Translate

01 listopada 2023

Przy swiecie zmarlych o polityce

 Dzisiaj dzien festiwalu cmentarnego, wiec pewnie i Wy, moi drodzy Czytelnicy, daliscie sie poniesc szalenstwu i stoicie gdzies w korkach albo przedzieracie sie po cmentarnych alejkach, zeby dac sie zauwazyc na cmentarzu. Ja pracuje normalnie, bo to u nas zadne swieto.
 Chcialam jednak zahaczyc dzisiaj o polityke, glownie o polityke migracyjna, ktora w ostatnim czasie dominuje w Niemczech, a to za sprawa rosnacego w zastraszajacym tempie poparcia dla partii AfD, ktora wbrew temu, co wieszcza poprawni politycznie Polacy, mocno popierajacy pomoc migrantom, ale najlepiej przez kogos innego, moze wlasnie przez Niemcow, nie jest partia faszystowska, choc mocno prawicowa. No i coz, jej retoryka coraz bardziej odpowiada Niemcom, zmeczonym juz ustepowaniem i uslugiwaniem hordom niewdziecznych i agresywnych "uchodzcow", glownie przestepcow, choc oczywiscie sa wsrod nich jednostki, ktore chca sie asymilowac, chca poznac jezyk, chca pracowac, a przede wszystkim przestrzegac panujacego tu prawa. Oni sa tu szanowani, chociaz stanowia niewielki procent, ale  ich wyglad i kolor skory czesto stawia ich w niekorzytsnej sytuacji, a to za sprawa ich rodakow. Nielatwo bowiem wynajac im mieszkanie, poszla bowiem fama, ze niszcza i za nic nie chca odpowiadac, wiec prywatni wlasciciele mieszkan na wynajem sa bardzo ostrozni z powierzaniem swojej wlasnosci, oglednie mowiac, ludziom wywodzacym sie z innych kultur. Ale oni sami sa sobie winni, bo kiedy przyjechali, dostawali nowe mieszkania, nowe meble, a po sobie zostawiali bez mala zgliszcza i ruine. I nie, to nie jest rasizm, ale ostroznosc po nauczkach, z jakimi przyszlo sie mierzyc wynajemcom, choc chetni na wynajem juz glosno sie uskarzaja, ze Niemcy to rasisci. Tak jednak nie jest.
 Nie ma tez gwaltow na ulicach, nie lapia spacerujacych kobiet, zeby gwalcic je w bramach czy krzakach, jak to trywializuja niektorzy zbyt poprawni politycznie, a przynajmniej nie ma ich tyle, co na poczatku, rozboje tez z lekka ustaly, za to wzmocnily sie struktury mafijne, handel substancjami zakazanymi, handel ludzmi, kradzieze na grubsza skale, handel bronia, wysadzanie bankomatow, unikanie podatkow itp. Nowo przybyli  nie szukaja juz legalnej pracy, na biegu sa przyjmowani w szeregi naprawde dobrze zorganizowanych gangow. Panstwo traci miliardy, ktore ida na wzmacnianie "rodzin" czy "klanow", choc ja osobiscie przypuszczam, ze przeznaczane sa glownie na terroryzm. 
 Jesli myslicie, ze bandyterka jest domena jedynie doroslych gosci, to jestescie w mylnym bledzie, ze szkol gromadnie odchodza nauczyciele, w samej Dolnej Saksonii jest ponad 8 tysiecy wolnych etatow. Mozecie raz zgadywac dlaczego i nie, nie jest to zadna epidemia. Nauczyciele stali sie celem mlodocianych bandziorkow, czujacych sie w Niemczech bezkarnymi, bo szczerze mowiac, nie ma jak nad nimi zapanowac. Juz w podstawowkach mali chlopcy wiadomego wyznania wprost mowia, ze zadna Niemka, tym bardziej baba, nie bedzie im mowic, jak maja zyc i sie zachowywac. Slysza to w domach, wiec ani mysla sie podporzadkowac.
 Rzadzacy politycy juz zaczynaja zmieniac front po sukcesach AfD, bo niemiecki wyborca dotkliwie dal im do zrozumienia, ze sie z ich polityka nie zgadza, a poniewaz slowa krytyki byly przez nich dotad nie tylko lekcewazone, ale wrecz atakowane i okreslane jako neonazizm, wyborca w inny sposob pokazal im swoje niezadowolenie. AfD bowiem stala sie druga sila w Niemczech, SPD i Zieloni spadli w rankingach na leb, na szyje. Zabolalo, wiec nagle zaczeli sluchac i slyszec, ze wyborca nie ma zamiaru przyzwyczajac sie do niebezpiecznych czasow, nie akceptuje przyjmowania nowych migrantow, bo juz z tymi jest dosc problemow, nie chce gornej granicy 200 tysiecy rocznie, a co wiecej, zada wyrzucania tych, ktorzy tu sa, nie pracuja i paraja sie fachem przestepczym. Przy czym drastycznie rosnie zagrozenie terroryzmem, szczegolnie teraz, podczas wojny w Izraelu. Przypominam, ze Niemcy sprowadzili sobie na leb niezliczonych ekstremalnych walczacych antysemitow, a ze sami maja zobowiazania wobec Zydow za holocaust, musza zapewnic im tutaj bezpieczenstwo, co znow nie podoba sie  ich innym gosciom, co to ciotka Merkel sprowadzila ich bezwarunkowo w ilosciach niepoliczalnych, a nowe legiony nadcieraja mniej lub bardziej legalnie, bo jeszcze Niemcy ich przyjmuja, inne panstwa kategorycznie odmowily, bo nie ma ich gdzie rozlokowac ani z czego utrzymywac. A oni wciaz przyplywaja, przychodza, przedzieraja sie przez zielona granice lub przylatuja do Bialorusi.
 I nagle dalo sie uchwalic, ze deportacje maja byc ulatwione, deportowani nie beda powiadamiani o decyzji usuniecia ich z kraju, zeby mogli sie albo schowac, albo odwolywac, albo popelnic jakies przestepstwo, zeby moc odsiedziec i tym sposobem zostac dluzej. Ale jednoczesnie slysze w radiu, ze panstwa, z ktorych ci przestepcy sie wywodza, nie chca ich przyjmowac z powrotem. No paczta, ludzie, my tu chcemy zadowolic niemieckiego wyborce i wysylamy zlych ludzi do ich ojczyzn, a one odmawiaja przyjecia. I co tu robic? No mamy najlepsze checi, ale musimy ich dalej trzymac i utrzymywac. Ja tam sie tym ojczyznom nie dziwie, pozbyly sie chwastow, to nie chca ich z powrotem. Zastanawia mnie tylko jedno, ci wszyscy "uchodzcy", migranci w dalekiej drodze do Niemiec, a raczej do Ger-money, maja po drodze niezliczone bezpieczne panstwa, w ktorych mogliby poprosic o ochrone i azyl, z czego wiekszosc z nich to kraje muzulmanskie, ich bracia w wierze. Dlaczego zatem ryzykuja zyciem przedzierajac sie przez plot na polsko-bialoruskiej granicy czy pontonami przez Morze Srodziemne, zamiast spokojnie szukac bezpieczenstwa, o ktore podobno chodzi, wsrod swoich.  A moze wcale nie chodzi o bezpieczenstwo? Sami sobie odpowiedzcie, zanim znow zaczniecie mi zarzucac rasizm i to, ze ja tez jestem uchodzca. NIE JESTEM i nigdy nie bylam, nie bylam rowniez azylantem, wiec darujcie sobie zarzuty wziete z sufitu.  Sami nie borykacie sie, ani nie bedziecie borykac z tym, co my tutaj przezywamy, wiec nie oceniajcie pochopnie. Zwlaszcza, ze sami narzekacie juz na Ukraincow, po pierwotnym zrywie pomocowym, a z ich nawala macie do czynienia zaledwie od poltora roku, ale i Wam przeszkadza ich roszczeniowosc i u niektorych brak checi do pracy. No i zeby byla jasnosc, u nas tez ich nie brakuje, oprocz wielu innych grup wyznaniowo-kulturowych, przyspawanych do niemieckiego cycka socjalnego.
 Reasumujac, starych nielatwo sie pozbyc, nowi nadciagaja i oczekuja fanfar na powitanie, my pracujac coraz wiecej, mamy coraz mniej, a bezpieczenstwo stalo sie przebrzmialym echem. Dzialania rzadu maja sluzyc jedynie odzyskaniu poparcia w narodzie, sa pozorne i nie wnosza realnie NIC.
 
Troche statystyk: w tym roku tylko do wrzesnia przybylo do Ger-money 234 tysiace mniej lub bardziej legalnych migrantow. To tyle co dwie Getyngi, dwa sredniej wielkosci miasta! Nielegalnych z samej Polski wylapano ponad 7 tysiecy, z osmiu pozostalych panstw graniczacych z Niemcami ok. 11 tysiecy. To sa tylko ci wylapani, a ilu przedostalo sie nielegalnie? 
 Na sam koniec film o bezsensownosci przyjmowania migrantow, bo wiadomo, ze nie da sie pomoc calemu swiatu bez szkody dla mieszkancow Europy czy innych bogatych panstw na swiecie. Tak wiec wzniosle hasla o koniecznosci pomocy poprzez przyjmowanie migrantow sa funta klakow warte. Obejrzyjcie uwaznie, zanim znow sie obruszycie i zarzucicie rasizm mnie i innym przeciwnikom bezwarunkowego przyjmowania u siebie ludzi z calego swiata.



30 października 2023

Jeszcze mi tego brakowalo!

  Od kilku dni chodze nabuzowana, nakrecona i wqrwiona do czerwonosci, bo oczywiscie za malo mialam problemow z wlasna rodzina, w tym jednoczesnych dwoch przeprowadzek dwoch moich corek, to doszedl mi jeszcze jeden, za to upierdliwy i dlugotrwaly. Kilka dni temu dalam zajawke na fejsbuczku, ale nie wszyscy go maja, wiec opisze.  
 Slubny ktoregos wieczora zakrzyknal gromkim glosem, ze w kuchni cos kapie, a ze kapalo na parapet, wiec najpierw padlo na deszcz, ktory dostal sie przez uchylone okno do srodka, ale po dokladniejszym zbadaniu okazalo sie, ze kapie spod tapety wykuszu okiennego, a na suficie rosna dwie plamy zaciekow. Pogalopowalam wiec do sasiada nad nami. Dziwny to osobnik, niby grzeczny, ale bo podejrzany jakis. Ok. 50-tki, mieszka sam, prawie nie wychodzi z domu, mamusia przyjezdza mu sprzatac. Drzwi wprawdzie otworzyl, ale mnie nie wpuscil, zebym mogla zobaczyc, co mi na leb leci, za to obiecal, ze zakreci (cokolwiek bylo do zakrecenia). Za chwile przylazl do nas, pokazalam mu, co i gdzie leci, obiecal nastepnego dnia zameldowac w spoldzielni. Widac jednak cos tam zakrecil, bo w koncu przestalo kapac.
 Nastepnego dnia zameldowal slubnemu, ze powiadomil spoldzielnie, wiec czekalam az spoldzielnia skontaktuje sie z nami. Nic sie nie dzialo, wiec za kilka dni sama do nich zadzwonilam, okazalo sie, ze wiedza i powiadomili juz firme, ktora przyjdzie do nas mierzyc wilgotnosc w scianach. Jak sie bowiem pozniej dowiedzialam, samo zamalowanie zaciekow mogloby doprowadzic do procesu powstawania za tapeta czarnej plesni, niewidocznej na zewnatrz, a mocno szkodliwej. Ekipa wpadla, pomierzyla, wilgotnosc w scianie wynosila 100%, wiec o co najmniej 70% za duzo, gdyz gorna granica konczy sie na 30%, wiec fachowcy zarzadzili suszenie. Wycieli mi czesc tapety, za ktora trzymala sie wilgoc, na scianie zainstalowali dwie plyty grzejaco-suszace, na podlodze jakas glosna dmuchawe i pozegnali sie na dwa tygodnie. To cale ustrojstwo ma dzialac nieprzerwanie tyle wlasnie czasu, a ta dmuchawa zaczela mi przeszkadzac juz po pol godzinie, ten jej jednostajny szum doprowadza mnie do zgrzytania zebami i bolu glowy.




 To niebieskie czajace sie pod stolem najbardziej mi przeszkadza. I poszli, radzac mi wykonac telefon do dostawcy prundu, zeby mi czasem stawek nie podniesli po z pewnoscia drastycznym skoku zuzycia, no bo jednak te plyty i dmuchawa troche ciagna. Na drugim zdjeciu widac wetkniete do gniazdka czarne cos, koncowke czerwonego kabla - to jest licznik. Po wysuszeniu zostanie sporzadzony protokol, gdzie zostanie wpisana liczba kwh, ktora to liczbe dostawca prundu bedzie musial odjac od mojego rachunku i wolac zaplate od naszej spoldzielni. Sprytne, co nie? W kazdym razie dostawca prundu zostal powiadomiony, zaznaczyl, zeby nie sugerowac sie wysokoscia jednorazowego wiekszego zuzycia przy sporzadzaniu rocznego rozliczenia, a po wszystkim dostanie od nas dokladne liczby w kopii protokolu. Ja zas mam nadzieje, ze nie bede musiala nic odkrecac. 
 Jedna z czytelniczek na fb spytala, czy jestesmy poubezpieczani. Jestesmy, ale to akurat w tym przypadku nie ma najmniejszego znaczenia. Gdyby sasiad z jego wlasnej winy nas zalal, za szkody odpowiadaloby jego ubezpieczenie od odpowiedzialnosci cywilnej. Gdyby uszkodzil nam wyposazenie mieszkania, zaplaciloby nasze ubezpieczenie i samo juz rozliczalo sie albo z jego OC, albo z ubezpieczeniem budynku, ktore oplaca spoldzielnia. Tym razem tylko to ostatnie zostanie uruchomione, bo to jakas awaria rury w budynku.  Tu bardzo specyficznie dzialaja ubezpieczenia, troche inaczej niz w Polsce. 
 Najbardziej na swiecie ciesze sie z koniecznosci remontu kuchni (to byl sarkazm, jesli ktos nie zrozumial). Nie bylo go w planie, a juz na pewno nie w tym roku. I teraz tak: spoldzielnia wyremontuje tylko ten maly kawalek, a nie cala kuchnie, a z pewnoscia nie dobierze takiej samej tapety, jaka wycieto do suszenia, wiec to moja brocha i koszty ten remont pozostalej czesci kuchni. Zreszta mam juz dosc tego czerwonego, wiec na pewno tapeta bedzie innego koloru, oprocz bialej. Nie moge sie wprost doczekac wybebeszania i zdejmowania szafek wiszacych. Gdyby chodzilo tylko o malowanie, mozna by sie pokusic malowac dokola i nie demontowac calej kuchni z okapem, a tak czeka mnie naprawde gigantyczne wyzwanie.

28 października 2023

Inwazja

 Zaczelo sie jakies 3-4 tygodnie temu, chyba od czasu, kiedy zaczelam zapalac rano w kuchni swiatlo, a wiadomo, ze do swiatla zlatuja sie chmary ciem, insektow i innego skrzydlatego inwentarza. Cale szczescie, ze jeszcze nietoperze nie znalazly mojego uchylonego okna, bo lataja ich tu cale regimenty, widac je dokladnie, kiedy rano sie rozjasnia, a wiem, ze to nie ptaki, bo po pierwsze ich lot jest calkiem inny od ptasiego, a po drugie ptaki po ciemku nie lataja. 
 Kiedy wiec zaczynalam dzialalnosc w kuchni, nagle zapelniala sie ona osami. I tak codziennie, na zmiane ze slubnym, zabijalismy w domu od kilkunastu do kilkudziesieciu os. Wszystko wskazuje na to, ze gdzies musialy uwic sobie gniazdo, choc nie widac z zewnatrz, moze w jakiejs szczelinie, moze gdzies na strychu, gdzie wlatuja sobie przez uchylone albo nieszczelne okienko? Naprawde nie wiem. 
 Owszem, kazdego roku przychodzi czas, ze os jest jakby wiecej, ale o ile mnie pamiec nie myli, nie jest to pazdziernik. W kazdym razie, odkad tu mieszkamy, czyli przez blisko 15 lat, nigdy nie bylo takiej inwazji w mieszkaniu. Niby w Niemczech osy sa pod ochrona, podobnie jak pszczoly i szerszenie, ale ja zabijam je bez litosci, bo drozsze mi zdrowie moich czworonogow niz zycie tych owadow. Boje sie, ze ktores, czy to kot, czy Toya, zechce zlapac ose zebami, jak to czasem robia z muchami. Wtedy mogloby sie to dla nich zalosnie zakonczyc, a po co mi takie atrakcje. Przy czym inwazja trwa tylko rano i tak do poludnia, pozniej osy znikaja, jakby je jakas wrozka zaczarowala i przywolala z powrotem do siebie. 
 Mam jeszcze jeden problem, ale nie jestem pewna, czy jego przyczyna sa wlasnie osy, czy to cos innego. Otoz okno kuchenne myje czesciej niz wszystkie inne w domu. Wiadomo, ze od gotowania tworzy sie osad na szybie, a i rozne owady robia sobie z mojego okna publiczna ubikacje, wiec po jakims czasie cale jest upstrzone mniejszymi lub wiekszymi kropkami. Jednak ostatnio znajduje na szybie inne slady, jakby ktos wycisnal krople lepkiej cieczy z pipetki i ta kropla splywala w dol po szybie. Umylam okno, a juz nastepnego dnia mialam szybe cala w tych splywajacych kroplach albo pozostajacych w formie punktu. Tak to wyglada:


 
 
Tu sa dwa takie strumienie, jeden na tle nieba centralnie, drugi to na lewo od niego taka jasna kreska na tle ceglastego muru. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


A tu jedna taka kropla w zblizeniu. Oba zdjecia mozna sobie bardziej powiekszyc kliknieciem.

I teraz nie wiem, czy to osy zostawiaja tego typu slady swojej bytnosci na mojej szybie, czy sa one czyms innym spowodowane.







 W kazdym razie ani troche nie podobaja mi sie te codzienne odwiedziny, ani nie jestem z siebie dumna, ze odzieram swiat z zapylaczy, choc nie jestem pewna, czy osy tez sa takie pozyteczne jak pszczoly.

26 października 2023

Troche refleksji

 Pisalam juz o tym na fejsbuczku, ze ludzie w Polsce sa strasznie ponurzy, a ja... no coz, przyzwyczailam sie do pozdrawiania i bycia pozdrawiana przez zupelnie obcych ludzi napotykanych na swojej drodze. Kiedy spacerujemy z Toyka w polu czy na rampie, najczesciej pozdrawiamy sie wzajemnie z mijanymi ludzmi, choc oczywiscie i tu nie brak bucow, ktorzy patrza w przeciwna strone lub w ziemie, byle tylko nasz wzrok sie nie spotkal, jednak wiekszosc rzuca usmiechniete dzien dobry, sa tez tacy, glownie rowerzysci, ktorzy dziekuja, kiedy kaze Toyi siedziec albo przejsc na strone. W hotelu sporo jezdzilysmy winda, a ze mieszkalysmy na ostatnim pietrze, wiele osob jezdzilo z nami, dosiadalo sie lub wysiadalo na swoich pietrach. Nie zdarzylo sie ANI RAZU, doslownie ani razu, zeby wsiadajacy pozdrowil tych, ktorzy juz ta winda jechali. Natomiast kiedy ja wchodzilam do zajetej windy, moje dzien dobry wywolywalo zmieszanie, cos tam bylo burkniete z powrotem, raz zdarzylo sie, ze nikt nie zareagowal, ale ok, to mogli byc cudzoziemcy. Obsluga hotelu owszem, usmiechala sie, ale w koncu za to im placa, nie dociekalam wiec, czy byl to usmiech wymuszony, choc taki mi sie wydawal. Najfajniejsza byla ukrainska pani sprzatajaca, ona usmiechala sie calkiem szczerze, wiec na koniec kupilysmy jej praliny Merci, w ktore wsunelam banknocik.
 Jednego dnia, kiedy wracalysmy do hotelu, natknelysmy sie na demonstracje popierajaca Palestynczykow i optujaca za wolna Palestyna. Juz kiedys pisalam, ze mam bardzo mieszane uczucia, jesli chodzi o tamta wojne, dla mnie winne sa obie strony, a w ogole to generalnie jestem przeciw krwawym rozwiazaniom jakichkolwiek konfliktow. Uwazam, ze wszystko da sie rozwiazac negocjacjami. A juz zupelnie nie moge zrozumiec barbarzynskich smierci dzieci, bombardowania obiektow cywilnych. Zrobilam zdjecie jako ciekawostke.
 
 Zapowiadane od jakiegos czasu wzmozone kontrole graniczne przez niemiecka policje, dotknely i nas w drodze powrotnej. Przez caly ten dlugi czas, kiedy jezdze do Polski autobusami, zdarzyly mi sie dwie kontrole. Kiedy pokazywalam ausweis, policjant zawsze z daleka machnal, ze jest ok i nie sprawdzal nic blizej. Inaczej bylo tym razem, juz po przejechaniu mostu na Odrze, z daleka zobaczylam "dyskoteke" i najpierw pomyslalam, ze zdarzyl sie jakis wypadek. Ale nie, to byly wyrywkowe, choc zorganizowane na bardzo szeroka skale, kontrole policji granicznej. Tym razem moj ausweis zostal dokladnie przestudiowany, policjant zazadal tez dokumentu Hexy. Na szczescie jej mama byla przezorna i napisala mi upowaznienie do opieki nad dzieckiem, z kopia swojego ausweisu, co policjant tez dokladnie przestudiowal. Nie musze mowiec, jak dokladnie sprawdzane byly dokumenty Ukraincow, ale tez Polakow jadacych z nami. Jeden z nich na miejscu zostal aresztowany, bo policja od razu sprawdzala dane i wyszlo, ze facet jest winien panstwu niemieckiemu grzywne w wysokosci 5000 euro, wiec albo zaplaci tu natychmiast, albo idzie do puchy, bo zostal juz wystawiony nakaz aresztowania. Tak to jest w Niemczech. Dawno temu pewien polski cwaniaczek, ktory mieszkal w tym samym hotelu co my, olewal niewielkie mandaty za zle parkowanie czy tam za przekroczenie czasu na parkometrze. Tak sie zbieralo, przychodzily monity, rosly odsetki i koszty manipulacyjne komornikow, sadowe i czort-wie-jakie-jeszcze, cwaniaczek olewal, az w koncu przestalo go byc stac na zaplacenie, bo uroslo w tysiace. Zamiast pojsc i co najmniej poprosic o rozlozenie splaty na raty, on holdowal metodzie strusia. Az ktoregos pieknego dnia przyszlo po niego dwoch mundurowych z nakazem aresztowania. Tak wiec tu sie nie oplaca lekcewazyc malych mandatow, bo bardzo szybko staja sie duze, bardzo duze. Albo trzeba odsiedziec. Oprocz niego wywleczono z drugiego busa tej naszej firmy przewozowej cala rodzine w skladzie: matka, ojciec i dwoje dzieci, w tym jedno male na rekach. Kierowcy musieli wydac ich bagaz i nielegalni migranci zostali poprowadzeni do wielkiego namiotu, gdzie, jak sadze, bylo zorganizowane dorazne biuro na takie przypadki. 
 Najlepsza jest Kempa, ta Becia z tlustymi wlosami, ona twierdzi, ze te kontrole to wina Tuska, ktory jeszcze nawet nie zdazyl zaczac rzadzic, bo debil zwany prezydentem, polecil znow krzywogebnemu Pinbokiu misje tworzenia rzadu. Becia chyba nie slyszala, bo skoro nie myje kudlow, to i uszy ma pewnie pelne woskowiny, o aferze wizowej i ze daleko przed wyborami Niemcy zapowiadali wzmozone kontrole graniczne. Ale babsztyl paszkwiluje juz z przyzwyczajenia.
 W czasie mojego pobytu w Polsce jakis czubek zazgal nozem dziecko, inne dziecie padlo ofiara tatusia, ktorego szukaja do dzisiaj, a niemowle zostalo przyjete do szpitala z polamanymi konczynami. Jakby co, sprawcami wcale nie byli "ciapate", a jak najbardziej polscy katolicy.  Liczby molestowanych przez ksiezy nie podano. Za to stal sie CÓT i wszystkie instrybutory paliwa na orlenie zmartwychwstaly!
 No i na koniec znow dobre powitanie przez slubnego. Umowilismy sie, ze jakby bus mial sie spozniac, to powiadomie, zeby niepotrzebnie nie kwitl na dworcu. Opoznienie bylo, wiec kiedy wysadzali kogos w Braunschweigu, zadzwonilam, ze w domu bedziemy dokladnie za poltorej godziny i tym samym uznalam sprawe za zamknieta. Przyjezdzamy i ja juz z autobusu widze, ze slubnego nie ma. Hexa marudzila, mnie cisnienie roslo, wypakowali nasze walizki, a jego nadal nie ma. Autobus odjechal, ludzie, ktorzy z nami wysiedli, rozeszli sie w swoja strone. Zostalysmy w dosc niebezpiecznym miejscu, po ciemku, same. A slubnego jak nie bylo, tak nie ma. Mnie juz uszami para szla, zadzwonilam. I uslyszalam, ze juz jedzie. Kiedy zajechal, dostal taki opierdol, jak malo kiedy. On czekal, az ja po niego zadzwonie, chociaz przeciez dzwonilam i dokladnie okreslilam czas przyjazdu. 
 Ale to jeszcze nic, najpierw mielismy odwiezc Hexe do jej domu. Co ja pacze? Ten zapierdala na czerwonym przez skrzyzowanie i tylko dzieki wczesnej porze w niedziele, obeszlo sie bez gorzkich konsekwencji. Juz raz za czerwone mial odebrane prawo jazdy na miesiac i to by mnie nie obeszlo, tym lepiej nawet, ale niestety trzeba bylo jeszcze tlusto zaplacic za nieuwage. Darlam sie tak, ze ochryplam, kazalam mu sie przesiasc i sama juz prowadzilam. On jest nie na moje nerwy!
 

24 października 2023

Podsumowanie wycieczki

 Jestem zmeczona, zarowno fizycznie, choc przede wszystkim psychicznie opieka nad Hexa, ten dzieciak kosztowal mnie kilka lat zycia, a ja tu przeciez przejelam calkowita odpowiedzialnosc nad jej zdrowiem, zyciem i dobrymi wspomnieniami z wypadu z bapciom do jej heimatu. Ona tymczasem jest dzieckiem zywym, ale tez upartym i nie zawsze z zycia zadowolonym, czasem nadmiernie marudnym. Ja jednak znalazlam w sobie poklady cierpliwosci i olewactwa, wiec kiedy dziecie chcialo zjesc tuz przed planowanym obiadem paczka, to jadlo, a ze potem nie mialo apetytu, to nie mialo, obiadu nie bylo. Bapcia postanowila nie wychowywac, a jedynie rozpieszczac, kupowac, zapewniac rozrywke, pozwalac, choc oczywiscie czasem przywolywala panne do porzadku, kiedy ta przeginala z samowolka.
 Najpierw hotel, nazwa kuszaca, choc nie do konca hiltonowska, "Hampton by Hilton", taka tansza wersja-corka wszystkich Hiltonow, na ktore na pewno nie byloby mnie stac. Ceny ok, sniadania w cenie i moge je tylko wychwalac pod niebiosa, pyszne i bardzo roznorodne, a jajecznica to arcymistrzostwo kunsztu kucharskiego i kazdy mogl znalezc cos dla siebie, nawet amatorzy fasoli w sosie i smazonego bekonu. Pokoj troche maly, lazienka mikroskopijna, ze nie bylo gdzie rozlozyc wlasnych kosmetykow. Ale... pokoj wyposazony we wszystkie potrzebne rzeczy, deska i zelazko, suszarka, mydla i lotiony, szampony i coditionery, zmieniane codziennie reczniki roznych rozmiarow, czajnik elektryczny, kubki, szklanki, telewizornia - chyba o niczym nie zapomnialam. Od poczatku bardzo przeszkadza brak szafy i tylko jeden stelaz pod walizke, co przy tygodniowym pobycie bardzo utrudnialo funkcjonowanie, zwlaszcza z dzieckiem, kiedy trzeba bylo mieszac w walizce szukajac np. nowych majtek. Po dwoch dniach byl w niej taki kipisz, ze glowa mala. Drugim zastrzezeniem byly nieotwieralne okna, a ja jestem przyzwyczajona do spania przy otwartym. Byla klima, mozna bylo regulowac temperature samodzielnie, ale to nie to samo, bo ja lubie przewietrzyc po nocy. No i raz zdarzylo mi sie nie moc dogadac sie z recepcjonistkami, bo obie tylko po angielsku, a ja niespecjalnie pewnie sie w tym czuje. Uwazam wiec, ze w Polsce w hotelu powinnam moc sie dogadac po polsku z hotelowymi recepcjonistkami. Ale moze sie myle... Moze to ja jestem niedouczona? Ale, do panienki nedzy, mogla choc jedna z recepcjonistek mowic po polsku albo chociaz po niemiecku.
 Nie wiem tez dlaczego nie moge w Polsce wezwac taksowki z wlasnego telefonu, bo niemiecki? Czy tam nie biora pod uwage turystow z zagranicy? Juz kiedys tak mialam, taxi wzywala mi wtedy mama ze swojego, teraz musialam za kazdym razem prosic recepcjonistki. I nie, nie zapomnialam o prefixie. 
 Oprocz tego, ze hotel byl cenowo w porzadku, ceny jego innych uslug, w tym jedzenia, byly powalajace. Spotykalam sie z moimi goscmi, ktorzy brali pod uwage moja niemobilnosc i dziecie u boku, w hotelowym lobby, wiec zamawialam dla nich napoje, glownie kawe, za ktora placilam jak za kilogram ziarnistej w Niemczech. Raz pokusilysmy sie o kolacje w hotelu, za cztery te amerykanskie nalesniki, pankejksy i sok pomaranczowy dla Hexy i salatke Cezar dla mnie, bez dodatkow w postaci kurczaka czy krewetek, wolali ponad stowe. Nie zebym czegos zalowala, bo postanowilam sie nie ograniczac, ale troche to mna wszczonslo. Choc z drugiej strony, w przeliczeniu na euro nie bylo znow tak drogo.
 Drogo jest w ogole, ale chyba nie jest az tak zle w portfelach Polakow, bo wszedzie bylo zawsze bardzo tloczno, ceny nie odstraszaly. Zdziwilo mnie tylko np. ze ulgowy wstep do zoo przysluguje dzieciom do lat trzech, wiec Hexa placila jak dorosly i to jest przegiecie. Lodzkie zoo jest, jak glosi fama, najdrozszym w Polsce, wstep za jedna osobe to 70 zlotych, ale warto bylo, nie zaluje. Sama bylam pozytywnie zaskoczona rozmachem prac remontowych na starych wybiegach i wygladem nowo wybudowanego Orientarium.

 Rownie fajna dla nas obu byla wycieczka do Parku Miliona Swiatel, tym razem pod haslem Krolowa sniegu. Ceny wstepu tez bandyckie, ale wrazenia i wspomnienia nie do przebicia. Hexa byla szczesliwa, nawet pozniej wspomniala, ze chetnie poszlaby tam jeszcze raz.
 
 Mnie interesowala przebudowa i totalna renowacja kamienic na slynnej ulicy Wlókienniczej, niegdys Kamiennej (tej samej z piosenki Agnieszki Osieckiej), ulicy, ktora po wojnie miala opinie najgorszej i najmniej bezpiecznej ulicy w Lodzi. Ulicy melin, alkoholikow, prostytutek, wszelkiego innego ludzkiego odpadu, zdewastowanych do cna kamienic. Tam nawet za dnia niebezpiecznie bylo sie zapuszczac. Wszystkich mieszkancow stamtad wyprowadzono, kamienice poddano gruntownej rewitalizacji, zamieszkaja tam inni ludzie, beda lokale uzytku publicznego, powstanie perelka i miejsce, ktorego inni beda zazdroscic.
 
 Jeszcze nie wszystkie kamienice zostaly zrewitalizowane, jeszcze trwaja roboty, ale juz widac, ze powstalo cos pieknego.
 

  Lodz jest obecnie bardzo "trudnym" miastem. O ile bowiem jej prezydentka zrobila dla miasta wiecej niz jej wszyscy poprzednicy razem wzieci, o tyle mialabym zastrzezenia do jednoczesnego rozkopywania i remontu tylu ulic naraz, plus jeszcze budowa "metra". Mnie tam to zwisa, bylam tylko przez tydzien, ale podziwiam mieszkancow za ich swieta cierpliwosc. Nie da sie nigdzie dojechac jakos normalnie, wszedzie jakies objazdy i gigantyczne korki, straszne to. Ja oczywiscie rozumiem potrzebe remontow ulic, a jak juz, to gruntownie, z wymiana rur kanalizacyjnych i wodnych, zeby po polozeniu nowego asfaltu nie trzeba bylo go zaraz ryc od nowa, ale mozna to robic ulica po ulicy, a nie kilka naraz. To okropne utrudnienia. 
 Niestety pobyt w Polsce stal dla mnie pod znakiem nieprzyjemnych dolegliwosci zoladkowych, moze to odzywaly sie moje wrzody, moze bylo to cos innego, ale czesto tak mnie bolalo, ze rezygnowalam z posilku i jadla tylko Hexa. Ostatniego dnia, kiedy po zjedzeniu nie calej polowki pizzy (druga zjadla mala), zamowilam lody, nie dalam rady zjesc nawet polowy, a to swiadczy o tym, ze niedaleko mi na memlon Abrahama, bo lody to moj zywiol i skoro ich dojesc nie moglam, to sprawa wyglada naprawde powaznie. W domu podczas ataku bolu klade sie i przeczekuje, chodzac po miescie, nie mialam takiej mozliwosci, wiec trwaly dluzej.
 Nie wspominam juz o tych wszystkich miejscach, ktore trzeba zobaczyc, o pomnikach slynnych lodzian, przy ktorych trzeba sobie zrobic zdjecie, o wycieczce do mojej psiapsi poza Lodz, gdzie Hexiatko zaprzyjaznilo sie z psem Draka i wielu pomniejszych atrakcjach, placach zabaw, bo nie wystarczyloby miejsca.

Serce WOSP

Pasaz Rózy

Jedno z pieknych podworek

Z Arturem Rubinsteinem

Z Julianem Tuwimem

Z Wladyslawem Reymontem

- Ferdynandzie, stawaj do walki!

Lodzki jednorozec, dalej barwna Stajnia, w tle nasz hotel

Trzech lodzkich fabrykantow

Zabawy z Draka

Misio Colargol

 I to by bylo na tyle.

22 października 2023

Bede zywcem wniebowzieta

 W okolicznosciach, w jakich przyszlo mi zyc, przy takiej "zalodze", z ktora przyszlo mi mieszkac pod jednym dachem, chyba niedlugo zostane beatyfikowana, a zaraz potem kanonizowana. I nic nie szkodzi, ze jestem ateistka, moje zaslugi z pewnoscia dotra do odpowiednich czynnikow, ktore rozdaja koscielne honory. Skoro Wojtyle uznano za swietego, a przeciez to zwykly przestepca ukrywajacy zbrodnie pedofilii, to tym bardziej mnie powinni szybko uhonorowac. A moze jestem zbyt uczciwa na te koscielne zaszczyty? Chyba tak, tam tylko kanalie zostaja swietymi.
 Ale do rzeczy! Zdarzylo sie to jeszcze przed moim wyjazdem do Polski, nawet nie 13-go w piatek, a dzien wczesniej. W czwartek, w zwykly i niczego groznego nie zapowiadajacy czwartek. Nic nie zwiastowalo armagiedonu, jaki spadl na ten spokojny dom i na mnie. Slowem wyjasnienia, nasze domy sa dosc stare i na dobra sprawe wymagaja juz od dluzszego czasu generalnej wymiany rur wodnych i kanalizacyjnych na calym osiedlu. Bo te rury maja tendencje do zapychania sie. Hydraulik byl u nas bodaj juz trzy razy, co na blisko 15 lat mieszkania tu nie jest jakims wyczynem. Hydraulik potwierdzil zreszta, ze u nas to jeszcze nic, ale sa mieszkania, ktore odwiedza bardzo czesto, tak raz na dwa tygodnie, bo u nich wciaz sie cos zapycha. My dbamy, zeby do rur nie dostawaly sie wieksze kawalki czegostam, wszedzie w odplywach mamy sitka, wiec jakos to idzie, inni juz tak nie dbaja, szczegolnie ci spoza Europy (to opinia hydraulika, nie moja). 
 No wiec w ten czwartek nic nie zapowiadalo nieszczescia, az tu nagle po poludniu, kiedy puscilam wode, przestala w zlewie kuchennym splywac. Zanim zaczelabym martwic sie i wzywac pomoc z zewnatrz, postanowilam sprobowac domowych sposobow, wsypalam do odplywu sode, polalam esencja octowa i wrzatkiem. Bulgotalo obiecujaco, ale nieszczegolnie pomoglo. Powtorzylam wszystko raz jeszcze i popompowalam tym takim czyms gumowym. Nic. Postanowilam wiec z tym poczekac do nastepnego dnia i jak zwykle zdac sie na pomoc fachowca. Umywalka w lazience jeszcze w tym czasie dzialala, choc jest jakos polaczona ze zlewem kuchennym i najczesciej zapchane sa oba. 
 Na to wkroczyl najwiekszy znaffca i ekspert od zatkanych zlewow na swiecie, oznajmiajac, ze TERA QRNA ON! Wyszlam do pokoju i oddalam sie rozmowie telefonicznej z Boguska. Wolalam nie patrzec, nie byc swiadkiem. A szkoda, bo moze w pore zapobieglabym nieszczesciu, widzac, do czego ten domorosly hydraulik zmierza. A zmierzyl do odkrecenia kolanka w zlewie, po nieudanych probach przepchania go od gory. Rozkrecic rozkrecil, potem skrecil, ale widocznie nie wetknal rury tak jak powinien. Po czym zamknal szafke i puscil wode. Woda splywala, wiec popadl w samozachwyt, ze udalo mu sie zreperowac. Tyle tylko, ze woda leciala do szafki, a z niej na kuchnie. Ekspert sie obcial dopiero wtedy, kiedy poczul mokre skarpetki. Podniosl sie wrzask, ja musialam szybko konczyc rozmowe z Boguska i leciec ratowac kuchnie. Tego dnia wyczerpalam caly repertuar znanych mi przeklenstw, a chyba nawet udalo mi sie wymyslic na poczekaniu wiele nowych, ale nie pomne, bo po spokojnosci nie jestem juz taka kreatywna. 
 Zapierniczalam ponad godzine zbierajac wode z podlogi, bo tego juz domorosly hydraulik sie nie podjal.Wszystko do miski wyciskalam, bo zlew nieczynny. Po wysuszeniu podlogi z kazdym byleczym trzeba bylo latac do lazienki, np. zeby wylac wode z pojemniczka spod automatu kawowego. Zeby mylam nad wanna, rece tak samo, co wbrew pozorom takie latwe nie jest z racji stojacej od strony waniennego kranu pralki. Najwazniejsze jednak, ze choc kibel dzialal! Najgorsze, ze wstawilam pranie, a odplyw z pralki jest polaczony z odplywem umywalki w lazience. Kiedy zobaczylam, ze podczas odpompowywania w umywalce te popluczyny wybijaja do gory, zatrzymalam pranie i na jego zakonczenie trzeba bylo czekac az odplyw sie udrozni. 
 Kiedy tylko w piatek rano wybila godzina 9.00 zadzwonilam do spoldzielni, pracownica przyjela moj meldunek, ale udraznianie rur musiala zlecic firmie zewnetrznej. Mialam czekac na telefon od nich celem dogadania godziny, kiedy przyjda. Zadzwonili, ale prosili o wyrozumialosc, bo maja roboty w pip i ich przyjscie moze sie opoznic, ale na pewno nie zostawia nas na weekend z nieczynnymi umywalkami i zlewami. Tak i kwitlam w chalupie w oczekiwaniu, wdzieczna, ze obiecali w ogole wpasc. 
 I oto ok. 15.00 wpadl rosly facet i juz od progu zarzekal sie, ze nie ma czasu a tu trzeba bylo nie tylko udroznic rury, ale i zlozyc do kupy rozmontowane przylacze  pod zlewem w kuchni. Slubny dawal mu dyspozycje i zawziecie instruowal, jak ma to poskladac, wiec w koncu spytalam, czy skoro tak dobrze wszystko wie, nie powinien sam tego zainstalowac, a nie zawracac glowe komus, kto spieszy sie do domu. Na szczescie trafilismy na hydraulika z poczuciem humoru, ktory grzecznie stosowal sie do wytycznych slubnego i na koniec jeszcze dodal, ze bez niego w zyciu by tych rur nie poskladal. Smiesznie bylo, wszyscy rechotalismy w glos, a i mnie qrwica jakos przeszla. Skonczylam pranie lezakujace w pralce od poprzedniego dnia, posprzatalam caly balagan i moglam w spokoju oddac sie przedwyjazdowym zabiegom spa.

15 października 2023

To dzisiaj!

 


 Ruszcie sie z domow, mimo niecheci, mimo tego, ze "nie ma na kogo glosowac", to jedyna i ostatnia szansa na odsuniecie od wladzy tych przestepcow, bo teraz jeszcze sie z Wami "dziela" tym, co nakradli, ale juz niedlugo. Zadluzenie jest tak gigantyczne, ze Wasze "plusy" i "-nastki" pojda na jego splate, nie bedziecie dostawac NIC, nie wyjedziecie "za chlebem" do unii, nie bedzie opiekunek, hydraulikow, kafelkarzy. Dadza sobie rade bez Was, Wy bez unii juz nie bardzo.
 Te wybory i oddanie glosu na KO, Lewice czy nawet Holownie to Wasze byc albo nie byc, Wasza przyszlosc i przyszlosc Waszych dzieci. Wiekszosc z Was nie pamieta tzw. komuny i trudnosci z wydostaniem sie z kraju, zawsze na paszport, ktory byl wydawany wedlug widzimisie urzednika i ktory nalezalo oddac w urzedzie po powrocie. Niepokorni albo w ogole nie wyjezdzali, albo mogli wyjechac bez mozliwosci powrotu. Chcecie tego?
 A wiec:
 

  I jeszcze bardzo wazna kwestia, skopiowalam od Teatralnej:
 
KARTY DO GŁOSOWANIA BĘDĄ SPIĘTE Z REFERENDALNYMI, NIE BRAĆ PROSZĘ PAŃSTWA DO REKI DOPÓKI  NIE ODCZEPIĄ REFERENDALNEJ, I NALEŻY POWIEDZIEĆ: 

ODMAWIAM REFERENDUM !!

CZŁONEK KOMISJI MA OBOWIĄZEK ODPIĄĆ KARTĘ OD REFERENDUM, I NALEŻY CZEKAĆ NA ODNOTOWANIE ODMOWY, DOPIERO WTEDY WZIĄĆ KARTY I ZŁOŻYĆ PODPIS, NALEŻY WYRAŹNIE POWIEDZIEĆ: CHCĘ TYLKO KARTY DO GŁOSOWANIA DO PARLAMENTU!!!

ponieważ NIE MOŻNA JUŻ ODDAĆ POBRANEJ KARTY NA REFERENDUM. ..

 
Zycze wszystkim pogodnego dnia, owocnego i rozwaznego glosowania. Jestem juz w Polsce, post przygotowalam wczesniej. Wybaczcie, ze nie bede odpowiadala na komentarze, z telefonu to niewygodne. Jestem zatem z Wami nie tylko duchem, ale fizycznie wsrod Was w tym bardzo waznym dla dalszej historii Polski dniu.

 

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...