przy dzwiekach stale krecacej sie karuzeli. Teraz chodzi sie na jarmarki wlasciwie juz tylko dla dzieci, sama nie ruszalabym sie z domu, kiedy dodatkowo nie wiadomo czego spodziewac sie po nieproszonych gosciach, ktorym przeszkadza nawet nazwa jarmarku i wiele miast nazywa te imprezy jarmarkiem zimowym (Wintermarkt) czy tez jarmarkiem przyjemnosci (Genussmarkt), byle tylko nie nawiazac do tego chrzescijanskiego swieta. Jestem wprawdzie niewierzaca, ale czy mialabym prawo wymagac od innych, zeby uzywali innych nazw dla imprez scisle zwiazanych z tradycjami swiat Bozego Narodzenia? A muzulmanie wymagaja, bo im sie to nie podoba, za to nam musza sie podobac ich ramadany, a nawet powinnismy wraz z nimi poscic, zeby nie wodzic na pokuszenie jedzeniem w ich obecnosci. Tego muzulmanskie dzieci wymagaja od wspoluczniow w szkolach, a opor czesto skutkuje pobiciem. 
   Wiele pomniejszych jarmarkow swiatecznych zostalo odwolanych, malych miejscowosci nie stac na dosc drogie srodki bezpieczenstwa, wielu sprzedawcow nie stac na wynajcie placu i oplacenie pradu, odwiedzajacych jest coraz mniej, bo ludzie sie boja. Tradycja upada, a politycy niewiele robia, zeby zlikwidowac przyczyny tego stanu. 
   Tak mnie jakos w tym roku wzielo na wspominki o przeszlych swietach, kiedy jeszcze swiat byl normalny, kiedy zyla moja rodzina, w zimie bylo bialo, a przygotowania do swiat wymagaly ogromnego nakladu pracy. Karpie plywaly w wannie, trzeba je bylo zabic, ciasta przygotowywalo sie w dziezy, recznie ukrecalo lub wyrabialo, sledzie moczylo w mleku i patroszylo, ze nie wspomne o domowych porzadkach, praniu wszystkiego, jesli juz w SHL-ce to nowoczesnie, ale nierzadko w rekach. Teraz mamy wygodne polprodukty, miksery, Thermomixy, bajery, samobiezne odkurzacze i madre pralki. Ja nie szaleje ze swiatecznymi porzadkami, okna myje pojedynczo, jak mi sie zachce albo jak jest okazja, np. z oknem w sypialni, kiedy zepsula sie roleta. Zamowilam przy okazji lampki na okno, bo po wielu latach zachcialo mi sie nagle poswiecic, wiec i w salonie okno przelece przed ich powieszeniem. Zbyt jestem zmeczona dniem codziennym, a i zdrowie nie to, zeby brac sie za jakies generalne porzadki. Mysle, ze ani Dzieciatko, ani swiety Mikolaj nie beda mi zagladali do katow, zeby sprawdzic stan wysprzatania. 
   A w Niemczech nie ustaja lokalne wojenki i male batalie o poprawnosc polityczna.
Aktualnie trwa nawolywanie do bojkotu drogerii Rossmann, ktora to siec wystapila ze stowarzyszenia rodzinnych przedsiebiorcow, bo owo stowarzyszenie zdecydowalo sie otworzyc na dialog z AfD, zapraszajac swoich czlonkow na to wydarzenie. Rossmann oznajmil, ze nie wspiera takiej polityki i wymowil czlonkostwo razem z Vorwerkiem, tym od odkurzaczy i Thermomixow. A teraz najlepsze, w oficjalnym komunikacie firma oswiadczyla, ze opowiada sie za wartosciami demokratycznymi. Czyli niewazne, ze kilkanascie milionow demokratycznie wybralo opozycje, u niektorych demokracja jest tylko wtedy, kiedy wszyscy wybieraja tych, ktorzy o tej demokracji glosno krzycza, ale za nic nigdy nie zaakceptuja innych wyborow elektoratu. Bo wydaje im sie, ze maja monopol na rzadzenie i demokracje, choc w gruncie rzeczy zmierzaja prosta droga do dyktatury. Ale to "dobra" dyktatura, bo ich i oni wiedza lepiej, co dla glupiego wyborcy jest korzystne, choc w gruncie rzeczy chodzi wylacznie o zachowanie stolkow pod d*pami. 
   No coz, bez wzgledu na moje polityczne sympatie uwazam, ze wcinanie sie handlu do polityki i proby wymuszania politycznych sympatii do niczego dobrego nie prowadza. Juz kiedys pisalam o sieci EDEKA, ktora zaczela kozaczyc z niebieskim kolorem, sama majac niebieskie logo i jak szybko podala tyly, kiedy doslownie z dnia na dzien dochody tak spadly, ze szybciutko powrocili do klasycznej reklamy, a wielu dyrektorow filii tej sieci oficjalnie oglaszalo, ze ich filie nie maja z tym idiotyzmem nic wspolnego. Wiele osob, ktore nie sa nawet sympatykami prawicy, poinformowalo, ze rowniez przestana kupowac w Rossmannie, bo malo kto lubi, kiedy sie wywiera na nim tak nachalna presje i otwarcie lekcewazy wielomilionowy elektorat, nie zauwazajac niewlasciwej i szkodliwej polityki partii lewicowych.

27 listopada 2025

Podsumowanie

    Na koniec tej mojej przygody jeszcze male podsumowanie. Nie powiem, bylo to niemale wyzwanie logistyczne. Do tego jeszcze ta zimnica i ubieranie dzieciakow do wyjscia. Jesu, zanim dalam rade przygotowac oboje, sama splywalam potem. Juz chyba zapomnialam, jak to wyglada w zimie. Czapki, szaliki, rekawiczki, gdzie paluszki nie chcialy trafiac na swoje miejsca i kiedy myslalam, ze wszystkie juz siedza w swoich kieszonkach, okazywalo sie, ze w jednym sa dwa, a w innym wcale, co wprawialo Zoske w nastroj miauczenia. Wiec od poczatku, a pot lal sie bapci po plecach. 
   No wlasnie, to Zoski miauczenie. Kiedy Zoska jest w normalnym nastroju, mowi tez normalnie, ale kiedy prosi o cos, z czym zachodzi ryzyko, ze bapcia sie nie zgodzi albo odmowi, Zoska zaczyna miauczec, a bapcia przestaje cokolwiek rozumiec. Zoska zrobila sobie cos w palec, zero sladu krwi, zadrapania czy nawet lekkiego zaczerwienienia. Przychodzi do mnie i miauczy, a ja kompletnie nie nadazam, a im bardziej dopytuje, tym ona silniej miauczy. Wolam tlumacza, Junior bardziej kuma znaczenie miauczenia, Zoska chce plasterek na te rany wojenne. Aha, bapcia zakleila, Zoska nie miauczy. Trudne to.
   Gdyby nie zaraza w zlobku, ktora pokotem polozyla personel wychowawczy, byloby naprawde lzej. Na szczescie w naszym przypadku nie znaczylo to, ze musialabym albo odmowic prace, albo zabrac do niej chocholy, moglam je spokojnie zostawic pod opieka prababci i slubnego, ale oczywiscie to burzylo nie tylko ich swiety spokoj, ale zmuszalo do kombinowania z obiadami, bo chocholy wybredne i malo co im podchodzi. Mama musiala tez odmowic opiekunce, bo akurat smazyla na sniadanie pankeksy dla dzieci, wiec nie mogla przerwac, zeby pojsc z nia do lazienki a slubny byl w tym czasie z Toya, ja w robocie. 
   Ja nie wiem, co corka daje im do jedzenia w te dni, kiedy nie jedza w przedszkolu. Okazuje sie, ze najbezpieczniejsze sa suche kluski, bez sosu, wszystko jest fuj. Ale czasem zdarza sie cud i Junior sprobuje cos innego, co mu zasmakuje. Tak bylo z twarozkiem, prababcia spytala, czy chce gryza, chcial i potem nawet zazyczyl sobie wlasna kanapke z twarozkiem. Corka nie mogla wyjsc z podziwu, bo do tej pory twarozek byl fuj. Zoska oczywiscie nasladuje go pilnie, wiec zaraz tez chciala jesc twarozek. Podobnie bylo z zupa grzybowa, ktora byla fuj, ale potem Junior chcial jej troche na te swoje suche kluski i... bylo mniammm.
   Praktycznie przez ten tydzien, kiedy spalam u corki, chodzilam spac z kurami chocholami, bo po pierwsze primo co mialam robic, skoro w jej sypialni nie ma lampki do czytania, a przy gornym swietle gowno widzialam, a po drugie primo bylam kazdego dnia tak sponiewierana, ze ino czekalam na zasniecie dzieci, zeby moc pojsc pod prysznic, bez ryzyka, ze cos zmajstruja, i na lozku z honorem lec. Dziennie wychodzilo mi minimum 10 tysiecy krokow lub wiecej, nawet nie wiem, kiedy udawalo mi sie tyle przedreptac przy obsludze dwojga malych dzieci.
   Co wieczor chocholy mialy wideokonferencje z mama i o ile Junior przez pierwsze dni plakal, tak Zoska wydawala sie zadowolona z bapcinej obslugi. Oczywiscie przesylala mamie calusy i zapewniala o wielkiej milosci, a nawet na paluszkach pokazywala codziennie, ile jeszcze razy spac do powrotu mamy, ale byla na luzie. Maminsynek jednak bardzo tesknil i dopiero przy trzech paluszkach pogodzil sie z nieobecnoscia mamy, bo juz niewiele zostalo do ponownego spotkania. Bapcia oczywiscie zacalowywala chocholy i tez kochala, ale to nie to samo co mama.
   Ostatniego dnia, kiedy mama wciaz przysylala powiadomienia, ze juz jest na lotnisku, ze jest po odprawie, ze wyladowala we Frankfurcie, czeka na bagaz, spoznila sie na pociag, jedzie taksowka do domu, ja bylam tak wymeczona i czulam sie znow zle, wlaczylam im bajki na Netflixie, zeby miec chwile spokoju. Wlasciwie wszyscy juz bylismy srodze zmeczeni. I kiedy corka chciala odpalic samochod, zeby ich od nas odebrac, okazalo sie, ze pojazd jest tak zamrozony, ze trwaloby za dlugo i czy moge je przywiezc. Jak kocham to towarzystwo, tak z wielka ulga oddalam je w rece mamy, potem sie wykapalam i juz ok. 20.00 spalam jak zabita.

25 listopada 2025

Koscielna Pantera

    I co? Zaciekawil Was tytul? Czyzby antychrystka sie nawrócila??? No nie, tak dobrze to nie ma. Ale, jak wiecie, trzeba bylo wymyslic jakies zajecia dla chocholow na "po przedszkolu", bo bapcia przysiegla sobie, ze telewizora nie wlaczy przez caly czas opieki nad wnukami, choc oczywiscie Zoska juz troche jest uzalezniona i wciaz lasi sie, zeby jej wlaczyc bajki. Najczesciej bapcia wtedy wyciaga ksiazeczke i zaczyna opowiesci dziwnej tresci, co zaciekawia dzieci na tyle, ze zapominaja o telewizji. Ale ich mama przed wyjazdem dala nam typ, co mozna ewentualnie robic, gdyby padal deszcz i nie mozna bylo pojsc na plac zabaw. Otoz w nowym kosciele baptystow, bo o starym, ktory zostal przeksztalcony w kino pisalam TUTAJ, przez trzy dni w tygodniu organizowany jest wewnetrzny plac zabaw dla maluchow. Wnetrze kosciola wyglada tak:

Zrodlo

Jak kazdy kosciol protestancki i ten jest rowniez skromny i surowy. Oltarz jest tam gdzie krzyz, organy po lewej jego stronie. Te wszystkie krzesla zabierane sa gdzies na trzy dni, kiedy to kosciol we wladanie przejmuja dzieci i ich rodzice (albo bapcie). Nadmuchiwana jest platforma do skakania, wyciagane konie, traktory, baggi, wozki dla lalek, zjezdzalnia montowana na schodkach przed oltarzem, dywan dla dzieci raczkujacych, dwie "piaskownice" wypelnione kolorowymi pileczkami, stoly do rysowania, papier i kredki oraz wielkie "klocki" z pianki. Zdjecia robilam z przyczajki, jako ze nie kazdy rodzic sobie zyczy, zeby jego pociecha byla fotografowana przez obcych.

To te wielkie klocki

Junior cwiczy kowboja

To poczatek, pozniej dzieci bylo piec razy tyle.

   Caly ten kram jest calkiem za darmo, podczas gdy w innym tzw. indoor placu zabaw trzeba niezle bulic za wejscie. Matki albo spaceruja wokolo pilnujac swoje pociechy, albo jak ja, siedza na lawce i przegladaja telefony. Te od raczkujacych siedzialy z nimi na dywanie. Zabawa przewidziana jest na dwie godziny, ale ja juz po kwadransie mialam ochote stamtad sie ewakuowac. Wrzask, chaos, apokalipsa! Ale dzielnie wytrzymalam, a nawet poszlam tam drugi raz, taka jestem pobozna. 
   Ktos musi pózniej zbierac porozrzucane setki pileczek i innych drobnych zabawek, stawiac te koniki w rzedzie, wozki, autka, rowerki, bo nastepnego dnia wszystko jest jak nowe. A w piatek trzeba caly ten kram gdzies powynosic, przyniesc z powrotem krzesla i przygotowac kosciol do jego wlasciwych wyzwan. A w kolejny wtorek znow dzialac odwrotnie. Naprawde podziwiam ofiarnosc tych ludzi, ktorym sie to chce robic. Podejrzewam, ze gdyby byl to kosciol katolicki, to po pierwsze nie "sprofanowalby" swiatyni rozwrzeszczanymi dzieciakami, a gdyby nawet takie szalenstwo i swietokradztwo wzial pod uwage, to pewnie kasowalby za wejscie. No i na dzieci trzeba byloby uwazac ze zdwojona sila, zeby przewielebny kogos do zakrystii na chwilke nie wyprowadzil.
   Ogolnie dzieciaki tak sie wyhasaly, ze ledwie przylozyly glowki do poduszki, juz spaly. I nie znaczylo to wcale, ze nagle bapcia miala wolny wieczor. Bapcia odczekala, az chocholy zasna, wslizgnela sie pod prysznic i juz przed 21.00 legla i spala jak zabita do 6.00, kiedy to budzik zadzwonil.
   Kiedy bylam drugi raz, zajelam strategicznie lepsze miejsce na mientkiej kanapie, bo poprzednio gniotlam tylek na twardej lawce. Mialam lepszy widok na calosc i moglam porobic wiecej zdjec, zebyscie mieli lepszy oglad na wnetrze, znaczy na tego indoora przez dwa O.

W tle lawka, na ktorej dostalam nagniotkow na tylku

Za tym zielonym plotkiem jest teren dla "raczków"

Kacik rysowniczy

Klimaty indianskie

Moja mala czytelniczka u bapci na kanapie

Pozniej juz bylo dosc tloczno



23 listopada 2025

Zywcem do nieba

    Ja pojde tym zywcem do nieba po tygodniu z chocholami. Nie byloby dramy, gdyby nie poranny telefon w srode, ze personel zlobka wzial sie i pochorowal, co skutkuje zamknietym zlobkiem, ale starszy chochol moze oczywiscie przyjsc do przedszkola. Ale Junior nie chcial, kiedy uslyszal, ze w tym czasie Zoska bedzie u prababci i dziadka. Ja tego dnia mialam na 10.00, wiec teoretycznie jeszcze troche czasu do wyjscia, ale zaraz po 8.00 zadzwonil dziadek, ze jest gotowy z badaniami lekarskimi i czy bym go nie odebrala po drodze z gabinetu. Zostawilam zatem chocholy pod opieka i pomknelam do roboty, zgarniajac po drodze dziadka spod gabinetu. Popoludnie spedzilismy na placach zabaw, bo akurat przestalo padac. Niestety wszedzie byly pozostalosci w postaci kaluz po deszczowych dniach i Junior oczywiscie nie mial nic innego do roboty jak centralnie spoczac w kaluzy. Znow zdjecia wgraly sie w odwrotnej kolejnosci, pierwsze zdjecie jest wlasciwie ostatnim.






   
   Jako ze w moim domu nie mialam dla nich nic na przebranie, zapakowalam tego zmoklego kurczaka do auta i pognalismy do ich domku, zeby jak najszybciej zdjac z niego te przemoczone ciuchy. 
   W czwartek czulam sie tak tragicznie, ze postanowilam od razu jechac do rodzinnej. Smartwatch straszyl mnie migotaniem przedsionkow, a ja mialam wrazenie, ze za chwile sie rozsypie. W drzwiach tylko podalam prababci i dziadkowi dzieci i od razu pojechalam po pomoc dla siebie. Rodzinna na miejscu dala mi jakies tabletki i przepisala nowe. No i to by bylo na tyle, jesli chodzi o moj rozrusznik. Jest zle, a nawet gorzej niz bylo bez niego. Bo ja przeciez jestem specjalnym egzemplarzem. Inni majac wrzody czy helicobakterie, po pierwszej kuracji antybiotykiem sa zdrowi, mnie przez trzy lata i niezliczone gastroskopie lekarz nie zdolal wyleczyc, wiec zrezygnowalam juz z wizyt u niego, bo to nie ma sensu. U jednych wyciecie woreczka to trzy dni w szpitalu, u mnie tydzien i wypis z cisnieniem ok. 200. Jedni maja normalne zycie z rozrusznikiem, u mnie nie tylko nie ma poprawy, ale mam wrazenie, ze jest gorzej niz bylo. A poza tym ja na nic nie mam czasu lub mozliwosci, nawet na glupie sanatorium po operacji. Jestem naprawde tym wszystkim przemeczona. Nawet rodzinna bardzo mi wspolczuje i podobnie jak ja twierdzi, ze to na tle wielkiego stresu. Ja nawet bedac u niej, zapomnialam powiedziec o tych nocnych bolach calego czlowieka, bo to migotanie bylo chwilowo wazniejsze. W czwartek tez zadzwonila pani ze zlobka, ze juz w piatek mozna Zoske przyprowadzac, ale my mielismy w planie wazniejsze rzeczy, mianowicie pieczenie ciastek na powitanie mamy w sobote, wiec podziekowalam i odmeldowalam dzieci do konca tygodnia. 

W bapci za duzych fartuszkach


   Ale ze tez akurat na czas mojej opieki wychowawczynie zlobkowe musialy sie wszystkie naraz rozchorowac. Pech, jak to zwykle u mnie w kazdej dziedzinie mojego gownianego zycia. Gdyby dzieciaki przez te wszystkie dni byly, jak zaplanowane, w placowce, mialabym o wiele mniej stresu, a razem ze mna moi domownicy, ktorzy sami wymagaja opieki.
   Niestety u mnie w domu musialam odstapic od zelaznej zasady nie uzywania telewizora, bo bylo sporo do zrobienia, a chocholy ino plataly sie pod nogoma. Bulka zepsula mianowicie rolete w sypialni, skaczac na parapet i zeskakujac z niego razem z roleta, wiec zesmy ze slubnym kombinowali, czy juz rolete wyrzucac i szukac nowej, czy ewentualnie da sie cos z nia zrobic. Jakos dalismy (no ja dalam, on pomagal) rade posklejac wszystko klejem na goraco i dziala. A skoro juz mialam odsuniete od okna wszystkie te kwietniki, przy okazji je umylam.


   Ale jak tylko wszystko zostalo zrobione, telewizor zostal wylaczony. Za to u chocholow w domu tylko to:


A u mnie w domu w normalnych okolicznosciach chocholy okupuja glownie pokoj prababci, z jej rolatora robia sobie plac zabaw, kaza sie prababci wozic na nim po domu, w sumie maja z nia fajne relacje.





Kiedy im sie juz uda byc grzecznym i zjesc wszystko z talerzyka, to u bapci czekaja zawsze nagrody. Zakupilam bowiem w polskim sklepie internetowym kilkaset lizakow, bo tu w sklepach takich nie ma, za to sa lody na patyku.



   Ogolnie rzecz biorac, kocham to towarzystwo, chetnie z nimi spedzam czas i gdybym tylko ich miala na glowie, pewnie bym nie narzekala, no ale jeszcze praca, moi domowi podopieczni, zakupy, robota w obu domach i zamkniety na dwa dni zlobek, wiec troche bylo mi za kolorowo i meczaco.


21 listopada 2025

Human hunting

    Wychodzi na to, ze mimo moich wyzwan dodatkowych, bedziecie mieli co czytac podczas moich nieobecnosci, bo taka mnie wena przesladuje, ze musze pisac, zwlaszcza ze u chocholow zaczynam dopiero jutro (jest sobota 15.11.). Wstrzasnela mna bowiem wiadomosc o prowadzonym we Wloszech sledztwie w sprawie platnych wypraw mysliwskich, tyle tylko, ze "zwierzyna lowna" byli ludzie.
   Polowania na ludzi w Sarajewie to jedna z bardziej brutalnych praktyk podczas oblezenia Sarajewa w latach 1992-1996 podczas wojny w Bosni. Wojska Serbow Bosniackich rozlokowaly sie na otaczajacych miasto wzgorzach, skad snajperzy celowo strzelali do ludnosci cywilnej, do zwyklych ludzi poruszajacych sie po ulicach, biegnacych po wode, jedzenie, do pracy, szkoly czy szpitala. Zginely setki tysiecy cywilow, w tym wiele dzieci. Snajperzy z nudow wyznaczali sobie cele, np. dzieci jednego dnia albo osoby niosace zakupy innego. 
   Wojna to cos strasznego, uwalnia w wielu ludziach uspione cechy psychopatyczne, u innych powoduje traumy, ktorych nie sposob przerobic do konca zycia, innym pozwala bogacic sie, wiec w ich interesie lezy przeciaganie dzialan wojennych w nieskonczonosc. Polowania sa tez niezwykle naganne, zwierze nie ma najmniejszej szansy z mysliwym, wiec jest to zimna rzez, a nie czynienie pozytku, jak probuja to przedstawiac mysliwi, wsrod ktorych wiekszosc to psychopaci, ktorzy nie powinni dostawac broni do reki. Pocieszajace jest to, ze od czasu do czasu wybijaja sie wzajemnie mylac czlowieka z dzikiem.
   Kiedy jednak cwaniacy zarabiajacy na wojnie chca polaczyc "przyjemne z pozytecznym" i zaczac trzepac naprawde gruba kase, wpadaja im do glowy iscie szatanskie pomysly polowania na najgrubszego zwierza w ekosystemie - na czlowieka. Calkiem bezkarnie, bo przeciez jest wojna i nikt nikomu niczego nie udowodni. Tak wiec prokuratorzy w Mediolanie wszczeli dochodzenie w sprawie wloskich obywateli, ktorzy mieli placic zolnierzom armii bosniackiej za mozliwosc strzelania do ludzi dla rozrywki. Zarzut "zabojstwa dobrowolnego ze szczegolnym okrucienstwem i podstepnymi motywami". Cennik to 80 do 100 tysiecy euro za "wizyte sniper-weekend" i osobno za "trofea" mysliwskie, dzieci byly drozsze od doroslych, a najtansi ludzie starzy, chyba dlatego, ze nie mogli szybko uciekac. Ci ostatni czasem mogli byc zabijani calkiem bez oplat. Trasa psychopatycznych "mysliwych" wiodla z Triestu do Belgradu samolotem, pozniej towarzystwo bylo dowozone na pozycje snajperskie na wzgorzach nad Sarajewem. Zrodla, ktore doprowadzily do wszczecia dochodzenia, to swiadectwa zawarte w filmie dokumentalnym Zupanica z 2022 roku "Sarajevo Safari", w ktorym zolnierze Serbow bosniackich mowia, ze umozliwiano obcym snajperom strzelanie do mieszkancow Sarajewa. Ale rowniez sygnaly od bylych czlonkow wywiadu bosniackiego i innych swiadkow kazaly wymiarowi sprawiedliwosci zajac sie na powaznie sledztwem.
   Na dzien dzisiejszy trwaja weryfikacje zeznan i ustalanie nazwisk tych "milosnikow broni" i "cywilow-pasjonatow" pragnacych przezyc cos ekstremalnego. Nikomu na razie nie postawiono zarzutow, ale prace trwaja. Od tamtych wydarzen minelo trzydziesci lat, wielu uczestnikow z pewnoscia juz nie zyje, i to zarowno swiadkow jak i "mysliwych". Jesli te zarzuty zostana udowodnione, bylby to dramatyczny przyklad "turystyki wojennej" na skrajnie mrocznym poziomie. 
   Teraz dzialania wojenne maja nieco inne oblicze, ale jestem pewna, ze nie brak chetnych na bezkarne zabijanie, tyle ze nie wszedzie jest sie tak bezpiecznym jak na wzgorzach otaczajacych Sarajewo, w realnych dzialaniach wojennych mozna samemu oberwac kule. Nie maleje jednak zapotrzebowanie na niebezpieczne zabawy z bronia, byle doprowadzac sie do wytryskow adrenaliny.
   Czesto wstyd mi, ze jestem czlowiekiem i nachodzi mnie refleksja, ze ten gatunek powinien wyginac bezpowrotnie.

19 listopada 2025

Polityka absurdów

    Jest piatek 14 listopada, ale mam tyle pomyslow na nowe posty, ze pisze, potem je zaprogramuje i ukaza sie w czasie, kiedy bede zajeta chocholami. Bedziecie mieli wiec co czytac, kiedy ja bede sie bawic w przedszkolanke. Tym razem opisze Wam troche politycznych absurdow, czesciowo z Niemiec, a czesciowo unijnych.
   Niedawno przeczytalam taka glupote, ze normalnemu czlowiekowi nie zmiescilaby sie w glowie. Otoz politycy maja pretensje do pokolenia tzw. baby boomer (1946-1964), a wiec i do mnie, choc mnie to na szczescie nie dotyczy. Chodzi o to, ze ci ludzie zajmuja duze mieszkania lub domy (chodzi o wlasnosciowe nieruchomosci), zamiast je sprzedac i oddac mlodym majacym duze rodziny. Mnie to od razu zgrzytnelo, bo mlodzi Niemcy nie maja duzych rodzin, wiec raczej nie o nich chodzi. No i w ogole ci bezczelni boomerzy nie tylko zyja zamiast zdychac, nie tylko doja kasy rentowe, to jeszcze smia zajmowac duze domy, ktore sami kupili lub wybudowali ciezka praca, zeby miec je na starosc dla siebie i dla wlasnych dzieci.
   Unia wymyslila nowy bat na ludzi, oczywiscie pod pozorem dbania o srodowisko, redukcje emisji CO2 i inne farmazony. W zimie nie bedzie Wam wolno miec w mieszkaniach cieplej niz 19°C, a w przeciwnym razie groza wysokie grzywny albo nawet do trzech lat odsiadki KLIK. Ciekawa jestem dwoch rzeczy, czy ta skorumpowana ci*a z KE tez bedzie marzla w swoim domu, a po drugie JAK wladze, sluzby czy inne kontrole beda sprawdzaly po domach, w jakich temperaturach przebywaja ludzie we wlasnych czterech scianach. Pewnie wymysla jakis zdalny termometr, ktorego instalacja w mieszkaniu bedzie przymusowa. To samo zreszta dotyczy klimatyzacji latem, nie bedzie wolno schodzic ponizej 25°C.
  W Düsseldorfie stala sobie lawka, pomalowana byla w kolorach teczy, ze niby miasto takie roznorodne, choc ogolnie wiadomo, ze nieproszeni przybysze to najwieksi wrogowie (jak kazdy bezmózgi fanatyk religijny, bez wzgledu na wyznanie) elgiebetów i innych takich, zdeklarowani antysemici i w ogole gatunek niezadowolony z zycia na zachodzie. Ale lawka stala i cieszyla oczy. Nie wszystkich. Ktorejs nocy ktos przemalowal ja na kolory niemieckiej flagi:


Mainstream sie zapowietrzyl i zachlysnal: DEWASTACJA, WANDALIZM i w ogole niedopuszczalnosc. Staatsschutz wdrozyl natychmiastowe i zakrojone na szeroka skale sledztwo, podkreslam, nie policja tylko sluzby bezpieczenstwa narodowego. JPRDL !!! Zieloni i lewica popadli w histerie, podobnie zreszta jak na widok rozwieszanych po nocach flag i choragiewek w kolorach czarny-czerwony-zloty. A akcje z wywieszaniem niemieckich flag nie ustaja.
   Wczoraj, 13 listopada, prawdziwi wandale naduzyli goscinnosci Niemcow i na Bramie Brandenburskiej w Berlinie wywiesili transparent, flagi palestynskie i odpalili race. Tyle ze te flagi jakos bezpieczenstwu wewnetrznemu nie przeszkadzaly.


Widok jak z maja 1945 roku, kiedy na Bramie Brandenburskiej zawisly obce flagi, symbol zwyciestwa obcych sil nad Niemcami, ale o ile wtedy mialo to mocne podstawy, tak teraz jest jedynie zalosnym dowodem slabosci panstwa. Tacy wojowniczy? Tacy odwazni? To niech wypier***ja do siebie walczyc o wolnosc swojego panstwa i nie robia tutaj przedstawien. Mozna jednak inaczej, jak podczas festiwalu swiatel w Berlinie w roku 2023, jako wyraz solidarnosci z napadnietym przez Hamas narodem zydowskim.


Tyle tylko, ze to byla inicjatywa panstwa niemieckiego, a nie ukrywajacych sie tu na azylu terrorystow palestynskich. Jednak w obu tych przypadkach to moim zdaniem wielkie naduzycie symbolu Berlina.
   I tak sobie czas uplywa, unia wymysla coraz glupsze i bardziej restrykcyjne przepisy, wzmaga inwigilacje i kontrole, migranci sa coraz bardziej niebezpieczni, a politycy niemieccy coraz glupsi, co tylko napedza poparcie dla AfD. 

17 listopada 2025

Niespodzianka!

    Dzieje sie u mnie, ale jeszcze przed rozpoczeciem obowiazkow bapciowych mam wolna chwile na napisanie nowego posta, z tym, ze nie wiem, czy bede miala czas pozniej odpowiadac na komentarze, o ile jakies beda, ale jak Was znam, Drodzy Czytacze, to cos tam skrobniecie. 
   Jak pisalam wczesniej, chcialam wziac chocholy do siebie juz w sobote, zeby ich mama miala czas posprzatac i sie spakowac. Tymczasem srednia corka wziela dzieci do siebie na caly weekend, a ja odbiore je w niedziele, bedac u Gucia na urodzinach, bo srednia i P. mieszkaja na tym samym osiedlu. Dopiero wiec z Guciowych urodzin pojade z nimi do ich domu nocowac.
   Slubny znow wqrwil mnie do bialosci, bo zostawil Bulke na cala noc na balkonie, a noce nie sa najcieplejsze. On chodzi palic na balkon, a Bulka uwielbia tez tam bywac, wiec za kazdym razem, kiedy slubny tylko otworzy drzwi balkonowe, ona natychmiast przemyka miedzy nogami i zajmuje strategicznie z gory upatrzone pozycje, zeby móc sie pogapic na swiat zewnetrzny. Bo wprawdzie na parapecie ma swoje legowisko, ale to nie to samo. Mnie nawet wieczorem zdziwilo, ze nie przyszla na cowieczorne pieszczoty, ale az tak mocno nie zawracalam sobie tym glowy. Ale kiedy rano nie pojawila sie po kocie cukiereczki, to sie zaniepokoilam i zaczelam jej szukac. Krulova rano i wieczorem dostaje swoje kropelki na tarczyce, a po nich w nagrode Dreamsy, wiec i Bulce skapnie, zeby nie bylo jej smutno. Kiedy wiec znalazlam te bide przemarznieta na balkonie, niewiele brakowalo mi do mezobójstwa.
   Kupilam nowa klape do sedesu, bo w starej juz dosc dawno zepsulo sie to automatyczne zamykanie, a to taka wygoda, a poza tym przesuwala sie na boki. Ja co prawda dokrecalam z tylu na dole te motylki, ale chyba juz zerwal sie gwint, bo nic to nie dawalo. Zreszta te poprzednia klape kupilismy przy wprowadzce do tego mieszkania, a to bedzie niedlugo juz 17 lat, wiec pomyslalam, ze pora na nowa, skoro przy siadaniu deska ucieka mi spod tylka na boki.  Problem zaczal sie, kiedy chcielismy usunac te mocowania, a sruby okazaly sie imbusowe, motylki na dole tak zapieczone, ze nie szlo ich ruszyc, no i klops na wiankach. Slubny oczywiscie wpadl na genialny pomysl, zeby nowa deske wsadzic na te stare mocowania, ale to wlasnie one byly zepsute i nowa deska tak samo zjezdzalaby an boki, wiec na co mi to. Wpadlam jednak na genialny pomysl i kiedy do spoldzielni, ktorej parking jest, jak pamietacie, po stronie kuchni, zaczeli zjezdzac po poludniu wszyscy rzemieslnicy, poslalam slubnego, zeby jednego z nich poprosil o przyjscie i pomoc. Facet popatrzyl i oznajmil:
- Ale mnie nie wolno, bo ta deska jest panstwa wlasnoscia, a nie spoldzielni.
Na co ja:
- Wiemy i dlatego prosimy prywatnie o pomoc. 
Facet sie spieszyl, bo mial termin u dentysty, wiec poprosilam tylko o zlikwidowanie tych starych mocowan, a nowa deske zrobilabym juz sama, bo to zadna sztuka. W piec minut zarobil dwie dychy euro, ale nie zal mi, bo sami nie dalibysmy sobie z tym rady. Slubny, bo u niego z mysleniem coraz trudniej, a ja mam zaawansowana artroze w kciuku lewej reki, wiec boli i niewiele moge ta reka robic, przy czym dostep do tych motylkow z tylu jest bardzo ograniczony, bo lazienka ciasna, a imbusowe glowki srub od gory uniemozliwialy ich odkrecenie, nie mielismy takiego dynksa, no tego klucza do imbusow. Swoja droga nie wiem, jak wtedy zalozylismy te deske, pewnie byl klucz w komplecie, ale po tylu latach szukaj wiatru w polu. No w kazdym razie jest nowa piekna deska, ktora zamyka sie automatycznie, nie lata na boki i ma do mocowania calkiem normalne sruby, do obslugi normalnym srubokretem.
 
   

15 listopada 2025

Swinie coraz bezczelniejsze

    Na niemieckim folwarku zwierzecym dzieja sie rzeczy, o ktorych nie przysniloby sie ani filozofom, ani fizjologom, ani nikomu normalnemu. Dochodzi do tego, ze moja wieksza obawe budza politycy i ich poronione pomysly, niz te hordy bandziorow, ktorych nasprowadzali na nasze utrzymanie i na nasza zgube. 
   Pierwszy z brzegu przyklad - daktyloskopowanie. Teraz moze juz w koncu wprowadzili je u muzulmanskich bandziorow, ale przez dlugi czas politycy pozwalali oszukiwac panstwo niemieckie. Bo kiedy przestepca przyjezdzal bez zadnych dokumentow i podawal jakies zmyslone dane, czesto zdarzalo sie, ze podrozowal po roznych powiatach, wszedzie meldowal sie pod innym nazwiskiem i ciagnal socjal z wielu zrodel. Jeden z wyzszych policjantow zaproponowal wtedy uzywanie stworzonego przez niego programu komputerowego do rozpoznawania osob bez dokumentow po liniach papilarnych. Nie przyjeto go pod pretekstem, ze nie mozna bardziej traumatyzowac juz dosc straumatyzowanych "uchodzcow". Efektem byly naduzycia na niespotykana dotad skale, a wiadomo o tym, bo w koncu nie dalo sie sluzej zamiatac sprawy pod dywan i szambo wywalilo. 
   Co oczywiscie nie przeszkadza pobierac odciskow od Niemcow przy zalatwianiu ausweisu. Juz 10 lat temu, kiedy bralam przedostatni ausweis, pobieranie odciskow palca bylo dobrowolne, a ja sie nie zgodzilam. W tym roku bylo juz przymusowe.
   Druga sprawa, ktora mnie rozbawila prawie do lez, mianowicie stworzenie stref, gdzie posiadanie nozy jest zakazane, np. Reeperbahn w Hamburgu czy ogolnie centra miast, deptaki itp. No fajnie, wydawaloby sie, ze nie ma nic lepszego, po czym pokazuja w dzienniku migawki z jakiegos miasta, gdzie dwoje policjantow sprawdza... UWAGA!!!... to nie zart... dwie starsze panie, Niemki. I ojesusmaria!!! jedna miala przy sobie taki szwajcarski scyzoryk wielofunkcyjny!!! Czaicie? Potencjalna morderczyni!!! Ale dzielni stroze prawa odebrali babci niebezpieczna bron i swiat jest uratowany. Niewazne, ze u "uchodzcow" boja sie sprawdzac, zeby nie dostac pod zebro albo nie narazic sie na oplucie czy obrzucenie epitetami, moze nawet dzgniecie, jesli sprawdzany mialby sporo na sumieniu i probowal uniknac przeszukania. Podobnie jest z bronia palna, w Niemczech nie mozna oficjalnie kupic broni, a nawet dostac na nia pozwolenia, celem obrony wlasnej. I niewazne, ze wiekszosc z tych, przed ktorymi przecietny Niemiec chcialby sie ewentualnie bronic, juz te bron posiada, bo maja rowniez w swoich czarnych dupach wszelkie zakazy. A tu wisienka na torcie, jak traktowani sa obywatele w Niemczech, jesli np. zdarzy sie, ze do pociagu czy pojazdu komunikacji miejskiej wsiadzie uzbrojony w jakies niebezpieczne narzedzie migrant. Nie, nie powinno sie uciekac i siac paniki, oto, co poleca geniusz psychologii (jestem ciekawa jego reakcji na widok dzikiego z siekiera, nozem czy maczeta):



W jakim jezyku niby pytac, skoro nikomu z nich nie zalezy na nauczeniu sie niemieckiego czy jakiegokolwiek innego europejskiego narzecza. W ich enklawach mozna spedzic zycie bez znajomosci jezyka kraju, w ktorym zostali przyjeci na azyl. Dokladnie tak jak Polonia na Jackowie.
   Ale ostatnio wyczytalam jeszcze lepszy pomysl rzadu, majacy na celu jeszcze wieksza inwigilacje i kontrole obywateli i tylko obywateli, normalnych i uczciwie pracujacych Niemcow, bo wiadomo, ze przestepcy i tak beda ten przepis omijac z daleka, krecic, kombinowac i dalej robic swoje. Mianowicie wolno bedzie miec w domu do 1000 euro w gotowce, ale trzeba bedzie udowodnic, skad te pieniadze pochodza. Wszystkie transakcje powyzej jakiejs sumy beda musialy byc meldowane w urzedzie bezpieczenstwa. Wedlug uroczystach oswiadczen, ma to uniemozliwic przestepcom ich przestepczy proceder. Umarlam ze smiechu.
   Swieta Urszula od Korupcji wymyslila cos jeszcze lepszego, i choc na razie to nie przeszlo, ale ide o zaklad, ze w najblizszym czasie slowo cialem sie stanie, bo dopisza do tego bezprawia zgrabne tlumaczenie, ze wszystko jest dla naszego dobra. Chodzi mianowicie o mozliwosc inwigilowania wszystkich czatow, mailowych whatsappowych, messengerowych i innych, pod pozorem bezpieczenstwa narodowego, a w rzeczywistosci bedzie sluzylo zbieraniu hakow na opozycje i przeciwnikow odnarodowiania Europy, jej islamizacji i traktowania przestepcow ulgowo. 
   Swiniom u koryta w europejskim folwarku chwieja sie stolki pod dupami, musza wiec zaostrzyc prawo, zeby z tych stolkow nie pospadac, ale wbrew temu, co glosza, coraz wiecej ludzi widzi, czemu tak po prawdzie ma to wszystko sluzyc.

13 listopada 2025

Wazny komunikat

    Wspominalam w ktoryms z poprzednich postow, ze w ostatnim tygodniu listopada bede miala pod opieka chocholy, bo ich mama znow musi sluzbowo wyjechac do Francji. Rozpatrywalysmy opcje, ze pojedziemy wszyscy razem, ja w dzien bede sie opiekowala dziecmi. Jednak przeciwienstw takiego planu bylo wiecej niz korzysci. Po pierwsze wiadomo, ze trudno mi zostawic moich podopiecznych na tydzien bez opieki (ze slubnym jest z dnia na dzien coraz gorzej), po drugie 14-godzinna podroz w jedna strone to meczarnia dla wszystkich, po trzecie tam tez wczesnie robi sie ciemno, co wiec robic popoludniami, zwlaszcza ze nie ma gwarancji dobrej pogody. Tu na miejscu moge zajac sie dziecmi, majac jednoczesnie codzienny wglad w zycie moich. Chocholy beda chodzic do przedszkola jak zwykle, wiec opieka to jakies cztery godziny po ich odebraniu, zanim pojda spac. Ja po pracy moge wpadac do wlasnego domu, robic co do mnie nalezy i ok. 16.00 odebrac towarzystwo. Pozostaje weekend, kiedy beda caly dzien ze mna, ale moga byc u mnie w domu przez caly dzien i dopiero na noc isc do siebie, bo nie bardzo mam gdzie je przenocowac. 
   No przeciez wychowalam wlasnych troje, to i z dwojka przez tydzien dam sobie rade, zwlaszcza, ze bez obecnosci mamy sa posluszne.
   Ale los lubi sobie z nami pogrywac, nie od rzeczy jest powiedzenie chcesz rozsmieszyc boga, powiedz mu o swoich planach. W dzien moich urodzin corka dostala z Francji maila, ze kampania jest przesunieta na wczesniej i potrwa nie tydzien, a prawie dwa. Zaczyna sie 17 listopada, wiec juz 16 musi pojechac do Frankfurtu i leciec do Marsylii. Kampania planowo konczy sie 25, ale corka musi zostac jeszcze 26 listopada tam na miejscu, wiec do domu dotrze 27. Mnie z lekka mowe odebralo, ale coz, obiecalam, wiec brne dalej w te obowiazki, bo i co mam zrobic, kiedy nie ma innego wyjscia. 
   Tym samym chce oglosic wszem i wobec, ze przez te dni bede troche nieobecna, bo nie wiem, czy znajde czas, zeby cokolwiek skrobnac, a jesli nawet, to czy beda w stanie zagladac do Was, ze o komentowaniu nie wspomne. To tak dla informacji, zebyscie sie nie dziwili, nie martwili i nie zachodzili w glowe, czy cos zlego sie nie wydarzylo. Mam nadzieje przezyc ten armagiedon na dwa domy.


   A wiec do pozniej, w najgorszym przypadku do grudnia i trzymajcie kciuki, zeby mnie chocholy nie wykonczyly na ament.

EDIT optymistyczny: pracodawca corki rozwaza jednak skrocenie jej pobytu do planowanego tygodnia, ale to stoi jeszcze pod znakiem zapytania. 

11 listopada 2025

Getynska noc swiatel

    No coz, moj nowy heimat postanowil pojsc za przykladem mojego bylego miasta urodzenia i zorganizowal Göttinger Lichter Nacht, wzorem Lódzkiego Festiwalu Swiatel, o ktorym pisalam jeszcze na starym blogu w 2019 roku KLIK. Ale po pierwsze nie ma co porownywac, bo wielkosc miast jest bardzo rozna (Getynga 120 tys. a Lodz... z miasta 850-tysiecznego, jakie opuszczalam w styczniu roku 1989, stala sie dopiero czwartym co do wielkosci miastem w Polsce z 650 tys. mieszkancow. Az trudno uwierzyc, ze odeszlo stamtad wiecej osob niz mieszka do kupy w moim obecnym miescie), a po drugie Lodz na festiwalach swiatla zjadla zeby, z roku na rok jest lepiej i wiecej, zjezdza sie tam pol Polski, bo jest na co popatrzec. W Getyndze zorganizowano cos takiego po raz pierwszy, podczas gdy w Lodzi w tym roku byla juz 15-ta edycja. 
   No ale czlowiek nie tylko ciekaw, ale i spragnion atrakcji, a przy okazji spotkan z wszystkimi czterema dzieciorami, bo akurat przypadal weekend, kiedy najmlodsza brala do siebie dzieci sredniej. Oni podjechali do miasta autem, ja musialam autobusem, bo do ich auta z pewnoscia bym sie nie zmiescila jako szosta osoba, a swoim nie chcialam, bo oplaty parkingowe sa wieksze od ceny bitetow, a poza tym moglabym nie znalezc miejsca, bo byly tlumy, nawet spoza Getyngi, bo ktos nas pytal pozniej o droge do jakiejs atrakcji.
   Pozniej stwierdzilam, ze ciemnosc, tlumy i znikajace w nich co chwile chocholy to nie na moje nerwy. A poza tym rozgladalam sie jeszcze, czy jakis islamski czubek nie jedzie, bo o ile na jarmark swiateczny postawia betonowe bloki dokola starowki, tak tego dnia nie bylo zadnej ochrony, a ludzi tlumy. Do czego ci sqrwysynscy politycy doprowadzili, ze czlowiek zaczyna bac sie wlasnego cienia, zamiast dobrze bawic i w spokoju ogladac te marniutkie projekcje na starym ratuszu, a potem na Audytorium. No coz, porownania z Lodzia nie ma.







   Powyzej byly zdjecia sprzed starego ratusza i sprzed budki z frytkami, bo wiadomo, ze mlodziez od razu glodna. Podreptalismy dalej deptakiem, spotkalismy misia-giganta, ktorego Zoska bardzo sie przestraszyla i nie chciala z nim zapozowac. Zaraz potem ukazaly sie nam swiecace postacie na szczudlach, jedna z nich chciala przybic piatke z Juniorem, ale tym razem to on skrewil.






   Na sam koniec powedrowalismy pod Audytorium (budynek pierwotnie przeznaczony do wykladow na Uniwersytecie Georga Augusta w Getyndze, teraz oddany kulturze, tam odbywaja sie wystawy, odczyty itp.). Tam dzialo sie wiecej, co zdazylam zauwazyc przejezdzajac obok autobusem.






   Tam stwierdzilysmy z corka, ze nie ma co dalej sie snuc, dzieci zmeczone, my zestresowane, trza isc do domu. Dobrnelismy jeszcze spacerem do dworca kolejowego, gdzie ja mialam przystanek autobusowy, a ona niedaleko parking. Niestety moj autobus przyjezdzal dopiero za pol godziny, wiec siedzialam tam jak ta sierota i marzlam. Ogladalam sobie na lawce zdjecia, ktore porobilam, wrzucilam je na story na WA, przelecialam po fejzbuku i jakos czas mi szybciej zlecial.

09 listopada 2025

Slowo na niedziele

    Smieszy mnie zawsze, kiedy osoby uwazajace sie za katolikow, zapewniaja gorliwie, ze nie wierza w kosciol ani w ksiezy, tylko w boga. Wierzyc to mozna jedynie w cos, czego nie mozna naukowo udowodnic, czego nie mozna zobaczyc, uslyszec, posmakowac, dotknac czy powachac. Nie mozna wiec nie wierzyc w kosciol (budynek, swiatynia, czy nawet jako okreslenie organizacji, sekty) czy ksiezy (zwyklych ludzi uzurpujacych sobie prawo do decydowaniu o zyciu parafian. A tak przy okazji przytocze dawna definicje slowa "parafianin" to: "czlowiek bez oglady, wyksztalcenia, zacofany, ograniczony, tepak"), bo tych mozna zobaczyc, uslyszec i niewazne, ze wszystko w nadmiarze, gdyz jest ich pelno w zyciu wszystkich obywateli, bez wzgledu na wyznanie, za duzo, choc ich rola jest siedziec w kosciele, odprawiac te swoje gusla nabozenstwami zwane, a nie mieszac sie do wszystkich i wszystkiego.
   Reasumujac, wierzyc sobie mozna w boga i wszystkie jego nieudowodnione cuda, podobnie w swietego Mikolaja, wrozki, elfy krasnoludki i trolle, choc te internetowe istnieja naprawde. Natomiast kosciol i kler mozna akceptowac albo nie, poddawac sie ich indoktrynacji, manipulacji i nachalnej propagandzie. Niedawno uslyszalam ciekawostke, ktorej autorem byl nie kto inny jak wlasnie ksiadz katolicki z Polski. Otoz zdradzil on, czego ich ucza w seminariach, a co ja juz od dawna intuicyjnie wyczuwalam i podkreslalam, ze we wczesniejszych relacjach z przedstawicielami kleru (teraz juz nie mam z nimi do czynienia, choc wystarczy mi widziec czasem ich wystepy w mediach) mialam nieodparte wrazenie, ze kazdy klecha traktuje mnie jak niespelna rozumu idiotke, istote totalnie bezmyslna, z gory i z takim poblazaniem. Wielu parafian tego zupelnie nie wychwytuje, poddaja sie tej zawoalowanej pogardzie, bo sa do niej praktycznie od urodzenia przyzwyczajeni. Wspomniany ksiadz wyjawil mianowicie, ze seminaria ucza klerykow wlasnie tego myslenia za parafian, wskazywania im drogi, jaka kosciol dla nich przewidzial, bez zbaczania z niej ani o milimetr. To trwa nadal, czego dowodem moze byc straszenie dzieci pieklem, niedopuszczeniem do bierzmowania, koniecznoscia spowiadania sie z udzialu w Halloween albo za lekture Harrego Pottera. O ile ludzie ze wsi i malych miasteczek, niespecjalnie wyksztalceni, za to mocno pobozni, jeszcze sie na to lapia, tak znakomita wiekszosc ludzi wyksztalconych, majacych za sprawa internetu dostep do prawdy, wymyka sie klechom z chciwych lap, szczegolnie ludzie mlodzi. Co dla kleru jeszcze gorsze, nie wystarczy tylko przestac chodzic do kosciola i dawac na tace, olac sakramenty i cala te koscielna hipokryzje, coraz wiecej ludzi idzie dalej w odlaczaniu sie od kosciola, od tej chciwej hydry i, wbrew szykanom i utrudnieniom, chca dokonac oficjalnego aktu apostazji, zeby te falszywe koscielne statystyki informujace o ponad 95% ochrzczonych katolikow w Polsce, przestaly wygladac pieknie, a zaczely sie zgadzac z rzeczywistoscia.
   Juz coraz wiecej rodzicow nie idzie droga "ochrzcze, a jak bedzie dorosly, to sam zadecyduje", wybierajac droge "nie ochrzcze, a jesli jako dorosly zechce zostac ochrzczony, bedzie to jego decyzja". Coraz wiecej ludzi chce byc grzebanych bez udzialu ksiedza, zwlaszcza ze swieccy mistrzowie ceremonii nie tylko odprawiaja ja z wiekszym pietyzmem i szacunkiem dla zmarlego, ale sa znacznie tansi. Jeszcze wiec takie jedraszewskie (to nie nazwisko, a okreslenie grupy niereformowalnych klechow) dziamgaja arogancko i strasza, jeszcze rydzyki wyszarpuja ostatnie wdowie grosze, opowiadajac przy tym basnie o duszyczkach uwiezionych w kondomach, ale coraz mniej wiernych poddaje sie tej indoktrynacji, coraz mniej w nia wierzy, zwazywszy na rozpustne zycie, jakie prowadza sami ksieza. Czesc odrobine madrzejszych i bardziej pokornych klechow wystosowala juz petycje z wnioskiem o opamietanie. Widac utargi z tacy na tyle sie zmniejszyly, ze uznali, iz okazanie pokory nie zaszkodzi, a moze pomoc w interesach.
   Kler na swojej pysze moze mocno i bolesnie sie poslizgnac, gdyz wedle przyslowia, kroczy ona przed upadkiem.
   Idzcie w pokoju! Amen

07 listopada 2025

Jak ratowalam...

    ... innych, a sama padlam ofiara.
   Ktoregos dnia dzwoni P. i grobowym glosem pyta, czy moze wpasc, bo ma problem. Ale nie chce powiedziec jaki, a ja mam bujna wyobraznie, wiec zaraz popadlam w domysly, a co jeden to bardziej przerazajacy. Czemu sie jednak dziwic, mial facet w zyciu pod gorke, ta Kargulowa (jak ja nazywamy, zeby nie musiec wymieniac jej imienia i ma to swoj powod, ale za dlugo by pisac) przez wiele lat zatruwala mu krew, mimo ze to ona go zdradzila i porzucila rodzine. Co tu duzo mowic, jej wlasny syn Gucio nie chce miec z ta kobieta nic wspolnego ani do czynienia, bo i z nim pogrywala. No niewazne. Po tym napadzie na Gucia chlopak nadal jest pod opieka psychiatryczna, jest wprawdzie lepiej, ale nigdy pewnie juz nie bedzie jak wczesniej. Pod koniec roku przeprowadzaja sie do innego mieszkania, ktore dotad komus wynajmowali, a to, w ktorym mieszkaja, w dzielnicy, gdzie doszlo do napadu, bedzie teraz wynajmowane innym lokatorom. Dzieci P. sa w wieku nastoletnim, a to tez stres, bo nigdy nie wiadomo, co ktoremu do glowy przyjdzie. No ale nie dopytywalam sie, tylko czekajac denerwowalam.
   Problemem byly male biale gasieniczki, ktore pojawily sie u niego w kuchni na suficie. No coz, od razu wiedzialam, o co kaman, bo jeszcze na starym mieszkaniu kupilam karme dla chomika z zywa zawartoscia, ktora rozlazla mi sie po spizarce, czego efektem byla koniecznosc wyrzucenia wszystkich zapasow, dokladnego wyszorowania szafki octem i zakupu szczelnych pojemnikow, ktore opra sie molom spozywczym i to zarowno uniemozliwiajac im wejscie do ich srodka, jak i wydostanie sie na zewnatrz, gdybym znow przyniosla je ze sklepu. 
   Udzielilam wiec madrej porady, nakazalam wyrzucenie wszystkich produktow, jakie tam w domu trzymaja, a jest ich w tym meskim gospodarstwie niewiele, bo glownie jadaja w kantynie, a tylko czasem Guciowi wpadnie do glowy cos upichcic, glownie, kiedy jego siostra jest z wizyta. Byla wiec maka, cukier, müsli, zadnych kasz, makaronow i innych podobnych. Okazalo sie, ze skazona molami spozywczymi byla maka. Poradzilam wyrzucic wszystko, szafki wymyc woda z octem i kupic szczelne pojemniki, do ktorych wkladac produkty lubiane przez mole, od razu po przyjsciu z zakupow. Tak zrobil, porozkladal dodatkowo lawende i sprawa przycichla.
   Kilka dni po tym chcialam dodac do ciasta orzechy wloskie, siegam po szklany pojemnik, w ktorym byly juz obrane orzechy, a tam wszystko sie rusza, pelna hodowla, dorosle osobniki, larwy i jaja, a wszystko w malowniczej pajeczynie. Pojemnik stal z tylu, wiec wczesniej nic nie zauwazylam. Wyslalam slubnego, zeby wyrzucil zawartosc, dobrze wytarl pojemnik i przyniosl go z powrotem, bo szkoda byloby wyrzucac tak szczelne naczynie, ktore nie dopuscilo do rozprzestrzenienia sie szkodnikow na inne zapasy, ktore wprawdzie tez wszystkie sa w szczelnych pojemnikach, ale kto wie. Przy okazji, zeby miec pewnosc, ze jednak cos gdzies sie nie przedostalo, dokladnie wymylam spizarke i inne szafki woda z octem, sprawdzajac stan wszystkich produktow, ale ani w szafkach, ani w pojemnikach nie bylo sladu po molach. A przy okazji mam pomyte w srodku szafki kuchenne. 

05 listopada 2025

Niech mnie ktos oswieci

    W ostatnich dniach pazdziernika bylam z Toyka na spacerze. Juz kiedys o tym pisalam, ze Niemcy (bo nie wiem, jak jest w innych krajach unii) przestaly byc zywieniowo samowystarczalne. Kiedy chodzilam na spacery z Fuslem w latach 90-tych, obserwowalam, co tam rosnie na polach. Roslo wszystko to, co znalam z Polski, ziemniaki, roznorodne zboza, kapusta, buraki cukrowe i rzadziej kukurydza i rzepak. Teraz to wszystko poznikalo, wszedzie rosliny na olej techniczny, glownie kukurydza, choc trafia sie rzepak. Jak grzyby po deszczu rosna wokolo biogazownie  (niestety nie ma po polsku, ale ponizej tlumaczenie).
   Biogazownia produkuje biogaz poprzez fermentację biomasy. Biogazownie rolnicze zazwyczaj wykorzystują jako substrat odchody zwierzęce (gnojowicę, obornik) oraz rośliny energetyczne. Gazownie nierolnicze wykorzystują odpady organiczne pochodzące z pojemników na odpady lub produkty uboczne produkcji żywności. Produktem ubocznym jest nawóz zwany pofermentem, który jest następnie poddawany recyklingowi poprzez kompostowanie (kaskadowe wykorzystanie). W większości biogazowni powstały gaz jest wykorzystywany na miejscu w jednostce kogeneracyjnej (CHP) do wytwarzania energii elektrycznej i ciepła. Inne biogazownie przetwarzają gaz na biometan, który następnie trafia do sieci gazu ziemnego.
   No i teraz, gdzie nie spojrzec, tam kukurydza. Tym razem jednak zastanowilo mnie, dlaczego pod koniec pazdziernika nie zostala ona jeszcze sprzatnieta z pola, skoro w poprzednich latach o tej porze dawno juz bylo po kukurydzianych zniwach. Kukurydza wyschla juz na wiór, pozólkla, i to mimo obfitych opadow.




   Po horyzont tej kukurydzy, naprawde wiele hektarow. Zastanawia mnie, czy powoli i to zboze przestaje sie oplacac czy jak? Czasem nie moge pojac tej polityki. Importowalismy zboza z Ukrainy, wybuchla wojna, dostawy sie skonczyly, trzeba bylo karkolomnie kombinowac. Podobnie bylo z przenoszeniem produkcji roznych podzespolow, ale takze lekow, do Chin. Wybuchla pandemia i dostawy sie skonczyly jak nozem ucial, zaklady produkcyjne stanely, apteki mialy puste polki. Pelna zaleznosc od panstw zewnetrznych. Tu nic sie nie oplaca, rolnicy cienko przeda, czesto musza sprzedawac produkty ponizej kosztow produkcji. Winny import spoza Niemiec. 
   Ciekawa jestem, czy i kiedy w koncu skosza te kukurydze.
 

Swiat oszalal! cz.3

     Politycy - wybierani przez narod przedstawiciele majacy reprezentowac interesy wlasnych wyborcow i panstwa. W teorii, bo w praktyce prz...