... byl dla mnie bardzo wyczerpujacy i stresujacy. Nie lubie miec natloku zbyt wielu terminow, a tym razem zebralo sie ich az cztery. W poniedzialek mialam termin z mama na kontrole po slynnym przeswietleniu, ktore o malo co nie doszloby do skutku, bo mama zapomniala skierowania. I nie byloby w tym nic strasznego, gdyby nie lokalizacja gabinetu lekarskiego. Jest to rogowy budynek przy dosc ruchliwej ulicy i nie ma przy nim zadnych mozliwosci zaparkowania, a mama niestety chodzi dosc chwiejnie mimo uzywania rolatora. Z najblizszego parkingu jest kilkaset metrow do przejscia, a potem znow z powrotem, zeby wsiasc do auta. Wzielam taksowke, bo taxi moze sie zatrzymac na chwile tam, gdzie ja bym nie mogla. Natomiast do domu wrocilysmy autobusem.
We wtorek moglam odsapnac i zgromadzic energie na dwa kolejne terminy, oba w srode, w odstepie jednej godziny, o 11.30 adwokat w sprawie tego rzekomego otarcia na parkingu pod OBI, a o 12.30 lekarz gastrolog, bo trzeba cos przedsiewziac w sprawie moich wrzodow. Szczesliwie obie miejscowki blisko siebie, wiec obylo sie na jednym parkingu.
W srode doszedl mi jeszcze jeden termin, a wlasciwie zadanie do wykonania, rownie blisko co tamte dwa, musialam odebrac dla mamy zdjecia rentgenowskie na plycie. Pogoda byla paskudna, przez caly czas nosilam w torebce parasolke, ale kiedy zaczelo kropic miedzy jednym terminem a drugim, wlazlam do kosciola, bo mialam kilka wolnych minut i tam przeczekalam deszcz. Koscioly w Niemczech sa zawsze otwarte, wejsc moze kazdy kiedy mu sie zachce, choc nie ma w nim zywego ducha. Bylam w tej wielkiej swiatyni absolutnie samiutenka. U adwokata poszlo duzo szybciej niz myslalam, wiec pozniej mialam czas wejsc do piekarni na kawe. Gastrolog zarzadzil nowy antybiotyk, ale po powrocie do domu zorientowalam sie, ze nie mam recepty, a kiedy zadzwonilam, zeby spytac, odezwala sie automatyczna sekretarka. Wszystko sie przedluza. Na sam koniec musialam jeszcze wpasc na dwie godziny do pracy, do domu wrocilam ok. 16.00 na ostatnich nogach.
Na czwartek w planie byla Toyka ze szczepieniami, odrobaczaniem i tabletka przeciw futrowym pasozytom. Do tej pory wyciagnelismy z niej juz kilka kleszczy. Niestety do Toyki doszedl jeszcze jeden termin, bo musialam podjechac po zapomniana poprzedniego dnia recepte. Znow bylo szukanie miejsca do zaparkowania i oplacenie go, a ze miejsce znalazalo sie daleko od celu, to jeszcze musialam kopytkowac w ulewnym deszczu. Jakbym nogi na loterii wygrala! Dobrze, ze choc przestalo padac, kiedy jechalam z Toyka do weta. Oczywiscie stary numer z checia ucieczki stamtad i niechecia wejscia do gabinetu, ale w koncu musiala odpuscic i dala sie zaszczepic.
Jeszcze tylko w nastepny poniedzialek musze podjechac do przychodni na sasiednia wies i chwilowo bedzie spokoj z terminami. A dlaczego na wies? Bo terminy w miescie byly bardzo odlegle, a mnie wysiadly obie rece, bola mnie dlonie i przedramiona, a w prawej nawet bol promieniuje do ramienia. Podniesienie pelnego kubka z herbata stanowi dla mnie niemaly wysilek i sprawia bol. To chyba poczatek konca, wszystko sie sypie naraz. Znaczy ja sie sypie.
A w ogole to na starosc poznalam dwa nowe slowa, a wszystko dzieki koronacji krola Karola. Pierwszym jest KONSORTA, nigdy wczesniej nie slyszalam. Byla krolowa-matka, byl ksiaze-malzonek, krolowa-wdowa, nie bardzo wiec rozumiem, dlaczego o Kamili nie wspomina sie jako o krolowej-malzonce. Krolowa Elzbieta uhonorowala ja tym tytulem, bo w zasadzie przyslugiwalby jej jedynie tytul ksieznej-malzonki, dokladnie jak mialo to miejsce w przypadku meza zmarlej krolowej, Filipa. On, ze wzgledow proceduralnych, nie mogl byc krolem-malzonkiem.
Drugim slowem, ktore niezmiernie mi sie spodobalo, choc przyznam, ze musialam udac sie po pomoc do gugla, byl FASCYNATOR. No z reka na sercu, kto je znal? Otoz jest to taki stroik na glowe, z piorek i wstazek, czesto z woalka, umieszczony na opasce lub klipsie i pelniacy funkcje czysto ozdobna. Zafascynowal mnie 馃槅

