Translate

13 września 2023

Rozmyslania o szczesliwosci

 Czasem na fejsbuku puszczaja rozne uliczne sondaze, wywiady, w koncu temat goracy tuz przed wyborami. Przepytuja ludzi, glownie emerytow o, w skrocie ujmujac, stan ich szczesliwosci w dzisiejszych realiach i o oczekiwania. Ich odpowiedzi daja naprawde sporo do myslenia, ogolnie roszczeniowosc w narodzie mocno wzrosla. Kazdy chcialby miec wszystko jak najmniejszym nakladem wysilku i od zaraz. Dawno poszly w niepamiec czasy, kiedy mlode malzenstwa latami dorabialy sie wszystkiego i zadowalaly byle jakim lokalem do wlasnorecznego remontu lub wieloletnim zyciem z rodzicami pod jednym dachem. Nie wspomne juz o wyposazeniu mieszkania, bralo sie od rodziny jakis demobil i czekalo na lepsze czasy, kiedy za zaoszczedzone mozna bylo nabyc cos bardziej wypasionego. Odmawianie sobie drobnych przyjemnosci bylo na porzadku dziennym, czlowiek mial cel, oszczedzal, by wreszcie moc spelnic marzenie, jedno, potem nastepne. Dzieci w szkolach nie wyroznialy sie, kazdy mial obowiazek noszenia fartuszka, ale poza tym od dziecinstwa kladziono nam do glow, ze BYC jest znacznie wazniejsze niz MIEC. 
 Teraz jestes w szkole nikim nie noszac markowych ciuchow, nie majac wakacji zagranicznych czy quada na komunie, wyszydzanie przybralo paradoksalne formy, mobbing nadal przybiera na sile, wpedzanie innych dzieci w kompleksy, z samobojstwami wlacznie, stalo sie codziennoscia.
 Ale nie tylko mlodziez stala sie tak potwornie roszczeniowa. Ostatnio modne jest chwalenie sie celebrytow i licytowanie, kto z nich ma nizsza emeryture. I sa to osoby, ktore w poprzednim ustroju zarabialy krocie. Tlumacza sie, ze taki byl system, ze panstwo bralo od nich male skladki, to teraz oni maja glodowe emerytury i musza spiewac/wystepowac na scenie do smierci, bo nie przezyja. Dobrze, jesli jeszcze moga i zdrowie pozwala. Podobnie uskarzaja sie przecietne emerytki, wciaz im malo i malo, a przeciez one wlasnie mialy w czasach swojej mlodosci szanse uczenia sie, konczenia studiow i wykonywania lepiej platnej pracy. One nie tylko zazdroszcza lepiej uposazonym emerytom, ale juz nawet przebakuja, ze powinna nastapic urawnilowka, bo wszyscy maja jednakowe zoladki. Rilly? Kazdy bedzie mogl sobie bumelowac, nie uczyc sie, bo "przyjdzie walec i wyrowna"? A przeciez jeszcze nie tak dawno renta czy emerytura nie byla czyms zrozumialym samo przez sie. Kiedy moi pradziadkowie zostali po wojnie wywlaszczeni i panstwo odebralo im kamienice wraz z czynie dzialajaca piekarnia, nie dajac nic wzamian, zostali na lodzie, bez srodkow do zycia i bezdomni, bo nie mieli prawa pozostac we wlasnym domu. Gdyby nie dziadkowie, ktorzy wzieli ich na calkowite utrzymanie, cienko by przedli i pozostaloby im zebrac pod kosciolem. Podobnie zreszta rzecz sie miala na wsiach, dzieci przejmowaly gospodarke po rodzicach i trzymali tychze na laskawym chlebie do smierci. Jak wiadomo, roznie z tym bywalo, poki rodzice mieli sile pomagac, poki byli przydatni, mieli pewne przywileje, pozniej niejednokrotnie ladowali w oborze albo czekala ich bezdomnosc. Emerytury rolnicze wprowadzono jakos w latach 70-tych, ale trzeba bylo scedowac gospodarke na rzecz panstwa. 
 Co dziwne, wtedy ludzie chyba byli mimo wszystko szczesliwsi, nie oczekiwali wiele i cieszyli sie z tego, co mieli i na co bylo ich stac. Zarowno mlodzi jak i starzy i mowie tu o przecietnym obywatelu, bo jak wszedzie zdarzaly sie ekstrema. Dzisiaj oczekiwania sa znacznie wieksze od mozliwosci, a spoleczenstwo stalo sie bardziej roszczeniowe. Samotne madki, ktore nie zainwestowaly w pore w srodki antykoncepcyjne, a moze daly sie skusic becikowemu i pincetplusom, oczekuja specjalnego traktowania, bo sa samotne. Emeryci, ktorzy w swoim czasie olali nauke i poszli pracowac jako niewykwalifikowani, teraz msciwie sie ciesza z odbierania wypracowanych emerytur pracownikom resortu wewnetrznego, nawet tym dawno zweryfikowanym, nawet bufetowym czy sprzataczkom. I chca wiecej, bo im sie nalezy, a mogli pomyslec wczesniej, mieliby dzisiaj wiecej.
 Dawniej ludzie byli bardziej zyczliwi, przyjazniejsi dla otoczenia, nie oczekiwali wiele i cieszyli sie z tego, co mieli, byli bardziej sklonni do pomocy, mniej zawistni i nie tak roszczeniowi, kazdy musial byc kowalem swojego losu. Ja juz nie dozyje, ale kiedys te dzisiejsze madki zyjace nienajgorzej z zasilkow, dojda do wieku emerytalnego i dalej beda skazane na pomoc panstwa, bo emerytury nie bedzie zadnej, ich partnerzy/mezowie podobnie. Teraz pracuja dorywczo, najczesciej na czarno, nawet jesli zarabiaja za granica. Dziwi mnie, dlaczego nie mysla o swojej przyszlosci, jak chca zyc, kiedy nie beda juz mogli dorabiac. A nie jest takie pewne, ze panstwo bedzie jeszcze wtedy dalej stac na rozdawnictwo, moze juz bedzie totalnym bankrutem. Ogolnie obecne pokolenie jest stale niezadowolone i malo szczesliwe, jego oczekiwania mijaja sie z mozliwosciami, stad frustracje, zawisc i niechec do ludzi, ktorym sie bardziej powiodlo.

11 września 2023

Gwalt na dzieciach

 Gwalcic mozna w dwojaki sposob, czynnie fizycznie albo psychicznie i choc ten drugi rodzaj gwaltu nie pozostawia widocznych sladow, nie ma siniakow, nie leje sie krew, to jest zdecydowanie bardziej szkodliwy od pierwszego, pozostawia traume na cale zycie. W Polsce trwa walka o zaprzestanie "seksualizacji" dzieci, cokolwiek to znaczy, za to brzmi duzo grozniej od "edukacji". A taka edukacja przynosi nie tylko wiedze o fizjologii, rozmnazaniu, ale... uczy rowniez o zlym dotyku i to wlasnie jest kosciolowi sola w oku, kler chce miec monopol na nauczanie po swojemu, co daleko mija sie z polecana przez ludzi swiatlych i wyksztalconych edukacja seksualna dziecka. Nalezy pamietac, ze w dobie internetu dzieci i tak dowiedza sie tego, co chca wiedziec i truizmy typu "jestes jeszcze na to za maly" prowadza do tego, ze i tak sie dowie, tyle ze ze zrodel dla dziecka nie przeznaczonych, np. z filmow pornograficznych, ktore mozna sobie dowolnie ogladac na telefonie. Mozna tez na pierwszej spowiedzi przed komunia, czyli w wieku ok. 8 lat, doswiadczyc straszenia pieklem w konfesjonale i przedstawiania fizjologii jako czegos niewalsciwego. Tam dopiero odbywa sie ostre pranie mozgow dzieci do podobnych praktyk zupelnie jeszcze nie dojrzalych. 
 Zobaczcie jaka to drastyczna niekonsekwencja, bo jesli dziecko ma zeznawac na policji czy przed sadem, nie moze sie to odbyc bez obecnosci rodzicow czy co najmniej psychologa, za to na pierwsza spowiedz wysyla sie dziecko w czelusc konfesjonalu i oddaje w rece osoby nie tylko niekompetentnej, a nierzadko zwyrodnialej i pozwala na jawny gwalt na jego psychice. Dziecko nagle dowiaduje sie, ze jest grzeszne, brudne, ze spowodowalo ukrzyzowanie jakiegos Zyda w dawnych czasach, ze jego zaciekawienie plciowoscia, roznicami i wlasnym cialem to cos dalece niewlasciwego. Klecha sliniac sie lubieznie, wypytuje malego czlowieka o rzeczy, ktore dotad byly dla niego normalne. A tu szok, wstyd i strach, ze przez to wszystko dziecko zabilo Jezusa. Ale rodzice, sami gwalceni mentalnie po konfesjonalach, nie widza w tych chorych praktykach niczego zlego, swinta komunia musi byc i juz. A ze przed komunia dziecko jest krzywdzone w sposob, ktory moze pozostawic slady na cale zycie, to blahostka, wafelek najwazniejszy.
 Ale to wszystko to jeszcze nic, niedawno znalazlam w internetach taki kwiatek:

 Nie jest to fejk, to znajduje sie w ksiazce do religii, przygotowujacej dzieci do pierwszej komunii. Gdzie jest rzecznik praw dziecka, gdzie psycholodzy majacy wiedze, do czego moze prowadzic podobne prowokowanie do realnych dzialan, mowiac otwarcie - do samobojstw. Dzieci w tym wieku maja inne postrzeganie swiata, sa bardziej latwowierne i poddajace sie manipulacjom, co skrzetnie wykorzystuje kosciol, czyniac im niepowetowana krzywde, nierzadko na cale zycie. Dlaczego rodzice nie reaguja? Czyli co, jak dzieciak zgrzeszy, bo zapomnial odklepac paciorka czy spoznil sie na katecheze, to powinien sie zabic? Wedlug tych zwyroli w kieckach tak wlasnie ma byc. Zamiast radosci zycia - wieczne poczucie winy, zamiast wziecia losu we wlasne rece - modlenie sie o cud i oddawanie pod patronat matekbosek. Obudzcie sie, zanim kolejne pokolenie Polakow wyrosnie na niedouczonych, za to poboznych oczekiwaczy na cuda, gotowych oddac zycie za jakies domniemane grzechy, przedtem oddawszy cale mienie na rzecz kosciola.
 

09 września 2023

Przepis na...

 ... wlasnoreczne wykonczenie sie w bozom niedziele. 
To juz prawie tydzien, bo wydarzylo sie w ubiegla niedziele. Juz od piatku chodzilo za mna ciasto ze sliwkami, chodzilo, wabilo, robilo apetyt, wiec poprosilam slubnego w sobote, zeby kupil sliwki. Jak ja mowie "sliwki", to mam na mysli wegierki, przeciez to jest tak oczywiste, jak to, ze slonce wschodzi i zachodzi, prawda? Zwlaszcza ze czesto robie jesienia to ciasto ze sliwkami, a slubny na ogol te sliwki odpestkowywuje dla mnie. Naiwnie myslalam wiec, ze wie, co za sliwki ma kupic. Na jego usprawiedliwienie, nie bylo wegierek, wiec kupil... i tu mam problem z nazwaniem tych owocow. Bo wygladaja jak zmutowane wegierki, sa wielkie, ale maja klasyczna pestke. No nic, to sliwka i tamto sliwka, wiec szybko je obralam, ukrecilam ciasto i wrazilam do piekarnika. Niestety okazalo sie, ze te sliwki mialy w sobie duzo cieczy, wiec podczas pieczenia wykipialy mi do piekarnika i to wykipiale zdazylo sie dobrze przysmazyc.  Zamiast wiec wyruszyc zaraz po wyjeciu ciasta z piekarnika, z psem na spacer, zaczelam ratowac, co sie da. 
 Jak wiecie, kuchnie mam niewielka, wiec kiedy otworzy sie drzwiczki od piekarnika, nie zostaje miejsca dla czlowieka, a czyszczenie mialo byc gruntowne, niewiele wiec myslac, wyjelam te drzwiczki, zeby mi nie przeszkadzaly, a przy okazji wyczyscilam przestrzen pomiedzy szybami. Kiedys juz to robilam, wiec zaden problem, a tym sposobem uzyskalam wolny dostep do wnetrza. Zeby miec jeszcze lepszy, odsunelam stol, ktory na codzien stoi pod oknem, czym odslonilam kaloryfer, ktory okazal sie niezbyt czysty. Uzyskalam tez dostep do kawalkow pustego miejsca za szafkami, wiec po kolei zaczelam te odsloniete katy szorowac, bo skoro juz tam bylam... nieprawdaz. Piekarnik musialam kilkukrotnie spryskiwac tym zajzajerem do mycia piekarnikow i za kazdym razem dobrze szorowac. W miedzyczasie, kiedy zajzajer mial dzialac, odkrywalam nowe miejsca, ktore trzeba bylo przetrzec. Znacie to, jest do wykonania jedna mala czynnosc, ale przy jej wykonywaniu spojrzy sie w bok i zauwaza nastepna... i nastepna... i nastepna... bo skoro ma sie juz te szmate w reku... Sama bylam zla na siebie, ze zamiast lezec do gory brzuchem i zbierac sily na przyszlotygodniowe wyzwania albo rzucac gdzies patyczek dla Toyki na spacerze, ja robie generalne porzadki, jakby co najmnie miala nadejsc wielkanoc.
 Najlepszy jednak numer odwalilam na sam koniec, bo nie umialam wsadzic drzwiczek od piekarnika z powrotem na miejsce. Zamiast bowiem zostawic zawiasy "otwarte", ja je zlozylam i nie moglam z powrotem otworzyc, a tylko otwarte wchodza z powrotem na miejsce. Zawezwalam do pomocy slubnego, ale i on nie dal rady. Juz mialam w oczach perspektywe targania tych drzwiczek do sklepu meblowego, zeby pomogli, ale potem zawzielam sie i udalo mi sie zawiasy odgiac. Oczywiscie slubny wieszczyl, ze sie nie da, skoro jemu sie nie udalo, ale dalo sie. Skwitowal to tak:
- No, jakims cudem sie udalo!
 Calkiem jak polski katolik, ktorego lekarze odratowali od smierci, a ten gada, ze to cud, modlitwa i wola boska. Zwrocilam mu wiec grzecznie uwage, ze to nie cud, tylko moj spryt, inteligencja i umiejetnosci. Tylko reka machnal.
 Zeszlo mi to wszystko od 8.00 do 13.00, nawet obiadu nie mozna bylo ugotowac, bo cala kuchnia byla w rozsypce. Ale ciasto wyszlo znakomicie, bylo pyszne, a z Toyka poszlam na spacer po obiedzie, bo na szczescie mialam w zamrazarce dyzurne pizze na takie okolicznosci. 
 A poszlabym rano do kosciolka, to by mnie to wszystko ominelo.

07 września 2023

Sekret wiecznej mlodosci

 Kto z nas by nie chcial zachowac na zawsze urode i jedrne cialo, a przede wszystkim zdrowie. Niby nie jest o to tak trudno, ale niewielu osobom sie chce. Jemy niezdrowo, a za sprawa tego nie tylko tyjemy, ale dorabiamy sie chorob i zlego wygladu skory. Czasem wpadnie mi w oko gdzies w internetach jedno czy drugie zdjecie fenomenalnie wygladajacych babc, w ktorych przypadku az trudno uwierzyc w ich rzeczywisty wiek. Posluze sie kilkoma przykladami, ale jest ich z pewnoscia wiecej. Na pewno w ich przypadku nie bez znaczenia sa geny, osobie urodziwej jakos latwiej chyba dbac o te urode, ale nie oszukujmy sie, do tego jest potrzebna zelazna samodyscyplina. Kiedys przeczytalam, ze Victoria Beckham od lat trzyma tak restrykcyjna diete, ze nie ma dla niej zadnych wyjatkow, swiat, uroczystosci czy pokus. Gotowane na parze warzywa i ryby to wszystko, co je od kilkudziesieciu lat, ale za to moze pochwalic sie nienaganna figura, chociaz nie slyszalam, zeby sie specjalnie meczyla na silowni. 
 Na pewno slyszeliscie o Verze Wang, amerykanskiej projektantce azjatyckiego pochodzenia, kobiecie 72-letniej o figurze nastolatki.


 Nie wiem, jakim cudem ta kobieta zachowala w tym wieku taka figure, ale podejrzewam, ze sprawily to jej azjatyckie korzenie. Twarz tez nie jest twarza 72-latki, choc przy zblizeniach widac zmarszczki, ale byc moze pomogla sobie medycyna estetyczna, a moze naprawde tak wyglada z natury. W kazdym razie, oprocz tego, ze jest nieco za chuda - wyglada fenomenalnie i do pozazdroszczenia.
 Pewna amerykanska tiktokerka (przy takim okresleniu wyobrazamy sobie raczej kogos mlodego), ktora ma 65 lat i nadaje pod nickiem Lynda, rowniez nie wyglada na swoje lata. I znow nie wiem, czy to kwestia chirurgii, filtrow, a moze i wszystkiego do kupy, produkuje sie na TikToku i chwali swoim perfekcyjnym wygladem i o ile w kwestii twarzy mozna podejrzewac zewnetrzne czynniki pomocowe, tak z figura nie da sie tak latwo oszukiwac.


 Kobieta wyglada najwyzej na 35-40 lat. To zreszta dosc powszechny trend, bo o ile nasze babcie zawsze staraly sie wygladac powazniej niz byly w rzeczywistosci, ubieraly sie i czesaly "na staro", tak wspolczesne kobiety robia wszystko, zeby wygladac mlodziej. Kobiece magazyny i portale propaguja hasla "dzisiejsza 60-tka to dawna 40-tka" i niektorym rzeczywiscie udaje sie dostosowac do tych trendow.
 Podobnie rzecz sie ma z Christie Brinkley, amerykanska modelka, rocznik 1954.

 
 Niewiele zmienila sie od czasu swojej mlodosci. Geny? Operacje? Liftingi? Filtry? A moze wszystkiego po trochu, ale faktem jest, ze wyglada fenomenalnie.
 Na koniec 64-letnia babcia, Lesley Maxwell, wielbicielka silowni, na ktora chodzi razem z wlasna wnuczka. Z daleka sa nie do odroznienia, co najmniej jesli chodzi o figure, bo jednak na buzi babci widac lekki uplyw czasu, choc oczywiscie nie wiedzac, nie dalabym jej tylu lat.
 

  Qrde, lece zapisac sie na silownie, moze jeszcze zdaze przed 70-tka uzyskac szesciopak na brzuchu. To nara! Pochwale sie efektami w swoim czasie.
 
Zdjecia sciagnelam z internetow.
 

05 września 2023

Wrzesien

 Wrzesien nie byl kiedys moim ulubionym miesiacem, konczyly sie wakacje, zaczynala szkola i to byl glowny i najwazniejszy powod niecheci do tego miesiaca. Poza tym konczylo sie lato, a za moich dziecieco-mlodziezowych czasow lata bywaly jeszcze normalne. Czlowiek cieszyl sie upalami, mogl sobie lezec plackiem na plazy, bez zagrozen poparzeniami. Bywaly tez deszczowe lata, roznie sie pogoda ukladala, ale dziure ozonowa czlowiek wywiercil w niebie znacznie pozniej, a permanentne susze i zwiazane z nimi pozary to na taka skale wystepowaly jeszcze pozniej. 
 Teraz witam wrzesien z niejaka ulga, zdecydowanie sie ochladza, daje wytchnienie po nieznosnych upalach, choc musze przyznac, ze to lato bylo nawet do zaakceptowania mimo nadmiernych opadow, przynajmniej zostaly uzupelnione deficyty poziomu wod gruntowych i napelnily sie zbiorniki wody pitnej, jako ze przez ostatnie kilka lat panowaly grozne dla srodowiska susze.
 Wrzesien to tez miesiac urodzinowy w rodzinie, najstarsza corka ma urodziny 16-go, a trzy dni pozniej Junior skonczy dwa latka. Ehhh... moje najstarsze dziecko odwalilo ostatnio numer zycia. Dzwoni do mnie, czy moglabym tamtego dnia odebrac jej koty z kastracji, bo ona po poludniu pracuje, ale rano sama je do weta zawiezie. Przystalam, bo dlaczego nie. Przez mysl mi jeszcze przelecialo, ze przypomne jej na wszelki wypadek, zeby juz dzien wczesniej schowala miske z kocim jedzeniem, zeby czasem ktorys nie podjadal w nocy, bo wiadomo, ze do narkozy musza byc na czczo. Pomyslalam, ale chwile pozniej zapomnialam, bo cos odwrocilo moja uwage i w koncu do niej nie zadzwonilam. Ale przeciez moje dziecko tapla sie zawodowo w medycynie, wiec z pewnoscia wie. Taaa... W dniu kastracji nakarmila do syta oba kocurki, wychodzac z zalozenia, ze zglodnieja przeciez przez caly dzien u weta. I pojechala odwiezc je na operacje. Wetka zrobila oczy jak stare piec zlotych z rybakiem i odeslala ja z powrotem do domu, kastracja odbedzie sie w innym terminie. Cale szczescie, ze rutynowo spytala, czy koty sa na czczo, a nie polegala na rozsadku i wiedzy mojej latorosli. Dziecko pozniej do mnie zadzwonilo, ze stekiem autowyzwisk, a w piers tak sie walila, ze az echo nioslo i u mnie bylo slychac. Ona przeciez doskonale wie, jakie sa wymogi przedoperacyjne, ale tego dnia miala totalne zacmienie umyslu.
 To jeszcze nic. Moja byla sasiadka, ktora jest pielegniarka w szpitalu na ginekologii, przygotowuje miedzy innymi pacjentki do operacji. Miala jedna Turczynke czy Arabke, nie pomne. Juz wieczorem poprzedzajacym dzien operacji poinformowala kobiete, ze od teraz ma nic nie jesc. Babsko zrozumialo, bo to byla juz zasiedziala cudzoziemka znajaca jezyk. Zrozumiala, ale ani myslala stosowac sie do zalecen. Trzeba Wam wiedziec, ze jesli w szpitalu przebywa ktos tej nacji, odwiedziny sie nie koncza, przychodza cale rodziny, z dziecmi, babciami, zawsze po kilkanascie osob naraz, od rana do wieczora. Przynosza ze soba bez liku zarcia, tego ichniego, nie zawsze lekkostrawnego. Ta kobieta tez miala pelna szafke zadolowanego jedzenia i w nocy sobie podjadala. Nastepnego dnia juz nikt jej nie pytal, czy jest na czczo, sniadania nie dostala, poprzedniego dnia byla poinformowana, wiec pielegniarka wyszla z zalozenia, ze babsko ma pusty zoladek. Juz ja prawie usypiali i chyba cos anestezjolog wspomnial, a ona sie przyznala, ze zarla w nocy. Obecnosc pokarmu czy nawet tylko plynow w zoladku mogloby poskutkowac zachlysnieciem i przedostaniem sie tresci do pluc, no i smiertelnym zejsciem. Wiecie, ze przed narkoza nie wolno nawet zuc gumy? Chyba ze wzgledu na nadmierne slinienie, ale nie jestem pewna, wiem tylko, ze jest to niewskazane. 
 I to tyle. Dobrego wrzesnia wszystkim.

03 września 2023

I znow ta nielubiana klinika

 Metody lecznicze konowala od moich wrzodow zoladkowych przestaly mi sie podobac, zaczely mnie nudzic i wrecz denerwowac. Ciagna sie jak falki z olejem i nie przynosza ani troche efektow. Po kazdej kuracji antybiotykowej, z kuracji na kuracje coraz ciezszy kaliber tej wyjalowiajacej organizm trucizny, nastepuje kontrola majaca wskazac, czy helikobakterie zostaly pokonane. Jakby ktos z Was jeszcze nie wiedzial, co to za stworek grasuje w moich drogach trawiennych i do czego moze prowadzic jego obecnosc, proszszsz uprzejmnie: Helicobacter pylori. W najgorszym przypadku moge zachorowac na raka zoladka, lecz na razie mam tylko wrzody, ktore czesto daja o sobie znac silnym bolem. Zmagam sie z tym zyjatkiem w trzewiach juz kilka lat, a gdzies od dwoch walczy z nimi lekarz. Wyglada to tak: antybiotyk, potem po ok. 8 tygodniach kontrola (sa dwojakie, albo przez rure w gardle, zwana dla niepoznaki gastroskopia, albo wprost naprzeciwko i po drugiej stronie traktu pokarmowego, za sprawa analizy kalu). Za kazdym razem lekarz trafia na moje helikobakterie, ktore w najlepszym humorze, na lezakach i z drinkiem z palemka, pozdrawiaja go serdecznie machajac czulkami i zapewniaja o swoim dobrostanie. Takich kuracji antybiotykowych mialam juz trzy, kontrole na razie dwie, ale juz wiem, ze trzecia kuracja nic nie wniosla, bo juz zdazylam miec kolejny atak. Ostatnim razem bralam dziennie 19 tabletek, bo sam antybiotyk mialam brac 4x dziennie po 3 tabletki. Ja wyjalawiam sie coraz bardziej, a bakteria nabiera coraz wiekszej odpornosci na wszystko, czym ja moj lekarz faszeruje. I chyba predzej ja  zejde albo zachoruje na raka niz ona odpusci. Dlugo musze odbudowywac moja pozyteczna flore bakteryjna, zre na kilogramy probiotyki, jogurty i inne cuda. 
 Postanowilam wiec skonsultowac sie z innym lekarzem w klinice uniwersyteckiej, gdzie nie lubie bywac, choc czasem musze. Termin zrobilam juz dawno, wyznaczono mi ostatni dzien sierpnia. Nienajgorzej znam juz tego molocha, a jednak musialam pytac w informacji, gdzie znajde szyb windowy B3, bo jest tam tych szybow wxuj i nazad. Tam nawet goncy jezdza na rowerach, bo na piechote nogi wroslyby im w szyje. Dlugo wedrowalam, zarejestrowalam sie, dopelnilam formalnosci, czekalam, by uslyszec, ze wdrozone leczenie jest sluszne i ze mam byc cierpliwa. Stracilam dzien i w sumie niczego nowego sie nie dowiedzialam. 
 Reasumujac: po trzech kuracjach antybiotykowych czekaja mnie najprawdopodobniej nastepne, beda tak sobie lekarze razem z big farma na mnie eksperymentowac, a nuz sie uda, za to moje helikobakterie nabiora w miedzyczasie takiej odpornosci na wszystko co dostepne, ze nic ich nie pokona. A ja bede sie zwijala z bolu, dostane raka zoladka i umre, ale wtedy zabiore te gnojki ze soba do krematorium, tego nie przezyja, ide o zaklad!
 Nudzac sie w klinice, troche pstrykalam, to sobie ogladnijcie.

Fuaje


Budynek szpitalny

Wreszcie widze to moje B3

Sa i windy, teraz na 3 pietro

Jak to w szpitalach, woza pacjentow tu i tam

Drugi budynek szpitalny, schody pozarowe

 Z tej zlosci pojechalam do miasta, gdzie rowniez nie lubie bywac, zwlaszcza ze teraz wszedzie tam sa remonty ulic. Pojechalam autobusem komunikacji miejskiej, bo za parking zaplacilabym dokladnie tyle samo, jak nie wiecej, a musialabym sie jeszcze bujac po parkingach, do ktorych dojazd jest mocno ograniczony z racji remontow ulic. Juz po obejsciu pierwszego sklepu mialam dosyc i chcialam uciekac z powrotem do domu. Odzwyczailam sie od kupowania w sklepach, zamawianie onlajn jest stanowczo latwiejsze i nie musze ogladac ludzi. Ale skoro juz tam bylam, to zmusilam sie do odwiedzenia kilku sklepow, szukalam kurtki i spodni. Kupilam zas torebke, ktorej wlasciwie nie mialam w planie, a zaplanowanych rzeczy nie dostalam. Musialam gimnastykowac sie w przymierzalni, bylo goraco, ja bylam juz wkurzona na caly swiat, bo caly dzien mi sie nie ukladal po mojej mysli. No a ukoronowaniem byla podroz powrotna, kiedy trafilam na dzieci i mlodziez wracajace wlasnie ze szkoly, wiec stalam w tloku, podczas gdy dzieciarnia okupowala miejsca siedzace. Z ulga znalazlam sie w domu, a jak odpoczne po tych przygodach, to sobie zamowie portki i kurtke w internetach. Tzw. miasta mam dosyc na kolejnych kilka lat.

01 września 2023

Komplikuje sie

 ... to nasze zycie. Pisze nasze, bo gdy komplikuje sie w najblizszej rodzinie, to nas rowniez dotyka rykoszetem. Mamy ostatnio jakas zla passe, mniejsze lub wieksze zmartwienia i zyciowe wertepy, dramaty czy zawirowania. Nie o wszystkim mozna i chce sie pisac, ale ogolnie jest bardzo zle. Czlowiek bardzo chcialby pomoc, ale juz nie te sily, a i finanse graja niemala role, jak wszedzie zreszta. Ta bezsilnosc zle na wszystkich wplywa, ale nie przeskoczy sie wlasnego tylka. 
 Mozna zaproponowac duchowe wsparcie, pomoc fizyczna, na ile oczywiscie sil wystarcza, ale samemu jest sie tez od dluzszego czasu w dole depresyjnym, wiec jakby oczekuje sie pomocy z zewnatrz, ale co robic, kiedy otoczenie samo w potrzebie? Nachodza mysli, kto potrzebuje bardziej wsparcia, kto cierpi mocniej, a komu jeszcze choc troche sil pozostalo, zeby pocieszac, taka licytacja, ktore problemy sa powazniejsze, ktore somatycznie dolegliwosci bardziej niebezpieczne. W tym wszystkim czuje sie czlowiek jakby wielki kafar wbijal go coraz glebiej w bagno cierpienia, a czas, kiedy jeszcze byla szansa wydostac sie stamtad o wlasnych silach, dawno juz minal. A zewszad naplywaja coraz bardziej dolujace hiobowe wiesci. Czasem zadaje sobie pytania, czy nie ma mojej winy w przebiegu zycia innych i kto ponosi wine za przebieg mojego. No niby jest sie kowalem i jak czlowiek sobie posciele, ale nie na wszystko mozna miec wplyw, jesli nas uksztaltowano na osobnika pelnego kompleksow, z mala lub zadna wiara we wlasne mozliwosci i bez sily przebicia, kiedy przez wiele lat wmawiano nam, jak malo jestesmy warci, jak brzydcy i ze nasze marzenia to kupa gowna, bo wazne sa oczekiwania innych. A ja spelnialam te oczekiwania, choc nigdy od nikogo nie uslyszalam najmniejszej pochwaly czy wyrazow wdziecznosci. I tak jest do dzisiaj, czlowiek dwoi sie i troi, a wszystko jest traktowane, jakby tak wlasnie musialo byc. Stol i krzeslo tez stoja, bo trzeba na czyms jesc i siedziec, lozko w sypialni jest do spania i nikomu nie przyjdzie do glowy byc mu wdziecznym, ze tam stoi i umozliwia odpoczynek, tak ja i moje dzialania sa oczywiste, tak bylo i jest, a czy bedzie? Bo ja mam coraz mniej ochoty na bycie meblem, ktory ma spelniac swoja narzucona role i ktoremu nie okazuje sie zadnej wdziecznosci, malo tego, ktorego sie dodatkowo obwinia czy probuje wzbudzac inne negatywne emocje. 
 A ja coraz mniej moge, ale staram sie nie uskarzac i chyba dlatego widzi sie proces starzenia babci i ojca, a mnie traktuje sie jak niezniszczalna opoke, ode mnie sie wymaga, nie dajac nic wzamian. Jednak ktoregos pieknego dnia mozna bedzie sie mocno zdziwic, tylko wtedy moze byc na wszystko za pozno.
 Choc ostatnio spotkalo mnie cos pieknego z najmniej oczekiwanej strony. Nocowal u nas Junior, bo chcialam ulzyc troche jego przemeczonej mamie. To zlote dziecko, pieknie je, sam sie umie zajac zabawa, choc tez uwielbia bapciowe zabawy, jakies patataje na kolanach, kosi-lapci czy o sroczce, ktora warzyla kaszke. Sam przychodzi na kolana i czesto po takiej zabawie bardzo mocno sie przytula i tym gestem dosadnie mi komunikuje, jak bardzo mnie kocha, choc mowic jeszcze nie potrafi. To taki promyczek w calym tym zasranym zyciu. 



Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...