Translate

30 marca 2023

Nostalgia

 Tak mnie jakos naszla nostalgia za Lodzia, za starym heimatem, bo im wiecej czytam o tym miescie, im wiecej na lodzkich stronach ogladam, jak z dnia na dzien pieknieje, to tym wieksza moja zalosc, ze nie obejrze tego na zywo i pozostanie mi tylko zachwycac sie zdjeciami. Najchetniej zachwycam sie na stronie pewnego zapalenca, Patryka Robachy, Lodz zwana pozadaniem - przewodnik po Lodzi. Pisza o nim na stronie kawaisztukapl:
 

  Patryk Robacha - łodzianin z krwi i kości i to od siódmego pokolenia. Łódź zna jak własną kieszeń, a może i nawet lepiej. Człowiek o ogromnej wiedzy historycznej swojego miasta. Cztery lata temu zostawił swoją pracę i został przewodnikiem turystycznym w swojej ukochanej Łodzi. Wtedy mało kto w niego wierzył, że mu się uda. A jednak! Swoją otwartością, dobrym sercem i podejściem do ludzi zaskarbił sobie ogromny szacunek i zaufanie wśród mieszkańców jak i turystów. Z wielkim powodzeniem prowadzi swój fanpage na Facebooku Lódz zwana pozadaniem - przewodnik po Lodzi.

 

Rzeczywiscie prowadzi te strone z wielkim zaangazowaniem, organizuje wycieczki do ciekawych zakatkow mojego miasta urodzenia, a ja za kazdym razem zaluje, ze nie moge wziac w nich udzialu, bo np. nigdy nie bylam na lodzkim cmentarzu zydowskim, a jest to bardzo ciekawe miejsce. Na codzien pokazuje na stronie przepiekne zdjecia wykonane przez lodzian. A ja zaczynam zazdroscic dzisiejszym mieszkancom, ze maja te skarby na codzien, na wyciagniecie reki. 
Przyjezdzajac do mamy dwa razy do roku, zawsze obieralam sobie jakies cele do zwiedzania, na ktore nie mialam czasu (czy raczej ochoty), kiedy jeszcze tam zylam. Wtedy Lodz byla dla mnie najobrzydliwszym chyba miastem w Polsce, no moze po czarnych miastach  Gornego Slaska i marzylam, zeby przeprowadzic sie do Warszawy. Usprawiedliwia mnie tylko moj niegdysiejszy mlody wiek i pustoglowie. Lodz zaczelam doceniac, kiedy sie stamtad na zawsze wyprowadzilam, choc z poczatku przerazala mnie ta wolnoamerykanka rynkowa, inflacje, milionerzy na kazdym kroku, mafie, przestepczosc, ale kiedy te wichry przemian ucichly i wszystko sie nieco uspokoilo, zakochalam sie w tym moim miescie na zaboj, a do stolicy nie przeprowadzilabym sie nawet za najwieksza doplata, choc kiedys, za czasow babci, mialam dla Warszawy wiecej sentymentu, ale nigdy prawdziwej milosci. Te zostawilam dla dwoch moich miast, Lodzi i Getyngi, oba kocham, ale kazde inna miloscia.
Mam w planie jeszcze dwa razy odwiedzic Lodz i Polske w ogole, w sierpniu, zeby pozamykac wszystkie sprawy mamy i w terminie nieokreslonym na jej pogrzeb. Za stara juz jestem na bardzo meczace 12-godzinne nocne jazdy  autobusem, a poza tym nie chce sprawiac klopotu, choc wiem, ze wiele miejsc noclegowych stoi dla mnie otworem, a hotele sa troche drogie. W sierpniu wiec pozegnam Lodz juz na zawsze, mam program zwiedzenia kilku miejsc, na ktore wczesniej zabraklo mi czasu, bo podczas drugiego pobytu nie bedzie miejsca na zwiedzanie.
Pozostanie mi strona Patryka. Uwierzycie, ze nigdy nie widzialam kobierca z cebulic w Parku Klepacza, gdzie rosnie tez nasze europejskie drzewo roku, dab Fabrykant. Zawsze bowiem bywalam w Lodzi, kiedy cebulice juz dawno przekwitly. 
Mam nadzieje, ze po takiej laurce Patryk mi wybaczy wklejenie tutaj jego zdjecia z fejzbuka i nie bedzie dochodzil swoich praw na drodze sadowej.



 

28 marca 2023

Chyba na calym swiecie...

 ... no moze z wyjatkiem Japonii, gdzie zyja perfekcyjnie zaprogramowane roboty zamiast ludzi, urzedy i urzednicy czynia obywatelom zycie ciezkim do udzwigniecia. 
 U nas nagminnym jest wymaganie coraz to nowych papierkow i zaswiadczen przy zalatwianiau byle jakiej drobnej sprawy. Ja rozumiem, ze urzednicy musza zbierac wszelkie bumagi, ale niechby za jednym zamachem dali liste wszystkiego, co potrzebne, a nie za kazdym razem chcieli czegos jeszcze. Zoska potrzebowala paszport, bo wszyscy wybieraja sie na wakacje. Corka z roznych wzgledow nadal zameldowana jest w Getyndze, wiec wszystko zalatwia tutaj, za kazdym razem musi dzieci pakowac do auta i przyjezdzac. Juz kilka miesiecy temu pisalam, zesmy przechodzily droge przez meke ze zrobieniem zdjecia malej Zosce, ktora wcale nie chciala wspolpracowac. Jednego zdjecia urzednik nie przyjal, bo mala opierala glowke na ramieniu corki, a tlo ma byc jednolite, wiec ramie mu przeszkadzalo. Nastepne zdjecie zrobione zostalo na lezaco, na poduszce i to zaakceptowal, ale moje dziecko zapomnialo sobie wziac z tamtego domu akt urodzenia i cala wycieczka byla na marne. Drugim razem przyjechala, majac w ratuszu termin (od czasow pandemii nie ma szans dostac sie do urzedu bez ustalonego wczesniej mailowo terminu), ale z kolei system komputerowy padl i tego dnia nie szlo nic zalatwic, nie tylko w wydziale wydajacym paszporty. Mozecie sobie wyobrazic, jak sie corka wkurzyla, no ale zrobila trzeci termin i znow przyjechala do Getyngi, tym razem jednak tylko z Zoska, Junior zostal w domu z tata. Z jednym dzieckiem jest znacznie prosciej, bo taka Zoska np. spi w kazdych okolicznosciach, kiedy jej sie spac zachce, a Junior musi sie polozyc do lozka i pol dnia przecieka przez palce. Poza tym przy dwojgu dzieciach w urzedzie albo musi ich obydwoje unieruchomic w wozku, albo potrzebuje pomocy drugiej osoby, bo Junior wciaz by latal, odkad nauczyl sie chodzic, no i trzeba latac za nim. A tak wziela mala w "kangurka" i nie musiala wciaz rozkladac tego gigantycznego podwojnego wozka. Teraz juz byla pewna, ze w biegu odbierze sobie paszport Zoski (dzieci dostaja paszporcik wystawiany na miejscu, nie trzeba czekac) i bedzie mogla wracac. 
 Ale nie takie latwe gry z niemieckimi urzednikami, bo tym razem obslugiwal ja ktos inny, komu nie spodobalo sie zdjecie na poduszce, bo miala faldki, a tlo ma byc calkiem gladkie. Corka zadzwonila do mnie prawie placzac, ze nie ma juz sily, ze chyba tego paszportu nigdy nie zalatwi i ze znow musi leciec do fotografa, a mala jest w ostatnim czasie mocno placzliwa, wiec moze sie nie udac przymusic ja do lezenia spokojnie i powstrzymywania sie choc przez chwile od jakichkolwiek grymasow, od smiania czy plakania. Jednak tym razem udalo sie zrobic malej to zdjecie, a urzednik w ratuszu pozwolil jej wrocic pozniej i wejsc bez terminu. 
 Tak wiec Zoska ma nareszcie swoj dzieciecy paszporcik. Z paszportem Juniora nie bylo takich korowodow, juz pierwsze zdjecie bylo dobre i pierwszy termin w ratuszu getynskim byl owocny. 
 Pamietam, jak robilismy pierwszy paszport dla mamy Zoski i Juniora, wtedy trzymiesiecznej, bo jechalismy do Polski, a wtedy byly jeszcze dwie granice po drodze, no i wymagane paszporty dla dzieci. Siedziala do zdjecia u mnie na kolanach, moja bluzka byla w tle i nikt sie nie czepial, ze faldki czy inne tlo niejednolite, zrobili ten paszporcik od reki, wazny byl piec lat. Teraz czepiaja sie byle czego, wymagania maja z kosmosu, ale kiedy u nich cos nie gra, to wszyscy petenci musza miec zrozumienie.
 W kazdym razie kamien z serca, za trzecim przyjazdem, ale czwarto-piatym podejsciem udalo sie malej Zosce wyrobic dzieciecy paszporcik. Wszystko dobre, co sie dobrze konczy.

26 marca 2023

Tecza

 Sobota byla dniem kontrastow pogodowych, chyba tylko sniegu nam brakowalo. Przed poludniem mialam do zalatwienia drobne zakupy, na tyle drobne i lekkie, ze postanowilam powedrowac po nie pieszo, bo sklep oddalony jest o jakies dwa kilometry. Sluchawka w ucho, Okuniewska opowiadala mi o zyciu na Islandii, slonce swiecilo, wial lekki wiatr, a na niebie znienacka wykwitla tecza. 
Juz z daleka zauwazylam, ze ulica, przy ktorej znajduje sie ów sklep, jest zamknieta dla ruchu kawalek za sklepem. Wszystkie auta, ktore sie tam zapedzily, musialy zawracac, a nad miastem krazyl majestatycznie policyjny helikopter. Znow bowiem mamy stan podwyzdzonego ryzyka i kolejna ewakuacje mieszkancow w promieniu kilometra od miejsca, w ktorym przypuszczalnie leza niewybuchy z drugiej wojny swiatowej. W miescie roi sie od policji, karetek, wozow strazy pozarnej i organizacji pomocy technicznej (THW). Zawsze kiedy odbywaja sie takie cyrki, sprowadza sie policje z calego powiatu, czesto tez kadetow ze szkoly policyjnej, bo to naprawde gigantyczne wyzwanie logistyczne, zwlaszcza, ze nie brakuje glupkow, ktorzy nie doceniaja niebezpieczenstwa, a bardzo chca wszystko zobaczyc z bliska i nie stosuja sie do nakazu opuszczenia strefy zagrozenia czy tez razenia, jak kto woli. Juz podczas poprzedniej ewakuacji wylapywano wesolkow i wtedy kazdy z nich dostal grzywne w wysokosci od 1000 do 2000 euro, tym razem grzywne podniesiono do wysokosci 5000, jak kogos stac, niech sie bawi z policja w chowanego, kto bowiem bogatemu zabroni.
Kiedy wyszlam ze sklepu, bylo po pogodzie, slonce schowalo sie za gesta zaslona niskich stalowych chmur, wichur sciagal mi kaptur z glowy, a wciagnelam go, bo zaczal padac deszcz. Pomyslalam wtedy, ze pomysl spaceru do sklepu wcale nie byl taki dobry. Na szczescie deszcz byl maly i krotkotrwaly, a ze raznie maszerowalam, to bylo mi cieplo mimo wiatru i jakos donioslam suchy zadek do domu. Potem rozpetalo sie pieklo, deszcz walil jak z cebra, a wichur zacinal. Ale ja juz ogladalam ten armagiedon zza swiezo umytach szyb wlasnego cieplego mieszkania i blogoslawilam w duchu decyzje wczesniejszego wymarszu z domu.
Teraz czekam na aktualne wiadomosci o kontrolowanych detonacjach, ktore maja nastapic, kiedy teren bedzie juz "czysty", bez durnych ryzykantow, bo wszyscy mieszkancy juz dawno siedza bezpieczni w punktach zbiorczych, wywiezieni przez miejskie autobusy, ktore jeszcze jezdza, bo od poniedzialku zapowiadaja znow strajki, tym razem w towarzystwie pociagow dalekobieznych, regionalnych, tramwajow wodnych i ulicznych - slowem wszystko, co przewozi ludzi. Za chwile zaczna strajkowac szpitale, smieciarze, placowki oswiatowe. Ja tam jestem za, trzymam z tymi ludzmi, bo nie moze tak byc, ze ich szefowie taplaja sie w milionach dochodu, a oni na pensjach zblizonych do najnizszej krajowej. Wspolczuje tez ludziom niezmotoryzowanym, bo maja przechlapane w docieraniu do pracy. Tu jest jeszcze niewielkie miasto, mozna od biedy wsiasc na rower czy hulajnoge, ale w duzych miastach, gdzie metrem jedzie sie godzine... A pracodawcow nie interesuje, ze nie masz czym przyjechac, masz byc i juz. Ciekawe jak to sie skonczy, bo coraz wiecej i czesciej ludzie strajkuja, w koncu tak sie wqrwia, ze zrobia strajk generalny, a to dramat dla gospodarki. No ale "panowie magnaci" musza wiedziec.
EDIT: o 17.43 bomby zostaly zdetonowane, a ewakuowani mieszkancy mogli zaczac wracac do wlasnych siedzib. Krzywdy nie mieli, bo w centrach ewakuacyjnych zostali nakarmieni i napojeni.

24 marca 2023

Matematyka...

 "Matematyka nie jest potrzebna, historia na nic sie nie przyda, geografia zbedna, na ksiazki szkoda czasu, a myslenie meczy i frustruje. Coraz wieksza czesc spoleczenstwa nie rozumie swiata, w ktorym zyje. I dlatego wlasnie pozwala, aby rzadzili nimi cyniczni cwaniacy, oszusci i zlodzieje."      James Woods
 
Pomijajac, ze  sami uczniowie niespecjalnie chca sie przemeczac wbijaniem do glow rzeczy, ktore nigdy sie do niczego nie przydadza w ich przyszlym zyciu, bo nie czarujmy sie, kto z Was po ukonczeniu szkoly choc raz wykorzystal jakiegos cosinusa czy calke (no moze oprocz matematykow), to programy szkolne z roku na rok ca coraz bardziej zenujace, a ich poziom wola o pomste do nieba. Zreszta kogo uczyc, tych wszystkich leni z atestami dys-? Karierowiczow, ktorzy udawana poboznoscia docieraja do koryta? Sami znacie poziom wiedzy caryc Suskich, Jakich rabladorow i brudnych pal Obajtkow. Jednak nie tylko w Polsce takie cuda, ze lekcji (qrna, jakich lekcji?) religii jest w programie wiecej niz edukacji seksualnej i rzetelnej wiedzy politycznej, ze nie wspomne o takich fanaberiach jak matematyka czy nudna fizyka.
 W Niemczech i chyba wszedzie indziej nie jest lepiej. Podam przyklad.
 Jestem tutaj juz ponad 30 lat i odkad pamietam, wciaz slysze, ze brakuje fachowcow. I nie, nie chodzi o niewykszlatconych robotnikow fizycznych, jak w latach 60-tych, kiedy to sprowadzano tzw. gastarbeiterow, glownie z Turcji, ale tez z Wloch, Jugoslawii czy Grecji. Nie, teraz brakuje fachowcow z branzy IT, informatykow, programistow. Do dzisiaj slychac, ze ich brakuje. To ja sie pytam, co, do panienki nedzy, zrobiono w niemieckim szkolnictwie przez te ponad 30 lat??? Zamiast zainwestowac we wlasna mlodziez, w dzieciaki, ktore i tak rosna z telefonem w reku, a sprzed komputera nielatwo je wygonic na dwor, w niemieckim szkolnictwie nie drgnelo nic od dziesiecioleci. Moj komputerowy guru byl niedawno w Warszawie na koncercie Ramstein i bardzo chwalil technike telefoniczna w Polsce, ktora jest o niebo lepsza niz u nas. Czaicie? Najbogatsze panstwo w unii, jedno z bogatszych na swiecie, a technika stoi w miejscu i nie brak "czarnych dziur", gdzie nie ma zasiegu, nawet w miastach.
 Zreszta kiedy tak spytac te dzieciaki, kim chcialyby w przyszlosci zostac, wiekszosc z nich odpowie: youtuberami, tiktokerami, influencerami i czyms w tym stylu. No bo skoro widza taka np. Ekipe, gdzie jej czlonkowie taplaja sie w luksusach i willach za miliony, nie muszac znac nawet tabliczki mnozenia, ale majac jedynie pomysl na sprzedanie sie, to zadaja sobie pytanie, po co w ogole szkola i te wszystkie bzdety, ktore w zyciu nigdy sie nie przydadza. Kilka pokolen do tylu wszyscy chcieli byc aktorami czy piosenkarzami, modelkami, bo te zawody tez wydawaly sie lekkie, latwe i przyjemne, a jedyna inwestycja mial byc talent i wyglad. Spiewac kazdy moze... taaa... mamy teraz wysyp tych "talentow" okupujacych seriale, gdzie nie sposob zrozumiec, co oni gadaja, a kiedy piosenkarzom wylaczyc ich technike wspomagajaca, nie slychac ich juz w trzecim rzedzie widowni. Z domoroslymi talentami internetowymi jest jeszcze latwiej, bo ilez to roboty, zeby nagrac film telefonem i puscic w eter. Kazdy ma nadzieje na zostanie gwiazda, na wybicie sie, ale zaden nie mysli o tym, ile milionow konkurentow aspisuje do tego samego. 
 Nie ma kto butow podzelowac, przerobic kiecki, zreperowac odkurzacza, wszystko sie nie oplaca, do pieniedzy ma sie dochodzic tygodniami, nie latami jak kiedys. Kazdy szuka tylko sponsora, zaklada jakies patronajty, malo komu chce sie w ogole pracowac. Niedawno uslyszalam z ust mlodej dziewczyny, wprawdzie juz pelnoletniej, ale mlodej, ze rozwaza sprzedawanie swoich uzywanych majtek, bo jest na to wielki popyt. Boszszsz... mysmy tez nie byli swieci w jej wieku, ale cos takiego? 
 Przy takim nastawieniu i braku podstawowej moralnosci pracowniczej, mamy najgorsze kolejnictwo w Europie, a wyslanie paczki do Polski to hardkorowa loteria.

22 marca 2023

Dzien za dniem

 Dziwnie ta wiosna nadchodzi, cisnienie powietrza skacze jak opetane, temperatury i ich dzienne amplitudy tez skacza i nawet mnie, ktora normalnie nie jestem meteopata, to wszystko daje dobrze popalic. Byl nawet dzien, kiedy musialam zazyc proszek od bolu glowy, co zdarza mi sie naprawde sporadycznie, bo juz obudzilam sie z trzeszczaca czaszka. Snieg z deszczem na zmiane, nocne przymrozki, poranne skrobanie szyb w samochodzie, a za chwile slonce, ktore juz dosc mocno przygrzewa, dwucyfrowe temperatury w dzien i w nocy, zakrecanie kaloryferow, bo za goraco - no takiego cyrku dawno nie przezylam. 
 Niby juz zaczynaja latac przerozne owady, ale ja nadal wystawiam ptaszkom pokarm na przybalkonowym swierku. I nie szkodzi, ze za kazdym razem musze tachac z piwnicy dosc ciezka drabine, zeby pozawieszac te kulki czy do karmniczka dosypac ziaren slonecznika, na takiej wysokosci, zebym mogla sobie obserwowac z okna te wszystkie przylatujace do stolowki grubelki i sikorki. No i szczegolnie dla kotow jest to interesujacy program telewizyjny, siedza sobie Miecka z Bulka na przemian na parapecie i gruchaja na widok ptaszkow. Jak wiec moglabym je pozbawiac tego zajecia? 
 Wczoraj odtrabiono wiosne w kalendarzu, niedlugo jakies tam swieta, a ja tkwie w marazmie i nic mi sie nie chce, zreszta i tak zadnych swiat nie robie, bo i po co? Jajka moge sobie jesc na codzien, nie musze odwalac cyrkow wielkanocnych. A okna sobie pomyje, kiedy najdzie mnie natchnienie. A jak nie najdzie, to tez nic sie nie stanie. 
 Pis-Polska nie przestaje mnie zaskakiwac. Facet mial kunia i temu kuniu zrobily sie jakies wrzody, wiec facet zwrocil sie o porade do weterynarza, ktory kuniu przepisal specyfik majacy uwolnic zwierze od bolesnej przypadlosci. Tymczasem sprzedawczyni w aptece, bo trudno to cos nazwac farmaceutka, wyczaila, ze tym specyfikiem mozna spedzac ciaze, po czym zadzwonila po kulsonow (zamiast do weta, ktory recepte wystawil), a ci zaraz faceta zakuli w kajdany i zatrzymali. Po konsultacji z wetem wypuscili. Tak wiec uwazajcie na srodek przeciwwrzodowy dla kuni (a moze tez dla innych czworonogow), bo moga Was aresztowac. Nie radzilabym rowniez przy okazji zakupu jakiejs sztuki odziezy, zabierac ze soba ze sklepu wieszaka, bo wiecie, tym metalowym hakiem mozna tez spedzac plod. Zeby nie bylo, ze to fejk czycus: KLIK
 Pewne malzenstwo z wielkopolskiej wsi stalo sie niechcacy posiadaczami (ulubione slowo grafomanow internetowych) zabytkowego krzyza w kapliczce stojacej na ich gruncie, o czym nie wiedzieli. Ale dowiedzieli sie, kiedy konserwator zabytkow obciazyl ich kara 20.000 zlotych za brak nalezytej opieki nad zabytkiem, ktorego byli wlascicielami. Tutaj KLIKAJTA. Jesli wiec macie na swoim terenie jakies durne kapliczki, to je zdemontujcie pod oslona nocy, bo dalsze ich posiadanie moze poskutkowac niemala grzywna. 

20 marca 2023

Wiekszosc nie umie sluchac

 Poczynilam pewne spostrzezenia i wcale mi z tym dobrze nie jest. Pisalam juz wczesniej, ze u mnie  w domu coraz gorzej, matka z wiecznym fochem, coraz bardziej agresywny slubny i ja zmuszona nad wszystkim trzymac kontrole, organizowac, koordynowac, pilnowac, pamietac. Tak czasem chcialabym moc sie przed kims wygadac, wyplakac i nie to, ze potrzebuje jakichs porad, bo na to, co przechodze, nie ma lekarstwa, musze sama ogarniac. Zreszta wiadomo, dobrymi radami jest pieklo wybrukowane. Kto mnie zna, ten wie, ze sama zmagam sie z nieprzyjemna choroba, przy ktorej niezmiernie wazne jest wsparcie otoczenia, rodziny, a ja tego wsparcia nie mam, dlatego czasem chcialabym moc polegac na kims nawet obcym, kto by wysluchal, moze przytulil i tylko tyle, bez zbednych spiczow, porad, a co najgorsze, bez natychmiastowego opowiadania o sobie.
No bo np. komus zmarlo zwierzatko, jest w ciezkiej zalobie, na samym dnie czarnej dupy i musi wysluchiwac (czytac): oj, jak bardzo ci wspolczuje, wiem, przez co przechodzisz, bo sama musialam uspic/odprowdzic za TM/towarzyszyc mojemu Ciapkowi. Guzik tam wiesz! Wiesz, co ty czulas, a gowno wiesz, co czuje ktos inny. Ktos pisze o chorobie zwierzaka albo o wlasnej i juz zewszad zarzucany jest wspominkami o chorobach zwierzat lub osob zarzucajacych. Jakby wszyscy tylko czekali, kiedy osoba potrzebujaca wsparcia zrobi przerwe na zaczerpniecie oddechu, zeby moc wejsc jej w slowo i zaczac opowiadac o wlasnych doswiadczeniach z chorym pieskiem, umierajacym kotkiem, bolami woreczka zolciowego, stawow czy toksyczna matka. 
Czujesz sie w takim momencie jak podawca tematu, na ktory interlokutor moze zaczac opowiadac swoje historie, ta twoja jest niewazna, niewarta kontynuowania czy podyskutowania o niej. Czy w koncu pomilczenia na jej temat, bo w wielu przypadkach nie trzeba omawiania ani porad, wystarczy byc i byc gotowym do sluchania. 
Ja nawet na wlasne dzieci nie mam co liczyc, bo kiedy probuje sie uskarzac, moze w nadziei, ze ktoras wpadnie na pomysl odciazyc mnie od obowiazkow, wpasc na rozmowe z babcia albo zabrac ja na spacer, slysze tylko, ze ja MUSZE miec zrozumienie dla podeszlego wieku babci i 80-tki ich ojca. Kapujecie? Ja musze, bo oni sa starzy i maja prawo miec dziwactwa, a ja musze i praw nie mam zadnych, bo jestem mloda, zdrowa, odporna na stres i jeszcze powinnam im pomagac przy dzieciach. Jako mloda dziewczyna, a pozniej mloda mezatka jezdzilam do babci do Warszawy, zeby pomoc jej w sprzataniu, a na miejscu w Lodzi pomagalam jej siostrze nosic wegiel i nikt mnie do niczego ani nie namawial, ani nie zmuszal. Juz widze, ze moje dzieci na pewno nigdy nie beda pomagaly mnie, kiedy juz nie bede w stanie sama wszystkiego ogarnac. Chyba zle je wychowalam.
Gonie resztka sil, coraz mniej we mnie checi, czuje sie wykorzystywana, bez wsparcia, a ludzie, ktorym chcialabym opowiedziec jak mi zle, tylko czekaja, zeby mowic o sobie. 

18 marca 2023

Moja muzyka

 W moim zyciu muzyka nie odgrywa jakiejs szczegolnej roli, wprawdzie lubie kiedy gdzies w tle cos tam bzyczy, ale glownie slucham jej w drodze do i z pracy, ogolnie w samochodzie. Bo juz np. przez sluchawki, z psem na spacerze czy podczas prac domowych, sprzatania czy prasowania, wole sluchac podcastow albo audiobookow. Jako nastolatka tez lubilam cicha muzyke i nigdy specjalnie nie nadazalam za trendami, bo bardzo podoba mi sie muzyka z laz 50-tych, wczesny rock, boogie-woogie, a z moich czasow, ktore przypadly na lata 70-te, podobaly mi sie tylko niektore. Od poczatku zachwycilo mnie jedynie kilku wykonawcow, The Carpenters, Simon & Garfunkel, Elvis - mozecie wiec mniej wiecej sobie wyobrazic, jaka muzyke lubie. Sa jednak pojedyncze utwory, ktore na mojej playliscie zajmuja czolowe miejsca i jest to np. The whiter Shade of Pale i, o dziwo! The Sounds of Silence, ale w wykonaniu Distrubed. To chyba jedyna piosenka, ktora moim zdaniem jest lepsza od oryginalu, a ja bardzo nie lubie przerobek, zwlaszcza tych udziwnionych. W tym jednak przypadku musze oddac wyzszosc wykonania komus innemu od mojego ulubionego duetu. 
 Dlugo by wymieniac te pojedyncze piosenki, ktore powoduja u mnie albo gesia skorke, albo tak szarpia wnetrze, ze plakac mi sie chce. Lubie tez utwory instrumentalne, niektore jazzowe, ale te tradycyjne, zadnej penderecczyzny czy innych wydziwian sesjowych. Niedawno odkrylam pewna mloda, sliczna i utalentowana pianistke specjalizujaca sie w boogie-woogie, moglabym jej sluchac bez przerwy, ale i patrzec, bo jest przeurocza.
 

 

 Bardzo lubie placzliwe dzwieki bluesa, tego czarnego, niewolniczego jeszcze, ojca wszystkich bluesowych potomkow. Ja w ogole lubie raczej utwory smutne i spokojne, a zawodzenie hawajskiej gitary przenosi mnie na wyzsze poziomy emocji. 
 

  A przy tym to calkiem odplywam
 

 Nie sposob wymienic wszystkiego, miejsca na blogu by zabraklo, ale trzeba wspomniec rowniez o muzyce klasycznej. Nie bede sie snobowala na fanke Haendla i Bacha, wole lzejsze utwory, ale ogolnie lubie czasem posluchac czegos powazniejszego od muzyki pop. Wspolczesna muzyka jakos mnie nie porywa, ale to nic dziwnego, jestem juz w zaawansowanym wieku i nie musze rozumiec nowych trendow, ani tego, ze malo kto w ogole umie spiewac, zna nuty czy ma szkolony glos. Wszystko za nich wykonuja technologicznie zaawansowane czarodziejskie maszyny, a oni tylko ruszaja ustami, a i to nie zawsze zgodnie z tekstem. Na koniec jeszcze 
 

 A jak tam u Was, jaka muzyke lubicie? I gdyby Was zeslano na bezludna wyspe i pozwolono wziac ze soba tylko jeden utwor, ktorego mielibyscie sluchac juz do konca zycia, to co by to bylo? Trudna decyzja, ale ja zdecydowalabym sie na Bohemian Rapsody.
 

Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...