Piszemy do siebie z Tereska Australijska, codziennie wymieniamy kilka maili, czasem o niczym, o codziennosci, o pogodzie o mojej zazdrosci, ze u niej wiosna, o polityce i o dupie maryni. Ostatnio napisala mi, ze nad jej osiedlem nisko krazy helikopter i pewnie kogos szukaja. A mnie przypomniala sie historia sprzed wielu lat.
Pracowalam wtedy jeszcze w knajpie, wiec w sobote odsypialam, kiedy obudzil mnie huk smiglowca lecacego bardzo nisko nad naszym domem, za chwile znow i znow. Przelatujacy helikopter to u nas chleb codzienny, klinika uniwersytecka ma do dyspozycji opisywanego przeze mnie wielokrotnie Christoph 44, ktory czesto lata, glownie do bardzo powaznych stanow, wtedy laduje na srodku ulicy albo gdzie sie da, lub do wypadkow na autostradzie siodemce, bo najszybciej mozna tam dotrzec droga powietrzna. Ale krazacy w te i nazad to cos niezwyklego, wiec zwleklam sie z lozka i dopiero wtedy odkrylam, ze to nie Christoph, a smiglowiec policyjny.
Byly to czasy, kiedy telefony komorkowe jeszcze nie byly tak powszechne, a o internetach malo kto slyszal, wiec nie dalo sie szybko dowiedziec, o co chodzi, bo ze kogos poszukuja, to bylo pewne. Po osiedlu jezdzilo tez sporo radiowozow, a czlowiek nie byl pewien, czy to poscig za jakims przestepca, psychopata czy cos innego. Pozniej dopiero dzieci przyniosly do domu hiobowe wiesci, ze zginal ich kolega z podworka, a stalo sie to w piatek w drodze do szkoly. Chlopczyk o imieniu Andreas mial 7 lat. Tego dnia nie zostal odnaleziony, za to do matki dziecka zadzwonil porywacz, zadajac okupu w wysokosci 800 tysiecy marek, co bylo dosc zaskakujace, bo na tym osiedlu nie mieszkali zadni milionerzy. W niedziele wieczorem przypadkowi spacerowicze odkryli w niedalekim lesie chlopca przywiazanego do drzewa tasma klejaca, mial tez zaklejone oczy i usta. Krotko potem zlapano porywacza, ktorym okazal sie 21-letni bezrobotny, sam ojciec malego chlopczyka. Zostal skazany na 7 lat wiezienia i pewnie dawno juz wyszedl na wolnosc, ale to niestety nie koniec tej smutnej historii.
Andreas wyniosl z tego porwania spore psychiczne traumy. Jako ze przez czas porwania nie jadl, rozwinal sie u niego strach, ze znow moze zaznac glodu, wiec jadl na zapas, bardzo przytyl. Poza tym mial zal do matki, ze nie pospieszyla mu z pomoca, kiedy w tym lesie w nocy ja wolal, zeby go ratowala. Stal sie bardzo agresywny, byl to rodzaj muru, jaki tworzyl wokol siebie, zeby obcy nie mieli do niego dostepu, zeby nie powtorzylo sie porwanie. Dzieciak nakazywal sobie "proby odwagi", wspinal sie wtedy na wysokie drzewa czy mury. Oczywiscie natychmiast dostal psychologiczna pomoc, ale, jak mowil psycholog, dostep do niego byl bardzo utrudniony, wiec psychoterapie niewiele wnosily. Wciaz podkreslal, ze nienawidzi rodzicow, stracil do nich zaufanie, bo nie bylo ich, kiedy tak bardzo ich potrzebowal.
Te 60 godzin samotnie spedzonych w lesie, w dzien i w nocy, glod, brak mozliwosci rozejrzenia sie dokola, wolania o pomoc, wstyd z powodu opuszczonych spodni. Nie chodzilo tu o wykorzystanie seksualne, ale mozliwosc oddania moczu bez moczenia spodni, tak podkreslal porywacz. Chyba nigdy nie wybaczyl swoim rodzicom, ze nie bylo ich przy nim, kiedy ich potrzebowal, w tym przypadku cala wina lezala jego zdaniem po ich stronie, a nie po stronie porywacza.
O ile wiem, pozniej zaczely sie problemy z uzywkami, ale wlasciwie stracilismy kontakt z tamtym osiedlem po przeprowadzce i nie wiem dokladnie, co dalej bylo z Andreasem. Dzisiaj dobiega 40-tki, nie wiem, jak potoczyly sie dalej jego losy, czy zalozyl rodzine, czy ma wlasne dzieci, czy wybaczyl w koncu rodzicom.
Sprawca mial 100 000 marek dlugow i w taki sposob usilowal z nich wyjsc, niszczac nieodwracalnie zycie kilku osob, najbardziej tego biednego dzieciaka, ale i jego rodzicow.
Na podstawie wlasnych wspomnien i artykulu w Spiegel.
Smutna, tragiczna historia. Nie sposób sobie wyobrazić co czuło dziecko przez ten cały czas, 60 godzin to prawie 3 dni. No i kompletnie zniszczone całe jego życie.
OdpowiedzUsuńMusze nawet popytac srednia corke, bo ona mieszka na tamtym osiedlu, a poza tym znala przeciez Andreasa, moze ona bedzie wiedziala o jego dalszych losach.
UsuńJak tak ten helikopter krąży to zwykle myślę o uciekających przestępcach, jest obok park a część jego jest dzika (świadomie) wiec jest gdzie chować się, no i boję się żeby nie próbował do mnie wpaść taki uciekinier.
OdpowiedzUsuńA moze wlasnie dziecko zginelo? Moze starsza osoba z demancja jest poszukiwana. Ostatnio, kiedy mielismy wielka ewakuacje bombowa, tez krazyl nad miastem policyjny helikopter, sprawdzajac, czy w terenie niebezpiecznym nie znajduja sie jeszcze jacys ludzie. Ale groznych psychopatow tez moga szukac.
UsuńNie wyobrażam sobie, co musiała przejść matka tego chłopca i on sam. Szukać dzieciaka, to jest ogromna trauma dla nich wszystkich. Mojemu bratu, jak miał 8-9 lat włączył się gen włóczenia się po Łodzi. Zamiast wracać, po szkole do domu, to łaził gdzieś z kolegami. Trwało, to z pół roku i po większej awanturze ustąpiło i miał przechlapane, bo musiał siedzieć w świetlicy, dotąd, gdy go ktoś nie odebrał ze szkoły. Nie pasowało mu to, ale mieliśmy dość szukania go. Po dłuższym czasie wsypał się, że z kolegami jeździli nad staw, na Przędzalnianą...
OdpowiedzUsuńRyby tam lowili czy jak? Rodzice odchodza od zmyslow, kiedy traca dzieciaka z pola widzenia, ale kiedy zostaje porwany i jakies bydle chce za niego pieniadze, to chyba nie ma nic gorszego i przerazajacego, bo wyobraznia podpowiada najgorsze scenariusze.
Usuń:-) przeczytałam pierwsze dwa zdania, urocze to.
OdpowiedzUsuńi mnie niepokoi sygnał karetki wycie syreny i szum helikoptera, a te tu nam nad głowami latają. Naczelnik jest podpięty pod system i w czasem w nocy, jak syrena zawyje w łóżku z telefonu...mówię ci można wylewu dostać.
historia okropna.
Apropos, Wczoraj przerwałam oglądanie filmu Wszystkie pieniądze świata...o porwaniu właśnie.
Jeszcze moglabym zrozumiec porwanie dziecka bogatych rodzicow, takie ryzyko przynajmniej sie "oplaca" porywaczom, ale brac dzieciaka z osiedla, gdzie zyja ludzie o niskich dochodach to juz glupota. Mnie caly czas zastanawia, co staloby sie z chlopcem, gdyby nie znalezli go przypadkowi ludzie.
UsuńA ten film jest na Netflixie?
Ania, to jest straszny film....przerwałam w miejscu, gdy dzieciakowi odcinali ucho...i dzieciak z bardzo bogatej rodziny właśnie...
Usuńniestety nie Netflix. ja na Primie, to film z 2017 roku.
Mocny.
A to dobrze, że mnie ostrzegasz, ja nie mogę oglądać takich filmów.
UsuńMnie się od razu przypomina Josef Fritzl i chociaż to innego rodzaju zbrodnia, mną zawsze wstrząsa.
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie, co ten chłopiec musiał wówczas przeżyć, bo to jest nie do wyobrażenia.
Chłopiec to jedno, a matka...?!
UsuńFritzl to w ogole tak odrazajaca postac i taki dewiant, ze w glowie sie nie miesci.
UsuńJa jako dorosla osoba nie odwazylabym sie spedzic nocy w lesie, a co dopiero takie male dziecko. Matka zas byla dotknieta podwojnie, raz ze strony porywacza, a drugi raz ze strony dziecka, ktore jej wine przypisalo. Pewnie tez nie schodzi z kozetki u psychoterapeuty.
Szlag! Ludzie mają jednak straszne problemy. A ja potrafię przejmować się pierdołami.
UsuńGuzik prawda! Nie możesz sobie niczego zarzucać i wzbudzać poczucia winy. Każdy problem jest ważny, skoro powoduje chorobę.
UsuńNad moją wiochą niegdyś papież przelatywał helikopterem. Ale leciał wysoko i nie pomachał, niestety...
OdpowiedzUsuńMoze nie bylo w wiosce pedofili i nie mial komu pomachac? ;)
UsuńWłaśnie sobie uzmysłowiłam, że szalenie rzadko widzę przelatujący nad miastem helikopter, co zapewne wynika po prostu z rozległości Berlina. Straszna ta historia tego dziecka. Mam podejrzenie, że taka koszmarna trauma może pozostać do końca jego życia- oczywiście jako dorosły człowiek może do tych wydarzeń sprzed lat podchodzić rozumowo, ale nadal, wbrew swej woli będzie cierpieć.
OdpowiedzUsuńPewnie masz racje, takie zespoly stresu pourazowego lubia trzymac dlugo i to mimo rozlicznych terapii. Moze zostal alkoholikiem, narkomanem, moze juz nie zyje - nie wiem, ale moze sie jakos dowiem.
UsuńKażde słowo za słabe by opisać traumę tego dziecka, a ile tego się dzieje. A cóż powiedzieć gdy rodzice niewyobrażalnie krzywdzą własne dziecko... :(
OdpowiedzUsuńDla ludzi, którzy robią krzywde dzieciom lub innym bezbronnym istotom, nie miałabym krzty litości i karałabym tak bezwzględnie i ostro, że nie znaleźliby się naśladowcy. Ze strachu.
UsuńTrudno znalezc slow adekwatnie okreslajace wydarzenie zwlaszcza ze bierze poczatek z powodu rozbitej rodziny.
OdpowiedzUsuńSlysze o dziesiatkach dzieci w podobnej sytuacji, duza czescia sa mlode dziewczyny (chlopcy tez) porwane by stac sie zabawka seksualna porywacza, czesto przechodza okrutne tortury i smierc. W opisanym przypadku jest inaczej i moze gorzej skoro chlopiec obwinia rodzicow, odczuwa ze go zawiedli. Sa rany-traumy ktore sie nigdy nie goja - szkoda chlopaka.
Pisze z telefonu, bo mój 14-letni router postanowił udać się na tamten świat. Czekam na nowy, może przyślą w sobotę, a może dopiero w poniedziałek. Jesu, jak niewygodnie!
Usuń