Translate

16 stycznia 2026

Sie toczy

    To zycie mianowicie sie toczy, a mnie nielatwo zadowolic. Bo tak, jak lezal snieg i lodowacial, i bylo slisko, a ja w panice odwolywalam wszystkie terminy, bo jakos nie mialam ochoty na stluczki, to bylo zle. W koncu jednak lody zeszly, snieg zaczal topniec, zrobilo sie bezpieczniej na jezdniach, to znow narzekam na wszechobecny zwirek, ktory wnosi sie na butach do chalupy. Mozna nie wiem jak intensywnie wycierac podeszwy, zawsze jakis kamyczek trafi do mieszkania i zgrzyta pod kapciami, a ja mopa z reki nie wypuszczam, usuwam, zamiatam, a one wylaza jak spod podlogi. 
   Pamietacie, jak nam ktoregos dnia zabralo ciepla wode, zadzwonilam do spoldzielni, natychmiast kogos przyslali, a byl to piatek, wiec uratowali nas przed calym weekendem z zimna woda. Wprawdzie zrobili to jakos tak prowizorycznie, widocznie nie bylo jakies czesci, ale zostawili informacje przyklejona na drzwiach suszarni i pomieszczenia dla rowerow, zeby uwazac na przeszkody. Meldujac o braku cieplej wody, przy okazji poprosilam o zreperowanie kaloryfera w lazience, bo mimo odpowietrzania nie grzal w ogole. Przemily hydraulik ze spoldzielni, nawiasem mowiac ten sam, ktory nam prywatnie pomagal przy wymianie deski kibelkowej, bo sruby sie zaparzyly od rdzy i nie sposob bylo je odkrecic, umowil sie telefonicznie, przyszedl, wymienil to pokretlo z cyferkami, bo tam cos sie wylamalo, i kaloryfer grzal od nowa. Tyle tylko, ze my na co dzien nie potrzebujemy ciepla w lazience, grzalismy tylko biorac prysznic, a tymczasem po wylaczeniu tego nowego pokretla na zero, kaloryfer nie przestawal byc tak goracy, ze w lazience zrobilo sie jak w saunie. Nastepnego dnia przed praca zadzwonilam do spoldzielni, zeby ponownie nam tego milego pana przyslali, bo tak skutecznie zreperowal dzien wczesniej, ze mamy za goraco 😯 Pojawil sie, kiedy jeszcze bylam w pracy, wiec kiedy wrocilam, kaloryfer juz stygl. Ufff...
   We wtorek i w srode ino paczki dla P. odbieralam, juz od razu kurierom wskazywalam piwnice, zeby po proznicy nie nosili mi do mieszkania. Szczegolnie ciezka byla szafka techniczna, wysokosci 180, kurier postawil ja na moja prosbe obok drzwi do piwnicy, pozniej zawolalam slubnego i z najwieksza ledwoscia we dwojke przenieslismy ja 3 metry dalej do wnetrza piwnicy. Juz uprzedzilam P. ze ma przywiezc kogos silnego, bo my nawet we trojke tego nie wyniesiemy. A kurier niosl ten ciezar calkiem sam.
   Do tego wszystkiego lapek zaczal mi tak wolno pracowac, ze wielokrotnie chcialam go wywalic przez okno. Najpierw probowalam klasycznych sposobow z restartem routera i lapka, kasowaniem ciasteczek, chwile bylo prawie normalnie, pozniej znow zwalnial, podjelam wiec wspolprace z aplikacja Telekomu, gdzie meldowalam te powolnosc. Aplikacja kazala mi restartowac router i w sumie guzik to wszystko pomoglo. Ale przynajmniej wiedzialam od guru, ktory wpadl po moich jekach i wolaniu o pomoc, ze problem lezy nie w lapku, a  w routerze. I tak byla poprawa, ze mnie nie wyrzucalo calkiem z sieci, jak to mialo miejsce na samym poczatku tych zaklocen. No to postanowilam zadzwonic i porozmawiac z czlowiekiem, nawet dosc szybko mnie polaczylo i trafilam na bardzo fajna niewiaste. Prowadzila mnie zdalnie za raczke, rozne rzeczy robilysmy, dalam jej dostep do routera, stwierdzila, ze szybkosc internetu sie zgadza, na co ja, ze tu nie o szybkosc chodzi, a o jakosc i moc sygnalu, co mi sie gdzies od czasu do czasu pokazuje jako komunikat. Ogladanie np. Netflixa polegalo na czatowaniu na sygnal i wielu przerwach, a moje podcasty, ktorych tylko slucham przez sluchawki, byly jednym wielkim "szczekiem" (takie przerywane mowienie). No tak nie dalo sie zyc, co nie? Pani Telekomowa restartowala moj router jakos od siebie, ja mialam z ponownym wlaczeniem czekac co najmniej kwadrans, po wlaczeniu... cut, mjut - dziala bez zarzutu!!! Kwadrans, a potem znow zwolnil. Pani obiecala zadzwonic nastepnego dnia z pytaniem, czy jej interwencja pomogla. No nie pomogla, wiec obiecala przyslac nowy router, choc ten przeciez tez jest wlasciwie calkiem nowy, dostalam go nie tak dawno po 14 latach uzywania poprzedniego, ktory pewnego dnia postanowil umrzec. I ten nowy do swiat pracowal bez zarzutu, ja nawet myslalam, ze swieta, wiec wiecej osob wisi na komputerach i internety sa przeladowane, ale guru wyprowadzil mnie z bledu, ze to nie ma zadnego znaczenia.
   Mialam tylko dodatkowa robote z podlaczaniem wszystkich smartfonow, lapkow i telewizorow, a to laczy sie z wbijaniem 20-cyfrowego kodu nowego WLANu do wszystkich urzadzen. No niby teraz lata jak nowka sztuka niesmigana, ale moje obawy budza marne dwie kreski mocy sygnalu (powinny byc cztery), czyli podobnie jak w poprzednim jest slaby sygnal. Niemcy, XXI wiek, a cyfryzacja jak w Afryce w latach 90-tych. No bo teraz Afryka jest o dekade w przodzie w stosunku do Niemiec, my mamy wazniejsze wydatki, Ukraina, socjal dla paru milionow pasozytow, pomoc rozwojowa dla calego swiata i najwyzsze skladki w unii, wiec nie zostaje juz nic na poprawe warunkow tutaj i unowoczesnianie internetow. 

2 komentarze:

  1. Tak duzo tego, przeczytac moge, ale zeby wszystko to wykonac, dopilnowac, to za duzo byloby dla mnie, dlatego podziwiam ze masz energie na to wszystko. Rozumiem rzeczy konieczne, ale mam wrazenie ze i sama sobie dokladasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Energia mi sie juz skonczyla. Jeszcze dzisiaj rano blogger nie otwiera mi sie w chrome, jest informacja, ze uzywana przeze mnie przegladarka nie obsluguje bloggera, choc na telefonie wszystko jest po staremu, a jeszcze wczoraj wieczorem obslugiwala. Musialam z bloggerem wrocic na firefoxa, zeby w ogole moc dzialac. Reszte mam dalej na chrome, dzialam na dwoch przegladarkach jednoczesnie, co mnie wqrwia do bialosci. Jakbym za malo miala stresu w zyciu.

      Usuń

Zostaw slad, bedzie mi milo.

Sie toczy

     To zycie mianowicie sie toczy, a mnie nielatwo zadowolic. Bo tak, jak lezal snieg i lodowacial, i bylo slisko, a ja w panice odwolywala...