Translate

13 stycznia 2023

Milczenie jest zlotem

  "Lepiej milczeć i sprawiać wrażenie idioty, niż odezwać się rozwiewając wszelką wątpliwośc".  
Waldemar Łysiak 
 
 
  No coz, o ile swiat bylby lepszy, gdyby ludzie zechcieli stosowac sie do porad madrzejszych od siebie, ale wlasnie idioci maja to do siebie, ze niespecjalnie zdaja sobie sprawe z tego, ze sa idiotami. Tak ma wielu politykow wiadomej partii, niektorzy nawet z tytulami doktorskimi czy profesorskimi.  Wprawdzie to ostatnie nie odezwalo sie, za to praktykuje od jakiegos czasu komentowanie zdarzen wszelkich pismem obrazkowym, ktore nielatwo rozszyfrowac i pojac, co autorka miala na mysli:
 
Czasem cos napisze, ale i z tym nie lepiej, czepia sie np. Jeggera, czy poszedl sie wyspowiadac przed swietami, jakby to mial byc jakis obolwiazek nawet dla ateistow, ktorzy grzecznie na wlasnym profilu skladaja zyczenia Merry Christmas. Krycha pyta inteligentnie, czy Jegger wierzy w Christmasa. Gdyby trzymala twarz zamknieta, tylko by glupio wygladala, zrac podczas obrad sejmu, a tak kazdym wpisem daje swiadectwo, ze jest niespelna rozumu.
Ostatnio nawet sam szef tej bandy przestepcow i zlodziei zaczyna gadac od rzeczy, mylic miasta, fakty i popisujac sie nieznajomoscia jezykow obcych, polskiego zreszta tez, i zwrotow rodem ze slownika wyrazow obcych. On tez juz dawno powinien zamilknac, ale nie, gada te kocopoly bez konca.
Ale wszystkich przebija Henio Sussex, temu sie dopiero jezor rozwiazal. O ile jeszcze na poczatku mozna bylo probowac zrozumiec, dlaczego defekuje we wlasne gniazdo, tak teraz widac jak na dloni, ze czyni to li wylacznie zeby dostac gruba kase od amerykanskich brukowcow. A to odmraza sobie czlonka, a to ma spotkania ze zmarla matka pod postacia lamparta, a to grzebie poroniony plod gdzies pod drzewem, z lubocia wspomina utrate dziewictwa, obarcza wina brata i bratowa za przebranie sie w kostium nazisty, gryzie na oslep, a jego "wspomnienia" i pretensje do calego swiata sa coraz barwniejsze i mniej prawdopodobne. Poki czesciej trzymal usta zamkniete, budzil nawet sympatie i wspolczucie, teraz juz tylko denerwuje.
Tak wiec lepiej przeczytac uwaznie maksyme Lysiaka, przemyslec ja sobie i w przyszlosci mniej mowic/pisac, a wiecej milczec. Zdrowiej dla wszystkich.
 
 

11 stycznia 2023

Mieszanka nie wedlowska

 Wazne ogloszenie parafialne!!!
 
Nieszczesna paczka wyslana po raz czwarty DHLem dotarla do celu, ktorym tym razem byla mama adresatki. Nie spuszczalam jej z oka, przez caly czas sledzilam w internecie, co sie z nia dzieje i gdzie sie aktualnie znajduje. Miala niewielki przestoj w Centrum Przesylek, juz w Polsce, gdzie trafila 5 stycznia wieczorem, bo przydarzyl jej sie dlugi weekend, ale juz w poniedzialek 9 stycznia internety zawiadomily mnie, ze paczka zostala szczesliwie dostarczona adresatowi. Dla pewnosci jeszcze zadzwonilam, a adresatka potwierdzila. Odtanczylam taniec zwyciestwa, odpalilam fanfary na czesc i przysieglam sobie solennie NIGDY W ZYCIU WIECEJ NIE KORZYSTAC Z USLUG TEJ PRZEKLETEJ FIRMY KURIERSKIEJ. NEVER !!! 
Po roznych katastrofach lotniczych krazylo swego czasu powiedzonko "Fly or not, but never by LOT", teraz moglabym cos podobnego puscic w obieg, jesli chodzi o nadawanie przesylek, szczegolnie zagranicznych: "Wszystko, tylko nie DHL".
 
Tell me, why I don´t like Mondays. No nie lubie, bo to wujowy dzien tygodnia, poczatek tygodniowej orki, a w ten wlasnie poniedzialek, 9 stycznia, przydarzylo sie znow cos paskudnego na naszej siódemce, wiec droga do roboty byla dosc trudna. Slowem wyjasnienia, niedaleko nas przebiega autostrada A7, zwana siódemka, a ze jest to chyba najbardziej uzywana autostrada w Europie, bo prowadzi od republik baltyckich po Portugalie i tranzyt przez Niemcy odbywa sie wlasnie tedy. Nie musze wspominac, ze nie wszystkie panstwa unii maja dobre szkoly jazdy, wiec co i rusz zdarzaja sie jakies wypadki, mniej lub bardziej dramatyczne. Praktycznie nie ma dnia, zeby w radiu nie nadawano komunikatow o czesciowych ograniczeniach lub wrecz zamknieciu jakiegos odcinka w naszym sasiedztwie tej nieszczesnej siódemki. Czasem odbywa sie bardziej spektakularnie, kiedy rozlala sie zawartosc cysterny z trucizna na szczury, a dodatkowo spadl deszcz, ktory nie tylko nie splukal owej trucizny, ale jeszcze wszedl z nia w reakcje. Wtedy jezdzila policja i ostrzegala, zeby nie otwierac okien, ani nie wychodzic, bo skazenie i zagrozenie dla zdrowia. Na siódemce trzeba bylo zrywac asfalt, tak sie wszystko wzarlo. W poniedzialek natomiast, juz w nocy z niedzieli, jakas ciezarowka gubila blizej nieokreslona substancje chemiczna, ktora byla ekstremalnie sliska. Trzeba bylo zamknac siódemke na odcinku 50 kilometrow, od Northeim prawie po Kassel. Juz w nocy rozpoczeto usuwanie tych niebezpiecznych chemikaliow, a w radiu od rana ostrzegano, zeby omijac ten odcinek szerokim lukiem. A byl to pierwszy dzien szkoly po feriach swiatecznych, jednoczesnie pierwszy dzien pracy dla rodzicow, wiec ruch zwiekszony, a wiele osob mieszka gdzies poza, ale pracuje w moim miescie, dojezdzajac do niego wlasnie tedy. Objazd byl B3, ktora w trymiga zatkala sie nadmiarem pojazdow, a ktorej przedluzeniem jest ulica, przy ktorej stoi ten nowy budynek naszej spoldzielni i ktora ja jezdze do pracy. Nie chcielibyscie slyszec, co ja wygadywalam w samochodzie i cale szczescie, ze nikt mnie nie slyszal, tylko ja sama. Wqrw moj byl gigantyczny i tylko mam nadzieje, ze znajda te mende z dziurawa cysterna, ktora przyczynila sie do mojego stresu. Takie to wlasnie przygody miewamy z siódemka.
P.S. (wtorek wieczorem) Jezdnia nadal jest nieprzejezdna, okazalo sie bowiem, ze ta sliska substancja to nic innego jak parafina. Od poniedzialku zatem jezdza samochody czyszczace po tym 50-kilometrowym odcinku i usiluja pozbyc sie owej parafiny z asfaltu. Nie pomagaja ostre szczotki ani inne wynalazki, jedynym ratunkiem jest goraca woda. To teraz sobie wyobrazcie, ile tej goracej wody musi byc zwiezione i wypuszczone na trzy pasy ruchu, zeby zaraz potem wyczyscily resztki te ostre szczotki. To jakbyscie wylali stearyne ze swiecy na dywan, mozna sie jej pozbyc po wielokrotnym dotykaniu zelazkiem przez chlonny recznik papierowy z rolki. Tutaj jest to samo, ale na odcinku 50 kilometrow. Na objazdowej B3 odbywaja sie sceny dantejskie, korki ponad godzinne, wielokilometrowe, w miescie tez jakby wiecej ciezarowek, choc juz nie tyle, co w poniedzialek.Ciekawa jestem, kiedy uda im sie przywrocic autostrade do uzytku.

09 stycznia 2023

Nowa miotla

 Nie wiem, co sie odwala w tym Polsacie, odkad nastal tam jasnie panujacy Miszczak, ale mam wrazenie, ze zaczyna rujnowac to, co do tej pory chodzilo jak w zegarku. Zeby sie wykazac? Zapomnial widac o madrej maksymie, ze lepsze jest wrogiem dobrego. Dokladnie to sie stalo w kurwizji, kiedy pisoszef zrujnowal personalnymi roszadami ciekawy program "Jaka to melodia". To cos, co zastapilo Janowskiego, nawet nie pamietam nazwiska, jest nie do strawienia, a wiec ogladalnosc poszybowala w przepasc. Podobnie dzieje sie z programem "Twoja twarz brzmi znajomo", juz wyleciala z niego Skrzynecka, teraz na znak solidarnosci odszedl Gasowski. I zeby byla jasnosc, ja osobiscie tych dwojga nie trawilam, jej za wyglad, brak gustu, przemadrzalstwo i proby bycia tequilla (jest taki dowcip, nie mozesz sie wszystkim podobac, w koncu nie jestes tequilla - czy cos w ten desen), ale w tym  akurat programie Skrzynecka sie sprawdzala. Za Gasowskim tez nie przepadam, ale prowadzil program dobrze, byl jego twarza i nie wiem, czy po tych zmianach bede chciala jeszcze to ogladac. 
Do tej pory lubilam Miszczaka, jak wiesc niosla, byl dobrym szefem, prowadzil TVN na wysokim poziomie i ogolnie opinia o nim byla bardzo pozytywna. Tymczasem po przejsciu do Polsatu zaczal pokazywac swoja zla strone. Jesli mu sie wydaje, ze zrobi tam drugi TVN, to chyba nie docenia Solorza, ktory dosc dawno juz zaprzedal sie pisowi i mocno skrecil ze swoja stacja na prawo. Bede sie przygladac, ale na razie juz mi sie nowe reformy nie podobaja.
Kiedys podczas skakania pilotem po programach wpadl mi w oko jakis taki wyjatkowo glupi program, w ktorym bardzo bogaci zamieniali sie na kilka dni miejscami z bardzo biednymi. Biedna rodzina przenosila sie do wypasionej willi, dostawala do dyspozycji tyle kasy, ile bogaci wydawali czy tam mieli do dyspozycji na tydzien. I odwrotnie, bogaci przenosili sie do jakiejs zaplesnialej nory i dostawali jakies marne grosze, za ktore musieli przezyc okres pomieszkiwania u biednych.  Szczerze mowiac, nie wiem, czemu maja sluzyc takie podmianki, moze tym bogatym uzmyslowia, jakie maja szczescie w zyciu i pokazac, z czym musza sie zmagac beneficjenci zasilkow lub zarabiajacy najnizsza krajowa. Co jednak zwrocilo moja uwage, im ktos biedniejszy, tym zawzieciej sie rozmnaza. Czyzby to jedno wychodzilo im w zyciu? Parzyc sie na potege i rodzic kolejnych odbiorcow pincetplusow? Czy ci ludzie nie maja rozumu i w dobie internetow sa na tyle nie wyedukowani, ze bardziej im sie oplaca inwestowac w kolejne dziecko niz w skuteczny srodek antykoncepcyjny? Czy tez maja mozgi na tyle oczadziale kadzidlem, ze wierza w slogan, ze skoro pan daje dzieci, to da i na dzieci? A panu ani w glowie utrzymywac zgraje darmozjadow, pan wola jeszcze o datki za chrzest i dalsze sakramenty. Taki to ten pan.

07 stycznia 2023

Jestem na czarnej liscie

 ... pewnej firmy kurierskiej, dzialajacej rowniez w Polsce. Tylko w ubieglym roku ukradziono mi dwie paczki. Jedna z lekarstwami wyslal slubny, kiedy moj pobyt u mamy przedluzyl sie poza zaplanowane przeze mnie dwa tygodnie i grozilo mi pozostanie bez lekarstw na cisnienie. Slubny musial jeszcze raz brac recepte od lekarki rodzinnej i drugi raz wyslal przez kierowce autobusu. Nie ryzykowal ponownie przez DHL.
Kolejna paczka, tym razem ze slodyczami dla dzieciakow osoby, ktora opiekuje sie grobem ojca, zniknela jak sen zloty. Ale ja jestem uparta, ponownie zrobilam zakupy, spakowalam do nowej paczki i wyslalam. Wrocila z powrotem do Niemiec i jeszcze musialam uiscic oplate, zeby mi ja oddali, bo w przeciwnym razie grozilo jej komisyjne zniszczenie. No wkurzylam sie i tym razem ruszylam na boj z firma kurierska, bo zaczelo mi sie ulewac. Tamtej pierwszej ukradzionej paczki nie moglam reklamowac, bo wywalilam kwitek z jej numerem, ale drugi kwitek juz sobie zadolowalam, jakbym przeczuwala nieszczescie. Kobieta, z ktora rozmawialam przez telefon, meldujac reklamacje, obiecywala wprawdzie zwrot za wysylke paczki i jej odbior, ale kiedy formalnie mailowo pisalam reklamacje, probowano mnie wytriksowac, ze niby adresat odmowil przyjecia paczki, bo tak napisal polski kurier. Spytalam tylko, na jakiej podstawie wierza nieuczciwemu kurierowi, a nie mnie i adresatowi, ktorego dzieci na te paczke czekaly. Dostalam zwrot.
Chcialam jednak, zeby dzieciaki mogly sie cieszyc slodyczami, wiec wyslalam paczke ponownie, ale trzy dni pozniej pojechalam do corki. Stamtad dopytywalam adresatke, czy paczka dotarla, a kiedy zaprzeczyla, juz domyslalam sie, ze albo znow jakas franca ja ukradla, albo nieuczciwemu kurierowi nie chcialo sie podjechac pod wskazany adres i latwiej mu bylo klamliwie napisac, ze costam-costam i odeslac z powrotem do mnie. Dodac musze, ze obydwa razy adresaci byli powiadomieni o wyslaniu przeze mnie paczek, jedynie pierwsza miala byc niespodzianka. Mam nadzieje, ze zlodziejowi stana w gardle te kradzione czekoladki i inne lakocie oraz moj autorski kalendarz, ktory dolozylam jako prezent. Paczka oczywiscie wrocila 30 grudnia, odebralam ja w sylwestra i rutynowo juz zlozylam reklamacje, pytajac przy okazji, czy nie znalazlam sie przypadkiem na ich czarnej liscie, bo po raz trzeci wyslana paczka dwa razy wracala, a raz zniknela. Osoba, z ktora rozmawialam przez telefon, probowala tlumaczyc, ze nie bardzo maja wplyw na DHL Polska, na co ja, ze powinni staranniej dobierac pracownikow i ze rozumiem okoloswiateczny chaos kurierski i ze roboty po kokarde, ale tak byc nie moze, zeby paczki ginely albo byly odsylane z klamliwym wyjasnieniem, ze adresat odmowil lub w drugim przypadku po prostu, ze nikogo nie zastali w domu (wedlug raportu, ktory sobie dokladnie przejrzalam, o godz. 21 z minutami) i ze zostawili awizo (klamstwo!). 
Nadal czekam na zwrot pieniedzy za usluge, ktorej nie wykonano, a w miedzyczasie wyslalam paczke po raz kolejny, tym razem jednak na adres mamy mojej adresatki, emerytki, ktora na pewno siedzi w domu, dodatkowo jeszcze pod adresem napisalam jej numer telefonu, a jako nadawce podalam moja mame, bo mnie moze sobie juz zanotowali, ze namolna i awanturujaca sie. Tym razem jest to ostatni raz, jesli paczka wroci albo znow "zaginie", dam sobie spokoj.

05 stycznia 2023

Nie lubie podsumowan

 Jaki byl ten odeszly rok dla mnie?  Trudny, zarowno pod wzgledem wydarzen, jak i zdrowotnie. Byl sylwester, my jak zwykle ledwie dalismy rade we dwojke malej buteleczce piccolo wina musujacego i kiedy skladalismy sobie zyczenia, patrzylismy dosc optymistycznie w przyszlosc. Tamczasem juz w polowie stycznia musialam przearanzowac swoje zycie, postawic je na glowie, porzucic i na dwa miesiace wyjechac, zeby opiekowac sie nielatwa pacjentka, jaka jest moja matka. Przy czym sama niedomagalam zdrowotnie, ze nie wspomne o deficytach finansowych, bo musialam brac urlop bezplatny. Przeszlam covid, ogolnie nie bylo latwo, co odbilo sie niestety na moim zdrowiu psychicznym.
W miedzyczasie, kiedy zalatwialam tysiace spraw urzedowych zwiazanych z przeprowadzka mamy do Niemiec i organizacja samej przeprowadzki, wybuchla wojna na Ukrainie i od tego dnia zmienilo sie wszystko, bo tym razem wojna byla tak blisko, a uchodzcy wojenni wrecz zalali Polske. Spoleczenstwo celujaco zdalo egzamin z czlowieczenstwa, ja jednak w tym czasie zylam jakby za mleczna szyba, w jakims rownoleglym swiecie, nie bardzo mialam kontakt z rzeczywistoscia, bo glowe zajeta mialam czyms innym. Po powrocie do domu zalatwiania bylo jeszcze wiecej, biurokracje kwitnie, a poza tym wizyty u roznych specjalistow, dobieranie lekarstw, rehabilitacje itp. 
Bylam coraz bardziej zmeczona i przybita, co natychmiast odbijalo sie na moim zdrowiu i psychice, bo matka nie nalezy do osob latwych, a jednoczesnie u meza pokazaly sie pierwsze symptomy demencji, a to jest jeszcze trudniejszy przypadek niz z moja matka. A ja ze wszystkim zostalam sama i coraz ciezej znosic mi przeciwnosci.
Jedynym pozytywnym wydarzeniem byly narodziny mojej czwartej wnuczki i moj pobyt u corki, choc roboty bylo wiecej niz w domu i w pracy razem wzietych. Jednak psychika siada mi coraz bardziej. Galopujaca drozyzna, podwyzki czynszu, pradu, paliw, artykulow spozywczych i innych pierwszej potrzeby, sukcesywne ubozenie i strach, jak damy sobie rade. Strach tym wiekszy, ze nie da sie przewidziec konca tej spirali podwyzek cen doslownie wszystkiego.
Dlatego moze odbieralam jak zwykle szyderstwo zyczenia noworoczne, a juz najgorsze byly te gotowce wklejane seryjnie, jakby nie mozna bylo samemu zredagowac kilku slow. Niby szczegol, ale wielce denerwujacy.
Nowy rok zaczynam w pelni zalamana, z placzem i czarnymi myslami, zdarza mi sie to po raz pierwszy w zyciu, bo choc nigdy zadne zyczenia sie nie spelnily, z wieksza nadzieja zaczynalam poprzednie lata.

03 stycznia 2023

Wetzlar

 Ktoregos dnia pojechalismy do Wetzlar, miasta, gdzie urodzil sie i dorastal ziec. Troche danych o tym okolo 50-tysiecznym miescie macie pod linkiem, ja dodam, ze lezy ono nad ta sama rzeka co Limburg, czyli Lahn. Rzeka w miescie tworzy malownicze zakola, rozdziela sie na kanaly, ktore potem znow lacza sie z glownym korytem i to ratuje wyglad tego miasta, bo poza tym tylka nie urywa. Starowka taka sobie, reszta miasta taka sobie, ale to moje subiektywne odczucie. W jednym przypomina mi troche Limburg - nie tylko ta sama rzeka, ale podobny kamienny most i katedra w tle. Posluze sie zdjeciami z internetu.

Wetzlar (autor)
Limburg (autora nie znalazlam, ze strony)
 
A teraz moje zdjecia. Mamy koniec grudnia, a do Wetzlar zajechalismy troche po poludniu, wiec szybko zaczelo robic sie ciemno. Nie mialam tez aparatu, bo zdjecia o zmroku musialabym robic na statywie, a na to nie bylo czasu. I tak wszystko krecilo sie wokolo dzieci, ich karmienia i przewijania, wiec zwiedzanie bylo po lebkach, zwlaszcza, ze mielismy w planie wpasc do zieciowych rodzicow, zeby pokazac nowy narybek.
 























 Nad miastem goruje katedra (niestety nie ma po polsku, mozecie jedynie wrzucic na tlumacza guglowskiego, ale przede wszystkim sa tam zdjecia z wnetrza). Z przyczyn wiadomych i oczywistych nie wchodzilismy do srodka.
 






 Wszystko pieknie, ale zwiedzanie z od czasu do czasu marudzacym narybkiem w podwojnym wozku nie nalezy do czynnosci, ktore sprawiaja jakas dzika przyjemnosc. Dobrze, ze zieciu ma w miescie wielu znajomych, to udostepniono nam w restauracji osobna salke, gdzie mozna bylo przewijac dzieci wygodnie na stole, a potem je w spokoju nakarmic i samemu cos wrzucic na zab i sie napic. Juz samo wypakowanie sie z samochodu zajelo nam w trojke sporo czasu, wiec z obawa patrze w przyszlosc, jak corka poradzi sobie z tym sama. Do zlozenia i rozlozenia tego dzieciecego pojazdu trzeba chyba miec skonczone studia. W porownaniu z ta landara, spacerowke Juniora mozna bylo "wytrzasnac" jedna reka. No coz, mam nadzieje, ze ten najtrudniejszy okres corka jakos przetrwa, a narybek rosnie, wiec z czasem bedzie latwiej, technicznie, nie wychowawczo, bo wiadomo, "male dzieci to male klopoty". 
 I to tyle jesli chodzi o zwiedzanie Wetzlar.

01 stycznia 2023

Zderzenie z rzeczywistoscia

 To nie jest tak, ze nie cieszylam sie na powrot do domu. Na pewno bedzie mi brakowalo tych dwoch szkrabow, szczegolnie Juniora, z ktorym nawiazalismy fajny kontakt, to przekochany dzieciak. Zoska wiadomo, zadowolona kiedy ma pelen brzuszek, ale na razie bardzo jej wszystko jedno, kto ja karmi czy przewija. Kruchutkie to stworzonko, az sama sie sobie dziwie, ze nie balam sie jej dotknac, podnosic, przebierac i przewijac, wszak po raz ostatni robilam to dosc dawno. Jednak przy wszystkich wygodach w domu ziecia, bylam nie u siebie. Wszedzie dobrze, wiadomo. P. przyjechal ze swoja corka, zjedlismy obiad, byla kawa, ciasto, no i trzeba bylo sie zaczac ewakuowac, zeby jeszcze zdazyc na koncowke urodzin slubnego.
Jako ze wiezlismy sporo kartonow dla najstarszej, zadzwonilam do slubnego z pytaniem, gdzie stoi nasze auto, zeby zatrzymac sie obok i szybko przeladowac wszystko, a nie wnosic najpierw do domu, skad trzeba by bylo zanosic znow do auta. Mieszkamy tu juz 14 lat, a ten moj nie zna do konca nazw okolicznych ulic, ale jakos znalezlismy i zaparkowalismy jedno miejsce dalej, bo tuz przy naszym nie bylo nic wolnego. P. wysiadl otwierac bagaznik, ja chcialam pojsc otworzyc nasz, kiedy zobaczylismy, ze slubny popyla do auta, jeszcze P. sie ucieszyl, ze chce nam pomoc w przeladunku. Tymczasem on nas nie tylko nie zauwazyl, ale wsiadl do auta i stamtad odjechal. Tak, dobrze czytacie - odjechal, a my jak te glupki stalismy tam nie wiedzac, o co chodzi. Nawet myslelismy, ze chce zawracac i podjechac, bo za nami bylo jedno miejsce wolne. A ten skrecil za rog i tyle go widzieli. Przeciez ja nawet nie prosilam go, zeby wychodzil, mialam przy sobie kluczyki od auta. Stoimy tam i czekamy, jego nie ma. Zadzwonilam wiec, juz nakrecona na 180 i grzecznie zapytalam, czy go pojebalo, ze nam sprzed nosa odjechal i rownie grzecznie poprosilam, zeby wrocil, zanim go zabije na smierc. Wrocil, tlumaczac, ze zwolnilo sie miejsce pod domem, to chcial przeparkowac. Przeciez ja go tylko zapytalam, gdzie stoi auto i nie prosilam ani o pomoc, ani o przeparkowanie, ani o nic innego. 
No nic, poszlismy do domu, slubny zapytal gosci czego sie napija i wystawil DWA talerzyki, zeby poczestowac ich tortem. Bylo nas troje. Zrobilam sobie herbate, a tort bedzie mogl zjadac sam, bo nie tkne go na pewno. Cisnienie mi sukcesywnie roslo, kiedy sie rozejrzalam, wszedzie kurz, a ten do mnie, ze wlasnie rano dokladnie sprzatal. Cisnienie mialam w gornej strefie stanow wysokich. Goscie w koncu poszli, ja zaczelam sprzatac kuchnie, pokazujac slubnemu, jak to dokladnie posprzatal, jednoczesnie rozpakowywalam walizy, bo minely czasy, kiedy moglam je zadolowac w goscinnym i spokojnie przez tydzien rozpakowywac. 
Przy okazji porzadkow w kuchni znalazlam plik urzedowej korespondencji, NIE OTWARTEJ, a bo "co tam moze byc waznego". Otwieralam wiec, a cisnienie dalej mi roslo, czulam sie jak w stanie przedzawalowo-przedwylewowym, bo znajdowalam kolejne rachunki, ktorych termin zaplaty dawno juz minal. Ciekawe, ile nam kar nalicza za te spoznienia. Myslalam naiwnie, ze moje cisnienie osiagnelo juz apogeum i wyzsze byc nie moze, ale przebilo sufit, kiedy musialam wyrzucic trzy doniczki ze zmarnowanymi roslinami, a czwarta probuje uratowac, choc wyglada na bardzo martwa. Myslicie, ze to koniec? NIE!
Bo strzelali petardami i slubny, zamiast zadzwonic do mnie i spytac, czy i gdzie sa tabletki uspokajajace dla Toyi, pojechal z nia do weterynarza i zaplacil jak za zboze za te kontrowersyjna masc Sedalin, o ktorej czytalam, ze nie jest godna polecenia, co wprawdzie dementuja weterynarze, ale jesli nie mam stuprocentowej pewnosci, ze lek jest bezpieczny, to nie bede eksperymentowala na wlasnym psie. A skoro weterynarze ten specyfik sprzedaja, to z pewnoscia dementowanie jego szkodliwosci lezy w ich interesie. Zawsze podawalam Toyce tabletki doktora Bacha albo ja wiazalam szalikiem. Nawet nie wiem, ile pieniedzy wyrzucil przez okno, zamiast po prostu do mnie zadzwonic.
Jezeli myslicie, ze to juz koniec, to nadal jestescie w mylnym bledzie. Moje cisnienie przebilo sufit, bez mala jak granatnik komendanta gównego (nie poprawiac!) policji w Polsce. Nasza spoldzielnia przyslala szacunkowe wyliczenie czynszu od poczatku przyszlego roku, bedziemy placic kolejne 60 euro wiecej, a nie tak dawno podniesiono nam czynsz o 50. W ciagu kilku miesiecy nasz czynsz wzrosl o 110 euro. Za te nore placimy wiec teraz tyle, co placilismy wczesniej za poprzednie 90-metrowe mieszkanie z dwoma balkonami. 
Szczerze? Zyc mi sie nie chce. Matka skwitowala, ze beze mnie zylo im sie lepiej i spokojniej. No ja mysle! Nie musieli placic rachunkow, nikt nie wymagal opieki nad kwiatkami, a mieszkanie sprzatalo sie samo. Oboje niedowidza, wiec kurzu nie bylo. Piekna perspektywa na nadchodzacy rok i wszystkie nastepne, o ile dozyje, mam nadzieje, ze nie.

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...