Translate

09 września 2023

Przepis na...

 ... wlasnoreczne wykonczenie sie w bozom niedziele. 
To juz prawie tydzien, bo wydarzylo sie w ubiegla niedziele. Juz od piatku chodzilo za mna ciasto ze sliwkami, chodzilo, wabilo, robilo apetyt, wiec poprosilam slubnego w sobote, zeby kupil sliwki. Jak ja mowie "sliwki", to mam na mysli wegierki, przeciez to jest tak oczywiste, jak to, ze slonce wschodzi i zachodzi, prawda? Zwlaszcza ze czesto robie jesienia to ciasto ze sliwkami, a slubny na ogol te sliwki odpestkowywuje dla mnie. Naiwnie myslalam wiec, ze wie, co za sliwki ma kupic. Na jego usprawiedliwienie, nie bylo wegierek, wiec kupil... i tu mam problem z nazwaniem tych owocow. Bo wygladaja jak zmutowane wegierki, sa wielkie, ale maja klasyczna pestke. No nic, to sliwka i tamto sliwka, wiec szybko je obralam, ukrecilam ciasto i wrazilam do piekarnika. Niestety okazalo sie, ze te sliwki mialy w sobie duzo cieczy, wiec podczas pieczenia wykipialy mi do piekarnika i to wykipiale zdazylo sie dobrze przysmazyc.  Zamiast wiec wyruszyc zaraz po wyjeciu ciasta z piekarnika, z psem na spacer, zaczelam ratowac, co sie da. 
 Jak wiecie, kuchnie mam niewielka, wiec kiedy otworzy sie drzwiczki od piekarnika, nie zostaje miejsca dla czlowieka, a czyszczenie mialo byc gruntowne, niewiele wiec myslac, wyjelam te drzwiczki, zeby mi nie przeszkadzaly, a przy okazji wyczyscilam przestrzen pomiedzy szybami. Kiedys juz to robilam, wiec zaden problem, a tym sposobem uzyskalam wolny dostep do wnetrza. Zeby miec jeszcze lepszy, odsunelam stol, ktory na codzien stoi pod oknem, czym odslonilam kaloryfer, ktory okazal sie niezbyt czysty. Uzyskalam tez dostep do kawalkow pustego miejsca za szafkami, wiec po kolei zaczelam te odsloniete katy szorowac, bo skoro juz tam bylam... nieprawdaz. Piekarnik musialam kilkukrotnie spryskiwac tym zajzajerem do mycia piekarnikow i za kazdym razem dobrze szorowac. W miedzyczasie, kiedy zajzajer mial dzialac, odkrywalam nowe miejsca, ktore trzeba bylo przetrzec. Znacie to, jest do wykonania jedna mala czynnosc, ale przy jej wykonywaniu spojrzy sie w bok i zauwaza nastepna... i nastepna... i nastepna... bo skoro ma sie juz te szmate w reku... Sama bylam zla na siebie, ze zamiast lezec do gory brzuchem i zbierac sily na przyszlotygodniowe wyzwania albo rzucac gdzies patyczek dla Toyki na spacerze, ja robie generalne porzadki, jakby co najmnie miala nadejsc wielkanoc.
 Najlepszy jednak numer odwalilam na sam koniec, bo nie umialam wsadzic drzwiczek od piekarnika z powrotem na miejsce. Zamiast bowiem zostawic zawiasy "otwarte", ja je zlozylam i nie moglam z powrotem otworzyc, a tylko otwarte wchodza z powrotem na miejsce. Zawezwalam do pomocy slubnego, ale i on nie dal rady. Juz mialam w oczach perspektywe targania tych drzwiczek do sklepu meblowego, zeby pomogli, ale potem zawzielam sie i udalo mi sie zawiasy odgiac. Oczywiscie slubny wieszczyl, ze sie nie da, skoro jemu sie nie udalo, ale dalo sie. Skwitowal to tak:
- No, jakims cudem sie udalo!
 Calkiem jak polski katolik, ktorego lekarze odratowali od smierci, a ten gada, ze to cud, modlitwa i wola boska. Zwrocilam mu wiec grzecznie uwage, ze to nie cud, tylko moj spryt, inteligencja i umiejetnosci. Tylko reka machnal.
 Zeszlo mi to wszystko od 8.00 do 13.00, nawet obiadu nie mozna bylo ugotowac, bo cala kuchnia byla w rozsypce. Ale ciasto wyszlo znakomicie, bylo pyszne, a z Toyka poszlam na spacer po obiedzie, bo na szczescie mialam w zamrazarce dyzurne pizze na takie okolicznosci. 
 A poszlabym rano do kosciolka, to by mnie to wszystko ominelo.

07 września 2023

Sekret wiecznej mlodosci

 Kto z nas by nie chcial zachowac na zawsze urode i jedrne cialo, a przede wszystkim zdrowie. Niby nie jest o to tak trudno, ale niewielu osobom sie chce. Jemy niezdrowo, a za sprawa tego nie tylko tyjemy, ale dorabiamy sie chorob i zlego wygladu skory. Czasem wpadnie mi w oko gdzies w internetach jedno czy drugie zdjecie fenomenalnie wygladajacych babc, w ktorych przypadku az trudno uwierzyc w ich rzeczywisty wiek. Posluze sie kilkoma przykladami, ale jest ich z pewnoscia wiecej. Na pewno w ich przypadku nie bez znaczenia sa geny, osobie urodziwej jakos latwiej chyba dbac o te urode, ale nie oszukujmy sie, do tego jest potrzebna zelazna samodyscyplina. Kiedys przeczytalam, ze Victoria Beckham od lat trzyma tak restrykcyjna diete, ze nie ma dla niej zadnych wyjatkow, swiat, uroczystosci czy pokus. Gotowane na parze warzywa i ryby to wszystko, co je od kilkudziesieciu lat, ale za to moze pochwalic sie nienaganna figura, chociaz nie slyszalam, zeby sie specjalnie meczyla na silowni. 
 Na pewno slyszeliscie o Verze Wang, amerykanskiej projektantce azjatyckiego pochodzenia, kobiecie 72-letniej o figurze nastolatki.


 Nie wiem, jakim cudem ta kobieta zachowala w tym wieku taka figure, ale podejrzewam, ze sprawily to jej azjatyckie korzenie. Twarz tez nie jest twarza 72-latki, choc przy zblizeniach widac zmarszczki, ale byc moze pomogla sobie medycyna estetyczna, a moze naprawde tak wyglada z natury. W kazdym razie, oprocz tego, ze jest nieco za chuda - wyglada fenomenalnie i do pozazdroszczenia.
 Pewna amerykanska tiktokerka (przy takim okresleniu wyobrazamy sobie raczej kogos mlodego), ktora ma 65 lat i nadaje pod nickiem Lynda, rowniez nie wyglada na swoje lata. I znow nie wiem, czy to kwestia chirurgii, filtrow, a moze i wszystkiego do kupy, produkuje sie na TikToku i chwali swoim perfekcyjnym wygladem i o ile w kwestii twarzy mozna podejrzewac zewnetrzne czynniki pomocowe, tak z figura nie da sie tak latwo oszukiwac.


 Kobieta wyglada najwyzej na 35-40 lat. To zreszta dosc powszechny trend, bo o ile nasze babcie zawsze staraly sie wygladac powazniej niz byly w rzeczywistosci, ubieraly sie i czesaly "na staro", tak wspolczesne kobiety robia wszystko, zeby wygladac mlodziej. Kobiece magazyny i portale propaguja hasla "dzisiejsza 60-tka to dawna 40-tka" i niektorym rzeczywiscie udaje sie dostosowac do tych trendow.
 Podobnie rzecz sie ma z Christie Brinkley, amerykanska modelka, rocznik 1954.

 
 Niewiele zmienila sie od czasu swojej mlodosci. Geny? Operacje? Liftingi? Filtry? A moze wszystkiego po trochu, ale faktem jest, ze wyglada fenomenalnie.
 Na koniec 64-letnia babcia, Lesley Maxwell, wielbicielka silowni, na ktora chodzi razem z wlasna wnuczka. Z daleka sa nie do odroznienia, co najmniej jesli chodzi o figure, bo jednak na buzi babci widac lekki uplyw czasu, choc oczywiscie nie wiedzac, nie dalabym jej tylu lat.
 

  Qrde, lece zapisac sie na silownie, moze jeszcze zdaze przed 70-tka uzyskac szesciopak na brzuchu. To nara! Pochwale sie efektami w swoim czasie.
 
Zdjecia sciagnelam z internetow.
 

05 września 2023

Wrzesien

 Wrzesien nie byl kiedys moim ulubionym miesiacem, konczyly sie wakacje, zaczynala szkola i to byl glowny i najwazniejszy powod niecheci do tego miesiaca. Poza tym konczylo sie lato, a za moich dziecieco-mlodziezowych czasow lata bywaly jeszcze normalne. Czlowiek cieszyl sie upalami, mogl sobie lezec plackiem na plazy, bez zagrozen poparzeniami. Bywaly tez deszczowe lata, roznie sie pogoda ukladala, ale dziure ozonowa czlowiek wywiercil w niebie znacznie pozniej, a permanentne susze i zwiazane z nimi pozary to na taka skale wystepowaly jeszcze pozniej. 
 Teraz witam wrzesien z niejaka ulga, zdecydowanie sie ochladza, daje wytchnienie po nieznosnych upalach, choc musze przyznac, ze to lato bylo nawet do zaakceptowania mimo nadmiernych opadow, przynajmniej zostaly uzupelnione deficyty poziomu wod gruntowych i napelnily sie zbiorniki wody pitnej, jako ze przez ostatnie kilka lat panowaly grozne dla srodowiska susze.
 Wrzesien to tez miesiac urodzinowy w rodzinie, najstarsza corka ma urodziny 16-go, a trzy dni pozniej Junior skonczy dwa latka. Ehhh... moje najstarsze dziecko odwalilo ostatnio numer zycia. Dzwoni do mnie, czy moglabym tamtego dnia odebrac jej koty z kastracji, bo ona po poludniu pracuje, ale rano sama je do weta zawiezie. Przystalam, bo dlaczego nie. Przez mysl mi jeszcze przelecialo, ze przypomne jej na wszelki wypadek, zeby juz dzien wczesniej schowala miske z kocim jedzeniem, zeby czasem ktorys nie podjadal w nocy, bo wiadomo, ze do narkozy musza byc na czczo. Pomyslalam, ale chwile pozniej zapomnialam, bo cos odwrocilo moja uwage i w koncu do niej nie zadzwonilam. Ale przeciez moje dziecko tapla sie zawodowo w medycynie, wiec z pewnoscia wie. Taaa... W dniu kastracji nakarmila do syta oba kocurki, wychodzac z zalozenia, ze zglodnieja przeciez przez caly dzien u weta. I pojechala odwiezc je na operacje. Wetka zrobila oczy jak stare piec zlotych z rybakiem i odeslala ja z powrotem do domu, kastracja odbedzie sie w innym terminie. Cale szczescie, ze rutynowo spytala, czy koty sa na czczo, a nie polegala na rozsadku i wiedzy mojej latorosli. Dziecko pozniej do mnie zadzwonilo, ze stekiem autowyzwisk, a w piers tak sie walila, ze az echo nioslo i u mnie bylo slychac. Ona przeciez doskonale wie, jakie sa wymogi przedoperacyjne, ale tego dnia miala totalne zacmienie umyslu.
 To jeszcze nic. Moja byla sasiadka, ktora jest pielegniarka w szpitalu na ginekologii, przygotowuje miedzy innymi pacjentki do operacji. Miala jedna Turczynke czy Arabke, nie pomne. Juz wieczorem poprzedzajacym dzien operacji poinformowala kobiete, ze od teraz ma nic nie jesc. Babsko zrozumialo, bo to byla juz zasiedziala cudzoziemka znajaca jezyk. Zrozumiala, ale ani myslala stosowac sie do zalecen. Trzeba Wam wiedziec, ze jesli w szpitalu przebywa ktos tej nacji, odwiedziny sie nie koncza, przychodza cale rodziny, z dziecmi, babciami, zawsze po kilkanascie osob naraz, od rana do wieczora. Przynosza ze soba bez liku zarcia, tego ichniego, nie zawsze lekkostrawnego. Ta kobieta tez miala pelna szafke zadolowanego jedzenia i w nocy sobie podjadala. Nastepnego dnia juz nikt jej nie pytal, czy jest na czczo, sniadania nie dostala, poprzedniego dnia byla poinformowana, wiec pielegniarka wyszla z zalozenia, ze babsko ma pusty zoladek. Juz ja prawie usypiali i chyba cos anestezjolog wspomnial, a ona sie przyznala, ze zarla w nocy. Obecnosc pokarmu czy nawet tylko plynow w zoladku mogloby poskutkowac zachlysnieciem i przedostaniem sie tresci do pluc, no i smiertelnym zejsciem. Wiecie, ze przed narkoza nie wolno nawet zuc gumy? Chyba ze wzgledu na nadmierne slinienie, ale nie jestem pewna, wiem tylko, ze jest to niewskazane. 
 I to tyle. Dobrego wrzesnia wszystkim.

03 września 2023

I znow ta nielubiana klinika

 Metody lecznicze konowala od moich wrzodow zoladkowych przestaly mi sie podobac, zaczely mnie nudzic i wrecz denerwowac. Ciagna sie jak falki z olejem i nie przynosza ani troche efektow. Po kazdej kuracji antybiotykowej, z kuracji na kuracje coraz ciezszy kaliber tej wyjalowiajacej organizm trucizny, nastepuje kontrola majaca wskazac, czy helikobakterie zostaly pokonane. Jakby ktos z Was jeszcze nie wiedzial, co to za stworek grasuje w moich drogach trawiennych i do czego moze prowadzic jego obecnosc, proszszsz uprzejmnie: Helicobacter pylori. W najgorszym przypadku moge zachorowac na raka zoladka, lecz na razie mam tylko wrzody, ktore czesto daja o sobie znac silnym bolem. Zmagam sie z tym zyjatkiem w trzewiach juz kilka lat, a gdzies od dwoch walczy z nimi lekarz. Wyglada to tak: antybiotyk, potem po ok. 8 tygodniach kontrola (sa dwojakie, albo przez rure w gardle, zwana dla niepoznaki gastroskopia, albo wprost naprzeciwko i po drugiej stronie traktu pokarmowego, za sprawa analizy kalu). Za kazdym razem lekarz trafia na moje helikobakterie, ktore w najlepszym humorze, na lezakach i z drinkiem z palemka, pozdrawiaja go serdecznie machajac czulkami i zapewniaja o swoim dobrostanie. Takich kuracji antybiotykowych mialam juz trzy, kontrole na razie dwie, ale juz wiem, ze trzecia kuracja nic nie wniosla, bo juz zdazylam miec kolejny atak. Ostatnim razem bralam dziennie 19 tabletek, bo sam antybiotyk mialam brac 4x dziennie po 3 tabletki. Ja wyjalawiam sie coraz bardziej, a bakteria nabiera coraz wiekszej odpornosci na wszystko, czym ja moj lekarz faszeruje. I chyba predzej ja  zejde albo zachoruje na raka niz ona odpusci. Dlugo musze odbudowywac moja pozyteczna flore bakteryjna, zre na kilogramy probiotyki, jogurty i inne cuda. 
 Postanowilam wiec skonsultowac sie z innym lekarzem w klinice uniwersyteckiej, gdzie nie lubie bywac, choc czasem musze. Termin zrobilam juz dawno, wyznaczono mi ostatni dzien sierpnia. Nienajgorzej znam juz tego molocha, a jednak musialam pytac w informacji, gdzie znajde szyb windowy B3, bo jest tam tych szybow wxuj i nazad. Tam nawet goncy jezdza na rowerach, bo na piechote nogi wroslyby im w szyje. Dlugo wedrowalam, zarejestrowalam sie, dopelnilam formalnosci, czekalam, by uslyszec, ze wdrozone leczenie jest sluszne i ze mam byc cierpliwa. Stracilam dzien i w sumie niczego nowego sie nie dowiedzialam. 
 Reasumujac: po trzech kuracjach antybiotykowych czekaja mnie najprawdopodobniej nastepne, beda tak sobie lekarze razem z big farma na mnie eksperymentowac, a nuz sie uda, za to moje helikobakterie nabiora w miedzyczasie takiej odpornosci na wszystko co dostepne, ze nic ich nie pokona. A ja bede sie zwijala z bolu, dostane raka zoladka i umre, ale wtedy zabiore te gnojki ze soba do krematorium, tego nie przezyja, ide o zaklad!
 Nudzac sie w klinice, troche pstrykalam, to sobie ogladnijcie.

Fuaje


Budynek szpitalny

Wreszcie widze to moje B3

Sa i windy, teraz na 3 pietro

Jak to w szpitalach, woza pacjentow tu i tam

Drugi budynek szpitalny, schody pozarowe

 Z tej zlosci pojechalam do miasta, gdzie rowniez nie lubie bywac, zwlaszcza ze teraz wszedzie tam sa remonty ulic. Pojechalam autobusem komunikacji miejskiej, bo za parking zaplacilabym dokladnie tyle samo, jak nie wiecej, a musialabym sie jeszcze bujac po parkingach, do ktorych dojazd jest mocno ograniczony z racji remontow ulic. Juz po obejsciu pierwszego sklepu mialam dosyc i chcialam uciekac z powrotem do domu. Odzwyczailam sie od kupowania w sklepach, zamawianie onlajn jest stanowczo latwiejsze i nie musze ogladac ludzi. Ale skoro juz tam bylam, to zmusilam sie do odwiedzenia kilku sklepow, szukalam kurtki i spodni. Kupilam zas torebke, ktorej wlasciwie nie mialam w planie, a zaplanowanych rzeczy nie dostalam. Musialam gimnastykowac sie w przymierzalni, bylo goraco, ja bylam juz wkurzona na caly swiat, bo caly dzien mi sie nie ukladal po mojej mysli. No a ukoronowaniem byla podroz powrotna, kiedy trafilam na dzieci i mlodziez wracajace wlasnie ze szkoly, wiec stalam w tloku, podczas gdy dzieciarnia okupowala miejsca siedzace. Z ulga znalazlam sie w domu, a jak odpoczne po tych przygodach, to sobie zamowie portki i kurtke w internetach. Tzw. miasta mam dosyc na kolejnych kilka lat.

01 września 2023

Komplikuje sie

 ... to nasze zycie. Pisze nasze, bo gdy komplikuje sie w najblizszej rodzinie, to nas rowniez dotyka rykoszetem. Mamy ostatnio jakas zla passe, mniejsze lub wieksze zmartwienia i zyciowe wertepy, dramaty czy zawirowania. Nie o wszystkim mozna i chce sie pisac, ale ogolnie jest bardzo zle. Czlowiek bardzo chcialby pomoc, ale juz nie te sily, a i finanse graja niemala role, jak wszedzie zreszta. Ta bezsilnosc zle na wszystkich wplywa, ale nie przeskoczy sie wlasnego tylka. 
 Mozna zaproponowac duchowe wsparcie, pomoc fizyczna, na ile oczywiscie sil wystarcza, ale samemu jest sie tez od dluzszego czasu w dole depresyjnym, wiec jakby oczekuje sie pomocy z zewnatrz, ale co robic, kiedy otoczenie samo w potrzebie? Nachodza mysli, kto potrzebuje bardziej wsparcia, kto cierpi mocniej, a komu jeszcze choc troche sil pozostalo, zeby pocieszac, taka licytacja, ktore problemy sa powazniejsze, ktore somatycznie dolegliwosci bardziej niebezpieczne. W tym wszystkim czuje sie czlowiek jakby wielki kafar wbijal go coraz glebiej w bagno cierpienia, a czas, kiedy jeszcze byla szansa wydostac sie stamtad o wlasnych silach, dawno juz minal. A zewszad naplywaja coraz bardziej dolujace hiobowe wiesci. Czasem zadaje sobie pytania, czy nie ma mojej winy w przebiegu zycia innych i kto ponosi wine za przebieg mojego. No niby jest sie kowalem i jak czlowiek sobie posciele, ale nie na wszystko mozna miec wplyw, jesli nas uksztaltowano na osobnika pelnego kompleksow, z mala lub zadna wiara we wlasne mozliwosci i bez sily przebicia, kiedy przez wiele lat wmawiano nam, jak malo jestesmy warci, jak brzydcy i ze nasze marzenia to kupa gowna, bo wazne sa oczekiwania innych. A ja spelnialam te oczekiwania, choc nigdy od nikogo nie uslyszalam najmniejszej pochwaly czy wyrazow wdziecznosci. I tak jest do dzisiaj, czlowiek dwoi sie i troi, a wszystko jest traktowane, jakby tak wlasnie musialo byc. Stol i krzeslo tez stoja, bo trzeba na czyms jesc i siedziec, lozko w sypialni jest do spania i nikomu nie przyjdzie do glowy byc mu wdziecznym, ze tam stoi i umozliwia odpoczynek, tak ja i moje dzialania sa oczywiste, tak bylo i jest, a czy bedzie? Bo ja mam coraz mniej ochoty na bycie meblem, ktory ma spelniac swoja narzucona role i ktoremu nie okazuje sie zadnej wdziecznosci, malo tego, ktorego sie dodatkowo obwinia czy probuje wzbudzac inne negatywne emocje. 
 A ja coraz mniej moge, ale staram sie nie uskarzac i chyba dlatego widzi sie proces starzenia babci i ojca, a mnie traktuje sie jak niezniszczalna opoke, ode mnie sie wymaga, nie dajac nic wzamian. Jednak ktoregos pieknego dnia mozna bedzie sie mocno zdziwic, tylko wtedy moze byc na wszystko za pozno.
 Choc ostatnio spotkalo mnie cos pieknego z najmniej oczekiwanej strony. Nocowal u nas Junior, bo chcialam ulzyc troche jego przemeczonej mamie. To zlote dziecko, pieknie je, sam sie umie zajac zabawa, choc tez uwielbia bapciowe zabawy, jakies patataje na kolanach, kosi-lapci czy o sroczce, ktora warzyla kaszke. Sam przychodzi na kolana i czesto po takiej zabawie bardzo mocno sie przytula i tym gestem dosadnie mi komunikuje, jak bardzo mnie kocha, choc mowic jeszcze nie potrafi. To taki promyczek w calym tym zasranym zyciu. 



29 sierpnia 2023

Nawlociami jesien sie zaczyna...

 Bo podobno te mimozy z wiersza Tuwima i piosenki Niemena to nic innego jak wlasnie nawlocie. Nie wiadomo, dlaczego poeta tak namieszal w botanice, ale faktem jest, ze mimoza brzmi lepiej niz nawloc.
 Staram sie w mojej fabryce o czterodniowy tydzien pracy i w ostatni piatek dostalam wolne, bo mial przyjsc ktos, kto obejmie te piatkowa robote, a ja obiecalam, ze dopoki kogos nie znajda, to ich tak nie zostawie bez pomocy. Mam nadzieje, ze ta osoba dobrze sie sprawi i ze jej praca bedzie odpowiadac, bo ja juz nie mam sily na te piatki.  Zwlaszcza przy tych wszystkich moich dolegliwosciach. Moj lokiec tenisisty, o ktorym pisalam tak dawno, ani troche nie przestaje bolec i dokuczac, wiec ortopeda, po nieudanym i nieskutecznym zastrzyku z kortyzonu, przepisal mi elektrowstrzasy. Przyslano mi urzadzonko do generowania, do tego cztery dlugie kable zakonczone elektrodami do przylepiania na skore, mam je przyklejac po wewnetrznej i zewnetrznej stronie reki, pod i nad lokciem, a pozniej nastawic
urzadzonko na odpowiedni program i moc uderzen pradu i tak pol godziny 2-3 razy dziennie sie zabawiac na modle sado-maso. Najsmieszniejsze, ze kiedy nastepuje uderzenie, to same zginaja mi sie palce, jak to nieprzewidzianie przebiegaja trasy nerwowe w czlowieku. Urzadzonko na tyle mi sie podoba i jest tak fajne z tym waleniem pradem, ze uzywam go tez troche niezgodnie z przeznaczeniem, bo kiedy konczy sie program lokcia, to przeklejam sobie elektrody na kark, tam bowiem mam takie nieprzyjemnie bolesne napiecia miesni, i przez kolejne pol godziny mam masaz karku, na koniec przeklejam elektrody na brzuch, siedze sobie, a urzadzonko sprawia skurcze miesni, jakbym przez te pol godziny cwiczyla brzuszki. Szkoda, ze to tylko wypozyczone i po trzech miesiacach powinnam oddac, chyba ze lekarz przepisze mi dalsze uzywanie, ale w koncu bede musiala to zwrocic. No chyba, ze zechce od nich odkupic, cena waha sie okolo 150 euro. Jeszcze sie zastanowie.
 Chodze sobie tak z Toyka na spacery, w jednym uchu sluchawka z podcastami, drugie nastawione na szum drzew, spiew ptaszat i inne bodzce. Czasem sie w ogole wylaczam i mysle o czyms zupelnie innym, a jest o czym. Niedawno dotarla do mnie wiesc o smierci znajomego, meza mojej psiapsi, mlodszy ode mnie. Facet o niezwyklym talencie aktorskim, lubiany przez wszystkich, a przez nia kochany do tego stopnia, ze za niego wyszla. On zas okazal sie oszustem, zrobil jej z zycia pieklo, mieli sie rozwodzic, tymczasem facet sprawil, ze owdowiala, musi teraz go pochowac, ale jest jeszcze inna kandydatka, ktora chce zajmowac sie pogrzebem. I pewnie scheda po nim tez, a przeciez ta nalezy sie zonie, wiec bedzie trzeba wlaczyc adwokatow i tracic na nich pieniadze. No i trzeba bedzie wdrozyc sledztwo, bo on czesciowo zaczal urzadzac sie w poludniowo-wschodniej Azji, wiec i tam pewnie zadolowal czesc majatku, o ktory uszczuplil moja psiapsie. Juz kupilam popcorn, bo sprawa zapowiada sie na lata. I grube wydatki, ale bez pomocy prawnikow mozna zapomniec o zalatwieniu czegokolwiek, bo oni oboje z roznych panstw, no i jeszcze ta Azja na dodatek. Bedzie sie dzialo.
 Macie tu jeszcze ode mnie kilka poznoletnich albo wczesnojesiennych, jak kto woli, obrazkow ze spaceru.
 






  I to tyle na dzisiaj.
 

27 sierpnia 2023

Zarty sie skonczyly!

 Dla Hexy sie te zarty skonczyly i zaczelo tyranie, ktore potrwa do jej szczesliwej emerytury. Beztroskie zycie przedszkolaka juz za nia, od soboty 19 sierpnia obowiazuje dyscyplina, nauka, ranne wstawanie i coraz wiecej wyzwan. Ale za to przynajmniej pierwszy dzien szkoly bedzie dla malej pieknym wspomnieniem. Byloby w ogole idealnie, gdyby nie pogoda, choc bylo pieknie i slonecznie, ale juz od rana temperatury byly zabojcze i wielka wilgotnosc oraz zlo czailo sie wszedzie, takie przedburzowe, znacie to, kiedy wszyscy sa naladowani elektrycznie dziwnymi emocjami, bola ich glowy i wystarczy iskierka, zeby pierdyklo. No niekoniecznie w czlowieku, choc tez, ale oczekiwalismy, ze pierdyknie na niebie. Gdyby nie wachlarz, ktory mialam ze soba, to by mnie pierdyknal szlag.
 Zaparkowalismy ze slubnym daleko na tamtym osiedlu, bo nauczycielki prosily, zeby omijac niewielki parking szkolny, pozniej trzeba bylo dojsc do samej szkoly w tym sakramenckim upale z ciezkimi rozkami obfitosci, jednym duzym i bardzo ciezkim dla Hexy, drugim malutkim dla jej brata, zeby mu nie bylo smutno, ze nic nie dostal. Pozniej w auli byly jakies wystepy, ale my trzymalismy sie bardziej na zewnatrz, bo w srodku bylo jeszcze bardziej duszno. Bylismy w komplecie, przyjechala najmlodsza z Zoska i Juniorem, byla tez druga babcia Hexy i jej 3-letni kuzyn ze strony taty ze swoja mama. Slubny tez w koncu dal sie namowic, ale mama nie chciala wychodzic na ten upal i dobrze zrobila, jak sie pozniej okazalo, bo bylo prawie nie do wytrzymania i wszyscy strasznie cierpielismy z goraca, dzieciaki tez, byly marudne, spocone, wymeczone upalem. No i trzeba bylo wciaz ganiac za Juniorem, bo odkad nauczyl sie chodzic, to lata gdzie popadnie i znika w tlumie.  Po przypisaniu dzieci do ich przyszlych klas i nauczycielek (Hexa trafila do klasy SLONI, a byly jeszcze myszy i zolwie), pierwszaki udaly sie na swoja pierwsza lekcje, a rodzice, rodzenstwo, dziadkowie, ciotki i wszyscy krewni i znajomi krolika Hexy i innych dzieci w tym czasie mogli sie posilic ciastem wlasnej roboty i napic kawy za drobna oplata. 

Nowa nauczycielka
 Dzieciaki wyszly z klas zaopatrzone w baloniki napelnione helem i udaly sie na pobliska lake, zeby te baloniki wypuscic. Oczywiscie Hexa wie wszystko lepiej i nie chciala wlozyc wstazki od balonika na raczke jak bransoletki. Balonik wymknal sie jej przed czasem, wiec przyleciala z placzem, ale mama zalatwila jej balonik zastepczy. Na zdjeciu widac ja z czerwonym balonem, a na filmiku ma juz zolty. Co za indywidualistka z niej, wypuscila balon jako najpierwsza i potem najostatniejsza i jako jedyna miala dwa balony.
 

 

 Pozniej dzieciaki dumnie pozowaly ze swoimi rozkami obfitosci, a Hexiatko znow mialo dwa rozne, ten ode mnie juz znacie, bo sie chwalilam wczesniej, a od ciotek dostala rozowy z Barbie.
 
Gapcio tez dostal, zeby mu smutno nie bylo

A tu z ciotkami i kuzynka Zoska, bo Junior jak zwykle gdzies zwial
 Wreszcie powleklismy sie do domu Hexy, ale trzeba bylo jeszcze odebrac z restauracji zamowione jedzenie, pojechalysmy wiec z najstarsza. Pechowo normalny dojazd do srodmiescia zostal zamkniety z powodu robot ulicznych, wiec podroz byla przez Honolulu i Moskwe. W obie strony. Jesu, jak ja mam dosyc tych robot drogowych, czlowiek ma wrazenie, ze cale miasto jest rozkopane do imentu i wszedzie kilometrowe objazdy. A tu mozg sie gotuje, lasuje, odmawia wspolpracy i nie pomaga nawet klimatyzacja. Zjedlismy, choc z niewielkim apetytem, bo komu chce sie jesc w taki gorac i wrocilismy do wlasnego domu dogorywac sobie w spokoju, bo bylismy zmeczeni nie tylko upalem, ale i nadmiarem dzieci oraz dzwiekow przez nie wydawanych, a generowanych przez upal wlasnie, wiec towarzystwo bylo ogolnie placzliwe i marudne, zwlaszcza, ze niektorym wypadla z planu dnia drzemka, wiec byly dodatkowo rozmazane. 
 Jeszcze slowo wyjasnienia, dlaczego poczatek roku szkolnego mial tak dziwna date. W Niemczech ferie letnie sa ruchome, kazdego roku zaczynaja sie i koncza inaczej, a wszystko po to, zeby nie generowac tloku na autostradach, gdyby nagle wszystkie dzieci w kraju jednoczesnie zaczely wakacje. I zeby inne landy nie byly stratne i np. wciaz nie zaczynaly ferii letnich w ich drugiej polowie, to terminy sa zmieniane, jak w tej tabelce ferii w Dolnej Saksonii, gdzie na czerwono zakreslilam ich termin w kolejnych latach:


 W przyszlym roku szkola zaczyna sie np. juz 3 sierpnia, bo poczatek ferii przypadnie na 24 czerwca, w tym roku byl to 6 lipca. I zawsze tak jest ustawiony poczatek roku, zeby przypadal na czwartek, zawsze. Wyjatkiem jest witanie pierwszych klas i przypada na sobote, zeby rodziny mogly brac w nich udzial, bo malo kto pracuje w soboty, a jesli, to zawsze zdazy wziac wolne na ten dzien.
 I to by bylo na tyle. Gdyby temperatura oscylowala miedzy 20°C a 25°C, byloby oczywiscie perfekcyjnie, ale i tak bylo fajnie. I pomyslec, ze tak niedawno bylam przy Hexowym porodzie, przecinalam jej pepowine... A tu juz szkola!

Przerwa czy koniec?

     Do napisania tego posta sklonil mnie ostatni komentarz pod poprzednim: "... nie wiem, czy usuwac go (chodzi o moj blog) ze swojej ...