Translate

28 stycznia 2025

Nienawidze zimy jak dzumy

 No dobra, siedze cicho i nie wywoluje wilka zimy z lasu, bo z zemsty moze mi tak dowalic, ze sie nie pozbieram i zapomne, jak sie nazywam. No bo snieg najpierw zlodowacial i bylo slisko jak diabli, a potem sobie stopnial, za to pogoda sie poprawila i dni byly sloneczne i piekne. Za to noce... olaboga, mrozne jak czort. No i ktoregos wczesnego ranka wychodze sobie ci ja z domu z pelnym przekonaniem, ze przeciez nic zlego nie moze sie wydarzyc, szyby z przodu i z tylu opatulone plachtami, wiec skrobanki najwyzej po bokach, a tu nagle kluczyk mi do zamka nie pasuje. Kiedys moglismy tymze kluczykiem otwierac auto zdalnie, ale przypominam, ze pojazd nasz liczy sobie w tym roku 20 lat, wiec zdalnosc sie wycierpiala, zas kiedy udalam sie do Toyoty, zeby mi ja przywrocili, to oni oczywiscie bardzo chetnie, ale blisko cztery stowy sie nalezy. No to zrezygnowalam, bo jeszcze sie z idiota na lby nie zamienilam i moge sobie te drzwi otwierac kluczykiem. Znaczy moge, jesli zamek nie zamarznie. O uszczelki zadbalam i drzwi nie przymarzaja, ale nie spodziewalam sie, ze mgla dostanie sie do zamka i tam zastygnie. Ostroznie probowalam wetknac ten klucz dalej, naprawde ostroznie, bo czego mi do pelni szczescia brakowalo, to zlamanie kluczyka w jedynym zamku w pojezdzie. Nie dalo sie, wiec polecialam z powrotem do domu szukac specjalnego odmrazacza do zamkow. Wiedzialam, ze go na pewno mam i mgliscie przypuszczalam w ktorym miejscu go zadolowalam. Niestety nie bylo, a ja nie mialam czasu szukac gdzie indziej, ale znalazlam  WD40 - panaceum na wszystko, wiec postanowilam uzyc tego cudu, a poszukiwania odmrazacza do zamkow zostawilam sobie na po pracy. Jakims cudem zadzialal, co mnie tylko utwierdzilo w przekonaniu, ze to naprawde cudowny srodek. Wprawdzie nie tak dawno haczyl sie klucz w drzwiach od mieszkania, a ze slubny przestal ostatnio sluzyc jako zlota raczka, to musialam przejac po nim drobne naprawy. Siknelam zatem WD40 w zamek i teraz chodzi jak po masle. Aleee... nie wiedzialam, czy zadziala na dosc duzym mrozie, na szczescie jest niezawodny. 
 Po pracy zabralam sie do poszukiwan odmrazacza zamkow, bo taki sikany odmrazacz do szyb to woze w bagazniku, ale zeby moc tam zajrzec, jak rowniez pozdejmowac plachty z szyb, musze najpierw otworzyc drzwi. Podswiadomie jakos wiedzialam, ze odmrazacz do zamkow musi byc skitrany gdzies poza samochodem, logiczne, co nie? Przekopalam szafke techniczna, nawet skakalam po drabinach, szukalam w piwnicy, w koncu zrezygnowana postanowilam kupic nowy. Ale slubny, niby taki nieogarniety demencyjnie, polecial szukac w bagazniku, co mnie tylko wkurzylo, bo tam przeciez nie moglam tego wsadzic. I co powiecie? Znalazl! Jaka trzeba byc blondynka z lebem zamienionym z najglupszym glupkiem, zeby odmrazacz do jedynego zamka w samochodzie wrzucic do bagaznika, ktory mozna otworzyc dopiero po otwarciu zamka centralnego w drzwiach, a ten jest wlasnie zamarzniety. 
 Ide sie zabic. Na smierc!!!

26 stycznia 2025

Tylko dokad?

 Niedawno gadalysmy sobie z moimi corkami o rzeczach roznych, takie dyskusyjne mydlo-powidlo, w koncu dyskusja zeszla na cel emigracji. Bo trzeba Wam wiedziec, ze moje dzieci od dluzszego czasu rozwazaja wyprowadzke z Niemiec na stale. Dlaczego? No czy ja Wam musze tlumaczyc? To panstwo konczy sie, jest na rowni pochylej, zarowno gospodarczo, politycznie, technicznie i... tak, tak - migracyjnie. Nawpuszczano tu tak wielu pasozytow, rozmnazajacych sie w tempie geometrycznym, z ktorych wiekszosc ani mysli podjac pracy, za to chetnie podejmuje dzialalnosc przestepcza, sa bezkarni, robia co chca, zakladaja wlasne terytoria, gdzie nawet sluzby nie maja wstepu, a ich dzialania sa niestety rozwojowe i nic nie wskazuje na to, ze sytuacja jakkolwiek sie poprawi. Przy czym normalni pracujacy Niemcy oddaja polowe wynagrodzenia na utrzymywanie tych darmozjadow, emerytura wynosi juz ponizej 50% zarobkow i spada, bo ci przybyli inzynierowie ani mysla wlasna praca zasilac kasy rentowej. Dla kobiet zycie w tym kraju staje sie coraz trudniejsze i niebezpieczniejsze i jesli nasi goscie w koncu dopna swego i zaczna wprowadzac szariat, o czym juz otwarcie mowia, wiec nie jest to moj wymysl, to kazda kobieta w tym kraju bedzie miala totalnie przechlapane. I nie jest to wcale niemozliwa czy daleka przyszlosc, to sie dzieje. Technicznie Niemcy sa juz nie tylko za Polska, ale za niektorymi krajami afrykanskimi, tu nadal istnieja martwe obszary, gdzie nie ma zasiegu telefonii komorkowej czy internetu. Halo, mamy juz cwierc nowego wieku za soba, jakby ktos nie zauwazyl, no ale jesli pieniedzmi podatnikow obdarowywane sa obce panstwa, to dla Niemcow nie wystarcza. Biurokracja hula jak w XIX wieku, Musk zakladajac tu fabryke Tesli, musial wszystko przedstawiac na papierze, Niemcy nie honorowali trybu internetowego, facet naliczyl 25.000 papierow i dokumentow, ktore musial przygotowac, wypelnic i podpisywac, inaczej sie nie dalo. Moglabym tak dlugo wymieniac, ale juz chyba mniej wiecej wiecie, dlaczego Niemcy decyduja sie opuscic ten kraj niegdys mlekiem i miodem plynacy.
 Nasze z dziecmi dyskusja zeszla na cel emigracji, no bo jechac gdzies z deszczu pod rynne? Europa coraz bardziej upodobnia sie politycznie i migracyjnie do Niemiec, tu ewentualnie w gre moglaby wchodzic jedynie Szwajcaria, ktora nie jest w unii, a migrantow traktuje po swojemu, tam Szeherezady nie moga wystepowac w tych swoich workach na smieci, a urzedniczki panstwowe nosic nawet chustek na glowach. Nie podoba sie - wyp***aj tam, gdzie pozwola ci na przebieranki, u nas albo sie dostosujesz, albo won. Za co wlasnie kocham Szwajcarow, bo tam nikt nie histeryzuje o prawach czlowieka, tam prawa maja autochtoni, reszta musi sie dopasowac. Idzmy zatem dalej, Australia i Nowa Zelandia? Z tego, co wiem z pierwszej reki, sytuacja i tam nie jest najlepsza, migrantow pelno, sa grozni i brutalni, przestepczosc kwitnie, ruch jest lewostronny (brrr...!!!), a wszedzie lata, pelza i plywa zagrozenie, w duzej czesci jadowite albo w inny sposob zagrazajace zyciu i zdrowiu. Trzeba by bylo przyzwyczajac sie do sprawdzania zawartosci laczkow przed wsunieciem do nich stopy i ostroznego podnoszenia klapy kibelka. Nie dla mnie! Jakies Polinezje, Indonezje, Tajlandie, gdzie czesciowo panuje islam, no tez nie za bardzo, poza tym jezyk, brak porzadnej opieki lekarskiej. Ja tam mam swoj typ, ale brakuje mi troche kasy, mianowicie Hawaje, na tyle daleko od wlasciwych USA, ze nie placza sie tam hordy migrantow z Ameryki Lacinskiej i na tyle daleko, ze pontonem nie dotra muzulmanie. Jezyk znany i prosty do nauczenia, ruch prawostronny, klimat fajny, banany w ogrodku. Jedyne zagrozenie to ze te cale Hawaje moga ktoregos dnia wybuchnac pod tylkiem, ale wtedy smierc bedzie gwaltowna i szybka. Obie Ameryki? No tez nie za bardzo, zwlaszcza poludniowa, gdzie katoliki modla sie zamiast pracowac, handluja narkotykami i kobiety maja za nic. 
 Naprawde trudno znalezc jakies normalne i bezpieczne miejsce na ziemi, ktorego jeszcze nie opanowaly hordy oszalalych muzulmanow, pod pretekstem szukania ochrony, a w gruncie rzeczy, by islamizowac swiat zachodni. Wielkim, choc nie w pelni docenianym zagrozeniem sa Chiny, zarowno gospodarczo, jak i poprzez wykupywanie  nieruchomosci na calym swiecie. Obysmy sie ktoregos dnia nie obudzili w Chinach nad Wisla czy Renem.
 Ehhh... wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma.

24 stycznia 2025

Bardzo sie boje

 Dwa dni temu w bawarskim Aschaffenburgu doszlo do potwornego zamachu, w ktorym zginelo dwuletnie dziecko i mezczyzna probujacy ochronic pozostale dzieci, bo afganski zamachowiec rzucil sie z nozem na taki wielki wozek, ktorym opiekunki przewozily dzieci ze zlobka do pobliskiego parku. To scierwo ryczalo podczas szlachtowania nozem malego dziecka o likwidowaniu chrzescijanskiego pomiotu. Jak podaja agencje, sprawca leczyl sie psychiatrycznie, ale nie bral lekarstw, mogloby sie wiec wydawac, ze chory czlowiek, wiec o co biega. Ano o to, ze to wielokrotnie notowany przestepca, ktoremu juz dawno odmowiono prawa do azylu i ktory rownie dawno powinien zostac deportowany. Cos Wam to przypomina? Taaak! Mannheim, Sollingen, Magdeburg i kilka pomniejszych to sprawcy, ktorzy mimo nakazu nie zostali deportowani, a takich jest w samych Niemczech cale mnostwo. Kiedy pomysle, ze to mogla byc Zoska albo Junior... czlowiek oddaje dzieci pod opieke i mysli, ze sa one bezpieczne, a okazuje sie, ze rzad mocniej chroni islamskich przestepcow niz wlasnych obywateli, w tym tych najbardziej bezbronnych. Wielkie pogardliwe WOW, bo mezczyzna, ktory rzucil sie dzieciom na pomoc, posthum otrzyma jakis gowno wart order za odwage, rzeczywiscie bardzo mu to pomoze na tamtym swiecie. Dwa dni wczesniej w Aschaffenburgu mial miejsce protest "Babcie przeciw prawicy", to takie akcje organizowane prawdopodobnie przez rzad landowy, zeby sie nie nazywalo, ze jedynie lewackie bojowki finansowane przez rzad federalny czy inne Antify wystepuja przeciw AfD i sa przeciwne tej partii, jak wszyscy to wszyscy, babcie tez! Ciekawa jestem, jak teraz czuja sie te wojujace babcie. Jeszcze wiekszy niesmak wzbudzila "dziennikarka" oddzialu rezimowej telewizji na Bawarii, ktora mowiac o tym dramatycznym zamachu, uzyla sformulowania, ze byl "interessant und spannend" (interesujacy i ekscytujacy, zajmujacy). Oczywiscie propagandowe media zdazyly juz usunac ten wykwit lekcewazenia i pogardy dla ofiar, ale wiadomo, ze w internecie nic nie ginie i filmik hula tam dalej w najlepsze. Ta lalunia powinna natychmiast stracic prace, byloby to bardziej ekscytujace. I jeszcze interesujaca i ekscytujaca ciekawostka, chlopczyk, ktory stracil zycie byl z Maroka, ciezko ranna dziewczynka z Syrii, widocznie zamachowiec nie zorientowal sie tak do konca, ze to nie chrzescijanski pomiot, dzgal nozem na oslep. I nie, nie uspokaja  mnie to ani troche. Mam tylko nadzieje, ze rodzice tych dzieci znajda okazje, zeby tego sqrwiela dopasc i zabic, bo muzulmanie tak maja, tam nadal obowiazuje koseks Hammurabiego i oko za oko.
 
Czy ja mialam omamy, bo wydawalo mi sie, ze Zuckerberg glosno i wyraznie oznajmial swiatu, ze znosi wszelka cenzure na fb. Ale nie bedzie przeciez glupi Zyd dyktowal politycznie poprawnemu rzadowi Niemiec zaprzestania tzw. Faktencheck, o czym przekonalam sie dwa dni temu, kiedy to na histeryczne reakcje o rzekomo nazistowskim gescie zamawiania pieciu piw przez Muska, wkleilam na swoim profilu zdjecie czworga demokratow toczka w toczke tak samo podnoszacych lapki, tj. schwytanych obiektywem w momencie gwaltownej gestykulacji. I co powiecie? Natychmiast zameldowal sie u mnie Faktencheck, ze te zdjecia sa wyjete z kontekstu, ze oni przeciez nie hajlowali, ale mimo to zdjecie nie zostalo z mojego profilu usuniete, a ja zbanowana czy w inny sposob ukarana. Za to na X pojawil sie filmik ukazujacy w niektorych przypadkach moment zrobienia zdjecia. Oczywistym jest, ze ci ludzie nie hajluja, ale jak latwo jest manipulowac faktami i pokazywac hajlujacego Muska, ktory dokladnie w taki sam sposob jak tamci gestykulowal, a ktos postaral sie o zamieszczenie w mediach tylko jednej stopklatki. Kto jest na fb, moze sobie odnalezc ten wpis na moim profilu i przekonac sie, ze cenzura nadal hula.

22 stycznia 2025

No nareszcie!

 Wreszcie mam nie tylko porzadek w nowym laptoku, ale i drukarka przestala sie fochac. Odkad bowiem nastal w domu nowy router, drukarka pokazala mi srodkowy palec i ani myslala wspolpracowac. Robilam, co i jak umialam, ale nie udalo mi sie jej przywrocic do zycia, wiec z kazdym belegównem musialam latac kopiowac do corki. Cale szczescie, ze nie prowadze jakiegos biura i koniecznosc kopiowania czegokolwiek bywala sporadyczna. No ale to denerwuje, czlowiek ma sprzet w domu, i to relatywnie nowy, a nie moze z niego korzystac. Ta drukarka przestala dzialac jeszcze przy starym lapku, od momentu wymiany zepsutego routera, i caly czas nosilam sie z zamiarem poproszenia guru o pomoc, ale tak schodzilo, schodzilo, az stary lapek zaczal sie biesic z klawiatura, a ja tu przeciez potrzebuje sprawnej klawiatury jak powietrza, bo kto za mnie bedzie pisal posty co drugi dzien? Sie pytam? A ze smartfona to ja nie umiem i nie chce sie nawet uczyc. Szybko wiec kupilam nowy sprzet, o czym pisalam 10 stycznia, a ze guru pechowo zlapal jakas infekcje, wiec procesy przesylowe i ustawianie nowego bardzo by sie w czasie wydluzylo, dlatego ustawilam sobie, co umialam, zeby moc uzywac, a na jego pomoc moglam juz spokojnie poczekac. 
 Guru wyzdrowial, choc jeszcze chrypial, wpadl i w dwie godziny zainstalowal, wzglednie zdeinstalowal to, co chcialam/nie chcialam miec na lapku, w koncu doszlismy do drukarki, ktora byla ostatnia na mojej liscie "to do". Siedzielismy w kuchni, gdzie na stole miescily sie oba laptoki, a drukarka stoi w salonie na regale, wiec guru polecial tylko sfotografowac jej nazwe i typ, zeby w kuchni zdalnie ja podlaczyc. Niestety wszystkie proby spelzaly na niczym, glowil sie, wzdychal, wyrzucalo go drzwiami, to wchodzil z innej strony oknem, ale drukarka pozostawala martwa w swoim uporze. Zabral wiec nowego laptoka i przeprowadzil sie do pokoju. Widzialam jego zniecierpliwienie, bo i tam nie byl w stanie niczego zdzialac. Polaczyl nawet lapka z drukarka kablem i tak probowal cos osiagnac, niby cos wydrukowala, ale po usunieciu kabelka dalej trwala w stuporze. Tak sobie pomyslalam, ze skoro on nie moze, to ja z pewnoscia nigdy bym nie dala rady tego dokonac. Juz nawet zaproponowalam mu, ze kupie inna drukarke, ale on sie uparl, no jakos mu ta moja oglupiala drukarka na ambicje wjechala. 
 Tu musze wetknac mala dygresje. Kiedy bowiem stary router wyzional ducha, mila pani w telefonie proponowala mi jakis super-hiper szybki i nowoczesny, ale niestety o dyche miesiecznie drozszy router. A po co mi taki, skoro na moje potrzeby wystarczal ten, ktory mialam, wiec poprosilam o taki sam. Tyle tylko, ze juz takiego samego nie mieli, a ten nowszy model tanszego routera okazal sie w jakis sposob slabszy i gorszy od swojego poprzednika. Sprzecik stoi sobie w przedpokoju, bo tam jest gniazdko telefoniczne. Dotad stal po prawej stronie wieszaka na garderobe, czyli w wiekszym oddaleniu od salonu, Guru przestawil go na lewa strone, blizej drzwi do salonu i drukarka zaskoczyla od razu (roznica pol metra). Jestem zla i rozczarowana Telekomem, ze chcac zmusic klientow do brania drozszych routerow, te tansze robi znacznie gorszej jakosci, zeby ludzie nie mogli z nich swobodnie korzystac i zeby sie na tyle wkurzali, by brac te drozsze.
 No w kazdym razie na te drukarke guru zuzyl dwie godziny, zanim przywrocil ja do zycia, razem do kupy zmarnowal na mnie cztery godziny. On nigdy nie chce pieniedzy, wiec tym razem dostal butelke mojego ajerkoniaku i kalendarz z widoczkami Lodzi. Zloty chlopak, znam go jeszcze z jego nastoletnich czasow, a teraz dobiega 50-tki. Mieszkalismy w jednym domu, on sie stamtad wyprowadzil wczesniej, pozniej jego rodzice sie rozeszli, a jego mama przeprowadzila na obecne osiedle, pomagalismy jej przy przeprowadzce, a trzy lata pozniej i my sie tu sprowadzilismy. Wprawdzie juz nie mieszkamy w jednym domu, ale znow blisko. Guru po rozstaniu ze swoja partnerka, teraz tez mieszka w naszym poblizu, wiec jestesmy w trojke sasiadami.

20 stycznia 2025

Ehhh, ci Nigeryjczycy (i nie tylko)

 W mediach az huczy od njusow, ze jakas madra inaczej kobieta z Wloch dala sie nabrac na internetowa milosc z Bradem Pittem i zaplacila za jego "leczenie" jakos ponad 800 tysiecy euro. Byly nawet dramatyczne zdjecia tego "Brada Pitta" ze szpitala, bo teraz sztuczna inteligencja duzo umie, nawet z Nigeryjczyka zrobic amerykanskiego amanta. Wszystkie te doniesienia sa w przesmiewczym tonie, jak mozna byc tak naiwnym, by nie powiedziec glupim. Podobnie zreszta dziala oszustwo na amerykanskiego generala, ktory najpierw rozkochuje w sobie jakas samotna i teskniaca za miloscia kobiete, potem zdradza jej sekret o skarbie pozostawionym w Afganistanie, roztacza przed nia widoki zycia we dwoje w Ameryce za te miliony, ktore trzeba tylko odzyskac z Afganistanu, a chwile potem zaczynaja sie pietrzyc przeszkody uniemozliwiajace przejecie owych milionow. Bo przesylka juz idzie, ale utknela, trzeba uiscic mala lapowke, tylko 5 tysiecy dolkow, a on wlasnie wydal ostatnie oszczednosci na dom dla nich obojga i chwilowo nie ma drobnych. Dalszy ciag jest ogolnie znany, niewiasta zostaje na lodzie z dlugami.
 Podobnie rzecz sie ma z dramatycznymi telefonami, scenariusze bywaja rozne, albo dzwoni dziecko czy wnuk, z placzem, bo mial/a wypadek samochodowy z ofiara smiertelna i za chwile trafi do wiezienia, no chyba ze posmaruje sie tu i tam, a wtedy policja odstapi od czynnosci. Inna wersja to telefon z policji, a co smieszniejsze na ekranie wyswietla sie numer dzwoniacego 110 (Niemcy) czy 997 (Polska), co juz z gory powinno budzic nieufnosc, bo te numery dzialaja wylacznie w jedna strone, to sa numery alarmowe, na ktore mozna w razie potrzeby zadzwonic, natomiast z tych numerow nie da sie nigdzie dzwonic. A wiec dzwoni "policja" i nawija, ze zlapali jakas bande i w ich rece dostala sie lista przyszlych ofiar tejze bandy, w tym wlasnie rozmowcy i teraz trzeba ratowac mienie i majatek, bo niestety nie cala banda jest pod kluczem. I ludzie oddaja bizuterie i oszczednosci, zeby je uchronic przed kradzieza.
 Juz nawet pracownicy bankow sa szkoleni pod katem wylapywania i ostrzegania starszych osob, ktore chca nagle wyczyscic wlasne konta, ale mimo wielu akcji informacyjnych nadal ludzie nabieraja sie na te tanie triki. 
 Ja oczywiscie butnie oznajmialam calemu swiatu, ze ze mna cos takiego nie byloby mozliwe, ale potem gleboko sie zastanowilam i juz nie bylam taka pewna, po uslyszeniu nagrania takiego polaczenia, majacego na celu zaszokowanie i nie pozostawiajacego czasu na zastanowienie sie czy pomyslenie. Dzwoni rozszlochana kobieta, nieskladnie i nerwowo wyplakuje z siebie o wypadku, ktorego jest sprawczynia, a zaraz potem sluchawke odbiera od niej "policjant" i tlumaczy, ze tylko grubsza suma moze uchronic ja przed dlugoletnia odsiadka. Malo tego, "policjant" stale pozostaje na linii, zeby osoba, do ktorej dzwoni, nie mogla nigdzie zadzwonic, zeby sprawdzic cokolwiek. Tu nie ma czasu ani okazji na myslenie, "policjant" popedza, w tle placze czlonek rodziny, no pelna profeska godna Oscara. 
 Popadlam zatem w zadume, jak ja bym zareagowala na takie polaczenie z placzaca ktoras z moich corek, pewnie mialabym stan przedzawalowy. Przez caly czas wbijam sobie do glowy, ze powinnam zapytac najpierw o imie, nigdy nie pytac "czy to ty, Dorotko (zadna z moich corek nie ma tak na imie)?" albo przeciwnie, wlasnie spytac podajac jakies falszywe imie, bo jesli rozmowczyni przytaknie, to wiadomo. Ja moglabym jeszcze przejsc na polski, ale ryzyko jest takie, ze w takich polaczeniach specjalizuja sie wlasnie ludziki z Polski i jeszcze mogliby odpowiedziec po polsku. Tak wiec chyba najlepszym rozwiazaniem jest nie dac sie zaskoczyc i podac falszywe imie dziecka/wnuka. Ja wiem, latwo powiedziec, ale moze warto wbijac sobie do glowy taki przebieg rozmowy. No i ostrzegac, ostrzegac, ostrzegac starszych czlonkow rodziny, zeby nigdy nie wierzyli w podobne opowiesci przez telefon. Bo raczej na stesknione milosci samotne kobiety nie ma bata, tak bardzo chca wierzyc, ze usmiechnelo sie do nich szczescie w postaci Pitta czy innego amerykanskiego milionera, ze oburzylyby sie na zarzut, ze to tylko oszust.

 

18 stycznia 2025

Oesu!

 Zaczelo sie od focha Starej Jedzy, ktora chylkiem zmienila tytul bloga i nikt tego nie zauwazyl. Nie to co ja, ktora zmiane tytulu oglaszala z fanfarami i wyjasnieniami. U mnie nie bylo opcji, ze ktos nie zauwazy, bo dodatkowo jeszcze zlecilam KI wygenerowanie ilustracji tej pantery z aureola z alufelgi. No czytacz musialby byc calkiem slepy i czytac co drugi wers i to bez zrozumienia, zeby sie nie natknac. Jedza natomiast jeden napis zmienila na drugi, choc w mojej czytelni nadal tkwi ten stary tytul, nie zmieniajac wygladu szaty graficznej. No ktoz by na to wpadl, bo przeciez nie ja. Przy tej okazji wrocilam wspomnieniami do poczatku lat 90-tych, kiedy to pracowalam w knajpie u bylego policjanta, ale nie takiego kraweznika, tylko fachowca do spraw powaznych, ktory co prawda stracil prace, bo byl alkoholikiem, a knajpe kupil sobie, bo mial zakaz wstepu do innych lokali, jako ze po alkoholu zle sie zachowywal. Czlowiek naprawde bardzo inteligentny i mozna bylo gadac z nim na rozne tematy, dopoki poziom alkoholu nie przekroczyl pewnego limitu.
 Ktoregos dnia rozmawialismy o swiadkach, takich przecietnych ludziach, ktorzy byli przesluchiwani na okolicznosc jakiegos czynu przestepczego. Zdarzyl sie wypadek, kierowca uciekl, swiadkowie sa pytani, jaki to byl pojazd, kto siedzial za kierownica, numery rejestracyjne itp. Albo zlodziej w sklepie, wyglad, ubranie, znaki szczegolne. Wtedy jakos zdalam sobie sprawe, ze ja nie zauwazam praktycznie niczego, no naprawde! Chyba z trudem przypomnialabym sobie plec, a i tak nie dalabym za to glowy, ale wzrost, ubranie, wlosy, znaki szczegolne to juz zupelnie nie. No chyba, ze bylby czarny, ale gdyby pozniej przyszlo mi wskazac wlasciwego w szeregu innych czarnoskorych, to juz bym nie dala rady, bo dla mnie oni wszyscy sa jednakowi. Dlatego miedzy innymi nie ogladam filmow, w ktorych jest duzo Murzynow, bo mi sie myla, jak gra jakis jeden, to jeszcze daje rade. Ja nawet nie zauwazam znajomych na ulicy, no chyba ze ktos na mnie wlezie albo zawola po imieniu. Wiele osob miewalo do mnie pretensje, ze nie odpowiedzialam na pozdrowienie albo kiedy jechalam autem, nie zareagowalam na kiwniecie czy nawet mrugniecie swiatlami. No tak mam i juz. Ja nawet kiedy kogos poznam, od razu zapominam nie tylko jak sie nazywal, ale jak wygladal. Dopiero po wielokrotnych spotkaniach czyjas fizys wbija mi sie w pamiec. Albo jak kogos dawno nie widzialam, kojarze, ze znam, ale juz nie wiem skad i jak dobrze. No jest to nieco upierdliwe w zyciu, z zarzutami o arogancje wlacznie, ale ja tak mam. Kiedy spotykam sie z kims dobrze mi znanym, to pozniej np. nie wiem, jak ta osoba byla ubrana, no za chiny i na torturach nie przypomne sobie, chocbysmy nie wiem jak duzo czasu ze soba spedzili. W moim przypadku to chyba jeszcze nie jest ta slynna prozopagnozja, ale podejrzewam, ze jakas jej lekka odmiana dotyczaca nie tylko twarzy, ale w ogole percepcji calego otoczenia czy zjawisk. Tak ze ten... nie powolujcie mnie w razie czego na swiadka, bo w tej kwestii jestem calkiem bezuzyteczna.

16 stycznia 2025

Dom wielopokoleniowy

 Natknelam sie, co prawda z wieloletnim opoznieniem, na wzmianke o powstalym w Lodzi tzw. domu wielopokoleniowym, podobno pierwszym w Polsce, choc biorac pod uwage, ze oddany zostal pod koniec 2018 roku, moze znalazl juz nasladowcow w innych miastach. O takich domach czytalam, ze powstalo ich wiele w Niemczech, Holandii i innych panstwach. Pomysl uwazam za przedni, ale...
 Chyba wiekszosc z nas wychowywala sie w takich domach, choc wtedy nie nazywaly sie one domami wielopokoleniowymi, to byly zwykle kamienice z klasycznym podworkiem, z sasiadami, u ktorych drzwi zawsze byly otwarte, mozna bylo wchodzic bez pukania, kiedy czlowiek czegos potrzebowal. Dziecmi, ktore w tych kamienicach mieszkaly, opiekowal sie kazdy. Kiedy rodzicow akurat nie bylo w domu, mozna bylo znalezc azyl u sasiadki, przechowala, nakarmila, zaopiekowala sie. Starszym lokatorom pomagali mlodsi, przynosili wegiel z piwnicy, nie oczekujac niczego wzamian, ciezsze zakupy pomagali nosic z ryneczku czy ze sklepu. Wiedzieli jednak, ze w razie potrzeby te starsze osoby popilnuja dzieciaka, nakarmia koty i podleja kwiatki podczas urlopu, doradza, podziela sie doswiadczeniem, uszyja cos czy wydziergaja jakis oryginalny sweterek dla malucha, bo byly to czasy, kiedy w sklepach polki nie uginaly sie od fajnych artykulow. Podworko sluzylo wszystkim, posadzilismy tam drzewa, co roku na klombie sadzono nowe kwiatki, tam lokatorzy spotykali sie latem, siadali i snuli rozmowy do ciemnej nocy. To wszystko bylo takie naturalne, nie trzeba bylo tworzyc domow wielopokoleniowych, one byly wszedzie, zreszta wtedy w mieszkaniach tez zylo po kilka pokolen, rodzice mogli pracowac, bo dziecmi zajmowaly sie babcie i poki mogly, prowadzily dom, gotowaly i sprzataly, to byla normalna kolej rzeczy. A kiedy juz nie mogly dluzej pomagac, dostawaly od bliskich opieke do konca swoich dni, niewiele bowiem bylo domow opieki.
 Wszystko skonczylo sie, kiedy rodzice dostali mieszkanie w bloku, tam sasiedzi przestali sie znac, ledwie mowili sobie na schodach dzien dobry, ale juz nie spotykali sie, nie bylo zadnych wspolnych dzialan, pomagania sobie nawzajem, czesto nie zali nawet swoich nazwisk, odkad weszlo rodo. Pamietam, jak zawitalam do Orki, a tam na dzwonkach ani jednego nazwiska, a ja nie znalam numeru mieszkania. Nie mialam wtedy jej numeru telefonu na komorce, wiec zadzwonilam do slubnego do Niemiec, zeby on z kolei ze stacjonarnego powiadomil Orke, ze stoje pod jej drzwiami. Takie idiotyzmy tylko w Polsce, przeciez np taki kurier nie dostarczy przesylki, jesli nie ma na niej numeru mieszkania, a tylko nazwisko. U nas tez jest ochrona danych, ale w kazdym, doslownie w kazdym domu na dzwonkach i skrzynkach pocztowych widnieja wszystkie nazwiska lokatorow. W Polsce to jakas tajemnica panstwowa, ludzie nie zgadzaja sie, zeby ich nazwisko tkwilo na liscie lokatorow. Ale wracajmy do sasiedzkich wspolnot, ktore skonczyly sie na osiedlach i blokowiskach. Nawet jesli starsze sasiadki wylegaja na lawki, nawet gdyby chcialy zainteresowac sie cudzym dzieckiem, ktore psoci albo cos niszczy, predzej odebralyby opierdol od obrazonych rodzicow niz wyrazy wdziecznosci.  Dla mlodszych obywateli taka inicjatywa domow wielopokoleniowych jest genialnym pomyslem, dla nas to nic nowego.

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...