Translate

27 września 2024

Chcialabym...

... miec obok siebie kogos, kto tak mocno by mnie trzymal, zeby wszystkie polamane kawalki we mnie znow sie polaczyly i zrosly. Stale czuje sie zagrozona, na Ukrainie i Bliskim Wschodzie wrze i nie byloby to moje zmartwienie, ale zagrozenie, ze stamtad rozleje sie konflikt dalej, jest niezwykle realne. Pomagamy zaatakowanej Ukrainie, ale jest to posrednio atak na Rosje, mieszanie sie w cudze zatargi. Dlaczego zawsze trzeba sie opowiadac po czyjejs stronie? Do tego kraj napadniety wymaga coraz wiecej, a jego obywatele, zamiast walczyc, zyja na uchodzctwie na cudzy koszt i nie byloby w tym nic zdroznego, gdyby nie ich stan posiadania, np. luksusowe i bardzo kosztowne samochody, ale to niemiecki podatnik jezdzacy rozklekotanym Volkswagenem utrzymuje tych roszczeniowych dezerterow, ktorzy ani mysla wracac do siebie, choc oczywiscie czasem wybieraja sie do starego kraju na wakacje. I nikt ich tam nie chce zabic? To co oni u nas w takim razie robia?
 Podobnie z awantura na Bliskim Wschodzie. Nie mozna bezkarnie bombardowac cywilow czy wolontariuszy, pod pretekstem, ze tam mogli byc terrorysci Hesbollahu, nie mozna faszerowac pagerow czy krotkofalowek materialem wybuchowym, skoro uzywaja ich rowniez cywile albo dokonywac zamachu na przywodce wrogich sil na terenie panstwa nieuwiklanego w zadna wojne, nie mozna odciac cywilow od dostaw zywnosci i lekarstw pod pozorem walki z terroryzmem.  A pozniej glosno lamentowac aj-waj bija Zydow. Musza byc zachowane pewne granice, i zeby byla jasnosc, nie jestem "za Palestyna", ale moja etyka nie przyjmuje zabijania czy glodzenia cywilow.
 Denerwuje mnie ten przymus opowiedzenia sie za ktoras ze stron konfliktu, bo nie zawsze to, co oficjalnie widac z daleka, jest takie, jak sie je przedstawia, choc dla wielu jest to wygodna opcja przyjac punkt widzenia, chocby nieprawdziwy, jednej ze stron i kurczowo sie go trzymac, nie zwazajac na racje strony przeciwnej. A tam nie wszystko jest czarno-biale czy zerojedynkowe.
 Bardzo mnie rowniez doluje powodz, te ludzkie dramaty, straty nie tylko materialne, ale bliskich czy zwierzat domowych i hodowlanych. I jakby tym nieszczesnikom malo bylo dramatu w zyciu, to uaktywnili sie zlodzieje mienia, oszusci wszelkiej masci, ktorzy organizuja zbiorki "na powodzian", no i bydlaki z pisu i okolic pisowsko-przykoscielnych probujace ugrac jakies korzysci kosztem ofiar zywiolu, oczerniajac obecna ekipe rzadowa, ktora dwoi sie i troi, zeby zapanowac nad wszystkim, a konca powodzi nie widac, fala przemieszcza sie zalewajac kolejne miejscowosci. Zlodzieje z wiadomej partii lansuja sie jak moga, udaja, ze zbieraja, inni zlodzieje realnie zbieraja, ale do potrzebujacych trafi niewielka tego czesc, reszta potrzebna jest  na viagry, przebrania i meskie prostytuty, bo show must go on na plebaniach. Dobrodzieje dali powodzianom dyspense, raz wolno bylo im nie pojsc do kosciola (czytaj: nie dac haraczu na tace).
 Ten swiat coraz mniej mi sie podoba, coraz bardziej rozpadam sie na kawalki, bo ogolocono mnie z poczucia bezpieczenstwa, co sobie cenilam najbardziej na swiecie. Nie srebro i zloto, to nic, chodzi o to, by bezpiecznym byc, wiecej nic. Ja po prostu umieram ze strachu o rodzine. A moje dzieci coraz czesciej mowia o emigracji z Niemiec, bo tu powoli nie da sie dalej zyc. Zniszczono panstwo do cna.


25 września 2024

Wedrowki

 Pogoda sie skiepscila, co bylo zreszta do przewidzenia wedlug prognoz, ale co wykorzystalam resztke lata, to moje i to mimo spuchnietego obolalego kolana. Pomyslalam sobie, niech sie dzieje co chce, na reperowanie popsutego stawu bede miala czas podczas niepogody, zreszta moze sam sie naprawi, kiedy nie bede go tak intensywnie uzywac. Ale jak tu siedziec w domu przy bezchmurnym niebie i temperaturze 23-25°C, kiedy dusza sie wyrywa do wyjscia i wykorzystania tej pieknej koncowki lata. Bo niektorzy juz w sierpniu zaczeli swirowac z dekoracjami dyniowymi, a nawet z takimi sugerujacymi swieta. A ja nic, uparcie nie zzuwalam z nog sandalkow nawet wtedy, kiedy temperatura dosc drastycznie spadla, bo skoro jest lato, to jest lato i nie bede zaklinala rzeczywistosci i dostosowywala sie do temperatur, niech one dostosowuja sie do mnie. Pomoglo, lato wrocilo, babie chyba bylo, ale co tam, jak zwal. 

Kiessee

 Toyka z wielka radocha towarzyszyla mi w tych pozegnaniach lata, na samym poczatku wozilam Zoske, ale pozniej dzieciaki wyjechaly z mama na Krete i tam Junior swietowal swoje trzy latka. Trudno uwierzyc, ze tak szybko to zlecialo, dopiero co odwozilam corke do szpitala, tak niedawno hucznie swietowalismy jego roczek, potem dwa latka na placu zabaw, teraz to juz przedszkolak pelna geba, od pazdziernika oboje z Zoska beda uczeszczac do placowki, a ich mama od listopada do pracy. Skonczyla sie laba i urlopy rodzicielskie, pora do kieratu.

Przy Kiessee

 Dzisiaj towarzystwo wraca z Krety i w weekend bedziemy nadrabiac swietowanie Juniorowych urodzin. W zaleznosci od pogody albo znow gdzies na placu zabaw, bo bardzo nam sie spodobalo zeszlorocznie, albo w mieszkaniu, co oczywiscie jest dla mamy solenizanta mniej wygodne. 

Wlóczegi po okolicy

  Podczas spaceru z najstarsza corka, ktora pracuje w szpitalu, dowiedzialam sie, ze to nie moj lekarz gastrolog winien jest temu, ze po raz drugi nie udalo sie wyhodowac odpowiednich kultur do wykonania antybiogramu. Powinnam sama na to wpasc, ze nie lekarz sie w tym babrze, a zleca wykonanie laboratorium, tej samej firmy, w ktorej pracuje wlasnie moja corka. A tam... lepiej nie mowic. Zwolnili co najmniej jedna trzecia pracownikow, bo redukcja itp. Ale ktos przeciez musi pracowac, wiec zatrudnili gromade ludzi z firmy wypozyczajacej pracownikow. Kilka lat temu powstalo sporo takich firm, wysylaja do firm zastepstwa dlugotrwalych chorob, urlopow macierzynskich itp. Ci "wypozyczeni" sa oplacani nie przez zaklad, w ktorym pracuja, a wlasnie przez te firme wypozyczajaca ich do pracy i nie maja przyslugujacych normalnym pracownikom praw, np. odprawy po zwolnieniu, premii swiatecznej czy urlopowej, poza tym mozna ich zwolnic z dnia na dzien. 

Moja pierworodna

 Ci ludzie nie maja wyksztalcenia, sa jedynie jako tako przyuczeni, co firmie uslug medycznych i tak bardziej sie oplaca, bo kosztuja mniej od zatrudnionych tam na stale pracownikow wyksztalconych w fachu. Ale oczywiscie ten pracowniczy balagan odbija sie na jakosci uslug laboratoryjnych, m.in. moich antybiogramow. Bo takim wypozyczonym pracownikom nie zalezy, sa slabo oplacani, nie maja ochrony pracowniczej, wiec i prace wykonuja po lebkach i na odwalsie. Taka to jest tajemnica moich nieudanych antybiogramow, ktora poznalam jedynie dzieki corce, inaczej bym sie nigdy nie domyslila.

Okolice, gdzie mieszka Najstarsza

 Takie okolicznosci przyrody panuja wokol miejsca zamieszkania najstarszej corki, ktora de facto mieszka na wsi, do ktorej trzeba dojechac, ale od niedawna to jest czesc naszego miasta. Tam od niej jest bardzo blisko do miejsca, gdzie hoduje sie daniele i dziki, a o rzut beretem jest wieza Bismarcka, gdzie Boguska dzielnie sie wspiela na wyzyny, choc ma lek wysokosci.
 
Z Toyka nad Baggersee

Z wnukami i corka u dzikow

Na lodach u "Rózowej Krowy" (Pinke Kuh)

 

 Jak wiec widzicie, moje weekendowe dni byly bardzo aktywne, korzystalam z pogody babioletniej i wyzyskiwalam ja do cna, wyciskalam jak cytryne oraz zaciesnialam relacje rodzinne.
 I nie wiem, czy przesadzilam z ta aktywnoscia, czy inny czort, ale po serii dobrych dni i dobrze przespanych nocy, z poniedzialku na wtorek przyszla noc, znow pelna bolu calego czlowieka, nieprzespana, niespokojna, dolujaca, meczaca, zakonczona tabletka przeciwbolowa zamiast sniadania.

23 września 2024

Cenzura hula po internetach

 Mam jakies niejasne wrazenie, ze pewne grupy ludzi dzialaja  na zastraszenie. I nie, nie tylko w Polsce, to zatacza sporo wieksze kregi, wydaje mi sie, ze dotyczy calej unii europejskiej, usilujacej wcisnac kazdego z nas w wymyslona odgornie matryce i niedajbóg wystawac z nalozonych ram chocby o milimetr. Najgorsze, ze pole do popisu maja donosicielskie kanalie, ktore, jesli ktos zajdzie im za skore, ze zlosliwa satysfakcja pisza donosy do administracji. W samym moim otoczeniu mam kilka-kilkanascie takich przykladow, na FB grupa Jackow (rozne nazwiska, ta sama osoba), ktorym wciaz likwidowane byly konta, bo jechali bez trzymanki po przekretach pisu. Ja, jak wielu innych fejsbukowiczow, udostepnialam jego posty, za co wielokrotnie bylam ostrzegana przez administracje, ale jakos mnie oszczedzono przed zamknieciem mojego konta i wyrzuceniem z fejsbuka na zbity ryj. 
 Wielu z Was zna sprawe Malgosi prowadzacej dom tymczasowy glownie dla kotow, ale i psy dzieki niej znajdowaly domy. Od niej wlasnie mam Bulke i dzieki niej Toyke. No i nagle grom z jasnego nieba, jej konto na fb zostalo zamkniete i usuniete, rzekomo za "nielegalny handel zwierzetami" czy cos w tym rodzaju. Profil z setkami czy nawet tysiacami followersow, dzieki ktorym udawalo sie dosc szybko te zwierzaki wyadoptowac. Taki to byl "handel", ze osoby, ktore braly zwierzeta od Gosi, czesto dostawaly jeszcze wyprawki czy zabiegi weterynaryjne w prezencie. Komus widac bardzo zaczelo przeszkadzac, ze Gosce rosly zasiegi, ze byla popularna, no nie wiem, co kierowalo ta kanalia, ze doniosla i to nie tylko raz. Bo Gosia zalozyla nowe konto, pisala protesty do administracji, probowala odtworzyc to stare - nic nie pomoglo, nowe konto rowniez zostalo zamkniete przez administracje, a o ile mi wiadomo, sama administracja ma gleboko w dupie, co ludzie maja na kontach, jednak wystarczy donos i juz leniwa administracja sie uaktywnia. Nie patrzy, czy donos zgadza sie z rzeczywistoscia, zamyka konto i tyle. Chociaz akurat w tym przypadku sprawa nie jest tak przejrzysta, jakby wielu chcialo, zeby byla, ale to sprawa drugorzedna.
 Trzeci przypadek to wielokrotnie opisywany przez pewna blogerke, najazd policji na jej mieszkanie, zarekwirowanie wszystkich nosnikow, czyli komputerow, laptopow i chyba smartfonow, bo jakas kreatura doniosla na nia juz nie tylko do administracji platformy, na ktorej sie udzielala, ale rowniez na policje. Sprawa w koncu sie wyjasnila, urzadzenia zostaly zwrocone, ale babsko nie odpuszcza, dalej zneca sie wirtualnie nad ta kobieta. 
 I ostatni przypadek pewnej bardzo spokojnej i wazacej slowa blogerki, w przeciwienstwie np. do mnie, pyskatej i przeklinajacej oraz majacej w glebokim powazaniu cala te hucpe z poprawnoscia polityczna i zielonym ladem, ktorej to blogerce usunieto post, ktory ani troche nie byl niewlasciwy, nie kalal zadnych swietosci, nie ponizal nikogo, nie zawieral slow powszechnie uznanych za obrazliwe czy niecenzuralne, a dodatkowo blogger pogrozil jej demonicznie palcem i zapowiedzial, ze jeszcze raz, a bloga zamknie. 
 Nie wspomne juz o pomysle naszej nieocenionej ministerki spraw wewnetrznych, ktora na skutek swoich nieprzemyslanych dzialan juz dawno wielokrotnie powinna podac sie do dymisji, zeby za niepoprawne politycznie publikowane tresci karac wiezieniem. Czyli ruki pa szwam, wykonywac i pysk zamkniety trzymac, wzglednie tylko bic brawo, bo w przeciwnym razie tiurma. Ja w ogole mam wrazenie, ze cala ta unia to jedna wielka dyktatura i zamordyzm. Chyba tylko jeden Orban jeszcze sie nie ugial przed ich totalitaryzmem, cala reszta polozyla uszy po sobie i piluje pracowicie galaz, na ktorej wszyscy siedzimy.
 Czyli jak widac, ten zamordyzm rozlewa sie powoli po calym internecie, fejzbuk stal sie qrwidolkiem pelnym reklam, gdzie wolno sobie jedynie pic z dziubkow,  przynalezec do towarzystwa wzajemnej adoracji i nie wychylac sie przed szereg, bo inaczej usuna profil i wiecej nie wpuszcza. A przy okazji promuja sqrwialych donosicieli. Ja juz raz w zyciu taki ustroj przezylam, urwalam sie stamtad i wydaje mi sie, ze wpadlam z deszczu pod rynne.


 Odkad bowiem tu zyje, nigdy nie spotkalam sie z taka cenzura w mediach, z tak nachalna propaganda mediow politycznie poprawnych, z tyloma klamstwami, niedopowiedzeniami, oszczerstwami, bagatelizowaniem zbrodni, przeklamaniami, grozbami i pogarda w stosunku do zwyklego obywatela, co w ostatnim czasie. Jak to bywalo kiedys w Polsce, gdzie trzeba bylo uwazac na kazde slowo.


21 września 2024

Czesci zamienne

 Chyba nie ma Polaka, ktory nie slyszalby o aferze lowców skór w Lodzi i o jej nastepstwach, kiedy zwykly czlowiek bal sie wzywac karetke do chorego czlonka rodziny. Lekarze, sanitariusze i zaklady pogrzebowe zarobily na tym procederze niemala kase, ale stracili zaufanie ludzi, pacjentow. Odzyskiwanie tego zaufania trwalo latami, w koncu sytuacja sie unormowala, przepisy pozmienialy, zaufanie do ratownikow medycznych wrocilo. Ale w Polsce nie moze byc za dlugo normalnie, zreszta nie tylko w Polsce, ale wlasnie tam zdarzyl sie kolejny przypadek, ktory prawdopodobnie znow bardzo zaszkodzi calej sluzbie zdrowia. 
 Chodzi o ludzkie czesci zamienne i zgode na ich pobieranie, w Polsce przepisy mowia, ze jesli nie wyrazi sie woli skreslenia z listy dawcow narzadow, to nalezy uznac, ze KAZDY obywatel Polski wyraza niema zgode na pobieranie. Niemniej niektorzy lekarze w szpitalach pytaja rodzine, czy taka zgode wyraza, choc i bez niej mogliby narzady pobierac. O taki przypadek wlasnie chodzi. 
 W 2018 roku pacjent poczul sie zle, trafil do szpitala w Pruszkowie, gdzie jego stan dalej sie pogarszal, w efekcie trafil na intensywna terapie, gdzie podlaczono go do aparatury podtrzymujacej zycie i gdzie po kilku dniach lekarz stwierdzil smierc mózgu mezczyzny. I tu zaczyna sie wlasciwa opowiesc, zona zostala poproszona o zgode na pobranie narzadow od meza, ale tej zgody nie wyrazila, malo tego, zorganizowala przeniesienie meza do innego szpitala, gdzie z kolei smierci mozgu nie stwierdzono, za to przeprowadzono operacje ratujaca zycie. Dzisiaj pacjent funkcjonuje samodzielnie, z niewielkimi niepelnosprawnosciami i oboje z zona zastanawiaja sie, na jakiej podstawie lekarz wydal na niego wyrok smierci, bo nie oszukujmy sie, gdyby pobrano od niego narzady, z pewnoscia by zmarl (czytaj: zostalby ZABITY przez lekarzy w szpitalu). 
 Naglosniono sprawe, ktora moze miec roznorodne nastepstwa, wszystkie szkodliwe, jesli nie dla samych zainteresowanych, to dla innych pacjentow czekajacych na organy do przeszczepu. Moze ruszyc lawina zastrzezen o nie pobieraniu w razie smierci dobrych i nadajacych sie do uzytku czesci zamiennych, bo sami pacjenci albo ich rodziny beda odmawialy pobierania w obawie, ze ich drogi bliski nie do konca jeszcze umarl, bez wzgledu na opinie lekarska, bo przeciez w powyzszym przypadku rowniez lekarz opiniowal o smierci mozgu. Polska transplantologia i tak bardzo kuleje, po takim przypadku bedzie kulala jeszcze bardziej, moze dochodzic do naduzyc, kiedy lekarze przestana pytac rodzine o zgode, bo wedlug przepisow brak zastrzezenia juz jest zgoda, a nieprzytomny pacjent nie jest w stanie zaprotestowac. Moze tez dojsc do masowych usuniec wlasnego nazwiska z listy dawcow, kto bowiem chcialby ryzykowac pobieranie wlasnych narzadow, kiedy zachodzilaby mozliwosc, ze lekarz sie pomylil albo zechcial dokonac naduzycia.
 Oczywiscie pacjent zwrocil sie do prokuratury o zbadanie tej karygodnej decyzji lekarza i mozliwosci popelnienia przestepstwa, ale sprawa zostala umorzona. Brawo prokuratura, to otwarcie dla lekarzy do popelniania takich "pomylek", zacheta poprzez bezkarnosc. Ja zas zycze i lekarzom rwacym sie do usmiercania jeszcze zywych pacjentow oraz prokuratorom umarzajacym te skandaliczna sprawe, zeby kiedys sami potrzebowali czesci zamiennych i zeby ich nigdy nie dostali.

19 września 2024

Umknelo

 Przez czas, kiedy nie chodzilam na spacery, natura nie proznowala i nie przejmujac sie moja nieobecnoscia, realizowala swoje wegetacyjne procesy. A mnie tyle umknelo, tylu kwitnacych kwiatow nie widzialam, tylu owadow na nich. Nawloc juz przekwita, w wiekszosci jej kwiaty sa zbrazowiale, brzydkie. Wielka laka za centrum logistycznym zostala skoszona, od ziemi odbily nieliczne koniczynki, a tam zawsze bylo tyle pieknych lakowych kwiatkow, a na nich liczne gatunki trzmieli, pszczoly, jakies zuczki, ktorych nazw nie znam, motyle. Teraz panuje tam cisza, owady nie maja po co przylatywac.
 A najgorszy widok to wyschniety na kamien zbiornik retencyjny. Tam zawsze Toya namietnie uwielbiala sie kapac, bo woda byla dla niej bezpieczna, nigdy nie tracila tam gruntu pod lapkami. Bardzo lubila, kiedy rzucalam jej pileczke, chetnie ja przynosila, rzucala mi pod nogi i zachecala do rzucania. Stalam nad tym wyschnietym stawikiem i dumalam nad niesprawiedliwoscia natury. Jedni narzekaja na niespotykana susze, zasiewy zolkna, rolnicy zmartwieni, nieurodzaj nieuchronny. Gdzie indziej wody po kokarde i wyzej. Ludzie dobrej woli pomagaja jak moga, wplacaja na zbiorki, przynosza dary do punktow zbiorczych, sami staja w szeregu ochotnikow napelniajacych lub przenoszacych worki z piaskiem. Sa tez koscielno-pisowskie kanalie. Gdzies tam powodz dotknela kosciol, a te scierwa juz zebrza wsrod powodzian o pieniadze na renowacje kosciola, dla tych kanalii nie ma empatii, prob pomocy ludziom dotknietym takim dramatem, u nich jest wyciagnieta lapa po datki. Oczywiscie zlodziejski Caritas tez juz zbiera, a kosciol oglosil dzien zbiorki na powodzian, ale jak znam zycie i mentalnosc kosciola, to do powodzian trafi jedynie czesc, reszta pojdzie na meskie prostytutki, viagre i kostiumy kroliczkow na plebaniach. No i fala hejtu, znacznie wieksza od fali powodziowej, pis i jego przydupasy, przykoscielne niedoje*ane wasate babska wyrzyguja wlasne frustracje. Pis zaluje forsy, ktora przechodzi im kolo nosa, gdyby to oni rzadzili, ich pociotki i kochanki mogliby sie nachapac jak w czasie pandemii, nie dajac nic wzamian. Stad ten jad saczacy sie  z ryjow plaszczakow i jemu podobnych, rozlewajacy sie po blogach niekochanych babusów. Jedyna wlasciwa decyzja byl zakaz wstepu na konferencje prasowe premiera pracownikow szczujni o nazwie republika. Scierwa zostaja za drzwiami.
 A w ogole to dowiedzialam sie, ze zmarl moj brat cioteczny, z ktorym wprawdzie kontakty byly zadne, bo tak sie nasze zycie ulozylo, ale mimo to jego smierc nas lekko zszokowala. R. byl chrzesniakiem mojej mamy i pamietam te jego chrzciny, mialam wtedy juz 8 lat. Nie umiera sie przed 60-tka. 
 Ale jeszcze bardziej nie umiera sie bedac corka jednej z nas, bedac mloda mama, majaca przed soba cale zycie, tyle do zrobienia, do zrealizowania. O tej smierci dowiedzialam sie z informacji na profilu jej mamy, wciaz tam wracam, wciaz czytam od nowa i nie moge uwierzyc, no  nie moge! Za kazdym razem mam jakas irracjonalna nadzieje, ze tej informacji tam nie bedzie, ze mi sie tylko wydawalo, ze to nie jest prawda. Jest niestety. Ta strata wyjatkowo mocno mna wstrzasnela, nie moge sie pozbierac i nie wyobrazam sobie bezmiaru bolu jej matki i reszty rodziny.

17 września 2024

Powolutku

 Ostatnie tygodnie, miesiace wlasciwie byly pelne stresu, nerwow, chorob i przykrych wydarzen, niesprzyjajacej pogody, bo albo saczyl sie z nieba zar nie do wytrzymania, albo lalo i pizdzilo. Fejsbukowe przypominajki wywolywaly we mnie ciezkie wyrzuty sumienia, bo ubiegloroczny wrzesien stal pod znakiem codziennych wedrowek z Toya, podczas gdy tegoroczny opanowal wielki niechciej. Glupio mi bylo, kiedy Toya patrzyla na mnie proszaco, zebym z nia poszla na spacer, ale albo wlasnie bylo za goraco, albo ja za slaba, albo wymyslalam jakies z du*y wziete usprawiedliwienia, zeby tylko nigdzie nie pojsc. Zaniedbalam mieszkanie, siebie, psa i wlasciwie wszystko, bylo mi bardzo obojetnie. Nie bylo nikogo, kto by podszedl, objal, zapytal czy pocieszyl. I z jednej strony wiedzialam, ze spacer dobrze by mi zrobil, bo zawsze dziala na mnie kojaco i przywraca rownowage, ale nie bylo takiej sily, ktora zmusilaby mnie do aktywnosci.
 Az do dnia, kiedy corka poprosila mnie, zebym pouwazala na Zoske, bo ona z Juniorem ida do dentysty. Pomyslalam sobie, ze mala dobrze bedzie spala na spacerze, na swiezym powietrzu i poszlam z nia trasa przez cmentarz, wzdluz Leine i dokola jeziorka, nasza czesta trasa z Toyka. Szlam tak sobie i rozmyslalam, dlaczego wlasciwie zarzucilam te spacery, skoro tak dobrze dzialaja na moja skolatana dusze. A moze wlasnie potrzebowalam takiej przerwy od zycia i spacerow? Moze tak musialo byc, zebym od nowa za tym zatesknila? Bo wrocila mi nagle chec do walesania sie po okolicy z psem.
 Nastroj poprawil mi tez pewien zakup. Nasza stara szafka lazienkowa juz od dluzszego czasu nie wygladala dobrze, a i warunki, w jakich przyszlo jej przebywac od blisko 30 lat, nie posluzyly jej wygladowi, bo wilgoc nie sluzy nikomu i niczemu. Ale wciaz byly jakies wazniejsze wydatki. Jednak kiedy ktoregos dnia dostrzeglam, ze szafka sie rozlazi, uznalam, ze nadeszla pora na nowa, zanim ta spadnie wraz z zawartoscia na umywalke, wtedy wydatki beda o wiele wieksze. No to zamowilam, przyslali, ale wiadomo, ze slubny nie dotknie sie do montazu, zreszta nie chcialam wysluchiwac jego mendzenia. Poprosilam zatem corke, ktora wraz z jej "dochodzacym" wpadli ktoregos popoludnia, poodlaczali pradowo stara szafke, szybciutko zmontowali te nowa, przylaczyli do pradu i nareszcie nie tylko w lazience wyglada lepiej, ale drzwiczki otwieraja sie normalnie, bo w tej starej bardzo sie juz haczyly. Do tego mam dodatkowa powierzchnie do przechowywania, bo stara szafka dysponowala tylko dwoma schowkami, czesc srodkowa to bylo samo lustro, ta nowa ma trzy schowki, wiec czesc klamotow, ktore zdobily pralke, jest juz pochowana, co tez cieszy i mniej sie kurzy. No to sie pochwale.


 To okragle male lusterko przyklejone (przyssane) do drzwiczek szafki, jest 10krotnie powiekszajace, w nim moge sie swobodnie pindrowac bez okularow. Gorzej, ze w nim kazda najmniejsza zmarszczka wyglada jak row marianski.
 Powolutku wracam wiec do zywych, boje sie tylko, ze w tej nielatwej podrozy cos mi zastapi droge i znow wpadne na dno dna, skad nielatwo bedzie wypelznac. "Dochodzacy" bardzo u mnie zapunktowal, nie tylko sympatyczny i dobrze wychowany, ale tez utalentowany majsterklepkowo, a na koniec polecil sie na przyszlosc, gdybym czegos potrzebowala. Juz go lubie. 😏
 Znacie zapewne powiedzonko "rzucic sie jak szczerbaty na suchary"? No wiec sie rzucilam po dluzszym czasie biernosci ruchowej. Wystarczyl jeden dzien 10-kilometrowki z Zoska i nastepny z Toyka, zebym wieczorem miala dwa razy wieksze objetosciowo kolano, to, w ktorym zdiagnozowano mi artroze. No i caly misterny plan aktywnosci i uszczesliwiania Toyki poszedl sie bujac. Musze przystopowac, bo boli przy kazdym kroku, a kiedy opuchlizna zejdzie, zaczne od krotszych dystansow i bede je powoli zwiekszac, zeby znow nie zrobic sobie krzywdy nadmierna nachalnoscia.

15 września 2024

Zostac z niczym

 W Poznaniu wybuchl pozar w starej kamienicy, zgineli w nim dwaj mlodzi strazacy, ale nie bylo ofiar wsrod mieszkancow, zdazyli sie szczesliwie ewakuowac. W Lodzi trwaja odwierty tunelu srednicowego, z tego powodu zawalila sie oficyna XIX-wiecznej kamienicy. I znow szczescie w nieszczesciu, ze mieszkancom nakazano wczesniej ewakuacje, tak na wszelki wypadek. Kiedy jeszcze mieszkalam w  Polsce, w Lodzi doszlo w latach 80-tych do wybuchu gazu na skutek rozszczelnienia instalacji gazowej przez koparke, blok zlozyl sie jak domek z kart, dwie osoby poniosly smierc, reszta mieszkancow byla w tym czasie w pracy lub szkole. Rozne zywioly czy wypadki losowe pozbawiaja ludzi dachu nad glowa i mozna mowic o niebywalym szczesciu, kiedy ich ofiary pozostaja przy zyciu, ale jednoczesnie nie maja nic, bo nierzadko z rumowiska/pogorzeliska nie da sie niczego uratowac, bo albo caly dobytek ulegl zniszczeniu, albo ratowanie resztek jest zbyt niebezpieczne i sluzby odmawiaja dostepu do miejsca katastrofy. 
 Wielokrotnie w takich przypadkach zastanawialam sie nad losem tych biednych ludzi, ktorzy dzielic musieli emocje miedzy wdziecznoscia za ocalenie zycia, a niepowetowana strata wszystkiego, czego ci ludzie dorobili sie przez cale zycie. Jasne, ze panstwo spieszy z pomoca, choc nie jest to pomoc latwa, trzeba na cito organizowac mieszkania, ktorych jak wiadomo, nie ma w nadmiarze, trzeba te mieszkania jakos umeblowac, wyposazyc w drobiazgi niezbedne do zycia, dac podstawowe ubrania, ale im bardziej poszkodowani sa wyposazani, tym wieksza maja swiadomosc strat, ktorych zadna miara nie da sie zastapic. Zdjecia, pamiatki, bibeloty, drobiazgi, twory wlasnych rak, rysunki dzieci, ich pierwsze wlosy, mleczne zabki... mozna wymieniac bez konca. Dokumenty rodzinne, swiadectwa, dyplomy - tego nie da sie odzyskac, zduplikowac. 
 Ja nie jestem minimalistka, zbieram rozne rzeczy, pamiatki, dokumenty i zupelnie nie moge sobie wyobrazic sytuacji, gdyby by mi to wszystko z zycia zniknelo, o np. moj caly ksiegozbior, ktory przewozilam tutaj z Polski. Wiem, ze teraz moglabym sobie kupic prawie wszystkie te ksiazki na nowo, ale to juz nie bylyby te moje zaczytane, tylko nowe, obce. 
 Mysle o tych ludziach, ktorym za ocalone zycie odebrano wszystko inne, co kiedys bylo dla nich cenne i ukochane. Oczywiscie, nie ma nic cenniejszego od zycia, ale nie wiem, czy to ocalone zycie byloby dla mnie tyle samo warte, co zycie przed katastrofa.
 

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...