Translate

30 stycznia 2026

Swiat oszalal! cz.3

    Politycy - wybierani przez narod przedstawiciele majacy reprezentowac interesy wlasnych wyborcow i panstwa. W teorii, bo w praktyce przywodcy europejscy zdaja sie dbac bardziej o interesy obcych najezdzcow, przestepcow i oszustow, cisnac coraz mocniej wlasny narod, rujnujac gospodarke pod pretekstem dbalosci o srodowisko, niszczac przemysl i wprowadzajac sankcje za nieposluszenstwo. KE przepoczwarza sie w organ dyktatorski, stosujacy coraz wieksza kontrole, co nie dziwi, kiedy stolki pod tlustymi dupami zaczynaja sie chwiac, bo coraz wiecej obywateli dostrzega szkodliwosc i bezsens ich decyzji, ograniczenia, inwigilacje (nie, nie przyjezdnych przestepcow, ale krytycznych obywateli), wzrost nakazow i zakazow. Lokalni politycy czesciej wystepuja w interesie obcych najezdzcow niz tych, ktorzy placa im tluste diety z podatkow. W ostatnim czasie mam coraz silniejsze wrazenie, ze politycy szastaja pieniedzmi podatnikow po calym swiecie, taka "pomoc rozwojowa" oczywiscie bardzo sie chwali, pod jednym wszakze warunkiem, pierwszenstwo maja Niemcy, jako panstwo i jako narod. Jesli potrzeby panstwa i spoleczenstwa zostana zrealizowane i cos jeszcze zostanie, to mozna pomagac. Co by bylo, gdybym ja swoj zarobek w calosci przeznaczyla na wspieranie schroniska dla zwierzat? Chwalebne, tyle tylko, ze i my, i nasze futra nie mielibysmy co jesc, a spoldzielnia predzej czy pozniej wyrzucilaby nas za nieplacenie czynszu, prund tez by zabrali. Tak dzialaja politycy niemieccy, odgrywajac dla obdarowanych dobrego wujka z Ameryki, a zaniedbujac wlasne podworko. A pomoc jest chetnie przyjmowana, tyle ze nie zawsze tak spozytkowana, jak sie Niemcom wydaje, jak, nie pomne juz, w jakims afrykanskim panstwie cala suma dotacji zostala przeznaczona na zakup luksusowych limuzyn dla politykow, zamiast na rzecz spoleczenstwa. Podobnie dzieje sie na Ukrainie, kolesie Zelenskiego taczkami wywoza dolary przeznaczone na pomoc wojenna. Znaczna czesc narodu wybornie bawi sie w zimowym luksusowym kurorcie Bukovel, podczas gdy inni marzna, ale to my niby mamy im zapewniac cieplo i prad, dlaczego nie ci bogaci Ukraincy?
   No i na koniec o szalenstwie, ktore dopadlo jednego z wazniejszych politykow na swiecie. Coz, zdarza sie zwlaszcza w pewnym wieku, ale jesli przypadlosc dotknie kacyka jakiegos afrykanskiego szczepu, to najwyzej odglowi kilku innych dzikusow i bedzie spokoj, zanim reszta nie odglowi jego. Gorzej, jesli szalenstwo dotknie prezydenta znaczacego mocarstwa. Nie bede tu przedstawiala dowodow na rozwijajaca sie chorobe psychiczna, wszyscy mniej wiecej wiedza o zachowaniach godnych bachora z piaskownicy, zmianach decyzji mogacych miec wplyw na globalna sytuacje polityczna, z szybkoscia trudna do wysledzenia, przekonaniu, ze wszystko mozna kupic, propozycjach zwolania rady, gdzie "wpisowe" wynosi miliard dolarow, silnym przekonaniu o wlasnej zajebistosci, przemadrosci, sprycie, geniuszu i innych podobnie dziwnych cechach, listach z pretensjami o brak nobla i odgrazaniu sie, ze przestanie dbac o pokoj na swiecie. Dlugo by wymieniac, ale to zaczyna byc naprawde niebezpieczne, co zdazyli nawet zauwazyc czlonkowie jego wlasnej frakcji politycznej. Najgorsze, ze facet ma pod palcem czerwony guzik, ktory moze wcisnac, kiedy jego foch jeszcze bardziej eskaluje. Wszyscy inni politycy obchodza sie z nim jak ze zgnilym jajem, bo dziadek jeszcze u wladzy, ale juz nawet u siebie traci poparcie, a banka samozadowolenia, w ktorej sie znajduje, niedlugo z hukiem peknie. Apogeum byl jego chamski cynizm wobec sojuszniczych weteranow i ofiar smiertelnych  z Afganistanu, dokad udali sie z misja sojusznicza i na prosbe owczesnego prezydenta USA. Nie chodzilo wylacznie o zolnierzy polskich, Niemcy tez tam byli, w tym corka mojej znajomej, byli Brytyjczycy i wszyscy jak jeden sa oburzeni arogancka i bezwstydna wypowiedzia tego bufona. Nie daje mu szansy doczekania konca kadencji. Chociaz...
   Facet wycofal sie z inwazji na Grenlandie, bo mu zagrozono impeachmentem. Przeprosil brytyjskich zolnierzy, bo go Stramer opieprzyl bez litosci (za to samo Batyr gotow byl zrobic mu laske na kolanach). Usunal rowniez ze stanowiska Grega Bovino (szefa ICE), bo sie jednak wystraszyl wqrwu Amerykanow. Mozna? Mozna! To tyle jesli chodzi o konsekwencje dzialan tego czlowieka. Wojne na Ukrainie tez mial slonczyc nastepnego dnia po zaprzysiezeniu.
   I taki to swiat funduja nam ludzie, ktorzy steruja politykami, bo jestem przekonana, ze te wszystkie szkodliwe decyzje nie byly ich wlasnymi, a tylko realizacja dalekosieznego planu zmiany porzadku na swiecie. Chyba tylko tak mozna wytlumaczyc ten ogolnoswiatowy trend niszczenia spoleczenstw i sektora ekonomicznego.

28 stycznia 2026

Swiat oszalal! cz.2

    Tymczasem w wielu panstwach zachodnich rzadzonych przez oszalalych socjalistow czy niedouczonych zielonych (albo chrzescijanskiego demokrate zaprzedanego socjalistom) karze sie surowo wlasnych obywateli otwarcie wystepujacych przeciw utrzymywaniu bandy pasozytow, finansowaniu wojny na Ukrainie, czyli w rzeczywistosci bogaceniu sie ukrainskich bonzow, przestepczosci obcych, ich brutalnosci, bezczelnosci, poczuciu totalnej bezkarnosci, oszustwom na gigantyczna skale i utrzymywaniu z podatkow calego swiata. Dochodzi do takich absurdow, ktorych nawet satyryk by nie wymyslil, np. w GB nie wolno mowic o bekonie czy zwracac migrantowi uwagi, zeby mowil po angielsku. Albo w Niemczech, gdzie w strefach, gdzie panuje zakaz noszenia broni, sprawdzano torby niemieckich emerytek, podczas gdy wszyscy kolorowi maja po kieszeniach pochowane "motylki", siekiery, maczety czy zwykle noze kuchenne, ich sie rzadko sprawdza, bo policja nie chce zostac poczytana za rasistow. Zreszta brytyjska policja jest nawet nieuzbrojona, ze nie wspomne o braku jakichkolwiek praw do rozprawienia sie z bandziorem, tylko dlatego, ze jest czarny. 
   Waznym czynnikiem destrukcji swiata zachodniego jest powolne, ale skuteczne niszczenie przemyslu, uzaleznianie panstwa od importu i to importu doslownie wszystkiego. Pamietam podczas pandemii stanely zaklady, bo z Chin przestaly docierac podzespoly, w aptekach brakowalo lekarstw, bo sa one produkowane wlasnie w Chinach. A teraz niszczy sie rolnictwo merkosurami, importem zywnosci nie trzymajacej ani troche norm, jakie narzuca sie rodzimym rolnikom i hodowcom, nawozonym i pryskanym dawno zakazanymi w Europie srodkami. Wystarczy, ze w ktoryms z panstw w Ameryce Poludniowej, eksportujacym zywnosc do Europy, wybuchnie konflikt zbrojny, bo np. Trumpowi sie zachce to panstwo miec na wlasnosc, to za chwile my pomrzemy z glodu, bo ustana dostawy.
   Zniszczono w Niemczech tania i czysta alternatywe do pozyskiwania energii, wysadzajac w powietrze wprawdzie juz wygaszone, ale z mozliwoscia ponownego uruchomienia elektrownie atomowe. A ze wiatraczki nie wystarczaja, importuje sie... no nie zgadniecie... energie atomowa z zagranicy, bardzo droga. Jesli to nie sabotaz, to nie umiem tego inaczej nazwac. Dzieki polityce z ostatnich 10 lat Niemcy staly sie panstwem na pograniczu bankructwa, te Niemcy o niegdys najbogatszej gospodarce w Europie i jednej z bogatszych na swiecie. Polityczni sabotazysci zniszczyli przemysl nie tylko zakazami produkcji aut spalinowych, ale glownie polityka energetyczna, ktora zabila przedsiebiorczosc cenami energii, wymogami i podatkami. Panstwo juz samo nie wie, skad brac kase, wymysla podatki od podatkow, podwyzsza wiek emerytalny, kaze pracowac emerytom, matkom malych dzieci, skrzetnie omijajac te kilka milionow pasozytniczych odbiorcow socjalu, tylko dlatego, ze sa nieco bardziej opaleni i innego wyznania albo zza wschodniej granicy Polski. Malo tego, politycy szastaja na prawo i lewo przyznawaniem niemieckiego obywatelstwa, co skutkuje dozywotnia odmowa pracy, bo obywatela Niemiec nie mozna przeciez deportowac.

Znow sie rozpedzilam, a tyle jeszcze jest do napisania...

26 stycznia 2026

Swiat oszalal! cz.1

    Czas mi drastycznie przyspiesza, dopiero byl sylwester, a juz mamy prawie koniec stycznia. Z jednej strony to tempo jest przerazajace, z drugiej moze to i lepiej, ze koniec zycia coraz blizszy, bo swiat, w jakim przyszlo mi obecnie zyc, coraz mniej mi sie podoba. Poczawszy od nawalu obowiazkow w domu, co przy podupadajacym zdrowiu zaczyna byc coraz bardziej uciazliwe, po sytuacje globalna.
   Jak myslicie, czy proces destabilizacji Europy i calego pozostalego swiata zachodniego, ktory rozpoczal sie dosc dawno, ale ruszyl lawina po otwarciu granic przez Merkel w 2015 roku, jest dla pewnej grupy politykow jakims zaskoczeniem? Gdyby tak bylo, juz po 2-3 latach byl czas na reakcje i pierwsze deportacje przestepcow, a tymczasem przestepcow nie tylko nie deportowano, ale karano niewspolmiernie lagodnymi sankcjami, nawet za zbrodnie. Mimo srodkow pozwalajacych okreslac wiek sprawcy, przyjmowano ich "odmladzanie" za dobra monete i zgodnie z tym karano. Malo tego, sprowadzano coraz wiecej migrantow, rozdawano im mieszkania, domy, tolerowano wielozenstwo, wierzono na slowo w "pozostawione dzieci" i placono na nie, nie warunkowano pobytu aktywnoscia zawodowa, pozwalano rabowac panstwo kosztem wlasnych obywateli, ktorym wydluzano czas przejscia w stan spoczynku, podnoszono podatki, rabowano w bialy dzien. Patrzono, jak rosna struktury przestepcze, jak migranci sie organizuja, zbroja, nie zrobiono NIC, zeby w pore zapobiec przejmowaniu panstw przez kolorowych przestepcow. Malo tego, wlasnych obywateli krytykujacych ten stan, szufladkowano jako nazistow, a powstale i rosnace w sile partie narodowe probowano delegalizowac i klasyfikowac jako faszystowskie, w co chetnie wierzyly osoby nie majace wprawdzie bladego pojecia o prawdziwej sytuacji, ale slepo poprawne politycznie i zyjace w postkomunistycznej bajce, bo dali im paszporty do szuflady i wyremontowali drogi. Dla nich unia byla i jest bogiem.
   Doprowadzono do sytuacji, z ktorej nielatwo wybrnac, choc jeszcze jest realna szansa na odbicie panstwa z rak agresywnych muzulmanow. Czyli pojscie sladem Trumpa, ktory dobrze zaczal, zanim zwariowal. Bezapelacyjne i natychmiastowe deportacje wszystkich przestepcow, wszystkich nielegalnych, wszystkich, ktorym azyl przestal przyslugiwac (Syryjczycy). Zadnych odwolan do sadow i pieciu instancji na koszt podatnika. Jedynie pracujacy mieliby prawo pobytu i to tak dlugo, jak dlugo zachowaliby prace. To chyba sprawiedliwy deal, prawda? Kategoryczny zakaz burek, modlow na ulicy i specjalnych praw, a za nieprzestrzeganie zasad - wypad! Bo to nie europejczycy maja sie dostosowywac do ich zasad, religii czy sposobu ubierania, to oni nie sa tu u siebie i oni musza respektowac  nasze zasady. 
   W Szwecji, Wielkiej Brytanii i Francji juz praktycznie jest za pozno na oddanie panstwa jego prawowitym obywatelom, bandy migrantow o strukturach mafijnych przejely znaczna czesc terytoriow, tam potworzyly struktury rownolegle, gdzie sluzby nie maja wstepu, a prawa danego panstwa przestaly obowiazywac, stworzone zostaly nowe, ich prawa szariatu. Oni juz nawet nie kryja sie, ze przyjezdzaja do Europy czy Australii po bezpieczenstwo, otwarcie mowia o podboju i islamizacji. Jak bardzo im sie to udalo, niech swiadczy sytuacja w Afganistanie, Iranie, Iraku i wielu innych panstwach muzulmanskich, gdzie zmuszono kobiety do noszenia na sobie workow na smieci i bycia smieciem, odebrano im prawa do nauki i glosowania, a panstwa cofnieto do sredniowiecza. Do tego daza w panstwach, gdzie sie wygodnie zagniezdzili, a politycy tylko im to ulatwiaja obdarzajac nienaleznymi przywilejami. 

Rozpisalam sie, wiec reszte przenosze na inny dzien.

24 stycznia 2026

Wyzej s*ac jak du*e mac

    Och, jak ja uwielbiam snobow! No kocham ich nad zycie, bo rozswietlaja mi swiat swoim nadeciem, poczuciem wyzszosci, lepszosci, wiekszej wartosci. Wydaje im sie, ze maja prawo kogokolwiek, w tym mnie, pouczac, stawiac idiotyczne diagnozy, ktore udalo im sie kiedys wyczytac w pismie dla kobiet albo sami uslyszeli przed laty na wlasnej terapii grupowej DDA, wiec mysla (czy to nie naduzycie semantyczne?), ze da sie to doczepic do wszystkich bolaczek innych ludzi. Chwala sie, kim to nie sa, czego nie przeczytali, obejrzeli, wysluchali, muzyka tylko powazna, literatura tylko niestrawna dla innych, puszenie sie i nadymanie do granic pekniecia zylki wiadomogdzie.
   Teraz zapanowala moda na nazywanie zwiazku nieformalnego, konkubinatu czy zycia ze soba na karte rowerowa - rzymskim malzenstwem. Nazwa od poczatku mylaca, bo niezgodna z definicja malzenstwa, jakiegokolwiek, cywilnego czy koscielnego, niosacego ze soba wiele uprawnien, ale i obowiazkow. Nie dla wszystkich oczywiscie, bo biorac pod uwage gremialne uniewaznianie malzenstw przez kosciol katolicki, nie jest to wbrew zalozeniu zwiazek nierozerwalny. Czyli slowa "dopoki smierc nas nie rozlaczy" nie znacza nic, ani dla malzonkow, ani dla kosciola. No chyba, ze kandydat na rozwodnika nie ma odpowiedniej kasy, wtedy kosciolowi przypomina sie, ze jednak malzenstwo dokonane poprzez przysiege przed oltarzem jest nierozerwalne. Pamietacie zapewne Kurskiego, ktory z pierwsza zona i dziecmi pokazywal sie w Watykanie, poddawal blogoslawienstwom Wojtyly, no nie wymiga sie, sa dowody na zdjeciach. A niedlugo potem okazuje sie, ze malzenstwo zostalo uniewaznione przez kosciol i zawarte po raz drugi z inna kobieta. Mnie interesuje tylko jedno. Koscielne uniewaznienie malzenstwa to nie jest rozwod, oni to zawsze podkreslaja, ze nie ma rozwodow koscielnych, malzenstwo moze byc jedynie uniewaznione, to znaczy jakby go nigdy nie bylo. Co wobec tego z potomstwem Kurskiego? Stalo sie nieslubne czy jak?
   Nie on jeden robil szopki z uniewaznieniami, bo teraz jest modnie brac slub za slubem koscielnym. Ale jeszcze modniejsze jest malzenstwo rzymskie. Parka sie spotyka, zakochuje, postanawia zyc razem, ale bez papierow, czesto maja dzieci niosace za soba problemy formalne, czy zostawic je nieslubnymi, czy przyznac sie do ojcostwa, no ale jakos leci. Wystaja na sciankach, bo to glownie celebryci i aktorzy popelniaja te rzymskie malzenstwa, opowiadaja, jak to im dobrze, jak nie potrzebuja papierka, zeby sie kochac i dzielic zycie, a potem trach! Facetowi staje na drodze inna Venus, do dotychczasowej partnerki rzuca w przelocie "poszla wont, tandeta", jak porzadny, to potem placi na dzieci, ale to nie zawsze zrozumiale samo przez sie, bo trzeba z Venus tokowac, a to kosztowne. 
   No i rzymskie malzenstwo rozpada sie jak krysztalowy wazon na miliardy kawaleczkow, a "tandeta" nie ma zadnych praw, jakie mialaby zona, nie ma podzialu majatku, ewentualnych alimentow, gdyby nie pracowala i roznych innych dobrodziejstw. Teraz przystojniak wystaje na sciankach z inna lady, o ktorej niedlugo zacznie opowiadac, ze zyje z nia w rzymskim malzenstwie. Tak wiec rzymskie malzenstwo brzmi efektownie i swiatowo, w kazdym razie ladniej niz konkubinat kojarzacy sie bardziej z patola zakrapiana promilami, ale jest pozbawione tresci prawnej. Taka nazwa dla snobow, zeby czasem nie uzyc tej zle sie kojarzacej.

22 stycznia 2026

Sen mara

    Rzadko raczej pamietam, co mi sie snilo, prawie gotowa jestem wysnuc teorie, ze nic mi sie nie sni, ale wiem, ze to nieprawda. Do wlasciwego funkcjonowania czlowieka potrzebne sa marzenia senne, bo sam proces snu regeneruje cialo, a sny oczyszczaja mozg. Czasem jednak dziwnie to oczyszczanie wyglada i snia sie takie dziwactwa, ze po obudzeniu zastanawiam sie, skad sie cos takiego bierze.
   Bylam w USA, wygladalo, ze pojechalam tam na stale, mialam przy sobie dziecko, cos jakby Zoske, ktore zostalo zapisane do tamtejszego przedszkola. Nie moglysmy tego przedszkola znalezc, choc jechalysmy do niego taksowka, sam taksiarz zatrzymywal sie wielokrotnie i pytal o droge. Wreszcie dotarlismy na miejsce, dziecko wybieglo z auta, ja chyba placilam, bo zostalam dluzej. Drzwi do tej placowki staly otworem, wygladala bardziej jak maly sklep z oknem wystawowym zaslonietym jakimis zoltymi przescieradlami. To moje dziecko przejely dzieci z przedszkola i powiodly ja do wnetrza. Weszlam i ja i zaczelam zalatwiac formalnosci, byl problem jezykowy, bo co chcialam powiedziec slowo po angielsku, to mi sie wlaczal niemiecki. Chodzilo jednak wyraznie o moja daughter, wiec nie mogla to byc Zoska. Bardzo sie staralam przypomniec sobie moj angielski, opornie mi to szlo, ale ze zdania na zdanie coraz lepiej. No i w efekcie nie wiem, czy udalo mi sie zapisac dziecko, a przede wszystkim je znalezc, bo zniknelo gdzies w labiryncie roznych pomieszczen, bo sie obudzilam.
   A tak poza tym to jestem naprawde ciezko przemeczona, caly czas w stanie gotowosci, wzmozonej czujnosci, kiedy nie ma szans na zdrowy relaks, napiecie ze mnie nie schodzi ani na chwile. Cialo odpoczywa w nocy, dusza nigdy. Czasem nachodzi mnie ochota rzucic to wszystko, wyjsc z domu bez kluczy i telefonu, pojsc przed siebie i gdzies w spokoju umrzec, bo przestaje ogarniac to cale zlo, ktore zawladnelo moim zyciem. Tak bardzo brakuje mi kogos, kto by mnie objal, pocalowal i zapewnil, ze wszystkim sie zajmie, zalatwi, pomoze, zebym ja nie musiala lamac sobie glowy przyszloscia, ktora jawi sie wyjatkowo groznie. Czeka mnie operacja wymiany stawu w kolanie, prawie nie moge chodzic, a kiedy postanowilam wbrew wszystkiemu i wbrew bolowi pojsc jednak na przechadzke, to nie tylko wciaz zmagalam sie z ciezka zadyszka, ale po powrocie do domu z przerazeniem zobaczylam, ze to chore kolano jest dwa razy takie jak zdrowe. Odkladam operacje, bo po niej powinnam poddac sie rehabilitacji w sanatorium, a dla mnie juz sam pobyt w szpitalu to wyzwanie, zas wyjazd na minimum trzy tygodnie do sanatorium to rzecz absolutnie niewykonalna. I nie piszcie, ze to  czy tamto mozna zrobic, jesli ja pisze, ze nie moge na tak dlugo zostawic domu, to nie jest to moj kaprys, a zalosna rzeczywistosc, bo wszystkie te opcje zdazylam juz po sto razy przemyslec i odrzucic. Juz raz bylam w szpitalu tydzien i wiem, co zastalam po powrocie.



   Migawki ze spaceru, juz przyroda sie szykuje do przedwiosnia.
   Zadyszka zostala, choc wszyscy lekarze zapewniaja mnie, ze jestem zdrowa, kardiolog, pozniej pulmonolog, ten nuklearny radiolog od tarczycy. Podobnie ten caly Telekom wmawia mi, ze wszystko jest w porzadku, dali przeciez nowy router, wiec czego sie czepiam, a lapek zwalnia w pewnych porach dnia i nawet Netflix odmawia wspolpracy. Wychodzi na to, ze ja wymyslam problemy, bo wedlug lekarzy i milej niewiasty z Telekomu wszystko jest w najlepszym porzadku. Corki oczywiscie pomagaja i sprzataja u nas, ale zadna sie nie wprowadzi na czas mojej nieobecnosci, zeby dopilnowac wszystkiego. W moim zyciu nastala kwadratura kola, zadanie nierozwiazywalne. I wiem, taaak... kiedys zdechne na posterunku i wtedy wszyscy beda musieli sobie jakos beze mnie radzic, jednak chwilowo zyje, pewnie ku utrapieniu niektorych, a poki zyje, to moim zadaniem jest ogarnianie. 

20 stycznia 2026

Znow moge sie wyzyc

    Co ja poradze, kiedy lubie sie wyzywac w urzadzaniu, organizowaniu i zakupach, szczegolnie jesli nie musze az tak bardzo liczyc kasy, a jeszcze lepiej, gdy nie jest to moja kasa. Wprawdzie wtedy, te kilkanascie lat temu, kiedy P. rozstal sie z ta swoja paskuda i adwokat poradzil mu, zeby jak najwiecej wydal na urzadzanie mieszkania, nowy samochod i inne niekoniecznie potrzebne do zycia przyjemnosci, bo o tyle mniej bedzie do podzialu z ta wiarolomna baba, mialysmy z corkami wiecej do dyspozycji i ciezko zaszalalysmy, urzadzajac mu mieszkanie. Teraz juz troche bardziej uwazalam na ceny, za to moglam poszalec sama, bo moje corki sa zbyt zajete, wiec nikt mi nie marudzil. Wybieralam to, co mnie sie podobalo, ale i tak kazdy artykul wysylalam P. albo Guciowi do akceptacji i do wyboru sposrod kilku wybranych przeze mnie. 
   W sobote byl TEN dzien, P. zalatwil kumpla z transporterem, przyjechali i zabrali wszystkie te pudla i paczki z mojej piwnicy. Pojechalam z nimi, zeby pomagac w rozpakowywaniu, ukladaniu, instalowaniu, organizowaniu i pelnej orientacji, czy wszystko doszlo. Oni tymczasem pojechali do starego mieszkania zwozic reszte tego, co tam zostalo w schowku i piwnicy. Tymczasem my z corka P. zajelysmy sie rozpakowywaniem i ukladaniem tam, gdzie zamowione rzeczy mialy trafic. Przy okazji zrobilam P. i Guciowi porzadek w szafach, poukladalam jak trzeba, z sensem i wedlug logiki, a nie po mesku, jak mieli wczesniej. Ciekawe, na jak dlugo im wystarczy. Troche porzadkow zrobilam w kuchni, ale tam musimy dokupic jeszcze dwie szafki wiszace, a po to trzeba podjechac do IKEA, bo kuchnia, ktora zostawila im lokatorka jest wlasnie stamtad, ale na gorze miala otwarte regaly, ktore sa okropne i stojace na nich rzeczy tylko sie kurza. Zamowilibysmy, ale IKEA ma tak sakramencko wysokie koszty wysylki, ze bardziej oplaca sie pojechac osobiscie.
   Po tej calej robocie z przyjemnoscia zrobilam sobie w domu spa, polezalam w pachnacych solach leczniczych, odpoczelam jak trzeba, majac to mile poczucie dobrze wypelnionej misji, ktora choc mnie zmeczyla, to byla satysfakcjonujaca.
    Myslicie, ze to koniec mojej dzialalnosci na niwie? Otusz nic bardziej mylnego, bo okazalo sie, ze brakuje im biurka dla Gucia, konsolki w przedpokoju na router i klucze i paru innych drobiazgow. Mozecie raz zgadywac, kto zajal sie poszukiwaniem i zamawianiem owych rzeczy. Piwnica opustoszala, wiec mam gdzie chowac nowe zamowienia. Jak ja to lubie! 

18 stycznia 2026

Qrde, wojna?

    W srode poznym popoludniem zawyly syreny, trzy serie po trzy sygnaly, co poderwalo mnie na rowne nogi i kazalo myslec o najgorszym. Niedaleko nas, na dachu budynku znajduje sie syrena alarmowa przewidziana glownie do zwolywania czlonkow ochotniczej dzielnicowej strazy pozarnej, co wlasciwie chyba juz nie jest potrzebne, bo kazdy strazak ma smartfon, no ale jest i dziala. Skad to wiem? Ano w kazda pierwsza sobote miesiaca punktualnie o godzinie 12.00 rozlega sie jej trzykrotny lament. Kiedys nawet, odpoczywajac z Toyka na balkonie, nagralam taki probny alarm i moge go Wam zaprezentowac (ogladajcie z glosem)


   Przyzwyczailismy sie do tych comiesiecznych testow w bialy dzien, gdzie wiadomo, ze nic sie nie dzieje, a tylko sprawdza sie skutecznosc alarmu, gdyby niedajbuk cos sie przydarzylo. Raz jeden, odkad tu mieszkamy, a wlasnie minelo 17 lat, syrena odezwala sie, kiedy piorun trzepnal w jakas stacje przekaznikowa  czy tam inne wazne urzadzenie zaopatrujace czesc dzielnicy w prad. Byly to trzy zawycia, jak na filmie. Byly jeszcze dwa dodatkowe alarmy probne, ale wtedy wylo cale miasto, wyly smartfony i wszystko inne do wycia i alarmowania przewidziane. 
   Tym razem jednak zawylo jakos po 17.00 i to w inny sposob niz normalnie, bo w sumie dziewiec razy. Wylecialam na balkon patrzec, a raczej weszyc, czy gdzies w poblizu sie nie pali. Nic, powietrze czyste. Mnie tam zwykle daleko od paniki, ale tym razem zwatpilam i pomyslalam, ze Wolodia jednak zwariowal, choc wczesniej uwazalam go za na tyle zrownowazonego, ze nie porwalby sie sam przeciw wszystkim panstwom NATO. Zreszta ten nasz kanclerzyna na razie tylko obiecuje wyslanie na Ukraine obslugi Taurusow i to wbrew zapowiedzi Putina, ze taki krok uzna on za przylaczenie sie do wojny przeciw Rosji i nie pozostanie bez konsekwencji militarnych. A ze Merz znany jest z nagminnego klamania, cos prawie jak Matolusz, to pomyslalam, ze juz wyslal i zaczal sie atak. Tyle tylko, ze nie bardzo rozumialam, dlaczego padlo na niewazna strategicznie Getynge, sa naprawde ciekawsze miejsca do bombardowania. 
   Rzucilam sie do lokalne strony na fb, ale tam tylko pytania i dywagacje, ze to ewentualnie zwolywanie strazakow, zadnych wyjasnien, ale rowniez zaniepokojenie tym niespotykanym akustycznie alarmem. Przy czym nic wiecej sie nie dzialo. Wreszcie po jakims czasie na stronie naszej lokalnej gazety straz pozarna dala glos, ze nie wiedza dlaczego syreny zaczely wyc, bo nic sie nie stalo, ani pozaru, ani wypadku na pobliskiej A7, ani wycieku jakichs trujacych substancji, ani alarmu bombowego - NIC. Ale badaja i kiedy zbadaja, to poinformuja.
   A mnie przypomnialo sie, ze w poprzednia sobote w Halle zawyly w trybie alarmowym wszystkie syreny, czemu towarzyszyl komunikat w jezyku angielskim, ostrzegajacy o aktywnym strzelcu i wzywajacy do natychmiastowego zamkniecia miasta. Wedlug policji i wladz miejskich przyczyna jest badana, ale wiele wskazuje na cyberatak. Bylo tez kilka prob atakow na tracho-stacje w roznych miastach, zeby powtorzyc sytuacje z Berlina, na szczescie nieudanych. Tak sobie pomyslalam, ze moze i u nas znalazl sie jakis pajac z lewackich bojowek i pobawil sie syrenami.
   Nastepnego dnia o godzinie 9.00 znow rozlegly sie syreny, ale tylko trzy razy, jak w przypadku zwyklej proby, potem byla dluzsza przerwa i znow trzy razy. Musialam juz pojsc do pracy, ale mama mi pozniej mowila, ze wylo jeszcze dwa razy po trzy. Jesli myslicie, ze to koniec, to jestescie w bledzie, bo kiedy pchana ciekawoscia weszlam na nasza lokalna strone na fb, tam juz sie kotlowalo, ludzie wystraszeni pytali, o co chodzi, to jeden zameldowal, ze w okolicznych wioskach tez wyja syreny. Pozniej nastepnego dnia w pracy dowiedzialam sie, ze w innych dzielnicach tez bylo alarmujaco halasliwie. Niby media podaja, ze to sprawa defektu, ale awaria nie moze obejmowac wielu urzadzen i to dosc daleko od siebie rozrzuconych. 
   Ja mysle, ze to kolejny akt sabotazu tych lewackich kretynow z jakiejs grupy wulkanicznej czy innego ostatniego pokolenia, zeby nie wspomniec o antifie, ale mainstream nie chce za glosno publikowac, ze oplacane przez nich pupilki to banda skretynialych przestepcow i terrorystow.

16 stycznia 2026

Sie toczy

    To zycie mianowicie sie toczy, a mnie nielatwo zadowolic. Bo tak, jak lezal snieg i lodowacial, i bylo slisko, a ja w panice odwolywalam wszystkie terminy, bo jakos nie mialam ochoty na stluczki, to bylo zle. W koncu jednak lody zeszly, snieg zaczal topniec, zrobilo sie bezpieczniej na jezdniach, to znow narzekam na wszechobecny zwirek, ktory wnosi sie na butach do chalupy. Mozna nie wiem jak intensywnie wycierac podeszwy, zawsze jakis kamyczek trafi do mieszkania i zgrzyta pod kapciami, a ja mopa z reki nie wypuszczam, usuwam, zamiatam, a one wylaza jak spod podlogi. 
   Pamietacie, jak nam ktoregos dnia zabralo ciepla wode, zadzwonilam do spoldzielni, natychmiast kogos przyslali, a byl to piatek, wiec uratowali nas przed calym weekendem z zimna woda. Wprawdzie zrobili to jakos tak prowizorycznie, widocznie nie bylo jakies czesci, ale zostawili informacje przyklejona na drzwiach suszarni i pomieszczenia dla rowerow, zeby uwazac na przeszkody. Meldujac o braku cieplej wody, przy okazji poprosilam o zreperowanie kaloryfera w lazience, bo mimo odpowietrzania nie grzal w ogole. Przemily hydraulik ze spoldzielni, nawiasem mowiac ten sam, ktory nam prywatnie pomagal przy wymianie deski kibelkowej, bo sruby sie zaparzyly od rdzy i nie sposob bylo je odkrecic, umowil sie telefonicznie, przyszedl, wymienil to pokretlo z cyferkami, bo tam cos sie wylamalo, i kaloryfer grzal od nowa. Tyle tylko, ze my na co dzien nie potrzebujemy ciepla w lazience, grzalismy tylko biorac prysznic, a tymczasem po wylaczeniu tego nowego pokretla na zero, kaloryfer nie przestawal byc tak goracy, ze w lazience zrobilo sie jak w saunie. Nastepnego dnia przed praca zadzwonilam do spoldzielni, zeby ponownie nam tego milego pana przyslali, bo tak skutecznie zreperowal dzien wczesniej, ze mamy za goraco 😯 Pojawil sie, kiedy jeszcze bylam w pracy, wiec kiedy wrocilam, kaloryfer juz stygl. Ufff...
   We wtorek i w srode ino paczki dla P. odbieralam, juz od razu kurierom wskazywalam piwnice, zeby po proznicy nie nosili mi do mieszkania. Szczegolnie ciezka byla szafka techniczna, wysokosci 180, kurier postawil ja na moja prosbe obok drzwi do piwnicy, pozniej zawolalam slubnego i z najwieksza ledwoscia we dwojke przenieslismy ja 3 metry dalej do wnetrza piwnicy. Juz uprzedzilam P. ze ma przywiezc kogos silnego, bo my nawet we trojke tego nie wyniesiemy. A kurier niosl ten ciezar calkiem sam.
   Do tego wszystkiego lapek zaczal mi tak wolno pracowac, ze wielokrotnie chcialam go wywalic przez okno. Najpierw probowalam klasycznych sposobow z restartem routera i lapka, kasowaniem ciasteczek, chwile bylo prawie normalnie, pozniej znow zwalnial, podjelam wiec wspolprace z aplikacja Telekomu, gdzie meldowalam te powolnosc. Aplikacja kazala mi restartowac router i w sumie guzik to wszystko pomoglo. Ale przynajmniej wiedzialam od guru, ktory wpadl po moich jekach i wolaniu o pomoc, ze problem lezy nie w lapku, a  w routerze. I tak byla poprawa, ze mnie nie wyrzucalo calkiem z sieci, jak to mialo miejsce na samym poczatku tych zaklocen. No to postanowilam zadzwonic i porozmawiac z czlowiekiem, nawet dosc szybko mnie polaczylo i trafilam na bardzo fajna niewiaste. Prowadzila mnie zdalnie za raczke, rozne rzeczy robilysmy, dalam jej dostep do routera, stwierdzila, ze szybkosc internetu sie zgadza, na co ja, ze tu nie o szybkosc chodzi, a o jakosc i moc sygnalu, co mi sie gdzies od czasu do czasu pokazuje jako komunikat. Ogladanie np. Netflixa polegalo na czatowaniu na sygnal i wielu przerwach, a moje podcasty, ktorych tylko slucham przez sluchawki, byly jednym wielkim "szczekiem" (takie przerywane mowienie). No tak nie dalo sie zyc, co nie? Pani Telekomowa restartowala moj router jakos od siebie, ja mialam z ponownym wlaczeniem czekac co najmniej kwadrans, po wlaczeniu... cut, mjut - dziala bez zarzutu!!! Kwadrans, a potem znow zwolnil. Pani obiecala zadzwonic nastepnego dnia z pytaniem, czy jej interwencja pomogla. No nie pomogla, wiec obiecala przyslac nowy router, choc ten przeciez tez jest wlasciwie calkiem nowy, dostalam go nie tak dawno po 14 latach uzywania poprzedniego, ktory pewnego dnia postanowil umrzec. I ten nowy do swiat pracowal bez zarzutu, ja nawet myslalam, ze swieta, wiec wiecej osob wisi na komputerach i internety sa przeladowane, ale guru wyprowadzil mnie z bledu, ze to nie ma zadnego znaczenia.
   Mialam tylko dodatkowa robote z podlaczaniem wszystkich smartfonow, lapkow i telewizorow, a to laczy sie z wbijaniem 20-cyfrowego kodu nowego WLANu do wszystkich urzadzen. No niby teraz lata jak nowka sztuka niesmigana, ale moje obawy budza marne dwie kreski mocy sygnalu (powinny byc cztery), czyli podobnie jak w poprzednim jest slaby sygnal. Niemcy, XXI wiek, a cyfryzacja jak w Afryce w latach 90-tych. No bo teraz Afryka jest o dekade w przodzie w stosunku do Niemiec, my mamy wazniejsze wydatki, Ukraina, socjal dla paru milionow pasozytow, pomoc rozwojowa dla calego swiata i najwyzsze skladki w unii, wiec nie zostaje juz nic na poprawe warunkow tutaj i unowoczesnianie internetow. 

14 stycznia 2026

Siewcy paniki

    W ubiegly piatek, zaczeto nas bombardowac alertami, ostrzezeniami, alarmami i wieszczeniem najwiekszej apokalipsy od wiekow. Pozamykano szkoly, apelowano o pozostawanie w domach, jesli ktos nie musi wychodzic, bo nadchodzi pogodowy front-morderca, bedzie bardzo slisko i niebezpiecznie z racji zamarzajacego deszczu. Deszczu nie bylo, jedynie troche sniegu, zadnej slizgawki, przezylismy. Sobota i niedziela byly mrozne, szczegolnie w nocy, kiedy temperatura spadala do dwucyfrowych minusow, ale pogodne i sloneczne, takie dla spacerow. 
   W niedziele po poludniu zaczelo sie od nowa, moja aplikacja KATWARN (skrot od Katastrophen Warnung - ostrzezenie o katastrofie) brzeczala i piszczala, internet zaroil sie na wszystkich platformach od powaznych ostrzezen i informacji o zamknieciu szkol w poniedzialek, bo teraz to juz na pewno drugi front-morderca z marznacym deszczem zbliza sie do nas wielkimi krokami. Miejska komunikacja na biezaco nadaje aktualizacje, na jakich trasach odpadaja pewne linie autobusowe, glownie tam, gdzie sa gorki lub ostre zakrety. To u nas powszechne, miasto lezy w takiej niecce, ma dokola gorki i tam miejskie autobusy moze by i wjechaly, ale czarno widze ich zjazd z tych gorek i to mimo posypywania i solenia ich tras, ale jesli snieg pada bez przerwy albo zdarzy sie gololedz, nie da sie tego szybko ogarnac.
   Tymczasem w poniedzialek rano byla wprawdzie niewielka sniezyca, ale szczesliwie nie spadl zaden marznacy deszcz i tylko dzieciaki w szkolach mialy radoche z dwoch wolnych dni. Ja juz w niedziele zameldowalam w robocie, ze nie mam zamiaru umierac w poslizgach i ze zostaje w domu. Jeszcze bardzo rano panowal mroz -4°C i moglo byc rzeczywiscie slisko na zamarznietym sniegu, ale z uplywem czasu temperatura rosla dosc szybko i o 10.00 bylo juz +1,5°C, a potem jeszcze wiecej. Odczekalam az ociepli sie jeszcze bardziej i pojechalam do drogerii, gdzie mialam sporo do kupienia i nie chcialam laczyc zakupow drogeryjnych z normalnymi we wtorek. Byl spory problem z wyjazdem z miejsca parkingowego, bo kilka dni stal samochod i obok niego utworzyla sie mulda ze sniegu, ktora zlodowaciala, a ja wyjezdzajac, zawislam na tej muldzie i ani w przod, ani w tyl. Kola buksowaly, ja przeklinalam jak szewc, juz mialam leciec po slubnego, zeby mnie stamtad wypchnal, ale jakims cudem zdolalam pokonac przeszkode. Kiedy wrocilam i probowalam wjechac tam z powrotem, to nie dalam rady, musialam szukac mniej wymagajacej luki parkingowej.
   W niedziele mialam w zasadzie odpoczywac, ale zadzwonil P. czy moze po mnie przyjechac, zabrac do nowego mieszkania, zebym sie rozejrzala kobiecym okiem, czego im z Guciem do szczescia brakuje i potem to zamowila. Oni obaj pracuja, wiec wygodniej jest, kiedy zamowione artykuly przyjda na nasz adres, skoro zawsze ktos jest w domu, a oni potem wszystko sobie hurtem odbiora. Juz wczesniej pozamawialam im lampy, wszystkie byly juz zainstalowane przed przeprowadzka, zeby pomagierzy i monterzy mebli mieli jasno przy pracy. Pozapisywalam sobie wszystko i pomierzylam co trzeba, po czym odwiezli mnie do domu, a sami pojechali po kolejne drobiazgi na stare mieszkanie, bo najwazniejsze byly duze i ciezkie meble z ich demontazem i montazem w nowym miejscu, a maly kram mozna juz sobie wozic wlasnym autem, zeby nie naduzywac czasu i wysilku pomocnikow. 
   Akurat swietnie sie zlozylo, bo dokladnie do niedzieli, czyli tego dnia, kiedy bylam u nich, a potem zamawialam, trwala akcja na Payback, ze punkty za zamowione rzeczy (1 punkt za 2 euro) beda liczone 7-krotnie, czyli za to wszystko, co tego dnia dla nich zamowilam, wpadlo mi naraz 3,5 tysiaca punktow, a dodatkowo w drogerii zebralam do kupy ponad 2,2 tysiaca, czyli praktycznie w jeden dzien zarobiona jestem 57 euro, moze to nieduzo, ale cieszy mimo wszystko. Nie dosc, ze wyzylam sie kreatywnie, to jeszcze na tym zarobilam na boku. Ale cos za cos. Praktycznie przez caly poniedzialek mialam zajecie wymagajace wielkiego skupienia. Kiedys w tym OTTO, bez wzgledu na to, ile rzeczy sie zamowilo, dostawalo sie jeden rachunek, teraz OTTO jest jak Amazon, tylko posredniczy i od kazdego producenta masz osobny rachunek, nie da sie nawet zebrac tego wszystkiego na jeden przelew, bo kazdy rachunek ma wlasna sygnature. No i kiedy nadchodza te rachunki, to kazdy musze zeskanowac i wyslac P. z adnotacja, za co on jest, bo na rachunku tego nie ma, a ja na kazdy artykul dostaje dwa maile, jeden, ze artykul xyz jest przygotowany do wysylki, a drugi to goly rachunek bez podania za co, wiec wysylajac do P. podpisuje kazdy, zeby on wiedzial, za co placi. Skomplikowane to wszystko i denerwujace, ale obejsc sie nie da. Zrobilam sobie jeszcze liste na papierze i tam odhaczalam, za co te rachunki juz przyszly, zeby sie nie pogubic w tych mailach. Zostal mi otwarty jeszcze jeden za dywaniki lazienkowe, a bylo ich razem 18. Rachunkow, nie dywanikow. 😆

12 stycznia 2026

Bronbuk nie mowic!

    Do napisania tego posta sklonily mnie niedawne wydarzenia w Bergkamen, gdzie  pewien mezczyzna zaatakowal nozem i ciezko poranil 26-letnia kobiete i jej czworo dzieci w wieku 3 - 8 lat. I od razu podano rysopis sprawcy, ktorego policja zaczela szukac: blondyn o bialej karnacji, a zaraz potem, ze to 20-letni Florian jakistam (pierwsza litera nazwiska). Czaicie, o czym pisze? Gdyby tylko chodzilo o sprawce o korzeniach migranckich, zaczelaby sie policyjna ciuciubabka, najpierw nie podano by rysopisu, gdyby niedajbuk mogl wskazywac na pochodzenie bliskowschodnie czy afrykanskie, a gdyby nie dalo sie inaczej, probowano by przemilczec imie. Czesto bowiem sprawca jest Niemcem o dzwiecznym imieniu Ali, Mohamed, Hakan, Mgbada, Bambo czy jakos podobnie. Ale za to statystyki ukladaja sie zgrabniej, bo ci sprawcy uchodza za Niemcow i nikt nie docieka, jakie maja korzenie. 
   Temat ukrywania narodowosci sprawcow przestepstw w Niemczech jest od lat przedmiotem ostrej debaty publicznej, szczegolnie w kontekscie wydarzen jak sylwester 2015/16 w Kolonii i wielu innych miastach, ataki nozownikow, akty terroryzmu. Krytycy oskarzaja policje i media glownego nurtu o celowe pomijanie informacji o pochodzeniu sprawcow, aby "nie podsycac ksenofobii", tyle tylko, ze te media osiagaja calkiem odwrotny skutek. Mozna oczywiscie siegnac do innych zrodel, bo Bundeskriminalamt (Federalny Urzad Policji Kryminalnej) i Landeskriminalamt (ten sam urzad na poszczegolne Landy) publikuja szczegolowe dane w corocznym raporcie statystycznym. Te dane sa jawne, wystarczy poszukac na stronie policji, ale wiekszosc jest na to albo zbyt leniwa, albo slepo wierzy propagandowej tubie mediow mainsteamowych i nie widzi potrzeby porownan z innymi zrodlami. A wytyczne niemieckiej Rady Prasowej sa takie, zeby mozliwie nie podawac narodowosci "by uniknac dyskryminacji", z tym, ze to ja czuje sie dyskryminowana przez wlasne panstwo, skoro dobro cudzoziemskich przestepcow stawiane jest ponad moje dobro.
   Zyje w Niemczech 37 lat, od 30 mam prawo glosowac, a ze zawsze interesowala mnie polityka, to z uwaga przypatruje sie programom wyborczym poszczegolnych partii. Zasypywani jestesmy tonami ulotek w skrzynkach pocztowych, w kazdy weekend przed wyborami na starowce partie stawiaja swoje budy, mozna porozmawiac z przedstawicielami, dostac gadzecik, wiadomo. Od tychze 30 lat slysze od starych partii wzniosle hasla "Kriminelle Ausländer raus!" (co w wolnym tlumaczeniu znaczy "przestepczy cudzoziemcy wypad!"). Kazde, doslownie kazde wybory stoja pod haslem ochrony panstwa przed obcymi przestepcami, jakby wlasnych bylo za malo. Bo i w Niemczech, jak wszedzie na swiecie, jest przestepczosc i policja razem z wymiarem sprawiedliwosci maja pelne rece roboty. Ale widac tego bylo za malo, bo przez ostatnie 10 lat nasprowadzali jeszcze wiecej, a do tego zaczeli ich traktowac z duzym przymruzeniem oka, pod pretekstem, ze sa straumatyzowani wojna. No nie sa, za to coraz wiecej straumatyzowanych za ich sprawa Niemcow, a szczegolnie Niemek. Nagle te  tzw. stare partie zamilkly w sprawie deportacji przestepcow, a jedyna, ktora o tym glosno mowi to AfD, ktora dzieki temu dorobila sie latki faszystow. A im bardziej stare partie probuja obrzydzac wyborcom sympatyzowanie z nimi, tym wiecej osob wstepuje ich szeregi. Ludziom wreszcie zaczynaja sie otwierac oczy, ze zlo nie tkwi tam, gdzie wskazuja rzadowe strzalki, a wlasnie w rzadzie, ktory nie tylko holubi kryminalistow, ale pcha Europe do mieszania sie w nie swoja wojne.

10 stycznia 2026

Biega, krzyczy pan Hilary...

    To mogloby byc nawet smieszne, gdyby nie bylo tak tragiczne, jednak cala ta sytuacja budzi we mnie ogromny strach, co bedzie dalej, co mnie jeszcze czeka. Przyszlosc jawi sie w czarnych kolorach, a ja, choc lubie czern, w tym przypadku naprawde mam ochote umrzec, bo nie wyobrazam sobie, jak to bedzie pozniej, skoro juz teraz dzieja sie takie cyrki.
   Zdazylam juz zabrac karte bankowa slubnego, ktory zreszta i tak nie pamietal swojego pinu, wprawdzie dostal drugi, ale ten tez od razu dobrze schowalam. Jesli potrzebuje pieniadze, dostaje je ode mnie po uprzednim wywiadzie, na co sa mu te pieniadze potrzebne. Skad takie srodki zapobiegawcze? Kiedy dostalam w rece wyciagi z konta, o malo nie zeszlam na zawal, facet pojechal po calosci i bez trzymanki, w jednym miesiacu wyciagnal z konta ponad 1000 euro, byly tygodnie, ze bral codziennie po 30 euro, raz capnal 500, raz 200, byly tez dni, ze bral z konta po dwa razy. Oczywiscie on nie wie, dlaczego tyle bral, nie wie, na co bral i nie wie, gdzie sa pieniadze. Mialam ochote go od razu zamordowac, ale udalo mi sie przekonac go do oddania mi jego karty bankowej. Teraz przynajmniej mam kontrole nad kontem, jeden klopot z glowy.
   O zgubieniu kluczy w wigilie juz pisalam, wszystko skonczylo sie szczesliwie, ale nie musialo, bo w najgorszym przypadku moglibysmy byc zmuszeni do wymiany zamkow.
   Ale to, co on zrobil ostatnio, podkrecilo moje obawy o przyszlosc na znacznie wyzszy poziom. We wtorki robie zawsze zakupy, przed wyjsciem z domu siedzialam jeszcze troche przy lapku, pozniej go zamknelam, na wierzchu polozylam podkladke pod mysz, mysz i okulary. Nie bylo mnie moze godzine. Wracam, wypakowuje zakupy, siegam po okulary - nie ma ich w tym miejscu, gdzie byly. No ok. czasem Bulka grzeje chudy tylek na zamknietym lapku, wiec pomyslalam, ze moze je stracila (stroncila, nie stracila). Obszukalam wszystko dokola, zapytalam mame, czy nie widziala, potem pytam slubnego. Wrzask, ze taaak, on na pewno mi ukradl te okulary, co ja sobie mysle. On mi zawsze pomaga wnosic zakupy i kiedy otwieralam drzwi od mieszkania, zauwazylam obok drzwi lezaca pompke rowerowa, wiec pytam, skad sie wziela, na co on ze nie wie i ze zaniesie ja do piwnicy. 
   Tego dnia wszyscy szukalismy tych moich okularow, poratowalam sie zapasowymi, ale nie dawalo mi spokoju, co moglo sie stac z moimi. Prawie juz pogodzilam sie z ich strata, bo na 100% wiedzialam, ze jedynie slubny mogl cos z nimi zrobic, ale ten szedl w zaparte i jeszcze na mnie wrzeszczal. W srode poszlam do pracy, po drodze wstapilam do takiej naszej lokalnej galerii handlowej, gdzie w
Ptasia jadlodajnia
sklepie nie dla idiotow kupilam duzy powerbank, zeby nie zostac z nienaladowanym telefonem w razie kryzysu, potem wpadlam do OBI, gdzie kupilam taki metalowy stelaz do kulek dla ptakow, ktore to kulki wczesniej zawieszalam w siateczkach i wprawdzie pilnowalam, ale z tylu glowy mialam, ze czasem te ptaszki sie w siateczki zaplatuja i umieraja. Teraz juz nie bedzie takiej opcji. Do tego kupilam cale wielkie pudlo nowych kulek, w mieszkaniu zostawilam torebke, odcielam metke z cena ze stelaza i pognalam instalowac wszystko na krzaku pod balkonem. Przy drzwiach wejsciowych jest na klatce schodowej kaloryfer. Ja patrze... a na tym kaloryferze lezy pompka do roweru i... moje okulary. Jednoczesnie bardzo sie ucieszylym i wqrwilam do czerwonosci, polecialam do domu, zawolalam slubnego i zapytalam najgrzeczniej jak umialam, co to ma byc, choc rece zwiniete w piesci swedzily mnie, zeby mu zasadzic miedzy oczy i spuscic ze schodow. Byl szczerze zdziwiony, nie wiedzial, nie pamietal, dziura w czasoprzestrzeni mozgowej. Powiedzialabym nawet, ze byl tym wszystkim przerazony, ja zreszta tez. 
   Teraz kuje zelazo poki gorace i namawiam go, zeby wybral sie do rodzinnej, bo sa jakies leki, ktore co prawda nie wylecza, ale moga spowolnic rozwoj choroby. Do niczego nie moge go zmusic, on sam musi dojrzec do tego, ze jest chory i potrzebuje pomocy medycznej. Zeby uprzedzic ewentualne pytania, droga do umieszczenia go w placowce zamknietej jest kreta i daleka, musi sie jeszcze wiele wydarzyc, nie chce sie tu wdawac w szczegoly, ale znam sprawe w przypadku mamy P., jak dlugo trwalo i do jakich cyrkow dochodzilo, zanim jego mama trafila do domu opieki, a jeszcze pozniej, jakie sadowe korowody musial przechodzic, zanim zdolal ja czesciowo ubezwlasnowolnic. I ile lat wszystko trwalo. Tu nie ma tak, ze czlonek rodziny chce, to dom opieki juz czeka z otwartymi ramionami i przyjmuje delikwenta. Na razie wiec wywieram jedynie lekka presje, zeby udal sie do rodzinnej po pomoc, ale zmusic do niczego nie moge. Pozostaje mi tylko modlic sie, zeby nie gubil kluczy i nie chowal w chwilach otumanienia moich rzeczy. Szczegolnie, ze teoretycznie mogl z tymi okularami zrobic wszystko, np. wyrzucic do smieci gdzies daleko od domu, wiec szukaj wiatru w polu. A jak zachce mu sie pobawic moim portfelem ze wszystkimi dokumentami, kartami bankowymi i pieniedzmi? Gdzie mam to przed nim chowac? Pozostaje nadzieja, ale wiadomo, ze to matka glupich.

08 stycznia 2026

Mimowolne ostrzezenie

    Na pewno nie bylo zamiarem lewackich terrorystow, ktorzy w sobote 3 stycznia o 6.00 podpalili kabel jakiegos waznego wezla elektrowni zasilajacej kilka dzielnic w Berlinie, pokazywanie spoleczenstwu, co je czeka, kiedy nadejdzie jakies nieszczescie w postaci ataku terrorystycznego, dzialan wojennych czy innych dopustow. Awaria pradu w ponad 50 tysiacach gospodarstw domowych stolecznego miasta  pokazala absolutna bezsilnosc panstwa w obliczu kryzysu. Siadlo wszystko, ogrzewanie za sprawa pomp ciepla napedzanych pradem, telefonia, internet, zasiegi, przygotowywanie posilkow i mobilnosc tych, ktorzy postawili na auta elektryczne, bo te na mrozie szybko sie rozladowaly. Skrajnie lewicowa "Grupa Wulkaniczna", ktora przyznala sie do podpalenia mostu linowego, opisala ten akt sabotazu jako samoobrone miedzynarodowej solidarnosci ze wszystkimi, ktorzy chronia Ziemie i zycie. No nie debile? Jak wszyscy z tych podkarmianych przez rzadzacych organizacji NGO, tych antif, ktorych czlonkowie probuja mlotkami zabijac ludzi wygladajacych na zwolennikow prawicy, jak to mialo miejsce na Wegrzech, gdzie w wiezieniu siedzi ten odmieniec z Niemiec, facet o imieniu Maja.
   Tym razem awaria okazala sie byc na tyle powazna, ze zakonczenie prac nad przywroceniem pradu zapowiedziano dopiero na czwartek 8 stycznia. To do kupy 6 dni i o ile latem mozna by jakos sprobowac ratowac sie grillem w ogrodku, dni sa dlugie, jest cieplo, mozna korzystac z rowerow, tak w zimie wszystko wyglada znacznie gorzej. Zamknieto wszystkie placowki oswiatowe, szkoly, przedszkola, swietlice i nagle okazalo sie, ze trzeba pilnie ewakuowac szpitale i domy opieki. Powiecie, ze przeciez tego typu placowki dysponuja agregatami pradotworczymi. No coz, teoretycznie powinny dysponowac, tyle tylko, ze wladze Berlina (CDU + SPD) w beztroskim przeswiadczeniu, ze takie rupiecie nie sa koniecznie potrzebne, a nawet calkiem zbedne, wyslaly je w liczbie 470 na Ukraine, pozostawiajac placowki opiekunczo-medyczne z reka w nocniku w kryzysie. Poprzewozono ludzi ciezko chorych, niepelnosprawnych, starych do jakichs hal sportowych, zeby te kilka dni mogli spedzic w cieple, kiedy w tym samym czasie w Hotelu Dormero na Ku´Damm luksusowe pokoje zajmowali azylanci. Inni mieszkancy, nie wymagajacy z racji chorob czy wieku obcej pomocy, zdani byli wylacznie na siebie, mogli sobie wynajac hotel za wlasne pieniadze, bo panstwo gwarantowalo im talon na 70 euro i to tylko  wtedy, jesli ich dochody byly odpowiednio male. Wygrali ci, ktorzy mieli rodzine lub znajomych w innych dzielnicach Berlina i mogli spedzic te kilka dni u nich, majac swiadomosc, ze w tym czasie ich mieszkanie moze zostac spladrowane i ograbione przez kolorowych lowcow okazji do wzbogacenia sie. Policja bowiem nie moze byc wszedzie. Dlatego wiele osob pozostalo we wlasnych mieszkaniach, zeby uchronic je przed zlodziejami. Pewna prywatna firma ochroniarska zaoferowala pro bono swoje uslugi w transporcie czy pilnowaniu pozostawionych domow, wladze sie nie zgodzily, widocznie w trosce o swoich pupilkow, zeby w spokoju mogli pladrowac cudze domy. A jedynym zmartwieniem kanclerza byl kryzys energetyczny na Ukrainie, nie pofatygowal sie na miejsce berlinskiego kryzysu.
   A swoja droga, to typowe, ze jesli gdziekolwiek na swiecie cos sie dzieje, jakis zywiol nawiedza okolice, rozpetuja sie zamieszki, podpalenia, na filmach z placu boju widac glownie czarnych wynoszacych ze sklepow wypasione telewizory czy inne kosztowne dobra. W Berlinie podobno kilka sklepow, glownie spozywczych, zostalo wyczyszczone do zera. 
   A ci unijni geniusze chca uwalic ludzi w zakaz gotowki, juz widze jak w czasie awarii bedzie mozna placic kartami czy telefonami. No tylko pogratulowac przygotowania do jakiegokolwiek kryzysu tym przymusem narzuconym przez zielone lady poslugiwania sie wylacznie jakimis energiami odnawialnymi napedzanymi pradem. Juz sie ciesze.
   A partie, ktore swoja glupia polityka doprowadzily do destrukcji przemyslu, rolnictwa i pelnej destabilizacji panstwa za sprawa niekontrolowanej migracji i braku konsekwencji w deportacjach, pewnie niedlugo zorganizuja protesty Babc przeciw Prawicy czy innych populistycznych akcji, ze to niby AfD wszystkiemu winna. Calkiem jak Tusk winien sniezycy. A Putin wszystkich innych niedogodnosci.
   Wladzunia i mainstreamy juz dopisuja swoja wersje, ze niby Rosja ma do czynienia z tym aktem sabotazu na wielka skale, a eksperci do spraw bezpieczenstwa wieszcza, ze na Berlinie sie nie skonczy, inne duze miasta tez beda atakowane. Ale sami zobaczcie, ta grupa ekstremalnej lewicy przyznala sie do podpalenia niby w walce z kapitalizmem, ale po dupie dostali nie kapitalisci, a najzwyklejsi obywatele. Bo lewacy i zieloni to osobniki niespecjalnie oczytane, za to zawziete i fanatyczne. Przykleic dupy do asfaltu, zniszczyc jakis zabytek czy dzielo sztuki, odebrac zwyklym ludziom prad albo doprowadzic do obowiazku nakretek do butelek na sznurku. I paczta ludziska, od razu klimat sie ochlodzil - to dziala!!! CUT!
   Kupilam na wszelki wypadek taki wiekszy powerbank i duzy zapas zarcia dla futer, a auto mam stale zatankowane do pelna. Zapas baterii w piwnicy, radio na korbke i sporo swiec, poza tym kilka litrow wody mineralnej bez babelkow. 
   Ale co mi po tym, jak panstwo nie inwestuje w bezpieczenstwo energetyczne z powodu wysokich kosztow i rownie wysokich wydatkow na przestepczych darmozjadow nazywanych dla zmylki azylantami, a wiele placowek pozbawia sie generatorow pradu, bo niby potrzebne sa na Ukrainie. Jak zawsze dobro calego swiata przed dobrem wlasnego kraju i obywateli.


06 stycznia 2026

Bankowe domino

    Na pewno juz slyszeliscie, bo podawano w polskich mediach, a jesli nie, to posluchajcie. W Gelsenkirchen wlamano sie do pomieszczenia ze skrytkami bankowymi miejscowej Sparkasse i ponad 90% z nich wyczyszczono do zera. Przypuszczalna suma kradziezy to 30 milionow euro, taka jest wersja oficjalna. W rzeczywistosci straty sa z pewnoscia znacznie wieksze. Dlaczego? Juz tlumacze. 
   Tenze bank miesci sie w dzielnicy tlumnie zamieszkiwanej przez Turkow, tych zadomowionych tu od pokolen, pracujacych, majacych dawno obywatelstwo. Ten narod ma w zwyczaju na kazda okolicznosc (narodziny dziecka, sluby itp) obdarowywac sie zlotem, glownie w postaci sztabek, rzadziej bizuterii, bo sztabka czy moneta to dobra lokata kapitalu. Niektorzy robia nie do konca legalne interesy, wiec i gotowki w skrytkach nie brakowalo. I teraz tak, bank w razie czego wyplaca za skrytke ryczalt 10.300 euro (taki przelicznik z poprzednich 20 tysiecy marek) i taka sume podano jako wysokosc lupu zlodziei - te 30 milionow, z tym, ze w skrytkach bylo na pewno duzo, duzo wiecej. Podam przyklad: zloty krugerrand kosztuje ok. 3500, trzy takie monety to mniej wiecej wysokosc odszkodowania, ale jak znam zycie, to klienci mieli tam raczej znacznie wiecej dobra niz po trzy monety. 
   Mozna oczywiscie zalozyc sobie prywatnie dodatkowe ubezpieczenie na zawartosc skrytki bankowej, ale malo kto podejmuje takie kroki, wierzac, ze przeciez w banku te jego dobra sa bezpieczne, a poza tym gotowki nie ubezpieczy zadna ubezpieczelnia, bo gotowka powinna lezec na koncie, a nie w skrytce. 



   Na pierwszym zdjeciu jest pomieszczenie archiwum, przez ktore zlodzieje przeszli do pomieszczenia ze skrytkami, z tylu w scianie widac wywiercony otwor, przez ktory dostali sie do srodka, z drugiej strony sa pomieszczenia parkingu. Na drugim zdjeciu widok z zewnatrz. Policja ma cala liste bardzo powaznych watpliwosci:
1. w pomieszczeniach Sparkasse nie bylo kamer, jedyne zdjecia, jakimi policja dysponuje, sa z monitoringu parkingu (sprawcy byli zamaskowani),
2. nie uruchomil sie zaden alarm,
3. bank nie posiadal czujnika wstrzasow, ktory moglby zadzialac podczas wiercenia,
4. jak widac na drugim zdjeciu, nad bankiem sa mieszkania, ale nikt nic nie slyszal. Znacie dzwieki, jakie sie rozchodza po budynku, kiedy mieszkacie na parterze, a sasiad z piatego pietra pracuje wiertarka? No wlasnie.
5. z tychze powyzszych powodow ubezpieczalnia moze (i z pewnoscia to zrobi) odmowic wyplaty odszkodowan za brak podstawowych srodkow zabezpieczajacych ze strony banku, a to znaczy, ze klienci zostana z reka w nocniku, bo nawet tej jalmuzny w wysokosci 10.300 tez nie bedzie. A jak znam zycie i okolicznosci, to kwota lupu moze byc liczona w setkach milionow euro.
   Podam jasny przyklad z wlasnego podworka, ja mieszkam na parterze, potrzebuje na krotko skoczyc do sklepu, wiec nie klopocze sie zamykaniem okien otwartych na uchyl i nie zamykam drzwi na klucz, bo przeciez nie bedzie mnie tylko pol godzinki. W tym czasie mam wlamanie i nie dostaje odszkodowania, mimo ze mam mieszkanie ubezpieczone od wlamania, ale poniewaz zachowalam sie lekkomyslnie, to ubezpieczelnia nie placi. A oni juz bardzo dokladnie i skrupulatnie badaja sprawe, wysylaja swoich rzeczoznawcow, bo ktoraz to ubezpieczelnia chetnie wyplaca odszkodowania? Brac umieja, ale placic to juz niechetnie, wiec szukaja dziury w calym, zeby sie uchronic. Tak bedzie z powyzszym przypadkiem banku.
   Na swiatlo dzienne wychodza coraz to weselsze fakty, klienci kipia wsciekloscia, bo juz wiedza, ze wszystko, co mieli, poszlo sie bujac. Myslicie, ze to koniec? No nie, a zapowiada sie na jeszcze wiecej. Trzeba zaopatrzyc sie w popcorn.
   Z filli Sparkasse w Bonn zginelo ze skrytek 2 kg zlota (wartosc ok. 250 tysiecy euro), podejrzewaja jednego z pracownikow, wlamania bowiem nie bylo, ale gostek jest na wolnej stopie.
   Z filii Sparkasse w Halle (Westfalen), w porze kiedy normalnie pracowala (12.45-13-10) okradziono cztery skrytki, wartosc lupu nieznana. I znow kamer nie bylo.
   To wszystko wyglada na przestepstwo zlecone, ze wskazaniem gdzie i komu oplaca sie zabierac w tym konkretnym banku. Poza tym te zdarzenia jasno pokazuja, ze skrytki bankowe absolutnie nie chronia dobr, jakie w nich deponujemy, wierzac, ze nigdzie nie beda tak bezpieczne jak w naszpikowanym elektronika banku. No coz, mozna sie bardzo pomylic. I chyba ktos musial wiedziec, ze w skrytkach byly lewe pieniadze czy zloto z nie calkiem legalnych geszeftow i nikt nie bedzie smial sie dopominac o ich zwrot, bo sam narazilby sie fiskusowi i wymiarowi sprawiedliwosci. No mistrzowska kradziez!

04 stycznia 2026

Spal zólte kalendarze...

    Kalendarze przygotowalam juz ostatniego dnia grudnia po poludniu, no bo przeciez nie bede latac po nocy i rozwieszac, a mam tego sporo. No bo tak: w kuchni wisza dwa, zamawiany przeze mnie z wybranymi zdjeciami i ten z 365 kartkami do zrywania, ktorego wlasciwie nie potrzebuje, ale jak wiadomo, przyzwyczajenie to druga natura, wiec najpierw kupowala mi go mama, a teraz marudze Bogusi. Jako drugi Bogusia kupuje mi wedlug zyczenia, a to kalendarz ze zdjeciami Crisa Froesa, a to z Kotem Jasniepanem, a teraz miala sama wykazac sie kreatywnoscia i dostalam kalendarz z zamkami w Polsce, piekny! Ten z zamkami wisi w przedpokoju naprzeciwko drzwi od kuchni i maskuje skrzynke z bezpiecznikami. W sypialni wisi apteczny, ktory rok w rok dostaje z naszej apteki, gdzie jestem wieloletnia klientka, ze znaja mnie juz po nazwisku, w tym roku to kwiaty. Ostatni wisi w lazience vis a vis kibelka, zeby przy czynnosciach bylo na co popatrzec i sie nie nudzic. Ten to zdjecia Getyngi autorstwa naszego guru z grupy fotograficznej, to juz trzeci z kolei, bo pierwszy wygralam na grupie, a dwa nastepne juz sobie kupilam, bo ladne. Ostatni wisi u mamy i ten dostala od firmy przysylajacej opiekunki. 
   Musze sie Wam przyznac, ze nigdy nie ogladam nowych kalendarzy, tych sciennych ze zdjeciami, bo lubie sie zaskakiwac kolejnymi miesiacami, ktore poznaje dopiero wtedy, kiedy nadejda. Bogusia pytala mnie wprawdzie, jak mi sie podoba ten, ktory kupila, a ja klamliwie odpowiedzialam, ze bardzo, ale nie ogladalam wszystkich zdjec, bo nie i juz! Obejrze, kiedy przyjdzie czas.
   Ja w ogole mam pierdolca na liczenie czasu, bo jak wiadomo, tylko szczesliwi czasu nie licza, a ja przeciez do szczesliwych nie naleze, wiec wszedzie mam zegary i zegarki. Nawet w lazience mialam, ale ten sie spoznial, wiec go wyrzucilam. W lazience i tak zawsze mam ze soba smartfon, bo jak juz kiedys wspomnialam, przy ablucjach lubie sluchac politycznych podcastow, wiec i godzine mam pod reka.
   Ostatnio zapunktowalam sobie u nowej sasiadki z przeciwnej strony ulicy, wprowadzila sie po smierci poprzedniczki, tez bardzo sympatycznej kobiety. Zadzwonila do drzwi w nowy rok i pytala, czy nie wiem, do kogo nalezy auto z rejestracja hamburska, ktore ja tak zastawilo, ze boi sie wyjechac. Tego akurat nie wiedzialam, ale pytam, czy ma Parkhilfe (to te pip-pip kiedy zderzak zbliza sie do przeszkody i piiiiiiiiip, kiedy juz prawie jej dotyka, nie wiem, jak to sie nazywa po polsku), no nie miala, wiec zaproponowalam, ze jej pomoge wyjechac. Faktycznie musiala dobre piec razy bujac sie w przod i w tyl, zanim dala rade wyjechac, a spieszyla sie do pracy. Rzeczywiscie bez tego pipania czy mojej pomocy moglaby miec problem i uszkodzic tego hamburskiego buca, ktoremu myslenie i empatia byly obce, kiedy parkowal. Nasza uliczka jest niewielka, wiec czesto zdarzaja sie takie sytuacje, ze nielatwo jest wyjechac, ale z Parkhilfe nawet ja radze sobie swietnie. Nigdy wczesniej nie mialam takich ulatwien w aucie, ale teraz nie wyobrazam sobie tego nie miec. Podobnie zreszta jak klimatyzacji, kto kiedys w Polsce mial klimatyzacje, okno sie otwieralo i wialo przyjemnie, choc czesto potem jakies lumbago krzywilo szyje. Albo ABS i jeszcze jakies cuda-wianki ulatwiajace kierowcom zycie. A teraz? No nie ma takiej opcji, zebym nie miala, wygody uzalezniaja. Ja zreszta i tak dopiero niedawno nauczylam sie parkowania rownoleglego i wciskania w niewielkie luki, bo kiedys wolalam nadkladac drogi, nawet sporo, zeby znalezc miejsce, gdzie moglam wjechac przodem, jednym kolem na kraweznik. A tera umim i dumna jestem, a co!

02 stycznia 2026

Umownie

    Dzien taki sam jak przedwczoraj, w poprzednim roku, tylko w kalendarzu jest umownie inaczej. W moim zyciu to pierwszy taki nowy rok, o ktorym wiem, ze bedzie znacznie gorszy od poprzedniego, dlatego z przykroscia i bolem czytalam zyczenia szczescia, zdrowia i spokoju. Nie bedzie niczego z tych trzech pojec w moim zyciu, ja to wiem i powinni wiedziec wszyscy ci, ktorzy sa blisko mnie, bo takie zyczenia wygladaja troche na kpine, ale mimo wszystko dziekuje.
   Stary rok zakonczyl sie dla mnie gigantycznym zalamaniem psychicznym, tak samo zreszta zaczal sie nowy. A wiadomo, ze tego typu problemy rzutuja na samopoczucie. Jest zle, bedzie pewnie gorzej, rozrusznik moze i pomaga w pracy serca, ale duszy nie uleczy, a ta z kolei zneca sie nad tym nieszczesnym organem, zmusza go do galopu albo przeciwnie, zwalnia, powoduje fizyczny bol. Wiem, jesli serce boli, to nie jest to nic niepokojacego, jedynie tzw. nerwica i kardiolog nic na to nie pomoze, najwyzej udzieli rady, zeby miec mniej stresu w zyciu. Kolejna upierdliwa dolegliwosc to dzwonienie w uszach i wiem, ze to niegrozne, ale czasem mam ochote obciac sobie ten leb, byle przestac slyszec to dzwonienie. Czuje, ze moja zmora wraca ze zdwojona sila, a ja powoli nie mam sily z nia walczyc, zreszta termin do specjalisty od duszy to w tej chwili u nas ok. roku, ludzie gremialnie choruja psychicznie, glownie jest to depresja, burn out i inne podobne choroby bedace nastepstwem ogromnego stresu. A nowy rok przynosi ze soba kolejne wyzwania, glownie finansowe, inflacja, podwyzki na kazdym polu, wprowadzanie nowych ograniczen i obowiazkow, przymusow i inwigilacji, bo po pierwsze trzeba miec z czego utrzymac tych "uchodzcow", ktorym nie chce sie pracowac, a po drugie kontrola nad spoleczenstwem musi byc rozszerzona, bo spoleczenstwo zaczyna sie budzic z nirwany o pieknej wspolnej Europie, ktora z dnia na dzien przeobraza sie w Europe dyktatorska. Dyrektywy sa nie tylko coraz glupsze, ale i coraz drozsze, a kontrola i sankcje coraz ostrzejsze.
   Osobnym tematem jest slepa wiara niektorych, ze Ukraincy sa buforem chroniacym inne panstwa przed zakusami Rosji, nie sa. Oni maja na celu jedynie wlasny interes, nawet nie interes panstwa. Kradna darowizny wojenne na potege, co rusz slychac o kolejnych aferach korupcyjnych w tym panstwie. Ci ukrainscy "uchodzcy" (nie wszyscy, bo nie mozna uogolniac) zyja jak paczucie w masle, rozjezdzaja niemieckie autostrady tak drogimi furami, ze niejeden Niemiec nie moglby sobie na nie pozwolic, ale ciagna pomoc socjalna i ani mysla podjac zadnej pracy. Nie byloby uczciwiej, zeby najpierw pozbyli sie majatku, a pozniej prosili o socjal? Niemiec na socjalu nie ma prawa w ogole miec auta ani zadnego innego majatku. Podwojna moralnosc? No i te ich wyjazdy na swieta na Ukraine, gdzie podobno grozi im smiertelne niebezpieczenstwo. Podroz i pobyt oplacane z niemieckiego minimum socjalnego? Mnie nie stac na wyjazd na kilka dni do Harzu.
   No i to straszenie wojna. U niektorych mentalnosc zatrzymala sie w koncu lat 30-tych ubieglego wieku i wieszcza, ze pokojowe relacje Niemiec z Rosja, jakie mialy miejsce, zanim unia nakazala ich zerwanie, to gotowy przepis na powtorke 1 i 17 wrzesnia 1939. Ale skrzetnie zapominaja o bogatej wspolpracy z okupantem swoich ukrainskich pupilkow, o Wolyniu, SS-Galizien, banderowcach i UPA. Teraz ukrainscy terrorysci wzieli sie za wysadzanie gazociagow, zeby uniemozliwic Niemcom korzystanie z rosyjskiego gazu, ale jakos niemieckie dotacje, prezenty, pomoc socjalna i militarna im nie przeszkadzaja i nie brzydza. Nie ludzcie sie, Ukraina walczy we wlasnym interesie, nie w Waszym ani naszym. A poza tym, jesli wczesniej sie ta wojna nie skonczy, czekaja Waszych synow wezwania w kamasze, podczas gdy ukrainscy poborowi w wieku 18-24 beda siedziec w ciepelku na niemieckim socjalu, bo ich prezydent zwolnil ich z obowiazku obrony ojczyzny i pozwolil wyjezdzac z kraju. Juz nawet nasz kanclerz podjal temat, zeby wracali do siebie walczyc. Juz to widze, skoro nawet pracowac im sie nie chce.
   Sylwestra spedzilam na ratowaniu Toyki z atakow paniki, z poczatku bylo burzliwie, ale kiedy zaczal dzialac ten zel wcierany w dziaselka, Toya sie prawie uspokoila, w kazdym razie nie trzesla sie jak na poczatku, choc do lezenia preferowala miejsce miedzy sofami i regalem z ksiazkami, tam polozylam jej to kudlate poslanie, przykrylam kocem i tam sobie spokojnie lezala. Ja za to sama popijalam rozowe wino musujace Brut Dargent w wersji piccolo.








   Jakims cudem przezylysmy  te kanonade, chociaz mimo zelu przy glosniejszych wybuchach zrywala sie z tego swojego kacika i szukala spokojniejszego miejsca. Tyle ze u mnie wszystkie pomieszczenia maja okna, ktore byly wprawdzie zamkniete i zasloniete, ale niewiele to dalo. W kazdym razie moge z cala odpowiedzialnoscia polecic ten zel SILEO, juz trzeci czy czwarty rok uzywamy go w okresie okolosylwestrowym i dziala. Przynajmniej pies sie nie trzesie i nie panikuje.

Dodatkowe

     Jakbym miala ich za malo. Obowiazkow. To doszly mi dodatkowe, ktore jeszcze do niedawna dawal rade wykonywac slubny. Latwe przeciez byl...