Translate

04 stycznia 2026

Spal zólte kalendarze...

    Kalendarze przygotowalam juz ostatniego dnia grudnia po poludniu, no bo przeciez nie bede latac po nocy i rozwieszac, a mam tego sporo. No bo tak: w kuchni wisza dwa, zamawiany przeze mnie z wybranymi zdjeciami i ten z 365 kartkami do zrywania, ktorego wlasciwie nie potrzebuje, ale jak wiadomo, przyzwyczajenie to druga natura, wiec najpierw kupowala mi go mama, a teraz marudze Bogusi. Jako drugi Bogusia kupuje mi wedlug zyczenia, a to kalendarz ze zdjeciami Crisa Froesa, a to z Kotem Jasniepanem, a teraz miala sama wykazac sie kreatywnoscia i dostalam kalendarz z zamkami w Polsce, piekny! Ten z zamkami wisi w przedpokoju naprzeciwko drzwi od kuchni i maskuje skrzynke z bezpiecznikami. W sypialni wisi apteczny, ktory rok w rok dostaje z naszej apteki, gdzie jestem wieloletnia klientka, ze znaja mnie juz po nazwisku, w tym roku to kwiaty. Ostatni wisi w lazience vis a vis kibelka, zeby przy czynnosciach bylo na co popatrzec i sie nie nudzic. Ten to zdjecia Getyngi autorstwa naszego guru z grupy fotograficznej, to juz trzeci z kolei, bo pierwszy wygralam na grupie, a dwa nastepne juz sobie kupilam, bo ladne. Ostatni wisi u mamy i ten dostala od firmy przysylajacej opiekunki. 
   Musze sie Wam przyznac, ze nigdy nie ogladam nowych kalendarzy, tych sciennych ze zdjeciami, bo lubie sie zaskakiwac kolejnymi miesiacami, ktore poznaje dopiero wtedy, kiedy nadejda. Bogusia pytala mnie wprawdzie, jak mi sie podoba ten, ktory kupila, a ja klamliwie odpowiedzialam, ze bardzo, ale nie ogladalam wszystkich zdjec, bo nie i juz! Obejrze, kiedy przyjdzie czas.
   Ja w ogole mam pierdolca na liczenie czasu, bo jak wiadomo, tylko szczesliwi czasu nie licza, a ja przeciez do szczesliwych nie naleze, wiec wszedzie mam zegary i zegarki. Nawet w lazience mialam, ale ten sie spoznial, wiec go wyrzucilam. W lazience i tak zawsze mam ze soba smartfon, bo jak juz kiedys wspomnialam, przy ablucjach lubie sluchac politycznych podcastow, wiec i godzine mam pod reka.
   Ostatnio zapunktowalam sobie u nowej sasiadki z przeciwnej strony ulicy, wprowadzila sie po smierci poprzedniczki, tez bardzo sympatycznej kobiety. Zadzwonila do drzwi w nowy rok i pytala, czy nie wiem, do kogo nalezy auto z rejestracja hamburska, ktore ja tak zastawilo, ze boi sie wyjechac. Tego akurat nie wiedzialam, ale pytam, czy ma Parkhilfe (to te pip-pip kiedy zderzak zbliza sie do przeszkody i piiiiiiiiip, kiedy juz prawie jej dotyka, nie wiem, jak to sie nazywa po polsku), no nie miala, wiec zaproponowalam, ze jej pomoge wyjechac. Faktycznie musiala dobre piec razy bujac sie w przod i w tyl, zanim dala rade wyjechac, a spieszyla sie do pracy. Rzeczywiscie bez tego pipania czy mojej pomocy moglaby miec problem i uszkodzic tego hamburskiego buca, ktoremu myslenie i empatia byly obce, kiedy parkowal. Nasza uliczka jest niewielka, wiec czesto zdarzaja sie takie sytuacje, ze nielatwo jest wyjechac, ale z Parkhilfe nawet ja radze sobie swietnie. Nigdy wczesniej nie mialam takich ulatwien w aucie, ale teraz nie wyobrazam sobie tego nie miec. Podobnie zreszta jak klimatyzacji, kto kiedys w Polsce mial klimatyzacje, okno sie otwieralo i wialo przyjemnie, choc czesto potem jakies lumbago krzywilo szyje. Albo ABS i jeszcze jakies cuda-wianki ulatwiajace kierowcom zycie. A teraz? No nie ma takiej opcji, zebym nie miala, wygody uzalezniaja. Ja zreszta i tak dopiero niedawno nauczylam sie parkowania rownoleglego i wciskania w niewielkie luki, bo kiedys wolalam nadkladac drogi, nawet sporo, zeby znalezc miejsce, gdzie moglam wjechac przodem, jednym kolem na kraweznik. A tera umim i dumna jestem, a co!

31 komentarzy:

  1. Niesamowite ze masz tak duzo porozwieszanych kalendarzy, bo ja ani jednego. Zreszta z zegarami tak samo, u mnie nie ma zegara na scianie, a jak bylam w zwiazku malzenskim to byly zegary wszedzie, oczywiscie on ma u siebie w domu zegary na scianach, na poczatku po rozstaniu jak mnie odwiedzal to lubil przygadac 'u Ciebie nie ma ani jednego zegara', teraz juz sie uspokoil, czasami rzuci okiem na sciane w poszukiwaniu zegara, ale zobaczy najwyzej obraz.
    Nie wiem, ale jakos mi dobrze bez kalendarzy i zegarow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wspomnialam wyzej, szczesliwi czasu nie licza, a wiec wychodzi na to, ze jestes szczesliwa. W ozdobnym kalendarzu kuchennym mam popisane terminy, mam wiec podglad na caly miesiac i jakies ewentualne kolejne terminy dopasowuje sobie do tych. Na zrywanym mam informacje i ciekawostki, codziennie po zerwaniu kartki czytam sobie. Inne kalendarze sa raczej tylko dla ozdoby.

      Usuń
    2. Pamietam ten polski kalendarz ze zrywanymi kartkami, fajne byly te ciekawostki na kazdej kartce, chyba nawet bywaly pozyteczne.

      Usuń
    3. Na tych kartkach sa codziennie pory wschodow i zachodow slonca i ksiezyca, jego aktualne fazy, imieniny, kto sie urodzil albo umarl tego dnia, jakies rocznice, a z tylu kartki cos ciekawego do poczytania, czasem jakies przepisy kulinarne. Powtarzam, ja takiego kalendarza wlasciwie nie potrzebuje, ale lubie, przyzwyczailam sie do tej cowieczornej rutyny zrywania kartek i ich czytania.

      Usuń
  2. a w moim życiu powoli kalendarze odchodzą... też lubię i mam zawsze. odchodzi ten papierowy a nawet trzy, w tym biurkowe co to zapisywałam wszystko, imprezy, wolne, wyjazdy, dentysty, warsztaty, festiwale, wakacje, wydatki, zapiski na marginesie... i inne. niektóre lata sobie zostawiłam, w archiwum, bo tam moje życie zapisane.
    Aktualnie mam jeden. cieniutki w którym zapisuję wszystko. i wszystko mam w telefonie. zwłaszcza, że coraz częściej wybiegam do przodu nie tylko w przypadku wizyt lekarskich.
    w teatrze wiszą ścienne i na biurku leży jeden. bo inaczej się nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja praktycznie tez mam wszystkie terminy w smartfonie, ale kuchenny kalendarz pozwala mi miec obraz calego miesiaca, jestem wzrokowcem i tak latwiej mi skoordynowac termin z data i dniem tygodnia. A poza tym mam go caly czas przed oczami.

      Usuń
  3. U mnie kalendarz w tel. i powiadomienia telefoniczne nie sprawdzają się, bo bywa, że nadchodzą w momencie kiedy nie mogę dokładnie przeczytać czego dotyczą więc jakoś odruchowo je wyłączam.
    Kalendarze mam dwa i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Jeden w domu i to konkretny model, biurowy, musi być w układzie pionowym, tygodniowym, z dużą ilością miejsca do wpisywania tego co chcę wpisać. Tutaj takich nie spotkałam więc albo kupuję w Polsce jeśli jestem w sezonie jesień-zima, albo mama mi przysyła. Drugi mały, ale pojemny, też zwracam uwagę na ilość miejsca na zapiski, a przy okazji zawsze pełen spinaczy, bo ciągle dopinam jakieś luźne wizytówki. No i w obu mam wpisywane te same informacje, więc nie ma opcji, że umówię się na coś jeśli już wiem, że w danym dniu coś jest zabukowane. I ja zbieram te kalendarze, bo to prawie całe moje życie 😉 Jedni piszą dzienniki czy pamiętniki, ja pamiętam zaglądając do starych kalendarzy, a że formatem różnią się niewiele, więc nie zajmują dużo miejsca w odpowiednim kartonie. Takich planszowych kalendarzy nie lubię, a już zdecydowanie nie pamiętałabym o codziennym zrywaniu kartki. Taki kalendarz zawsze przypomina mi moją babcię 🙂
    Co do zegarów - też w każdym pomieszczeniu, poza łazienką, bo po remoncie nie mam już gdzie postawić jakiegokolwiek. A te ścienne lubię duże i najlepiej tak powieszone, żeby były widoczne z każdego miejsca w pokoju. I MUSZĄ mieć sekundnik. Nie znoszę takich "martwych" zegarów, bo nigdy nie wiem czy chodzą czy nie 😄😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alem się rozpisała! 😲 Z tego wszystkiego zapomniałam życzyć Ci jak najspokojniejszego roku i zminimalizowania stresów i problemów do minimum. Całkiem się nie da, więc niech będzie ich tylko tyci-tyci 🥂😃

      Usuń
    2. Bukzaplac za zyczenia, wszystkiego wzajemnego :)))
      Ja uwielbiam moj zegar projekcyjny w sypialni, bo kiedy sie budze, wystarczy mi spojrzec na sufit, zeby wiedziec ktora godzina, nie musze zapalac swiatla ani uruchamiac mojego smartwatcha. W dzien za to nie widac godziny.
      Sekundnikow nie potrzebuje, ale z kazdego mojego stalego miejsca w mieszkaniu musze widziec jakis zegar, czy to cyfrowy, czy wskazowkowy. Tego w samochodzie to juz niestety prawie nie widze bez okularow do czytania, a tych podczas jazdy przeciez nie uzywam. Ehhh... starosc nie radosc.

      Usuń
  4. Mam podobnie jak Teresa - nie mam kaledarza sciennego bo uwazam je za zadna ozdobe i tak samo mam z lodowkowymi magnesami uwazajac je za szpecenie mieszkania.
    Mam maly, dyskretny kalendarz ktory trzymam w szufladce gdzie moge wpisac jakis termin gdy zajdzie potrzeba, drugi, jeszcze mniejszy w torebce w formie cienkiego notesiku - i to wszystko.
    Zegarow mam dwa, w sypialni i w kuchni a i tak nie patrze na nie tylko na to co mi wyswietla kuchenka i mikrofalowka, telefon - i tylko mam je w razie braku pradu albo szwanku telekomunikacji. Terminow nie wprowadzam do telefonu, wystarczaja mi przysylane przypomnienia albo wizytowki z data wizyty.
    Ty masz mloda i duza rodzine wiec sa Ci przydatne.
    Kaledarze robione osobiscie, ze zdjeciami rodzinnymi, tworzylam dawno temu i tylko przez dwa lata. Tworzylam rowniez kubki do kawy ozdobione zdjeciem osoby dla ktorej byl przeznaczony, poszewki na poduszki kanapowe, banki na choinke ze zdjeciem osoby obdarowanej nia, dlugopisy imienne - teraz mam z tym swiety spokoj i bardzo dobrze.
    Nawiasem mowiac jak to sie stalo ze dopiero byl Sylwester a juz jest 4 styczen?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serpentyno, dziwne że uważasz kalendarze czy magnesy na lodówce za coś co oszpeca mieszkanie, ale już poduszka czy kubek z - zakładam, że Twoją - podobizną jest szczytem elegancji? No cóż, o gustach się nie dyskutuje, ale wg mnie wszelkiej maści kubki, długopisy etc. z nadrukami kojarzą mi się tylko z przedstawicielami handlowym i ich często kiczowatymi reklamami. Nie wpadłabym na pomysł zmuszania innych do używania gadżetów z moim wizerunkiem, trąci narcyzmem... 🤦‍♀️ 🤷‍♀️

      Usuń
    2. A ja uwazam, ze kalendarze to fajna ozdoba, jak rowniez lodowke mam oklejona magnesami. Mam dwa kubki, jeden z moimi wnukami, drugi ze zwierzetami. Jeden mam do kawy, drugi do herbaty. I mam to gdzies, czy innym sie podoba, bo to mnie ma sie podobac i mnie sluzyc. Gdybym miala polegac na jakims kalendarzu w szufladzie czy w torebce, z pewnoscia przegapialabym terminy, a majac caly miesiac rozpisany przed oczami na scianie, nie przeocze zadnego. Ja mam za duzo na glowie, zeby sobie jeszcze ja zasmiecac terminami, od tego mam kalendarz.

      Usuń
    3. Aska - zakladasz bardzo pomylkowo. Nie znasz szczegolow a oceniasz i krytykujesz jakbys znala. Najgorsza Twa pomylka jest to iz myslisz ze rozdawalam swe podobizny.
      Kalendarze i inne drobiazgi byly posylane drugim dziadkom, ich wnuczkom od innej corki kiedy to jeszcze nie mieli swych komputerow czyli mozliwosci ich tworzenia.
      Kaledarze obrazowaly co miesieczny wyglad ich wnukow mieszkajacych w USA.
      Ponadto, skoro jestes taka skrupulatna, powinnas wyczytac w moim komentarzu ze napisalam " z wizerunkiem osoby obdarowywanej".
      Przestan wiec mnie poprawiac i pouczac, czytaj dokladnie czyjes teksty.
      A gust mam taki i nie inny i o tym powiadamiam na rowni z osobami ktore okreslaja swoj. Dla mlodziutkiej osoby ledwie zaczynajacej szkole i mieszkajacej w kraju ktory wtedy nie ofiarowywal mozliwosci tworzenia (albo nie) przez siebie samego dlugopis z wlasnym imieniem byl wiekim wydarzeniem, nie mowiac ze taka osoba wlasnie patrzyla na to jak cos specjalnego a nie komercyjnego. Tych ludzi na tyle znalam ze moglam przypuszczac co sie im spodoba - i podobalo sie - i choc nie musze Ci sie tlumaczyc dodam ze dla siebie takich podarunkow nie robilam bo mam inny gust. Jednym slowem pod kazdym wzgledem mylisz sie w swych ocenach.
      Mysle ze niepotrzebnie sie mnie uczepilas a nawet zrazilas ostatnim zdaniem posadzajac o narcyzm. Moze sama jestes narcystyczna myslac ze wiesz lepiej.

      Usuń
    4. Serpentyno, niczego nie zakładam ani się nie czepiam. OK, faktycznie nie doczytałam dokładnie, że to nie Twój wizerunek widnieje na podarunkach, mea culpa.
      Moje pytanie bardziej tyczyło się tego, że bardzo wiele rzeczy oceniasz w bardzo brzydki sposób. W sposób apodyktyczny. Nadajesz etykietki, szufladkujesz ludzi, oceniasz. Tak, oczywiście, zawsze dodajesz, że to jest Twoja opinia, ale nadal jest to krytykowanie kogoś/czegoś, czasem zupełnie bez potrzeby. No bo przecież "magnesy szpecą", ale już Twój kalendarz "jest dyskretny". To tylko jeden przykład, ale ich jest multum. Czy naprawdę nie zauważasz tego, że ilekroć Twoim zdaniem coś jest brzydkie, kiczowate, bezużyteczne etc., zaraz podajesz przykład, że Ty masz coś ładnego, oryginalnego, funkcjonalne? Nie wiem, może nie widzisz tego pisząc swoje posty czy komentarze, ale to się bardzo rzuca w oczy komuś kto czyta. 🤷‍♀️

      Usuń
  5. Tradycyjnie mam 4 kalendarze. Jeden zawsze z panami, nawet w pracy kiedyś taki miałam, co wzbudziło zdziwienie Bossa (u nas każdy ma swój pokój, zawsze). No to ja w jego gabinecie też wielkie oczy zrobiłam na widok dziewoi saute. Ja miałam farmerów z kotkami, króliczkami, owieczkami. Irlandzkich :) Teraz od kilku lat mam menów w kiltach, bo Szkocja, a zawsze jakiś facet w domu, to raźniej. Dziwią się tylko ludzie, którzy mnie nie znają, albo znają słabo. Cóż, mam taki kaprys :) Poza tym obowiązkowo kalendarz trójdzielny, bo widzę miesiąc, który minął, bieżący i następny. Nabiurkowy koło kompa - co z tego, że w kompie jest kalendarz, jak muszę go otwierać. Tu stoi na wysokości oczu i widzę, kiedy mogę poszaleć, a kiedy jestem udupiona. Miesięczny, koniecznie :) No i jeden, który wisi ni przypiął, ni przyłatał, ale musi być - w tym roku miasta. Zegarki to moja pięta achillesowa - bardzo mi brakuje, muszę lecieć do kompa, szukać telefonu czy innego ustrojstwa. Ale (niech tego nie usłyszy szczęście) jest szansa na poprawę sytuacji... No i karteczki mam - jak coś naprawdę ważne, to sobie karteczkę przyklejam - np. jadąc gdzieś przypinam na drzwiach wyjściowych karteczkę "krople do oczu", bo nie mogę ich spakować wcześniej, bo muszą być w lodówce. Kiedyś musiałam po nie wracać, bo nie ma innej opcji dostania ich, a są ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam Twoje upodobanie do polnagich Szkotow, importujesz ich sobie stamtad czy mozna takich kupic w Polsce? Wiem, ze australijscy strazacy tez co roku pozuja do kalendarza z golymi torsami i jakims zwierzatkiem do adopcji, nie dosc, ze jest na czym oko zawiesic, to jeszcze przy okazji robia dobra robote. :)))
      Jak mam cos arcywaznego, to oprocz wpisu w kalendarzu nasciennym, programuje sobie przypominajke w telefonie, a kiedy tam dzwoni, to i zegarek na reku sie odzywa, wiec nie ma opcji, zebym zapomniala. Ja mam naprawde bardzo duzo do zapamietywania i niby wszystko ogarniam, ale sicher ist sicher, wiec czasem wdrazam dodatkowych pomocnikow.

      Usuń
    2. W tym roku kupiłam na Amazonie, tam są wszystkie. Przedtem syn mi kupował w UK. Teraz się tam nie opłaca, bo trzeba płacić cło. Długo czekałam, bo zawsze już w sierpniu są niemieckie wersje, a tych nie chcę - znaczy się miesiące są opisane po niemiecku. Są ze strażakami, farmerami, policjantami - do wyboru, do koloru. No i gejowskie, oczywiście. Pierwszy dostałam właśnie od gejów znajomych, na całe szczęście nie do końca gejowskie, bo te, owszem, są fajne, ale mnie aż tak nie kręcą.

      Usuń
    3. U nas w Empiku są też, ale mało, że drogie, to jeszcze tylko gejowskie - z etykietką portret artystyczny. Roznegliżowanym zaś kobietom się już tej etykietki nie przykleja 😈 Taka moralność 😂😂😈😈

      Usuń
    4. Moralnosc Kalego. Tak tylko pytalam, bo na pewno nie zamowie, nie bede slubnego wkurzac polnagimi facetami w spodniczkach (no dobra, wiem, ze to sa kilty). Geje bywaja naprawde smakowici, az zal, ze marnuja sie dla mezczyzn. :)))

      Usuń
    5. I to jest właśnie luksus życia bez faceta. Masz w domu ciacha, bezobsługowe, niemarudzące i niewtrącające się do niczego, a jest na czym oko w przelocie oprzeć. Można z nimi pogadać, ale ponoć to się kwalifikuje już do szpitala psychiatrycznego. 😂😂😂

      Usuń
    6. Oj tam, ja gadam ze zwierzetami, roslinami, to dlaczego mialabym sobie zalowac pogawedek ze Szkotami z kalendarza? Po angielsku z nimi nadajesz czy uczysz polskiego? :))))))

      Usuń
    7. To są specjalni Szkoci, nauczeni polskiego. Mój angielski jest, delikatnie mówiąc, do dupy. A co dopiero szkocki angielski, bo oni jakimś angielskim slangiem jadą. Na dokładkę mają i szkocki, i gaelicki. Nie ma opcji :)

      Usuń
    8. A, to ok, z takimi to i mnie by wyszla rozmowa. Zawsze jest do kogo gebe otworzyc. :)))

      Usuń
  6. Kalendarze scienne mam rzadko, tylko jesli dopadne jakis z kotami, a od notesowych uwolnilam sie z ogromna radoscia, odkad zostalam emerytka, zas wszelkie przypomnienia opedzam samoprzylepnymi karteczkami. Zegar nascienny tylko w kuchni, za to bez narecznego czuje sie wrecz gola i zdejmuja go jedynie przed wtoczeniem sie do wanny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj smartwatch podobno jest wodoszczelny, ale nie chce probowac i tez go zdejmuje przed kapiela czy prysznicem, poza tym nosze 24/7. I zobacz, technika poszla tak do przodu, a wielu z nas dalej polega na notatkach na papierze w kalendarzykach nasciennych, nabiurkowych czy torebkowych. Ja tam kalendarze lubie, dlatego mam je wszedzie porozwieszane.

      Usuń
  7. U mnie kalendarze pochodzą z fundacji zwierzęcych, z toruńskiego Azylu dla Królików (w dużym pokoju), z pięknymi grafikami na każdy miesiąc, i z Jelonek (w kuchni), z ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt, trójdzielny, w tym roku z zającem. Te dwa kupuję co roku od dłuższego czasu, kiedyś kupowałam Białą Kurę i koci kalendarz od GosiAnki. W zeszłym roku miałam także kalendarz od znajomego fotografa, w małym pokoju. W kuchni wisi jeszcze wieczny kalendarz, w którym mam zapisane ważne daty - urodziny, imieniny, różne rocznice. Kalendarze są u mnie w dużej mierze ozdobą.
    Zegar ścienny mam w dużym pokoju, ma ponad 30 lat i dostałam go w prezencie od mojej klasy, kiedy zakończyłam pracę w szkole. Ma ciekawą, ponadczasową moim zdaniem formę i przez te wszystkie lata jakoś mi pasuje do każdej aranżacji. W kuchni też mam ścienny zegar, a i w małym pokoju kiedyś był, ale zdjęłyśmy, bo moja Dorota nie mogła przy nim spać, a jakoś nie lubię tych, które nie wydają żadnego dźwięku, a wskazówki przesuwają się w nich płynnie, bez zatrzymywania się. Nie wspominam już o zegarkach w różnych urządzeniach elektronicznych, np. w kuchence. W pokoju kiedyś miałam trzy w jednym miejscu - wieża, budzik i dekoder. Na szczęście w nowym dekoderze nie ma, a budzik się zepsuł, bo ten z dekodera tak świecił, że jeszcze Jacek zakleił go czarną taśmą, a ja potem robiłam to samo. Najbardziej lubię zegar ścienny ze wskazówkami - jeden rzut oka wystarcza, żeby wiedzieć, która godzina.
    A, i jeszcze zapomniałam o terminarzu w formie kołonotatnika, kupiłam sobie taki, bardzo estetyczny, za jedyne trzy zeta i to w nim notuję wszystkie terminy - spotkania, wizyty u lekarzy itp. No i mam tablicę korkową na której wieszam karteczki ze zbliżającymi się terminami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam w salonie trzy stojace antyczne zegary, ale one wszystkie sluza tylko jako zbieracze kurzu, bo mnie bardzo przeszkadzalo tykanie i dzwonienie. A tak tylko sobie stoja, zdobia i robia dobre wrazenie ;) Do mierzenia czasu mam zegary bezglosne.
      Tablica korkowa to fajna rzecz, ale ja nie mam niestety na nia miejsca.

      Usuń
  8. Udogodnienia w aucie sa dobre ale bez przesady. Jedziemy w droge, snieg pada ale srodek pasa jest czarny. Milimetr kolo zbliza sie do sniegu i automat upomina, zeby sie skupic na kierownicy. Po kilku upomnieniach proponuje zatrzymanie sie na kawe bo stwierdza zmeczenie kierowcy. Za chwile ... moze zablokowac jazde... nie czekam, wylanczam udogodnienia bo kilometrow zasniezonych duzo na trasie. Zreszta to auto jest pyskate: burczy, pika, upomina: trzymaj obie rece na kierownicy... klapie lustrami i mruga swiatlami i wydaje glosy powitania i pozegnania. To prawie sztuczna inteligencja nie auto.
    Kalendarze. Ja mam tylko adwentowy na stoliku bo po otwarciu dnia daje mi mini czekoladke. Zegarow za to mam ohoho. Zyje czasowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, ja lubie nowoczesnosc, ale bez przesady, nie bedzie mi pojazd dyktowal, co mam robic, badac mi oddech, czy czegos nie spozywalam, pipac i warczec na mnie. Udogodnienia mojej 20-letniej Toyoty w pelni mi wystarczaja.

      Usuń
  9. Na kalendarz w łazience bym nie wpadła:-) Ścienny zawsze mieliśmy jeden, firmowy. W tym roku myślałam, że i tego nie będzie na ten rok, bo w grudniu ub. roku sprzedaliśmy firmę. Ale nowy właściciel przysłał nam kalendarz i tradycji stało się zadość. Mam też kalendarz książkowy, taki formatu A5 z- uwaga- wydawnictwa św. Pawła:-) Lubię te kalendarze, są pięknie wydanie i mają dużo miejsca na zapiski więc mam gdzie notować min. szkice do notek na bloga. Moja mama natomiast nie wyobraża sobie życia bez kalendarza zrywanego i zawsze go kupuje, gdy tylko pojawią się w sprzedaży.
    Miło, że pomogłaś nowej sąsiadce:-) Ja byłam słabym kierowcą, a od czasu leczenia nie prowadzę. Mam problemy z zachowaniem uwagi i koncentracji, mam zawroty głowy więc tak jest bezpieczniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, zawsze fajnie jest miec na co popatrzec podczas "czynnosci", chociaz ja jeszcze dodatkowo zabieram ze soba smartfon i slucham podcastow podczas kapieli, charakteryzacji czy wlasnie czynnosci.
      Kiedys co roku dostawalismy kalendarz z oldtimerami z naszego warsztatu samochodowego, ktory prowadzil znajomy, ale odkad przeszedl na emeryture, juz nie mamy samochodowych kalendarzy.
      A kierowca jestem takim sobie, po miescie jeszcze jakos sie kulam, ale poza to mam strachy przed szybkoscia i ciemnoscia, cierpie bowiem na tzw. kurza slepote. Prawko robilam w 1972 roku w wieku 16 lat, kiedys bylo mozna, a dopiero niedawno nauczylam sie parkowac rownolegle. Ale skoro moglam pomoc, to pomoglam.

      Usuń

Zostaw slad, bedzie mi milo.

Spal zólte kalendarze...

     Kalendarze przygotowalam juz ostatniego dnia grudnia po poludniu, no bo przeciez nie bede latac po nocy i rozwieszac, a mam tego sporo....