Mam tu na mysli sklep IKEA, przestaje go lubic, bo po pierwsze primo juz nie jest wcale taki tani, jak mial byc w zamysle i jaki byl na poczatku dzialalnosci, zeby zwabic klientele, a kiedy juz uzaleznil spoleczenstwo od zakupow i jedzenia potraw o dziwnych nazwach, to hop! podwyzszyl ceny i dalej wabil, co skutkuje za kazdym razem stanem przedzawalowym portfela. A po drugie primo... noszszsz... poustawial wylacznie samoobslugowe kasy. I nawet to nie byloby takie straszne, gdyby nie koniecznosc wykorzystania bonow prezentowych. Ale do ad remu.
Ja w grudniu rzadko daje sie namowic na jakies zakupy, a juz zwlaszcza w sobote, kiedy to pol powiatu wpada na genialny pomysl robienia w IKEA zakupow przedswiatecznych. Ale z drugiej strony jestem zalezna od kierowcy, czyli mamy chocholow, bo sama nie pojade. No i moje dziecko, po sprzedaniu na weekend wlasnych dzieci swojej siostrze (one tak sie wymieniaja tymi dziecmi i maja co drugi weekend wolny, za to w inny co drugi musza troszczyc sie o cala czworke), oglosilo wyjazd do Kassel. Glowna przyczyna byla potluczona przez Zoske plexi-szyba w szafie i nie dalo sie jej niestety wymienic, trzeba bylo kupic cale nowe drzwi (65€), a sa one bardzo wysokie, wiec laczylo sie to z rozkladaniem tylnych siedzen, a i tak w drodze powrotnej sie nie widzialysmy, bo te drzwi nas dzielily, a ja musialam jej caly czas mowic, czy prawa wolna, bo nie widziala prawego lusterka, no szalenstwo! No i ledwie mogla zmieniac biegi, musialam ten ciezar podtrzymywac do gory, zeby ona mogla tam zmiescic reke. Ale tez chciala dla Zoski kupic kallaxy, bo te pozyczone od sredniej musiala jej oddac. Moje dziecko jest nieslychanie zdolne i nie postawi tych regalow ot tak sobie, a cos bedzie z nimi kombinowac, naogladala sie bowiem tych IKEA hacks i bedzie konstruowala cuda-wianki. Jak zrobi i pozwoli sfocic, to pokaze.
Ale sami wiecie, jak to jest w tym wlasnie sklepie, mialysmy przygotowana sciage z numerami, od poczatku bylo wiadomo, po co tam jedziemy, ale trudno nie ulegac tam pokusom, a to to, a to tamto-sramto, a to przydaloby sie, a to wezme, bo przy zamawianiu online koszty przesylki sa za wysokie, a to "skoro juz tu jestesmy...", a to jak fajnie swieczka pachnie, a kwiatek... - i za chwile juz pchalysmy dwa pelne wozki. Potem oczywiscie szukanie na tych gigantycznych regalach przed kasami, tu tez zmitrezylysmy sporo czasu, bo koloru nie bylo, trzeba bylo latac i szukac czlowieka do pomocy, no wreszcie jakims cudem moje dziecko oglosilo odmarsz do kas, kiedy ja juz bylam na ostatnich nogach, bo ten francowaty sklep zmusza czlowieka do przebycia pelnej drogi po tych kilometrowych labiryntach, do wielokrotnego cofania sie, bo cos lezy gdzies tam, a my w ferworze ominelysmy to, nie zauwazajac i trzeba bylo wracac... ojesu!!! Kiedy bylysmy tam ostatni raz, byly juz kasy samoobslugowe, ale byly tez normalne z czlowiekiem w srodku. Teraz niestety tylko i wylacznie samoobsluga, a ja mialam nazbieranych sporo payback punktow i za te punkty kupilam dla Zoski na urodziny bony prezentowe do IKEA. Moje dziecko zaczelo skanowac kody kreskowe, a ja przez ten czas usilowalam wydobyc z czelusci smartfona te bony. Niestety nie bylo tam porzadnego zasiegu, wiec telefon nie chcial wspolpracowac, a ja nie moglam tych bonow stamtad wydobyc. Przyleciala jakas pomagierka i kazala sie podlaczyc do ichniego wifi, a ja juz z tych nerf, z szalenstwem w oczach i spocona jak kobyla po wielkiej pardubickiej, nie umialam sobie tego wifi ustawic. Kobita z cierpliwoscia godna psychiatry podczas badania czubka, prowadzila mnie za reke i juz prawie te bony mialam, kiedy ona spytala mnie, czy jestem w IKEA Family, no jestem, wiec wylazlam z bonow, zeby odszukac apke IKEA, tam byly jakies znizki, ale potem znow stracilam zasieg i nie moglam wrocic do bonow. A kolejka za nami roooslaaa...JPRDL!!! Moje dziecko dostrzeglo, ze jednak nie podlaczylam sie pod wifi, wiec oddalam jej swoj telefon, a sama mialam zamiar albo zapasc sie ze wstydu pod ziemie, albo uciec ze sklepu. Wreszcie jakims cudem dostalam sie do bonu i gdybym wczesniej wiedziala, ze trzeba spisac z niego numer i pin, to zrobilabym sobie z tych dwoch bonow screeny i nie byloby takiego blamazu w sklepie. Ale ja w swojej naiwnosci myslalam, ze kasjerka mi to jakos czytnikiem zeskanuje i stad cala ta kolomyja. Reszty dokonala moja corka swoja karta platnicza, a kolejka za nami z ulga odetchnela, bosmy blokowaly przejscie naprawde dlugo. Qrde, te dygitalne cuda nie dla mnie, te kasy samoobslugowe, platnosci karta, telefonami, blikami i ch.g.w czym jeszcze. Co to ma w ogole byc, zebym ja nie mogla wydac wlasnych uczciwie zarobionych pieniedzy. Wroc! Przy bodaj dwoch kasach samoobslugowych byl szyld, ze mozna placic gotowka, ale pewnie juz niedlugo, bo wszystko zmierza ku temu, zeby nas do konca upodlic i kontrolowac, gdzie, ile i na co wydajemy.
Nie jestem pewna, czy mam ochote jeszcze chocby raz w zyciu robic tam zakupy.
W drodze powrotnej poprosilam corke, zeby mnie wyrzucila obok mojego auta, to podjade do niej pomagac nosic te pudla, a szczegolnie drzwi do szafy, bo jak jest silna (chodzi regularnie na silownie), tak sama nie dalaby rady. A kiedy juz bedzie po wszystkim, nie bedzie mnie musiala odwozic do domu, tylko pojade sobie sama. Te wszystkie psychiczne atrakcje i wysilek fizyczny sprawily, ze wczesnie padlam do lozka, spalam 9 godzin, a zegarek nagrodzil mnie i moj sen ocena 90. Czyli odkad odstawilam wieczorny betabloker, to zaczelam spac normalnie.
No coś niesamowitego ta Twoja wyprawa do IKEA, a miało być tak pięknie i relax bez chocholow. Dobrze że to nie ja tylko Ty przeszłaś przez takie męczarnie zakupowe, no dałaś radę, nawet napisałaś solidny, ciekawy post. Na koniec porządnie wyspałaś się. Gratuluje siły !
OdpowiedzUsuńMialo byc pieknie i w sumie nawet bylo, ale co mnie ta wyprawa zdrowia kosztowala, to nie da sie tego opisac. I cale szczescie, ze dziecko mialam przy sobie, bo gdybym byla sama, to pewnie juz bym nie zyla.
Usuńuwielbiam ikea a prawda jest taka, że jadę konkretnie po coś a wracam z toną pocosiów....
OdpowiedzUsuńw castoramie zrobili też tylko samoobsługowe ale stoi pani i uczy i pomaga. i ja robię gotówkowe, bo firmowe te zakupy, i muszę mieć jeszcze fakture i też mi schodzi...że hoho
bo po prawdzie to trwa jednak dłużej, niż kasa z ludziem. serio.
Ja wlasciwie tez lubie ten sklep, choc bywa meczacy, ale tyle jest tam fajnych drobiazgow, ze zawsze cos sie zwlecze do domu. W IKEA tez miedzy kasami krecilo sie mnostwo pomagierek, tak mniej wiecej jedna przypadala na 3-4 kasy, nie zazdroszcze im roboty. Trwa na pewno dluzej, a poza tym ide o zaklad, ze ludzie kombinuja i nie skanuja wszystkiego, co kupili, bo w takim tlumie i tumulcie naprawde latwo o czyms "zapomniec". No i gdybym wiedziala, jak to z tymi bonami jest, to pewnie bym sie przygotowala, ale po raz pierwszy placilam nimi w IKEA.
UsuńNigdy nie mialam do czynienia z IKEA, nigdy w nim niczego nie kupowalam wiec od tej strony nie moge oceniac. To nigdy nie byl "moj' sklep a gdy mialam male dzieci to nawet jeszcze nie istnial. Prawde mowiac i wtedy nie bylby mi potrzebny jesli chodzi o mlodziezowe mebelki - moje dzieci dostaly swe sypialnie w chwili rozpoczecia szkoly a wtedy nie bawily sie juz zabawkami, zachowywaly sie dorosle wiec od poczatku mialy pokoje urzadzone solidnymi meblami , takimi raz na zawsze. Moje domy tez mialy solidne meble wiec inne niz takie z IKEA.
OdpowiedzUsuńJak Ty tez nie lubie korzystac z kodow, talonow telefonicznych , powoduja zamieszanie i strate czasu przy kasach. Jeszcze gdy sie trafi ze ktos przede mna podchodzi przygotowany, ma telefon ustawiony na potrzebnym kodzie to ok, ale takiego co dopiero gmera, szuka powodujac strate mojego czasu to doprawdy nieraz mam ochote udusic. Moim zdaniem powinny byc osobne kasy dla takich i mamy tu sklep ktory ma osobne stanowisko dla nich co mi sie podoba.
A ogolnie - juz mam za soba okres zakupow, przedekorowywania domu, od czasu do czasu musze kupic nowa bielizne czyli majtki i po wszystkim. Czasem towarzysze corce w zakupach ale ona nie ma dzieci wiec ten rodzaj zakupow odpada, jest urzadzona wiec niczego nie potrzebuje oprocz jakichs drobiazgow a to jest latwe do kupna i placenia. Mysle ze ona i ja wiecej kupujemy online niz sklepowo.
Naprawde nie musisz wyrazac sie z taka pogarda o tym sklepie, maja tam rowniez solidne meble na zawsze, a poza tym to nie sklep a styl zycia i stan umyslu i wcale nie prowadzi wylacznie mlodziezowych czy dzieciecych mebelkow. Poza tym obawiam sie, ze kiedy Twoje dzieci sie urodzily, to IKEA dawno istniala, moze nie bylo jej w USA, ale powstala w 1958 roku. No i nie wiem, czy dzieci 6-7-letnie, ktore zaczynaja szkole, juz w ogole nie bawia sie zabawkami. Oraz uwazam, ze dzieci powinny miec wesole meble dzieciece, a nie "babciowe" tylko dlatego, ze sa solidne.
UsuńBonami placilam po raz pierwszy w zyciu, a z ta kasa samoobslugowa to nawet moje dziecko mialo zagwozdke, wiec cale szczescie, ze nie trafilysmy na kogos takiego jak Ty, kto nie ma cierpliwosci na gapy takie jak ja. Ty z pewnoscia poradzilabys sobie w minute z tymi bonami.
To nie pogarda, to zwykle oznajmienie ze nie moj styl i tak to zrozum.
UsuńInne w czym sie mylisz to ze obojetne w ktorym roku IKEA powstala to nie w Tarnowie, tam jej i nie bylo i o ile pamietam nigdy nie slyszalam.
mysle ze praktycznie robilam meblujac pokoje dzieci "dorosle" a gdy byly calkiem mali i inne by byly wlasciwsze nie mialam mozliwosci mieszkajac z poczatku ich dziecinstwa u rodzicow gdzie bylo tak ciasno ze dzieci nie miely swego pokoju a to zmuszalo uzywac meble rodzicow oprocz ich lozeczek co pozniej zaowocowalo w ten sposob ze gdy otrzymalam mieszkanie w bloku podpowiedzialo mi iz wcale juz dziecinnych mebli nie potrzebuja.
Ja tez odrzucilam zabawki zanim zaczelam szkole i czesto sie spotykam z takim faktem, jak rowniez z tym ze 15 latka nosi swego miska i spi z nim.
Widzisz wiec ze kazdy sie urzadza - i lubi - wedlug siebie, takze mozliwosci dyktuja co lepsze.
Corka ma dwa dzieciece pokoje i urzadza je meblami dla dzieci, w tym wykazuje sporo wlasnej kreatywnosci, zeby miec inaczej niz wszyscy. Trudno, zeby 3-latce i 4-latkowi urzadzala pokoje doroslymi meblami. Dlatego nie bedzie przeplacac, bo bedzie wszystko uzupelniac odpowiednio do wieku i potrzeb.
UsuńPrzeciez nigdzie nie napisalam zeby urzadzala doroslymi meblami, pisalam o swoich gdy mialy 7 lat.
UsuńCorka dobrze robi - ma przestrzen mieszkajac tylko sama z dziecmi i nie zniecheca jej mysl ze za pare lat bedzie musiala wymieniac na doroslejsze.
Ale zastanawia mnie dlaczego jestes skrajna w swych opiniach? Przeciez fakt ze ja umeblowalam dzieci pokoje na wyrost nie znaczy ze meblami "babciowymi" . Ty ich nawet nie widzialas !
Istnialy meble typu meblo-scianki czy jakos tak i one byly wygodne bo mozna bylo wybrac segmenty wedlug uzytkownosci i powierzchni sypialni. Nie byly dzieciego rozmiaru, nie byly ani biale czy rozowe czy niebieskie ale odpowiednie w zasadzie dla kazdego wieku. Mialy dzieciom sluzyc od pojscia do szkoly az do usamodzielnienia sie bo byly universalne.
Na dodatek to o czym wczesniej wspomnialam - Tarnow nie mial IKEA i nawet nie jestem pewna czy teraz ma.
Dodam jeszcze jedno - akurat wtedy byla te lata ze wszystko kupowalo sie na talony i czekalo w kolejce - pralki automatyczne, suszarki, samochody, kolorowe telewizory i meble tez a wybor produktow w sklepach meblowych byl marny, nie dajacy wielkiego pola do popisu.
Meble chocholow tez nie sa rozowe ani niebieskie, Zoska ma troche dodatkow w kolorze takiego niezdecydowanego bezu pudrowo-rozowego, a Junior lekka miete na scianach, za to meble biale.
UsuńPamietam te okropne czasy, kiedy ojciec jezdzil w srodku nocy odhaczyc sie w kolejce po meble kuchenne, a w innej kolejce po okropna mebloscianke. Straszne byly czasy, ale ja nie pisalam o IKEA w Polsce, tylko w USA, jest w ogole czy Amerykanie nie chca meblowac sie po skandynawsku? W Lodzi jest jeden sklep IKEA, ale tak daleko od miejsca, gdzie mieszkala mama, ze nigdy tam nie bylam.
Nazywam Ikeę szwedzkim sklepem z klopsikami;-) Muszę przyznać, że nigdy specjalnie nie lubiłam tego sklepu, ale mam parę rzeczy z Ikei: 2 kieliszki do wina, sitko i stolnicę. Takie przygody jak Twoja zdarzają mi się w Lidlu. Tam zawsze mam problem z aktywacją kuponów zniżkowych na produkty, które chcę kupić bo nie mam zasięgu (i nie jest to tylko mój problem). Wysnułam nawet wniosek, że to specjalnie, żeby zmuszać ludzi do zakupu tych rzeczy w regularnych cenach:-) Dobrze, że dobrze spałaś. Po takim dniu należało Ci się.
OdpowiedzUsuńPewnie gdybys podlaczyla sie do Lidlowego wifi, to od razu moglabys bez klopotu korzystac z kuponow znizkowych. Oni rzeczuywiscie chyba specjalnie zaklocaja zasieg internetu w sklepach. Najpierw wabia tymi kuponami, obnizkami, bonami, a potem uniemozliwiaja wszelkimi sposobami, paskudy jedne!
UsuńO rany, chyba bym zdechla przy takiej wyprawie. Na szczescie dla mojego portfela, najblizsza IKEA to praktycznie pól dnia z glowy, bo dojazd paskudny, wiec jesli cos z niej potrzebuje, to tylko online. Grajdolkowe zadupie ma ta dobra strone, ze w wiekszosci przybytków obok kas smoobslugowych funkcjonuja równiez te z ludziem i zawsze z nich wydostaniesz sie szybciej.
OdpowiedzUsuńMnie od calkowitego zdechniecia uratowala tylko obecnosc corki, sama nie dalabym rady, a przeciez nie jestem znow taka glupia, tylko presja czasu, ludzie w kolejce i pospiech spowodowaly u mnie calkowita proznie w glowie.
UsuńU mnie kasy samoobsługowe są w Rossmanie., ale na szczęście zawsze jedna jest "normalna", z obsługą. W IKEI to byłam tu ostatni raz w 2019 roku i omal nie padłam ze zdumienia, gdy zobaczyłam na "łóżku sypialnym" leżącego na nim i kimającego spokojnie gościa. I do dziś nie wiem czy facet był "żywą reklamą" czy utrudzonym przez okoliczności klientem. Bo ja na którychś zakupach w jakimś meblowym sklepie odpoczywałam na fotelu który sobie wybrałam, i dopiero miałyśmy go zatargać do kasy, a córka w tym czasie czegoś jeszcze w tym sklepie szukała. IKEA już dość dawno przestała być oazą niskich cen.
OdpowiedzUsuńPraktycznie we wszystkich sklepach sa juz kasy samoobslugowe obok normalnych i to jest dla mnie ok, bo mam wybor, nie lubie natomiast przymusu, jesli czegos nie chce. W tym przypadku IKEA nie bierze pod uwage osob starszych, mniej bieglych w placeniu bezgotowkowym.
UsuńZgadza sie, w IKEA jest teraz relatywnie drogo.
Nie lubię Ikei, jako sklepu, bo zawsze się w nim gubię i dostaję klaustrofobii. Byłam tam dwa razy sama i raz z dzieciakami i zawsze się tam źle czułam. Co, do mebli z Ikei mam mieszane uczucia, bo mam od nich dwie komody na kółkach i jedna niestety, ale jest porażką, bo wypadają z niej prowadnice do szuflad. Jest przechowalnią zapasów do zdobienia tipsów, więc jest rzadko otwierana. Drugą - ta jest super i cały czas jest urzywana, przesuwana z miejsca na miejsce i jestem z niej zadowolona. Cały czas kombinuję, czy nie kupićjeszcze dwóch takich sanych i nie wyrzucić tamtej, ale gdy nie ma się miedzi, to na d...e się siedzi
OdpowiedzUsuńTam nie sposob sie zgubic, strzalki Cie prowadza i po prostu musisz poruszac sie wytyczona przez nich droga. Zanim ja cos kupie, zawsze wrzucam sobie produkt na testy konsumenckie albo czytam recenzje innych klientow. Pewnie, ze mozna sie naciac, ale na ogol mi to bardzo pomaga. Dlatego nigdy nie kupie pewnych rzeczy czy marek samochodow, o ktorych wiem, ze sa usterkowe i tylko dlatego takie tanie. A z braku miedzi wole poczekac niz kupic tanszy badziew, bo reperacje mnie zjedza i wyjdzie jeszcze drozej.
UsuńIkea - ja tam lubie, chodze sobie tam jak na swiecie zabami bije a tak sobie spaceruje, kroki mi leca, wierzchnie ubranie pcham na wozeczku, slucham muzyczki, przysiadam na fotelach, krzeselkach, ide na kawe lub przegryche. Jesu, tos mnie wystraszyla, latem jeszcze ludzka kasa byla, musze sprawdzic, choc ja nie mam bonusow tylko te karte Family :))) i po wyjsciu przez miesiac bombarduja mnie informacjami na telefon ale potem milkna. Mnie odpowiada styl Ikei choc lubie tez inne a drogo u nas wszedzie. Albo tanio jak sie kupuje raz na jakis czas. :)))
OdpowiedzUsuńMnie podobaja sie wybiórczo niektore ikeowskie wyroby, ale nie wszystkie, natomiast uwazam, ze pokoje dzieciece mozna ich meblami calkiem fajnie wyposazyc, a co wiecej, zestawiac rozne elementy ze soba i wykazywac sie pomyslowoscia. Ja nie mam zadnej karty Family, za to mam apke i tam mozna te karte zeskanowac.
UsuńWlasciwie to szkoda, ze nie mam tego sklepu na tyle blisko, zeby pojsc tam sama i we wlasnym tempie sobie ogladac. Z kims to zawsze trzeba sie dostosowac.
:))) My sie rozchodzimy przy wejsciu i umawiamy sie na kawe juz po wyjsciu ze sklepu bo razem jednak wracamy. :)))) Moja karta Family ma swoje lata ale ciagle ja honoruja, czesto kawa jest darmowa do ...obiadu :)). O tak dla dzieci mebelki i (i inne) sa dobre jak i dla studentow czy lubiacych sie przemies,czac za praca.
UsuńFakt, te studenckie meble sa okropne, ale praktyczne, latwe do zabrania i tanie, bo co wiecej studentowi potrzeba. Natomiast mozna puscic wodze fantazji przy urzadzaniu pokojow dla dzieci, chodzac tam po tym dziale zalowalam, ze nie jestem juz dzieckiem, albo chociaz mlodzieza.
UsuńSie napisałam i mi znikło 🤦♀️
OdpowiedzUsuńA pisałam, że u mnie Ikei* dostatek, bo aż pięć sklepów, z czego ten najbliższy zaledwie 4,5km ode mnie, więc to prawie dystans spacerowy 😉 Do tego zaraz obok wielki market spożywczy, więc bywa, że do Ikei zachodzę przy okazji.
Ja lubię. Nawet bardzo. Mam kilka rzeczy z mebli (łóżka, szafy, stół, komody), zarówno tutaj jak i w Polsce i służą mi lata, ale ja wychodzę z założenia, że jak dbasz, tak masz, więc nie tylko szafa czy stół dębowy jest trwały. Fakt, że nie wszystko mi u nich pasuje, czasami kolor, czasami faktura czy cena, ale uważam, że każdy może znaleźć coś dla siebie i z całą pewnością nie można im zarzucić braku funkcjonalności, bo uważam że ich projektanci są naprawdę mocno zainteresowani żeby to miało ręce i nogi, żeby było funkcjonalne, przyjazne ludziom. I tak jak piszesz, to jest styl życia, nie tylko wyposażenie przestrzeni mieszkalnej.
Ja często skracam sobie drogę przez sklep, jeśli nie chcę niczego z działu kuchni czy łazienki, to omijam. I z reguły nie tracę czasu na oglądanie ekspozycji na górze, bo meblować się już nie muszę, wszystko mam, więc od razu idę na halę gdzie biorę to, po co przyszłam. 🙂
* - tak, wiem, nazwa własna, inicjaly, duże litery, błędem jest odmienianie, blah, blah, blah, ale ja tak lubię 🤪 Ikea, Ikei, z Ikeą itp. 😄😄
W sumie to w mowie mojej potocznej tez IKEE odmieniam, bo kto bogatemu zabroni, w pismie nie odmienialam, chociaz moglam ;) Najbardziej mi sie podoba mozliwosc wariacji zestawiania ze soba wedlug potrzeb i wlasnej fantazji. Zauroczona jestem drobnymi rzeczami, pudelkami, polkami, tablicami, ktore mozna samemu zaprojektowac, kwiatkami i ozdobkami.
UsuńNo i zazdroszcze Ci tej bliskosci.
Tak, to jest też super, że przy odrobinie wyobraźni i zdolności manualnych można z tych samych elementów stworzyć niepowtarzalne meble - wystarczy zmienić uchwyty, nogi, blat. No i te meble, które rosną razem z dzieckiem, np. rozsuwane łóżka itp. A jak jeszcze ktoś lubi malować i nie boi się eksperymentów z farbami, to już totalne pole do popisu przy zakupie białych czy w kolorze naturalnego drewna mebli.
UsuńTak, w tych ich dodatkach to można przepaść i oszaleć 😄😄
Zoska ma takie rosnace lozeczko, teraz kupilysmy dla niej Kallaxy i corka bedzie cos z nich budowac, musimy tylko dokupic blat. Kupilysmy domek dla lalek, tablice z dziurami plus rozne na nia zawieszki i tablice magnetyczna. I jeszcze milion roznych innych drobiazgow.
UsuńMam trochę rzeczy z IKEA, kiedyś miałam regały na książki. Niezadowolona jestem z kanapy, na którą namówił mnie syn, zagraca mi, ale jak na razie nie znalazłam nic sensownego, czym mogłabym ją zastąpić - w sumie stoi w małym pokoju i aż tak źle nie jest. Nie skręciłabym żadnego mebla sama, zawsze prosiłam dzieci. Fanką skręcania mebli jest moja synowa. Też się zawsze tam skuszę na coś, ale z przyborów kuchennych oprócz wyciskacza do czosnku nic mi nie przypasowało. Ostatnio też mnie tam wysłało do kasy samoobsługowej, ale personel pomógł. W sumie dobrze, że nie muszę już mebli kupować, a jak coś - proszę syna, kupi online. O, fotel do komputera kupiłam niedawno i dobrze mi służy, a że trafiłam na promocję, to w sumie grosze za niego dałam. Nie mam czasu na łażenie tam.
OdpowiedzUsuńMam sporo ksiazek, wiec dzwigaja je dwa duze regaly Billy, tyle lat i nadal swietnie sie sprawuja, a polki sie nie odksztalcily i nie wygiely. Przedostatnio kupilam sobie kwietnikowe korytko do sypialni, tez dobrze sie sprawuje.
UsuńJa tam mialabym czas polazic sama po sklepie, ale nie jest mi dane, bo sama tam nie pojade, a kiedy jestem z kims, to musze sie dostosowac. Cos tam jeszcze zamawialam onlajn, ale tylko drobiazgi maja rozsadne koszty przesylki, wieksze rzeczy oplaca sie odbierac samemu, nawet wypozyczywszy transporter, wychodzi taniej niz spedycja.
IKEA to trochę byle co. Dzieciątko miało łóżko z IKEI, śliczne, wymarzone, ale tak badziewne, że częściowo popsuło się po kilku tygodniach, a częściowo później. Masakra.
OdpowiedzUsuńFakt, niektore meble sa malo trwale, tzw. studenckie, ale oni maja tez z lekko wyzszej polki, drozsze i lepsze. Trwalsze w kazdym razie. Mam od nich dwa regaly na ksiazki i nie narzekam, nawet polki sie nie odksztalcily od ciezaru.
Usuń