Translate

14 stycznia 2026

Siewcy paniki

    W ubiegly piatek, zaczeto nas bombardowac alertami, ostrzezeniami, alarmami i wieszczeniem najwiekszej apokalipsy od wiekow. Pozamykano szkoly, apelowano o pozostawanie w domach, jesli ktos nie musi wychodzic, bo nadchodzi pogodowy front-morderca, bedzie bardzo slisko i niebezpiecznie z racji zamarzajacego deszczu. Deszczu nie bylo, jedynie troche sniegu, zadnej slizgawki, przezylismy. Sobota i niedziela byly mrozne, szczegolnie w nocy, kiedy temperatura spadala do dwucyfrowych minusow, ale pogodne i sloneczne, takie dla spacerow. 
   W niedziele po poludniu zaczelo sie od nowa, moja aplikacja KATWARN (skrot od Katastrophen Warnung - ostrzezenie o katastrofie) brzeczala i piszczala, internet zaroil sie na wszystkich platformach od powaznych ostrzezen i informacji o zamknieciu szkol w poniedzialek, bo teraz to juz na pewno drugi front-morderca z marznacym deszczem zbliza sie do nas wielkimi krokami. Miejska komunikacja na biezaco nadaje aktualizacje, na jakich trasach odpadaja pewne linie autobusowe, glownie tam, gdzie sa gorki lub ostre zakrety. To u nas powszechne, miasto lezy w takiej niecce, ma dokola gorki i tam miejskie autobusy moze by i wjechaly, ale czarno widze ich zjazd z tych gorek i to mimo posypywania i solenia ich tras, ale jesli snieg pada bez przerwy albo zdarzy sie gololedz, nie da sie tego szybko ogarnac.
   Tymczasem w poniedzialek rano byla wprawdzie niewielka sniezyca, ale szczesliwie nie spadl zaden marznacy deszcz i tylko dzieciaki w szkolach mialy radoche z dwoch wolnych dni. Ja juz w niedziele zameldowalam w robocie, ze nie mam zamiaru umierac w poslizgach i ze zostaje w domu. Jeszcze bardzo rano panowal mroz -4°C i moglo byc rzeczywiscie slisko na zamarznietym sniegu, ale z uplywem czasu temperatura rosla dosc szybko i o 10.00 bylo juz +1,5°C, a potem jeszcze wiecej. Odczekalam az ociepli sie jeszcze bardziej i pojechalam do drogerii, gdzie mialam sporo do kupienia i nie chcialam laczyc zakupow drogeryjnych z normalnymi we wtorek. Byl spory problem z wyjazdem z miejsca parkingowego, bo kilka dni stal samochod i obok niego utworzyla sie mulda ze sniegu, ktora zlodowaciala, a ja wyjezdzajac, zawislam na tej muldzie i ani w przod, ani w tyl. Kola buksowaly, ja przeklinalam jak szewc, juz mialam leciec po slubnego, zeby mnie stamtad wypchnal, ale jakims cudem zdolalam pokonac przeszkode. Kiedy wrocilam i probowalam wjechac tam z powrotem, to nie dalam rady, musialam szukac mniej wymagajacej luki parkingowej.
   W niedziele mialam w zasadzie odpoczywac, ale zadzwonil P. czy moze po mnie przyjechac, zabrac do nowego mieszkania, zebym sie rozejrzala kobiecym okiem, czego im z Guciem do szczescia brakuje i potem to zamowila. Oni obaj pracuja, wiec wygodniej jest, kiedy zamowione artykuly przyjda na nasz adres, skoro zawsze ktos jest w domu, a oni potem wszystko sobie hurtem odbiora. Juz wczesniej pozamawialam im lampy, wszystkie byly juz zainstalowane przed przeprowadzka, zeby pomagierzy i monterzy mebli mieli jasno przy pracy. Pozapisywalam sobie wszystko i pomierzylam co trzeba, po czym odwiezli mnie do domu, a sami pojechali po kolejne drobiazgi na stare mieszkanie, bo najwazniejsze byly duze i ciezkie meble z ich demontazem i montazem w nowym miejscu, a maly kram mozna juz sobie wozic wlasnym autem, zeby nie naduzywac czasu i wysilku pomocnikow. 
   Akurat swietnie sie zlozylo, bo dokladnie do niedzieli, czyli tego dnia, kiedy bylam u nich, a potem zamawialam, trwala akcja na Payback, ze punkty za zamowione rzeczy (1 punkt za 2 euro) beda liczone 7-krotnie, czyli za to wszystko, co tego dnia dla nich zamowilam, wpadlo mi naraz 3,5 tysiaca punktow, a dodatkowo w drogerii zebralam do kupy ponad 2,2 tysiaca, czyli praktycznie w jeden dzien zarobiona jestem 57 euro, moze to nieduzo, ale cieszy mimo wszystko. Nie dosc, ze wyzylam sie kreatywnie, to jeszcze na tym zarobilam na boku. Ale cos za cos. Praktycznie przez caly poniedzialek mialam zajecie wymagajace wielkiego skupienia. Kiedys w tym OTTO, bez wzgledu na to, ile rzeczy sie zamowilo, dostawalo sie jeden rachunek, teraz OTTO jest jak Amazon, tylko posredniczy i od kazdego producenta masz osobny rachunek, nie da sie nawet zebrac tego wszystkiego na jeden przelew, bo kazdy rachunek ma wlasna sygnature. No i kiedy nadchodza te rachunki, to kazdy musze zeskanowac i wyslac P. z adnotacja, za co on jest, bo na rachunku tego nie ma, a ja na kazdy artykul dostaje dwa maile, jeden, ze artykul xyz jest przygotowany do wysylki, a drugi to goly rachunek bez podania za co, wiec wysylajac do P. podpisuje kazdy, zeby on wiedzial, za co placi. Skomplikowane to wszystko i denerwujace, ale obejsc sie nie da. Zrobilam sobie jeszcze liste na papierze i tam odhaczalam, za co te rachunki juz przyszly, zeby sie nie pogubic w tych mailach. Zostal mi otwarty jeszcze jeden za dywaniki lazienkowe, a bylo ich razem 18. Rachunkow, nie dywanikow. 😆

30 komentarzy:

  1. Pantero, dlaczego część tekstu ma to białe tło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawilam, bo mnie to tez zaskoczylo. Mialam jednak nadzieje, ze nikt nie zauwazy, ze zdaze z korekta przed pierwszym czytelnikiem. Prawie sie udalo. :)))

      Usuń
    2. "Prawie" robi różnicę 😄

      Usuń
    3. Cuszszsz... gdyby nie Twoja czujnosc... nie byloby prawie. :)))

      Usuń
  2. Trochę śniegu Wam spadło, trochę niższe temperatury, i już piszczecie że macie klęskę żywiołową. Ja mam klęskę żywiołową, Australia płonie, mój stan Victoria i sąsiedni stan NSW. Jest ogłoszony stan wyjątkowy do lutego. Wystarczyły dwa gorące dni i silny wiatr i zaczęło się, zupełnie nagle, bo i ten upał przyszedł nagle, lato od początku było chłodne, temperatury wokół 20 stopni, było pięknie, zielono i przyjemnie, no i zapowiedzieli że będzie 45 stopni i stało się to najgorsze - pożary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nie piszcze, ale co sie boje, to moje. Zaraz odmawiam terminy, zeby nie musiec jezdzic, bo gdybym miala gwarancje zejscia w wypadku, to moze bym zaryzykowala, ale na stluczki mnie nie stac.
      Nie ma sprawiedliwosci na swieci, jedynm jest za zimno, innym sie pod tylkiem pali, bo upaly. Straszne to wszystko, jednak pozary najstraszniejsze, zwlaszcza przy duzym wietrze. Przydalby sie Wam nasz snieg.

      Usuń
  3. 18 dywaników łazienkowych? 😲
    No alerty może i na wyrost, ale z drugiej strony jeśli nie ostrzegą, to zaś się ludziska będą burzyć że zostali narażeni na niebezpieczeństwo. I tak źle, i tak niedobrze... 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, 18 rachunkow. Ten dywanikowy jeszcze nie dotarl, bo widocznie czas dostawy jest dluzszy. Kazdy alert to moj stan przedzawalowy, bo ja sie bardzo zimy boje i strasznie niepewnie czuje sie w zimowych warunkach w aucie.

      Usuń
    2. Dopisałaś ostanie zdanie i teraz mój poprzedni komentarz jest od czapy 😁😁 Przynajmniej jego część 😉

      Usuń
    3. Dopisalam ostatnie zdanie, bo przedostatnie bylo od czapy i moglo czytelnikow zwodzic. Teraz przynajmniej wszyscy beda wiedzieli, ze je dopisalam. :)

      Usuń
    4. Dobrze, ze zwrocilas na to uwage, bo glupio napisalam.

      Usuń
  4. Mnie też szlag trafia, gdy jest taka zabawa z rachunkami. Tak samo jest z zamawianiem na Allegro i często zamawiając kilka rzeczy musiałabym płacić za wysyłkę, od każdego sprzedawcy, a to już się nie opłaca. Podziwiam Cię za cierpliwość. Co, do jazdy zimą, to też jej nie lubię i gdy musze jechać, a niestety, ale dziś muszę, to mam wszystkiego dość. Dzisiaj będę próbowałacwyjechać, bo muszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie luzik, +9°C, to biale znika w podskokach, juz prawie go nie ma, wiec jezdzi sie normalnie. Ale raczej zima jeszcze sie nie skonczyla, bo juz od soboty noce maja byc ujemne, a w dzien dodatnio, wiec to, co w dzien stopnieje, w nocy moze zamarznac. Nie lubie!!!

      Usuń
    2. A ja bez problemu - siedzę w domu na dupie bez końca. Tyle, że trzęsę się o całą resztę rodziny, jeżdżącą niestety. Cóż, życie. Nic nikomu nie kupuję, to oni kupują za mnie :) Jednemu dziecku muszę oddawać co do grosza, nie że takie wyrachowane, ale jakąś rachunkowość prowadzi i jak zakup ma końcówkę 92 grosze, to moje oddawanie też musi taką końcówkę mieć. Nie zbiera - jak widać - na waciki ani na inne bzdury :P

      Usuń
    3. Boszszsz... jak ja nie trawie takich skrupulatów, zawsze jakos zaokraglam, najczesciej na wlasna niekorzysc, ale taka rola matki. No i wreszcie zima u nas lekko odpuscila, snieg zniknal i przestalo byc slisko, wiec latam, jezdze, bo kto jak nie ja?

      Usuń
    4. Ja go akurat rozumiem, on ma jakąś tajemniczą rachunkowość, zaplanowane wydatki na lata, ale mądrze gospodarzy kasą, więc nie będę mu w niej grzebała. Inne zakupy, np. marketowe, gdzie kupuje coś dla siebie i dla mnie - mogę zaokrąglać, ale wydatki tylko dla mnie np. z Allegro - nie :) Uważaj mimo wszystko w czasie latania, bo za bezpiecznie nie jest. U mnie jeszcze parę dni huśtawka będzie, cóż, żarełko mam :)

      Usuń
    5. Pod koniec tygodnia ma znow przymrozic, wiec bede uwazala, bo moze zrobic sie slisko, ale na razie moge latac bez strachu, no chyba, ze potkne sie na prostej drodze, ale przynajmniej nie poslizgne. :)))

      Usuń
  5. W zaleznosci od strefy klimatycznej zamieszkania zawsze ktos ma niedogodnosci - jedni ostre zimy, Teresa pozary ktore i moj kraj, glownie Kalifornie, wciaz gnebia, ja, gdzie nie mieszkam mam upalne lato.
    Bardzo lubilam urzadzanie nowych domow. Co prawda szybko stalo sie tak ze wiekszosc mebli i dodatkow przenosilo sie z jednego do drugiego ale i tak zawsze cos trzeba bylo dodac albo ujac . Tutaj, w USA, przeprowadzalam sie 6 razy wiec zrobilo mnie to poniekad expertem przeprowadzek i dekorowania. Mysle ze obecne miejsce bedzie mym ostatnim chyba ze zajdzie koniecznosc oddania mnie do domu starcow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sama powiedz, czy nie byloby fair oddac Wam troche zimna, wzamian przyjac Wasze cieplo, a Wasza wilgoc i nasz snieg poslac do Australii, gdzie panuje susza i pozary.
      Ja juz nie zlicze, ile razy przeprowadzala sie nasza rodzina, najpierw wszyscy piecioro, potem dzieci wyfruwaly z domu, a mysmy pomagali, w tym byly przeprowadzki do innych miast, potem z powrotem do heimatu, tutaj tez niezliczone razy.
      Dla P. urzadzalysmy mieszkanie, kiedy sie rozstal z zona, teraz tak jak piszesz, trzeba dokupic jakies rzeczy, ktore sie zestarzaly i potrzeba nowych. Do tego ja nadaje sie w sam raz, juz nie pomoge w noszeniu mebli, moze pozniej w ukladaniu wszystkiego w szafach, ale mam pojecie, czego jeszcze brakuje, mam czas wyszukiwac potrzebne rzeczy w sieci, bo do sklepu nikt mnie sie wygoni, przyjmowac przesylki i organizowac.

      Usuń
  6. Powodzenia zycze z tym urzadzaniem, jestem pewna ze zrobisz je tak udanie iz P w pewnym momencie zauwazy ze nawet za malzenstwa nie mial tak solidnie, logicznie i ladnie urzadzonego domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On juz poprzednio zauwazyl i docenil. Jego eks niestety nie miala dobrego gustu, na szczescie przywlaszczyla sobie stare meble, a my poszalalysmy z urzadzaniem, tapetami, ozdobami i innymi cudami. Jak ona to pozniej zobaczyla, to o malo jej zylka w dupie nie pekla z zazdrosci.

      Usuń
  7. Świrnięta ta zima - u mnie +6 i musiałam do sklepu wlec się pod parasolką bo solidnie padał deszcz i musiałam lawirować pomiędzy kałużami i resztkami zlodowaciałego śniegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas 9,5°C, sniegu i lodu juz prawie nie ma, jakies resztki tylko na trawnikach, ale jezdnie i chodniki tylko mokre, bo i u nas deszcz pada. Ale wole juz to niz smiezna zime, niech sobie pada w gorach dla narciarzy, a w miescie niech zima da mi swiety spokoj.

      Usuń
  8. A ja wciąż czekam na prawdziwą zimę tej zimy. Co prawda, trochę przymroziło, trochę przyprószyło śniegiem, ale dzisiaj wyskoczyło +8° i cały śnieg spłynął do kanału. Za to u mojej siostry, 40 km od Krakowa zima, że hej. Mroźno i śnieżno. Kraków ma jakiś taki dziwny klimat, że zima mija go bokiem... Za to ja mam inny armagedon... W sobotę padła mi pralka, a dziś samochód. Jutro przyjeżdżają fachowcy do jednego i drugiego. Mam nadzieję, że chociaż auto da się zreanimować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche przymrozilo i WYSTARCZY !!! Masz niedaleko w gory, tam niech sobie zima rzadzi, w miescie nie ma czego szukac, a u mnie powoduje zawaly na sercu i stresy.
      Bardzo wspolczuje padnietych ulatwiaczy zycia, bez pralki, auta i smartfonu nie da sie normalnie funkcjonowac. Trzymam kciuki za szybka ich reanimacje.

      Usuń
    2. Dzisiaj mamy piękny dzień, świeci słońce i zimy już mi się odechciało całkowicie:-) A z frontu domowych ułatwiaczy życia wieści są takie: pralka padła na ament, naprawa przekroczyła koszt nowej więc...dostanę nową! Yupi! Może pochodzi ze 2 lata bez awarii. Tak, że opłaciło się wykupic dodatkową gwarancję na 2 lata. W aucie na ament padł akumulator:-) Że też mąż tego nie wyczaił. Miał prawo bo to ten sam akumulator od nowości, 10,5 roku! Długo wytrzymał. Smartfon też mam nowy, ładny w pomorążowym kolorze i właśnie go umojam;-) Przy okazji w starym znalazłam coś fajnego. Jeśli będziesz chciała to przyślę Ci na messengera:-)

      Usuń
    3. Jesli moge cos poradzic, to posilkuj sie testami konsumenckimi, ja zawsze dokladnie je studiuje przed nabyciem jakiegokolwiek nowego czegos, czasem warto zaplacic wiecej i kupic malo usterkowe urzadzenie. No brawo dla atarego akumulatora i gdyby nie ten atak zimy, to pewnie dalej by dzialal.
      Pewnie, ze chce, dawaj!

      Usuń
  9. I to jest bardzo dobra i mądra rada:-) Mama też mi tak mówiła, ale nie posłuchałam więc ona ma jedną pralkę już od paru lat, a ja 4 w ciągu 7-miu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Toyota np. za chwile skonczy 20 lat, raz tylko wymienialam akumulator, zmieniam olej i klocki dla wlasnego bezpieczenstwa, poza tym bezusterkowa.
      Kupilam automat do kawy jednej firmy, zdazyl sie szczesliwie zepsuc przed uplywem gwarancji, czlowiek z serwisu dal mi dobra rade, tylko jedna firma i te kupilam, a zreperowany gwarancyjnie sprzedalam.

      Usuń

Zostaw slad, bedzie mi milo.

Marcowa magia

     Pierwszej marcowej nocy wrozka Przedwiosenna przycupnela zmeczona na dachu jednego z domow w niewielkim miescie uniwersyteckim. W ostat...