Translate

24 stycznia 2026

Wyzej s*ac jak du*e mac

    Och, jak ja uwielbiam snobow! No kocham ich nad zycie, bo rozswietlaja mi swiat swoim nadeciem, poczuciem wyzszosci, lepszosci, wiekszej wartosci. Wydaje im sie, ze maja prawo kogokolwiek, w tym mnie, pouczac, stawiac idiotyczne diagnozy, ktore udalo im sie kiedys wyczytac w pismie dla kobiet albo sami uslyszeli przed laty na wlasnej terapii grupowej DDA, wiec mysla (czy to nie naduzycie semantyczne?), ze da sie to doczepic do wszystkich bolaczek innych ludzi. Chwala sie, kim to nie sa, czego nie przeczytali, obejrzeli, wysluchali, muzyka tylko powazna, literatura tylko niestrawna dla innych, puszenie sie i nadymanie do granic pekniecia zylki wiadomogdzie.
   Teraz zapanowala moda na nazywanie zwiazku nieformalnego, konkubinatu czy zycia ze soba na karte rowerowa - rzymskim malzenstwem. Nazwa od poczatku mylaca, bo niezgodna z definicja malzenstwa, jakiegokolwiek, cywilnego czy koscielnego, niosacego ze soba wiele uprawnien, ale i obowiazkow. Nie dla wszystkich oczywiscie, bo biorac pod uwage gremialne uniewaznianie malzenstw przez kosciol katolicki, nie jest to wbrew zalozeniu zwiazek nierozerwalny. Czyli slowa "dopoki smierc nas nie rozlaczy" nie znacza nic, ani dla malzonkow, ani dla kosciola. No chyba, ze kandydat na rozwodnika nie ma odpowiedniej kasy, wtedy kosciolowi przypomina sie, ze jednak malzenstwo dokonane poprzez przysiege przed oltarzem jest nierozerwalne. Pamietacie zapewne Kurskiego, ktory z pierwsza zona i dziecmi pokazywal sie w Watykanie, poddawal blogoslawienstwom Wojtyly, no nie wymiga sie, sa dowody na zdjeciach. A niedlugo potem okazuje sie, ze malzenstwo zostalo uniewaznione przez kosciol i zawarte po raz drugi z inna kobieta. Mnie interesuje tylko jedno. Koscielne uniewaznienie malzenstwa to nie jest rozwod, oni to zawsze podkreslaja, ze nie ma rozwodow koscielnych, malzenstwo moze byc jedynie uniewaznione, to znaczy jakby go nigdy nie bylo. Co wobec tego z potomstwem Kurskiego? Stalo sie nieslubne czy jak?
   Nie on jeden robil szopki z uniewaznieniami, bo teraz jest modnie brac slub za slubem koscielnym. Ale jeszcze modniejsze jest malzenstwo rzymskie. Parka sie spotyka, zakochuje, postanawia zyc razem, ale bez papierow, czesto maja dzieci niosace za soba problemy formalne, czy zostawic je nieslubnymi, czy przyznac sie do ojcostwa, no ale jakos leci. Wystaja na sciankach, bo to glownie celebryci i aktorzy popelniaja te rzymskie malzenstwa, opowiadaja, jak to im dobrze, jak nie potrzebuja papierka, zeby sie kochac i dzielic zycie, a potem trach! Facetowi staje na drodze inna Venus, do dotychczasowej partnerki rzuca w przelocie "poszla wont, tandeta", jak porzadny, to potem placi na dzieci, ale to nie zawsze zrozumiale samo przez sie, bo trzeba z Venus tokowac, a to kosztowne. 
   No i rzymskie malzenstwo rozpada sie jak krysztalowy wazon na miliardy kawaleczkow, a "tandeta" nie ma zadnych praw, jakie mialaby zona, nie ma podzialu majatku, ewentualnych alimentow, gdyby nie pracowala i roznych innych dobrodziejstw. Teraz przystojniak wystaje na sciankach z inna lady, o ktorej niedlugo zacznie opowiadac, ze zyje z nia w rzymskim malzenstwie. Tak wiec rzymskie malzenstwo brzmi efektownie i swiatowo, w kazdym razie ladniej niz konkubinat kojarzacy sie bardziej z patola zakrapiana promilami, ale jest pozbawione tresci prawnej. Taka nazwa dla snobow, zeby czasem nie uzyc tej zle sie kojarzacej.

19 komentarzy:

  1. Zmylilas mnie, zaczelas tak ze myslalam ze to chodzi o blogosfere, tworcow i wlascicieli blogow, czytelnikow, szczegolnie kiedy wspomnialas literature tylko niestrawna dla innych. No dobrze ze to nie o tym, tylko o polskim Hollywoodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff... mozna znow odpowiadac na komentarze, bo wczoraj moglam jedynie wstawiac nowe, nie dzialal knefelek odpowiedzi na komentarz, nie tylko na moim blogu.
      Nie no, calkiem celnie myslalas, bo to dotyczy rowniez niektorych z blogosfery, niezwykle nadetych i s*ajacych wyzej od wlasnego tylka.

      Usuń
    2. To i ja powiem 'ufff' i jeszcze zmienie moje wyzej 'dobrze ze to nie o tym' na 'dobrze ze to o tym' bo to o ksiazkach wybitnie mi pasuje do nadecia lepszoscia.

      Usuń
    3. To moze i ja... a co!... czytam Goethego w oryginale, choc jeszcze miewam czasem problemy z duzymi literami gotyku (a co!!!), ale kto mnie przebije? :)))))

      Usuń
    4. A co mi tam, sprobuje przebic, moze nie Ciebie, ale kogos, bo tak sie sklada ze czytam tylko po angielsku, bo z ksiegarni takiej jaka mam w poblizu.

      Usuń
    5. Dawno temu, jeszcze w polskim zyciu, udalo mi sie przeczytac mala cienka ksiazeczke po angielsku i choc nie zrozumialam kazdego slowa, to jakos tresc pojelam i bardzo bylam z siebie dumna. Ale nikt nie przebije Weidel, ona pracowala kilka lat w Chinach i mowi biegle po chinsku (nie pytaj o dialekt, nie wiem).

      Usuń
  2. Znowu temat wybrałaś bardzo trafnie i trudno z Tobą się nie zgodzić, mam jedną taką koleżankę lekko snobkę, ale szybko sprowadzam ja na ziemię i często mi sie to udaje, ale te napady snobizmu jednak lubią wracać...co do małżenstwa rzymskiego ..w tym wypadku lepiej nie dorabiać się potomstwa , z dziećmi lepiej zapewnić sobie papierek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie sprowadzam ich na ziemie, przygladam sie ino w oczekiwaniu na pekniecie zylki wiadomogdzie, to znacznie bardziej zajmujace od prob sprowadzania, zreszta u nich to mission impossible, jako ze tkwienie w snobizmie daje im to poczucie lepszosci.
      Konkubinat to konkubinat, a rzymskie malzenstwo to smarowanie gowna miodem.

      Usuń
    2. @grazyna - Papierek niczego nie zapewnia, a czasami wręcz utrudnia, kiedy jeden z rodziców nagle dostaje amoku i robi trudności temu drugiemu w momencie rozstania 🤷‍♀️

      Usuń
  3. po pierwsze 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
    po drugie my nie mamy papierka z Naczelnikiem i cholera jasna zaczynam sie martwić i chyba cos musimy z tym zrobić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po co? Dopoki nie zaczniecie swirowac z nazewnictwem, no bo mylace "malzenstwo", jakie by nie bylo, rzymskie, cywilne czy konkordatowe, zawsze lepiej brzmi w zapyzialej katolicko Polsce niz konkubinat czy zwiazek partnerski. A jak taka w garsonce i moherowej beretce uslyszy na dodatek "rzymskie", to zara jej sie z Watykanem skojarzy i nie opluje. ;)

      Usuń
  4. Nienawidze snobow, to raz a drugie nie rozumiem tego calego problemu malzenskiego w sensie ze tylko slub koscielny je uprawomacnia i robi swietym zwiazkiem.
    Z daleka patrzylam na moja dawna szwagierke (well, chyba jest nia nadal choc maz nie zyje?).
    Rozwiodla sie z mezem a by wyjsc powtornie za maz na koscielne uniewaznienie czekala chyba z 8 lat. Dla mnie to byla glupota i marnowanie czasu ktory moglby byc juz latami nowego malzenstwa. Mialo to miejsce w latach 70tych starego wieku, nie wiem jak jest teraz z tymi uniewaznieniami.
    Mozesz mnie nazwac jak chcesz ale najwiekszy niesmak powoduja we mnie malzenstwa jednoplciowe. Tak mam i z tym umre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po mojemu jednoplciowe moga byc zwiazki partnerskie o statusie jak w malzenstwie, ale malzenstwa to jednak kobieta z mezczyzna, rodzice zreszta tez. Ale co ja tam wiem, teraz w unii obowiazuje "rodzic 1 i rodzic 2", czyli przestalam byc matka, moje corki rowniez. Nie mam nic przeciw formalnemu uporzadkowaniu zwiazku jednoplciowego, partnerzy powinni miec prawo dziedziczenia, informacji o stanie zdrowia, decydowania itp, ale nazywanie tego malzenstwem to przegiecie.
      W latach 70-tych to jeszcze klechy trzymaly sie nierozerwalnosci zwiazku malzenskiego, wtedy uniewaznienie malzenstwa bylo prawie niemozliwe, musialy zajsc bardzo specyficzne warunki, no i proces trwal latami. Teraz wystarczy zaplacic i ma sie uniewaznienie, celebryci dostaja jak na tasmie produkcyjnej. Klechy jak dziwki, daja kiedy sie odpowiednio zaplaci.

      Usuń
  5. A mnie to w ogóle nie wzrusza, kto, z kim, gdzie, jak i za ile. Niech każdy układa sobie życie w takim związku, jak chce, jak mu to pasuje i jak mu się podoba. Moja babcia zawsze mi mówila: patrz na siebie, będziesz w niebie. Cudze związki - nieważne jakie, są sprawą osób będących w nich. I to one powinny martwić się o to, jak działają. I zadbać o dzieci, nawet najwspanialsze małżeństwo po rozpadzie może krzywdzić dzieci. I tak, jestem za rozwodem, bo nie warto żyć w nieszczęśliwym związku i ciosać sobie kołki na głowie. Powieści z życia pisać nie będę - każdy jest kowalem swojego losu. I tyle. Mam dość swoich zmartwień, żeby przejmować się cudzymi związkami :P Relaks, spokój, kwiat lotosu, nie moja bajka. Przejmowałabym się, gdyby coś było nie tak w związkach moich dzieci - ale inaczej luz i hasta manana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oczywiscie tez jestem za rozwodami, ale po co koscielnymi? Sama nie bralam slubu koscielnego, ale moim zdaniem kosciol robi z siebie blazna, rozdzielajac na prawo i lewo uniewaznienia malzenstw, kiedys tylko choroba psychiczna, bezplodnosc albo cos tam jeszcze pozwalaly uniewazniac malzenstwa, dzisiaj kler traktuje uniewaznienia jak dodatkowy dochod.
      Moje dzieci nie musialy brac rozwodu, bo na szczescie nie braly slubu. I dobrze, bo teraz byloby wiecej problemow.

      Usuń
    2. No to super, że jesteś z prywatnych decyzji zadowolona. Po co się martwisz innymi? Tylko sobie nerwy szarpiesz. Rozumiem zmartwienie polityką, bo to wpływa na moje (i Twoje życie), ale taka pierdoła, jak cudze związki? Olej :P

      Usuń
    3. Ja sie nie martwie, ino ciagne beke ze snobow i z ich "rzymskich malzenstw", nic wiecej.
      Oraz oczywiscie nieodmiennie z kosciola, ktory za pieniadze gotow jest na wszystko.

      Usuń
  6. Uważam, że nie ma takiej siły, która by zmusiła ludzi do bycia ze sobą jeśli tego nie chcą i nie ma tu znaczenia czy mają ślub cywilny, kościelny czy oba, albo nie mają go wcale. Tak samo jak nie ma gwarancji, że dziecko ze związku ślubnego będzie lepiej traktowane niż to nieślubne. Są tacy co potrafią ogłosić się bankrutem, żeby alimentów nie płacić i co im zrobisz?
    I uważam, że wszystko można załatwić poprzez odpowiedni dokument - testament, intercyzę, oświadczenie woli itp. - i dzięki temu można mieć rozdzielność majątkową w związku małżeńskim jak i wspólnotę majątkową w związku nie małżeńskim 🙂
    Ludzie sami sobie życie komplikują i na siłę szukają czegoś, co uczyni ich "oryginalnymi". Tak jak piszesz, konkubinat brzmi "a fe!", ale już "małżeństwo rzymskie" brzmi światowo 😄
    Osobiście znam trzy osoby z unieważnionym ślubem kościelnym - dwie koleżanki bardzo osobiste 😄 i jeden mąż mojej dalszej kumpeli. U tego ostatniego kasy poszło na to w pip, bo nie tylko same opłaty kościelne, ale też adwokaci, detektywi i latanie do Pl, bo on tu, a była żona w kraju.

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę przyznać, że Twój tekst dobrze oddaje frustrację wobec tej całej „modnej” semantyki i sposobu, w jaki ludzie podchodzą do związków w sposób bardziej pokazowy niż rzeczywisty. To, co opisujesz, faktycznie wprowadza zamieszanie – niby nowoczesność i swoboda, a w praktyce brak zabezpieczeń prawnych i realnych konsekwencji. Jasne, że każdy chce czuć się wolny i nie potrzebuje papierka do miłości, ale realia życia, dzieci, podziału majątku – tego nie da się przeskoczyć ładnym słowem.

    Najciekawsze jest to, jak pokazujesz kontrast między celebrycką narracją a praktyką życia – na zdjęciach wszystko wygląda idealnie, a za kulisami sprawy bywają dużo bardziej brutalne i skomplikowane. I wcale nie chodzi tu tylko o „rzymskie małżeństwo”, ale o mechanikę władzy, pieniędzy i prawa w relacjach międzyludzkich. To przypomina trochę lustrzane odbicie tego, jak łatwo ludzie zrównują styl życia z wartościami, a konsekwencje zostawiają na później – albo na dzieci.

    Zgadzam się też z Tobą, że terminologia ma moc. „Rzymskie małżeństwo” brzmi efektownie, światowo, ale jeśli ktoś tego nie przemyśli pod kątem rzeczywistości prawnej i codziennego życia, efekt jest taki, jak opisujesz: dramaty, nieporozumienia, poczucie krzywdy. To, co mi się w Twoim tekście podoba, to szczerość i obserwacja bez upiększeń – pokazujesz, że wolność i prawo do życia razem nie zawsze idą w parze, jeśli brakuje solidnych podstaw.

    Chociaż nie jestem fanem celebryckich dramatów, Twój opis daje do myślenia: ile w życiu ludzi jest „rzymskich małżeństw” – czyli pokazów dla świata – a ile realnej troski o partnera, dzieci i wspólną przyszłość. I to wcale nie jest tylko kwestia papierów, ale odpowiedzialności.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw slad, bedzie mi milo.

Wyzej s*ac jak du*e mac

    Och, jak ja uwielbiam snobow! No kocham ich nad zycie, bo rozswietlaja mi swiat swoim nadeciem, poczuciem wyzszosci, lepszosci, wieksze...