Tak to sie nazywalo za moich czasow w szkole, pozniej przechrzcili to na zajecia praktyczno-techniczne, ale jak zwal, mnie niejednokrotnie w zyciu pomogly umiejetnosci nabyte podczas tych wlasnie lekcji. Nawet nie tak dawno zepsul mi sie wlacznik do lampki biurkowej, a ze sama lampka mocno mi pasowala i dzialala bez zarzutu, szkoda bylo ja wywalic. Kupilam wiec te zepsuta czesc i calkiem sama zainstalowalam na kabelku. Musialam wprawdzie dwa razy poprawiac, czyli rozkrecac od nowa i umieszczac glebiej pozbawione plastikowej oslonki druciki kabla, bo mi to gole wystawalo poza wlacznik, ale w koncu osiagnelam, co chcialam i nie doszlo do zwarcia. Kiedy po remoncie w kuchni i zmianie koloru scian, zmienialam rowniez lampe sufitowa, slubny oznajmil mi, ze nie da sie jej podlaczyc, bo costam. Wylaczylam wiec bezpieczniki, wlazlam na drabine i podlaczylam lampe sufitowa do kostki sama. Bo to zadna filozofia, a pewne zasady bezpieczenstwa mialam w glowie wlasnie jeszcze ze szkoly. Uczono nas roznych bardzo przydatnych rzeczy, oprawialismy ksiazki, robilismy dekoracyjne pudelka z zamykanymi wieczkami, karmniki dla ptakow, szylismy jakies latwe rzeczy (np. worki na kapcie), ktore pozniej haftowalismy naszymi monogramami czy tam innymi obrazkami, dziergalismy szaliki na drutach czy berety szydelkiem, cerowalismy welniane skarpety, rzezbilismy w drewnie figury szachowe i wlasnie wykonywalismy proste prace elektryczne. Przenigdy w zyciu nie udalo mi sie skorzystac z wiedzy matematycznej, tych sinusow i tangensow, calek i pitagorasow, ale wielokrotnie korzystalam z umiejetnosci nabytych na lekcjach prac recznych.
No a przed swietami tworzylismy rozne cudenka, a przy okazji, kiedy szukalam odpowiedniego zdjecia, dopiero teraz dowiedzialam sie, ze gwiazdki, ktore produkowalam tasmowo z paskow papieru, nazywaja sie gwiazdkami Froebla. Szukalam wiec informacji o tym Froeblu, bo gdzies z tylu glowy latala mi freblówka. I tenze Froebel wymyslal dla przedszkolakow rozne zajecia, m.in. robienie gwiazdek z papieru, takich, jakie dobrze znamy, ale o ktorych nie wiedzielismy, ze sa gwiazdkami Froebla.
Kleilismy tez kilometry lancuchow choinkowych z kolorowego papieru, zmudna to byla robota, ale lancuchy wygladaly na choince naprawde imponujaco. Produkowalismy tez rozne ozdoby choinkowe z... makaronu o roznych ksztaltach, a po pomalowaniu aniolka czy innego wisiorka na zloto, nikt by sie nie domyslil, ze to zwykle prozaiczne kluchy. Te robione przez nas ozdóbki na choinki byly dosc ulotne, gniotly sie i deformowaly podczas przechowywania, a makaronowe aniolki lamaly, wiec wlasciwie co roku potrzebne byly nowe. Byla to praca sezonowa w pelnym tego slowa znaczeniu 😏 Lubilam te zajecia, to bylo cos jak darcie pierza na wsiach, wykonywalo sie ze czynnosci automatycznie, gadalo przy tym i zartowalo, czas uplywal szybciej. Z jaka duma pozniej przynosilo sie te nasze wytwory, wieszalo sie na choince, a one nierzadko bardziej ja szpecily niz zdobily, ale nikt z rodziny nie smial krytykowac. Czy teraz jeszcze klei sie takie lancuchy? Czy wiesza sie na choince cukierki, pomalowane orzechy i jablka w lukrze? Czy juz tylko chinski plastikowy badziew? Bo wyglada lepiej od krzywo sklejonego lancucha wytworzonego malymi dzieciecymi lapkami?
Zdjecia wylapane z czelusci internetow, ale takie same ozdóbki robilismy w szkole.



Pamietam prace reczne, ale chyba jednak wolalam matematyke. Nie pamietam co robilismy na tych pracach recznych, prawdopodobnie to wszystko o czym piszesz, najbardziej pamietam nauczyciela, bo byl dobry i wszystkim dawal piatki.
OdpowiedzUsuńLancuch na choinke robilam w domu i pamietam cerowanie skarpetek na takim ladnym drewnianym grzybku.
Grzybek mam do tej pory i czasem zdarza mi sie z niego korzystac. Bo ja nadal reperuje male dziurki, zeby nie zrobily sie z tego duze i nie trzeba bylo ubrania wyrzucac. Robie to dla siebie, ale i moje malo utalenowane corki znosza mi swoje i dzieckowe do zaszycia albo zacerowania. Najgorsze jest to, te coraz gorzej widze.
UsuńA robiliście biżuterię z drutu miedzianego? Naprawdę fajnie to wychodziło.
OdpowiedzUsuńMy szyliśmy na maszynie bluzki kimonowe. Przełącznik też naprawię, choć tego akurat nauczyłam się w domu. A takie gwiazdki robiła moja mama i nauczyłam się je robić bardzo wcześnie, choć nie miałam pojęcia, że się tak nazywają. Z ozdób choinkowych robiliśmy łańcuchy, chyba każdy robił, pawie oczka (z naklejanego warstwami papieru kolorowego) i pajace z wydmuszek, właściwie same główki - do wydmuszki doklejało się stożkową czapkę z papieru, malowało się oczy nos i usta farbkami, czasem doklejało brodę i wąsy z waty. No i na drutach nauczyłam się robić na pracach ręcznych, bo mama i babcia raczej szyły i haftowały, czasem obrabiały chusteczki cieniutką, szydełkową koronką, a na drutach jakoś nie robiły. Choć później okazało się, że obie umiały.
Matematyka mi się nieraz przydała, kiedy tłumaczyłam dzieciom zadania, a i w życiu też. Szczególnie arytmetyka i geometria - procenty, obliczanie przekątnych, powierzchni i objętości. Ta bardziej skomplikowana raczej nie, faktycznie, ale ja lubiłam matematykę, choć nie byłam orłem w tej dziedzinie :D
Nie, akurat bizutków z drutu nie robilismy. Na maszynie szylismy proste spodnice i bluzki, ale tez naumielismy sie szyc recznie, normalnie szyc, bo haft tez cwiczylismy. Chusteczki tez umiem obrabiac koronka, ale nigdy nie nauczylam sie merezki, co chusteczce dodawalo urody.
UsuńNie no, do tlumaczenia dzieciom tez mi sie matematyka przydala, tyle ze ja mialam bardzo utrudnione zadanie, bo sama najpierw musialam nauczyc sie wielu rzeczy po niemiecku, zeby moc wytlumaczyc dzieciom, uczylam sie razem z nimi licznikow, mianownikow, ulamkow (znaczy tych slow), nazw pierwiastkow chemicznych (nie zawsze lacinskich), czy nazw panstw i ich stolic w wersji niemieckiej. Nie bylo latwo.
Taka podstawowa matematyka, o ktorej piszesz, to wiadomo, zawsze sie przydaje, chocby po to, zeby sprawdzic, czy ekspedientka wydala dobrze reszte, ale ta wyzsza matematyka to juz nigdy sie nie przydala.
Gwiazdki Froebla odkrylam w Niemczech, plotlam przez kilka adwentow z gotowych pasków, mialam dwa pelne pudełka po butach! Plotlam je siedząc jeszcze w mama wieczorami, bo nie umiem siedzieć bezczynnie, a z mamą już nic nie moglam robić. Gadałam do niej, a ona już na nic nie reagowała :( , uspokajala mnie ta monotonna czynność.
OdpowiedzUsuńWłaśnie je wyrzuciłam do śmieci, bo juz nie dekoruje domu.
Inne dekoracje chionkowe w moim dzieciństwie wyczarowywała moja ciocia plastyczka, to były cuda!!!!
Ja do papierowych prac nie mam talentu, pokroje sobie palce, skleję raczej palce, niż papier, echhhhhh :))))
Bardzo duzo roznych fajnych ozdobek choinkowych robilismy tutaj z dziecmi w szkolach na tzw. Eltern-Kinder Abend, sporo sie douczylam do tego, co juz umialam z Polski. Ale poza tym dzieci nie uczyly sie tutaj takich codziennych praktycznych prac, ktore w zyciu codziennym zawsze sie przydaja.
UsuńW kryzysie w Polsce moje dzieci chodzily ubrane jak laleczki, a nie mialam dostepu do ciuszkow z zachodu, dopiero pozniej, kiedy slubny pojechal. Ja robilam na drutach, szydelku, szylam, nicowalam jakies stare ciuchy, haftowalam - ludzie mnie na ulicy zaczepiali, skad to mam.
O i ja lubiłam te zajęcia. i plastykę najbardziej i historię. owszem dziś wiem, że znienawidzona matematyka to podstawa sztuki :-) tak sztuka, to matematyka.
OdpowiedzUsuńNie no ja robię z moimi wianki naturalne w tym roku i gwiazdy z papieru i naciskam na nich w kwestii ozdób, naturalnych. zawsze. szukam inspiracji, pokazuję. przynoszę. na technice też dużo fajnych rzeczy robią. nie jest tak źle. ale dzieci mają więcej problemów manualnych. z wiadomych powodów.
Wtedy, kiedy ja mialam prace reczne, swiat byl jeszcze normalny, a o ekologii nikt nie slyszal, byl anwet zachwyt plastikiem, taki byl praktyczny. Za to w wielu dziedzinach bylismy bardziej ekologiczni niz dzisiejsze dzieci, wprawdzie ekologiczni nieswiadomie, ale to byl fakt. Cerowalismy, zelowalismy, przerabialismy, prulismy i dziergalismy od nowa, reperowalismy, nie wyrzucalismy, bo moglo sie jeszcze przydac. Szkola nauczyla nas tego, popierala oszczedzanie i dbalosc o rzeczy.
UsuńJuż od lat nie ubieram choinki, ale w piwnicy są jeszcze moje ozdoby od czasów dzieciństwa, w tym kilometry łańcuchów klejonych z papieru kolorowego. Uwielbiałam to robić! O takiej profanacji jak plastikowe ozdoby nikt nie śmiał nawet pomyśleć, bo też i nie było jeszcze tego syfu.
OdpowiedzUsuńOd iluś tam lat mój zapał do świąt systematycznie stygł, aż wystygł do zera. Zaczynam wręcz odczuwać niechęć. Puste miejsca po dziadkach, po tacie tego nie ułatwiają.
Ja w sumie chyba nigdy nie bylam szczegolnie uduchowiona, bo nawet jako dziecko bylam dosc krytyczna w stosunku do osob duchownych, na co niemaly wplyw miala bezreligijnosc w rodzinie. Swieta traktowalam bardziej jako okazje bycia z babcia, podjadania czegos szczegolnie smacznego, lepszych filmow w telewizji i w ogole takiej fajnej atmosfery, mniej religijnie. Teraz mam tak dosc tego szalenstwa, ktore powoli zaczyna sie juz w sierpniu, ze do grudnia kipi mi uszami.
UsuńAle post byl w sumie o pracach recznych. :)))
Robiłam najróżniejsze rzeczy na choinkę, łącznie z gwiazdkami ze słomy. Nigdy nie przynosiłam ich do domu, bo zostawały w szkole, do ozdobienia choinki. W domu, robiłam gwiadki na choinkę, co roku nowe, przez wiele lat i były różnej wielkości i z różnych materiałów, od papieru, poprzez folię, po wstążki. Teraz, od paru lat nie ubieram choinki, a w tym roku, nie mam ochoty na żadne święta...
OdpowiedzUsuńTo tak jak ja, ale dzieci i wnuki nie pozwola spedzic swiat na przyklad w lozku przed telewizorem, zmuszaja czlowieka do uczestnictwa. I pomyslec, ze sama ich tego nauczylam, tego rodzinnego spedzania swiat :)))))
UsuńNa drutach i szydełku nauczyła mnie robić Mamcia, sama z takiej niemieckiej encyklopedii robótek, nauczyłam się robić klockowe, koronkowe kołnierzyki dla lalek. Zajęcia praktyczno - techniczne miałam raczej w domu, przy Mamci, bo Ona potrafiła haftować, robić mereżki i inne cuda...
OdpowiedzUsuńNawet nie wiem, kiedy szkoly zaczely odchodzic od uczenia dzieci robotek recznych, ale wyglada na to, ze niedlugo po czasach mojej edukacji, czyli kiedy Ty pobieralas nauki.
UsuńW ogole kiedys chyba nie bylo kobiety, ktora nie umialaby szyc, dziergac, szydelkowac, merezkowac, haftowac. Przede wszystkim musialy szyc i zdobic wlasny posag.
Na moich zajeciach praktycznych nie uczono nas robotek na drutach czy szydelkowych a szkoda . Duzo roznosci wyrabialismy z gliny. Nie uczono nas ani szycia ani cerowania ktore znam tylko od mamy. Nauczyla mnie rowniez lapania "oczek" w ponczochach choc istnialy punkty robiace to ale w domu szlo szybciej.
OdpowiedzUsuńOzdoby choinkowe - w mej rodzinie i milionach innych robilo sie samemu a w bankach sklepowych byl marny wybor. Robilismy podobne ozdoby jakie pokazalas plus troche ze .... slomy. To byla dluga robota bo nalezalo klosy wybierac zdrowe, nie pogniecione , odpowiednio przycinac - zmudne ale lubilismy to robic. Pamietam rowniez swieczki na choinkach a zwlaszcza rok w ktorym zapalily nam firanke. Akurat byl to rok gdy mojemu bratu przyszlo do glowy by choinke ozywic wata szklana by jej nadac blysku wiec gdy ojciec na bosaka wyskoczyl z lozka by ugasic pozar nawbijal sobie w stopy pelno tej waty. Lekarz nie byl w stanie jej wydlubac a ojca bolesnie klula przy chodzeniu dopoki sie jakos sama nie polamala pod naciskiem ciezaru ciala. Oj , ilez on sie nacierpial.
Pozniej pojawily sie swiatelka ale gdy pomysle jakie marne bo lancuchy zawieraly ich tylko 17 zaroweczek. Zawsze gdy w obecnych czasach ubieralam choinke kupiona juz z umocowanymi zarowczkami a moja ostatnia miala ich 1200 to przypominalam sobie te dawne .
W mej rodzinie swieta tez nie byly duchowym wydarzeniem, a teraz gdy porownam moje swieta, z roku na rok ubozsze we wszystko, to sama nie wiem co o tym myslec poza tym ze za dziecinstwa byly jakies magiczne, teraz czesto sie zastanawiam po co nawet robic ta odrobine ktora robimy? u nas nawet nie ma malych dzieci by na nie zwalic ta potrzebe.
Moze wstyd ale swiat wcale nie lubie i bede zadowolona gdy mina.
Moze jeszcze przede mna nie braklo tych wszystko potrafiacych kobiet ale ja i wiekszosc moich szkolnych kolezanek nie potrafila, za to co druga chodzila do szkoly muzycznej albo na balet, takze wiekszosc wybierala sie na studia wiec nie w glowie im byly takie "nieszlachetne" umiejetnosci.
To widze, ze Twoj brat lubil psocic, skad on w ogole zdobyl wate szklana? No i moge sobie wyobrazic Twojego biednego tate, ktory przez dluzszy czas musial znosic przykry bol stop przy chodzeniu, ale cala ta sytuacja wielce mnie rozsmieszyla, choc tacie pewnie do smiechu wcale nie bylo.
UsuńJa uwazam, ze umiejetnosci "nieszlachetne" to nic zdroznego, szczegolnie, kiedy czasy sa niepewne i radzenie sobie w kryzysie to bardzo cenna umiejetnosc. Bo wtedy beda potrzebne nie spiewaczki, baletnice czy aktorki, ale kucharki, krawcowe i szewcy.
Nie mam pojecia skad wzial i wogole do czego mogla byc uzywana.O tak, po paru latach wszyscy sie z tego smialismy.
UsuńA jednak gina pewne umiejetnosci i nawet zawody. Pomysl o szewcach czy zegarmistrzach - teraz sie nie naprawia tylko wyrzuca i kupuje nowe. Prawda jest ze to nowe tez ktos robi ale w inny sposob, z uzyciem technologii i tasmowo.
Mieszkajac w starym miejscu chcialam znalezc kogos by do posiadanej serwety dorobil mi szydelkiem obrus - i nigdy nie znalazlam. Jestem pewna ze nie ucza takiego czegos w szkolach.
Patrzac na internet widzialam ze Dolly Parton w tym roku ma bardzo tradycyjna choinke - ze swieczkami umocowanymi w "zabkach" . Widocznie mozna je gdzies kupic.
Ja mysle, ze w internecie mozna rzeczywiscie wszystko kupic, tylko wpisac, a AI Ci znajdzie :)))
UsuńOstatnio zamowilam mysz do lapka, bo przy tej starej skakal mi obraz podczas scrollowania, wrzucilam tylko "mysz bezprzewodowa zwykla, nie dla gamers" i od razu wyskoczyla mi ta wlasciwa. A w sklepie, zanim znajde kogos, kto moglby mi doradzic, to juz zdaze sie wkurzyc.
U nas w supermarketach sa male punkty szewsko-slusarskie, dorabiaja klucze, zeluja i reperuja buty, sama wielokrotnie korzystalam. Oczywiscie nie sa to szewcy, jakich znamy sprzed lat z Polski, umiejacy nie tylko reperowac, ale zrobic buty od nowa, ale zreperuja.
Bardzo dobrze wiem ze wszechmajacy Amazon ma wszystko , jak jego przydomek sugeruje i nawet nie trzeba go przegladac z pomoca AI - tylko po co mialabym sie interesowac spinaczami do swieczek? Nawiasem mowiac dla entuzjastow swieczek choinkowych sa ich elektryczne imitacje, z pewnoscia bezpieczniejsze niz orginaly.
UsuńAmazon, poza ogromnym wyborem towarow , ma jeszcze ta zalete ze zamowienie przynosza mi do drzwi, nie musze lazic po sklepach by znalezc co potrzebuje ani po zadnych paczkomatach ktore nie jestem nawet pewna czy u nas istnieja bo po co?
W naszych sklepach typu wszelkie "dla domu" tez dorabiaja klucze, sa automaty ktore to robia a takze istnieja objazdowi slusarze ktorzy nie tylko wymieniaja zamki w drzwiach ale otworza samochod jesli z jakiegos powodu go zamkniesz z kluczem w srodku.
W moim dawnym miescie znalam tylko jednego szewca ktory rowniez naprawial walizki i torebki .
Latwo jest znalezc np perukarnie albo krawcowe , czesto specjalizujace sie w sukniach slubnych i wieczorowych, takich pelne cekinow i perelek, one rowniez oferuja wyszczuplajace gorsety, dla panow tez.
Wspomnialas o Dolly, wiec myslalam, ze zastesknilas za prawdziwymi swieczkami. Ja juz tez nie ryzykuje otwartego ognia, zreszta lampeczki tez sa sliczne.
UsuńJa tez lubie Amazon, tak mam tam ustawione, ze nawet nie musze robic przelewow, sami sobie biora z konta, pelna wygoda.
Mnie zycie i postepki celebrytow wogole nie interesuja ale nasz internet, strona ktora mam jako glowna, codziennie podaje tego typu informacje wiec czy chce czy nie to widze chocby tytul wydarzenia. W Dolly swieczkach nie interesowalo mnie ze sobie tak umyslila tylko sam fakt ze ktos jeszcze te swieczkowe uchwyty produkuje.
UsuńJa tez mam tak ustawiony Amazon, nawet nie wzielam pod uwage ze mogloby byc inaczej. Poza tym majac karte banku Chase przy niektorych zakupach dostaje punkty ktore ida na konto Amazon - np zakup 30 $ daje mi 3 punkty - a tymi punktami moge oplacac inne zakupy amazonowe choc nie wszystkie. Np w tej chwili mam uzbierane 130 punktow czyli moge cos podlegajacego temu systemowi "kupic" za darmo rzecz tej wartosci. Bardzo mi sie to podoba. Jestem na kupnie zakupu swiezych majtek a akurat one nie podlegaja temu systemow :(
U mnie gdy przy upatrzonym produkcie jest info PRIME to znaczy ze podlega.
Tu tez mamy ten system payback, gdzie dostaje sie punkty. Za takie wlasnie punkty kupowalam Zosce regaly w IKEA, bo mozna sobie wybrac albo 1. zaplacic punktami za kolejny zakup, 2. wybrac jakas premie rzeczowa, 3. kupic bon prezentowy do wybranego sklepu.
UsuńTez dlugo mialam rózne choinkowe ozdoby wlasnorecznie wyrabiane i pieczolowicie przechowywane. Odkad dziecko wydoroslalo obchodzenie swiat z choinka zupelnie przestalo dla mnie miec dla mnie sens, ale bez zdolnosci nabytych w ramach prac recznych chyba bym marnie zginela, bo w grajdolku np. dawni kanalizatorzy, czy elektrycy juz wymarli, a na odleglejszego fachowca mozesz i pól roku czekac.
OdpowiedzUsuńJesu, a ja denerwowalam sie, ze facet nie przylecial od razu, kiedy nam sie kibelek zatkal i nie mozna bylo z niego korzystac, tylko trzeba bylo na niego czekac kilka godzin, bo mial zlecen po kokarde. Ale pewnie i tutaj na wsiach nie jest zbyt kolorowo z fachowcami, a zanim taki z miasta dojedzie, to tez moze minac sporo czasu.
Usuńojej, też często wspominam to coroczne robienie ozdb na choinkę, moja mama była w tym wzgledzie bardzo kreatywna, lancuchy z kolorowego papieru, robiliśmy bombki z papieru, wydmuszki, a z nich robiliśmy śliczne dzbanuszki, koguciki, pajace, kartki świąteczne, wieszało sie na drzewku jabłka czerwoniutke , cukierki kolorowe, pierniczki lukrowane, orzechy też, dwa lata temu powiesiłam na choince i jabłka i cukierki, i pierniczki gwoli powrotu do dzieciństwa.
OdpowiedzUsuńw szkole mieliśmy pracownię introligatorską, ksiązki z biblioteki doprowadzalismy do użyteczności, w liceum pamiętam były lekcje szycia, uszyłam sobie rózowy fartuszek , wyhaftowałam go białymi nićmi, mieliśmy kursy gotowania, była nauka właściwego mycia naczyń, szyłam , robiłam na drutach, szydełku, haftowałam, moim największym osiągnięciem byłp uszycie sukienki ślubnej dla siostrzenicy męża...była z tafty, długa a góra cała w perełkach i cekinach, tak się namęczyłam,że córkom już szyły krawcowe...
potrafisz swoimi wpisami ruszyć nasze wspomnienia
Zobacz, nawet mycia naczyn uczyli, choc ja pobieralam te nauki na obozach harcerskich, gdzie osmalone ogniem gary, czesto po tlustych potrawach, trzeba bylo doszorowac piaskiem w jeziorze, innej metody nie bylo. Ale jakos sie nie potrulismy tym brakiem higieny, przeciwnie - to nas zahartowalo.
UsuńNie bylam taka zdolna, zeby uszyc suknie slubna, ale szylam sobie spodnie i marynarki, spodnice rozniastych ksztaltow, bo w sklepach nie mozna bylo nic dostac, wiec czlowiek musial byc kreatywny. Dzieci tez ubieralam w samodzielnie szyte lub dziergane ubrania.
Do dziś mam fartuszek, który uszyłam w podstawówce na ZPT. Pinkowy :) Umiem robić i na szydełku, i na drutach. Do prac technicznych nie mam żadnych zdolności, ale zmajstrowałam sobie dwóch łebskich synów i ich bezlitośnie wykorzystuję :)
OdpowiedzUsuńDługo szyłam dla dzieci, bo nie można było dostać w sklepach nic. A że trochę krzywo? Nie szkodzi :) Jakoś kompleksów nie miały. Cerować też umiem - właśnie niedawno rozmawiałam o cerowaniu z wnuczką, która dziurę w skarpetce miała. Nawet nie znała słowa "cera". A w kanapie mam skitraną wełnianą skarpetę starszego dziecka, kupioną, nie robioną, bo skarpet nie umiem robić, pięknie pocerowaną na pięcie, tyle że wełenką innego koloru, bo takiego samego nie miałam :) Jak widziałam, jak synowa przyszywa oderwaną falbankę z sukienki córki, bo to taki tiulowy badziew, co przy lekkim pociągnięciu się pruje, to z trudem powstrzymywałam się od śmiechu, ale nie proponowałam pomocy, bo ona wszystko wie i robi lepiej :) Parę innych talentów mam, fartuszka poszukam, jak ogarnę przedświąteczny pierdalnik, bo niestety, ni ma letko i wrzuce fotke na mojego bloga :)
No to sie pochwale, na drutach umiem robic dosc dobrze, skarpetki to latwizna, wiecej roboty mialam przy rekawiczkach z piecioma palcami, wyszly pieknie. Kiedys zrobilam sobie taki dlugi sweter z wrobionym napisem kursywa z cieniem Hollywood, ludzie dawali kupe kasy, bylem go sprzedala, w koncu tak zrobilam, bo mi sie znudzil. Dzieciom robilam sweterki z obrazkami, koronkowe kapelusiki i inne cuda. Ja naprawde duzo umiem, ale juz mi sie nie chce, bo wlasciwie wszystko mozna kupic i to mnie rozleniwia, kryzysy budzily moja kreatywnosc. Wtedy jednak nie robilo sie tylu zdjec i nie mam dowodow na swoj wyjatkowy talent. ;)
UsuńA, mam jeszcze suknie, w tym jedną balową, zrobione na drutach. Fotki wrzucę. :) Nie sprzedałam. Sweterki powydawałam, pasowały na Małą Wiedźmę. :)
UsuńJa nawet jednej sztuki sobie nie zostawilam, a nie, mam jeden kardigan, ktory zrobilam ponad 40 lat temu.
UsuńZ przedmioty "prace ręczne" utkwił mi koszmar pod tytułem "szyjemy bluzkę". A że to było w czasach głębokiej komuny, to wpierw był koszmar z kupnem kawałka batystu, potem, problem z wykrojem owej no i na koniec szycie (ręczne) I owo szycie na pracach ręcznych dobiło mnie kompletnie bo ni diabła nie wychodziły mi ściegi równo i najczęściej każdy kawałek zszywałam po kilka razy. Cerowanie też mi nie wychodziło- po prostu tego nie lubiłam robić. Za to potrafiłam "majsterkować" i to mi zostało na długo.
OdpowiedzUsuńNo fakt, nielatwo bylo dostac jakis niebrzydki material. Ja dlugo nie mialam maszyny do szycia, wiec szylam dzioeciom i sobie w reku, takiej wprawy nabralam, ze wygladalo jak maszynowo. Tak samo recznie cykcakowalam, zeby sie nie strzepilo. Kiedy wiec dostalam od mamy maszyne, to bylam szczesliwa jak nie wiem co.
Usuń"Cykcakowałam"?? 🤔 A co to takiego? 😄😄
UsuńJa lubilam wiekszosc przedmiotow oprocz muzyki i tej dla wiernych. :))))
OdpowiedzUsuńNie pamietam jednak robienia ozdob na choinke. W szkole byla choinka i wielkie pudlo gotowych ozdob. W domu bylo to samo: sterta pudel ulozonych od najwiekszego do najmniejszego zawiazana sznurkiem, przechowywana na strychu. Banki byly jeszcze z dziecinstwa mojej mamy a moze i babci. Radoscia bylo rozpakowywanie jak i skladanie potem. Jedyna czynnoscia, ktora robilismy, my dzieci, to wiazalismy nitki do cukierkow orzechowych, ktore to babcia skrzetnie wczesniej przed nami chowala, bo to na choinke. Pamietam dzien wigilijny. Ojciec latal z siekiera: skracal zakupiona choinke do rozmiarow pokoju, mocowal na stojaku i przybijal gwozdziem. Zawsze byl troche rozdrazniony a to byl poczatek. Wiora lecialy, igly sie sypaly ale wreszcie stawala ta pani w calej naturalnej krasie czyli naga. Zaczynalo sie od swiatelek. Pamietam, zeby kolorowo swiecily to zaroweczki mialy kapelusiki z kolorowego celofanu. Potem zalozone na choinke podlegaly wlaczenia do pradu. Tu sie okazywalo, ze ktoras zaroweczka nie swieci i zatrzymuje caly rzebieg pradu. Ojciec z lampka probowka tanczyl kolo choinki, kucal, wymachiwal rekami, cos mruczal niecenzuralnego pod nosem. Trwalo to i trwalo ale nareszcie blysk. Choinka sie swieci. Wtedy dzieci do roboty. Z rozbebeszonych po calym pokoju pudel wyjmowalo sie najwieksze banki i wieszalo tak wysoko jak rece siegaly. Potem ojciec wnosil wielka rozkladana drabine, stawal w polowie i malutkie banieczki i spic zakladal sam, my podawalismy krzyczac: idzie czerwona a teraz zielona. Ojciec: szukaj bialej i niebieskiej. O tu zolta pasuje. Na koniec zakladalo sie szpic-puk pod warunkiem, ze przetrwal caly rok. Czesto okazywalo sie, ze sie nie miescil pod sufitem i wtedy negocjonowalismy ci zrobic. Najczesciej przy przymiarkach polowa sie zbijala wiec wtedy sie miescil. Potem wchodzily cukierki na choinke a na koneic wlosy anielskie, ktorymi bawily sie koty w najlepsze. Koty zbijaly tez najladniejsza banke antyk i byl placz i zgrzytanie zebow. Choinka stala do kolendy czyli wizyty ksiedza. Bez cukierkow. Gdy ja rozebralismy to nagle zostala pustka po niej...
To kiedys mnie bawilo, u nas bylo podobnie, ino dzieci byly w liczbie pojedynczej, czyli ja jedynaczka i corka jedynakow, bylam jedynym dzieckiem w swieta. Teraz u nas jest gwarnie i radosnie, dzieci duzo, ale nie wiesza sie cukierkow na choince, ani jablek, ani orzechow czy piernikow.
UsuńJa miałam ZPT czyli zajęcia praktyczno- techniczne. Bardzo je lubiłam i dużo fajnych rzeczy się na nich nauczyłam, np. robić na drutach, przyszywać guziki, szyć proste rzeczy, wyszywać, wbijać gwoździe i wiele innych... Były też jakieś podstawy gotowania, a poduszeczkę na igły uszytą na tych zajęciach mam do dzisiaj:-)
OdpowiedzUsuńO, wlasnie, poduszeczka do igiel i szpilek, dalam ja babci i bardzo dluga ja miala, chyba do czasu wyprowadzki z Warszawy. Babcia miala duzo moich prac, chusteczki do nosa obrobione koronka na szydelku, zakladki do ksiazek z haftami, wszystko trzymala i chwalila sie swoim paniom do brydza, jaka ma zdolna wnuczke.
UsuńJa wciąż mam w skarbach poduszeczkę na igły uszytą przez mojego najmłodszego syna. Będzie miał niezłą radochę, sprzątając mój pierdalnik :)
UsuńFanem moich prac był tato. Podejrzewam, że wiele z nich znajdzie się w jego pokoju, gdy wreszcie zdecydujemy się zrobić tam porządek...
UsuńJa pamiętam zapiekanki w bułce i "lufę" za nie, bo odmówiłam zjedzenia 😂 A problemem było to, że to była okrągła bułka ze ściętym czubkiem, wydrążona, a w środek nałożone pieczarki, szynka, ser żółty i... wbite jajko! To było "zamknięte" tym ściętym czubkiem i pieczone w piecyku. No i pomysł był OK, tylko że moje jajo się nie ścięło i miałam pływające żółtko i białko 🤢🤮🤮 Powiedziałam nauczycielce, że może zjeść moją zapiekankę, bo ja tego nie tknę, a ona na to, że zjem, bo sama sobie taką zapiekankę zrobiłam 🤦♀️ No nie, jednak nie zjadłam 🤪 Wizyta mamy w szkole i ocena anulowana, bo to zagranie było mocno niefajne.
OdpowiedzUsuńTo tak w kwestii nauki gotowania na ZPT. Wolałam zdecydowanie prace manualne typu druty, szydełko itp., których obsługi nauczyły mnie babcia i mama i do dziś potrafię używać 🙂