Translate

29 lutego 2024

Sluzba zdrowia

 Nie dziwcie mi sie, ze bardzo niechetnie zwracam sie o pomoc do niemieckiej sluzby zdrowia, w tym do lekarki rodzinnej. Znacie na biezaco moje perturbacje, a nawet tortury, ktorym zostalam poddana, kiedy na sile probowano ustalic, co tam w moim sercu siedzi. Moje skoki pulsu do dzisiaj trwaja w najlepsze, a ja nie wiem, co jest tego przyczyna, nikt nie wie, bo nie ma diagnozy. Maszynki nie daly odpowiedzi, a medykom zabraklo wiedzy w glowie. Wiecie tez, jak dlugo zmagam sie z wrzodami na zoladku i dwunastnicy. Diagnoze mam od dawna, za to leczenie jest od dupy strony. Na zasadzie loterii, a nuz sie uda, a nuz sie trafi we wlasciwy, faszerowano mnie antybiotykami, ktore nic nie wniosly, za to pieknie wyjalowily mnie od srodka i gdybym teraz zachorowala na cos, co potrzebowaloby antybiotyku... ehhh, szkoda gadac. A przeciez wystarczyloby pobrac wymaz juz przy pierwszej gastroskopii, zrobic antybiogram i zastosowac odpowiedni antybiotyk. I nie pytajcie, nie wiem. Wisienka na torcie to proby wyslania mnie do pulmonologa w innym miescie, podczas gdy tu na miejscu jest pulmonolog, do ktorego juz wczesniej chodzilam. Nie pytajcie...
 Teraz cos mnie scielo, nie chcialam pojsc do lekarza, bo wiem mniej wiecej, ze nic to nie da. Ale tak zescie marudzili, tak namawiali, ze w koncu uleglam. I zaluje. 
 W tymze gabinecie jestem od poczatku pobytu w Niemczech, a to dlatego, ze pracowal w nim wczesniej lekarz mowiacy po polsku, on byl bardzo w porzadku, ale w koncu przeszedl na emeryture, przed tym jednak zaczela u niego pracowac i pomagac moja obecna rodzinna, bo on sam nie dawal rady z wieloma pacjentami. Kiedy odszedl, ona wziela do pomocy (czy na wspolniczke, nie wiem dokladnie) lekarke z Persji, przemila i majaca duzo oleju w glowie kobiete. I tak pracuja sobie we dwie juz ze 20 lat albo i dluzej. Teraz juz byloby mi wszystko jedno jezykowo, ale traf chce, ze rodzinna ma gabinet w mojej dzielnicy, rzut beretem od nas, a od kiedy mama jest u nas, jej znajomosc polskiego jest nie do przecenienia.
 Nasza rodzinna albo juz ma 60-tke, albo jest bardzo blisko, sil coraz mniej, bo praca nie konczy sie na przyjmowaniu wizyt w gabinecie, ale dodatkowo musi odwalac wizyty, nie tylko domowe, bo kiedy jej pacjenci trafiaja do domow opieki, tam tez ich odwiedza, jako ze domy nie maja wlasnych lekarzy. To zmeczenie materialu poskutkowalo najpierw tym, ze skrocila godziny przyjmowania i zamiast trzech popoludni, przyjmuje tylko w poniedzialki, przez caly tydzien przed poludniem, ale do 12.00, wiec osoby pracujace, ktore chca np. tylko recepte, maja jeden dzien na zalatwienie tego. 
 Ja bylam u niej w poniedzialek, a poniedzialki sa zawsze dosc tloczne, jednak ten byl ekstremalny, bylo ze dwa razy tyle, co w kazdy inny poniedzialek. Poczekalnia pelna, wszystkie miejsca siedzace zajete i z 10 osob stojacych, czesc wyszla przed gabinet na dwor. Obie lekarki z obledem w oczach uwijaly sie jak w ukropie, a ja obserwowalam, z jaka czestotliwoscia pacjenci opuszczaja pokój badan. Kazdy pacjent wychodzil po mniej wiecej minucie, ja bylam moze dwie, bo jednak mnie osluchala, zmierzyla cisnienie, ale juz badanie krwi wymusilam, bo sama na to nie wpadla. Mialam wrazenie, ze chce sie mnie jak najszybciej pozbyc, bo na zewnatrz klebil sie tlum, a wciaz dochodzili nowi. Perspektywa wizyt domowych w przerwie i pozniej znow przyjmowanie pacjentow w gabinecie po poludniu nie pomagaly jej sie skupic. Sami wiec widzicie, ze nie bylo czasu ani okazji nawet zapytac o badanie na borelioze, powiedziec o predze, czy w ogole zadac jakiekolwiek inne pytanie, bo lekarka stala juz przy drzwiach. 
 A pamietam jeszcze bardzo dobrze przychodnie rejonowe w Polsce, te za komuny, z ktorych musialam korzystac chcac dostac zwolnienie. Tam zawsze bylo bardzo tloczno, bo nudzace sie w domach starsze panie lubily blokowac poczekalnie calymi dniami tylko po to, zeby ktos (w tym przypadku lekarz) zajal sie nimi choc przez chwile. To bylo przeklenstwem dla naprawde chorych ludzi, bo te baby staly juz na warcie na dlugo przed otwarciem przychodni, zeby byc pierwsza, a potem zajmowaly gabinet bardzo dlugo, bo zawsze cos im sie przypominalo. Ale nawet wtedy lekarze poswiecali pacjentom wiecej czasu niz dzieje sie to w bogatych Niemczech pol wieku pozniej.
APDEJCIK:
 Wyniki badan mam dobre, pewne wartosci powiedzmy w gornej strefie lub odrobine przekroczone, ale lekarka mnie uspokoila, ze to zaden dramat i z pewnoscia nie to wywolalo moje dolegliwosci. Ja sama jestem przekonana, ze nastapilo u mnie zmeczenie materialu po wieloletnim stresie. Moze bowiem tego tak nie widac, ale mam w glowie centrum dowodzenia i koordynacji zycia rodzinnego, musze o wszystkim pamietac i realizowac zadania, a ze wsparciem od kogokolwiek kiepsciutko. Dwie z corek maja wlasnych stresow po kokarde, a kiedy jest potrzeba, to ja na ogol jeszcze im pomagam. Trzecia tyra w szpitalu na zmiany, co wystarcza na chlebek, ale na maselko zarabia jeszcze kelnerujac w knajpie, wiec nie bardzo mam sumienie prosic ja o wiecej. Do tego ta zwisla atmosfera w domu i ostatnio wyjatkowo niesprzyjajaca spacerom pogoda, zeby sie wyrwac z Toyka tam, gdzie nie ma ludzi. No a na koniec choroba.


27 lutego 2024

Kuchnia

 Jeszcze do niedawna okreslenie "wyrób niemiecki" bylo synonimem solidnosci, punktualnosci, wszystkiego co najlepsze i z gornej pólki. Ale to dawno przebrzmiale czasy, slepa pogon za oszczednosciami (zeby nie bylo watpliwosci, te oszczednosci dotycza kosztow produkcji, a nie dochodow zarzadów) koryguje te niemieckosc w dól. Znacie moje perypetie z koleja niemiecka, a przeciez korzystam z niej naprawde rzadko. Nie chce nawet wiedziec, jakie zdanie maja ludzie czesto podrozujacy, ale ogolna opinia o niemeickich kolejach jest negatywna, spoznienia, awarie, wypadanie pociagow z rozkladu jazdy i takie tam mniejsze i wieksze atrakcje. O aferze spalinowej niemieckich gigantow samochodowych zapewne juz slyszeliscie, dodam tylko, ze za sprawa oddawania produkcji podzespolow do Chin i innych "tanich" panstw, jakosc i solidnosc niemieckich samochodow tez pozostawia do zyczenia i o ile jeszcze do niedawna na slepo kupowalabym niemieckie auto, tak teraz juz nie, bezusterkowosc i dokladnosc to Japonia. Ale ja wlasciwie nie o tym chcialam...
 Rowniez niemieccy pracownicy fizyczni, czy to rzemieslnicy, czy monterzy - ich uslugi pozostawiaja naprawde wiele do zyczenia. Podam kilka przykladow dotyczacych mojej rodziny. Zamawiajac sprzet pioracy albo zmywajacy, zawsze oplacam ich instalacje, bo po co sie samemu meczyc, a jeszcze istnieje zagrozenie, ze zrobimy cos nie tak, bo nie jestesmy fachowcami. Montaz zmywarki przebiegl bez niespodzianek, z pralka juz bylo gorzej. O ile stara pralka pasowala do zainstalowanych rurek przyplywowo-odplywowych, tak dla nowej byly za krotkie, ale dostalam od monterow dokladne instrukcje, co mam kupic i umowilismy sie na inny termin. Ja kupilam, oni przyjechali, pralka dziala.
 Inaczej bylo u corki, ona rowniez zaplacila za fachowe podlaczenie pralki i suszarki, panowie zrobili, poszli sobie, nawet przed wyjsciem pokazali, ze wszystko dziala. Tymczasem po dluzszym uzyciu okazalo sie, ze woda leje sie obok pralki. Na szczescie trafil sie kumaty znajomy i poprawil to, za co corka niemalo zaplacila.
 W ubiegla sobote doczekala sie wreszcie na dostawe kuchni, tez z poslizgiem, bo pierwszy termin miala 26 stycznia. Ci fachowcy z bozej laski szafki skrecili dosc sprawnie, zawiesili je, zainstalowali wyciag, podlaczyli urzadzenia elektryczne i padli na hydraulice. Cos im tam nie wychodzilo, wiec powiedzieli corce, ze musi wezwac hydraulika (osobno platne), bo oni nie daja rady. I poszli. Kuchnia jest normalnie matowa, ale jeden z frontow szuflad jest blyszczacy (do wymiany), poza tym brak listew przysciennych na blacie i przypodlogowych, no i ze zlewu nie sposob korzystac. Nawet nie obiecali, ze przyjda, poprawia i uzupelnia braki. Naprawde rece i cycki z glosnym plaskiem opadaja na ziemie. Ale corka nie odpusci, dotad bedzie straszyla prawnikami, az jej te kuchnie zainstaluja tak, zeby woda nie lala sie spod szafek na kuchnie.
 I tak jest ze wszystkim, na kazdym kroku czlowiek styka sie z bylejakoscia, olewactwem i brakiem manier jasniepanstwa pracujacego fizycznie. Podobnie jest z kurierami. Ja rozumiem, ze roboty maja po kokarde, ze czas nagli, ze ciezko fizycznie pracuja, ale corce juz kilkakrotnie zdarzylo sie, ze kurier zadzwonil, krzyknal, ze zostawia przesylke na dole przy skrzynkach pocztowych i zniknal. I jak ona ma z dwojka malych dzieci isc po te paczke i tachac ja na gore. Podobnie bylo z moja paczka, ktora mialam odebrac ze sklepu mimo, ze u mnie zawsze ktos jest w domu. Odmowilam, przyslali jeszcze raz innym kurierem.
 No coz, zieloni rzadza! Efekty widac jak na dloni, etyka pracy gdzies sie dawno ulotnila.

25 lutego 2024

Cie choroba!

  Kto pamieta jeszcze soltysa Kierdziolka z Chlapkowic, wykreowanego przez Jerzego Ofierskiego? Tak wlasnie zaczynal w cyklicznym Podwieczorku przy mikrofonie swoje monologi, za ktore zostal uhonorowany tytulem pierwszego soltysa III RP. Ale ja nie o soltysie chcialam, a o chorobie.
 Bo czegos takiego, jak zyje, jeszcze nie mialam. W czwartek wstalam normalnie, choc niechetnie, ale ta niechec zdarza mi sie od dluzszego juz czasu i nie wiem, czy to wina zmeczenia wiosennego, ciemnosci porannych czy w koncu mojego slusznego wieku, ze tak trudno odkleic mi sie od poscieli. Wstalam z ciezkim bolem glowy, ale z tym bym sobie poradzila, zwlaszcza ze spojrzalam na barometr i juz wiedzialam, dlaczego leb mi peka, wskazowka skierowana byla do piwnicy. Dokonalam kilku porannych stalych czynnosci, sobie tabletki, kotu kropelki i robilo mi sie coraz gorzej. I kiedy przed oczami zaczynalo mi iskrzyc, wrocilam do lozka, gdzie doslownie z minuty na minute bylo coraz gorzej, oprocz glowy bolaly mnie uszy, gardlo, miesnie, stawy, kosci, skora, no slowem - caly czlowiek. Mialam dreszcze, a co gorsza, zaczelam stygnac i wyplynely na mnie plamy opadowe. Stygniecie zaczelo sie od stop, wiec zapobieglam welnianymi skarpetami, za to plamy opadowe ukazaly sie na odwrotnej stronie, bo na dole brzucha, gdzie ukazala sie krwistoczerwona prega gruba na palec, dlugosci kilkunastu centymetrow, jakby ktos walnal mnie w to miejsce metalowym pretem. Goraczki nie mialam w ogole, a przemieszczanie sie w lozku z boku na bok skutkowalo placzem z bolu. Z niewielkimi przerwami spalam 36 godzin, oczywiscie w robocie zameldowalam swoj  zgon. Jakos tego dnia po poludniu wstalam do kuchni zrobic sobie herbate, bo slubnego akurat nie bylo, ale zanim cokolwiek zaczelam, juz wracalam do lozka na czworaka. Dlaczego? Jeszcze na starym mieszkaniu miewalam epizody omdlewania i kiedys, gdy poczulam iskierki, wydawalo mi sie, ze zdaze dojsc do lozka, po czym po drodze upadlam na twarz i o malo nie przecielam sobie warg na wylot zebami. Wygladalam jak te cizie po nadmiernym ostrzyknieciu kwasem chujomujonowym*), no takich pontonow nie powstydzilby sie kacyk z Kongo. Zeby wiec uniknac niespodzianek, wolalam upadac z mniejszej wysokosci, stad to pelzanie. Ale dopelzlam bez niespodzianek, tyle ze z godzine schlam, tak sie spocilam z wysilku. W piatek juz mniej spalam, tylko jakies dwa razy po dwie godziny, co i tak jest duzo, noc z piatku na sobote znow normalnie, w sobote rano zaryzykowalam wstanie z lozka, bo juz mnie wszystko bolalo, ale od lezenia. Te inne bole lekko ustepowaly, ale piszczele tak bola, jakby mnie wsciekly pilkarz skopal korkami i nie, nigdzie sie nie uderzylam. No i przez trzy dni kompletnie nic nie jadlam, bo na sam widok jedzenia bolal mnie dodatkowo zoladek, moglam tylko pic, ale tez w ograniczonych ilosciach. To akurat wyszlo mi na dobre, bo jak pewnie wiecie, od jakiegos czasu mocno wzielam sie za siebie i redukcje wagi, ktora po rzuceniu palenia, wymknela sie spod kontroli. Przed choroba doszlam juz do 7 kg, po chorobie pokazalo sie 12 i to byl jedyny dobry aspekt tych tortur, ktory przyblizyl mi moj cel. Zeby uprzedzic pytania, test covidowy zrobilam - negativ.
 Jeszcze tylko jedno. Moja wlasna matka ani razu nie zajrzala do sypialni, kiedy tam lezalam, a spotkana w kuchni nawet nie spytala, jak sie czuje. Wiec to ja jej powiedzialam: "Czuje sie fatalnie, ale milo, ze pytasz", co pominela milczeniem i wyszla. Za to moje futra bardzo mnie wspieraly, glownie Toya gnila ze mna pod koldra, a koty na zmiane wpadaly sie poobcierac i poddac miachaniu.

*) znam jego wlasciwa nazwe







 W dalszym ciagu jestem bardzo oslabiona i nadmiernie sie poce, ale dzisiaj i jutro musze nabrac sil, zeby we wtorek moc pojsc do pracy, byle dalej od tej toksycznej rodziny. Mnie zreszta nie wolno chorowac, bo przeciez to ja mam sie zajmowac innymi. Kiedy poprosilam slubnego, zeby podal mi Z SZUFLADY moje codzienne leki: trzy blistery tabletek, jedno duze plastikowe opakowania i male pudeleczko (dokladnie tak wymienilam), dlugo go nie bylo, po czym przyniosl mi Z SZAFKI dwie butelki z kroplami przeciwbolowymi dla mnie i na tarczyce dla Miecki. Qrwa, musialam sama wstac! I tak jest ze wszystkim. Do lekarza nie poszlam i nie pojde, wbrew namowom, bo po pierwsze nie lubie, a po drugie mocno watpie w ich umiejetnosci. Pamietacie zapewne moj pobyt w dwoch szpitalach, tortury, jakim mnie poddawano i brak diagnozy od dzisiaj. Podejrzewam, ze i tym razem zaden konowal by nie wiedzial, co mi jest, wiec jak juz zaczelo samo przechodzic, to poratuje sie kroplami przeciwbolowymi i jakos bede zyla dalej.
 To wlasnie byl powod mojej nieobecnosci w wirtualu. Dziekuje Bogusce, Teresie, Serpentynie, ktora mimo wlasnych dramatow, na biezaco mnie wspierala, Ewie K. Eli J. i Orce za kontakty bezposrednie i wszystkim, ktorzy za mnie trzymali kciuki. 

21 lutego 2024

Wdziecznosc

  Niedawno dyskutowalismy sobie w gronie znajomych o (nie)wdziecznosci, chodzilo konkretnie o pewna artystke, ktora swoja kariere miala do zawdzieczenia panu, nazwijmy go X, a kiedy ta kariera baaaardzo rozkwitla, panna zaczela powaznie gwiazdorzyc i otwarcie przymilac sie do pana Y. Malo tego, o panu X wypowiadala glosno swoja dezaprobate. 
 A mnie przypomnialy sie dawniejsze czasy w Polsce, czasy krotko po wojnie, gdzie do koryta dorwaly sie kreatury, bezwzgledni karierowicze, probujacy odbic sobie upokorzenia w poprzednim przedwojennym zyciu. Podobnie zreszta jak nie tak dawna armia samca gatunku drobiu wodnego, sam spoleczny odpad, przestepcy, zlodzieje, wsiowe wójty, ktore z dnia na dzien zostaly milionerami, choc z lakierkow jeszcze sloma wystawala, a obcas uwalany byl gnojówka. 
 Wrocmy jednak do czasow powojennych, bo wtedy wlasnie cale to towarzystwo chlopow panszczyznianych, bezrolnych parobkow, niepismiennych najmitow robotniczych dostala od nowego ustroju niepowtarzalna szanse na zostanie czlowiekiem, na godnosc, na swiadomosc. Tamten ustroj umozliwil im nauke, darmowe studia, miejsce pracy, malo tego, chlopom rozdal zarekwirowana panska ziemie, a biedakom z kresow dal w prezencie murowane wypasione poniemieckie gospodarstwa na ziemiach odzyskanych, zelektryfikowal, nauczyl uprawiac, dawal talony na traktory, no slowem z niewolnikow czapkujacych jasniepanu i klekajacych przed plebanem zrobil wolnych i dosc zamoznych ludzi. W miastach zapewnil mieszkania, bo pracy bylo dosyc. To pokolenie postaralo sie o spory przyrost naturalny, ich dzieci mialy juz inna swiadomosc. Ale nagle ci ludzie zaczeli wypierac wlasne pochodzenie, wstydzili sie niewyksztalconych matek, snobowali na domniemane szlacheckie pochodzenie, a co najgorsze, zwrocili sie czynnie przeciwko tzw. komunie, dzieki ktorej to ich status tak sie wylaszczyl. Bo nie ma nic gorszego dla takiego lumpa karierowicza, winnego komukolwiek najmniejsza chocby wdziecznosc, od koniecznosci pamietania i okazywania tejze wdziecznosci. Ta wdziecznosc jest wypierana, a dobroczynca atakowany. W takiej Solidarnosci, oprocz niewielkiej grupy prawdziwych dzialaczy i przywodcow opozycji, pojawili sie rozni awanturnicy, wlasnie ci niewdziecznicy, pragnacy obalic system, ktory wyprowadzil ich na ludzi i ktoremu mieli do zawdzieczenia wszystko. A na logike to oni wlasnie powinni stac murem w obronie ustroju, ktory zawiódl ich z chlewika na salony. Z takich wlasnie osobnikow rodza sie partie na wzor pisu. Takiemu wystarczy dac byle ochlap, a juz sluzy na dwoch lapkach w nadziei na wiecej. Nie cofnie sie przed zadna niegodziwoscia, przed zadnym przekretem, nawet przestepstwem, za stanowisko, obietnice bezkarnosci i korzysci materialnych zrobi doslownie wszystko. A nawet wiecej, czego dowodza odkryte ostatnio sensacyjne informacje, ze podsluchiwano nie tylko domniemanych wrogow czyli opozycje, ale rowniez swoich, zeby zebrac na nich jak najwiecej hakow i wlasna bezkarnosc jeszcze umocnic. Nie bede wskazywac palcem, ale wszyscy wiedza, kogo mam konkretnie na mysli.
 Przyjrzyjcie sie ich muzyckim gebom, ich "manierom", ktore znikaja jak sen zloty, kiedy tylko cos nie idzie po ich mysli, do zludzenia przypominaja mi drobnych dyzmow wykorzystujacych zdobyte stanowiska dla wlasnych celow.


 To wlasnie wypisz-wymaluj pisowska elyta. Ale niektorym plusowe jalmuzny nie tylko zamglily oczy do tego stopnia, ze nie zdolali zobaczyc gigantycznej skali przestepstw, bzykania nieletnich prostytutek, urzadzania rodzin i znajomych, rynsztokowego jezyka i klamstw w niespotykanym wymiarze, ale ci ludzie byli dumni, ze takie same chamy jak oni, pelne swojaki, rzadza zamiast obcych im wyksztalciuchow i zadbanymi zebami i w czystych nie obsypanych lupiezem garniturach.

19 lutego 2024

Rozpasanie

 Dla niefejsbukowych Czytelnikow filmik i troche zdjec naszych futer.













 Tak, prosze panstwa, pelne rozpasanie i porubstwo. Po stolach, kuchenkach, lózkach, blatach kuchennych i wszystkich innych miejscach, gdzie futra nie powinny miec dostepu. A maja. Bo tak, bo chca. I co im zrobisz? One tu mieszkaja i sa na prawie, maja obywatelstwo, a jedna nawet placi podatki, wiec nie ma dyskusji, bo inaczej beda TOZy i Ordnungsamty w robocie, ze matka dreczy i nie pozwala.
 I jeszcze na deser.


 Miecka skonczy w tym roku w marcu 17 lat, to na ludzkie lata jakies 85. Widac to po niej, juz nie jest taka sprawna. Kiedy ma gdzies wskoczyc, przymierza sie, zastanawia i juz nie ma szans jak kiedys odbic sie z podlogi, zawsze szuka czegos posredniego. Wszystkie zeby ma w najlepszym porzadku, jest pod stala kontrola medyczna w zwiazku z nadczynnoscia tarczycy, dostaje leki, a ja w zwiazku z tym dwa razy dziennie dostaje od niej joby, prychania i grozne pomruki, ze smiem dotykac Krulova. Lepiej sie czuje, przytyla od nowa, pewnie dlatego, ze razem z lekarstwem dostaje lapowke w postaci Dreamies z kocimietka. Uwielbia. Najgorsze, ze juz nie pielegnuje swojego futerka, pewnie nielatwo jej skrecac sie, zeby wylizac i wyczesac jezorkiem grzbiet. Tak patrze na nia i najchetniej wsadzilabym ja pod prysznic, ale jeszcze zycie mi mile. Szczotkuje ja regularnie, ale niewiele to pomaga, futerko nie wyglada dobrze w porownaniu z czasami wczesniejszymi. I w porownaniu do futerka Bulczynego. Ale bez wzgledu na choroby i wiek jej zabójcze spojrzenie bazyliszka nic nie stracilo na skutecznosci. Niemniej coraz czesciej zadaje sobie pytanie jak dlugo jeszcze przyjdzie nam isc razem przez zycie.

17 lutego 2024

Przegrywanie

 Zapytalam  sztuczna inteligencje, dlaczego ludzie nie umieja przegrywac, majac na mysli jedna konkretna osobe. Oto jaka odpowiedz dostalam:

Istnieje wiele powodów, dla których ludzie mogą mieć trudności z przegrywaniem. Oto kilka potencjalnych przyczyn:

  1. Ego: Dla niektórych ludzi porażka może być traktowana jako atak na ich ego. Niektórzy identyfikują się ze swoimi sukcesami i porażki mogą być postrzegane jako osobiste niepowodzenie.

  2. Presja społeczna: Społeczne oczekiwania i presja mogą sprawić, że ludzie czują się niekomfortowo w sytuacjach, w których przegrywają. Mogą obawiać się osądu innych lub utraty prestiżu społecznego.

  3. Brak umiejętności radzenia sobie z emocjami: Niektórzy ludzie mogą mieć trudności z regulacją swoich emocji w obliczu porażki. Mogą doświadczać frustracji, gniewu, smutku lub złości w związku z przegraną.

  4. Brak doświadczenia w przegrywaniu: Dla niektórych osób przegrana może być nowym doświadczeniem, zwłaszcza jeśli byli przyzwyczajeni do sukcesów lub unikali ryzyka. Brak doświadczenia w radzeniu sobie z przegraną może sprawić, że jest to trudne do zaakceptowania.

  5. Kultura sukcesu: W kulturze, która promuje sukcesy i wygrywanie, porażka może być postrzegana jako coś negatywnego lub wstydliwego. Ludzie mogą unikać sytuacji, w których mogliby przegrać, aby uniknąć negatywnego odbioru społecznego.

  6. Brak motywacji do poprawy: Niektórzy ludzie mogą być zniechęceni do prób poprawy po przegranej, szczególnie jeśli nie widzą wartości w ponownej próbie lub nie wiedzą, jakie kroki podjąć, aby się poprawić.

  7. Percepcja porażki jako ostatecznej: Niektórzy ludzie mogą postrzegać porażkę jako ostateczny koniec drogi, zamiast jako możliwość nauki i rozwoju. Mogą się bać, że przegrana definiuje ich jako osobę i nie widzą jej jako kroku w procesie osiągania celów.

  8. Wrażliwość na porównania społeczne: Ludzie często porównują swoje osiągnięcia z osiągnięciami innych. Jeśli widzą, że inni odnoszą sukcesy, a sami doświadczają porażki, może to zwiększyć ich frustrację i trudności w akceptowaniu przegranej.

Warto podkreślić, że umiejętność przegrywania jest często kluczowym elementem rozwoju osobistego i profesjonalnego. Nauka z porażek może prowadzić do większego wzrostu i sukcesów w przyszłości.

 Ja mysle,  ze nieumiejetnosc przegrywania u wuca ma swoje korzenie w jego i jego brata wychowaniu, wmawianiu im od kolyski przez nieobiektywna matke, ze sa kims lepszym od reszty swiata, ze sa po prostu skazani na sukces. To doprowadzilo do zaburzen w ich rozwoju, obaj stali sie roszczeniowi i zarozumiali, ale jednoczesnie przeslizgujacy sie przez zycie nie zawsze w sposob legalny, jako ze pracowitosc nie dorownywala ambicjom i przekonaniu o wyzszych celach, dla jakich zostali stworzeni. A cele te osiagali w sposob nie zawsze etyczny, choc powinno to brzmiec w sposob zawsze nieetyczny. Tyle tylko, ze przez wiele lat udawalo im sie dzialac w sposob zakamuflowany, ale zawsze jednak cwaniacki i po linii najmniejszego oporu. Bylo jednak cos jeszcze, jakos dziwnie duzo osob poleglo w epidemii samobojstw w srodowisku zblizonym do braci. 
 Az nadeszla katastrofa lotnicza spowodowana glownie nonszalancja blizniakow i ich przydupasow, wuc dobrze wiedzial, kto jest temu winien, probowal na wszystkie sposoby zaklinac rzeczywistosc, byl smieszny w dochodzeniu do prawdy, jeszcze smieszniejszy i wqrwiajacy  blokowaniem calego miasta co miesiac, nic jednak nie uciszylo wyrzutow sumienia, wiec stawal sie coraz bardziej radykalny, a zeby wlasne cele osiagac, musial slono oplacac swoja sfore, bo nikt dobrowolnie nie narazalby sie na wiezienie, musialo sie wszystkim dobrze kalkulowac. Przemeblowal wszystko co sie dalo, mial swoja policje, prokurature, sady i trybunaly, musial chronic siebie i swoich przestepcow. Wadawalo sie, ze sa nie do ruszenia, gdyby nawet cos nie styklo w wyborach, choc wygranej byl pewien, nie po to szermowal plusami na prawo i lewo, nie po to straszyl Niemcami i Tuskiem, nie po to mial za soba kosciol. Ale coz, dobrze zarlo i jednak zdechlo. No wygral te wybory jak przewidywal, ale to nie wystarczylo, zostal odsuniety od koryta razem ze swoim dworem i pomniejszymi pacholkami.
 Wtedy sie zaczelo, po kilku tygodniach na zlapanie oddechu, bo go najpierw calkowicie zatchlo z wrazenia, ruszyl do ataku. Tylko ze stare argumenty przestaly dzialac, a on sam coraz bardziej narazal sie na smiesznosc, bo z tej zlosci tracil rozum i wygadywal takie androny, ze wlasny elektorat powoli odwracal sie od wuca. Jemu spada, Tusku rosnie! On nie moze tego pojac, nikt nie nauczyl go, ze zycie polega na "raz na wozie, raz pod wozem". Kto inny wzialby sie do roboty, zmienil polityke, zmienil doradcow i probowal za cztery lata, ale on nie ma tyle czasu, on dobrze wie, ze teraz byla jego ostatnia szansa, a on ja stracil. Bezpowrotnie! Zamiast wiec z godnoscia wycofac sie z polityki, on prezentuje nam kabaret, malo smieszny, zenujacy, nudny, powtarzajacy oklepane zalosne i nie smieszne zarciki, ewoluujace do chamskich obelg. A co najgorsze, adresaci nie reaguja, z usmiechem na ustach i godnoscia usmiechaja sie jedynie z politowaniem wobec dziadkowych przedsmiertnych podrygow, nie podaja go do sadu, nie kontruja podobnymi epitetami, a ta obojetnosc boli najbardziej. Wtedy, w 1981 roku komuna tez go olala, a tak bardzo chcial zostac solidarnosciowym meczennikiem. Jego znienawidzeni przeciwnicy dostawali noble, on dostaje memy na swoj temat. 
 Stary, zalosny, psychicznie zaklocony despota, juz nic nie znaczacy, choc probujacy jeszcze kasac przeciwnikow po lydkach, ale ktory zapomnial, ze do tego trzeba miec zdrowe zeby.


15 lutego 2024

Woonerfy

 
 
Dzisiaj jedna z nas ma swoje swieto, z tej wiec okazji zycze Drogiej Jubilatce nieustajacego zdrowia, spokoju i rownowagi i zeby w lokalnej bibliotece nigdy nie zabraklo materialu do czytania. Najlepszego!

Sto lat, Serpentyno!
 
Specjalnie szukalam kartek z serpentynami i udalo sie 😁 Mikre takie, ale sa!
 
 A teraz do rzeczy, czyli tematu wlasciwego, ktory zostal juz zasygnalizowany w tytule tego posta. WOONERF - nazwa pochodzi z jezyka holenderskiego i oznacza "ulice do mieszkania". Pierwsze inwestycje tego typu powstawaly w latach 70-tych XX wieku w Holandii. Woonerf polega na takim przeksztalceniu ulicy, by zachowala ona ograniczona funkcje komunikacyjna, ale gdzie pierwszenstwo maja piesi i rowerzysci. 
 Na przykladzie Lodzi, gdzie w ostatnim czasie powstalo bardzo duzo woonerfow, powiem, ze mnie ten rodzaj przeksztalcania ulic w przestrzen pelna zieleni, lawek, miejsc do zabawy czy gier towarzyskich, bardzo przypadla do gustu. Zobaczcie, jak pieknie moze byc na do niedawna brudnych i pelnych miejsc parkingowych uliczkach srodmiescia mojego miasta.




 To trzy przyklady z wielu, a w projekcie sa nastepne. Bedac ostatnio w Lodz z Hexa, zachwycalam sie calkiem swiezym woonerfem na Moniuszki ...

 
... i ulica Wlokiennicza, niegdys miejscem ruder, melin i najtanszych prostytutek, a teraz perla w samym srodku miasta.
 
 
 No ale byloby zbyt pieknie, gdyby nie rozczarowani przegrana entuzjasci kaczystow, ktorym sola w oku sa zmiany na lepsze przeprowadzane przez prezydenta Lodzi, Hanne Zdanowska z przeciwnej frakcji:
 "I zniknęły miejsca parkingowe. Realizacja europejskiego planu (czytaj niemieckiego) wyludniania i usuwania polskiego handlu i usług z centrum miast do głównie niemieckich molochów. Ciekawe ile płacą pachołkom miejskim?"
 Na co ktos dowcipnie odpowiedzial: 
 "Tak, to straszne, że nie można sobie w ścisłym centrum jeździć autem od sklepu do sklepu i parkować tuż przed wejściem. NIEMIECKI PLAN niestety z powodzeniem wprowadzony w większości dużych miast europejskich. Wybrali turystów i pieszych, zamiast pana Zdziśka podjeżdżającego suvem po majtki czy śrubkę."
 Zawziety pisior nie oszczedzil sobie i nam blyskotliwej repliki:
 "Turystów pieszych, moze jak kiedys czystoniemnieckich." (pisownia oryginalna)
 Napadniety interlokutor odbil pileczke:
 "Spokojnie. To tylko pisowska propaganda, która namieszała Panu w głowie. Niemcy, jeśli już, chcą robić interesy, podobnie jak Portugalczycy, Francuzi, Anglicy czy Amerykanie, a nie najeżdżać naszą ojczyznę."
 Czyli zawsze znajdzie sie ktos, komu bedzie przeszkadzac swiatowy trend oprozniania centrow miast z zanieczyszczajacych je samochodow i oddawania we wladanie ludziom, w tym rowniez turystom, ze nie wspomne o mieszkancach.  Ja w rozmowach z mieszkancami Lodzi zawsze bardzo chwalilam Zdanowska, bo to pierwsza prezydent, ktora tak wiele dla miasta juz zrobila i robi. Co slysze wzamian? Aaa, bo wszedzie rozkopy, aaa, bo nie ma gdzie zaparkowac, aaa, bo remonty ulic tak sie ciagna... Czy im wszystkim sie wydaje, ze w takich np. Niemczech remonty ulic realizowane sa w tydzien? Tez sie ciagna, tez sa poslizgi i niedotrzymywanie terminow, no ludzie, wszedzie tak jest. No moze tylko w Japonii inaczej, ale to nie narod, to stan umyslu, a my nigdy ta druga Japonia byc nie zdolamy.
 

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...