Siedze sobie i od dwoch lat obserwuje, podjadajac popkorn i popijajac cocacole (zart oczywiscie, nie spozywam tych wynalazkow w ogole), jak rozwija sie sytuacja pandemiczna, ale glownie obserwuje poczynania tych madrych bezobjawowo, ktorzy nadal z uporem godnym lepszej sprawy, zaprzeczaja pandemii. Jakze oni sie staraja, jacy sa kreatywni w wyszukiwaniu argumentow majacych tej pandemii zaprzeczyc.
Zaraz na poczatku szermowali liczbami zachorowan, ktore po dwoch czy trzech miesiacach od wybuchu zarazy, nie przedstawialy sie wcale imponujaco. Za koronny argument mialo sluzyc porownanie obecnej liczby zmarlych z ta sprzed stu lat, podczas slynnej pandemii grypy hiszpanki. Zdawali sie zupelnie nie zwracac na to uwagi, ze hiszpanka sie skonczyla, a wiec calkowita liczbe ofiar mozna bylo podawac, zas covid dopiero sie rozkrecal, wiec liczba ofiar smiertelnych tej pandemii nie byla ostateczna, ale jak wiadomo, z nimi logika nie ma po drodze. Pandemia trwa do dzisiaj, liczba ofiar rosnie, codziennie przybywaja nowi, a wirus radosnie mutuje i konca jakos nie widac. No to towarzystwo wpadlo na nowy pomysl, ze te dane dotyczace liczby zmarlych sa manipulowane i jako przyczyne zgonu wszedzie wpisuja covid, bo tak jest szpitalom wygodniej, rzekomo z powodu finansowych rozliczen, "za covida, panie, dostajo wiecej, wiec piszo tak nawet przy zlamanej nodze (to na zlamana noge sie umiera?) i zawale serca". Aha, wszystko jasne. Falszuja statystyki, zeby koronasceptykom zrobic wbrew, inaczej nie mogliby snuc swoich teorii spiskowych.
Nie biora tez pod uwage, bo myslenie nie jest ich najmocniejsza strona, a poza tym sa to niewygodne dla ich statystyk dane, ze przez te sto lat medycyna troche sie rozwinela i kazdy byle powiatowy szpital ma srodki i narzedzia do ratowania takich stanow, ktore sto lat temu byly stanami smiertelnymi. Porownywanie wiec liczby tamtych zarazonych, ktora szacuje sie na ok. 500 milionow oraz 30 do 50 milionow ofiar smiertelnych z obecnymi blisko 300 milionami zarazonych (na dzien dzisiajszy, bo pandemia jeszcze sie nie skonczyla) i 5,5 miliona zmarlych na covid - jest sporym naduzyciem, ale jakze wygodnym dla udowadniania wlasnych racji.
Na nikim nie robia wrazenia liczby dziennych zachorowan, w niektorych panstwach po kilkaset tysiecy. Oni nadal neguja dzialanie ochronne maseczek, maseczek JEDNORAZOWYCH, nie szmat tysiackrotnie uzywanych, noszonych najczesciej na brodzie albo wcale. Oczywiscie, wirus przelezie, jak sie uprze, przez oczka maseczki, ktore sa dla niego wielkosci bramy florianskiej, ale na pewno latwiej mu bedzie dopasc kogos bez takiej ochrony.
Kilka dni temu jakis tenisista nie zostal wpuszczony do Australii, ktora ma dosc restrykcyjne przepisy sanitarne, nie tylko dla przyjezdnych, ale i dla wlasnych obywateli. Nie byl zaszczepiony, wiec stanowil zagrozenie epidemiologiczne, jak dla mnie sprawa jasna jak slonce, wiec nie ma co jojczyc o dyskryminacji i albo trzeba sie dostosowac do lokalnych przepisow, albo pogodzic z odeslaniem z granicy do domu. Nie, nie jestem za obowiazkiem szczepien, jak kto nie chce, to niech sie nie szczepi, jego brocha, ale niech nie skamle, ze jest gorzej traktowany niz inni.
A teraz najlepsze! Z dosc pewnych zrodel wiem, ze co najmniej dwie osoby, ktore lataja po internetach jako rzecznicy antyszczepow, sa juz dawno zaszczepione. Teraz opowiadaja, jak to sie nie boja i chodza sobie bez maseczek i ze nie pozwola sie zniewolic, co inne polglowki lykaja jak cukierki i sa przekonane, ze skoro ich niezaszczepione autorytety dalej chodza zdrowe po tym swiecie, to i im nic sie nie stanie. Do niedawna, jak zapewne pamietacie, niejaki pisowski prezydent Andrzej D. zaklinal sie w telewizorze, ze on sie nie zaszczepi, bo nie lubi, jak go kluja. Teraz, przy okazji zlapania wirusa, okazuje sie, ze juz zdazyl przyjac trzecia dawke, a nawet zacheca, zeby sie szczepic! Inaczej niz nasze znajome koronasceptyki i antyszczepy, oni przyjeli szczepienie, ale zeby nie stracic twarzy, dalej glosno krzycza, ze pandemii nie ma, a szczepienia odbiora im wolnosc, zdrowie i zycie.