Patrzac z perspektywy czasu na pandemie, nachodzi mnie obsesyjna mysl, ze ten wirus jest szkodliwy nie tylko dla pluc. Mam niejasne wrazenie, ze zmienia on ludziom charaktery. Na gorsze oczywiscie. O ile bowiem na samym poczatku pandemii ludzie ze soba jeszcze dyskutowali, probowali sie przekonywac slownymi argumentami do wlasnych racji i teorii, tak z czasem u obydwu stron, ludzi widzacych zagrozenie w swiatowej zarazie i koronasceptykow, pro i antyszczepionkowcow, wyksztalcily sie poklady takiej agresji, zlosliwosci, pogardy dla przeciwnikow i ich teorii, zwyklego chamstwa i zawzietosci, ze graniczy to z zaburzeniami psychiki. Moze ten koronawirus nie jest jeszcze zbadany do samego konca, moze sami lekarze nie wiedza, ze niepozadanymi nastepstwami jest nie tylko mgla covidowa czy inne drobne zaburzenia w funkcjonowaniu czlowieka, ale wlasnie wzrost agresji, nawet u tych, ktorzy nie chorowali, ani nie poddali sie szczepieniu. Zreszta u tych drugich tez, zeby nie bylo.
Podobnie dzieje sie w kwestii wojny rosyjsko-ukrainskiej. Proukrainski fanatyzm przybiera karykaturalne ksztalty, albo oddajesz sie w calosci Ukrainie, albo wypi***aj z grona moich znajomych na fejsbuku. Tu juz nawet nie ma szansy na dyskusje czy nawet najmniejsze watpliwosci. Tymczasem ruchy proputinowskie jakby przybieraja na sile, co w moim mniemaniu jest rownie chore jak czolobitnosc Ukrainie. I, jak to w zyciu bywa, zaczynaja sie brzydkie dzialania wsrod ludzi, ktorzy jeszcze do niedawna gotowi byli oddac czesc wlasnej watroby, ze nie wspomne o mieszkaniach i lozkach, uchodzcom z Ukrainy. Teraz zaczeli w nich dostrzegac wady, moze ich goscie nie dosc entuzjastycznie okazywali wdziecznosc, moze ich trauma nie pozwala zachowywac sie zgodnie z oczekiwaniami gospodarzy, ale coraz wiecej widze krytyki. Nie chce pisac o prostackich pretensjach, ze Ukraincy "zabieraja prace, miejsca w przedszkolach, szkolach i szpitalach" i takie tam, ale osoby, ktore do niedawna ofiarnie pomagaly, teraz wycofuja sie. Nie na dlugo wystarczylo energii i dobrych checi, zwlaszcza ze rzad niespecjalnie sie spieszy z dotacjami, a wszystko drozeje, wiec zaczyna brakowac na utrzymanie wlasnych rodzin, a co dopiero gosci. Bariera jezykowa tez jest powaznym problemem.
Ja w ogole mam wrazenie, ze miedzy ludzmi o skrajnie roznych swiatopogladach wyrastaja rowy nie do przebycia. Wierzacy z ateistami, pro i antyszczepionkowcy, zwolennicy Zelenskiego i Putina - wszyscy ci ludzie kiedys zyli obok siebie, mieli wprawdzie odmienne zdania, ale teraz gotowi sa przegryzac sobie tetnice szyjne.
Te ponad dwa lata od poczatku pandemii zmienily ludzi nie do poznania, zjawisko narasta, spoleczenstwo robi sie podobne do zombie, odrzuca rozum, posilkuje sie agresja, buduje wokol siebie obozy i towarzystwa wzajemnej adoracji. Czemu ma to sluzyc? Komu byc pomocnym?
Tesknie za czasami, kiedy roznice w pogladach skutkowaly burzliwymi dyskusjami, a nie fochem i pogarda dla interlokutora.


