Translate

14 września 2021

Doradzam modlitwe

 Wczoraj przeczytalam druzgocaca wiadomosc, ze niejaki Waszczykowski, ten od San Escobar, powaznie zapadl na zdrowiu. Nie, nie ucieszylam sie, ani nawet nie pomyslalam "dobrze mu tak", choc z zadowoleniem przyjelam znikniecie z jego facjaty tego aroganckiego pisowskiego grymasu i pojawienie sie cienia strachu. Jakos lzej mi sie zrobilo, ze pomimo osobnej rzadowej sluzby zdrowia, ktora nie szczedzi sil i srodkow, w przeciwienstwie do tej dla gminu, nie daje ona rady uzdrowic prominenta. To mi uswiadomilo, ze i oni sa smiertelni, co napelnilo moja dusze wielka nadzieja.
 Zastanowilo mnie tylko jedno, dlaczego ten przykoscielny byt w ogole zwraca sie o pomoc do lekarzy, skoro ma swojego boga, ktory z pewnoscia nie odmowilby mu cudu i uzdrowilby swojego gorliwego wyznawce. No a dwa dni temu odbyla sie z wielka pompa beatyfikacja facia, ktory podobno uzdrawial. Jakos wszyscy zapomnieli o jego pochwalnych peanach dla Hitlera, teraz liczy sie ilosc uzdrowien i za to typek zostal beatyfikowany. Jego grob uslany jest karteluszkami z podziekowaniami za dar macierzynstwa, powolania kaplanskie, szczesliwy przebieg operacji, odzyskanie zdrowia i takie tam pomniejsze. Zastanawia mnie, jak mala musi byc wiara Waszczykowskiego, skoro woli obcowac z lekarzami, zamiast modlic sie przy grobie swiezego beatyfikanta albo jeszcze lepiej pojechac do Watykanu i prosic o uzdrowienie bezposrednio Karolka. 

Ta smetna i zalosna postac zwana dla niepoznaki prezydentem Pislandii, ten doktor prawa, ktory namietnie depcze konstytucje, a jej kartek uzywa do podcierania sobie du*y, po raz kolejny udowodnil absolutny brak klasy i dobrych manier i calkowita niewiedze, co to jest dyplomacja. Przypominam moja ulubiona definicje tego slowa:
"Dyplomacja to powiedzieć komuś spierdalaj w taki sposób, by poczuł podniecenie na samą myśl o zbliżającej się podróży."
 Otoz kancelaria Merkel nie popisala sie zbytnio i w odpowiednim czasie nie ustalila terminu spotkania rowniez z Duda podczas jej pozegnalnej wizyty w Polsce. Duda oczywiscie nie przegapil okazji odegrania sie na niemrze i pokazal jej srodkowy palec (no nie doslownie!), mowiac, ze nie ma czasu.  No wreszcie mogl sie dowartosciowac i dac babie do zrozumienia, jaki on tu wazny, bo na codzien jest przez wszystkich lekcewazony, glownie przez jakiegos wiceministra, ale tez przez inne glowy panstwa. Nie zapomne sytuacji, kiedy stal w slugusowym pochyleniu obok biurka Trumpa i cos tam razem podpisywali. Zas fochy w stosunku do nastepcy Donalda, jak wiemy, nie wyszly mu na dobre, chyba dlugo do Ameryki nie pojedzie. Teraz wiec mogl sie dowartosciowac, bo co mu moze taka odchodzaca Merkel. Ciekawi mnie tylko, czy to jego autorski pomysl, czy dostal wytyczne od wiceministra.
W kazdym razie swiatowa dyplomacja nigdy mu tego nie wybaczy.
Podziękowania dotyczą daru macierzyństwa, założenia rodziny, powołania do życia kapłańskiego i zakonnego, szczęśliwego przebiegu operacji, odzyskania zdrowia, wyzwolenia z nałogów, nawrócenia, spowiedzi odbytej po latach, znalezienia pracy i wielu, wielu innych życiowych spraw. Każda z tych historii jest inna. Każda jedyna. Wyjątkowa w życiu danej osoby. Żadna z nich nie była rozpatrywana w procesie beatyfikacyjnym. Są one jednak, jak wiele innych, dowodem prywatnego kultu prymasa, co jest koniecznym warunkiem w każdym procesie kandydata na ołtarze.

Czytaj więcej na https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-stefan-wyszynski-wyjatkowe-swiadectwa-uzdrowienia,nId,5432132#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Podziękowania dotyczą daru macierzyństwa, założenia rodziny, powołania do życia kapłańskiego i zakonnego, szczęśliwego przebiegu operacji, odzyskania zdrowia, wyzwolenia z nałogów, nawrócenia, spowiedzi odbytej po latach, znalezienia pracy i wielu, wielu innych życiowych spraw. Każda z tych historii jest inna. Każda jedyna. Wyjątkowa w życiu danej osoby. Żadna z nich nie była rozpatrywana w procesie beatyfikacyjnym. Są one jednak, jak wiele innych, dowodem prywatnego kultu prymasa, co jest koniecznym warunkiem w każdym procesie kandydata na ołtarze.

Czytaj więcej na https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-stefan-wyszynski-wyjatkowe-swiadectwa-uzdrowienia,nId,5432132#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Podziękowania dotyczą daru macierzyństwa, założenia rodziny, powołania do życia kapłańskiego i zakonnego, szczęśliwego przebiegu operacji, odzyskania zdrowia, wyzwolenia z nałogów, nawrócenia, spowiedzi odbytej po latach, znalezienia pracy i wielu, wielu innych życiowych spraw. Każda z tych historii jest inna. Każda jedyna. Wyjątkowa w życiu danej osoby. Żadna z nich nie była rozpatrywana w procesie beatyfikacyjnym. Są one jednak, jak wiele innych, dowodem prywatnego kultu prymasa, co jest koniecznym warunkiem w każdym procesie kandydata na ołtarze.

Czytaj więcej na https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-stefan-wyszynski-wyjatkowe-swiadectwa-uzdrowienia,nId,5432132#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=

12 września 2021

Sa takie dni...

 ... ktore pamieta sie mimo uplywu czasu. Czlowiek ma w glowie, gdzie byl i co robil, kiedy uslyszal/zobaczyl newsa o danym wydarzeniu, kazdy detal wbil sie w pamiec. Ja jechalam wtedy do dentysty i jak zwykle sluchalam radia w samochodzie. Sluchalam to moze zbyt wiele powiedziane, ono sobie spiewalo i szumialo gdzies w tle, ja zas bylam zatopiona we wlasnych myslach. Wtedy wlasnie przerwano nadawanie jakiejs muzyczki i nadano komunikat o (wtedy jeszcze) wypadku samolotu, ktory uderzyl w WTC. 
Tego dnia wlasciwie po raz pierwszy uslyszalam o tych dwoch wiezowcach, nie interesowalam sie na tyle Nowym Jorkiem, zeby wiedziec, co to za budowle, podobnie, jak przypuszczam, niewielu nowojorczykow wie o palacu kultury w Warszawie czy jakimkolwiek innym budynku w Europie. 
Dotarlam do dentysty, gdzie malo kto wtedy jeszcze wiedzial, co sie stalo, przekazalam wiadomosc, ktora wywolala szok u tych, ktorzy NY znali, ktorzy tam byli i widzieli. Jednak w tamtej chwili byl to szok spowodowany wypadkiem komunikacyjnym, bo nikt nie przypuszczal, co zdarzy sie dalej.
Po powrocie do domu zawislam na kilka godzin przed telewizorem, jak chyba wiekszosc ludzi na swiecie i z zapartym tchem ogladalam dalszy ciag dramatu, ktory zmienil swiat. 
Jest takie przyslowie, ze kto wiatr sieje, zbiera burze, ale widac Amerykanie nie chca uznac przyslow za madrosc narodu i wciaz popelniaja te same bledy, ktore kosztuja zycie wielu setek tysiecy ludzi, nie tylko po ich stronie, i zmieniaja swiatowa polityke. Z ostatnich dni chocby Afganistan, po poprzednich porazkach w Korei, Wietnamie czy w innych miejscach na ziemi. Ich buta i arogancja polityczna zawsze konczy sie podobnie, potem tylko slychac "a gad" i ze ten czy inny zamach albo wojenna porazka rzucily jankesow na kolana. Niedlugo trwa ich "siok", leca sie mscic i dostaja kolejne becki od malo cywilizowanych talibow czy nieuzbrojonych wietkongow. Potem znow liza rany, az im ropy zaczyna brakowac, a porazki zacieraja sie w pamieci. 
Zeby jednak tylko oni ponosili konsekwencje swojej aroganckiej i glupiej polityki, nie mialabym nic przeciwko temu, ale to niestety mniej lub wiecej dotyka innych.  Wymordowanie afrykansko-bliskowschodnich tyranow, ktorzy jako tako trzymali te muzulmanska dzicz w karbach, poskutkowalo arabska wiosna i fala migracji do Europy, a niedawne wycofanie sie z Afganistanu, pelna jego destabilizacja i nowa fala migracji. Przy okazji swietnie dozbroili talibow, bo albo tak szybko uciekali, ze nie zdazyli pozabierac swoich wojenynch zabawek, albo... zostawili je tam specjalnie.
Czasem mysle, ze oni to robia z rozmyslem, zeby zniszczyc Europe.

10 września 2021

Covidowe korowody

 Niemiecki urzednik i niemiecka biurokracja to temat na prace doktorska i to dla kilku doktorantow, bo jeden nie dalby rady wszystkiego opisac i ujac w jednym przewodzie. Ich powolnosc i czepialstwo stalo sie juz legendarne, daja liste potrzebnych bumag, czlowiek lata, zalatwia te cedulki, wreszcie ma komplet i z ulga podaje jasnie oswieconemu, a ten wyciaga jeszcze jakies kroliki z cylindra i zada (rzonda) pieciu innych podkladek. Masz w takim momencie ochote zabic gada, rozdeptac go na podlodze na miazge. Nie mogl umiescic tych potrzebnych papierkow na pierwszej liscie? No nie mogl, bo byloby za prosto, za szybko i zbyt sprawnie. On jest od tego, zeby uczynic petentowi zycie upierdliwym.
A teraz tym niedoukom i leniom spadl z nieba covid i tak ulatwil prace, ze nawet, kiedy minie juz pandemia (choc ja powoli przestaje w to wierzyc), oni dalej beda stosowac procedury pandemiczne. No bo po co im natlok petentow, ktorzy przychodza jak chca, tak po prostu w godzinach otwarcia ratusza, biora sobie numerek i czekaja na obsluzenie. Potem np. musza w kasie uiscic jakies oplaty i znow czekaja, a kiedy jasnie urzednik ma pecha, to musi zostac troche dluzej w robocie, zeby ogarnac wszystkich z numerkami. Teraz wzieli sie na sposob i zeby zalatwic jakiekolwiek byle gowno, trzeba zrobic sobie termin i to wylacznie online, nie da sie zadzwonic. Juz widze tych wszystkich nieskomputeryzowanych, starszych, niepelnosprawnych, jak na wyprzodki robia te terminy. Dobrze, jesli maja kogos, kto za nich to wykona, jesli nie, to stoja na z gory przegranej pozycji. Panstwo urzednictwo wyznacza mianowicie po kwadransie na petenta i przyjmuje w danym dniu cztery osoby na godzine, a co! Tych godzin wcale nie jest tak duzo, bo tylko 8, w tym godzin otwarcia jeszcze mniej, no bo po zamknieciu trzeba jeszcze odwalic robote papierkowa. Kolejki na zalatwienie czegokolwiek wydluzaja sie w nieskonczonosc.
Mojemu mezu slubnemu konczy sie waznosc ausweisu jakos tak po 20 pazdziernika. Na szczescie zdjecia juz porobilismy, bo kasa chorych wymagala do nowej plastikowej karty. W poniedzialek siadlam do ustalania terminu dla niego. Pierwszy wolny byl dopiero 1 listopada!  No coz, przez jakis czas bedzie musial uzywac niewaznego dokumentu tozsamosci i jak bedzie mial pecha i zostanie na tym przylapany, to bedzie musial bulic grzywne. Gorzej, jesli cos sie wydarzy w Polsce i bedziemy musieli jechac, moga go zatrzymac na granicy i nie wpuscic. Gdyybysmy wiedzieli, ze kolejki sa tak gigantyczne, na pewno terminy robilabym znacznie wczesniej. 
Slyszalam, ze ludzie kupuja samochody i nie moga ich natychmiast zarejestrowac, jak kiedys, tez musza ustalac terminy.
Ja mam jeszcze stare prawo jazdy, takie rozowe, skladane na trzy. Dlugo bronilam sie przed zmianami, bo po co mi to, ale teraz nastal przymus wymiany na europejskie plastikowe. Odpowiednie roczniki dostaly terminy w kolejnych latach i moj niestety przypada na styczen przyszlego roku. Zeby nie zostac bez prawa jazdy, juz teraz zaczelam sie tym zajmowac i moj termin przypadl w moje urodziny, 4 listopada. 
Trzeba bedzie jeszcze pozniej robic kolejne terminy na odbior nowych dokumentow, bez tego ani rusz. Za to jasnie urzednicy nareszcie nie musza obslugiwac wiecej niz te przypisane max. 32 osoby. Luzik!

08 września 2021

Kocie drzewo

 Wszystko zaczelo sie kilka miesiecy temu, w lutym chyba, kiedy zauwazylam, ze Miecce coraz trudniej wskakiwac i wspinac sie na kocie drzewo, gdzie na jednej z gornych platform stoi miska z kocim jedzeniem, a stoi tam dlatego, ze gdyby stala na podlodze albo w innym miejscu dostepnym dla niedobrego Burka (np. blat kuchenny), to zarcie z niej jakos czarodziejsko znikalo i koty chodzily glodne. Szczesliwie Burek jeszcze nie nauczyl sie wspinaczki, wiec jedzenie bylo bezpieczne. 
Przy okazji ten wspinaczkowy przyrzad zaczal kluc mnie w oczy, gdyz-poniewaz koty go do cna zniszczyly. Nawet poszukalam sobie, kiedy to drzewo kupilismy i zainstalowalismy, bo wydawalo mi sie, ze cos szybko uleglo dewastacji. Znalazlam na starym blogu TEN WPIS, drzewo kupilismy niecale trzy lata temu za niemale pieniadze, wiec dosc szybko sie z nim rozprawily. Zobaczcie ten obraz nedzy i rozpaczy:


 
Poprzednie drapaki sluzyly nam, a wlasciwie kotom znacznie dluzej, byly tez zdecydowanie tansze. Postanowilismy wiec zrobic nowy drapak sami, bez ozdobnikow typu buda albo bocianie gniazdo, z ktorych koty nigdy nie korzystaly, za to odleglosci miedzy polkami mialy ulatwic coraz starszej i mniej sprawnej Miecce dostep do korytka.
Zaczelismy od kupna laminowanej plyty wiorowej i w OBI poprosilismy, zeby ja nam pocieto na 6 rownych polek, nabylismy tez specjalna tasme do zabezpieczenia bokow polek.
 

 Teraz trzeba bylo okleic gore czyms antyposlizgowym, na czym koty moglyby przy okazji ostrzyc pazury. Mialam w piwnicy resztki wykladziny, ale okazala sie za gruba, a ponadto musialabym opalac miejsce przeciecia, zeby sie nie strzepila, a to za duzo roboty i smrodu spalenizny. Kupilam wiec trzy tanie cienkie wycieraczki, na pol przeciete pasowaly jak znalazl. Bulka w miedzyczasie bardzo aktywnie pomagala nam w pracy, probowala miekkosc wykladziny, pozniej robila odbiory techniczne na kazdym etapie prac. Miecka raz zajrzala, Toyka tez z ciekawosci, pozniej chwile pilnowala wszystkiego.
 










 Na tym skonczyla sie moja rola i nastapila pora prac meskich, czyli przysrubowania do polek takich dynksow (zabijcie mnie, nie wiem, jak to sie nazywa), ktorych jedno ramie mocuje sie do polki, a drugie do sciany. Bo to drzewo mialo miec inna konstrukcje. Znajac slubnego i jego podejscie do prac zaplanowanych przeze mnie (jak powiedzialem, ze zrobie, to zrobie i nie musisz mi o tym co pol roku przypominac), mialam obawy, kiedy roboty zostana zakonczone, choc w duchu mialam nadzieje, ze moze jednak bedzie chcial mnie zaskoczyc i zrobi cos podczas gdy bede w pracy. O ja naiwna! Probowal starych sztuczek po moim powrocie, zebym mu cos przytrzymywala,  a glownie chodzi o to, zebym sie przygladala i podziwiala. Powiedzialam, ze nie mam czasu, bo musze pojsc z Toyka na spacer, ona to uslyszala, a ze rozumie lepiej niz sie komukolwiek wydaje, zaczela piszczec podekscytowana, wiec musialam z nia wyjsc, bo by nie dala spokoju. Szczerze mowiac, oczekiwalam, ze przez ten czas slubny da rade zrobic ze dwie polki, a tymczasem po powrocie zastalam zrobiony komplet.
 


 No wzial i mnie pozytywnie zaskoczyl.  Teraz pozostalo rozebrac stare drzewo, bo akurat w drodze z pracy zauwazylam niedaleko wystawke, wiec dolozymy tam swoj kram, kiedy sie sciemni i nie bedzie trzeba jezdzic specjalnie do recyklingu. Rowniez przy tej robocie Bulczyk bardzo nam pomagal, a i Miecka wpadla na chwile na inspekcje.
 





 Tego dnia zaznaczylam jeszcze tasma malarska wysokosci, na ktorych zostana zamontowane polki i przenioslam chwilowo kocia miske na parapet. Niestety Bulka chyba nie zauwazyla, ze miski na starym miejscu nie ma i wciaz tam jej szukala. Zreszta parapet okupowala Miecka i Bulczyk o malo nie skonal z glodu, wiec zdjelam miche i pilnujac przed lakomstwem Toyi, pozwolilam sie Bulce najesc na glosniku.




 
Nastepnego dnia pozaznaczalismy razem miejsca nawiercen, ja poszlam do pracy, a slubny borowal. Kiedy wrocilam, pomagalam, trzymalam odkurzacz, zeby sie nie pylilo, mozolnie wieszalismy polke za polka.




Biedna Toya musiala wysluchiwac warkotu wiertarki i szumu odkurzacza. A my utknelismy z robota na jednaj polce, bo podczas wiercenia slubny trafil na jakis kamien, dziursko wydlubal wielkie, ze nie wiem, a wiertlo wciaz zsuwalo sie na boki. Postanowilismy zostawic te polke na nastepny dzien, a tego dnia zalatalam dziursko gipsem, mialo schnac. Najpierw na wizytacje i odbior techniczny kolejnego odcinka robot wpadla Bulka.



Podrapala w dywaniki, zadowolona zeskoczyla i tyle ja widzieli. Pozniej dostojnym krokiem podeszla na wizytacje Krulova Miecka. Wchodzila na kolejne poziomy, zbladzila na regal z ksiazkami, a potem wlazla na sama gore i... 
...
...
...
... polka sie zwalila razem z tlusta Miecka, wyrywajac sie ze sciany razem z dyblami. Mnie opadli rece z cyckami, kiedy pomyslalam sobie, ze trzeba wszystko zaczac od nowa, rozwiercac wszystkie otwory, instalowac wieksze dyble i dluzsze sruby. Nie wiem, kto bardziej sie przestraszyl, lecaca na podloge lotem koszacym Miecka, wyrwana z blogiego snu Toyka (Bulka ani drgnela spiac w lupince), czy wreszcie ja. Odechcialo mi sie wszystkiego...
 


 
Z tego zniechecenia wstrzymalismy prace. Najpierw nazywalo sie, ze te spadnieta polke umocujemy raz jeszcze na wiekszych dyblach, ale kolejnej nocy ktorys z kotow wyrwal ze sciany nastepna polke  z hukiem i lomotem, stawiajac nas na rowne nogi. Niestety, trzeba wszystko zaczac od poczatku, wymyslic inne zamocowania, bo te metalowe dynksy okazaly sie byc za male i niestabilne. Nowe koszty i perspektywa robienia wszystkiego od zera bardzo nas zniechecaja. Trzeba wyciagac dyble ze sciany, a to nie takie latwe, chyba zrobimy to metoda kocia, wylamujac razem z polka. Potem trzeba bedzie nie tylko wymysli, ale kupic nowe zamocowania, widzielismy w OBI, sztuka kosztuje ponad 5 euro, a my potrzebujemy 12. Koszty, koszty i robota. Wszystkiego sie odechciewa.
Tak bardzo nam sie odechcialo, ze z dalszym ciagiem roboty czekalismy prawie do konca sierpnia. W miedzyczasie byly moje dwa wyjazdy, rozne niespodziewane wydatki, jak przeglad techniczny samochodu i wiele innych, wiec robota czekala. Tymczasem koty przyzwyczaily sie jadac na parapecie, ja przyzwyczailam sie do balaganu w pokoju goscinnym, bo "nie oplacalo sie odnosic wszystkiego do piwnicy", wiec stalo i straszylo. I coraz mniej nam sie chcialo kontynuowac robote, ktora szla nam jak krew z nosa. Wreszcie ktoregos dnia... kiedy na scianie zostaly tylko dwie polki, w tym jedna prawie wyrwana ze sciany, a druga trzymajaca sie dzieki podporce z kolumny glosnikowej, na ktorej stal koszyk z kocimi zabawkami...
 


Kupilismy w OBI wielkie i stabilne podpory do polek, a wraz z nimi wieksze dyble i solidne sruby. Pytanie, jak szybko slubny dostanie weny do umocowania podpor najpierw pod polkami, a pozniej do sciany. Ciag dalszy nastapi... 

Nawet nie musialam specjalnie dlugo czekac, tylko jakies trzy tygodnie. Slubny sprowadzil sobie jakiegos kumpla i razem wiercili nowe glebsze dziury, zatykali je wiekszymi dyblami i dluzszymi srubami. Prace trwaly dwa dni, w czasie, kiedy bylam poza domem, wiec mnie nie denerwowali. No i mamy kocie drzewo wlasnej roboty po dlugich 8 miesiacach grzebania sie z problemem, po zwatpieniach i zniecheceniach, brakach pomyslow i kasy, po szantazach, ze jak nie potrzymam odkurzacza, to on nie zrobi i takich tam innych drobniejszych perturbacjach. Ale jest! Przedstawiam Panstwu nasze dzielo, podziwiajcie:





Jestem tylko bardzo ciekawa, czy obecna konstrukcja wytrzyma. O Bulke jestem spokojna, bo lekkie to jak piorko i skoczne jak pchla, ale z Miecka moze byc roznie, bo z niej nieco ograniczona ruchowo baryla. Gdyby jeszcze chciala schodzic normalnie po kolejnych stopniach, ale ona zeskakuje z gory, mocno sie od polki odbijajac. No zobaczymy.

 

06 września 2021

Plany na wrzesien

 Wrzesien bedzie stal pod znakiem spelniania przez nas obywatelskich obowiazkow, 12-go bedziem wybierac wladze gminne, dzielnicowe oraz burmistrza miasta, zas dwa tygodnie pozniej, 26-go przypadaja wybory parlamentarne, a przedstawiciel wygranej partii zostanie kanclerzem Niemiec. Wiem na pewno, ze nie bede glosowac na zielonych, maja nierealne cele i programy wyborcze, a poza tym "zapominaja" nagminnie o wlasnych dochodach przy wypelnianiu zeznan podatkowych. Nie bede Wam tu trula, co i jak, bo pewnie malo kogo to interesuje, podalam jedynie informacje o nadchodzacych wyborach. Wygra najlepszy, mam taka nadzieje.
Budowa biurowca naszej spoldzielni mieszkaniowej przebiega bardzo sprawnie, budynek stoi, jest oblozony cegielkami, trzeba go tylko zadaszyc i mozna zaczac urzadzac wnetrza. Aleee... Wqrw moj siega zenitu, bo nikt nas nie raczyl poinformowac, a i na wizualizacji nie ma sladu po tym, ze odbierze nam sie kawal trawnika pod oknami, bo przeciez trzeba zyskac teren na parking dla jasniepanstwa. U nas to jeszcze nic, ale dom stojacy poprzecznie juz w ogole nie ma trawnika, bo stawiaja im... no wlasnie... niewiadomoco. Sasiadka (balkon na parterze z granatowym parasolem, pod nim stoi facet w czerwonym) opowiadala mi, ze spoldzielnia poinformowala ja, ze postawi pod jej oknami i balkonem kolumne do ladowania elektrycznych samochodow. To, co ja widze, to nie zadna kolumna, a jakis dodatkowy budynek, ciekawe, jak wysoki bedzie, bo na razie postawili na wysokosc jednego elementu i co to w ogole ma byc, bo nie przypomina ani troche kolumny ladujacej.
 



Maja rozmach sukinsyny, pracuja na dwa dzwigi, a ja widze z okna coraz mniej.  Ale co ja moge? Mam punktualnie placic i pysk trzymac, kiedy jasniepanstwo stawia sobie wypasiony biurowiec i parkingiem pod moimi oknami.
A w ogole to przez pomylke, ale za to nieodwracalnie skasowalam sobie segregator ze zdjeciami dokumentujacymi caly przebieg najpierw rozbiorki starych domow, do budowy nowego biurowca. Troche tych zdjec powinno byc jeszcze na starym blogu, o ile sie nie skasowaly. Szkoda, bo w sumie byla to dosc ciekawa dokumentacja, z manewrami policyjnymi wlacznie.
 

04 września 2021

Tak ogolnie

 Niedawno dotarla do mnie wiadomosc o smierci Teresy Zylis-Gary, swiatowej slawy spiewaczki operowej wystepujacej na wszystkich najwazniejszych scenach swiata.  Zmarla w Lodzi, gdzie wykladala na wyzszej uczelni muzycznej i byla z moim miastem zwiazana. Przezyla ponad 90 lat.
Nieco wczesniej pozegnal sie z zyciem Kazik Kowalski, bas, moze nie tak slawny jak Zylis-Gara, ale rowniez lodzianin.  Kiedy bylam u mamy, odbyl sie jego pogrzeb. Znalam go osobiscie, wiec jego przedwczesna smierc tym bardziej mna wstrzasnela, mial jedynie 70 lat i wiele planow na przyszlosc. W piatek 30 lipca swietowal 70 urodziny, w sobote trafil do szpitala, w niedziele 1 sierpnia juz nie zyl. 
Odchodza wielcy, a ich miejsca pozostana puste, bo sadzac po programie, jaki serwuje to cos w roli ministra edukacji, co wyglada jak niedopity menel, z obecnej mlodziezy nie maja prawa wyrosnac cenne indywidualnosci. Jeszcze nauczyciele sie buntuja, jeszcze rodzice zlorzecza, ale powoli ten system doprowadzi do masowej produkcji 08/15 BMW (bierny, mierny, wierny. I pobozny oczywiscie). Bedzie sie utracalo wychodzacych przed szereg, myslacych samodzielnie, wyrozniajacych sie, zdolnych czy wrecz genialnych. Tych ostatnich tym bardziej. 
 


We don′t need no education
We don't need no thought control
No dark sarcasm in the classroom
Teacher, leave them kids alone
Hey! Teacher! Leave them kids alone!


All in all, it′s just another brick in the wall
All in all, you're just another brick in the wall

We don't need no education
We don′t need no thought control
No dark sarcasm in the classroom
Teachers, leave them kids alone
Hey! Teacher! Leave us kids alone!

All in all, you′re just another brick in the wall
All in all, you're just another brick in the wall

02 września 2021

Post dla Teresy i tych, co nie maja fejsa

 Tereska, pisze specjalnie, zeby nie umknelo Twojej uwadze i nie zapodzialo sie wsrod innych komentarzy. Na fejsie zdazylam juz wczoraj oglosic te radosna nowine.

Znalazlam zgubione klucze!!!

To oczywiscie graniczy z cudem i jest jak znalezienie przyslowiowej igly w stogu siana, ale to prawda, udalo sie te zgubione klucze odnalezc. Spelnilo sie Twoje dobre zyczenie. Nawet nie wyobrazasz sobie, jak mnie to ucieszylo. Co prawda nie mialabym zadnych kosztow, nawet gdyby trzeba bylo wymieniac zamki i dorabiac klucze, bo moje ubezpieczenie pokrywa nawet takie koszty, ale musialabym troche sie nabiegac, a wlasciwie nadzwonic, bo w czasach covida wiekszosc zalatwia sie telefonicznie. Trzeba by bylo powiadomic spoldzielnie mieszkaniowa, ubezpieczyciela, z pewnoscia daliby to wypelnienia pierdylion formularzy, a jeszcze musialabym rutynowo zahaczyc o biuro rzeczy znalezionych. Niepotrzebna strata czasu.
I zobacz, nawet sie o ten cud nie modlilam, nie zawracalam glowy zadnemu bostwu, a on sie zdarzyl, ten cud znaczy. 😃
A swoja droga moglabys mi podeslac swoj adres mailowy, zebym miala z Toba kontakt rowniez poza blogiem, np. na okolicznosc odnalezienia kluczy, bo inaczej musze specjalnie tworzyc takie nieplanowane posty. 😆
Przeslij mi, prosze na blondpantera@gmx.de.


Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...