Zostalam zaproszona przez corke i chocholy na grilla w przedszkolu i myslalam, ze bedzie to takie nieformalne spotkanie "po pracy", zeby rodzice poznali sie blizej, a wszyscy razem integrowali. Ale nie, to bylo zupelnie cos innego. Tam otoz wszyscy spotykaja sie dwa razy do roku, na rozpoczecie i zakonczenie sezonu, jest bowiem zawsze troche do zrobienia. A przy okazji mozna blizej poznac innych rodzicow, bo kiedy sie rano przed praca przyprowadza progeniture, to nie ma czasu na rozmowy.
Rodzice przynosza ze soba mieso na grilla, jakies salatki, pieczywo, przedszkole serwuje napoje (woda, lemoniady, soki, kompoty i co tam jeszcze). Trzeba tez wziac ze soba kubki, talerzyki i sztucce, serwetki i takie tam. Przedszkole daje do dyspozycji dwa wielkie grille, ale potrzeba do nich dwoch chetnych tatusiow, do rozpalenia i pilnowania , zeby sie nie przypalilo. Jako ze czesc dzieci to muzulmanie, jeden grill jest z miesem wieprzowym i kielbaskami z zawartoscia wieprzowiny, drugi zas jest halal, czyli drob i wolowina, choc ta malo nadaje sie na grilla. W sumie takie wspolne spedzanie czasu i poswiecanie sie czynnosciom dla dobra ogolu i wlasnych dzieci bardzo ludzi zbliza.
Bo w tym spotkaniu glownie chodzilo o przygotowanie terenu do sezonu letniego. Przedszkole dalo do dyspozycji rodzicom grabie, lopaty, miotly i inny niezbedny sprzet do oczyszczenia terenu wybiegu dla dzieciakow (z jednej strony zlobka, z drugiej strony budynku - przedszkola) z opadlych lisci i galazek. Rodzice dostali tez sadzonki, ktore trzeba bylo umiescic w donicach lub bezposrednio w ziemi, zeby bylo ladnie i kolorowo. Tatusiowie mieli za zadanie porozpinac nad piaskownicami zagle przeciwsloneczne, tam juz trzeba bylo skakac po drabinach i miec sile do naciagania linek. Ogolnie atmosfera fajna, a ja bylam chyba jedynom bapciom na tej imprze. Ale udzielalam sie, pograbilam kawalek terenu z opadlych lisci.
Zeby dzieci sie nie nudzily w czasie, kiedy rodzice pracowali, dostaly cynk, ze w piaskownicach pochowane sa skarby i trzeba ich poszukac. Zaznaczono rowniez, ze przewidziany jest jeden skarb na osobe, wiec gdyby sie zdarzylo, ze dziecko znajdzie dwie zabawki, to jedna ma z powrotem zakopac. Junior dosc szybko znalazl gumowa kaczuszke i przez caly czas jej pilnowal. Zoska znalazla gumowego kraba, ale jak to Zoska, zaraz gdzies go zapodziala, pewnie inne dziecko skrzetnie skorzystalo z okazji i zwinelo, a Zoska oczywiscie pozniej przez caly czas awanturowala sie, ze nie ma swojej zabawki. Dla fan klubu Zoski: niestety nie pozbyla sie jeszcze zlych nawykow smoczkowych, wtedy to byl jakis cut nad Leine, ze tak dlugo ze mna spacerowala i ani razu nie przypomnialo jej sie, ze nie ma czego mietolic w paszczy. Oczywiscie smoczek tez gubila i dobrze, ze corka zabrala zapas z domu.
Mam z tej imprezy jedno jedyne zdjecie, zrobione chylkiem i wtedy, kiedy w polu widzenia nie bylo zadnego innego dziecka, ino tylko horror-zajac. Panuje tam bowiem surowy zakaz robienia zdjec i ja to rozumiem oraz sie dostosowuje.
Ogolnie spotkanie bardzo mi sie spodobalo, zjadlam sobie kielbaske z grilla i bardzo smaczna salatke, troche sie poruszalam przy grabieniu lisci, a efekt tego taki, ze dzieci maja naszykowane wybiegi na sezon letni, no i wychowawczynie mogly mi sie blizej przyjrzec, zebym juz nie musiala legitymowac sie za kazdym razem, kiedy odbieram chocholy. Takie przyjemne z pozytecznym.
Hmm, po przeczytaniu całości tak sobie myślę, jak to jest z ta sławną polityczną poprawnością ?
OdpowiedzUsuńNie robienie zdjęć bardzo dobrze rozumiem i pochwalam, a czy w ogóle podciąga się to pod poprawną polityczność ? Ale najważniejszy na tej imprezie jest ten podział prac ogrodowych i grillowanie, czy to Ty tak podzieliłaś czy odgórnie panowie byli potrzebni do grilla i rozwieszenia żagli ?
Nikt nikomu niczego nie narzucal, kazdy robil, co chcial, a jak nie mial ochoty, to nic nie robil. Narzedzia staly do dyspozycji i kazdy bral, co chcial. No wiadomo, ze do rozpinania zagla i grillowania zwyczajowo wzieli sie panowie.
UsuńZakaz zdjec to bardziej ochrona tozsamosci niz poprawnosc polityczna. Szczerze mowiac, nie bylo tam jakiejs polityki, raczej przyjemne wspolne spedzanie czasu, poznawanie sie, paplanie i robienie pozytecznych rzeczy dla przedszkola.
I właśnie o to ‘wiadomo’ mi chodzi, że do pewnym robót panowie biorą się czy to zwyczajowo czy z prostej logiki, po prostu w sposób naturalny.
UsuńMysle, ze kobiety mialyby problemy z naciaganiem zagla, bo to jednak wymaga sily. No a jesli chodzi o rzadzenie grillem, to chyba zawsze i wszedzie robi to mezczyzna, podczas gdy kobieta zajmuje sie salatkami i nakrywaniem stolu. Ja nie widze w tym nic zdroznego i mysle, ze gdyby ktoras chciala mocowac sie z zaglem albo stac przy grillu, tez by nikt nie oponowal. :)))))))))
UsuńI wiesz co podoba mi się takie przedszkole i na pewno było przyjemnie i dla dzieci i dla dorosłych. No i wygląda że mieliście dobra pogodę.
OdpowiedzUsuńFakt, pogoda byla przednia, choc kiedy juz slonce schowalo sie za dom, zrobilo sie chlodno, ale przynajmniej deszcz nie padal i slonko robotom naszym przyswiecalo.
UsuńPodoba mi się to.
OdpowiedzUsuńMi sie tez. Podobnie jak zachwyca mnie system japonski, tam szkoly nie potrzebuja woznych i sprzataczek, bo wszystko robia same dzieci. Czy wyobrazasz sobie takie cos w Polsce? Zaraz wszystkie mamusie przynosilyby zwolnienia lekarskie do bombelkow, bo sa dys-, bo maja chory kregoslup, bo to uwlaczajace i sto innych wymowek.
UsuńI orzeczenia z poradni psychologiczno-pedagogicznych.
UsuńI od adwokata ze skarga do sadu rodzinnego o wyzysk i niewolnicza prace bombelka.
UsuńA niech ich wszystkich szlag. U nas w szkole już samych dys- uczymy, z zaświadczeniami i opiniami. K***, ja nie studiowałam oligofrenopedagogiki, tylko filologię polską, a nasza szkoła to nie szkoła specjalna!
UsuńNieprawda, że w PL dzieci są takie nieogarnięte. W przedszkolu Łobuzów dzieci świat w ramach relaksu, dostają rękawiczki i mają akcję ogarniania okolicy :) Jak i inne zajęcia. I mają zajęcia terapeutyczne z sierściuchami. Nie słyszałam o żadnej akcji dla rodziców, dopytam. Ale z tego, co widzę - mają fajnie odnowiony plac zabaw, posprzątały go z zimowych paprochów same. Co do zdjęć - jestem na grupie fanów ich przedszkola na FB, też jestem znana jako babcia odprowadzająco-przyprowadzająca, wylegitymowano mnie tylko raz (znają mnie jak zły szeląg), oglądam tam fotki. Jednak niektóre dzieci mają twarze zasłonięte ikonkami - to dzieci rodziców, którzy nie wyrażają zgody na publikowanie zdjęć ich pociech na socjalach. Mają do tego prawo. Dlatego nie zamieszczam zdjęć z imprez przedszkolnych, bo nie wiem, kto sobie nie życzy. Moje wnuki są w socjalach, więc np. z Dnia Dziadostwa wrzucam fotki, ale tylko z Łobuzami, nie z całej imprezy. Polskie przedszkola są the best, że się za nimi ujmę, sama chodziłam do przedszkola prowadzonego przez zakonnice (tak, tak, w latach 50. na wsi) i źle tego nie wspominam - chodziły do niego wszystkie dzieci ze wsi, a dziś trudno o miejsce w przedszkolu - tym tańszym, państwowym :) Ale super, że tak się Tobie podobała ta impreza :)
OdpowiedzUsuńBo dzieci chetnie wspolpracuja, chca pomagac, chca robic cos dla wspolnoty, to tylko niektorzy popierniczeni rodzice uwazaja, ze bombelkowi stanie sie wielka krzywda, kiedy sprzatnie wlasny brud, bo nie po to placa za przedszkole/szkole, zeby panowal tym taki straszny wyzysk bombelka. Widac w Waszym przedszkolu sa fajni rodzice.
UsuńW Niemczech rodzice maja miec zagwarantowane miejsce dla dzieci w przedszkolu, wszyscy, to panstwo ma sie postarac, zeby wystarczylo. W naszym landzie rodzice nie placa za przedszkole, ale corka mowi, ze cos tam doplaca, chyba za jedzenie, musialabym sie dopytac.
Moi płacą, niedużo w sumie, ale płacą - też chyba za jedzenie. No i jakiś fundusz na wycieczki chyba jest. W PL trudno o miejsce w żłobku i w przedszkolach, a w prywatnych drogo jest. W państwowych 5 godzin jest bezpłatnych, płaci się za jedzenie tylko i za dodatkowe godziny (1,44 za godzinę, więc śmieszne pieniądze). Synowa pracuje w przedszkolu, więc trochę się o tym nasłuchałam, w sumie to ją podziwiam, sama bym zwariowała z bombelkami :) Z tym pomaganiem dzieci to ja mam cyrki, bo najmłodsza wnuczka chce wszystko robić sama i we wszystkim pomagać, cudem kilku katastrof uniknęłam, więc jakbym miała taką bandę pomagających - oszalałabym :P
UsuńJa tez podziwiam przedszkolanki, bo nie mialabym cierpliwosci cackac sie z mazgajami i wycierac dzieciom tylki. Moze moglabym pracowac z dziecmi w pierwszych klasach szkoly podstawowej, pozniej juz nosilabym karabin i pejcz na lekcje. :)))
UsuńJa tam trzy wychowalam, pomagaly, a ja pilnowalam, zeby w tym pomaganiu nie zabrnely za daleko i nie zrobily sobie krzywdy, ale jakos dalam rade.
określenie horror zając mnie rozwaliło :-))
OdpowiedzUsuńno i fajne takie spotkanie nie za często i aby obie strony sie obwąchały. z pożytkiem dla każdego, jak mniemam. U nas rodzice coraz gorsi, roszczeniowi, marudzący i z ciągłymi pretensjami... dramat. aż się pracować odechciewa, kiedy z każdej uwagi musisz się tłumaczyć, aż dziw że jeszcze nie przeczytałam w tym roku, że od sprzątania są sprzątaczki. bo jestem tyranem w tej kwestii. inaczej moje białe stoły na plastyce już dawno by sie zamieniły w obraz nędzy i rozpaczy. i wtedy widzę, ze dziecko w domu po sobie niczego nie sprząta i słyszę na własne uszy...i dam sobie palec odciąć, że gdyby niektóre mamuśki mogły to by przybiegały na przerwach i posprzątały po dzieciątku...
Na roszczeniowych rodziców narzeka moja synowa, która jest nauczycielką w przedszkolu. Nawet jak robią jakąś imprezę dla rodziców, to oni mają pretensje, że ktoś miał za mało wierszyka, ktoś za dużo, ktoś stał za daleko, różne tam pierdoły. Ja tak dogłębnie tematu nie znam, dziadostwo na imprezach z okazji dziadowania jest miłe :)
UsuńTacy rodzice powinni byc zawczasu kastrowani, zeby zadnych bombelkow nie mogly powolac na swiat, bo takie cos od urodzenia sie meczy i wyrasta na totalnie niepraktycznego doroslego. Jesli to jest puci zenskiej, to zycie ja nauczy, choc pewnie i tak fladra pozostanie. Pucia meska to juz calkowita tragedia, nie bedzie umial zarowki zmienic ani gwozdzia w sciane wbic.
UsuńDlatego uwazam, ze system japonski jest naprawde dobry i swietnie przygotowuje dzieci do doroslosci. Efekty widac.
UsuńSJ - no przedszkola bym nie ogarnęła za diabła, podziwiam. u mnie w szkole robim co możem, żeby ograniczyć wpływ i jednocześnie umocować wymagania. Same dzieci wymagają ode mnie na przykład narysowania jajka... wyobraź sobie. w domu żadnych normalnych wymagań życiowych nie widzę...u wielu. ale sa i dzieci, które sie jeszcze angażują. te sa w mniejszości.
UsuńPantero - nic nie wiem o tym systemie ale pamiętam, że tam była? jest? fala samobójstw u siedmiolatków.
UsuńOwszem, w Japonii jest ogromny nacisk na kazdego obywatela, od przedszkola praktycznie i nie kazdy to wytrzymuje. Slabsze jednostki odpadaja, co oczywiscie z jednej strony jest okrutne, z drugiej pozwala utrzymywac sie temu panstwu w swiatowej czolowce. Zawsze jest cos za cos. Dzieci japonskie uczone sa od urodzenia brania losu we wlasne rece, sprzatania po sobie i odpowiedzialnosci za wlasne czyny. Tam zaden rodzic nie zaprotestuje, ze japonski bombelek musi umyc kibel w przedszkolu czy szkole.
UsuńSpotkanie brzmi na bardzo udane, dobrze ze poszlas.
OdpowiedzUsuńCo mnie uderzylo to informacja ze wieprzowina nie nadaje sie na grillowanie. Wedlug mnie jak najbardziej, zreszta kazdy amerykanin Ci to powie. Nic, malo wazne.
Z braku laku zdarzylo mi sie pracowac w przedszkolu ale nigdy nie robilismy takich spotkan rodzicielskich, od prac ogrodowych byli ogrodnicy a sprzet do zabaw montowany byl przez oficjalnego naprawiacza jako ze musial spelniac zasady bezpieczenstwa a on mial uprawnienia. Przedszkole mogloby byc brane do sadu gdyby sie dziecku cos stalo z przyczyny technicznej. Nie wiem czy tak jest w calej USA ale tam gdzie pracowalam tak bylo.
Nie pisalam, ze wieprzowina nie nadaje sie do grillowania, pisalam o wolowinie, bo z grilla wyjdzie nieco za twarda, to zreszta zalezy od jakosci wolowiny. Tak, wiem, ze Amerykanie zajadaja sie stekami, ale ja wole wolowine ugotowana, mieciutka, steki wolowe jakos mnie nie biora, zreszta jak takie male dzieci radzilyby sobie ze stekami bez nozy. Dlatego pisalam, ze sie nie nadaje.
UsuńDo rozpiecia zagla na juz istniejacych masztach, ktore spelniaja wszystkie kryteria, nie potrzeba specjalnych umiejetnosci. Oczywiscie miasto mogloby zatrudnic ogrodnikow, ale nie byloby takiego fajnego spotkania, gdzie rodzice wraz z dziecmi robiliby cos wspolnie dla wspolnego dobra. Takie spotkania pelnia tez funkcje edukacyjna, ze fajnie robic cos samemu dla swiata, a nie czekac, az ktos zrobi to za nich.
Sorry, mialam na mysli wolowine, moja pomylka. Niemniej powtorze ze nie rozumiem - steki wychodza wspaniale, szaszlyki (choc najczesciej robie je z wieprzowiny) tez. My mieso na nie najpierw marynujemy, stad moze wychodza soczyste i pyszne.
UsuńMieso zawsze powinno byc marynowane przed grillowaniem, tutaj tez tak robimy. Niemniej wolowina dobrej jakosci jest u nas bardzo droga, to po pierwsze, a po drugie na grillu musi byc pieczona dluzej, wiec wieprzowina jest praktyczniejsza.
UsuńFantastyczna rzecz, takie wspólne prace na rzecz przedszkola i żłobka. Rodzice się przy tym lepiej poznają, a dzieci wiedząc, że robiły te porządki rodzice, to mniej bałaganią. W Polsce, tylko przedszkola Montesori (chyba dobrze napisałam ich nazwę) mają podobne regulamniny, jak japońskie szkoły. Nie ma tam grup wiekowych i dzieci od początku uczą się przygotowywania kanapek na śniadanie - oczywiście noże do smarowania pieczywa są nie ostre, roznoszą talerze, pomagają młodszy i oczywiście sprzątają po sobie... Niestety, to rzadkość i nie wszyscy rodzice by na to pozwolili... Spędziłaś z Chochołami fantastyczne popołudnie i możesz być z siebie dumna.
OdpowiedzUsuńDziś zaczęłam maraton rehabilitacyjny, który zakończę 5 maja 😘
Ooo, caly dlugi miesiac bedziesz latala sie rehabilitowac, oby skutecznie. Dobrze by Ci zrobil wyjazd do sanatorium, tam mialabys jeszcze wiecej zabiegow. Teraz juz bys mogla, kiedy nie musisz opiekowac sie mama, pomysl o tym.
UsuńPatrz, nawet nie wiedzialam, ze placowki Montessori tak maja, u nas widzialam szkole Montessori, pewnie gdzies tez jest i przedszkole. Gdzies slyszalam, ze oni maja takie niecodzienne metody nauczania, ale nigdy nie interesowalam sie tym blizej.
Moje młodsze dziecko w pierwszych latach nauczania było właśnie prowadzone metodą Montessori, bo nauczycielkę miał wspaniałą. I nas, rodziców w to wciągnęli - meblowaliśmy klasę, staraliśmy się o sprzęt. No i dziecko wyrosło mi idealne :) Jego stara szkoła teraz w części jest zmieniona na szkołę walfdorską. Ale waldorfska jest płatna, choć to inna odmiana metody Montessori. To były lata 80., kiedy to u nas już działało :)
UsuńTutaj tez sa te szkoly, ale nigdy wczesniej nie interesowalam sie metodami nauczania, sa Montessori, sa tez Waldorf, wiedzialam tylko, ze metody nauczania sa inne niz w normalnych szkolach, ale nie interesowalam sie szczegolami i roznicami. Chyba powinnam zainteresowac tym mame chocholow.
UsuńZanim się przekwalifikowałam kilka lat pracowałam w przedszkolu, byłam szefową grupy maluchów, od 1 roku życia do 3 roku życia. Widok osiemnaściorga dzieci na nocnikach był obłędny:))) Niewiele tam było wychowania, najwięcej było opieki. Czasem zdarzały się uzdolnione trzylatki, pamiętam dziewuszkę o niesamowitym słuchu muzycznym. W czasie siedzenia na nocnikach śpiewała dzieciom różniste piosenki:)
OdpowiedzUsuńDzieci były cudne, a i rodzice jakoś nie byli roszczeniowi. A później się przebranżowiłam w kierunku ekonomicznym, praca w żłobku przyszłości nie było żadnej.
Moją dwójkę wychowywałam każdego dnia, obowiązki były na porządku dziennym, nie było zmiłuj. No czasami było, ale to musiał być wyjątek. Progenitura zatem znała i przywileje, i ograniczenia. Na samą myśl o bezstresowym wychowaniu robi mi się gorąco. Zatem moje bardzo już dorosłe dzieci radzą sobie w życiu świetnie, wszystko czego się nauczyły w domu zabrały ze sobą w dorosłe życie. Bardzo mnie to cieszy:)
To tak, jak i moje były chowane :) Jak sześciolatek wrócił z kolonii i pochwalił się, że umie pyry skrobać, tak skrobał, gdy wróciłam do pracy. Umieją gotować i wszystko w domu ogarnąć, w przeciwieństwie do moich synowych - te mam obie leworęczne, choć to jeden z moich synów jest mańkutem ;) Niańczenie dzieci robi z nich kaleki.
Usuń@ Dorothea, podziwiam i to bardzo, mnie dzieci wkurzaja, ledwie ze swoimi wytrzymalam, dla wnukow mam juz wiecej cierpliwosci, ale bez przesady, nie chcialabym sie nimi opiekowac na co dzien.
UsuńMoje tez mialy obowiazki, wtedy brzeczaly, teraz sa mi wdzieczne, umieja sie zorganizowac. Maja w domach czysto, nie musza sie wstydzic.
@ SJ, no nie wyobrazam sobie, zeby moje dziewczyny takie byly, one wprawdzie nie umieja tyle co ja, nie szyja, nie dziergaja, ale sa czyste, gotowac umieja, sa dobrze zorganizowane, u nich w domach nie boje sie usiasc na sedesie.
Usuń@Pantera - pracowałam w żłobku, lekko się rąbnęłam:)
OdpowiedzUsuńO to to - moja córka próbowała szyć i dziergać, ale jakoś jej to nie weszło na dłużej. Potencjał ma, może kiedyś ją to zainteresuje?
Córka podziwia moje umiejętności działkowo - ogrodnicze, a mnie się to wydaje takie oczywiste! Oboje z mężem wyrośliśmy w rodzinach działkowiczów, zatem umiejętności mamy wyssane z mlekiem matki i ojca:)
Córka w mini rolnictwo poszła jak w dym, od kilku lat uprawia swoją działeczkę nieustannie powtarzając, że my z mężem tak dużo umiemy. A że ma działkę tuż obok nas to często jesteśmy na hektarach razem.
Jak się teraz wstecz obejrzę to szyję na maszynie, dziergam na szydełku i na drutach, umiem też w haft krzyżykowy, oprócz tego gotowanie, robienie przetworów i inne umiejętności domowe. Wszystko to robiły mam albo babcia, wyraźnie zaciągnęłam umiejętności od nich. Oprócz tego jeszcze jeździłam na konkursy recytatorskie, grałam w teatrze i grałam na skrzypcach. Skąd ja brałam na to czas??? Ano nie wiem!
Dla mnie tez jest oczywiste i zrozumiale samo przez sie, ze takie latwe podstawowe czynnosci trzeba znac, poslugiwac sie wiertarka, elektrycznym wkretakiem, zreperowac kabel, zaszyc dziure, zacerowac wieksza, przyszyc guzik i przeszyc cos prostego na maszynie, umiec przygotowac kilka podstawowych potraw, zmyc po sobie naszynia, obslugiwac odkurzacz i pralke lub/i zmywarke. Aaa, i wsadzic kwiatka do ziemi. Ja o rolnictwie/dzialkownictwie nie mam bladego pojecia, ale balkon ogarniam i moja domowa zielenine. A przede wszystkim umiec sie zorganizowac i skoordynowac wyzwania.
UsuńMy na wszystko mamy czas, bo u nas organizacja jest perfekcyjna.
A około czterdziestki zaczęłam z mężem jeździć w dłuższe trasy rowerowe (mój rekord to wjechany Stóg Izerski). Tuż po pięćdziesiątce nauczyłam się pływać stylem klasycznym, w tym samym czasie nauczyła się jeździć na nartach zjazdowych. Ech - to były czasy!
OdpowiedzUsuńPlywac umiem od zawsze, nart w zyciu nie mialam przypietych do nog, podobnie lyzew i inlajnow. Ale nie mozna umiec wszystkiego, za to podobno mam wrodzona umiejetnosc jazdy konnej, umiem sie zgrac ze zwierzeciem.
UsuńMoim wielkim marzeniem jest kapiel z delfinami, poglaskanie wieloryba i uslyszenie na zywo piesni humbakow. Ale dobiegam 70-tki, wiec niewiele czasu mi zostalo, moze uda mi sie skoczyc ze spadochronu.
Niech się uda w te delfiny, wieloryby i inne humbaki. I w skoki ze spadochronu też! Niech się uda <3
UsuńJa jazdy konnej też próbowałam, ale mi nie poszło. Złamałam sobie wtedy kompresyjnie kręgosłup, nie pomyślałam tylko (i dochtory tyż nie pomyślały), że to mogą być początki osteoporozy
https://swiattodzungla.blogspot.com/2013/08/konie.html
UsuńTo sa moje konskie wspomnienia, ktore mogly sie skonczyc tragicznie, ale przezylam, bo widac opatrznosc miala mnie w swojej opiece i nie byla opacznoscia.
A co do reszty... chyba juz sie nie spelni.
Ale żeście sobie pięknie pogadały, powspominały, przyjemnie czytało się. No i zgodzę się że przy jeździe konnej jest coś takiego jak zgranie się z koniem, bo też jeździłam konno i dobrze radziłam sobie, ale ja do konia mówiła, szeptałam ale też bardzo ufałam jemu i chyba moje ciało to wyrażało. A w stajni byłam skoro swit, najczęściej pierwsza i od razu doglądałam konia.
OdpowiedzUsuńJa mialam z konmi do czynienia tylko wtedy, podczas krecenia filmu, w koncu zawsze bylam dzieckiem wielkomiejskim, a wtedy w miastach nie bylo ani stadnin, ani przejazdzek. Nie mialam wiec okazji.
UsuńNie przetrenowałam na swojej ani żłobka ani przedszkola tylko "zerówkę", w której biedula nudziła się jak mops bo gdy dzieciaki rysowały szlaczki ona już pisała krótkie wyrazy. Z zainteresowaniem przeczytałam o japońskich przedszkolach, w których maluchy uczą się wszelakich prac domowych z gotowaniem łącznie. Ja w dniu ślubu to nawet wody na herbatę nie potrafiłam zagotować i miałam straszny dylemat skąd się w zupie bierze "płyn" o określonym smaku. Wiem, że to brzmi śmiesznie, ale mnie w dzieciństwie nie wolno było nawet wchodzić do kuchni. Raz jedyny przed ślubem robiłam placki kartoflane ( w domu mego ojca) - gdy obierałam kartofle wszystkie moje paznokcie posiadały na swej powierzchni lakier, gdy skończyłam je trzeć większość była już bez lakieru, ale jakoś nikt na owe placki nie narzekał ani się nie pochorował.
OdpowiedzUsuńNo coz, zrobili dziadkowie z Ciebie osobe nieprzystosowana do zycia. Ja odkad pamietam, mialam obowiazki w domu, sprzatalam, podlewalam kwiatki, pomagalam w kuchni, a nawet sama gotowalam latwiejsze potrawy, wiec kiedy wyszlam za maz, juz tylko ulepszalam swoje umiejetnosci, zbieralam doswiadczenia, bo praktycznie wszystko umialam i to w dosc szerokim zakresie. Podobnie wychowywalam swoje dzieci, one tez poszly w swiat z podstawowymi umiejetnosciami.
UsuńNo i przemiły relaks a i dobro uczynione, smaczne jadło na dodatek, jak dobrze mieć wnuki a wnuki się ma kiedy się ma dzieci...to tak sobie myślę, bo mam koleżanki, które takich doznań nie mają, więc chyba jednak jesteśmy szczęściarami, było trochę roboty z dziatwą ale przecież wychowałyśmy nasze dziewczyny na wartościowych ludzi...poniosło mnie?
OdpowiedzUsuńFakt niezaprzeczalny, bez dzieci nie byloby wnukow, bez wnukow nie byloby grilla w przedszkolu. Na sama mysl przebiega mi zimny dreszcz po plecach. :)))))
UsuńHmm… Idac tym tropem, nie masz dzieci - nie grillujesz? 🤔😉🙃
UsuńNo cus w ten desen, tyle ze w przedszkolu, bo gdzie indziej mozesz se pogrillowac. :)))))
Usuń