Translate

30 lipca 2023

Takie male dzieci...

 ... to juz nie na bapci sily. Zreszta te troche wieksze w dwupaku tez nie, bo pojedynczo sa przekochane, ale kiedy sa razem, to wstepuja w nie demony, nakrecaja sie wzajemnie i psoca. Te male natomiast sa w wieku, kiedy sporo juz moga, ale niczego jeszcze nie rozumieja, dla nich zakazy to jakas abstrakcja. 
 Corka byla tym razem dosc dlugo w Getyndze, musiala pozalatwiac sporo spraw urzedowych, zaszczepic przychowek i odbyc badania okresowe. Jako ciekawostke podam, ze jej dzieci sa pod opieka syna pediatry, u ktorego byly moje dzieci, w tym Julka od urodzenia. Czyli drugie pokolenie pacjentow u drugiego pokolenia lekarzy i tylko gabinet ten sam. Bede musiala kiedys wybrac sie z nia, bo kiedy pytam, czy syn podobny do ojca, to ona nie wie, bo ojca nie pamieta :)))
 Przedwczoraj wpadla do nas, bo chciala  mnie wyciagnac do pobliskiego centrum handlowego, na piechote i na spacer, bo to jest tam, gdzie na parkingu mialo dojsc do otarcia innego samochodu przez slubnego, a wiec nie tak daleko. Pogoda wprawdzie straszyla, bo i caly tydzien pod znakiem opadow, burz, huraganow, choc nie bylo az tak ekstremalnie jak we Wloszech, gdzie gradziny mialy srednice do blisko 20 centymetrow, ale to byl ten tydzien, kiedy wracalam z Miecka od weta. 
 Junior, odkad nauczyl sie chodzic, nie bardzo chce jezdzic w wozku, ale kiedy jest poza nim, zaczyna sie dla nas pelny hardkor i survival. Bo mlody ucieka, znika gdzies miedzy regalami, a ze jest maly, to go nie widac, a powierzchnie sklepow sa wielkie. Latamy wiec we dwie z wozkiem z Zoska, ktora tez czasem zaczyna sie nudzic i marudzic. A Junior caly w szczesciu, kiedy sie go znajduje po minutach pelnych paniki, czy czasem z tego sklepu w miedzyczasie nie wylazl. Musiala bapcia kupic sobie nowa myszke bezprzewodowa, bo szkodnik zamordowal bapci te uzywana, na smierc zamordowal. W ostatniej chwili bapcia uratowala swoje okulary przed zamordowaniem, bo Junior wyprobowywal, jak daleko mozna odgiac oba zauszniki i jeszcze chwila, a bylyby odgiete na ament oraz wylamane. Trzeba za malym psujem latac i stale go miec na oku, a w domu wszystko klasc poza zasiegiem ciekawskich raczek. Przy czym Junior bardzo dosadnie pokazuje, kiedy cos mu sie nie podoba, najgorzej reaguje na slowo NIE, wtedy rzuca zabawkami. Juz kiedys przylozyl corce samochodzikiem w tyl glowy i tak bolesnie ja walnal, ze biedaczce lzy polecialy. Ale to jeszcze nic, bo kiedys moze trafic w Zoske i zrobic jej krzywde. Corka tlumaczy i prosi, Junior robi madre miny, ale do nastepnego razu. Toyce tez juz sie oberwalo malym autkiem w psi leb. No ale to taka faza rozwojowa, trzeba przetrwac. 
 W tym centrum handlowym zajrzalysmy do operatora telefonicznego, bo musialam mamie kupic niemiecka karte telefoniczna, jej polska konczy sie jakos w polowie sierpnia, wiec powoli trzeba sie szykowac na zmiany. Stanowisko Telekomu to taka otwarta wneka, jakich wiele w tym centrum handlowym, Junior mial wiec wolny wybieg na pasaz, z czego skrzetnie skorzystal i polazl naprzeciwko do optyka, skad zwinal okulary i uciekl, zaraz tez rozlegl sie alarm, bo okulary byly dosc drogie. Corka skoczyla, odebrala rabusiowi lup, oddala, przeprosila, a rabusia przywiazala szelkami do wozka, zeby moc w spokoju zalatwiac wlasne sprawy w Telekomie. Juniorowi oczywiscie niewola nie podeszla, czemu dal wyraz marudzeniem, ale tylko marudzeniem, bo on nie jest mazgajem. W przeciwienstwie do jego siostry, ktora, jesli jej cos nie pasuje, rozdziera paszcze i nie przejmuje sie niczym. W tym centrum handlowym zeszlo nam dluzej niz planowalysmy, dzieci zdazyly zjesc i wypic wszystko, co ze soba zabralysmy, a ze nadeszla pora drzemki Zoski, a drzemka wiaze sie z flaszka, Zoska wlaczyla syrene na caly regulator i nie szlo jej uspokoic. Corka wpadla wiec do Rossmanna, gdzie mozna kupic gotowe mleko, spytala ludzi w kolejce, czy wola ja przepuscic, czy sluchac dzwieku wscieklej i glodnej Zoski, wiec kolejka sie rozstapila jak Morze Czerwone przed Mojzeszem, przelalysmy szybko mleko do butli ze smoczkiem i nagle zapadla bloga cisza. No az glupio sie zrobilo, ta cisza zadzwonila wszystkim w uszach. Wreszcie moglysmy wracac do domu, zanim nas stamtad przymusowo wyrzucili.
 Z prawdziwa ulga pozegnalam towarzystwo, bo moje sily sie skonczyly. Podziwiam moje dziecko, ona panuje nad wszystkim, z ta dwojka jedzie taki kawal drogi i niczym sie nie przejmuje, najwyzej gdzies tam sie zatrzyma, kiedy przychowek zaczyna szalec w samochodzie. Ja mam jeszcze w pamieci nasze podroze do Polski, kiedy bylo nas dwoje do obslugi dzieci, slubny prowadzil, ja moglam sie zajmowac dziecmi, a i tak jezdzilismy glownie w nocy, zeby miec spokoj, kiedy dzieci spaly. Corka jest z tym w podrozy sama, musi sie zatrzymywac, bo nie da rady na autostradzie odwracac sie i reagowac na placz czy marudzenie. No i ja nie mialam tak niewielkiej roznicy wieku miedzy dziecmi, bo kiedy Julka sie urodzila, najstarsza miala juz 7 lat, a srednia 3, wiec juz conieco kumala, a najstarsza mogla np. podac smoczek czy przytrzymac butelke podczas karmienia. No naprawde nie mam slow podziwu, jak moje dziecko ze wszystkim sobie radzi.
 Niedlugo po ich wyjsciu wzielam tylko prysznic, bo ta opieka mnie bardzo spocila i rzucilam sie do lozka, gdzie przespalam jak zabita 7 godzin, co u mnie jest bardzo dlugo. Kocham te wszystkie dzieci, ale dobrze, ze nie mam ich na codzien, nie przezylabym. 

28 lipca 2023

Och, jacy ci politycy...

 ... podli i przewrotni! Jak to szczuja pisomilicje na biedne kobiety, kaza im kucac i kaslac, otaczaja opieka w liczbie kilku silnych acz bezmózgich pismilicjantow, zeby sobie krzywdy nie wyrzadzila, a nawet rekwiruja lapka i telefon, zeby sprawdzic, czy nie szukala przypadkiem sposobow na odebranie sobie zycia. Tacy opiekunczy!  A lekarze jacy wredni! Najpierw skladaja przysiege Hipokratesa, a potem spokojnie czekaja az umrze plód, ktory i tak nie mialby najmniejszej szansy na przezycie, ale nie usuna go wczesniej, dajac szanse matce na przezycie, bo sie boja. Podobnie boja sie ginekolodzy, ktorzy na ekranach USG lub w wynikach badania wod plodowych widza, ze kobieta nosi w sobie twor, ktory poza jej organizmem nie przezyje, a jesli nawet, to nie bedzie czlowiekiem, tylko zlepem komorek niezdolnych do samodzielnego zycia i stanowienia o sobie. Jesli przezyje... to matke czeka gehenna az do smierci, jej lub tego czegos, co urodzila. Bez pomocy panstwa, bez dofinansowania, bez zadnej nadziei. Za to dobrze, jesli zdola to ochrzcic i, a jesli ta jej pociecha umrze, godnie pochowac z udzialem ksiedza, oczywiscie placac niemaly haracz, bo te sukienkowe zboki palcem nie kiwna bez colaski. 
 I teraz mam pytanie do Was, czy komukolwiek sie wydaje, ze to polscy politycy tak nie lubia kobiet, ze za wszelka cene i wszelkimi dostepnymi sposobami upodlaja je na kazdym kroku? Nie! Co takiemu wucowi i jego dupolizom przyjdzie z zakazywania skrobanek czy czekania na smierc plodu, wiedzac, ze to najczesciej oznacza rowniez smierc matki, co zyskaja nasylajac milicyjnych troglodytow na pacjentke, ktora przyznala sie lekarce do przyjecia srodka poronnego, a swoja droga lekarce nalezy sie medal za donosicielstwo. Czy myslicie, ze oni to sami wymyslili? Otoz zapewniam Was, ze nie! Autorem upodlania kobiet jest nie kto inny jak polski kosciol katolicki. Te gnoje tesknia za czasami, kiedy mogli dowolnie oskarzac madre i niepokorne kobiety o uprawianie czarow i wysylac na stos, a poniewaz raczej nie maja szansy na powrot czasow inkwizycji i konkwisty, kiedy to swoim sadystycznym sklonnosciom i skrywanemu  przed kobietami  strachowi mogli dac upust upodlajac je, torturujac i ostatecznie palac na stosach, wymyslili inny rodzaj tortur. A ze ta akurat ekipa polityczna oplaca sie kosciolowi za przymuszanie wiernych do poparcia, nie tylko wyplatami miliardowych haraczy, brakiem podatkow za dzialalnosc gospodarcza, oplacaniem skladek zdrowotnych i rentowych i mozliwoscia szarogeszenia sie we wszystkich placowkach budzetowych, to teraz pomaga we wspolczesnym "paleniu na stosach" kobiet. Najzabawniejsze jest to, ze wiekszosc tych "czarownic" w pelni sobie na takie traktowanie zasluguje. Poczawszy od slubow przed oltarzem, chrzczeniu dzieci, poprzez spowiedzi i koledy, koperty, ofiary i regularne uczestnictwo w mszach. Do lez bawi mnie udawany gniew niektorych bardzo poboznych matron na polskich politykow, pismilicje, lekarzy i czort-wie-kogo-jeszcze, a zamykanie oczu na rzeczywistych autorow upodlenia kobiet w Polsce. Albo sa tak glupie, albo tak skutecznie zindoktrynowane. Niechby sie juz przestaly osmieszac tym swietym oburzeniem, przeciez klechom jest dokladnie wszystko jedno, czy matka z martwym plodem w srodku umrze czy przezyje, jesli umrze, to tym lepiej, bo kosciol znow zarobi na pogrzebie i to podwojnym. 
 A dlaczego pismilicja tak chetnie rwie sie do interwencji? A kto tam idzie pracowac? Jakies pólmózgi po kilkutygodniowym przeszkoleniu, a wczesniej po czarnkowej szkole, gdzie bylo o cnotach niewiescich i posluszenstwie wobec mezczyzny. 
Dla nie obeznanych ze sprawa TUTAJ KROTKI OPIS SYTUACJI.

26 lipca 2023

Pandemonium

 Zanim przejde do meritum, pozwole sobie zlozyc najpiekniejsze zyczenia imieninowe Annom. Ja imienin od dawna nie obchodze, wiec mnie to nie dotyczy.


 W poniedzialek zrobilam termin do wetki, bo lekarstwo, ktore dostalam dla Miecki na te tarczyce, dobiegalo konca, a wedlug umowy trzeba bylo kotu zbadac krew i zadecydowac, czy przepisana dawka jest prawidlowa, czy moze trzeba ja zwiekszyc/zmniejszyc. 
 Miecka wyczula pismo nosem, zabarykadowala sie w najmniej dostepnym kaciku pod lozkiem i ani myslala wychodzic. A poniewaz nieuchronnie zblizala sie godzina wyjscia, musielismy cos przedsiewziac. Pod naszymi lozkami mamy takie "szuflady" na kolkach, w ktorych lezy zapasowa posciel. Koty bardzo lubia w nich spac, jest miekko, ciemno i bezpiecznie. Tam wlasnie Miecka sie przyspawala, a my z obu stron na kleczkach, z latarkami usilowalismy ja stamtad jakos wyciagnac. Udalo sie, sypialnia zostala zamknieta na klucz, bo gdyby nie, to ten bazyliszek umie skoczyc na klamke i sam otwiera zamkniete drzwi. Na szczescie klucza jeszcze nie umie przekrecic.
 Wsadzilam delikwentke do transportera i jak zwykle zaczal sie glosny koncert kocich skarg i lamentow. Przy okazji mnie z tych nerwow bylo lekko slabo, trzesly mi sie rece i drzaly nogi, ale nie na tyle, zeby prosic slubnego o podwozke, bo byloby mi jeszcze gorzej. Szczesliwie dojechalysmy, ale kiedy otworzylam drzwi, zeby wyjac transporter, uslyszalam odglos kota szykujacego sie do rzygania, chcialam ja jeszcze wyjac, choc pozniej zdalam sobie sprawe, ze gdyby mi sie wyrwala i uciekla, to mialabym za swoje. Miecka chlupnela plynnym pawiem przez siatke transportera, uwalawszy przy tym nie tylko torbe, kocyk, ale i drzwi samochodu od srodka. A mnie jeszcze bardziej zaczely mieknac nogi. 
 W ogole pogoda byla straszliwa, przedburzowa, bylo duszno, potliwie, niespokojnie, a stalowoszare chmury zdawaly sie wisiec tuz nad glowa. Pani recepcjonistka naznosila mi reczniki papierowe, zebym mogla jako tako ten transporterek wytrzec, czym uratowala mi zycie. Miecka zostala zwazona, jeszcze bardziej schudla od ostatniego miesiaca, zostala jej pobrana krew, ja zrobilam sie lzejsza o 150 euro i pora byla ruszac w droge powrotna. 
 Tymczasem zrobilo sie calkiem ciemno, wichur zerwal sie taki, ze ino galezie lataly w powietrzu, zdazylam jeszcze dobiec do samochodu, kiedy lunelo jak z cebra. Miecka oczywiscie darla paszcze, a ja zaczelam sie zastanawiac, czy smigac do domu, zeby temu biednemi kotu skrocic stres, czy czekac az armagiedon sie skonczy, gdyz wycieraczki nie zgarnialy wody na najwyzszych obrotach. Deszcz walil glosno o dach, Miecka jeszcze glosniej darla gebe, a ja w tym momencie poczulam potrzebe dwoch silnych i kaftana bezpieczenstwa, sama mialam ochote sie rozedrzec. Trzeslo mna jeszcze bardziej, choc myslalam, ze juz bardziej sie nie da. 
 Ruszylam do domu, potem zalowalam, ze jednak nie poczekalam, bo jadac tylko patrzylam, jaka galaz mnie trafi czy moze od razu cale drzewo przygniecie nas z Miecka do asfaltu. A wycieraczki nie dawaly rady, musialam jechac bardzo wolno, zreszta wszyscy pozwalniali. Na szczescie. Miecka sie darla, ja sie trzeslam, deszcz chcial mnie utopic, a wiatr zepchnac do rowu. 
 Dojechalam jednak i w tej samej chwili wszystko ucichlo, uspokoilo sie, choc po drodze musialam dobrze slalomowac, zeby omijac pourywane konary i nie poplynac na duzych kaluzach. W domu uszlo ze mnie powietrze, ze az sie poplakalam.

24 lipca 2023

60 lat temu

 W tym roku, juz za niecaly miesiac, dokladnie 19 sierpnia Hexa bedzie miala swoj pierwszy dzien szkoly. Normalnie rozpoczecie roku jest 17-go, ale pierwszaki maja 1-2 dni pozniej, zeby starsze dzieci zdazyly dla nich przygotowac godne powitanie. Nie tak dawno moje dziewczyny maszerowaly ze swoim szkolnym rogiem obfitosci, zeby zaczac nowy etap w zyciu, etap obowiazkow, czerpania wiedzy, pewnej dyscypliny, bo czasy przedszkolnej beztroski odchodzily w niepamiec. 
 Pozniej dlugo nic i Einschulung dzieci P. Uzylam tutaj, choc niechetnie, slowa niemieckiego, bo sama fizycznie nienawidze czytac na cudzych blogach snobistycznych wtretow w jezyku, ktorego autor uzywa na emigracji, a im krocej na tej emigracji przebywa, tym czesciej te wtrety sie pojawiaja. Nie wiem komu i co chce tym udowodnic, bo przeciez i tak wszyscy zainteresowani wiedza, skad pisze, ale pewnie cudzoziemszczyzna w jego mniemaniu brzmi dostojniej cy cus. Ja sama wielokrotnie musze nasuwajace mi sie slowa i zwroty niemieckie tlumaczyc przy pomocy guglowego translatora, bo czesto brakuje mi odpowiedniego slowa po polsku, co po 35 latach moze sie zdarzyc, ale na blogu staram sie pisac jednak po polsku, bez snobowania sie na taka, ktora zapomniala jezyka ojczystego. Czasem jednak sa slowa, ktorych nie sposob przetlumaczyc, sa kompaktowe, trafne i niezastapione. Jak wlasnie Einschulung, co znaczy przyjecie do szkoly, do pierwszej klasy. No nie ma polskiego odpowiednika. 
 Przy tej okazji zdalam sobie sprawe, ze dokladnie 60 lat temu, 1 wrzesnia 1963 roku ja poszlam do pierwszej klasy w Szkole Podstawowej nr 124 imienia (qrde!)
Schulkind to uczen, pierwszak.
Nadjezdy Krupskiej, w Lodzi. W bialej bluzce i granatowej plisowanej spodniczce, cala przejeta do szpiku kosci. Byla jakas uroczysta akademia na boisku szkolnym, bo i pogoda dopisywala. Ale wtedy nie bylo takich wypasow, jakie maja teraz pierwszaki w Niemczech, nie bylo tych rozkow obfitosci, wypasionych tornistrow za miliony, czarodziejskich flamastrow, kostiumow gimnastycznych rodem z filmow, t-shirtow z personalnym nadrukiem czy wreszcie ksiazki o Malvinie, ktora idzie do szkoly, bo i taka ksiazeczke bapcia zamowila. Bapcia w ogole poszla na calosc w wydatkach dla pierworodnej wnuczki na rozpoczecie szkoly, i niewazne, ze potem bedzie zarla tynk ze sciany.
 Jak to dobrze, ze koty najstarszej nie musza isc do szkoly, bo bapcia by calkiem zbankrutowala. I tak czeka bapcie powtorka z rozrywki jeszcze trzy razy. Co najmniej, bo czort wie, czy ktorejs nie wpadnie do glowy miec wiecej przychowku niz po parce. No ale taka rola bapci i co poradzisz. 
 Wszystko juz gotowe, czekam tylko na doslanie ksiazki o Malvinie. Nie bedzie to pierwsza tego typu ksiazeczka, bo juz wczesniej zamawialam jej i bratu ksiazki o ich przygodach. Teraz to i w Polsce mozna takie ksiazeczki zamawiac. Na poczatku trzeba "wypelnic" wyglad dziecka, podac imie i imiona calej rodziny, rodzenstwa, ciotek i zwierzat domowych, bo wszyscy wystepuja w tresci. Jest i bapcia Ania, a co! No ale teraz mamy Einschulung i o tym bedzie kolejna ksiazka, ktora bapcia wetknie do pelnego juz i ciezkiego jak niewiemco rozka obfitosci dla Hexy.

22 lipca 2023

Swiatelko w tunelu

 Z tymi swiatelkami w tunelach to trzeba ostroznie, bo wiele z nich moze okazac sie jadacym z przeciwka pociagiem, jednak tym razem mam do zakomunikowania dobra wiadomosc. Az dziwne, co nie? W tym moim zyciu pelnym stresow wreszcie zaswiecilo slonce. Pamietacie moze pod koniec kwietnia mialam niezwykle stresujacy dzien, KLIK, w tym przypadku chodzi o jego druga czesc, o to domniemane przetarcie lakieru w parkujacym obok samochodzie. Niezwlocznie zameldowalam szkode w ubezpieczalni, bo tak trzeba bez wzgledu na to, czy do tej szkody sie poczuwam czy nie, a pozniej oddalam sprawe w rece adwokata. Ten sciagnal wszystkie papiery z policji, wlacznie z opisem, co bylo na nagraniach z monitoringu. Bylo, ze moj chlop tam byl i stal obok poszkodowanej, tyle to i my wiedzielismy, natomiast nie bylo, ze ja zawadzil przy parkowaniu. Bylo, ze policjant stwierdzil autorytatywnie, ze to nasz samochod porysowal ten stojacy obok, bo mu sie zgadzala wysokosc rysy z nasza boczna listwa, na ktorej tez byla rysa. Po czym oddal sprawe do Wydzialu Porzadkowego (Ordnungsamt), ktory to wydzial obciazyl nas drobna grzywna w wysokosci 30 euro za wykroczenie przeciw porzadkowi. Zadzwonilam do adwokata, a ten zarzadzil, ze mamy nic nie placic, bo niczego nie zrobilismy. Niestety za jakis czas dostalismy znow ponaglenie do zaplacenia i wtedy prawnik poradzi nam, zeby napisac krotkie wyjasnienie. No to zredagowalam co nastepuje:
     "Nie ma naocznego swiadka, ze zarysowalem stojace obok mnie auto podczas manewru parkowania, a dowody w postaci nagran z monitoringu potwierdzajace moja tam obecnosc to jeszcze za malo. Po drugie, jesli mialbym zarysowac zderzak listwa z boku samochodu, to rysa powinna byc pojedyncza,  gdy tymczasem na zderzaku poszkodowanego samochodu bylo kilka sladow jeden nad drugim.  Poza tym te szkody mogly byc starsze, czego wlascicielka auta wczesniej nie zauwazyla, bo nie wierze, zeby za kazdym razem przed wejsciem do auta obchodzila je dookola i sprawdzala, czy wszystko jest w porzadku na tylnym zderzaku. Przy okazji pakowania zakupow do bagaznika, zobaczyla uszkodzenie, ale moglo byc ono z innego dnia. Nasze auto jest stare i porysowane, nie ma wiec na to dowodu, ze rysa na listwie powstala wlasnie tego dnia podczas parkowania. Wieloletnie doswiadczenie urzednika policji i jego przekonanie, ze wlasnie za sprawa listwy zostaly dokonane szkody, nie przekonuje mnie, nie zostaly pobrane zadne probki i jest to jedynie domniemanie. Za rada naszego prawnika odmawiam wiec zaplacenia grzywny, bo byloby to rownoznaczne z przyjeciem winy na siebie."
 I wyslalam to wszystko do Ordnungsamtu. Za kilka dni dostalam stamtad wiadomosc, ze postepowanie administracyjne przeciwko slubnemu zostalo umorzone. Zaraz tez zrobilam z niego scan i wyslalam mojej ubezpieczalni, zeby czasem nie podniosla mi skladek na przyszly rok. 
 Co z tego wynika? Czy sprawa jest ostatecznie zalatwiona? Otoz nie. Jezeli bowiem moja ubezpieczalnia odmowi tej niby przez slubnego poszkodowanej babie pokrycia kosztow usuniecia szkody, w wysokosci ponad 1800 euro, to ona teoretycznie moze oddac sprawe do sadu. Na razie jednak, na chwile obecna, jestesmy bez winy. Ufff...

20 lipca 2023

Calego swiata...

    ... nie zmienisz... Ludzi do milosci nie zmusisz, ani nawet do lubienia ciebie. Zawsze jednak masz wplyw na to, jaki jest ten kawalek swiata wokol ciebie i kto sie w nim znajduje. Rzekl kiedys Keanu Reeves
 No moze nie do konca wszystko jest zgodne ze stanem rzeczywistym, bo moj wplyw na moj kawalek swiata jest uzalezniony od wielu czynnikow, m.in. od stanu posiadania, ale ogolnie wszystko mniej lub bardziej sie zgadza. 
 Gdybym miala dosc kasy, na pewno nie wyrywalabym matki z jej bezpiecznego polskiego srodowiska, za to zapewnilabym jej godna opieke. Ale coz, jak sie nie ma, co sie lubi, to trzeba pogodzic sie z tym, co sie ma i na co jest stac. Gdyby moja mama nie byla taka wygodna, zeby poprzestac na jednym dziecku, opieka nad nia bylaby pewnie latwiejsza, jednak teraz nic nie da sie zmienic i wszystko jest na jednaj mojej glowie. Ona nie jest szczesliwa, bo kontakty telefoniczne to nie to samo co osobiste, my tez meczymy sie w ciasnocie z jej humorami. W tym przypadku akurat nie mialam ani troche wplywu na to, kto sie w moim malym swiecie znajduje, mama tez nie, wszyscy zostalismy zmuszeni okolicznosciami do wielu ustepstw, a ja dobrze wiedzialam, ze bedzie ciezko, bo znam moja matke. Tyle tylko, ze naprawde nie bylo innego wyjscia, nie moglam jej zostawic bez opieki w Polsce, bo owszem, pomagaly jej doraznie sasiadka i wspoltowarzyszka z Wigoru, jednak na dluzsza mete nie bylo to optymalne rozwiazanie, bo kazda ma wlasne zycie, obie sa nie najmlodsze i moglyby zachorowac, obie jezdza na urlopy, a na dobry dom opieki niestety nie bylo nas stac.
 Ogolnie jednak moge sobie wybierac ludzi, wsrod ktorych sie obracam i wielu z nich zostalo z mojego zycia wyeliminowanych, glownie ci, przez ktorych czulam sie wykorzystywana, nie tylko materialnie, nie tylko czasowo, ale czesto psychicznie, dla ktorych stalam sie czyms w rodzaju konfesjonalu czy nawet scieku, do ktorego wylewali wszystkie swoje frustracje. Cokolwiek robie dla innych, nie oczekuje rewanzu, ale czasem i ja potrzebuje rekawa, w ktory moglabym sie wyplakac i wysmarkac, bo juz mi nie pomaga plakanie w siersc Toyi. I co? Ano zamiast tego pomocnego rekawa dostaje porcje  cudzych frustracji. Juz kiedys o tym pisalam, ze kiedy usiluje na cos komus sie poskarzyc, ta druga osoba czeka tylko az zdarzy sie przerwa na zaczerpniecie powietrza i zaczynaja wlasna tyrade. Malo tego, oni nawet nie zdawali sobie sprawy ze swojego wampiryzmu i egoizmu. Ja nie oczekuje pocieszen ani porad, musze sama dawac sobie rade, bo to moje zycie, ale chcialabym zaofiarowania mi bezinteresownie troche czasu i podstawienia pod nos tego rekawa do smarkania. Nic wiecej. Ale takich ludzi ze swieca szukac, to raczej wymarly gatunek. Kazdy bardziej dba o siebie i wlasne interesy niz jest gotow poswiecic komus swoj cenny czas i wysluchac, nie komentujac, nie zaczynajac od razu wylewac wlasnych skarg na kiepskie zycie/zdrowie/prace.
 Wracajac wiec do motta, nie zawsze da sie miec wplyw na wlasne zycie.

18 lipca 2023

Nie rdzewiejcie!

 Tak mnie ostatnio cos wzielo na promowanie zdrowego trybu zycia w, powiedzmy, slusznym wieku. Nie mam tu na mysli starosci, zreszta od kiedy liczy sie starosc? Pamietacie Scarlet z Przeminelo z wiatrem? Ona dosc wczesnie owdowiala, a jeszcze wczesniej wyszla za maz (w wieku 16-17 lat) i od tego czasu juz uchodzila za stara, nie wypadalo jej np. tanczyc na balach. A kobiety na polskiej wsi? Tez wczesnie wydawane byly za maz, od tego dnia zegnaly sie ze swoimi pieknymi warkoczami, musialy nosic nakrycia glowy i wielu rzeczy nie wypadalo im robic, bo byly stare. Ludzie kiedys w ogole krocej zyli, wiec osoba 30-, 40-, 50-letnia uchodzila za stara, a 60-tka to byl prawdziwy matuzalem. Jak dozyla. Zreszta nawet dla mnie, kiedy liczylam sobie jakies 16-20 wiosen, ktos 30-letni byl za stary. 
 A teraz? Wczesni emeryci to jeszcze calkiem mlodzi ludzie, bo co to jest dzisiaj 60-tka? Niektorym dopiero wtedy zaczyna sie zycie, maja juz odchowane dzieci, najczesciej wyprowadzone z domu, maja duzo czasu i jesli tylko zdrowie dopisuje, wreszcie moga podazac za marzeniami, jezdzic, zwiedzac, tanczyc, byc aktywnym. 80-latki smigaja na rowerach, wedruja z plecakami po gorach, spiewaja w chorach, tancza w swoich Wigorach, zawieraja nowe znajomosci, czesto znajduja milosc na reszte dni. Kiedy wiec zaczyna sie ta starosc? Ja mysle, ze kazdy indywidualnie czuje, kiedy jest stary, niektorzy juz rodza sie z kijem w dupie, sa starzy od poczatku swojego istnienia. Tacy zawsze z wyzszoscia poprawiaja cie w komentarzach, kiedy przelecisz im na TY, ze krow z toba nie pasali ani brudzia nie pili, a ty juz wiesz, ze jeszcze chwila takiego nadecia, a onemu(onej) zylka w dupie z trzaskiem peknie i ze masz do czynienia z osobnikiem starym od kolyski. 
 Niemcy wprawdzie maja forme grzecznosciowa odpowiadajaca polskiemu pan i pani, ale i tak najczesciej sie wszystkich tyka i mnie to juz zupelnie nie przeszkadza ani nie gorszy, tu nawet celem eksperymentu w niektorych szkolach dzieci tykaja nauczycieli i nie, nie oznacza to braku respektu ani nie zmienia zachowania dzieci i mlodziezy na gorsze. Bo na szacunek trzeba sobie zasluzyc, a tytulomania i "panowanie" tego respektu nie wzbudzi.
 Ale wracajac do tematu. Ludzie, trzeba sie ruszac, bo czlowiek jak maszyna, przy przestojach rdzewieje. I tyje. I wszystko nagle boli kiedy trzeba sie ruszyc sprzed telewizora czy lapka. Szuka sie miliona wymowek, a bo to samemu nie chce sie chodzic na spacery, a to wysoko sie mieszka i jedna noga puchnie, a to to czy tamto. Pamietam w poprzednim miejscu zamieszkania, kiedy chodzilam na spacery z Fuslem, spotykalam pewna Dame, tak pisana wielka litera prawdziwa Dama. Codziennie chodzila sama na spacer i to ona wlasnie mowila mi, ze trzeba sie ruszac, zeby nie zardzewiec. Dama liczyla sobie ponad 90 lat i nawet latem nosila dlugi rekaw swoich jedwabnych bluzek, bo wstydzila sie obwislej skory na ramionach i rekach. Chodzila zwawym krokiem, czesto razem spacerowalysmy i rozmawialysmy. Do czasu, az przestala przychodzic, nie wiem, co sie z nia stalo, moge sie jedynie domyslac. Dla niej nie bylo przeszkoda, ze musi chodzic sama, ze jest stara, ze ma artretyzm, zawsze podkreslala, ze jesli przestanie chodzic, przestanie zyc. I chyba tak sie stalo.
 Przebywanie i ruch na swiezym powietrzu bardzo pomagaja w zdrowym glebokim snie, ale nie jednorazowe, a regularne. Dlatego miedzy innymi uwazam liczniki krokow za pozyteczne, czlowiek wie, ile pokonal, moze sobie w kolejnych dniach stawiac nowe wyzwania, robic tych krokow wiecej, pojsc dalej. Pewnie, ze w towarzystwie jest fajniej i czas szybciej uplywa, ale mozna sobie np. sluchac e-bookow czy podkastow podczas energicznego maszerowania czy spacerowania wolnym krokiem i juz czas biegnie szybciej, a czlowiek sie nie nudzi. Kazda wymowka to lenistwo, no moze jakis sakramencki upal moglby usprawiedliwic niechec do wyjscia z domu, upaly moga byc bardzo szkodliwe dla zdrowia. 
 Adoptowanie psa jest swietna motywacja do wychodzenia z domu i ruchu na swiezym powietrzu, zwlaszcza ze trzeba wychodzic bez wzgledu na pogode, bo pies nie zalatwi sie do kuwety, ale ze pies to dosc drogie hobby, mozna sie obejsc i bez niego.
 To nara, lece z Toyka na spacerek.

Krulova...

 ...  wczoraj przekroczyla Teczowy Most. Pokonal ja tumor na zuchwie, ktory przez ostatni miesiac jej powolnego umierania, poczynil niemale ...