To mogloby byc nawet smieszne, gdyby nie bylo tak tragiczne, jednak cala ta sytuacja budzi we mnie ogromny strach, co bedzie dalej, co mnie jeszcze czeka. Przyszlosc jawi sie w czarnych kolorach, a ja, choc lubie czern, w tym przypadku naprawde mam ochote umrzec, bo nie wyobrazam sobie, jak to bedzie pozniej, skoro juz teraz dzieja sie takie cyrki.
Zdazylam juz zabrac karte bankowa slubnego, ktory zreszta i tak nie pamietal swojego pinu, wprawdzie dostal drugi, ale ten tez od razu dobrze schowalam. Jesli potrzebuje pieniadze, dostaje je ode mnie po uprzednim wywiadzie, na co sa mu te pieniadze potrzebne. Skad takie srodki zapobiegawcze? Kiedy dostalam w rece wyciagi z konta, o malo nie zeszlam na zawal, facet pojechal po calosci i bez trzymanki, w jednym miesiacu wyciagnal z konta ponad 1000 euro, byly tygodnie, ze bral codziennie po 30 euro, raz capnal 500, raz 200, byly tez dni, ze bral z konta po dwa razy. Oczywiscie on nie wie, dlaczego tyle bral, nie wie, na co bral i nie wie, gdzie sa pieniadze. Mialam ochote go od razu zamordowac, ale udalo mi sie przekonac go do oddania mi jego karty bankowej. Teraz przynajmniej mam kontrole nad kontem, jeden klopot z glowy.
O zgubieniu kluczy w wigilie juz pisalam, wszystko skonczylo sie szczesliwie, ale nie musialo, bo w najgorszym przypadku moglibysmy byc zmuszeni do wymiany zamkow.
Ale to, co on zrobil ostatnio, podkrecilo moje obawy o przyszlosc na znacznie wyzszy poziom. We wtorki robie zawsze zakupy, przed wyjsciem z domu siedzialam jeszcze troche przy lapku, pozniej go zamknelam, na wierzchu polozylam podkladke pod mysz, mysz i okulary. Nie bylo mnie moze godzine. Wracam, wypakowuje zakupy, siegam po okulary - nie ma ich w tym miejscu, gdzie byly. No ok. czasem Bulka grzeje chudy tylek na zamknietym lapku, wiec pomyslalam, ze moze je stracila (stroncila, nie stracila). Obszukalam wszystko dokola, zapytalam mame, czy nie widziala, potem pytam slubnego. Wrzask, ze taaak, on na pewno mi ukradl te okulary, co ja sobie mysle. On mi zawsze pomaga wnosic zakupy i kiedy otwieralam drzwi od mieszkania, zauwazylam obok drzwi lezaca pompke rowerowa, wiec pytam, skad sie wziela, na co on ze nie wie i ze zaniesie ja do piwnicy.
Tego dnia wszyscy szukalismy tych moich okularow, poratowalam sie zapasowymi, ale nie dawalo mi spokoju, co moglo sie stac z moimi. Prawie juz pogodzilam sie z ich strata, bo na 100% wiedzialam, ze jedynie slubny mogl cos z nimi zrobic, ale ten szedl w zaparte i jeszcze na mnie wrzeszczal. W srode poszlam do pracy, po drodze wstapilam do takiej naszej lokalnej galerii handlowej, gdzie w
sklepie nie dla idiotow kupilam duzy powerbank, zeby nie zostac z nienaladowanym telefonem w razie kryzysu, potem wpadlam do OBI, gdzie kupilam taki metalowy stelaz do kulek dla ptakow, ktore to kulki wczesniej zawieszalam w siateczkach i wprawdzie pilnowalam, ale z tylu glowy mialam, ze czasem te ptaszki sie w siateczki zaplatuja i umieraja. Teraz juz nie bedzie takiej opcji. Do tego kupilam cale wielkie pudlo nowych kulek, w mieszkaniu zostawilam torebke, odcielam metke z cena ze stelaza i pognalam instalowac wszystko na krzaku pod balkonem. Przy drzwiach wejsciowych jest na klatce schodowej kaloryfer. Ja patrze... a na tym kaloryferze lezy pompka do roweru i... moje okulary. Jednoczesnie bardzo sie ucieszylym i wqrwilam do czerwonosci, polecialam do domu, zawolalam slubnego i zapytalam najgrzeczniej jak umialam, co to ma byc, choc rece zwiniete w piesci swedzily mnie, zeby mu zasadzic miedzy oczy i spuscic ze schodow. Byl szczerze zdziwiony, nie wiedzial, nie pamietal, dziura w czasoprzestrzeni mozgowej. Powiedzialabym nawet, ze byl tym wszystkim przerazony, ja zreszta tez.
![]() |
| Ptasia jadlodajnia |
Teraz kuje zelazo poki gorace i namawiam go, zeby wybral sie do rodzinnej, bo sa jakies leki, ktore co prawda nie wylecza, ale moga spowolnic rozwoj choroby. Do niczego nie moge go zmusic, on sam musi dojrzec do tego, ze jest chory i potrzebuje pomocy medycznej. Zeby uprzedzic ewentualne pytania, droga do umieszczenia go w placowce zamknietej jest kreta i daleka, musi sie jeszcze wiele wydarzyc, nie chce sie tu wdawac w szczegoly, ale znam sprawe w przypadku mamy P., jak dlugo trwalo i do jakich cyrkow dochodzilo, zanim jego mama trafila do domu opieki, a jeszcze pozniej, jakie sadowe korowody musial przechodzic, zanim zdolal ja czesciowo ubezwlasnowolnic. I ile lat wszystko trwalo. Tu nie ma tak, ze czlonek rodziny chce, to dom opieki juz czeka z otwartymi ramionami i przyjmuje delikwenta. Na razie wiec wywieram jedynie lekka presje, zeby udal sie do rodzinnej po pomoc, ale zmusic do niczego nie moge. Pozostaje mi tylko modlic sie, zeby nie gubil kluczy i nie chowal w chwilach otumanienia moich rzeczy. Szczegolnie, ze teoretycznie mogl z tymi okularami zrobic wszystko, np. wyrzucic do smieci gdzies daleko od domu, wiec szukaj wiatru w polu. A jak zachce mu sie pobawic moim portfelem ze wszystkimi dokumentami, kartami bankowymi i pieniedzmi? Gdzie mam to przed nim chowac? Pozostaje nadzieja, ale wiadomo, ze to matka glupich.

Panterko, przerabiałam to z moim ojcem. Nie jestem pewna, czy istnieją leki spowalniające tą chorobę. Lekarz oczywiście "leczył" tatę, no bo wiadomo, z czegoś musi żyć, jako i aptekarz.
OdpowiedzUsuńCzas choroby taty to była męka dla mamy, dlatego bardzo Ciebie rozumiem i współczuję.
Bywały takie sytuacje, jak u Ciebie z okularami. W Polsce mieszkaliśmy z rodzicami "domek w domek", oni u siebie, ja u siebie. Zanim tato dostał diagnozę "demencja", robił dziwne rzeczy. Na przykład raz, po kolacji wigilijnej, rodzice pożegnali się i wyszli. I po jakimś kwadransie wrócili, mówiąc, że tacie wypadł z ręki klucz od ich domu, i żebym pomogła im szukać. Walił śnieg, zrobiły się zaspy, a my troje na czworakach, przyświetlaliśmy sobie jedną latarką i grzebaliśmy w tym śniegu. Zrezygnowana zaproponowałam, żeby przespali się u mnie, a rano coś wymyślimy. Wróciliśmy do mnie, coś mnie tknęło, włożyłam rękę do kieszeni kurtki taty, a tam klucz. Żeby nie było- przyczepiony był do takiej wielkiej gruchy, żeby było łatwiej namacać .....
Taty po dwóch latach już z nami nie było. Ale nie ma reguł. Musisz być silna. Jestem z Tobą sercem.
Tu moze byc roznie z dlugoscia chorowania, ja czasem mysle, ze on mnie przezyje, mimo ze jest ode mnie 13 lat starszy. Ale ja jestem bardziej chora od niego, znaczy cielesnie, on w wieku 82 lat nie bierze ani jednej pastylki, serce, cisnienie, cholesterol - wszystko jak u 20-latka. Tyle ze padlo mu na glowe.
UsuńBiorac pod uwage, ze sasiadka opiekowala sie dementna matka przez 20 lat i sama przezyla ja o pol roku, to moje perspektywy nie wygladaja rozowo. Ja naprawde boje sie, co on jeszcze w stanie otumanienia moze nawyprawiac, ile niepowetowanych szkod narobic, podpalic, zniszczyc czy wyrzucic. To dopiero poczatki choroby, wszystko przede mna.
Moge sobie tylko wyobrazic i wspolczuc, zwlaszcza ze ta choroba jest nieuleczalna i progresywna. Rzeczywiscie musisz miec oczy dookola glowy by kontrolowac i zyc w ciaglym niepokoju co nowego sie stanie.
OdpowiedzUsuńPrzytulam.
Kiedy pomysle, ze to sa dopiero "mile zlego poczatki", to odechciewa mi sie zyc. Bo zanim zacznie sie nadawac do osrodka zamknietego, to mnie wykonczy.
UsuńNo tak, modlić się, ale nawet nie ma do kogo.
OdpowiedzUsuńZreszta wiadomo, jak modlitwy "skutecznie" dzialaja.
UsuńSmutno czytac, wspolczuje Tobie, jemu. Dobrze ze juz sam jest zaniepokojony, bo to jest wazne zeby lekarka wiedzialam, wtedy chyba zrobi jemu jakies testy zeby przekonac sie jak jego pamiec pracuje, leki chyba tez jakies beda.
OdpowiedzUsuńP. zrobil mi krecia robote mowiac przy slubnym, ze te leki maja sporo dzialan ubocznych i ze jego mama bardziej cierpiala z ich powodu niz przez luki w pamieci i ze szybko z nich zrezygnowala. Slubny zaraz podjal temat, ze w takim razie nie oplaca sie isc do rodzinnej. I tak znalezlismy sie w punkcie wyjscia.
UsuńPozwolę sobie wtrącić moje trzy grosze, bo zęby na demencji zjadłam, pracowałam do ubiegłego roku z demencją i mam sporo doświadczenia. Co do leków, to nigdy przenigdy nie należy dopuścić do takiej sytuacji, jak u Ciebie z P. Można przesypać pigułki do buteleczki z napisem "Witaminy", a najlepiej jakieś swoje witaminy brać w obecności chorego, bo to usypia czujność. (Mój tato był przekonany, że mama chce go otruć ). W domach opieki bywa, że leki są ucierane na proszek i dodawane do jedzenia. Do lekarza nie idzie się "po poradę", tylko "do kontroli ciśnienia" lub skłamać coś podobnego. W ostateczności lekarz przyjdzie do domu, gdyby chory za nic nie dał się zaprowadzić do przychodni.
UsuńNo cóż, trzeba sił i stalowych nerwów, aby opiekować się chorym z demencją. Powinien
ktoś Cię regularnie odciążać Kochana.
Co do końskiego zdrowia Twojego Męża: mój tato miał wszystkie własne zęby, gęste włosy, oprócz jaskry nie chorował na nic, żadnego nadciśnienia, nadwagi czy cukrzycy. I nagle stało się. Dbaj o siebie Panterko.
Slubny nigdy w zyciu nie bral zadnych lekow, nawet witamin, wiec i teraz nie zacznie. Jesli nie pojdzie sam do lekarza, to nie ma szans na to, zeby go zaprowadzic, jest tak uparty, ze sie nie uda, a jesli wezwalabym rodzinna do domu, to moze sie zdarzyc, ze go nie bedzie, bo on przez caly dzien gdzies lazi, wciaz spaceruje.
UsuńNikt mnie nie zastapi, corki maja wlasne posrane zycie, samotnie wychowuja dzieci, pracuja, a i tak wpadaja do nas posprzatac, nie mam wiec sumienia prosic o wiecej. Pamietaj, ze mam jeszcze pod opieka 93-letnia mame, dwa koty i psa.
Moze cos sie ruszy, gdyby slubny dostal stopien niepelnosprawnosci, ale chwilowo uchodzi za bardzo zdrowego.
no zdaje sie głos rozsądku i doświadczenia.
UsuńMasz na mysli Ele? Znam mniej wiecej przebieg tej choroby, bo wilu moich znajomych mialo rodzicow z demencja, u kazdego przebieg jest inny, w zaleznosci, jaka czesc mozgu jest zaatakowana. Ja najbardziej sie boje jego dlugowiecznosci i zdrowia cielesnego, niekompatybilnego z wiekiem.
UsuńNo tak, pocieszać Cię nie będę, bo nie będzie lepiej, niestety. Smutno...
OdpowiedzUsuńZ calym tym kramem jestem zupelnie sama, bo od corek tylko slysze, ze mam miec wyrozumienie, bo ojciec jest chory. Za to ja jestem przeciez okazem zdrowia i o mnie nie trzeba sie w ogole martwic.
UsuńPrzytulam. Nie przerabiałam osobiście, choć przez jakiś czas kontaktowałam się jeszcze z teściową w początkach jej demencji. Wiem, że potem nie była agresywna, na całe szczęście, ale też wesoło nie było. Odmieniło jej się na tyle, że jak całe życie mnie nie lubiła, choć nie okazywała tego wprost, tak w czasie demencji kochała mnie na zabój. Kręte są drogi tej choroby. I najgorsze, że nawet mając kasę nie można w niej poprosić o eutanazję. Cóż, nie pocieszę, mogę tylko wirtualnie przytulić.
OdpowiedzUsuńJa najchetniej poprosilabym o eutanazje dla siebie, bo nie wiem, jak ja to dalej wytrzymam, skoro juz mam dosc, a to dopiero poczatek choroby, ktora nawet nie jest zdiagnozowana przez lekarza. Najgorsze jeszcze przede mna.
Usuńjesoo mario no jestem Twoim wpisem przerażona. serio. a nie możesz mieć w domu szafki na klucz albo szuflady albo coś, żeby tam chować dokumenty, akty notarialne, dowody, karty, portfel.... bo w zasadzie niczego nie możesz być teraz pewna.
OdpowiedzUsuńa teraz sobie upiornie zażartuje, że może zapomnieć, że już brał tabletki ...
nie bij. dużo kryminałów słucham ostatnio.
No nie moge byc niczego pewna, taka prawda, on sam nie moze byc siebie pewny. No a zamykac wszystko we wlasnym domu... zreszta gdzie, w koncu jakos trzeba moc zyc. Chwilowo te odpaly zdarzaja sie relatywnie rzadko, ale zdaje sobie sprawe, ze moze byc tylko gorzej i czesciej.
UsuńHmmm Nie wybiegaj zbytnio w przyszlosc bo to tylko doluje.
UsuńZapisuj te wszystkie przypadki i sama idz z tym do lekarza gdy zaczna zbyt czesto wystepowac. Proces moze byc jednak dlugi.
Orzeczenie niepelnosprawnosci jest chyba nieosiagalne w tym przypadku. Sam wiek nie wystarczy.
W moim otoczeniu od pierwszych objawow minelo chyba z 6 lat zanim zaczeto myslec powaznie o pomocy z domem opieki, gdzie pobyt trwal nastepne 6 lat. Sama zainteresowana nigdy nie zgodzila sie na nic w tym kierunku. Wymyslila sobie, ze ma reumatyzm i dlatego nie potrafi ugotowac najprastszej potrawy, gdy nie potrafila zrozumiec co czyta to twierdzila, ze wzrok nagle jej sie pogorszyl, serce ja bolalo gdy nalezalo zalatwic cos w urzedzie i tylko na wizycie u lekarza nic jej nie dolegalo.
Niestety taka osoba tez cierpi, jest zagubiona, nie robi tego na zlosc. Taka osoba uwaza, ze nagle swiat i otoczenie sie zaczelo zmieniac, nie ona. Najbardziej jednak cierpia najblizsi, bo im jest najtrudniej to zaakceptowac.
Pantero, bardzo wspolczuje. Szukaj sprzymierzncow, gdziekolwiek.
Echo, ja wiem jak dluo moze trwac ta choroba, sasiadka opiekowala sie mama przez 20 lat, pod koniec juz w stanie wegetatywnym, ale tez wczesniej jej mama odwalala takie cyrki, ze i policja przyjezdzala, bo darla sie na balkonie, ze ja bija.
UsuńDemencja to jest niepelnosprawnosc, wprawdzie mozgowa, ale jest i mozna dostac stopien niepelnosprawnosci. Musze podzwonic do naszej kasy chorych.
Wiesz jak to jest z tymi sprzymierzencami, oni sami potrzebuja mojej pomocy, dla nich tylko babcia i ojciec sa chorzy.
Oj, przytulam wirtualnie i mam nadzieje, ze jednak uda Ci sie naklonic go do konsultacji u rodzinnej. Po doswiadczeniach z tesciowa az za dobrze wiem, jak jazde moze rodzinie urzadzic ktos z demencja.
OdpowiedzUsuńPrzy czym, ani ja nie jestem oaza cierpliwosci, ani on i dosc latwo nas nakrecic na 180, a on dodatkowo jest z natury zlosliwy, co czyni te jego chorobe jeszcze bardziej upierdliwa z trendem do niebezpiecznej.
UsuńNo nie jest łatwo z taką osobą, to prawda. Poczytałam komentarze i o dwóch rzeczach myślałam podobnie - szafka na klucz to jedno. Drugie, to może sama napisz do męża list "od lekarza", że odgórnie jest program badań dla seniorów 80+ i może wtedy by poszedł do przychodni? Bo jak nie, to grzywna? Oczywiście lekarzowi byś przedstawiła sprawę co i jak. Wiem, dobre rady to najgorsza rzecz na świecie, ale to raczej pomysły niż rady 😉
OdpowiedzUsuńMnie bardziej przeraża, że mąż jeszcze sam psa wyprowadza 🫣 Zgubiony mąż to problem, ale zgubiony pies to już dramat!
Co do zdjęcia - stołówka na bogato 😃 Tylko czy nie za gęsto tych karmników? Czy to tak specjalnie do fotki, żeby pokazać różnorodność?
Mnie sie wydaje, ze on juz ma problemy z czytaniem. Rozmawialam z rodzinna, kiedy sama u niej bylam, ale ona tez jest zdania, ze nikt go sila nie zmusi do pojscia do lekarza. Sam widzi, ze miewa luki w pamieci, ale chwilowo ani mysli o lekarzach, bo swoim zdaniem jest zdrowy.
UsuńKarmniki wisza tak od poczatku, ptakom to w ogole nie przeszkadza, musze dosypywac ziarno co drugi dzien, bo tak szybko wyzeraja. Najczesciej mam w juadlodajni grubelki albo mazurki, bo nie rozpoznaje, rzadziej sikorki, a dla wiekszych karmniki sa zbyt niestabilne, co bylo moim zamiarem, zeby malym nie wyzeraly.
Na poprzednim mieszkaniu mieliśmy mini-ogródek i też starałam się dokarmiać, chociaż nie było to łatwe, bo mieliśmy plagę szarych wiewiórek! Co to są za france to ręce opadają. 😡 Nie dość, że agresywne dla tych naszych, rudych, to tak upierdliwe, że niełatwo je odstraszyć. Te wszystkie kule, w siatce czy bez, albo ziarna w tłuszczu zatopione w połówkach kokosa, powieszone na giętkich gałęziach, potrafiły rozpracować przegryzając sznurek i dobierając się do nich już na ziemi. A mnie dodatkowo do szału doprowadzały, bo ciągle rozkopywaly ziemię w donicach zakopując tam jakieś nasiona, albo strącały je z regału.
UsuńTeraz mamy balkon, wiewiórki są przeszłością, ale też ptaków tu nie ma, nie przylatują pomiędzy bloki, pomimo wywieszanych karmników 😟
W Polsce jezeli tylko mam możliwość być w okresie zimowym, zawsze wieszam słoninę na balkonie i wtedy zaczyna się prawdziwe kino 😃 Sikorek potrafi przylecieć czasami nawet kilkanaście i jak się siedzi dłużej to można zaobserwować, że one mają swoje hierarchie, potrafią się zwoływać, ustępują jedne drugim, czekają w kolejce 😃 Tylko o prawdziwą słoninę coraz trudniej, świnie hodowane na mięso więc i tłuszczyk mizerny, cieniutki, nie jak dawniej 😄
Te moje grubelki puszcza mnie w skarpetkach, zra jak opetane, co tydzien kupuje paczke ziaren 2,5 kilo za ponad 6 euro. Wiewiorek nie mamy, najblizej widzialam je w naszym osiedlowym parczku, ale jesli juz sa, to te normalne rude. Ktoregos roku wywiesilam slonine, ale olaly, cala poszla do smieci, wiec juz nie wywieszam.
UsuńNo, te nasiona potrafią kosztować, to fakt.
UsuńA ja sobie właśnie z ciekawości wyguglałam różnice między wróblem i mazurkiem i wyszło, że wróbel ma szary łepek a mazurek brązowy i mazurek ma dodatkowo plamkę na policzku 😃 Kup lornetkę to zauważysz kto na wyżerkę wpada 😄
Ja nie potrzebuje rolnetki, bo krzak rosnie tuz przy balkonie, ale te cholerniki sa tak ruchliwe, ze zanim sie przyjrze, to ich juz nie ma. Ale czy to wazne? Wazne, ze maja brzuszki pelne, a koty darmowa telewizje z parapetu okna.
UsuńWspółczuję Ci bardzo chociaż wiem, że Ci to nie pomoże. Moja babcia, mama taty, miała demencję i to, co wyprawiała przechodziło czasem ludzkie pojęcie. Mam więc wyobrażenie z czym się mierzysz. Również mama mojego męża w ostatnich latach przejawiała objawy demencji, a ponieważ miała dostęp do naszego konta podjęła z niego naprawdę niezłą sumkę i nie umiała wytłumaczyć na co i gdzie są te pieniądze. Gdy po jej śmierci porządkowaliśmy mieszkanie przed sprzedażą znaleźliśmy te pieniądze pochowane w różnych miejscach.
OdpowiedzUsuńMoj tez pojechal po koncie, ale jeszcze zyje, wiec nie odwaze sie grzebac w jego szafie, ale zupelnie niewykluczone, ze gdzies cos zadolowal. Mam wrazenie, ze kiedy juz mial pieniadze, natychmiast zapominal, ze je ma. Tak na co dzien to w przewadze zachowuje sie calkiem normalnie i kto go nie zna, nigdy by nie zgadl, ze to chory czlowiek. Ale wiem, ze to kiedys sie pogorszy.
UsuńSorry, ale lepiej to nie będzie tylko gorzej. To koszmarna choroba a leki w niczym nie pomagają. Mogą teoretycznie spowolnić, ale to tylko wtedy, gdy się je podaje przy pierwszych symptomach, ale i to nic pewnego. To właściwie jedyna choroba której się panicznie boję ale może mi się uda nie zachorować na nią choć jestem równolatką Twojego męża. Ostatnio trochę się przeraziłam bo za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć polskiej nazwy imbiru.Skleroza nie boli- pocieszyłam się szybko. Uczę się tego niemieckiego i uczę a we łbie nadal pusto.
OdpowiedzUsuńWiem, wciaz przeciez o tym pisze, ze zdaje sobie w pelni sprawe, co to za choroba i jakie sa rokowania, czyli jak ich nie ma.
UsuńCzekaj, ja tez nie moglam sobie przypomniec tego imbiru nawet latal mi po glowie angielski ginger, niemiecki ingwer, a imbiru nie pamietalam, z wieloma rzeczami tak mam i czesto piszac cos na blogu, posilkuje sie tlumaczem gugla, bo zapominam polskiego odpowiednika. Az wstyd.
Oooo, juz mi lzej, ze nie tylko u mnie tak sie dzieje. Czasem za cholere polskiego odpowiednika tubylczego narzecza nie moge sobie przypomniec (i na odwyrtke) i bez tlumacza googla marnie bym zginela.
UsuńPomaga mi pisanie bloga, zauwazylam, ze poprawil mi sie zasob slow, ale ogolnie nie narzekam, nie wtracam germanizmow podczas rozmowy, do dzieci mowie tylko po polsku, no i chocholy tez duzo rozumieja, bo corka stara sie, zeby mialy jakies podstawy.
UsuńMnie też czasem uciekają słowa, ale takie czasy - mam kompika pod ręką. Od zawsze mam problem z tytułami filmów - następnego dnia nie pamiętam tytułu. Nie pamiętam też nazwisk. Imiona pamiętam, nazwiska nie. Uciekają mi nazwy kwiatów, roślin, leków - chwila, moment i już wracają. Ale miałam tak zawsze, więc nie przejmuję się tym za bardzo. Zdarza mi się nie móc czegoś znaleźć, ale tak mam od zawsze - znajduję, jak szukam czegoś innego - po prostu diabeł ogonem nakrywa. Dopóki nie mam problemów z pracą - a nie mam - słowami muszę operować perfekcyjnie, nie tylko językowo, ale i merytorycznie, więc nie, nie martwię się. Aniu, myślałam o tym, co kiedyś pisałaś, że byłaś chyba na jakimś zebraniu - coś jak AA dla rodzin ludzi z demencją - może pora tam wrócić - są kompetentni (tak zakładam) i mogą pomóc?
UsuńJedza, mam to samo, nie pamietam tytulow i to na tyle skutecznie, ze wlaczam na Netflixie ten sam film po raz drugi i dopiero pierwsze sceny uswiadamiaja mi, ze juz go ogladalam. Okropnie sie denerwuje probujac sobie przypomniec nazwiska polskich aktorow czy piosenkarzy, mam ich twarze przed oczami, wiem, co spiewali, wiec lece po alfabecie i czasem mi sie udaje. Najczesciej jednak pytam gugla, kto gral w takim-to-a-takim filmie.
UsuńTo byl jednorazowy odczyt, ale jest takie stowarzyszenie. Tyle tylko, ze ja mam naprawde dosc roboty, zeby jeszcze szlajac sie po towarzystwach demencyjnych. Wiedziec wiem, a oni niespecjalnie wiecej pomagaja.
No to widać jest taka przypadłość :) Ja widzę aktora, wiem, że znam, że gdzieś grał, ale ni chujenki gdzie, nazwisko i reszta czarna dziura. Pomaga mi Filmweb. Olać. Są gorsze zmartwienia. Skoro mówisz, że to AA dla rodzin nic nie daje, to nie wiem - nie znam niemieckich realiów. Ale wiem jedno - uświadom swoim córkom, że nie robią dobrze, nie współpracując z Tobą. Jeżeli Tobie się coś stanie (czego ABSOLUTNIE Ci nie życzę), wszystkie Twoje obowiązki, w tym opieka nad ojcem spadną na ich barki. I nad babcią, nie mówiąc o sierści - wiem, jestem okrutna - sierść może wylądować w schroniskach - to jest najprostsze. I znów - nie wiem, jak w Niemczech, ale w PL opieka spada na najbliższą rodzinę i to ona musi rozwiązać wszystko. Może warto zacząć z nimi rozmawiać w ten sposób? Nie próbuję Cię nawet pocieszać, bo tu pociechy nie ma. Trzeba znaleźć wyjście.
UsuńJa nie mowie, ze nic nie daje, moze daje, ale ja nie mam ani czasu, ani ochoty, bo i bez tego mam obowiwzkow po kokarde, wiec nie doloze sobie jeszcze jakichs pogadanek w grupie, ktore do niczego konkretnego nie doprowadza.
UsuńOne wiedza, na co choruje ojciec i co jest ze mna, tylko nie jestem pewna, czy je to az tak bardzo interesuje, maja wlasnych zmartwien wiecej niz moga udzwignac. I wiesz co? Malo mnie obchodzi, co sie stanie, kiedy wyciagne kopyta.
Przytulam. Rozumiem. Może nie do końca. Ale masz ważne miejsce w moim życiu.
Usuń