Nie pamietam dokladnie, kiedy to bylo, moglam miec kilka lat. Mieszkalismy wtedy razem z moja cioteczna babka, siostra mojej babci. Byla to osoba samotna (dzisiaj powiedziano by o niej stara panna), z przedwojennym wyksztalceniem, oczytana, cala w manierach i chyba tesknotach za czasem przeszlym. Od niej nauczylam sie kilku piosenek po francusku, od niej pobieralam nauki wlasciwego zachowania, nie pracowala, miala czas dla mnie, a ja lubilam sluchac opowiesci o jej zlotych czasach.
Pamietam ten dzien, kiedy bylam chora, lezalam w lozku i marudzilam, ze mi sie nudzi, wtedy ciotka Henryka glosem pelnym oburzenia pouczyla mnie, ze inteligentny czlowiek nigdy nie nudzi sie we wlasnym towarzystwie, a mnie to tak bardzo zapadlo w pamiec, ze pozniej przez cale zycie umialam sobie zorganizowac czas sama ze soba, ze nawet do glowy by mi nie przyszlo, ze moglabym sie nudzic. Zawsze umialam znalezc sobie jakies zajecie, jak nie ksiazke, to jakas kreatywna robote, szycie, dzierganie, wycinanki - zawsze czyms zajmowalam czas spedzany we wlasnym towarzystwie.
Istnieja jednak ludzie, ktorzy nie umieja i nie chca byc sami i snuja sie "po kominach", jak mawiala moja babcia. Na tyle nie umieja zorganizowac sobie czasu, na tyle nie lubia samotnosci, ze w kazdej wolnej chwili uciekaja z domu i leca do kogos, zeby nie byc samemu. Zaden problem, jesli odwiedzaja kogos o podobnych upodobaniach, gorzej, kiedy zaklocaja samotnosc czlowieka, ktory lubi i chce byc sam. Mialam dwie takie osoby w gronie znajomych, wszystko bylo w porzadku, kiedy wyprawialam jakies rodzinne urodziny i spodziewalam sie gosci, wtedy byli mile widziani, znacznie gorzej, kiedy nastepowal wieczor, na ktory cos sobie planowalam, slubny byl w pracy, dzieci juz spaly, ja szykowalam sie do spedzenia wieczoru nad ksiazka, przy ogladaniu filmu czy np. malowaniu, szyciu czy innej kreatywnej robocie, a tu nagle dzwonek, bo osoba X czy Y zaczela sie w domu nudzic. Bywalo, ze nie otwieralam drzwi, ale rzadko, najczesciej zgrzytalam zebami i spedzalam z tym kims wieczor na rozmowach o niczym, a moje plany szly sie bujac.
Nasz P. niestety nalezy do tej kategorii, ze uwielbia latac po domach i nie byloby w tym nic nagannego, poki sam lata. Jednak kiedy ma w domu corke, zamiast wykorzystywac te trzy dni na zaciesnianie wiezi, na bycie we dwoje, na rozmowy, on kazdego dnia wlecze te dziewczyne do kogos i w ten sposob spedzaja czas. Bo jedni znajomi maja ogrodek, inni psa, inni kotka i w ten sposob organizuje jej pobyt u siebie. Tyle, ze mloda jest coraz starsza i jej zainteresowania sie zmieniaja, nie wystarczaja juz zabawy z cudzym kotkiem. Coz wiec tatus robi? Sprowadza do siebie przyjaciolke corki i zamiast sam sie nia zajac, ma dzieciaka z glowy, bo dziewczyny spedzaja czas ze soba, a on ma wolne. Zdarza sie rowniez, ze zwala sie komus na glowe razem z obiema pannami albo z synem, kiedy ma weekend bez corki. Nawet na wakacje do Polski zabiera te kolezanke corki, zeby nie musiec sam spedzac z nia czasu, bo tam juz nie ma do kogo pojsc. Lubie czlowieka, to nasz prawdziwy przyjaciel, ale tego zachowania nie jestem w stanie ani zrozumiec, ani tym bardziej zaakceptowac. Nie po to bowiem sa ustalone spotkania z dzieckiem, zeby to inni organizowali mu zajecia.
O nie ja się nigdy nie nudzę, zawsze tak miałam, a teraz w późnym wieku (w starości) ponad wszystko lubię być sama i wcale nie nazywam tego samotnością, bo ani trochę nie czuje się samotna będąc sama. Dziwi mnie takie ogólne mówienie że starci ludzie są samotni i zaraz współczuje im się, takie płacze/lamenty że tacy biedni bo samotni. A przecież ludzie są różni i różnie lubią, jedni wręcz kochają swój czas bycia samej/samego a drudzy potrzebują ciągłej bliskości kogoś i tak oni czują się samotni, ale nie uogólniajmy.
OdpowiedzUsuńNo coz, niektorzy starsi ludzie nie umieja sobie zorganizowac czasu, siedza i gapia sie przez okno oraz dni spedzaja na tesknieniu za towarzystwem, wyplakuja sie, ze dzieci ich nie odwiedzaja. Ja duzo bym dala, zeby moc zyc sama, ale zawsze mialam pelny dom i mam do tej pory, a coraz bardziej przeszkadza mi czyjas obecnosc, chocby to byly najblizsze osoby.
UsuńMało, ja mam dużo czasu na przemyślenia, moje działania mogą być lepsze, właśnie z mojego punktu widzenia, nie mam potrzeby zwoływać rodziny czy koleżeństwa żeby oni ingerowali w moje decyzje, nie płacze nie wołam na pomoc, czyli co jestem bardziej samodzielna, odpowiedzialna za własne decyzje a nie decyzje podjęte przez sztab pomocników. Wnioskuje nawet że jestem bardziej autentyczna niż ci co maja wsparcie doradców.
OdpowiedzUsuńJa juz od dawna przestalam kogokolwiek pytac o zdanie czy porady, sama decyduje o wszystkim, szkoda mi czasu na rozpytywanie.
UsuńA tak przy okazji, przeczytalam ten artykul, ktory mi podeslalas i w pelni sie z nim zgadzam.
No właśnie, ten artykuł też bardzo mi podszedł i w sumie ten mój komentarz jest w zgodzie o czym pisze tam ta kobieta, o tej emocjonalnej niezależności, bo ja nie muszę wydzwaniać po wszystkich moich znajomych żeby rozwiązać problem.
UsuńPrzy czym, jesli pisze sie o jakims swoim problemie, nie proszac wcale o rade, to zostaje sie zasypanym dobrymi radami osob, ktore wiedza lepiej, jak komus ukladac zycie.
UsuńKiedy w ostatnich latach życia w Polsce wróciłam do rodzinnego miasteczka, zaczęły mnie odwiedzać szkolne koleżanki, właśnie takie co nudziły się, i próbowały układać mi życie, które ja zresztą miałam ułożone, ale przecież według nich nieprawidłowo, nawet rozpuszczone włosy powinien fryzjer mi ujarzmić.
UsuńJa na szczescie nauczylam sie ucinac dobre rady, bo jak wiadomo, jest nimi pieklo wybrukowane. Wszelkie doradztwo gasze w zarodku i wiem, ze radzacy mial dobre intencje, ale ludzie nie umieja sie nauczyc, ze nieproszeni nie powinni wychylac sie z doradztwem.
UsuńNo tak, tylko po czym rozpoznajesz, że coś jest "dobrą radą" a nie luźną uwagą, wymianą spostrzeżeń, zwykłą rozmową? Ja jakiś czas temu wyczytałam, że prawienie komplementów też jest nie na miejscu, bo "nikt cię o zdanie nie pytał". A przecież chwaląc kogoś w jakiś sposób wyraża się swoją opinie, nie? 😮 Oops!
UsuńNiedługo w ogóle przestaniemy ze sobą rozmawiać 😉 A przecież nawet tutaj, u Ciebie, ludzie piszą co myślą albo co by zrobili, kiedy poruszasz jakiś ważny temat. To chyba ludzka natura, powiedzieć co się myśli? 🤔
lubię swoją osobność. no ale ja pracuje, tyram, mam wokół bardzo dużo ludzi...więc bywam coraz częściej przebodźcowania. jakiś czas temu zaczęłam wyraźnie sie izolować i wyciszać.
OdpowiedzUsuńLubię też ludzi i rozmowy i kontakty i wyjazdy i prace w grupie. ale bardzo starannie dobieram już towarzystwo.
Twój znajomy nie umie być z dzieckiem. a już nastolatka to w ogóle problem. bywają tacy ludzie. Tylko szkoda, ze obciąża tym swoich znajomych...
są zajęcia w domach kultury, warsztaty, kina, teatry. powinien udawać się w takich kierunkach., robić coś razem. żeby tworzyć więź.
Jestes jeszcze mloda, wiec potrzeba kontaktow jest silniejsza, ja juz jestem zmeczona towarzystwem ludzi, nawet tych moich najblizszych w domu. Moim wielkim marzeniem jest zamieszkac zupelnie sama, najlepiej gdzies na wsi, zeby jak najmniej miec kontaktow z innymi. Juz nawet starannie dobrane towarzystwo mnie meczy.
UsuńNaszemu P. nieraz mowilam, ze powinien tak aranzowac te co dwutygodniowe weekendy, zeby pielegnowac kontakt z corka, z ktora tak rzadko sie widuje, ale to jak grochem o sciane. Albo kupuje jej wszystko, co ona chce, albo ceduje kontakty z dzieckiem na innych. A przeciez moglby zabrac ja do muzeum czy wyjechac na jednodniowa eskapade, pokazac jakies skarby kultury. Dziewczyna jednak ma zainteresowania shoppen, youtube, insta, a tymczasem oceny ... ekhem ...
Moja dewiza: my Echo, my Shadow and Me :) Zresztą w orzeczeniu o inwalidztwie mam napisane: praca niewymagająca kontaktu z ludźmi. I to na stare lata mi się udało. Jak mogę, unikam. Jestem bardzo interesującą osobą, nie ma opcji, żebym się sama ze sobą nudziła. A kontakty z wampirami energetycznymi poucinałam definitywnie.
OdpowiedzUsuńJak ja Ci zazdroszcze tego samotnego zamieszkiwania, nikt Ci du*y nie truje, nie robi na zlosc, nie brudzi. No chyba, ze masz wizyte czy tam wizytacje takich dwojga.
UsuńOj tak, wampiry energetyczne tez gonie z mojego pobliza, choc zanim sie zorientowalam, zanim rozpoznalam wampiryzm, uplanelo troche czasu, a ci ludzie z pewnoscia odebrali mi kilka lat zycia.
Do 4 roku życia wiele godzin spędzałam sama w domu, bo moi "rodzice" rozeszli się gdy miałam rok, trwała jeszcze wojna, ja byłam przerzucana pomiędzy rodzicami moich rodziców. Gdy się skończyła wojna, mój ojciec, który po wypędzeniu mieszkańców Warszawy trafił do obozu niemieckiego nie wrócił do Warszawy, bo ja byłam przez sąd przyznana matce. A matka zostawiała mnie od rana do wieczora samą w domu i siłą rzeczy musiałam zajmować się sama sobą. No i gdy miałam 4 lata zabrała mnie do siebie na stałe matka mego ojca i to oni mnie wychowali. A czytać nauczyłam się mając 5 lat i od tamtej chwili już nigdy nie cierpiałam z powodu samotności.
OdpowiedzUsuńNiby znam Twoja historie, ale za kazdym razem, kiedy o tym piszesz, odczuwam wielki bol. Twoi rodzice nie dojrzeli ani do malzenstwa, ani tym bardziej do rodzicielstwa. Jak zawsze w takich przypadkach szkoda najbardziej dziecka.
UsuńMoje zycie rodzinne bylo bardzo normalne i dobre ale wyglada ze dostalam charakter ojca-samotnika. Byl bardzo rodzinny i swietnym ojcem ale towarzyskim poza domem to wogole. W zwiazku z tym ze to odziedziczylam majac duzo kolezanek szkolnych i innych nigdy nie mialam przyjaciolki, nigdy z zadna nie bylam bliska poza tym co codzienne zycie, szkola wymagaly. Od wczesnej mlodosci pokochalam ksiazki i to byla ma rozrywka i przyjaciel. Zostalo mi na cale zycie - znajomosci ale z dystansem, nigdy nie mialam takich by do mnie byle kiedy wpadali, bez umowienia sie, przesiadywali na kawie - i bardzo sobie taki system chwalilam. Obecnie ? - mieszkam z kotem, robie co chce, kiedy chce, w domu mam lad porzadek i cisze , dokladnie jak lubie i jestem wdzieczna losowi ze pozwala mi zyc wedlug mojego stylu i ani przez moment sie nie nudze.
OdpowiedzUsuńTwoj znajomy P - faktycznie dziwnie podchodzi do wizyt corki, moze jest w tym czesc tego ze jest facetem, nie pojmuje jak mlodej dziewczynie organizowac czas, jak go zaplanowac by byl takim wspolnym i czysto rodzinnym, wyglada ze on wogole nie rozumie iz te wizyty sa wazne nie tylko obecnie ale zostana w jej pamieci na zawsze i jak je bedzie wspominala? ile w tych wspomnieniach bedzie ojca ? Sama wiesz jak bardzo rodzina-rodzice ksztaltuja dojrzewaniem, tworza wiez rodzinna a wyglada ze tej corce ktora juz jest dotknieta rozbita rodzina ojciec bedzie sie kojarzyl ze wspomnieniami w stylu gdzie ja wozil z ktora kolezanka. Coz, ani nie podejrzewa ze sam sobie kuje taki a nie inny obraz ojca w jej oczach.
Pantero - umre z uczuciem ze nigdy do konca ludzi nie rozeznam i zrozumiem.
Wizyty u ojca zostana jej w pamieci, ze z ojcem latali po sklepach i po ludziach, nie bedzie pamietala rozmow czy tego, ze ojciec uczyl ja zycia, pokazywal swiat. Jej matka tez jest porzadnie zaburzona, najlepszy dowod, ze Gucio nie chce miec z nia nic do czynienia, nie chce jej na oczy ogladac, wiec i dla corki pewnie nie jest wzorcowa matka. P. to naprawde dobry czlowiek, ale sam w domu nie mial takiej bezwarunkowej milosci, wiec nie umie jej dac dzieciom, robi co mu intuicja podpowiada, ale to nie jest dobre, a mnie nie chce sluchac. Duzo stracil podczas rozwodu, bo jego eks nie pozwalala na kontakty, wreszcie sadownie je wywalczyl, ale kilka lat poszloo sie bujac. Tego nie da sie odtworzyc.
UsuńJa w dzieciństwie byłam powsinogą, lubiłam chodzić z Babciami "na chałupki" do ich znajomych, ale też potrafiłam zorganizować sobie czas w samotności, bez nudzenia się. Do dziś tak mam. Są dni, że mnie nosi, gdzieś bym wyszła, z kimś spotkała, ale częściej wolę zostać w domu, bo zawsze jest coś do zrobienia - czasem przyjemnego, czasem mniej, ale na nudę się nie skarżę. Ale mam bardzo różne koleżanki, od takich których w domu nigdy nie zastaniesz, po takie, których z kolei za cholerę z domu nie wyciągniesz i co dziwne, te drugie wcale nie są nietowarzyskie! Można do nich przyjść w każdej chwili i zawsze jest się mile widzianym. I nie jest to tylko gadanie "o, jak się cieszę...", one faktycznie się cieszą 😃
OdpowiedzUsuń