04 kwietnia 2025

Impra z pracami spolecznymi

 Zostalam zaproszona przez corke i chocholy na grilla w przedszkolu i myslalam, ze bedzie to takie nieformalne spotkanie "po pracy", zeby rodzice poznali sie blizej, a wszyscy razem integrowali. Ale nie, to bylo zupelnie cos innego. Tam otoz wszyscy spotykaja sie dwa razy do roku, na rozpoczecie i zakonczenie sezonu, jest bowiem zawsze troche do zrobienia.  A przy okazji mozna blizej poznac innych rodzicow, bo kiedy sie rano przed praca przyprowadza progeniture, to nie ma czasu na rozmowy. 
 
 Rodzice przynosza ze soba mieso na grilla, jakies salatki, pieczywo, przedszkole serwuje napoje (woda, lemoniady, soki, kompoty i co tam jeszcze). Trzeba tez wziac ze soba kubki, talerzyki i sztucce, serwetki i takie tam. Przedszkole daje do dyspozycji dwa wielkie grille, ale potrzeba do nich dwoch chetnych tatusiow, do rozpalenia i pilnowania , zeby sie nie przypalilo. Jako ze czesc dzieci to muzulmanie, jeden grill jest z miesem wieprzowym i kielbaskami z zawartoscia wieprzowiny, drugi zas jest halal, czyli drob i wolowina, choc ta malo nadaje sie na grilla. W sumie takie wspolne spedzanie czasu i poswiecanie sie czynnosciom dla dobra ogolu i wlasnych dzieci bardzo ludzi zbliza.
 
 Bo w tym spotkaniu glownie chodzilo o przygotowanie terenu do sezonu letniego. Przedszkole dalo do dyspozycji rodzicom grabie, lopaty, miotly i inny niezbedny sprzet do oczyszczenia terenu wybiegu dla dzieciakow (z jednej strony zlobka, z drugiej strony budynku - przedszkola) z opadlych lisci i galazek. Rodzice dostali tez sadzonki, ktore trzeba bylo umiescic w donicach lub bezposrednio w ziemi, zeby bylo ladnie i kolorowo. Tatusiowie mieli za zadanie porozpinac nad piaskownicami zagle przeciwsloneczne, tam juz trzeba bylo skakac po drabinach i miec sile do naciagania linek. Ogolnie atmosfera fajna, a ja bylam chyba jedynom bapciom na tej imprze. Ale udzielalam sie, pograbilam kawalek terenu z opadlych lisci.
 
 Zeby dzieci sie nie nudzily w czasie, kiedy rodzice pracowali, dostaly cynk, ze w piaskownicach pochowane sa skarby i trzeba ich poszukac. Zaznaczono rowniez, ze przewidziany jest jeden skarb na osobe, wiec gdyby sie zdarzylo, ze dziecko znajdzie dwie zabawki, to jedna ma z powrotem zakopac. Junior dosc szybko znalazl gumowa kaczuszke i przez caly czas jej pilnowal. Zoska znalazla gumowego kraba, ale jak to Zoska, zaraz gdzies go zapodziala, pewnie inne dziecko skrzetnie skorzystalo z okazji i zwinelo, a Zoska oczywiscie pozniej przez caly czas awanturowala sie, ze nie ma swojej zabawki. Dla fan klubu Zoski: niestety nie pozbyla sie jeszcze zlych nawykow smoczkowych, wtedy to byl jakis cut nad Leine, ze tak dlugo ze mna spacerowala i ani razu nie przypomnialo jej sie, ze nie ma czego mietolic w paszczy. Oczywiscie  smoczek tez gubila i dobrze, ze corka zabrala zapas z domu.
 
 Mam z tej imprezy jedno jedyne zdjecie, zrobione chylkiem i wtedy, kiedy w polu widzenia nie bylo zadnego innego dziecka, ino tylko horror-zajac. Panuje tam bowiem surowy zakaz robienia zdjec i ja to rozumiem oraz sie dostosowuje. 

 Ogolnie spotkanie bardzo mi sie spodobalo, zjadlam sobie kielbaske z grilla i bardzo smaczna salatke, troche sie poruszalam przy grabieniu lisci, a efekt tego taki, ze dzieci maja naszykowane wybiegi na sezon letni, no i wychowawczynie mogly mi sie blizej przyjrzec, zebym juz nie musiala legitymowac sie za kazdym razem, kiedy odbieram chocholy. Takie przyjemne z pozytecznym.
 

02 kwietnia 2025

Rzadko bywam...

 ... w srodmiesciu, bo nie lubie tam bywac. Jest drogo, poczawszy od oplat parkingowych, ktore ostatnio znow zdrozaly, a zakonczywszy na cenach tego wszystkiego, co tam sprzedaja. W srodmiesciu zawsze bylo drogo, bo tam czynsze sa bardzo wysokie i zeby handlarze nie tylko wyszli na swoje, ale zeby zarabiali, musza te ceny windowac. Teraz jednak, kiedy dodatkowo wzrosly ceny energii, wywozu smieci i wszystkich innych pobocznych oplat za lokal, ceny sprzedawanych artykulow sa jeszcze wyzsze. Jesli brac pod uwage, ze ceny tych samych artykulow w internecie sa o kilkanascie procent nizsze, a u Chinczykow to ulamek cen ze starowki, to nic dziwnego, ze wiele lokali stoi pustych z szyldami DO WYNAJECIA, bo ich poprzedni uzytkownicy zbankrutowali. Powiem Wam, ze bylam lekko zszokowana liczba pustych lokali handlowych, jak rowniez calkiem nowymi w miejscu tych, ktore pamietalam, ktore byly tam od zawsze, a ktore zostaly zlikwidowane. Nawet apteka, ktora zajmowala rogowy lokal przy rynku, a ktora byla tam od tysiac trzysta ktoregos roku (pozostal napis na scianie z muru pruskiego) tez zniknela, naprawde nie wiem, dlaczego, ale zal, ze nikt nie postaral sie, zeby ten zabytek zachowac.
 
 Zacznijmy jednak od tego, co mnie w ogole zanioslo do miasta, do ktorego, jak wspomnialam, nie lubie zagladac. Ano zgadalysmy sie z Terenia Australijska, ze kupila cos w TK Maxie (no kto by pomyslal, ze ta siec sklepow opanowala caly swiat, a ja naiwnie myslalam, ze oni sprzedaja tylko w Niemczech, potem widzialam ten sklep w Lodzi, a teraz okazuje sie, ze i na antypodach handluja), a ja z zalem pomyslalam, jak dawno tam nie bylam, a przeciez lubilam tam weszyc, nawet jesli nie zawsze cos kupowalam. Zatesknilo mi sie, a ze akurat musialam kupic cos specjalnego, co tam wlasnie jest w ogromnym wyborze, to postanowilam sie tam wybrac. Z przyczyn wielu (remonty ulic, za wysokie ceny parkowania, tlok) zdecydowalam pojechac autobusem, czego tez dawno nie doswiadczalam, bo wciaz woze tylek wlasnym pojazdem. W TK Maxie zanabylam, co planowalam, dlugo zastanawialam sie nad torebka, ale w efekcie doszlam do wniosku, ze nie potrzebuje.
 
 Po zakupach postanowilam przejsc sie deptakiem, co poskutkowalo zakupem kapci w Deichmanie, ciastek w Kron & Lanz (taka wykwintna cukiernia) oraz pozarciem gory lodow u Wlocha. Zamowilam dwie kulki (ceny kosmiczne, po 2 do 3 euro za kulke w zaleznosci od smaku, a ja pamietam jeszcze kulki po 20 fenigow), a sprzedawca zaladowal mi do wafelka po trzy z kazdego smaku, wiec przysiadlam na lawce niedaleko naszej Gesiarki i sluchajac koncertu ulicznego muzyka, delektowalam sie tymi szescioma kulkami. Lubie lody, ale tego bylo mi naprawde za duzo, a z drugiej strony (z chciwosci) szkoda mi bylo je wywalic, wiec zmeczylam je do konca. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego ten mlody czlowiek od lodow tak mnie wyroznil. 
  
 A potem powedrowalam sobie znow do autobusu i nawet trafilam na tego samego kierowce, ktory wiozl mnie do miasta. I wrocilam do domu, dosc zmeczona, bo mnie zawsze mecza tlumy ludzi, na jakis czas wiec mam spokoj, poki znow nie zatesknie do TK Maxa albo poki nie bede miala tam czegos do zalatwienia, np. nowe okulary do czytania u Fielmanna, bo on swoja filie ma wlasnie na starowce. Za duzo tam sie pozmienialo, zebym lubila tam bywac. A kiedys tam nawet mieszkalismy, bylo fajnie, bezpiecznie i stac nas bylo na zakupy.
 

Impra z pracami spolecznymi

  Zostalam zaproszona przez corke i chocholy na grilla w przedszkolu i myslalam, ze bedzie to takie nieformalne spotkanie "po pracy...