To nie jest tak, ze nie cieszylam sie na powrot do domu. Na pewno bedzie mi brakowalo tych dwoch szkrabow, szczegolnie Juniora, z ktorym nawiazalismy fajny kontakt, to przekochany dzieciak. Zoska wiadomo, zadowolona kiedy ma pelen brzuszek, ale na razie bardzo jej wszystko jedno, kto ja karmi czy przewija. Kruchutkie to stworzonko, az sama sie sobie dziwie, ze nie balam sie jej dotknac, podnosic, przebierac i przewijac, wszak po raz ostatni robilam to dosc dawno. Jednak przy wszystkich wygodach w domu ziecia, bylam nie u siebie. Wszedzie dobrze, wiadomo. P. przyjechal ze swoja corka, zjedlismy obiad, byla kawa, ciasto, no i trzeba bylo sie zaczac ewakuowac, zeby jeszcze zdazyc na koncowke urodzin slubnego.
Jako ze wiezlismy sporo kartonow dla najstarszej, zadzwonilam do slubnego z pytaniem, gdzie stoi nasze auto, zeby zatrzymac sie obok i szybko przeladowac wszystko, a nie wnosic najpierw do domu, skad trzeba by bylo zanosic znow do auta. Mieszkamy tu juz 14 lat, a ten moj nie zna do konca nazw okolicznych ulic, ale jakos znalezlismy i zaparkowalismy jedno miejsce dalej, bo tuz przy naszym nie bylo nic wolnego. P. wysiadl otwierac bagaznik, ja chcialam pojsc otworzyc nasz, kiedy zobaczylismy, ze slubny popyla do auta, jeszcze P. sie ucieszyl, ze chce nam pomoc w przeladunku. Tymczasem on nas nie tylko nie zauwazyl, ale wsiadl do auta i stamtad odjechal. Tak, dobrze czytacie - odjechal, a my jak te glupki stalismy tam nie wiedzac, o co chodzi. Nawet myslelismy, ze chce zawracac i podjechac, bo za nami bylo jedno miejsce wolne. A ten skrecil za rog i tyle go widzieli. Przeciez ja nawet nie prosilam go, zeby wychodzil, mialam przy sobie kluczyki od auta. Stoimy tam i czekamy, jego nie ma. Zadzwonilam wiec, juz nakrecona na 180 i grzecznie zapytalam, czy go pojebalo, ze nam sprzed nosa odjechal i rownie grzecznie poprosilam, zeby wrocil, zanim go zabije na smierc. Wrocil, tlumaczac, ze zwolnilo sie miejsce pod domem, to chcial przeparkowac. Przeciez ja go tylko zapytalam, gdzie stoi auto i nie prosilam ani o pomoc, ani o przeparkowanie, ani o nic innego.
No nic, poszlismy do domu, slubny zapytal gosci czego sie napija i wystawil DWA talerzyki, zeby poczestowac ich tortem. Bylo nas troje. Zrobilam sobie herbate, a tort bedzie mogl zjadac sam, bo nie tkne go na pewno. Cisnienie mi sukcesywnie roslo, kiedy sie rozejrzalam, wszedzie kurz, a ten do mnie, ze wlasnie rano dokladnie sprzatal. Cisnienie mialam w gornej strefie stanow wysokich. Goscie w koncu poszli, ja zaczelam sprzatac kuchnie, pokazujac slubnemu, jak to dokladnie posprzatal, jednoczesnie rozpakowywalam walizy, bo minely czasy, kiedy moglam je zadolowac w goscinnym i spokojnie przez tydzien rozpakowywac.
Przy okazji porzadkow w kuchni znalazlam plik urzedowej korespondencji, NIE OTWARTEJ, a bo "co tam moze byc waznego". Otwieralam wiec, a cisnienie dalej mi roslo, czulam sie jak w stanie przedzawalowo-przedwylewowym, bo znajdowalam kolejne rachunki, ktorych termin zaplaty dawno juz minal. Ciekawe, ile nam kar nalicza za te spoznienia. Myslalam naiwnie, ze moje cisnienie osiagnelo juz apogeum i wyzsze byc nie moze, ale przebilo sufit, kiedy musialam wyrzucic trzy doniczki ze zmarnowanymi roslinami, a czwarta probuje uratowac, choc wyglada na bardzo martwa. Myslicie, ze to koniec? NIE!
Bo strzelali petardami i slubny, zamiast zadzwonic do mnie i spytac, czy i gdzie sa tabletki uspokajajace dla Toyi, pojechal z nia do weterynarza i zaplacil jak za zboze za te kontrowersyjna masc Sedalin, o ktorej czytalam, ze nie jest godna polecenia, co wprawdzie dementuja weterynarze, ale jesli nie mam stuprocentowej pewnosci, ze lek jest bezpieczny, to nie bede eksperymentowala na wlasnym psie. A skoro weterynarze ten specyfik sprzedaja, to z pewnoscia dementowanie jego szkodliwosci lezy w ich interesie. Zawsze podawalam Toyce tabletki doktora Bacha albo ja wiazalam szalikiem. Nawet nie wiem, ile pieniedzy wyrzucil przez okno, zamiast po prostu do mnie zadzwonic. Jezeli myslicie, ze to juz koniec, to nadal jestescie w mylnym bledzie. Moje cisnienie przebilo sufit, bez mala jak granatnik komendanta gównego (nie poprawiac!) policji w Polsce. Nasza spoldzielnia przyslala szacunkowe wyliczenie czynszu od poczatku przyszlego roku, bedziemy placic kolejne 60 euro wiecej, a nie tak dawno podniesiono nam czynsz o 50. W ciagu kilku miesiecy nasz czynsz wzrosl o 110 euro. Za te nore placimy wiec teraz tyle, co placilismy wczesniej za poprzednie 90-metrowe mieszkanie z dwoma balkonami.
Szczerze? Zyc mi sie nie chce. Matka skwitowala, ze beze mnie zylo im sie lepiej i spokojniej. No ja mysle! Nie musieli placic rachunkow, nikt nie wymagal opieki nad kwiatkami, a mieszkanie sprzatalo sie samo. Oboje niedowidza, wiec kurzu nie bylo. Piekna perspektywa na nadchodzacy rok i wszystkie nastepne, o ile dozyje, mam nadzieje, ze nie.