... miec obok siebie kogos, kto tak mocno by mnie trzymal, zeby wszystkie polamane kawalki we mnie znow sie polaczyly i zrosly. Stale czuje sie zagrozona, na Ukrainie i Bliskim Wschodzie wrze i nie byloby to moje zmartwienie, ale zagrozenie, ze stamtad rozleje sie konflikt dalej, jest niezwykle realne. Pomagamy zaatakowanej Ukrainie, ale jest to posrednio atak na Rosje, mieszanie sie w cudze zatargi. Dlaczego zawsze trzeba sie opowiadac po czyjejs stronie? Do tego kraj napadniety wymaga coraz wiecej, a jego obywatele, zamiast walczyc, zyja na uchodzctwie na cudzy koszt i nie byloby w tym nic zdroznego, gdyby nie ich stan posiadania, np. luksusowe i bardzo kosztowne samochody, ale to niemiecki podatnik jezdzacy rozklekotanym Volkswagenem utrzymuje tych roszczeniowych dezerterow, ktorzy ani mysla wracac do siebie, choc oczywiscie czasem wybieraja sie do starego kraju na wakacje. I nikt ich tam nie chce zabic? To co oni u nas w takim razie robia?
Podobnie z awantura na Bliskim Wschodzie. Nie mozna bezkarnie bombardowac cywilow czy wolontariuszy, pod pretekstem, ze tam mogli byc terrorysci Hesbollahu, nie mozna faszerowac pagerow czy krotkofalowek materialem wybuchowym, skoro uzywaja ich rowniez cywile albo dokonywac zamachu na przywodce wrogich sil na terenie panstwa nieuwiklanego w zadna wojne, nie mozna odciac cywilow od dostaw zywnosci i lekarstw pod pozorem walki z terroryzmem. A pozniej glosno lamentowac aj-waj bija Zydow. Musza byc zachowane pewne granice, i zeby byla jasnosc, nie jestem "za Palestyna", ale moja etyka nie przyjmuje zabijania czy glodzenia cywilow.
Denerwuje mnie ten przymus opowiedzenia sie za ktoras ze stron konfliktu, bo nie zawsze to, co oficjalnie widac z daleka, jest takie, jak sie je przedstawia, choc dla wielu jest to wygodna opcja przyjac punkt widzenia, chocby nieprawdziwy, jednej ze stron i kurczowo sie go trzymac, nie zwazajac na racje strony przeciwnej. A tam nie wszystko jest czarno-biale czy zerojedynkowe.
Bardzo mnie rowniez doluje powodz, te ludzkie dramaty, straty nie tylko materialne, ale bliskich czy zwierzat domowych i hodowlanych. I jakby tym nieszczesnikom malo bylo dramatu w zyciu, to uaktywnili sie zlodzieje mienia, oszusci wszelkiej masci, ktorzy organizuja zbiorki "na powodzian", no i bydlaki z pisu i okolic pisowsko-przykoscielnych probujace ugrac jakies korzysci kosztem ofiar zywiolu, oczerniajac obecna ekipe rzadowa, ktora dwoi sie i troi, zeby zapanowac nad wszystkim, a konca powodzi nie widac, fala przemieszcza sie zalewajac kolejne miejscowosci. Zlodzieje z wiadomej partii lansuja sie jak moga, udaja, ze zbieraja, inni zlodzieje realnie zbieraja, ale do potrzebujacych trafi niewielka tego czesc, reszta potrzebna jest na viagry, przebrania i meskie prostytuty, bo show must go on na plebaniach. Dobrodzieje dali powodzianom dyspense, raz wolno bylo im nie pojsc do kosciola (czytaj: nie dac haraczu na tace).
Ten swiat coraz mniej mi sie podoba, coraz bardziej rozpadam sie na kawalki, bo ogolocono mnie z poczucia bezpieczenstwa, co sobie cenilam najbardziej na swiecie. Nie srebro i zloto, to nic, chodzi o to, by bezpiecznym byc, wiecej nic. Ja po prostu umieram ze strachu o rodzine. A moje dzieci coraz czesciej mowia o emigracji z Niemiec, bo tu powoli nie da sie dalej zyc. Zniszczono panstwo do cna.










